Rozdział 13: Pantha Rhei

 

Z początkiem października zakończyły się wyścigi organizowane przez Night Wars. Powód? Kiepska pogoda.

Częste ulewy, tony liści i rzadkie nocne przymrozki, które zaczęły się już w pierwszym tygodniu tego miesiąca, skutecznie wybiły z głowy współzawodnictwo uczestnikom NW.

Przez cały sierpień i wrzesień spoty odbywały się z różną częstotliwością. Najczęściej co 4-7 dni. Sezon zakończono oficjalnie przejazdem przez stolicę Wielkopolski. W nocnej "paradzie" udział wzięło około 200 aut.

Ale sezon zimowy nie jest wcale sezonem zastoju i nudy. Co bardziej zapalczywi zawodnicy ulepszali swoje maszyny, by godnie startować na ulicach miast już od rozpoczęcia sezonu letniego. Czyli od pierwszego czerwca.

Również w RMS nie próżnowano. W połowie października dotarły do Polski części z Australii, graty z Kraju Kwitnącej Wiśni już oczekiwały na "ożenek" z nadwoziem RX-7.

Prawie skompletowany był już bodykit dla Mazdy, wykonano już po kilka zapasowych kompletów maski, obu zderzaków, progów oraz tylnych błotników. Oczekiwano na przednie błotniki oraz pojedyncze egzemplarze tylnej klapy, drzwi i dachu, których doczekano się dopiero w nowym roku.

Nowy silnik był największym zaskoczeniem. Chodzi o wciąż niebywale rzadki wytwór chłopaków z P.P.R.E., do którego należało dorzucić jeszcze osprzęt.

Gdy nastał kwiecień prace nad autem dobiegły końca..

Adekwatnie do stanu pogodowego zmieniał się stan stosunków między Dawidem i Anią.

Do października delikatnie się ochładzały, by wraz z przymrozkami, lód skuł wszystko. Z początkiem października Ania znikła zupełnie, przepadając niemalże bez wieści. Nie rozmawiali i nie widywali się wcale. Zmiana przyszła wraz z roztopami niewielkich ilości śniegu, zalegającego w tej części świata.

Tak więc Dawid odezwał się do niej z początkiem marca, gdy zima powoli zaczęła odsuwać się robiąc miejsce wiośnie.

Co było powodem takiego przebiegu wydarzeń? To proste. Wydarzenia z sierpniowej nocy na parkingu.

Później nadszedł czas, o którym Dawid wspominał wcześniej. Nagle wszystko jakby przyśpieszyło..

 

***

 

Był wczesno lipcowy wieczór gdy zadzwonił telefon.

Szybki rzut oka na wyświetlacz i wciśnięcie guzika odbioru połączenia.

- No hej, co tam u ciebie?

- Cześć. A po malutku, nie narzekam. A ty jak się trzymasz?

- Po prostu się nie puszczam. Słuchaj mam dla ciebie propozycję. Właściwie prośbę....

- Słucham.

- Minęło trochę czasu, przemyślałem trochę tą całą sytuację i... I myślę, że nadchodzi coś, na co czekasz...

- Mhm.

- ... więc chciałem ci zaproponować rozwiązanie całej sprawy.

- Zamieniam się w słuch, proszę pana.

- Spakuj się i przyjedź do RMS za dwa dni, siódmego lipca o ósmej. wtedy wszystko się zacznie. Możesz to zrobić?

- Myślę, że tak. O ile to tylko głupio brzmi.

- Luźna guma, nie ma obaw.

- Ok. To do zobaczenia za dwa dni.

Rozłączyła się, odłożyła telefon i zamyśliła nad tym co mówił. Czuła się poruszona i chyba radosna. Chyba, bo nie była jeszcze niczego pewna.

 

***

 

Nadszedł w końcu długo oczekiwany przez Anię dzień. Te ostatnie dwa dni minęły jak z bicza strzelił, a za razem niewiarygodnie powoli.

7:52. Opuściła rękę ponownie na kierownicę. Nie spóźniła się, to dobrze.

Na placu stała bateria aut. Wszystkie miały oryginalny wygląd. Niektóre z nich dobrze znała.

NSX z krwistoczerwonym kolorem nadwozia, przerobionym pakietem R, na pięknych Rezax'ach i z białym logo Bridgestone.

Śnieżnobiała Cosmo z body od Orgin'a, niebieskimi Volkami GT-C i niebieskim napisem MAZDA.

Czarne Audi na dwudziesto dwu calowych obręczach Lexani, z nieprawdopodobnie niskim zawieszeniem i grafikami RMS oraz dwóch głównych sponsorów.

Stary dobry szerszeń, przód INX, czarny półmat, carbon, złote fele, czerwone znaczki i smaczki od Mugen'a. Oczywiście w barwach RMS, plus odcisk stopy na tylnej bocznej szybie.

Volvo w kolorze niedojrzałego banana, żółte poszerzane stalówki, toporny spojler na klapie i mocne obniżenie. Oklejone reklamami warsztatu.

Czarna jak noc listopadowa Rx-7, Wspaniały body-kit czerpiący z Veilside i Re-Amemiya, robione na zamówienie magnezowe, osiemnasto calowe Volk TE37 z dużym parapetem i w złotym kolorze. Duży GT-Wing, reflektory od Re-Amemiya i tytanowa końcówka wydechu a'la Apex'I N1. Gdy przyjrzała się bliżej zrozumiała, że Mazda właściwie nie ma koloru, ponieważ zrobiona jest z włókna węglowego, lakierowanego bezbarwnie.

Dodatkowo stały tam dwa pick-up'y, których znikąd nie kojarzyła.

Z warsztatu wyszedł Dawid.

- Hej. Gotowa?

- Tak. Gdzieś jedziemy?

- Taka mała wycieczka. Chcemy przetestować auta i pokazać co umiemy. Pojedziemy do Poznania, Torunia i Warszawy. Na koniec, tak w bonusie, odwiedzimy jeszcze jedno miejsce.

Wsiedli do aut. Blacha do NSX, Marek do Cosmo, Rapid, nowy właściciel Prelude, do Hondy, Bobyz do swojego Volvo, Siwy do setki, Dawid do Rx-7, Ania do Cappuccino, a Marcin do TIRa z częściami i oponami dla całej ekipy.

