Rozdział 7: Double Time

 

- Co ty odpier****sz za szopki? - spytał Dawid zdenerwowany.

- Nie widzisz?

Była poważna. Skupiona. Zdeterminowana.

Czerwona Astra GSi i żółte Cappuccino stały już na starcie. Opel na wewnętrznej, Suzuki po zewnętrznej.

- Widzę. I o to chodzi. Chcesz się ścigać? Przecież odebrałaś auto sześć godzin temu. Nie ma chu*a we wsi żebyś przez ten czas je poznała, a ten kolo pewnie jeździ swoim już parę lat!

- Nie wierzysz we mnie? - powiedziała ze szczerym wyrzutem.

- A powinienem?

- Mógłbyś chociaż spróbować.

Zapadła ciągnąca się w nieskończoność trzysekundowa cisza.

- Nie rozbij się... Nie potrzeba nam tu trupów...

Odwrócił się na pięcie i odszedł.

Był zły. Nie...raczej wk****ony.

Jej powaga i skupienie zniknęły, pozostała jeszcze większa determinacja, a także pojawiło się nowe uczucie: smutek.

Przed autami pojawiła się starterka.

3...

Po twarzy Ani spłynęła łza.

2...

- "Dlaczego...

1...

- ...to zrobił?..."

START!

Oba auta ruszyły z piskiem opon. Lżejsze Suzuki wysunęło się do przodu, ale na wyjeździe z parkingu Opel przejął inicjatywę wchodząc agresywnie w zakręt po wewnętrznej.

- "Przecież tak się staram... staram się być tam gdzie on..."

Długa, delikatnie pnąca się w górę prosta daje pole do popisu Astrze. Większy moment obrotowy, generowany z dwulitrowej jednostki c20xe, ciągnął auto pod górę.

10 metrów różnicy i nadal rośnie.

- "nie wierze... że nie widzi co czuje..."

Teren przestał się wznosić i Cappuccino zaczęło odrabiać straty. Odległość znów zmalała do dziesięciu metrów.

Szybki prawy w tym samym tempie. Astra lekko zamiata tyłem.

- Astra jest kiepska. Pływa d*pą jak ponton, ale facet nawet ogarnia. - stwierdził Dawid.

- Taaa. Anka ma szanse. - odrzekł Piotrek.

- Chyba na spina z dachowaniem w polu...

- "...czy robi to specjalnie... czy..."

Kolejna prosta. Cztery kilometry. Ania na zderzaku Opla. Blokowana.

- "...kogoś ma? Czy on kogoś ma... a może..."

Gnali na złamanie karku. 160km/h. Suzuki próbuje bezskutecznie wyprzedzić Astrę to z lewej, to z prawej strony

- Suń te pi*de pedale!!! - wrzasnęła.

Po jej policzkach nadal z wolna spływała jedna łza za drugą.

Trasa lekko zbaczała w prawo po czym około 300 metrów dalej przechodziła w ciasny lewy do ciasnego prawego zakrętu.

Specyfika trasy zaskoczyła Anię. Spóźniła hamowanie i mało nie wpadła w Astrę. Tył zaczął żyć własnym życiem.

Dwójka.

Kontra... za głęboka.

Tył znów w uślizgu.

Puściła gaz i skontrowała.

Gdy Suzuki odzyskało trakcję dała pełen ogień.

Astra oddaliła się na czterdzieści metrów.

70 metrów do zakrętu, hamulec.

20

10

Odbicie w prawo.

Gaz w podłodze. Na wyjściu Cappuccino idzie bokiem..

 

- Dobra. Teraz widzę, że nie ma szans. Ale ja za to wiem po kiego grzyba ona tu jest i się ściga. - wypalił Piotrek.

- O czym ty ku**a pier****sz stary?

- Jak mówiłeś o tym, że Ania zrozumiała błąd, to pomyślałem, że bajki piszesz żeby se powlewać. Ale teraz widzę, że to prawda.

