Królowie Nocy, seria opowiadań autorstwa ghost_rider'a, przenosi Was w realia nocnych wyścigów ulicznych, rozgrywających się w Wielkopolsce, w Jarocinie i okolicach. Razem z głównym bohaterem, Dawidem, a także jego przyjaciółmi i znajomymi z Redrum Motorsport przeżyjecie liczne starcia, pojedynki i wyzwania w ramach "Night Wars", "dłubniecie" kilka(naście) naprawdę grubych fur, a także odwiedzicie...

 

... o tym najlepiej na razie zamilczę, aby nie psuć Wam dobrej zabawy, ale wierzcie mi - fabuła wciąga jak kolektor ssący w Viperze SRT-10. ^^

Wielkim atutem opowiadania jest znacznie większe niż w "ZZ" skupienie się na kwestiach technicznych, tunningu i wszelkich innych modyfikacjach "narzędzi walki". "Królowie Nocy" są jednocześnie znacznie "bliżsi" odbiorcy - bardziej realistyczni, mniej "uczuciowo - przesłodzeni" niż nieco wyidealizowane "Za Zakrętem". Nie ma tu wielkich słów, romantycznych uniesień i epickich wyzwań - jest za to proza życia, prawdziwe problemy ścigantów i prawdziwe... uczucie.

O tym jednak przekonać się musicie sami...

Akcja opowiadania toczy się jakiś czas (rok - dwa?) po wydarzeniach mojego "Za Zakrętem".
Kolejne odcinki ukazywać się będą po zapowiedzeniu ich na Waszych Forach i Forum "ZZ", a ogłaszane będą na Grupie Fanowskiej "ZZ".

A teraz - zapraszam do czytania
BelegU$, autor "Za Zakrętem"

 

 

"Królowie nocy"

 

Rozdział 1: Zapowiedź

 

W poniedziałek, pewnego niebyt ciepłego maja, jak zazwyczaj po pracy, Piotrek wracał do domu. Rzędowa piątka mruczała dość luźnym wydechem, radio odtwarzało jakiś kawałek DJ'a Tiesto, a on nie myślał o niczym konkretnym. To był kolejny zwykły dzień w warsztacie: podnoszenie głowicy w C-klasie, nowy Passat na przednie zawieszenie (koszmar), przekładnia w Oplu itd.

Dojechał do skrzyżowania, a Tiesta zastąpił Pitbull. Samochody ruszyły leniwie a jego wzrok padł na zamkniętą dawno temu hurtownie spożywczą. Czy dobrze widział uchyloną bramę? Zerknął w lusterko. Nie pomylił się, a na dodatek stały tam dwa busy z kontenerami, osobowy T4 i HDS z plandeką na ładunku.

- No proszę, ktoś to jednak kupił... Niektórzy nie byli by ucieszeni. - pomyślał, po czym zaczął wspominać "stare dobre czasy".

 

***

 

Minął miesiąc, odkąd spostrzegł roboty w starej hurtowni, maj przerodził się w czerwiec. W tym czasie próbował dowiedzieć się czegoś na ten temat, podobnie jednak jak pogoda, tak stan jego wiedzy nie zmienił się zanadto.

Prace w hurtowni posuwały się za to niezwykle szybko, z jego informacji wynikało, że robotnicy zajmowali się już placem i elewacją.

Był czwartkowy wieczór, jechał z Natalią zatankować auto, a potem wybierali się w odwiedziny do jej dziadków w Roszkowie.

Nie zwolnił na skrzyżowaniu, lecz jego głowa mimowolnie zwróciła się w kierunku hurtowni.

To, co zarejestrowały oczy było i nie było zaskakujące zarazem.

- Czarny półmat, złota fela, gleba i poliftowe lampy... - mruknął.

- Mówiłeś coś, misiu? - spytała z rozbawioną miną Natalia - Niedobrze z tobą, jeśli mówisz sam do siebie.