Wyruszyli. 4 tygodnie i 4 miejsca

 

***

 

Zaczęli od Poznania. Zawitali na tor w tego samego dnia o godzinie jedenastej. Dnia następnego, tj. w sobotę, odbyła się się impreza zorganizowana na torze "Poznań" w Przeźmierowie...

Wszystko udało się doskonale, przyszło zadowalająco dużo osób.

Pokaz obejmował wystawę aut tuningowanych (główne stoisko oczywiście zajmowało RMS), pokazowe przejazdy w stylu wolnym, próbę czasową, przejazdy drift, a także taxi w stylu drift lub time attack.

Szczęście dopisywało jarocińskiemu tunerowi, ponieważ żadne z aut nie uległo poważniejszym awariom. Jedynie Cosmo nabawiło się nieszczelności dolotu, a Prelude straciło chłodnicę w wyniku uderzenia kamienia spod kół.

Szczególną uwagę widzów przyciągały trzy auta rodem z Japonii: Rx, Cosmo i Cappuccino. Jednak pozostałe wozy również cieszyły się niemałą popularnością.

 

***

 

Kolejnym przystankiem na drodze całej karawany był Toruń. Tutaj spotkanie miało odbyć się na torze Coloseum.

Harmonogram był dokładnie taki sam jak w Poznaniu, ale RMS nie miała już tyle szczęścia co tydzień wcześniej. W NSX poddało się sprzęgło, a Rx-7 ukręciła lewą półoś. Na szczęście zaplecze techniczne było wyposażone w odpowiednie zamienniki, ponieważ tak samo sprzęgło jak i półosie były seryjne i poddane testowi wytrzymałości. Dzięki temu NSX otrzymał nowe, dwutarczowe sprzęgło z kevlaru, a Rx-7 komplet wzmacnianych półosi z lekkich stopów.

Uszkodzeniu uległy również Volvo, po uderzeniu tyłem w bandę, oraz Cosmo, które zniszczyło przedni zderzak podczas ostrej jazdy po tarkach na zakrętach.

Volvo wyklepano na tyle, że błotnik był tylko trochę pogięty, zderzak zmieniono, na inny, a lampy i kompozytową klapę posklejano taśmą. Mazdzie z pomocą przyszedł japoński sposób łączenia połamanych części za pomocą opasek zaciskowych.

Operacja ta dodała białemu samurajowi mnóstwo bojowego charakteru.

 

Rozdział 14: Odwiedziny

 

Sobota, Tor Coloseum, próba czasowa dla śmiałków. Przechadzający się po przytorowym parkingu Piotrek i Dawid.

Rozmowa obejmuje głównie, a właściwie tylko, temat relacji z Anią.

Piotrek zamyślił się nad tym co właśnie usłyszał z ust Dawida, gdy jego bystre oko dostrzegło stojący w oczekiwaniu na wjazd na tor, charakterystyczny wóz, który wyróżniał się spośród wszystkich niesamowicie oryginalnych agrotuningów i tym podobnych cudactw.

- Patrz stary, Miata dokładnie jak twoja.

- Ta faktycznie, british racing green, MAE Crown Jewel, dokładki JDM...

Tyle, że Dawid wiedział co to za auto. Podobieństwo w wyglądzie mogło być przypadkowe, jednak takie tablice może mieć tylko jedno auto, a on widział je wcześniej. Tego szczegółu sokole oko Siwego nie dostrzegło.

- Tata w końcu się zjawił. Pytałem go czy chce się z nami przejechać i w końcu dołączył. - wyjaśnił Dawid.

- Pan Krzysztof tu jest twoim samochodem? Fajnie. Ma zamiar pojeździć?

- Chyba tak. Na pewno jest tu by zobaczyć jak nam się układa impreza.

Poszli dalej. Rozmowa zmieniła temat i nie kleiła się już tak bardzo.

Stali wszyscy obserwując ostatnie próby czasowe. Swój przejazd kończył właśnie ojciec Dawida w jego Mx-5. Zajmował trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, mimo świetnego stosunku mocy do masy na poziomie 1:3, oraz dobrego wyważenia. W klasyfikacji końcowej zajął szóste miejsce

- Świetna jazda panie Krzysztofie! - powiedział Piotrek wyciągając rękę w geście powitania.

Rzeczywiście, jak na kogoś kto prawie nie miał styczności z jazdą torową, pojechał bardzo dobrze. Okrążenie wyjazdowe z poprawnym nagrzaniem opon, dające ostatecznie szóstą lokatę okrążenie pomiarowe i kółko zjazdowe, podczas którego każdy zakręt przeszedł driftem z butem w podłodze, spinując dwa razy i paląc non stop kapcie.

- Cześć dzieciaki. Fura gwizda, tylko kierowca p**da. Niektórzy zrobiliby to na pewno lepiej. - stwierdził tata Dawida, odwzajemniając gest Piotrka.

- Mogłeś urwać jeszcze spokojnie pół sekundy, dałbyś radę. - wtrącił swoje trzy grosze Dawid.

- Może, ale i tak jestem zadowolony.

- Skoro tak twierdzisz...

- Tak właśnie. Wsiadaj do wozu, pokaż co umie i co umiesz ty, a ja zaopiekuje się synową. - powiedział witając się z Anią

- Zaopiekuj się oponami Miaty, bo żadnej synowej na razie nie ma, a "eriks" dostał już dziś wolne.

- Szkoda, bo jeszcze nie widziałem jak jedzie.

- Dam ci cynk gdzie i kiedy, to zobaczysz jak jedzie.

Dzień się już praktycznie skończył, więc wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek, po czym karawana wyruszyła w dalszą drogę

 

***

 

Warszawska odsłona eventu nie była zbyt udana dla uczestników.

Widowni jak na stolicę prawie nie było, a i samych kierowców i firm było niewiele, prawdopodobnie za sprawą fatalnej pogody.

Auta nie uległy żadnym wypadkom ani usterkom.

Dawid i Ania podczas tej imprezy tak jak w trakcie poprzednich nie rozmawiali wiele, co jednak zmieniało się poza torem.

Razem zwiedzali miasta do których przyjechali, odwiedzali we dwójkę co lepsze kluby i restauracje, mnóstwo spacerowali. Ich relacje uległy ponownemu ociepleniu i wydawało się, że wszystko idzie ku dobremu. Prawdopodobnie tak było.

Jedyną rzeczą jaka Anię irytowała, a wręcz doprowadzała do obłędu, były hostessy. Wszechobecne na każdej tego typu imprezie, ubrane sporo za skąpo jak na dość kiepskie warunki pogodowe. Sama ich obecność nie była powodem wściekłości. Była nim jednak świadomość, że Dawid ciągle przebywa wśród nich, a te oblepiają go gęsto, niczym muchy lep.

