Rozdział 5: Wind of Change

 

- Dokąd idziesz, stary? - Dawid zwolnił i zatrzymał auto przy chodniku. - Nie w robocie?

- Nie. Stwierdziłem, że zostanę bezrobotnym. - odparł, siadając na fotel pasażera.

Do RMS było już niedaleko.

Wjechał na plac i zaparkował pod wiatą.

- Długo zamierzasz się opierniczać na bezrobociu?

- Tak długo, jak zdecydujesz się podpisać parę papierków.

- Załatwione. - rzekł kierując swoje kroki do biura.

Wyjął kartkę zatytułowaną "umowa o pracę". Złożył na niej podpis i przystawił pieczątkę.

Siwy uczynił to samo.

Po dokonaniu wszystkich formalności otrzymał robocze ubranie, koszulkę i czapkę z logo sponsorów oraz swoją osobistą skrzynkę warsztatową.

- Jesteś już pracownikiem, więc do roboty! - krzyknął radośnie klepiąc Siwego w ramie - Jutro wielkie otwarcie i musimy wybrać zwycięzców konkursu. Dobrze, że to ja mogę decydować co chcę mieć w warsztacie.

Tak więc wybrali. Zwycięzca i dwóch kolejnych szczęśliwców mieli zostać ogłoszeni następnego dnia wieczorem.

Następnie wepchnęli do środka Cappuccino.

- Co mamy w nim zrobić? - spytał Piotrek.

- Nic takiego, ono ma dziś wyjechać. Paski, płyny, turbo, wtryski, wałki i wydech. Potem strojenie.

- Jaja sobie robisz?

Nie robił sobie jaj. Komplet części z niecierpliwością czekał na nowe mieszkanie, zupełnie jak przyszła właścicielka wozu.

Szybko wymienili prawie wszystko. Tylko wydech stawiał opory. Okazało się, że jedyny producent sportowego wydechu do malutkiego Suzuki przysłał nakrętki o złym gwincie, a rozstaw śrub się nie zgadza.

- Kur*a!!! - zaklął Dawid, gdy spostrzegł wspomniany problem.

- Tyż kobita... - odkrzyknął Piotrek, pozostawiając na chwilę prace przy dokręcaniu downpipe’a, by zbadać w czym tkwi problem…

- I nie jej wina, że z p***y ma skarbonkę. - dokończył aksamitny kobiecy głos. W ustach tej istoty nic nie brzmiało źle, nawet przekleństwo.

W prześwicie między podłogą i tylnym zderzakiem pojawiły się dwie niesamowicie zgrabne nogi.

Ubrana w japonki, białe szorty i niebieską bluzkę brunetka wślizgnęła się pod auto by stanąć twarzą w twarz z Dawidem. Dzieliła ich jedynie polerowana na szkło rura wydechowa.

- Kiedy pan skończy, proszę pana? - zagadnęła z lekkim uśmiechem.

- Nie mów do mnie "proszę pana". Skręcimy to badziewie i stroimy. - odparł udając urazę - Siwy, pamiętasz Anie? – spytał kumpla, który właśnie dołączył do nich.

Oczywiście, że pamiętał. Nie mógł zapomnieć najładniejszej koleżanki z gimnazjum.

- Jasne. Więc to twoje auto małpo? - spytał lekko zaaferowany.

- Sam jesteś małpa. Nie moje tylko dla mnie. - powiedziała - Zadzwoń jak skończysz.

Tyle ją widzieli. Wyszła i nie odwróciła się nawet.

- No no no...To się dowiedziałem....

- Odbij stary. Musimy to rozwiercić i dać większe podkładki. - uciął Dawid.

Pracę skończyli o piętnastej, czyli pół godziny później, po czym zamknęli firmę i pojechali stroić silnik, a potem na hamownię do Kalisza. Dzielny Mały Wojownik wycisnął z siebie 101KM.

Zadzwonił do Ani, a gdy wrócili zabrali się do rozbierania NSX-a. Wyjęli z niego całe wnętrze gdy wybiła godzina dziewiętnasta, a do dwudziestej drugiej w gołym nadwoziu został tylko silnik, wiązki elektryczne i szyby.

Właścicielka przyjechała po swoje autko o dwudziestej.

Zamknęli warsztat i wsiedli do Hondy.