- Pamiętasz, jak wspominałem ci o tej hurtowni? Chyba właśnie widziałem tam znajome auto. Auto kumpla z dawnych lat. Nie do pomylenia. - odparł trochę zbyt poważnie, czym zbił ją z tropu.

- Tak? Ciekawe...

- Żebyś wiedziała. Z czasów przemiany mojego "władcy pierścieni". Wtedy też powstał jego wóz, nazywał go "Szerszeniem" (przejął to od ojca, który miał taki sam model). Powstał, a potem nasze drogi się rozeszły i słuch o nich zaginął.

Było to niecałe 5 lat temu, miał wtedy jeszcze własny warsztat na ulicy Ceglanej.

Kupił okazyjnie czarne Audi 100 2.3 z 1991 roku, swoją rówieśniczkę. Trzy miesiące później kumpel też nabył swoje pierwsze wozidełko: czarną jak noc Hondę Prelude 2.0i-16 z silnikiem B20A7, z tego samego rocznika.

Oboje lubili samochody, a Dawid wręcz je kochał. Oboje lubili tuning, a Dawid był nim zafascynowany.

Podczas prac w warsztacie Piotrka zrodził się pomysł przeróbki Audi na RWD, co stało się faktem w połowie lipca. Zabieg był stosunkowo łatwy: znalezli rozbite BMW E34 528i i przeszczepili co trzeba do "ceczwórki". Zajęło im to 2 miesiące prac całymi nocami. W tak zwanym międzyczasie Dawid kupił "szerszenia" i powstał szalony plan zrobienia Preludy 4x4. Tu już nie było tak różowo, męczyli się prawie do końca września. Trzy i pół miesiąca. Wrzucili do "Pralki" napęd i przerobione zawieszenie z CRV. Mimo tego, Dawidowi mało było mocy więc kupił silnik B18C z Integry, rozwiercił do dwóch litrów i poddał tunigowi, dzięki czemu wykrzesał 312KM i 287Nm. Niestety, raz zatarł silnik przez zbyt ostre docieranie.

Na koniec sami pomalowali budę w czarny półmat, Honda wyjechała z warsztatu, a Piotrek widział ją ostatni raz...

 

***

 

Opowiedział o tym wszystkim Natalii, a gdy skończył dotarli akurat na podjazd domu w Roszkowie. Przed zawróceniem powstrzymało go bynajmniej nie to, że już byli spóźnieni.

Postanowił nie zgłębiać tematu do końca prac. W razie czego, wolał nie wyjść na głupka.

 

 

Rozdział 2: Powrót

 

Jechał do pracy na dziewiątą.

Z końcem czerwca, pogoda zmieniła się diametralnie, już rankiem klimatyzacja ledwo wyrabiała. Wjechał Audi na pas do skrętu w lewo i odruchowo spojrzał w stronę starej hurtowni.

Budynek zdecydowanie nie był już odrapany i opuszczony. Nowy czarny tynk, pokryty grafitti z nazwą firmy i czymś, co zapewne było światłami sportowego auta palącymi się w mroku, duży, wybetonowany plac, nowe ogrodzenie...

Tym, co przykuwało uwagę najbardziej, była jednak nazwa.

- Redrum MotorSport - powiedział do siebie bezwiednie - Motorsport, czyli warsztat. To prawie deja vu...

Pierwsze pięć liter było lustrzanymi odbiciami.

Zmienił pas, i skierował "setkę" na podjazd.

Na bramie wjazdowej wisiała tablica:

 

PIERWSZY TUNER W JAROCNIE!

bramy RMS zostaną otwarte

1go LIPCA!!!

 

KONKURS!

Zgłoś swój samochód, a nasza firma wybierze 3 auta!

Zwycięskie auto poddane zostanie tuningowi za 50.000ZŁ!

Drugie miejsce nagrodzimy tuningiem za 20.000ZŁ

Trzecie 10.000ZŁ

zgłoszenia do 25.06 na naszej stronie:

WWW.REDRUM-MS.PL!