Ten widział to zachowanie Ani i czasami nawet specjalnie próbował podrywać co ładniejsze dziewczyny.

 

***

 

Natalia, która oczywiście wybrała się na tournee razem ze swoim ukochanym, stała właśnie pod rozkładanym namiotem wraz z Anią, jej Cappuccino oraz Volvo. Padał lekki deszcz, temperatura była dość niska, niebo pochmurne i ogólnie mówiąc było kiepsko.

- Leje jak porąbane, a te lalunie mimo to prawie nago. Że im ten tynk z ryja nie spłynie, ja nie wiem...

- Ja też nie. I tylko kręcą tymi płaskimi dupami wielkości fistaszka, a faceci się ślinią, jak psy.

- Blachary zasrane. Zobacz na tą, chuda jak decha, cycki z plastiku i tona fluidu na ryju, a na ciuchy dla niej to chyba organizatorom zabrakło siana.

- Ta i jeszcze suty jej stoją jak wentle przy Jelczu. Ale wiesz co? Chyba właśnie za to faceci nas kochają, że tak nie wyglądamy.

- Mów za siebie, Natka...

- Wybacz, skarbie, zapomniałam. - bąknęła Natalia, czerwieniąc się niczym pomidor - Wiesz, Dawid jest dziwny. Może nie znam go długo i ogólnie nie mam nic do niego bo dla ludzi wokoło jest spoko, a nawet czasem ma te przysłowiowe jaja. Ale jak widzę sytuacje między wami to tak mnie wpienia, że bym mu chyba te jaja urwała.

- Całkiem się zmienił od gimnazjum, a nawet od liceum. Zawsze był fanatykiem samochodów, ale wtedy był też strasznym romantykiem.

- On? Nie wierze... Nie jest jakimś macho, ani nic, ale że romantyk?

- Z tego, co mi mówił jeszcze po zakończeniu liceum, to było wiele dziewczyn w których się kochał, ale żadna go nie chciała, a jedyna jaką miał była porażką. No i widocznie to wpłynęło na jego zmianę. Nie mógł zmienić sytuacji, więc się do niej dopasował. Klasyczny mechanizm radzenia sobie z pozornie nierozwiązywalnymi problemami. Skłonności do niego wykazują głównie kobiety, ale wśród mężczyzn też jest dość częsty.

- Robiłaś jakiś fakultet z psychologii po godzinach?

- Zawsze mnie interesowała.

- Mhm. To aż tak się zmienił? Ciekawa sprawa.

- No zmienił się, zmienił. Kiedyś gdy gadaliśmy sam powiedział, że jego kobieta była by prawie zagłaskana na śmierć, i że pewnie dałaby radę zmienić go w pantoflarza. Ja zresztą byłam taka sama. Nadal jestem, ale starałam i staram się to ukrywać.

- No proszę, proszę, kto by pomyślał.

- Żałuje, że wtedy nie zrobiłam...

Powietrze przeszył potworny ryk kręconych do czerwonych pól motorów. Tysiące koni śpiewały swoją arię, dziesiątki litrów pojemności generowały potworne momenty obrotowe, kilogramy paliwa, zamieniały się w moc i generowały zabójcze temperatury, metry kwadratowe gumy przywierały do asfaltu mimo rozpoczynającej się ulewy, a litry wody tryskały na wszystkie strony. Dwanaście sportowych aut wystrzeliło przed siebie w szaleńczym sprincie ku bardziej wyimaginowanemu niż wyznaczonemu pachołkami zakrętowi. Miata, Rx-7, Cosmo, NSX, CGT100, Volvo 240T, Honda S2000, Toyota Chaser, Cappuccino, Prelude, Skyilne R34 GTS-T, oraz Silvia S15. Wszystkie zgodnie, drzwi w drzwi, zderzak w zderzak.

Wariacki szereg dotarł do zakrętu z prędkością 150km/h, tylko po to by równocześnie zainicjować drift, i ślizgiem pokonać 306 metrowy zakręt w deszczu.

Za kierownicą Cappuccino zasiadał instruktor, który szkolił Anię pamiętnego dnia, na Torze Poznań. Flamer.

W ten oto sposób pobili rekord Guinnessa w najdłuższym synchronicznym drifcie więcej niż dziesięciu samochodów, między którymi nie mogło być większej przerwy niż 10cm. W dodatku zrobili to w deszczu i przy udziale dwóch aut AWD.

- Nieźle, ładnie sobie chłopaki poradzili. - powiedziała Natalia.

Wszystkie auta zaparkowały na środku areny, którą było lotnisko w podwarszawskim Modlinie. W tym samym momencie ku uczestnikom próby rzuciły się hostessy, tak obficie obgadywane przez Anię i Natalię. Każda zaopatrzona w butelkę szampana, by uczcić to wydarzenie, które zarazem było gwoździem programu.

Po otwarciu butelek i głośnych wiwatach impreza oficjalnie została zakończona i zaczęła się część nieoficjalna, tylko dla VIPów i uczestników eventu. Afterparty odbyło się pod specjalnie na tę okazję rozstawionymi namiotami i trwało do białego rana.

 

Rozdział 15: Rozpoznanie

 

<Od BelegU$’a, autora „ZZ”: pozwoliłem sobie wprowadzić pewne zmiany do dialogów, przeprowadzanych przez znane Wam już skądinąd postacie – i nie mam tu na myśli bohaterów „KN”. Fakty z życia, styl wypowiedzi i realia przedstawione w najbliższych rozdziałach „Królów Nocy” można uznać za oficjalne, „ZZ Approved”. Autorem tych rozdziałów jest oczywiście ghost_rider, przy czym jednak sprawowałem nad nimi „specjalną pieczę”, i pilnowałem, by były w pełni zgodne z moją wizją bohaterów. Tak więc – praktycznie wszystko, co przedstawione jest w „KN” można uznać za „dalsze losy”… sami się zresztą przekonacie>

 

Tydzień później pogoda uległa poprawie. Dni i wieczory na powrót stały się ciepłe, a nawet gorące. Na Przełęczy Salmopolskiej zgromadziło się stosunkowo niewielu śmiałków. Był czwartek, więc większość potencjalnych uczestników odsypiało przed kolejnym dniem pracy, bądź też zakuwało do egzaminów poprawkowych. Nieliczni zgromadzeni jak zwykle zajęci byli wyścigami, a uwagę niektórych zajmowały rozmowy na pewien pozornie nieważny temat.