- Widzę, że za te cztery patyki będę musiał tyrać do nocy. - zagadnął Piotrek.

- Za czwórkę to ty tyrasz do szóstej, potem jest premia. Jakieś plany na wieczór?

- Brak. Znów jest akcja?

Dawid kiwnął głową. Wjeżdżali właśnie na parking osiedlowy.

- Natalia cały tydzień wygaduje mi te blachary, nie ma zamiaru przestać. - rzekł Piotrek z namysłem. - Ale co tam, przejdzie jej, a mnie to jakoś pociąga. Kto sie ściga?

- Zobaczymy. Taka ustawka była jednorazowo na otwarcie. W takim razie o pierwszej startujemy.

- OK. Trzym sie.

 

Rozdział 6: Fryzjer, kobieta i kieszonkowa rakieta

 

- Powiedz Stary, dlaczego Redrum? Skąd to wziąłeś? - spytał Piotrek gdy wyjechali na główną ulicę miasta.

Dawid uśmiechnął się i powiedział.

- To ze Stephena Kinga. Przeczytaj od tyłu a zrozumiesz. Oczywiście nie będę nikogo zabijać, po prostu spodobała mi się.

- Ty to masz porycie w bani. Jedziemy do Wolicy?

- Nie. Night Wars ściga się na różnych trasach i w różny sposób. Trasy zmieniamy by nie zwracać na siebie uwagi.

Nie zadawał więcej pytań, bo i po co? W końcu sam się wszystkiego niedługo dowie.

Miejscem do którego zmierzali był parking sąsiadujący z parkiem i komisem samochodowym. Gdy znaleźli się na miejscu Piotrek natychmiast rzucił:

- Taka impreza w środku miasta? Pogrzało was? A co pały na to?

- Oficjalnie to my mamy tutaj nocny spot AutoTuningClub Wielkopolska. - odparł zamykając drzwi Hondy.

Na parkingu było zaparkowanych około pięćdziesiąt aut. W najważniejszym miejscu na pośrodku stał ten sam Vito co tydzień temu.

Telewizor (a raczej telebim) tym razem przymocowano do jego boku. Wokół niego wystawiony był sprzęt godny niezłej plenerowej imprezy techno. Z głośników płynęła muzyka klubowa.

- W razie jakiejś interwencji niebieskich udajemy, że puszczamy sobie muzę i oglądamy teledyski. - wyjaśnił Dawid.

Wyłoniła się już pierwsza para uczestników: wysoki, chudy chłopak, około 23 lat w starym BMW 328i E36, oraz równie wysoki lecz nieco lepiej zbudowany dzieciak w Seacie Leonie 1,9TDI.

Trasa wyścigu biegła miastem, wsiami i krajową jedenastką. Liczyła sobie 15,5 km, a czas potrzebny zawodnikom na jej pokonanie to jakieś 10-15 minut, w zależności od natężenia ruchu na trasie.

Wyścig był niesamowicie równy, z małym wskazaniem na lepiej ogarniającego kierowcę BMW.

Jednak wygrał kierowca Leona.

Na starcie Seat błyskawicznie zyskał przewagę, z uwagi na większy moment obrotowy. Nie mógł jednak zostawić w tyle beemki.

Sytuacja na prowadzeniu zmieniła się dopiero gdy wjeżdżali na trasę katowicką.

Kierowca Leona poszedł za szeroko zostawiając driftującemu przy stu kilometrach na godzinę BMW wystarczająco miejsca by mógł go wyprzedzić po wewnętrznej.

Jednak na prostej i równej krajówce bawarka nie mogła odskoczyć Seatowi. Czasami musieli manewrować między TIRami.

Wszystko rozstrzygnęło się na mecie.

Ostatnia prosta, BMW z przodu, Seat 2 metry za nim. Trójka schodzi do zewnętrznej przed ostatnim prawym zakrętem, za którym jest już tylko wjazd na parking. Leon zrobił to samo.

W tym momencie na ulicy, w którą mieli skręcić pojawia się spóźniony na rozładunek kierowca busa. Pokonuje ostatnie metry do krzyżówki i hamuje przed skrętem.

Na swoim pasie dostrzega mknące czerwone BMW a za nim granatowego Seata.