- I co w związku z tym?

- To, że jak dla mnie to co teraz odwalasz to jedna wielka chu*oza. Nie pasi ci coś w niej? Przecież ona tu jest dla ciebie...

- Słuchaj, ja to wszystko wiem. I kur*asz, nie wiem co mam robić. To wszystko jest historią. Gimnazjum i w ogóle... Teraz jest co innego. Teraz mam to wszystko i nie mam czasu na nic poza tym. Praca, sen, praca, sen.... i nocne akcje. Gdzie miejsce na kogoś? A nawet gdyby… to wiele się zmieniło i nie wiem czy była by szansa na coś więcej. Próbować? Nie próbować? Tak źle i tak do d*py..

- Ja nie wiem co to za problem. Lepiej próbuj, bo z taką gadką będziesz do usranej śmierci sam.

- Weź daj se luz ziomek... Dzięki że się martwisz, ale to muszę sam rozwiązać.

 

W tym czasie zawodnicy przebyli kolejny lewy wiraż. Oboje pełnym ogniem.

Suzuki znów było szybsze i zmniejszyło dystans i usiadła Oplowi "na ogonie"

Krótka prosta, szybki lewy z pełnym otwarciem przepustnicy.

Trzysta metrów. Dohamowanie. Wolny, dziewięćdziesięciostopniowy prawy.

Gaz do dechy. Za wcześnie.

Cappuccino zatrzymuje się w poprzek drogi.

Astra znika z pola widzenia.

Dla Ani to koniec wyścigu, nie zdoła odrobić straty ponad 400 metrów. Spokojnie wraca na parking.

Podczas trwania wyścigu, na mecie zaczęły się rozmowy i komentarze na jego temat.

Ale nie tylko.

- Heeej. To naprawdę ty? - odezwał się wysoki dziewczęcy głos.

Jak na komendę Piotrek i Dawid odwrócili się przez ramie.

W ich kierunku zmierzała średniego wzrostu, szczupła dziewczyna o kruczoczarnych, lekko falowanych włosach. Obchodziła właśnie dookoła Prelude.

- Ania?

- Noooo. - odparła z uśmiechem - Pamiętasz mnie?

- Ciężko byłoby zapomnieć. - rzekł Dawid z niekłamaną radością. - Siwy, poznaj Anie. Ania. Piotrek.

- Miło mi poznać. - powiedziała ściskając dłoń Piotrka

- Siemanko. Kurcze stary, ile ty masz znajomych imieniem Ania?

W tym samym momencie wspomniana osoba przytuliła się do Dawida i tak już została. Piotrek był zdumiony, równie bardzo jak Dawid.

- Ania to kumpela z licka - powiedział lekko zaaferowany wynikłą sytuacją.

W parę minut później na metę wpadł Opel. Nigdzie nie było widać Cappuccino, a zajęci rozmową znajomi nie wiedzieli co się stało.

Jednak obraz z kamery mówił wszystko. Anka nie dała rady.

- No i wyj*bali ptaszka w locie. Ehhhh, szkoda dziewczyny. - stwierdził Piotrek.

Żółte Cappuccino wjechało na parking zauważone jedynie przez nielicznych.

Nie zostało dostrzeżone również przez trójkę stojącą przy czarnej Hondzie.

- "Tak...on napewno nadal ma...ma do mnie żal o to wszystko... o to co było kiedyś...ale wszystko sie zmieniło...on się zmienił...ja się zmieniłam...

...pomocy...chce stąd zniknąć!"

Miała zamiar zaparkować na swoim dawnym miejscu, jechała więc wolno przez parking, niezauważana nadal przez nikogo.

Spojrzała w miejsce gdzie stało auto zwane szerszeniem. Było tam nie tylko ono. Obok niego był Piotrek, Dawid i... dziewczyna przytulona do niego. Nie znała jej.

- "To napewno ktoś mu bliski...bardzo...to widać..."