Sponsorzy: BRIDGESTONE TIRES, MAZDA INC

Patronat medialny: GT, TVN Turbo

 

- "Mają rozmach sk****syny..." – pomyślał, przypominając sobie tekst ze starej komedii.

Brama była zamknięta, podobnie zresztą jak warsztat, ale na placu, pod długą, niską wiatą dostrzegł trzy samochody, przykryte skrzętnie płachtami.

Dwa z nich były dość pokaźnych rozmiarów, a przód jednego z nich „spoglądał” gdzieś na horyzont, zapewne z powodu braku silnika. Trzeci wóz był natomiast znacznie krótszy i trochę niższy niż pozostałe, a ułożenie płachty sugerowało brak dachu…

 

***

 

Po skończonej pracy postanowił, że ponownie zawita w firmie RMS.

Wjechał na podjazd, znów natykając się na zamkniętą bramę.

Tym razem jednak, budynek stał otworem, a płachta na aucie z zadartym w górę przodem zniknęła. Teraz mógł rozpoznać, z czym miał do czynienia.

Mazda RX-7, ostatnia wersja.

Co więcej, za małym autem doszło kolejne, czwarte, duże coupe z polerowanymi na „lustro” felgami i czarnym lakierem, który dostrzegł spod przykrótkiej narzuty.

W samym warsztacie zaś, na jednym z podnośników kolumnowych, znajdował się znajomy samochód. Czarna, półmatowa "Pralka" 3gen.

Uchylił odsuwaną bramę i przeciął plac, kierując się do wnętrza budynku.

- Dobry! – zakrzyknął, jak to miał w zwyczaju.

- Dzień... Siemanko stary! - odparł właściciel - Dawid, wychodząc z pomieszczenia obok. W ręce dzierżył coś na kształt dużego alternatora - Dobrze Cię widzieć.

- Coś mi mówiło, że to Twoja sprawa. Pamiętam jak mówiłeś o tym miejscu jako materiale na warsztat. Ile to już lat? 4? 5? Jak żyjesz? Wcale się nie odzywałeś.

- Tak jakoś wyszło.

- Skąd wytrzepałeś kasę na to? - wskazał na warsztat.

- Ah tam długo by opowiadać, więc w dużym skrócie: pokręciłem się gdzie trzeba i namówiłem Mazdę i Bridgestone na sponsoring. Dzwoniłem do ciebie, ale się nie dodzwoniłem, zmieniłeś numer?

W odpowiedzi otrzymał tylko zaprzeczenie głową.

Oprowadził go po warsztacie i pokazał tajemnicze samochody:

FD miało zostać autem pokazowym i driftowozem RMS.

Drugie auto okazało się prawdziwym JDM-em: Mazda Eunos Cosmo dla Mazdy.

Nowoprzybyłym, czerwonym pociskiem była Honda NSX dla Bridgestone'a

- A ten dla kogo? - spytał Piotrek, podchodząc do najmniejszego autka.

- Dla znajomej. Kobieca fura z męskim napędem - odkrył niewielkie, żółte autko, kabriolet - Suzuki Cappuccino. 650cm3, turbo, 64 koniki... niby niewiele, ale waży tylko 730 kilo. Do tego silnik centralnie z przodu i napęd na tył. Świetny resoraczek.

- Ale gokart... Nieźle musi zapitalać - Piotrkowi po tym pokazie szczęka mało nie potłukła kolan, nie wspominając o stopach…

 

***

 

Siedzieli w jadalni dla personelu, wspominając stare czasy, gdy nagle zadzwonił telefon Dawida:

- No witam szeryfa! Jak się nasze sprawy mają?... Rozumiem...Aha...Aha...Mhm, czyli da radę dopiero za miesiąc...Tak...W takim razie trzeba to uczcić i osuszyć jakiegoś Jack'a. Trzym sie.