 

- Widziałem ich. Osiem furek i TIR zaparkowane na parkingu przy S1.

- Taa, ja też ich widziałem. Niektórych z tych wozów nawet nie umiałem rozpoznać.

 

- Ciekawe czego tutaj szukają i kim są.

 

- Kojarzycie te trzy imprezy w Poznaniu, Toruniu i Warszawie?

- Jasne. Nie chcesz powiedzieć, że to oni.

- Byłem akurat w Wawce i widziałem tam parę aut podobnych do tych, które opisywaliście

 

- Myślicie, że pojawią się na Przełęczy Białego Krzyża albo Serpentynach?

 

***

 

Fioletowe MR2 i niebieska Impreza stały zaparkowane na parkingu przy C8. Ich właściciele dawno zakopali wojenne topory.

Na parking wjechały cztery auta: S6, Prelude, Integra oraz M3 E36. Wszystkie zaparkowały jedno obok drugiego w szeregu. Kierowcy wysiedli z aut.

- Mamy towarzystwo. - rzucił poddenerwowany kierowca Prelude, trzaskając drzwiami - Słyszeliście?

- Zluzuj, Adaśko. S1, tak? - spytał właściciel Imprezy.

- Aha. Jakiś team, czy coś, chyba nas odwiedzą - odparł chłopak, opierający się o stojące obok Subaru M3 - Zaparkowali na S1 więc pewnie głównie na niej będą się pokazywać. Nieźle gnaliśmy, więc nie widziałem co tam stoi, ale podobno coś do touge też jest, jak słyszałem.

- Ciekawe. Musimy się tam wybrać w drodze powrotnej. Co Ty na to, Ben?

- Przelecimy się tam całą paczką, no nie chłopaki? - spytał rzeczony Ben, posiadacz Subaru. – Jak za starych, dobrych czasów? Skoro na wakacje zwaliła się z całej Polski nasza klasowa, ścigancka ekipa… można by sobie przypomnieć, jak to przed laty było. Osobiście w Gdańsku nie mam okazji latać w touge…

- Ja chyba odpuszczę. - odezwał się w końcu kierowca krwistoczerwonej "best FWD" – Muszę wracać, dopilnować, czy wszystko w firmie jest OK…  no i Magda chciała mnie dzisiaj widzieć wcześniej w domu. Powiecie mi potem co i jak?

- Ta. Nie ma problemu, Jack. Mamy rozumieć, że twoja szanowna małżonka przyszyła ci już na stałe domowe pantofle?
Na twarzy ciemnowłosego właściciela ITR’a pojawił się bojowy grymas.

- Zgadłeś Błażejku – wycedził -  Mnie przynajmniej ma kto te pantofle przyszyć, w przeciwieństwie do…

- Nie bądź taki mądry - warknął kierowca MR2 SW20 – Zamilcz. I nie Błażejkuj mi tutaj.

- Jasne, jasne. – rzucił z dominacją Jacek, po czym dodał - Dobra chłopaki, to narka.

Wsiadł do swojej Integry i odjechał. Dźwięk silnika jednak nie umilkł wcale, a raczej przeszedł w ryk.

Oczy wszystkich zwróciły się ku dolnym partiom Salmopolu.

W parę chwil później oczom zebranych ukazały się dwa auta. Pierwszym była czarna Mazda Rx-7, często mylnie brana przez miejscową "dresiarnię" za Corvette. Drugim natomiast było małe żółte autko, znane niektórym starym wyjadaczom tej trasy z dawnych czasów - Suzuki Cappuccino. Kierowcy Mazdy nie sposób było dostrzec zza ciemnych szyb, jednak problemem nie było dostrzeżenie, że kierowcą kabrioletu była kobieta.

Mimo, że nie często zdarzało się widzieć na przełęczach kobiety w roli ścigantów, to rzadkie przypadki, które wryły się w pamięć miejscowych sprawiły, że nikogo już to nie dziwiło.

Oba auta wpadły na parking przy C8 z dużą, lecz zachowawczą, jak na nowicjuszy przystało prędkością, po czym zaparkowały niedaleko gromadki znajomych z dawnej klasy IIIe.

Drzwi Rx otwarły się z dziwnym dźwiękiem sugerującym, że nie zostały wykonane z metalu, a w nich ukazał się odziany w czarne spodnie i białą koszulkę polo brunet, mniej więcej w ich wieku. Całość jego ubioru dopełniały, a zarazem psuły, niebieskie buty Sparco, znane z wyścigów torowych. Delikatnie zamknął drzwi, obszedł auto i oparł się o samochód swojej znajomej.

- I jak Ci się trasa podoba? - spytał.

- Dużo fajniej niż u nas na nizinach, to auto wręcz kocha zakręty.

- No widzisz. Wiedziałem, że ci się spodoba, łosiu.

- Masz zamiar się ścigać z nimi?

- Nie dzisiaj, dziś chcę zapoznać się z trasą, nad ranem, gdy to się skończy, przyjadą tu pozostali a my w zamian wybierzemy się na Serpentyny.

- Ale jakoś musimy poznać tę trasę, chyba nie będziemy tu tak stali?

- Spokojnie, mam plan.

- Jak zawsze - zauważyła z lekkim przekąsem - i jak zawsze nie zdradzisz go do końca.

- Koniec jest już blisko. Nie tylko tego.

W tym momencie do jego auta podszedł nieznany facet. Ania kiwnęła mu znacząco głową, a Dawid odwrócił się i zobaczył, że chłopak, przygląda się dokładnie masce, po czym zniknął prawie za autem, prawdopodobnie w celu obejrzenia opon. Dawid już chciał podejść do niego i spytać czy nie pomylił aut, ale w tym samym momencie do niego samego zbliżyło się czterech innych mężczyzn.

Mieli nieco rozbiegany wzrok, spoglądali to na Suzuki, to na jego właścicielkę, a jeszcze potem na Mazdę i znów na kierowcę k-cara.

- Siemka chłopaki, coś się stało? - spytał trochę niepewnie Dawid.

- Nie, skądże? Jesteście tu nowi, chcieliśmy się przywitać. - odparł zdecydowanie lepiej zbudowany chłopak, średniego wzrostu - Jestem Benedykt, ale mówią mi Ben.