Minimalnie szybszy Seat wychodzi do wewnętrznej. Oboje skręcają w prawo, a przed nimi wyrasta bus.

Kierowca busa wdepnął hamulec do dna, auto się zatrzymało.

Właściciel BMW spostrzegł zagrożenie ułamek sekundy później. Znajdujący się na wewnętrznej Leon zamknął mu możliwość zacieśnienia.

Wyprostował kierownicę i klepnął lekko hamulec.

Gaz, kop w sprzęgło.

Beemka smażąc tylne opony, przemknęła szerokim driftem obok białego VW LT, omijając go po zewnętrznej zakrętu i tracąc prowadzenie.

W tumanach dymu trójka wpadła na linię mety. Przeciwnik zrobił to sekundę wcześniej.

 

***

 

Podczas gdy dwaj śmiałkowie zmagali się na trasie, atmosfera na parkingu odrobinę zgęstniała.

- Powiedz mi stary, co jest między tobą i Anką? - spytał Piotrek

Stali w najlepszym miejscu możliwym do oglądania wyścigu. Na obrzeżu tłumu od strony wjazdu na parking.

- A co ma być? - spytał Dawid.

- No ty mi powiedz. Robiłeś dla niej auto i widać, że nie straciliście kontaktu gdy byłeś w Poznaniu.

- Widzisz tak wyszło. Pamiętasz jak mnie spławiła gdy byliśmy jeszcze dzieciakami?

- No wiadomo. Nieźle to wtedy przeżyłeś.

- Ano. - przyznał Dawid - Potem minęło jeszcze trochę czasu. Studia, praca. Pewnego dnia. gdy już się ścigaliśmy na mieście, po skończonej robocie do nocy poszliśmy z całą paczką na balety. Wbiliśmy do klubu, poszedłem do baru po coś chłodnego, a ona tam stała. Ta sama Anka, tylko dwa lata starsza niż gdy widziałem ją w Jarocinie. I na dodatek była całe dwa lata piękniejsza. Spotykaliśmy się czasem, ale czysto koleżeńsko. Powiedziałem jej o wyścigach. Przyszła na jeden, drugi itd. Za którymś razem gdy tam była, jakiś synek rzucał się, że porobi nas wszystkich.

- I porobił?

Dawid posłał mu niedwuznaczne spojrzenie

- Jeździł Imprezą RB320 "hawkeye" z 2009 roku. Całkowicie seryjna, 320 koni. Podszedłem i powiedziałem, że jak zamierza tak smęcić bez odpalania auta to ma wsiadać w tramwaj i zjeżdżać. Stwierdził, że mnie rozwali na rozgrzewkę.

- I co? - spytał Siwy zaciekawiony.

- Śmigło. - westchnął Dawid - Walka była zacięta i równa, ale mu zabrakło umiejętności i zimnej krwi. Przestraszył sie, gdy na którymś zakręcie zamiast zwolnić dałem w palnik i przeszedłem driftem cały winkiel. Byłem na gazetę od jego boku. Nie wytrzymał presji, wdepnął hamulec w podłogę i awaryjne wylądował w kiosku ruchu. Szkoda Subaryny. Od wtedy Ania zaczęła zmieniać do mnie stosunek, a przynajmniej wtedy to zauważyłem. Może stwierdziła, że popełniła błąd. Chociaż w sumie to czyniło by z niej jedną z tych wszystkich blachar, ale Ania to nie typ pustaka.

Usłyszeli zbliżających się zawodników.

- Laf story w ch*j - stwierdził Piotrek

- Taaa. Tyle, że tym razem to ja ją olałem. - rzekł kwaśno - Czaj te akcje!

Na ich oczach rozegrał się finisz wyścigu.

- Kierownik bety ma cojones.

- No… Jak arbuzy. - powiedział Piortek.

Podczas gdy rozbrzmiewały gratulacje i pochwały, na parkingu zjawiły się dwa nowe wozy, których przybycia nie dostrzegła większość zebranych. Narazie.

Właściciel pierwszego, zaparkował niedaleko otaczających BMW i Seata. Kierowca drugiego zaparkował na uboczu, po czym wmieszał się w tłum.

Pierwszy nowoprzybyły przebił się przez otaczających auta i donośnym głosem oznajmił:

- Jeżeli uważacie, że potraficie się ścigać, dzieciaki, to spróbujcie pokonać mnie. Chyba, że się boicie.