Dalsza rozmowa o "starych dziejach" niezbyt się kleiła, więc Dawid zadał w końcu pytanie, które od początku miał zadać

- Nie chciał byś mi pomóc w warsztacie? Potrzebuje jeszcze paru mechaników... Mam trzy stanowiska robocze, a tylko dwie ręce do pracy.

- Chętnie ale mam już robotę - stwierdził z lekkim żalem Piotrek – Sorka, stary. Poza tym… prawdziwy tuning to nie takie grzebanie, jakie do tej pory miałem…

- Głupoty pi****lisz... to jest dużo fajniejsze, a różnic jest niewiele… jedyna poważna to płaca. Chyba nie pogardzisz czterema kaflami na początek?

Nie powiedział nic.

Nawet nie było potrzeby.

Jego oczy zdradziły Dawidowi podjętą w tym momencie decyzję.

- W takim razie czekam na podpisanie umowy, zadzwoń tylko i powiedz kiedy możesz zacząć pracę. - dodał ze szczerym uśmiechem…

 

***

 

Odprowadził go do jego auta, stojącego teraz na terenie betonowego placu.

Dawid przyjrzał się „Adeli” z zainteresowaniem.

- Jak się sprawuje? Pod maską nadal to samo, co 5 lat temu?

- Taaa, jedynie motor dostał kapitalke przy 645 tysiącach. Bynajmniej nie dlatego, że siadł, po prostu dla własnego spokoju. - powiedział Piotrek

Po krótkim namyśle Dawid stwierdził:

- Miałbym dla ciebie lepszą motorownie. Co powiesz na W12?

- To by był szał macicy, ale zejdźmy na ziemię. - oczy Piotrka zaświeciły się na moment, po którym odpalił Audi i wsłuchał się w miarowy pomruk basowego wydechu. Zamknął drzwi, przegazował i na znak pokoju spalił tylne laczki na wstecznym.

Światło słoneczne odbiło się jeszcze od tumanów dymu, gdy włączał się do ruchu…

 

Rozdział 3: Pierwsza Noc

 

Leżeli z Natalią na kanapie w pokoju gościnnym. Jedli pomarańcze, popijali drugą lampkę szampana i oglądali film. Horror. Podobno zabójczy, ale na razie wiało nudą, krzyki dziewczyny, głupie zachowanie jej faceta i pare niezbyt strasznych zdarzeń.

Wynajmowali małe mieszkanko na osiedlu nazywanym przez miejscową młodzież "Konsta", dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Wystarczyło im to w zupełności.

Zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu pojawił się napis "Dawid".

- Widzę, że ty też nie zmieniłeś numeru.

- Ano. Nie przeszkadzam?

- Leżymy z Natalią i oglądamy "Paranormal activity" - na twarzy Piotrka malowało się zdziwienie. Zegarek pokazywał 23:49 - O co chodzi, stary?

- Świetny film, ale na początku nuda w ch... Chcę ci coś pokazać, jeszcze jeden powód mojego powrotu. Zainteresowany? Weź swoją ukochaną i się przejedziemy.

- Niebardzo da rade, bo już jestem „po”.

- Ja prowadzę. To jak? - nie dawał za wygraną Dawid.

- Dobra. To na pewno lepsze niż ten film. Gdzie będziesz czekać?

- Koło starego "Lewiatana", za 15 minut. Naraska.

Piotrek naświetlił Natalii rozmowę z Dawidem i jego propozycję. Chętnie się zgodziła. 20 minut po telefonie od kumpla dotarli w umówione miejsce.

Honda już tam stała, błyszcząc delikatnie w pomarańczowym blasku latarni.

Podchodząc do auta Piotrek dostrzegł kilka zmian, których nie zauważył wcześniej.

Kolorem nadal był czarny półmat, ale maskę, klapę bagażnika i dach wykonano z karbonu.

W oczy rzucał się brak szyberdachu, błotniki z nitowanymi poszerzeniami z włókna węglowego, złote, pięcioramienne felgi z dużym parapetem i dekielkami "RAYS", zglebowane zawieszenie i przód z japońskiej wersji INX.