- Dawid - odparł wyciągając rękę z uśmiechem - A to Ania, zwana też Żyletą. - dodał żartobliwie, czego jednak chłopaki nie załapali zbytnio.

- Ale tylko za kółkiem. Jeżdżę tak ostro, że zawsze przegrywam. - Sprostowała ze swoim markowym uśmiechem - Tak samo jak i ten tu łoś.

Ten żart wywołał u chłopaków mały wybuch śmiechu („Hehe, łoś, a to dobre”), a Dawid nieco poczerwieniał, czego w nie najlepszym świetle nie było widać.

- Błażej - powiedział drugi z grupy, również atletycznej budowy, wyciągając rękę, którą Dawid uścisnął.

- Karol. Świetne auto, dużo elementów z carbonu, i świetne opony, niezły killer. - Przedstawił się chłopak, który jeszcze chwilkę wcześniej oglądał jego auto.

- Dzięki, miło poznać, widzę że się znasz.

- Trochę. Jestem pasjonatem, ale nie znawcą.

Kolejni mężczyźni przedstawili się jako Adam i Andrzej.

- Przyjechaliście się ścigać? - zapytał wprost Błażej.

- W pewnym sensie. Jeszcze tu wpadniemy, a dziś tylko popatrzymy i popodziwiamy. Nie mam zamiaru panoszyć się po nie swojej trasie.

- I to sobie cenimy w ludziach. a nie kozactwo na całego i wyzywanie wszystkich możliwych na pojedynek. - odparł Karol.

- Koleżanka też ma zamiar się ścigać? - zagaił Andrzej.

- Jasne - powiedziała Ania - Strasznie mi się tu podoba. Może umówimy się na jakiś sparing jutro? - dodała, ukazując lekko swoje perłowo białe zęby.

- Rozczaruję panienkę, ale ja nie ścigam się na przełęczach. Moim domeczkiem jest autostrada, a tutaj wpadłem rekreacyjnie, z ziomalami...

- To peszek. Ale… może któryś z Twoich kumpli chciałby się pościgać?

- Oj nieee, nie sądzę. – odparł z dziecięcym uśmiechem Andrzej - Ci tu obecni już w większości dawno zawiesili rękawice na kołku…

Po krótkiej rozmowie Ania i Dawid pożegnali się, zapalili silniki i potoczyli wolno w kierunku startu.

To co zobaczyli absolwenci Osucha, niezmiernie ich zdziwiło.

Przecież nie mieli się ścigać.

Oba auta stanęły obok siebie, rozpoczęto odliczanie i po chwili zgodnie wystrzeliły w mrok. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że ich silniki nie chodziły tak, jakby się wydawało, powinny.

Nikt, prócz jednej osoby.

Wyścig, jeśli tak go nazwać, był raczej nudną przejażdżką, przyjezdni nie pokazali wiele, mimo niecodziennych aut. Od startu prowadziło Cappuccino i to ono zwyciężyło, by wraz ze swoim przeciwnikiem zniknąć z trasy zaraz po skończonej rywalizacji.

 

Rozdział 16: Dogfight, początek.

 

Była sobota, pogoda znowu dopisała ścigantom. Z racji wolnego od pracy weekendu, na Serpentynach zgromadziło się wiele osób,

Między stojące na parkingu przy Patelni w pewnym odstępie od siebie E36 M3 oraz E90 335i wjechał czerwony Golf Mk.5 GTI.

- No, no, no. A któż to zawitał do nas swoim nowym cackiem? - spytał właściciel E90.

- Tak Maćku, to ja i moje kochane fał-wi. – mruknął Sebastian, kierowca Golfa - A wy tu trzaskacie jakiś zlot bawarek… hy-hy?.

- A jakże... trzeba się rozerwać przed niedzielą. Wakacje, Sebciu - odparł Karol.

- Ty i ściganie? Myślałem, że już dawno rzuciłeś to w cholerę… prawda?

- Na cienki lód wkraczasz, Sebastianie. - zreflektował go Maciek – Wszyscy wiemy, dlaczego Karol wtedy zrezygnował…

- Spokojnie, Maćku – uśmiechnął się lekko posiadacz M3 – Sebastian ma rację. Czynny udział w touge rzuciłem po pojedynku z Mateuszem, kilka… ehh, będzie kilka dobrych lat temu. Nie zmienia to faktu, że motoryzacja i wyścigi to nadal moja pasja, i zawsze, gdy wracam do Cieszyna, staram się odwiedzać te znajome okolice. Moja kobieta zaś, dopóki się nie ścigam… nie robi wymówek. Dziwi mnie, że Ty, Maćku, żonaty i dzieciaty programista-informatyk masz czas…

- Ano wiesz, Karolu – Maciej wpadł w swój mentorski ton, ale szybko jednak się zreflektował – Są wakacje. W pracy mam urlop, magistra robię zaocznie… pomysł klasowego zjazdu był rzeczywiście bardzo dobry. No i rodzice się cieszą, że wreszcie syna i synową mogą widzieć… niby Kraków tak blisko, no ale…

Właściciel Golfa GTI już chciał coś odpowiedzieć, gdy w powietrzu zaczął miarowo wibrować dźwięk silników.

Wielu silników złączonych prawie w jeden.

Natężenie dźwięku stopniowo rosło.

Cały plac rozświetliło osiem potężnych, dalekosiężnych reflektorów, zamontowanych na dwóch Toyotach Tundrach pick-up, oraz światła dziewięciu innych aut.

Oba Pick-upy były niezwykle nisko zawieszone, jak na auta tego typu, a także poruszały się niesłychanie zwinnie. Ponadto, wraz z resztą aut, emitowały ogromny hałas.

- Zabłądzili czy co? Chyba ich porąbało, żeby takich świateł używać. - żachnął się Seba.

- To ta grupa, którą widzieliśmy z Adamem i Andrzejem na parkingu przy S1... Rozpoznałem parę aut. Plus jeszcze RX7 i Cappuccino, te oglądaliśmy w czwartek, na Salmopolu. Wychodzi na to, że chyba zwiedzają wszystkie imprezy w okolicy. - wyjaśnił Karol.

- Nie wiem jak wy, panowie, ale ja jadę za nimi. – rzucił po chwili zastanowienia Maciek - Coś czuję, że na Szczycie może być tej nocy bardzo ciekawie.

- Maćko dobrze prawi, hy-hy – roześmiał się Sebastian, ruszając do swojego GTI -  Lecimy za nimi!