Był to niski, łysiejący i krępy facet około pięćdziesiątki. Ubrany w lakierki, ciemne jeansy i czarną koszulę, zapiętą na trzy guziki. Na ręce i między owłosieniem na klacie błyszczały złote łańcuchy.

Podszedł do niego Dawid. Miał silne poczucie deja vu.

- Tak twierdzisz tatuśku? Zmiataj stąd, to nie miejsce dla fryzjerów.

- Słuchaj no szczylu - zapienił się łysol - za mały jesteś by mi podskakiwać.

- Serio? - spytał spokojnie - No to ścigaj się ze mną. Ciekawe czym jeździsz.

Facet odwrócił się na pięcie i dał znak by Dawid poszedł za nim. Ludzie się odsunęli i ich oczom ukazał się samochód zarozumialca.

Mercedes W212 E500.

- Chyba jaja se robisz...Tym? Masz kryzys wieku średniego?

- Boisz się?

- Jeszcze jak... - odparł z ironią Dawid - Chcesz się ścigać tym lotniskowcem? Luz.

- No to pokaż co umiesz dzieciaku.

- Nie ma sprawy. Ale pojedziemy w trybie nagłej śmierci: do 100 metrów różnicy lub wyprzedzenia przeciwnika. Tyle, że my tu nie jeździmy tylko dla frajdy, choć głównie dlatego. Jeśli mam sie ścigać to o auto. Zwycięzca bierze furę przegranego.

- Chyba śnisz! Popier****ło cie.

- To wypad z imprezy. Tylko, że to impreza zamknięta, a ty jesteś bez biletu, więc nie puścimy cię tak po prostu. To jak? Możesz startować z przodu.

Dawid dobrze wiedział, że groźba nie miała pokrycia w rzeczywistości. Przecież nie chcieli zwracać na siebie uwagi. Gość naprzeciwko tego nie wiedział.

- Dobra. Niech będzie.

Ustawili się na starcie. Honda była jakieś 30cm niższa od auta przeciwnika i całkowicie chowała się za nim.

Przed Mercedesem ustawiła się starterka.

Skórzane kozaki, mini z tego samego materiału i czarny top. Uniosła w górę lewą ręke z wyciągniętymi trzema palcami.

Zniknął jeden palec, drugi... ręka poszybowała w dół.

Kierowca Merca dał pełen ogień. Dawid jednocześnie puścił ręczny, sprzęgło i wdepnął gaz.

Wyjechali z parkingu i skręcili w prawo na długą prostą.

Dawid nie dokręcał silnika do końca i trzymał się za Benzem do połowy prostej.

Dał gaz do deski i zrównał się z E-klasą, po czym wrócił na swoje miejsce za nim.

- Widzisz dziadku? Mogę cię wziąć już teraz, ale poczekam na ciasne drogi i zakręty. Tam będzie lepsza zabawa.

Prosta miała około 1,3km długości, po czym łagodnym wirażem przechodziła w kolejną kilometrową prostą.

Wchodząc w zakręt mieli 140km/h. Osiemset metrów dalej pruli już 200km/h.

Na szczęście nawierzchnia została tu niedawno wyremontowana.

Droga wchodziła do lasu, na początku którego były następujące po sobie dwa wolne zakręty.

Mercedes rozpoczął hamowanie dużo wcześniej niż Honda.

Oba auta zrównały się na wejściu do zakrętu, ledwie mieszcząc się na drodze.

Mercedes był na zewnętrznej, przechodzącej w wewnętrzną, blokując Dawidowi możliwość szybszego wejścia i wyjścia z wirażu.

Przechodząc przez pierwszy zakręt Prelude wysunęła się na długość maski przed auto łysola.

Sytuacja odwróciła się gdy Benz znalazł się na wewnętrznej, a dodatkowe blokowanie na wyjściu zmusiło Dawida do zdjęcia nogi z gazu.

Przebyli wąską czterokilometrową prostą w zawrotnym tempie. Wielki sedan z przodu i niskie coupe na jego zderzaku.

Dojeżdżając do lewego zakrętu Dawid przesunął się lekko w prawo markując atak po zewnętrznej.

Łysol opóźnił hamowanie i poszedł zakręt szerzej, próbując blokować.