Po wymianie uprzejmości, i zapoznaniu Dawida z Natalią, wsiedli do środka.

Tu też trochę się zmieniło: składane kubełkowe fotele obite białą skórą, podobnie jak tylna kanapa, podsufitka i boczki, deska obita flokiem, a w miejscu zegarka trzy zegary od Mugen'a (temp. wody, oleju i ciśnienie oleju) świecące bielą. Siadając z tyłu, Natalia odgarnęła z kanapy luźno wiszące pasy TAKATA.

- Tuning optyczny? To do Ciebie nie podobne. - zagadnął Piotrek.

- Widzisz, Siwy, to jest auto do miłego wożenia dupska i lansu - mrugnął okiem - Do sportu będę miał coś innego… choć i tu biedy nie ma.

- Gdzie jedziemy? - zapytała Natalia, której samochody zbytnio nie interesowały.

- Zobaczycie…

 

***

 

Wyjechali poza miasto, kierując się na Poznań, aż wreszcie zatrzymali w miejscowości Wolica Pusta, na placu vis a vis cmenarza.

Plac nie był pusty, stało tam około 15 aut plus jeszcze kilka na okolicznych dróżkach. Wozy miały w większości poznańskie blachy, ale znaleźć też można było numery średzkie, jarocińskie, a nawet jedno auto ze Śremu.

Nie były to zwykłe wozy. Wszystkie zglebione, na dobrej feldze, i z całą pewnością w jakiś sposób zmodyfikowane mechanicznie.

Ludzi było niewielu, około trzydziestuparu, kręcących się przy i między autami. Niektórzy rozmawiali, inni tylko podziwiali wozy. Dwóch chłopaków około dwudziestki kłóciło się przy Seacie Leonie Cupra, rocznik 2001.

- Pamiętasz NFS Underground? - zapytał nagle Dawid - To dokładnie to samo, tylko w realu.

Siwy nie odpowiedział, zatkało go na widok aut, a wiadomość o charakterze imprezy tylko pogłębiła jego stan.

Natalia spoglądała ożywionym wzrokiem na zgromadzone auta i osoby.

Zwłaszcza osoby, a konkretnie dziewczyny.

Zaczynało się gorące lato, noce były jeszcze niezbyt ciepłe, ale znośne.

Wszystkie obecne na miejscu dziewczyny były odziane skąpo jak na plażę.

A czasem nawet skąpiej.

Zalała ją fala zazdrości. Tyle lasek wokół jej Piotrka?!

Gdy wjechali na ten niewielki plac wszyscy jakby zwolnili, przystanęli, nawet dwaj kłócący się zamilkli i przyglądali w skupieniu.

Gdy cała trójka opuściła samochód, Dawid stanął przed jego maską, i powiedział do zebranych głośnym i zdecydowanym tonem:

- Witam wszystkich! Wraz z moją przeprowadzką poszerzamy teren działań. Dzisiejszy dzień inauguruje tutejsze rozgrywki. Druga Strefa, jak go nazwaliśmy, zarządzana będzie przeze mnie osobiście. Z racji tego, że jestem jednym z założycieli, będę szefem Strefy. Dziś odbędzie się jeden wyścig, zapowiedziany już przez Radę. W wyścigu tym udział wezmą: Gestapo w Golfie 3 GTI z Poznania oraz Saber w Corolli AE92 ze Środy. Trasę, jak zwykle, wyznaczają markerzy, którzy już czekają na sygnał. Policja się nami nie zainteresuje. Zasady znacie, ale dla pewności przypomnę: pierwszy wygrywa, nieczyste zagranie wyklucza z gry, kontakty aut zabronione, chyba że będą nieuniknione, można blokować przeciwnika dopóki jest całym autem za tylnym zderzakiem. Na autach montujemy dwie kamery, jedna na tyle, druga na dachu. Ja będę bankierem. Zawodnicy ustawili stawkę na 5tysi od osoby. Pamiętajcie, to, co się tu wydarzy, zostaje między nami, nie mówimy postronnym o Night Wars. Życzę udanego wyścigu.