Ostro dodała gazu, zawinęła na ręcznym i z piskiem opon pognała przed siebie.

Zauważyli mały samochód dopiero gdy ten zaczął gwałtownie przyspieszać. Widzieli jak mało nie rozbija się na wyjeździe z parkingu.

Dawid westchnął. Piotrek posłał mu niewymowne spojrzenie, a wzrok Ani, utkwiony w niego, był pytający.

- Zwijamy się. - powiedział Piotrek.

- Ano, już późno. - przyznał Dawid - Odwieźć Cię do domu? - spytał patrząc na Anię.

- A może pojedziemy do ciebie?

- Nieee. To kiepski pomysł. Jestem zmęczony, jutro mamy ważny dzień i musimy wstać rano by popracować w warsztacie, a potem przygotować wszystko na zicher.

- Ok.

Odwieźli ją do domu, a następnie skierowali się na swoje osiedle.

- Nic nie mów. Wiem, że zjebałem ale sam widziałeś... Eh z tymi babami. - odezwał się Dawid widząc wzrok kumpla utkwiony w nim.

- To akurat prawda, stary.

Ania, właścicielka małego Suzuki, udała się w pewne tyko jej znane miejsce, w którym przebywała w takich sytuacjach.

- "Dlaczego?...Za co?... Dwa razy mnie dziś pognębiono...wyścig i on...Przez niego płaczę... też drugi raz tego dnia..."

Rozdział 8: Solitary man

 

Obudził się o 8:20. O dziewiątej miał być w firmie. Nie zdąży...

Wstał, ubrał się i umył. wychodził z domu o godzinie 9:02. Niedobrze.

- No ładnie, żeby szef miał dziesięć minut spóźnienia. Stary, to do ciebie niepodobne. Gdzie twoja punktualność? - śmiał się Piotrek gdy Dawid wysiadł z Hondy.

- Najlepszym się zdarza.

- Wlewasz sobie równo, hehehe.

Przystąpili do porządkowania warsztatu. Wynieśli wszystkie niepotrzebne części NSXa, wyglancowali podłogę, półki, narzędzia...

Gdy skończyli przybyła laweta z autami pokazowymi. Pierwszym była Toyota Chaser w wersji torowej, drugim Mazda Miata NB do driftu. Oba auta były autami jego znajomych, przy których pracował w PSS i w wolnym czasie. Kolejnymi democarami były samochody Dawida, Piotrka i Mazda Cosmo, której jeszcze nie ruszyli, a która nadal była wielkim rarytasem na Starym Kontynencie.

Największą niewiadomą było Suzuki Cappuccino Ani. Wcześniej prosił ją by pożyczyła mu auto na pokaz, a teraz nie wiedział czy się zjawi.

Po ustawieniu części "pokazówek" wewnątrz warsztatu i reszty na zewnątrz rozwiesili banery reklamowe sponsorów i dostawcy różnych części oraz sprzętu. Wśród nich były takie firmy jak: Bridgestone, Mazda, Toda, P.P.R.E, TengTools, RaysWheels, Greddy, MoTeC i wiele innych.

Największa Niewiadoma zjawiła się w ostatniej chwili. Była godzina dziewiętnasta, a otwarcie miało nastąpić o dwudziestej.

Program przewidywał ogólnodostępną imprezę na wynajętym parkingu pobliskiego supermarketu. Jedynie trójka szczęśliwców i setka "ważniaków" miało wstęp do głównej siedziby RMS. Byli wśród nich dziennikarze, najbliższe rodziny pracowników (tego dnia pracę rozpoczęło dwóch nowych mechaników i blacharz),właściciele aut pokazowych, znajomi z wyścigów i przedstawiciele "konkurencji". Podczas części oficjalnej ogłoszono zwycięzców konkursu. Pierwsze miejsce zajęło BMW 850CSi, drugie Mitsubishi FTO, a trzecie Honda Accord 2.2 i-CDTi.