 

***

 

Sprzęgło, redukcja i ostre natarcie na prawy zakręt. Bez szaleństwa, gripem.

Nie bardzo skupiał się na jeździe ani poznawaniu trasy, przejechał po niej wystarczająco dużo razy ostatniej nocy, by znać dokładnie każdy jej cal. Myśli skupiał wokoło wcześniejszej rozmowy, odbytej z Piotrkiem.

 

"- Powiedz mi szczerze stary, po kiego my tu przyjechaliśmy? - spytał, podchodząc do siedzącego w aucie Dawida, który przeglądał właśnie logi z nocnego przejazdu po przełęczach.

- Po to samo co zawsze, pokazać że istniejemy, przyciągnąć klientelę i dla zabawy.

- Sr**ie w banie...

- Może dla ciebie - przerwał mu - ale dla mnie to konkrety. Wiesz ile na tych wyścigach przewala się kasy? Podobno jeden tydzień to minimum tyle, ile zarabiamy na czysto w ciągu miesiąca. Pięć zer w jeden tydzień.

- Od kiedy jesteś taki pazerny na kasę?

- Od kiedy sponsorzy chcą żeby im oddać choć 25% tego co wsadzili i kończą zabawę w darczyńców.

- Co ty pie***lisz?

- Tak, tak... Mazda wypięła dupę i poszła sobie już teraz. Przez rok nie mieli takiego zysku jakby chcieli więc się wycofują a w ciągu tych dziesięciu lat mam im oddać choć 1/4 tego co wsadzili. Bridgestone też już złamanej złotówki nie dołoży, dostaniemy tylko darmowe opony za reklamę na autach.

- Jasne... A umowy i inne duperele? Przecież nie mogą sobie tak zerwać umowy i odejść kiedy im się podoba.

- To akurat było zerwanie umowy za porozumieniem stron, inaczej musiałbym skądś dokładać do interesu, a wy robilibyście za darmo... K**wa mać, że też wszystko to się tak toczy, żeby chociaż co innego poszło tak jak trzeba.

- No właśnie, jak zwykle zmieniłeś temat. Pytałem czemu tu jesteśmy, cel główny znam, a ten ukryty?

- Ten ukryty to dla mnie główny, a główny to oficjalny. Kasa i reszta tego bagna to jedno. Drugie, czyli to główne dla mnie, a ukryte dla Ciebie, to rozrywka, chęć sprawdzenia aut i kierowców i rozwiązanie jednej sprawy.

- Czyli przyjechaliśmy pokozaczyć, pokonać miejscowych i pokazać jacy jesteśmy zaj***ści?

- Zluzuj, k**wa, zrzędzisz jakby ci ta twoja nie dała... Nie, nie po to. chcę się oderwać od tego bagna, a przy okazji sprawdzić siebie i swoje auto przed startami w zawodach na torze. Przy okazji sprawdzić was, auta i Anię.

- A co ty chcesz w niej sprawdzać? Taka laska na ciebie leci, a ty chcesz co sprawdzać?

- To czy zrozumie, co ma do zrozumienia, chcę się przekonać czy bardziej kocham ją czy wyścigi.

- Kochasz? Myślałem, że ona ci wisi.

- Wisi to mi kita i ręce jak słyszę gadanie o napinkach i innych. Tak, kocham ją. Zdziwiony?

- Jak jasny gwint, stary.

- Lepiej się tak nie dziw, bo dziwką zostaniesz.

- Oj stary, powiem ci tak: wrócił ten Dawid, którego znam. Rozumiem, że mam się spodziewać szczęśliwego zakończenia tej sprawy?

- Taa. Nie wiem czy będzie Ania szczęśliwa jak się dowie dlaczego tak było jak było."

 

Wciągnął solidną porcję powietrza do płuc i dohamował przed ostatnim zakrętem przed szczytem. Tym razem musiał wejść w zwalniający drift, by nie wpaść na jadące przed nim Audi 100. Krótki sprint po ostatniej prostej, zrównanie się z wiodącą Tundrą, pół aaltonen i zatrzymanie obok, na niezbyt zaludnionej części Szczytu.

- Nie da rady, te opony są już na szrot. Zmieniamy na danie główne. - Powiedział do Staszka, opuszczając Rx-7.

Staszek, kierowca jednej z Tundr, to technik, który podczas wszystkich wyjazdów pomagał obsługiwać i ustawiać auta.

Odkrzyknąwszy tylko coś niezrozumiałego, otworzył tylną klapę skrzyni pick-upa i wyjął z niej "danie główne", czyli komplet robionych na wymiar felg Volk TE37MgR , obutych w wyścigowe slicki Potenza, homologowane jedynie do użytku torowego.

230\650-18 na przód.

300\660-18 na tył.

Zza siedzenia w szoferce wyciągnął podnośnik pneumatyczny. W mgnieniu oka podniósł nim cały tył auta i zmienił koła, po czym to samo zrobił z przednimi.

Wszystkie auta stanęły obok siebie, przyciągając część zgromadzonych widzów.

 

- Fajny wózek, co to za auto?

 

- Czaj tę Toykę, to jakaś torówka, widziałem ja na WSMP w Poznaniu,

 

- Fajny resoraczek, było coś podobnego dawno temu na Serpentynach.

 

- Ta fura pewnie ma tyle gazu, że może wystartować w kosmos.

 

Szybko znaleźli się również tacy, którzy chcieli pokazać swoją wyższość nad nowo przybyłymi. NSX zmasakrował na trasie praktycznie seryjną Celice GT4 ST205, Prelude minimalnie przegrała z Lancerem Evo VIII, a Chaser cudem uniknął zderzenia z wypadającym z trasy Porsche 911 GT2. Pojedynek z tym piekielnie mocnym przeciwnikiem zakończył się spinem GT2 i jego rozbiciem na skarpie. Kierowca nie zapanował nad stadem osiemset sześćdziesięciu koni i tuż za ostrym prawym zakrętem zakończył swój udział w wyścigu.

Właściciel Toyoty miał problemy z utrzymaniem się za mocniejszym o trochę ponad 200KM Porsche, nawet mimo doskonałego torowego wyważenia i ustawienia zawieszenia..

- No no no, kogo ja tu widzę. Dziś ostro rzuciliście się do walki. - Karol wyciągnął rękę by złożyć pocałunek na dłoni swojej rozmówczyni.