Wyjął z auta cztery kamery ze stópką magnesową, i dwa małe urządzonka z lampką jak w shiftlightach obrotomierzy. Zamontowali kamery na autach, a lampki na deskach rozdzielczych, po czym wsiedli do maszyn, i ruszyli na drogę prowadzącą obok cmentarza…

 

***

 

Stali koło sklepu spożywczego. Golf i Corolla na środku drogi, Honda tuż za nimi, a czternaście innych aut w dwóch szeregach po obu stronach drogi, maskami w kierunku trasy wyścigu.

Trasa miała około 7,5 kilometra, i wiodła przez okoliczne wsie, aż poza granice Aleksandrowa. Nie było na niej wielu zakrętów, ponieważ na nizinach brakowało tras podobnych do górskich serpentyn, a nieznający terenu kierowcy łatwo mogliby wypaść z drogi, gdyby była bardziej kręta.

Gestapo i Saber zatrzymali się przy swoich samochodach, a Dawid, odebrał od obu gotówkę.

Pula wynosiła 10 tysięcy złotych.

Kierowcy zajęli swoje miejsca w autach, a przed nimi stanęła dziewczyna w białej mini, zapewne pomylonej z paskiem do spodni, i zielonym topie.

W ręce trzymała coś czerwonego.

Piotrek i Natalia opierali się o maskę "Szerszenia" gdy wrócił Dawid.

- Serio Dawciu, to istny Underground na żywo.

- A nie mówiłem? - odrzekł z szerokim uśmiechem Dawid.

 

Rozdział 4: Nocne gonitwy

 

Odezwały się silniki, tylne lampy rozbłysły czerwienią.

Toyota zagrała kręconym na czerwone pole 4A-GE Black-Top, podkręconym do 180KM. Z wydechu posłała w atmosferę cztery soczyste marchewy.

W odpowiedzi GTI ryknęło basem 205 koni, karmionych przez kompresor Eaton mp62.

Natalia w świetle samochodowych reflektorów dojrzała wreszcie, czym dokładnie był przedmiot trzymany przez „starterkę”.

Piotrek też już wiedział

- Lepiej niż w Need For Speed...Tam nie startowali stanikami - rzekł z namysłem Piotrek.

- Ty się bratku nie gap na te blachary, bo pośpisz tydzień na kanapie. - syknęła przez zęby jego ukochana.

Zaczęło się odliczanie.

3.

2.

1.

Biustonosz w ręce dziewczyny poszybował w dół.

START!

Toyota zapaliła na starcie opony, co wywołało wybuch radości publiki.

Golf, wystartowany z właściwych obrotów, katapultował się na zachód, i odsadził Corollę na trzydzieści metrów.

Mimo tego, dystans zmalał do połowy na lekkim prawym łuku.

Mniejsza masa, asfaltowe opony rodem z rajdów i opadająca lekko droga dawały Corolli przewagę na tym odcinku.

Na linii startu wszyscy wskoczyli do samochodów, i pognali trasą krajową nr 11, w kierunku mety wyścigu.

Piotrek w ciągu 4 minut, potrzebnych na dojazd na metę, zdążył zadać niewiele pytań.

Na wszystkie jednak dostał odpowiedź.

- Ale z nazwą to nie trafiliście. Night Wars? Jak jakiś serial kryminalny, albo kreskówka dla dzieci.

- Głupia, to fakt, ale chwytliwa. - podsumował starego kumpla Dawid.

 

Pod koniec tej długiej prostej, przechodzącej w lekki lewy zakręt na skrzyżowaniu, osiągnęli 170km/h. Kierowca Golfa miał już tylko 10 metrów przewagi.

Ujął gazu, dohamował lewą nogą, i przy 130km/h przeszedł zakręt.

Dalej była długa szykana prawo-lewo-prawo, wychodząca na czterystumetrową prostą.