Po skończonej części nieoficjalnej, około godziny dwudziestej trzeciej, Dawid stał na tyłach warsztatu i przyglądał się wygranemu Mercowi. Myślami błądził jednak gdzie indziej.

Nie zauważył pojawienia się pewnej osoby.

- Co się tak dziwisz? Nie dziw się tak bo dziwką zostaniesz. - powiedziała owa nowoprzybyła osoba dobrze znanym mu głosem.

- Myślę co zrobię z kasą gdy go sprzedam.

- Myślisz? To dobre. I co pan wymyślił, proszę pana?

Była wesoła mimo wczorajszego wydarzenia. Nadal się nie poddała.

- Że kupię zapas najlepszej tequili świata i zamówię sobie striptizerkę.

- To drogo to pana wyjdzie.

- Taaa. Chyba że zaoszczędzę na striptizerce i wynajmę ciebie, małpo. - powiedział odwracając się twarzą do niej.

Minę miał wesołą, jednak pod nią kryło się zakłopotanie.

- Nie stać by cię było.

- Fakt. Musiałbym iść rozmienić na drobne.

- Świnia.

- Też cie kocham.ę

Coś targnęło nią w środku. Najpierw zarejestrowała jego słowa (POWIEDZIAŁ TO!!!), a chwile potem przebiegła trzeźwa analiza sytuacji: to tylko zgrywa. Żart, który czasem stosował...

Źle trafił... Nawet bardzo... Prawdę mówiąc, ku**wsko źle.

Na jej twarzy odmalował się grymas bólu, który został tam na ułamek sekundy, pozostał tylko wyraz szklących się oczu. Dawid patrzył jej w oczy, ale nie musiał tego robić by wiedzieć jaką głupotę popełnił, dostrzegł krótki ruch mięśni twarzy bez trudu. Zapadła cisza podczas której zreflektował się, spuścił wzrok i wyszeptał:

- Przepraszam... I za wczoraj też.

- Spoko...

Zza ich pleców dobiegły kroki.

- Nie przeszkadzam gołąbeczki? Co tam? - spytał Piotrek.

- Nie, nie, luźna guma.... Taaaak se gadamy o d*pie Maryni. - odpowiedział Dawid.

- Co będziecie teraz robić z tymi autami? - wtrąciła się Ania.

- Majstra pytaj. Szefo wie co będzie dalej.

Dawid nie odpowiedział przez chwilę, a jego przyjaciel już otwierał usta gdy ten przemówił:

- Najpierw kończymy NSX. Mamy już co trzeba i musimy go skończyć. W międzyczasie Cosmo ma być rozebrane i potem bierzemy się za nią ostro. Części powoli się kompletują, mamy 80% tego co trzeba. RX na końcu, nie mamy do niej prawie nic, nadal czekamy na części i inne diwajsy.

- Ależ ty tajemniczy. Nic więcej nie powiesz? Jaki wygląd, silnik, itd? - powiedziała Ania, a Piotrek tylko pokiwał głową na znak, że podziela jej zdanie.

Kolejna chwila ciszy.

Odwrócił się i wolno skierował pod wiatę. Poszli za nim.

- NSX dostanie pakiet aero z wersji R, przerobiony pod wersję sprzed liftu. Pomalujemy ją na tzw. "najczerwieńszy", oryginalny kolor Hondy. Milano Red. Fela Work Rezax 19x8.5 na przód i 19x12 na tył. Wrzucimy nowy motor i kompresor.

- Nowy motor? A co jest nie teges z tym starym? - zdziwił się Piotrek.

- Poprzedni właściciel ganiał po autostradzie. Poszedł wąż od chłodnicy, 20 sekund w okolicach odcinki i silnik się ugotował. Tłoki zespawały się z tulejami, blok wyosiował o 6 milimetrów, a magistrala olejowa zapiekła na kamień. Kolo miał szczęście, że jechał po idealnej prostej i tylko go wyhamowało, a on wykontrował lekkie uślizgi i zatrzymał się na poboczu.