- Taa, tym razem się postaramy. - odrzekła, pozwalając Karolowi wykonać ten szarmancki gest.

- Szukasz przeciwnika Aniu? Mam nadzieję, że nie pomyliłem imion.

- Trafiłeś bezbłędnie z obiema sprawami. Czyżbyś rzucał wyzwanie?

- Nie, ja już dawno nie biorę udziału w touge. – uśmiechnął się lekko - Za to znam kogoś kto się doskonale nada. Najlepsza kobieta na przełęczach i jej Lotus Elise z 2ZZ-GZE. Ma na imię Natalia.

- Idealnie, Możesz ją tu ściągnąć?

- Pewnie. – powiedział, wyciągając komórkę – Na twoje szczęście również stawiła się na nasz klasowy, wakacyjny zjazd po latach, a jak ją znam… cóż, jako jedna z nielicznych nadal bierze w touge czynny udział. Na marginesie… możesz mi powiedzieć, co tam masz pod maską?

- Standardowy motor wiercony na osiemsetkę plus Garrett GT1544, intercooler, elektronika MoTeC i inne. Dotarty i zmierzony wiosną, 162KM. Podobno najmocniejsze Cappuccino na świecie z seryjnym silnikiem.

Chcąc zmienić trochę bieg rozmowy, Karol podjął temat wypadku Porsche i zagrożenia jakie ciągnie za sobą branie udziału w wyścigach touge, a ponieważ był mężczyzną obytym w towarzystwie, rozmowa zaczęła toczyć się dość zażyle.

Na pięknej twarzy Ani zagościł jeszcze piękniejszy uśmiech, którym do tej pory obdarzała tylko nielicznych mężczyzn wewnątrz grona swoich znajomych. Uśmiech ten zabawił na jej obliczu jedynie przez krótką chwilę, po czym znikł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

- ... także uważam, że wyścigi mają tylko sens wtedy, gdy nie ma się kogoś, kogo zostawi się w razie najgorszego możliwego scenariusza. Ja rzuciłem wyścigi właśnie dlatego - zamyślił się – I już na pewno do nich nie wrócę. Wybrałem stateczność, i bycie z ukochaną osobą. Jedyną pamiątką po szaleństwach młodości jest M3. Niezwykle miłą pamiątką, nie ukrywam…

- Skąd ja znam takie gadki... - pomyślała przelotnie, podejmując temat - W sumie ja podchodzę do tego trochę inaczej, ale i w Twoim rozumowaniu jest dużo sensu. Ciekawe jak tam sytuacja na trasie.

- Możliwe, że już więcej nie odbędzie się żaden wyścig, podobno był tam niezły karambol...

W tym samym momencie do pary rozmówców dołączył Piotrek

- O nie, nie miły panie. "Szioł maz gioł ą", jak to mówią starzy Rosjanie. Przyjechaliśmy się pościgać.

- Miejmy nadzieję, że tak będzie.

- Ja również. - powiedział, po czym zwrócił się w kierunku Ani - Staszek z Dawidem stwierdzili, że przydałaby się wymiana opon w Cappu, ale o ostateczną decyzję chcą spytać ciebie.

- Ok, w takim razie idę zbadać temat. Powiedz tej lasce, że czekam na nią tutaj. Narazie.

- Spoko. Do zobaczenia.

Skierowała swoje kroki ku małemu żółtemu autku, nie obracając się nawet przez ramię i zostawiając dwóch mężczyzn sam na sam.

- Wybacz stary, wiesz nie mam nic do ciebie, znasz się,  jesteś spoko i w ogóle, więc nie miej mi za złe - podjął Piotrek, gdy Ania oddaliła się dość by nie słyszeć ich rozmowy, przy czym dodał, wskazując na nią skinieniem głowy - Ale nie dla psa kiełbasa. Jeszcze jest sama, ale już niedługo.
Reakcja średniego wzrostu i budowy kolesia zaskoczyła go.
Odpowiedział spokojnie. Bez najmniejszej choćby emocji. Bez złości i żalu.

- Spoko. Zazdrościłbym, ale wtedy moja kobieta by mnie zabiła.
Zbił Piotrka z pantałyku. Odrzekł więc tylko:

- Nie mi. Mojemu kumplowi. Zmieniając temat… czym jeździsz?

- E36 M3...

 

***

 

Gdy Ania dotarła już do swojego Suzuki, zobaczyła na nim założony świeży komplet semislicków i zrozumiała, co Siwy wykombinował. Oparła się więc o maskę i czekała na dalszy rozwój wydarzeń.

W tym samym czasie, Dawid zajęty był rozmową z nowo poznanymi członkami byłej już klasy IIIe.

Chciał dowiedzieć się kto jest mistrzem trasy, i wyzwać go na pojedynek.
Dowiedział się, że teoretycznie jest nim ich kolega z klasy LO, Mateusz, którego jednak od lat nikt już w okolicy nie widział. Od czasu objęcia tego „mistrzowskiego tytułu”, przed kilku laty, nie stoczył on już żadnego pojedynku w touge, i po prostu zniknął. Co więcej, nie stawił się także na ich „klasowy zjazd”, więc na detronizację „prawdziwego mistrza” nie było co liczyć.

Jednakże, bywał na trasie jego samozwańczy następca, niejaki Robert, który tytuł ten piastował mimo przegranej z nieobecnym prawdziwym mistrzem. Kierowca aktualnie poruszający się srebrnym Nissanem 370Z, według ich informacji jak zawsze parkuje w zupełnie innym miejscu Szczytu.

Byli w błędzie...

 

***

 

- No, no. Kogo ja tu widzę. jakaś nowa dupcia. Chcesz się pozbyć tego maluszka, czy może czegoś innego?

- Niby czego? Chyba złudzeń, że jesteś mniejszym wsiórem niż wyglądasz. A to auto to nie maluch, tylko Suzuki Ca...

- Zamknij japsko. zdziro. Wiem co to za auto, bo już kiedyś skasowałem jedną ku**ę w takim złomie.

- Zaraz ja ci zamknę japsko na trasie, tępy ćpunie. - Odrzekła hardo Ania, jednocześnie puszczając strzałkę na telefon Dawida. W momencie dostrzegła rozszerzone źrenice swojego rozmówcy.

- Nie ścigam się z byle szmatami, jestem królem tej trasy i...

- I ch*ja możesz sobie w ręce potarmosić. Skończ te smętne gadki.