Gestapo przegiął z prędkością, Golf już na pierwszym odbiciu borykał się z podsterownością.

Lekkie hamowanie uratowało go przed wycieczką w plener.

Saber szedł idealną linią, a dodatkowo dzięki błędowi przeciwnika i dobrym oponom Toyota odrobiła całą stratę.

Maska japończyka wcisnęła się na wysokość drzwi Golfa, a po trzystu metrach auta zrównały się, mknąc około 150 na godzinę.

Krzyżowy ogień reflektorów oraz migające światła awaryjne oznajmił im bliskość zakrętu.

60 metrów.

 

- Postawiłem 3 tysie na Korolkę. - powiedział Dawid - Stosunek 2,76 od jednego. Golf ma 1,90 do jednego, ale przegra, co do tego nie ma wątpliwości.

- Jesteś pewien? - Piotrek trzymał mały monitor, podzielony na dwa obrazy z kamer na dachach aut.

Szły równo więc widać było przody obu.

Gdy ktoś był z przodu wtedy uruchamiała się jego kamera wsteczna.

- Toyota jest słabsza o 25 koni, ale lżejsza. Co szło ma z laminatu, a środek wypruty do cna. 200 kilo różnicy. No i ma asfaltowe opony rajdowe, a Golfiacz tylko Toyo T1R…

 

Do 80cio stopniowego zakrętu w prawo zostało 50 metrów.

45.

Kierowca Golfa zobaczył, że Toyota nie hamuje.

- Opóźnia to ja też opóźnię, jestem na wewnętrznej, więc się nie wciśnie. - pomyślał.

40 metrów.

Toyota hamuje. Golf opóźnia.

35 metrów.

Golf hamuje.

Redukcja do dwójki, kierownica na maksa w prawo.

W tym miejscu całe pobocze porastały akacje, więc Volkswagen nie mógł ciąć zakrętu, a że był od wewnętrznej musiał bardziej zwolnić.

Zbyt duża prędkość wynosi auto Gestapo na akacje.

Awaryjne hamowanie i gałęzie smagają bok białego auta.

Kierowca Toyoty zredukował do trójki i płynnie wszedł w zakręt.

Minął zderzak GTI na grubość gazety i pognał przed siebie.

Czerwone pole, sprzęgło, czwórka.

Dokręcał czwórkę, gdy wjeżdżał do oddalonego o 250 metrów lasu.

W tym miejscu droga delikatnie się wznosiła.

Gestapo 70 metrów z tyłu, ale dzięki dużo większemu momentowi obrotowemu szybko skracał dystans.

 

Zatrzeszczała krótkofalówka:

- Tu drugi marker, Corolla wycięła na zakręcie Golfa. Zbieramy zabawki i kierujemy się na ostatni przystanek. Odbiór

- Wiemy, mamy obraz z kamer. Czekamy na was. Bez odbioru. - rzucił sucho do krótkofalówki Marcin vel Mes, jeden z czterech organizatorów, zwanych Radą.

Na mecie stał zaparkowany Mercedes Vito - wóz techniczno-transmisyjny, z którego dosłownie wyjechał 46cio calowy telewizor LCD, na którym wyświetlano obraz z dwóch kamer na autach.

Tłumek zebrał się przed nim, i ożywiony podziwiał rywalizację.

Piotrek po raz kolejny był pod wrażeniem profesjonalnego podejścia…

 

Golf podszedł na 40 metrów, widział, jak kierowca przed nim przechodzi pełnym ogniem przez otoczony lasem lewy wiraż.

On również nie miał zamiaru zwalniać.

Ryk dwóch rzędowych czwórek i sprężarki mechanicznej płoszył zwierzynę i budził zaspanych mieszkańców najbliższej wioski.

Gestapo z prędkością 165km/h przeszedł przez zakręt.

Łuk był na tyle łagodny, że nawet z gazem w podłodze auto zachowało stabilność.

Toyota zbliżała się.