- Z k*rwy dziewicy nie zrobisz. Tak jest jak ktoś tylko dusi gaz do dechy. Upalanie na prostej jest dla frajerów. - stwierdził

- Też tak mówie. Aha, oklatkujemy ją, czarno-czerwone wnętrze i finał. Cosmo dostanie delikatne body od Orgin'a, tryśniemy ją na biało do tego niebieskie logo MAZDA i niebieskie fele Volk GT-C. Wydłubany środek, lansklatka, carbonowa decha i dwa czerwone kubły.

- W jakie moce celujesz? Cosmo dostanie nowy motor?

- NSX dostanie strokera na 3.6litra, kompressor Eaton MP112 i elektronikę MoTeC. Myślę, że starczy na 550 do 600 koni z palcem w d*pie. Eunos dostanie manualną skrzynię i większe turba, ale jeszcze nie wiem jakie. Fajnie by było mieć w niej 500 koni,albo deko więcej.

- Tyle mocy? To będą potwory. - powiedziała Ania.

Piotrek tylko przytaknął. Jego kumpel stał teraz uśmiechnięty

- Nie widzieliście jeszcze potwora na kołach.

Zapadła chwila ciszy, którą przerwała Ania.

- A co z RX?

- Tajemnica. Ale powiem tylko tyle: spełnią się moje marzenia o aucie, które będzie niszczyć pasażerom zwieracze, wciągać dzieci z przystanków, a przy tym będzie mogło jeździć po drogach publicznych.

Ania stała i tylko pozornie słuchała tego co mówił, tak naprawdę biegała myślami wokół trochę innych rzeczy.

Widziała teraz dokładnie, że jego pasja nie jest jej sprzymierzeńcem.

- "Jak mam z tym rywalizować?...Nie mogę z tym walczyć... Mogę tylko stać się tego częścią..."

Po tej rozmowie rozeszli się i pojechali w swoją stronę. Dwaj przyjaciele spotkali się w pracy następnego dnia. Ani nie widzieli potem jakiś czas.

 

Rozdział 9: Czarny dom

 

Minął tydzień od otwarcia RMS. Sytuacja była następująca: NSX ukończone. Na hamowni silnik wykrzesał 516KM przy doładowaniu 0.7 bara, a 587KM przy jednym barze. Mazda Cosmo została rozebrana na części i pomalowana. Auto czekało na silnik i wykończenie.

W firmie zawitała Honda Accord, która zajęła trzecie miejsce w konkursie otwarcia. Jej przeróbką zajął się sam Dawid.

Do auta wleciała większa turbina, duży intercooler, nowe wtryski i wydech. Dodatkowo zremapowano komputer, uzyskując przyrost mocy 67KM i momentu 102Nm.

Warto wspomnieć o nowych mechanikach, którzy przez cały tydzień dzielnie walczyli z Hondą NSX, Mazdą Cosmo i Civikiem pierwszego klienta, do którego wsadzili kultowy japoński B16B.

Pierwszym z warsztatowych magików jest Mariusz, zwany Blacha. Blacha to specjalista nie tylko od blachy, ale również od tworzyw sztucznych. Robi z nich cuda. Dodatkowo zajmuje się wykończeniem samochodowych wnętrz. Mariusz to wieloletni kumpel Dawida z czasów studiów, pochodził z ziemi jarocińskiej. Warto też dodać, że jako Mistrz Metali i Włókien, zrobił za dawnych czasów kompletne wnętrze w Passacie Coupe kuzyna Piotrka.

Drugą wybitną postacią jest Marek. Mechaniko-elektromechanik, któremu żadne prace mechaniczne, ani wszelkie kabelkowe spaghetti nie straszne. Strojone przez niego auta jeździły, jakby je tak wypuściła fabryka.

Last, but not least - Marcin. Ten człowiek mógłby zostać zbadany i opisany jako nowa rasa "homo mechanicus sapiens". Dla tego człowieka nie ma rzeczy niemożliwych. Custom, OEM czy aftermarket - bez znaczenia... Nie ma części której by nie zrobił, dopasował czy przerobił.