Tego się spodziewał.

Zredukował do dwójki i dohamował lewą nogą, szybko zmieniając kierunek na odpowiednią linię.

Przeszedł zakręt pełnym gripem z gazem w podłodze. Boki aut dzieliły centymetry.

Czarna Honda wysunęła się o pół długości przed Mercedesa.

100 metrów do zakrętu. Prelude na zewnętrznej, Merc od wewnętrznej.

Dawid odpuścił trochę i do zakrętu dojechali nie zmieniając pozycji.

60 metrów do zakrętu, dohamowanie.

Dawid odbija lekko w lewo i szybko kontruje na prawo.

Pięknym driftem pokonuje zakręt i jednocześnie blokuje Mercedesa.

Sprzęgło. Trójka.

Honda odzyskała przyczepność i wystrzeliła z zakrętu zostawiając Benza w tyle.

Na desce rozdzielczej zaczęło mrugać siedem czerwonych diod na znak zwycięstwa. W Mercedesie świeciły się przeciągle, co sygnalizowało przegraną.

Oba auta wróciły na parking, po czym dokonano aktu przekazania trofeum.

Zakompleksiony pan w średnim wieku wracał do domu taksówką.

- Moje gratulacje - powiedział znajomy aksamitny głos - prawie jak wtedy w Poznaniu. Przewieziesz mnie tym cackiem?

- To szmelc. Auto dla fryzjerów. Co ty tutaj robisz?

- Stęskniłam się, proszę pana - powiedziała robiąc słodkie oczy, które i bez tego były niczym dwie kostki cukru trzcinowego.

- Nie mów do mnie "proszę pana". Wiesz, że tego nie lubię

- A ty wiesz, że lubię się z tobą droczyć, bo śmiesznie wyglądasz gdy się denerwujesz.

Puściła do niego oko i zniknęła w tłumie.

Podszedł do srebrnego Mercedesa i wpatrzony w jego boczne lusterko zamyślił się.

Myślał o tym ile zarobi na sprzedaży i czy nie lepiej będzie zostawić to auto by podrasować je trochę.

Myślał też czy zachowując się w ten sposób nie popełnia tego samego błędu co niegdyś ona.

Próbował uciec od tej myśli. Chciał uciekać stąd, byle dalej.

Skierował swe kroki w kierunku wozu transmisyjnego, by obejrzeć kolejny wyścig i w końcu nie myśleć o tym wszystkim.

Jego uwagę przyciągnął niewielki tłumek w końcu parkingu.

- To naprawdę nie miejsce dla ciebie, maleńka. - mówił właśnie dobrze zbudowany brunet średniego wzrostu. - Szkoda, żeby taka ładna buźka wylądowała na złomowisku. Jedź lepiej schować tego maluszka do garażu, a potem możesz wpaść do mnie.

Siedział na błotniku czerwonej Astry GSi.

- To ty lepiej schowaj swojego maluszka w spodnie, chłoptasiu. Sama zaraz zezłomuję ciebie razem z tą szwabską taczką, którą nazywasz samochodem.

Nie widział dokładnie rozmawiających bo zasłaniał ich tłumek, ale poznał właścicielkę tego głosu.

Tym razem wyczuł w nim nutkę zażenowania, zapewne postawą rozmówcy.

- Wiesz dziewczynko co to za wóz? - spytał dotknięty właściciel Astry. - to Opel Astra GSi. Kultowe auto.

- I to mówi chłoptaś, który maluchem nazywa Suzuki Cappuccino?

Jak zwykle bezbłędnie umiała trafić w czuły punkt. Każde wypowiedziane słowo "chłoptaś" podnosiło facetowi od Opla ciśnienie, a przytyk odnośnie jego niewiedzy przelał czarę goryczy.

- Jak jesteś taka pyskata to może pokaż co potrafisz na trasie?!

- Nie ciskaj się tak, bo Ci żyłka pęknie, chłoptasiu. Nauczę cię jazdy, ale najpierw połóż na stół dwa koła. - odparła Ania spokojnym tonem.
- Położę nawet dwadzieścia, byle bym mógł przejechać się po tobie jak czołgiem po puszce od piwa. - syknął przez zęby.

- Nie mogę się doczekać, chłoptasiu.