Różnica prędkości na zakręcie wynosiła 8km/h i prawie się nie zmieniła na ponad kilometrowej prostej przecinającej wieś i tory kolejowe (na szczęście prawie nie uczęszczane).

Nasyp torów miał około metra wysokości.

Toyota zwolniła do setki i przeleciała w powietrzu, lądując 2 metry za szynami.

Gestapo, chcąc za wszelką cenę odrobić stratę, wzleciał nad torami o połowę szybciej.

Piękny, pięciometrowy lot, i cięższy Volkswagen nurkuje przodem, a utrzymane w świetnym stanie GTI traci przedni zderzak.

- Kur*a!!!!

Odległość między autami znów zmalała do około 20 metrów…

 

Tłum był zachwycony.

Słychać było bardzo zdecydowane opinie na temat determinacji kierowcy Golfa, oraz jego zdrowia psychicznego.

Osiemset metrów dalej, dwadzieścia metrów zamieniło się w pięć, a do zakrętu zostało tylko sto.

- Panie i panowie, showtime! - krzyknął donośnie Jarek, vel Jary, kolejny członek "Rady", zanosząc się śmiechem.

 

Przy 170km/h Saber spostrzegł światła, których źródło znajdowało się po lewej.

Zrozumiał, że ma przed sobą zakręt w prawo, a za sto metrów zaparkuje w pałacowym ogrodzeniu.

65 metrów.

55... hamulec, sprzęgło...

Golf podąża za Corollą jak cień.

Dwójka, skręt, sandał i... oczom prowadzącego ukazuje się kolejny dziewięćdziesięciostopniowy, tym razem lewy zakręt.

Toyota szybko schodzi na zewnętrzną.

Golf siedzi na zderzaku AE92. Kierowca VW agresywniej wziął pierwszy zakręt.

Saber z gazem w podłodze skręca ostro w lewo...

Za wcześnie.

Na szczęście człowiek ten jest mistrzem w wykorzystywaniu podsterowności, która wypycha przód auta, jednocześnie, przy odpowiedniej technice, nadając mu właściwy tor jazdy.

Delikatne podcięcie z ręcznego stabilizuje tor jazdy bez utraty prędkości.

Jego oczom ukazuje się trzeci zakręt.

Prawy, równie ostry jak poprzednie.

8000 obrotów, sprzęgło, trójka, zejście do wewnętrznej, szarpnięcie kółkiem w prawo.

Znów za szybko.

Podsterowność, ręczny...

Prędkośc była jednak za duża i lewe koła czerwonego japończyka wpadają na trawę porastającą sąsiadujący z trasą rów.

Kierowca zdjął nogę z gazu, ledwie ratując się przed spinem i lądowaniem w rowie.

Zredukował, i dał pełen ogień na tłoki.

Wszystko potoczyło się nagle.

Corolla znikająca sprzed maski VW, ostre hamowanie, redukcja, zakręt, gaz, hamowanie, zakręt, gaz...i niknące w szybkim tempie światła przeciwnika.

Na zakrętach stracił sporo, ale to różnica jakichś 10km/h w prędkości wyjścia z ostatniego wirażu była kluczowa.

Teren był równy jak stół, więc masa i opony Toyoty grały na jej korzyść.

Po trzykilometrowej prostej w kierunku Aleksandrowa Golf został oficjalnie "pozamiatany".

Odległość między autami wynosiła przeszło 200 metrów, a dwa ostatnie zakręty w Aleksandrowie, przed ostatnią prostą pozostały formalnością.

Toyota wpadła na metę mając 230 metrów przewagi…

 

***

 

Dawid złożył zwycięzcy gratulacje, po czym wręczył wygraną.

Tłum nie skandował ani nie wiwatował. Po co zwracać na siebie uwagę tubylców?

Ciche, lecz entuzjastyczne gratulacje rozbrzmiewały ledwie parę chwil, a po dziesięciu minutach meta wyścigu była pusta niczym regały peerelowskiego dyskontu spożywczego…