Podczas gdy chłopaki zajmowali się autami na dwóch podnośnikach, Dawid w wolnym czasie grzebał przy postawionym na trzecim podnośniku RX-7. Z małą pomocą chłopaków wyjął skrzynię z auta, następnie zdemontował zawieszenie i napęd. W dalszym etapie prac z wnętrza zniknęło dosłownie wszystko. Gdy w końcu pozostała goła karoseria, Dawid złapał za szlifierkę kątową i bardzo odchudził auto. Wyciął dach, tylne błotniki, wzmocnienia czołowe zderzaków, podłogę i parę wzmocnień. Zajęło mu to około dwóch dni.

Następnym etapem było uzupełnienie tego, co wyciął. Tym zajął się Mariusz vel Blachario, wspawał nowe, mniejsze i lżejsze wzmocnienia, a także nową podłogę z blachy 0,7mm.

Po pracach blacharskich auto odstawiono w kąt warsztatu i przykryto. Miało tam czekać na resztę części czyli wykonane przez Mariusza body, które było wizją Dawida.

Przedni zderzak miał być pomieszaniem VeilSide i Re-Amemiya, progi a'la Veilside, tylni zderzak taki jak Re-Amemiya, poszerzone błotniki trochę w pomieszanym stylu ghetto i GT300, maska, klapa i drzwi... Wszystko z carbonu. Dodatkowo, by auto sprawiało wrażenie, że jest całe z włókna, miano okleić metalowe elementy folią imitującą. Wszystko mocowane do karoserii złotymi nitami.

Jednak to miało im zająć jeszcze dużo czasu, może do zimy. Ponadto czekali na części z Japonii i Australii, które miały pojawić się po nowym roku.

 

***

 

Sytuacja z Night Wars miała się dużo gorzej niż w RMS. Z powodu zasłyszanych przez kogoś skarg mieszkańców miejscowości Witaszyce, Rada postanowiła zawiesić wyścigi w Strefie na dwa tygodnie.

 

***

 

Demontowali właśnie skrzynię z RX-7 gdy Dawid spytał:

- Siwy, pamiętasz co mówiłem na temat tego silnika W12? Chciałbyś go w swoim aucie?

- Pewnie, że bym chciał. Ale mnie nie stać. - odpowiedział mu kumpel.

- Skończ tę drętwą gadkę... Chcesz go czy nie?

- Hmm... sześć litrów W12 z A8, 450 koni... Fajny motorek. Biorę

- Łe to szkoda, bo takiego nie mam. Mam tylko biedne W12 Twin Turbo z Bentleya Continentala GT. Ledwo 560KM i 650Nm

Piotrkowi wyszły oczy z orbit.

- Cooooo? Robisz se jaja nie?

- Ni hu hu stary. Można by go wrzucić do Audi w jakieś 3 tygodnie.

 

Rozdział 10: Papercut

 

Skręcił na ulicę Bułgarską. Czarna Honda zmierzała wraz ze swoim właścicielem do Przeźmierowa na "Tor Poznań". Miał zamiar wykupić sobie dwadzieścia okrążeń toru. W bagażniku spoczywał nowy komplet opon.

Jechał z Jarocina rozmyślając o różnych rzeczach. O pracy, o tym co mówił wczoraj Siwemu o silniku z Continentala.... Ale gdy wjechał do Poznania jego myśli znów zajęła ona. Jechał powoli. Utwór odtwarzany z płyty zmienił się na jeden z jego ulubionych nagrań Linkin Parka. Właściwie prawie wszystkie były jego ulubionymi.

Dawida ogarnęło jakieś dziwne uczucie. Poczuł się trochę jak na kwasowym haju...

 

"Why does it feel like night today?

Something in here's not right today..."

 

Rzeczywiście czuł się jakby była noc i coś było nie tak. Czuł się tak nie dlatego, że miał ochotę wcisnąć gaz do dechy jak w noc wyścigów, ale dlatego, że miał w głowie ciemność... coś było nie tak jak być powinno i mgliście zdał sobie z tego sprawę. Nie wiedział jednak co ma robić.

 

"Why am I so uptight today?

Paranoia's all I got left

I don't know what stressed me first..."

Był spięty i to bardzo. Czy naprawde miał paranoję?

- Wciąż o niej myślisz....Znaczy dla ciebie wiele, a jednak wciąż się bronisz przed nią... Pragniesz jej, a wciąż wmawiasz sobie, że jest inaczej... - przebiegło mu przez myśl. - Tak, to cholerna paranoja.

"...It's like I'm / Paranoid lookin' over my back

It's like a / Whirlwind inside of my head

It's like I / Can't stop what I'm hearing within

It's like the face inside is right beneath my skin..."

- Ile razy oglądałeś się na to co było kiedyś? Ile razy wmawiasz sobie, że to nie zemsta za tamto? Debilu, to rzeczywiście coś jak tornado we łbie! Dobrze wiesz co szepce serce, a co krzyczy - duma... Skończ pierd*lić, że jest inaczej. Kochasz wyścigi, ale nie wiesz co jest ważniejsze i co masz robić... Podejmij decyzję! Bądź facetem! Spójrz na to trzeźwo, bo takie są sobą fakty.

 

"...Everybody acts like the fact of the matter is

I can't add up to what you can..."

- Myślisz, że masz wszystko? Masz wiele ale nie masz najważniejszego... Nie wiesz czym chcesz żyć... Co jest ważniejsze. Dlatego wcale nie jesteś lepszy od nikogo, jesteś mniej wart od nich!

 

"It’s like a / Whirlwind inside of my head"

 

Błyskawicznie wyłączył radio. Dojeżdżał właśnie do bram "Toru Poznań".

- KU*WA MAĆ!!! Czy ja już do reszty zwariowałem? Co to, do chu*a wafla było? Słyszę głosy czy co?

 

***

 

Wtoczył Prelude na portiernię i opuścił szybę:

- Witajcie Prezesie!

- Sie masz młody. Chcesz pojeździć?

- No tak z 20 kółek. Da radę, panie Jarku?

- Da. Ale za jakiś czas będziesz miał towarzystwo, więc lepiej uważaj. 20 kółek to trochę sianka. Zapłacisz w zarządzie toru po przejażdżce..

- Luźna guma, panie Jarku. To do zaś.

Brama otwarła się a Honda potoczyła się wolno w kierunku boksów. Zaparkowała na początku pit-lane. Dawid zmienił opony na nowy komplet doskonałych semislicków Bridgestone Potenza RE55S rozmiar 215/40/17.

Po zmianie opon wyjechał na okrążenie rozgrzewkowe.

Kończył trzynaste okrążenie toru.

Ostatni prawy na pół gazu. Wyjście na prostą startową z gazem w podłodze.

Gdzieś przed sobą dostrzegł mały kształt, który zniknął na zakręcie.

Piątkę wbił tuż za linią start-meta. Dojazd do zakrętu, lekkie dohamowanie, skręt, redukcja...

"Babę Jagę" wziął na trójce z gazem w podłodze.

Czwórka na wyjściu.

Lekkie odbicie w prawo, zejście do zewnętrznej i ostre dohamowanie do dwóch lewych zwanych "uśmiechem szatana".

Redukcja, skręt w lewo. Czerwone pole. dwójka.

Zanim dojechał do drugiego lewego, wbił trójkę.

Za zakrętem znów zobaczył ten sam kształt co przedtem, tym razem wyraźniej. Czy to...?

Dohamowanie, redukcja, skręt, gaz w podłodze.

Trójka. Małe odbicie w prawo.

Czerwone pole, czwórka, zejście w lewo na zewnętrzną.

Lekkie hamowanie. dwójka, odbicie w prawo, sandał.

"Kukurydzę" przeszedł bardzo szybko, trochę za wcześnie dając gazu, ale świetny napęd 4x4 z zeszperowanym tylnim dyfrem doskonale trzymał trakcję.

Przed sobą miał lekki lewy wiraż na dojeździe do "trybun". W "trybuny" wchodził właśnie żółty samochód.

Lekki lewy na trójce, pełnym ogniem.

Sprzęgło, czwórka.

Szybki prawy środkiem, wyjście po zewnętrznej.

Dokręcana czwórka przez kolejny lekki prawy. Na zewnętrzną.

Hamowanie. dwójka.

Skręt w lewo "pod dębami".

Trójka i but w podłodze.

Hamulec w podłogę, pisk opon. Honda zjeżdża na pobocze.

Po lewej za patelnią i poza torem stało żółte Cappucino. Ze środka wysiadł pasażer, po chwili wysiadł również kierowca. Oboje zdjęli kaski.

Pasażeram okazał się znajomy instruktor jazdy - Andrzej - zwany też Flamer'em

Kierowcą był nie kto inny tylko Ania.

Dawid wbił jedynkę i ruszył przed siebie.

Słuchająca instruktora Ania zauważyła Preludę dopiero gdy ta wystrzeliła przed siebie.

Dokończył swoje okrążenia toru, zjechał do boksów i znów zmienił opony na drogowe potenzy RE070.

Jego zabrane na tor RE55S powoli traciły właściwości, zaczął się graining.

- Wystarczą jeszcze na jeden wyścig po ulicach i na śmietnik. - powiedział do siebie.

Zapłacił i wyjechał z toru. Ustawił Hondę na parkingu.

Pół godziny później w bramie pojawiło się malutkie żółte Suzuki.

Zaparkowało naprzeciw Hondy.

Drzwi otwarły się a obok stanęła Ania. Dawid już stał oparty o swojego szerszenia.

- Co ty tu robisz? - spytała.

- Mam do ciebie to samo pytanie. Ja przyjechałem się trochę rozerwać i potrenować. A ty?

- A ja się uczę

- Czego?

- Jak lepiej jeździć

- Ale po co ci to?

- Bo chcę się ścigać i wygrywać.

Dawid zrobił dziwną miną, trochę zażenowaną, trochę zdziwioną. To spowodowało wybuch.

- Nie wiesz po co to robie?! Dla czego?! - ściszonym głosem dodała - Chcę być bliżej ciebie, chcę być częścią twojego świata, jeśli nie mogę nim być.

- To chyba dobra pora na to by ci powiedzieć co o tym myślę. Chcesz wiedzieć?

Przypomniał sobie sytuację sprzed przyjazdu na tor.

- Chcę.

- Nie wiem co mam robić. - stwierdził krótko, po czym dodał - Nie chcę byś myślała, że mszczę się na tobie. Nie mam też nikogo na oku czy coś. Po prostu nie wiem, czy w moim życiu jest miejsce na kogoś więcej niż na to co mam teraz. Praca, sen, wyścigi... to brak wolnych terminów. - po czym postanowił podjąć w końcu jakiś krok ku rozwiązaniu - Muszę to przemyśleć. Muszę się dowiedzieć, czy umiem cię pokochać. Daj mi czas, a ja dam ci odpowiedź, gdy nadejdzie odpowiednia pora. Zgoda?

Nie uradowało to jej, ale i tak spodziewała się czegoś gorszego.

- Dobrze. Myślisz, że długo ci to zajmie?

- Coś mi się wydaje, że wiem. Musisz poczekać na ważne wydarzenie. Po prostu musisz być cierpliwa.

- Rozumiem.

Uścisnął ją przyjacielsko i wsiadł do samochodu. wrzucił wsteczny, nawrócił i odjechał.

- Będę czekać...

Po chwili również wsiadła do auta i oddaliła się ku nadchodzącemu wieczorowi.