W tym momencie spadła ta kropla, która przelała wezbraną czarę goryczy. Robert już szykował się by podejść do Ani i ręcznie uświadomić jej, kto jest tu stroną dominującą, gdy nagle jego lewe kolano przeszył prąd, co spowodowało, że aż przykląkł. Już próbował się odwrócić, gdy ktoś wykręcił silnie jego rękę. Za jego plecami stała prawie cała pozostała cześć klasy IIIe oraz Dawid, obezwładniający napastnika.

- A teraz przeproś śmieciu, a jak nie to połamie ci tę rękę tak, że nie podrapiesz się po nosie.

Robert spróbował się wyrwać, lecz w tym momencie Dawid pchnął go na ziemię i przydusił kark kolanem, co ostudziło zapał przeciwnika.

- A! A! A! Nawet nie próbuj. No dalej, ta pani czeka na coś.

- Spier...

- Nie, nie o to nam chodzi - kolano wzmogło swój nacisk.

- Przepraszam - syknął Robert.

- Głośniej!

- Przepraszam.

- Tak lepiej.

Ból zniknął, lecz ktoś poderwał go z ziemi i rzucił na maskę stojącego obok, srebrnego Nissana.

- Więc takie ścierwo jest tu mistrzem?

- Puszczaj skur**elu. Pokaże ci jak się ku*wa jeździ.

- Postaw auto, a się przejedziemy.

- Postaw dupę tej cizi to pomyślimy.

Dawid spojrzał na niego i zamyślił się.

Ania widząc to zareagowała niczym proch na otwarty płomień.

- Dawid, już dość przedstawienia. Ścigajcie się normalnie. Nie próbuj nawet postawić mnie. - krzyknęła roztrzęsiona.

- Zgoda, ale jak przegrasz dajesz wóz i opier**olisz lachę mnie i moim kumplom z zespołu, razem dziesięć razy. Chyba, że wolisz, żebym jednak postawił auto. To jak?

- Stawiam auto.

- Ja też, w takim razie mamy kompromis.

- Pier*ole cie!

- Chciałbyś. Wsiadaj do tego złoma i stawaj na starcie.

Już miał się stawiać dalej, lecz publika, zebrana wokół zaczęła gwizdać i skandować słowo "tchórz". Wyrwał się tylko szarpnięciem, okrążył maskę i wsiadł do auta. Ożyła sześciocylindrowa jednostka, po czym sportowe auto wystrzeliło w kierunku linii startu. Dawid również zajął miejsce za sterami Rx-7 i powoli udał się za przeciwnikiem, z rzadka rzucając tyłem, ostro skręcając i dohamowując.

- Palant - pomyślał Robert - Co on niby odwala?

Gdy auta stanęły obok siebie, Dawid wysiadł z auta, by powiedzieć jeszcze coś swoim znajomym. Wtedy podszedł do niego starszy mężczyzna.

- Synu, ten człowiek przyczynił się na tej trasie do wielu wypadków. Dość powiedzieć, że trzy razy o mało nie wysłał jednego chłopaka do krainy wiecznych poślizgów i braku ograniczeń prędkości...

- Wiem, proszę pana. Mateusz, prawdziwy mistrz tej trasy. Sierra, Skyline, przeznaczenie i złączona z miłością nienawiść... Znam tę historię. Chciałbym go poznać…

Starszy mężczyzna zmierzył RX7 i jego samego badawczym spojrzeniem.
- Patrząc na Twoje auto widzę że jest świetnie przygotowane. Klatka, slicki, ale to nie wszystko. W downhill różnice mocy się niwelują, ale tylko gdy są to różnice do około 50KM. Nie bywam tu już często – odchrząknął – Mówiąc szczerze, odwiedziłem swój wypoczynkowy dom na raptem kilka dni, po roku nieobecności, ale przez kilka ostatnich nocy obserwowałem twojego dzisiejszego przeciwnika. Ten Robert odchudził auto, zainstalował specjalne zawieszenie i wzmocnił silnik kompresorem. Ma teraz 470KM, to ogromna moc jak na touge, ale wbrew pozorom jest na tyle dobrym zawodnikiem, że da radę ją okiełznać. Nie wiem co Ty masz pod maską... ale uważaj. Czasem lepiej odpuścić kiedy trzeba i przeżyć.

- R26B, Panie Rohrl. Poznałem pana. - Powiedział rezygnując z rozmowy ze znajomymi i wsiadając ponownie do auta.
Legendarny rajdowiec pogładził brodę i uśmiechnął się lekko.
Zawsze cenił szalone maszyny. Taką było Audi S1, w starych dobrych czasach Grupy B.
Taką było też jego obecne Sport Quattro, idealna replika

- RB26 w Rx? O matko... No cóż, powodzenia...

 

***

 

- Na kogo stawiacie? - spytał Błażej.

- Robert - ocenił Sebastian.

- Robert - powiedział Maciek.

- Robert - powiedział Ben.

- Dawid - zaprzeczył im Karol.

- Robert, cholera, rozsądek podpowiada, że to on, mimo, że go nie znoszę. - osądził Błażej

- Dawid - zgodnym chórem powiedzieli Adam i Andrzej.

- Dawid - zawtórowała Ania.

Nikt ze zespołu nic nie powiedział, czekali na rozwój wypadków.

- Wolałabym, żeby to był ten nowy, ale chyba jednak Robert. - powiedział ktoś za ich plecami.

Karol wstał i podszedł do niezwykle ślicznej dziewczyny, po czym skierował swój wzrok na Anię

- To jest właśnie Ania, chciała cię wyzwać na pojedynek. Poznajcie się.

Ania wyciągnęła rękę, a jej rozmówczyni odwzajemniła gest uprzejmie wymieniając swoje imię.

Rozpoczęto odliczanie.

Trzy. Kierowcy wrzucili pierwszy bieg.

Dwa. Nissan zawył sześcioma cylindrami i syknął zaworem upustowym.

Jeden. Mazda zawtórowała jej trzymając obroty na poziomie 4 tysięcy.

START!

Oba auta wystrzeliły przed siebie wściekle paląc gumę. Prosta startowa mijała w mgnieniu oka.

Chwilę szli łeb w łeb, po czym Mazda wysunęła się prędko na prowadzenie, zostawiając "trzysta siedemdziesiątkę" 10 metrów za sobą.

- Ale gnojek, co ty tam kur*a chowasz? - zaklął Robert

Nagle Mazda zwolniła, strzelając z wydechu płomieniami.

- Mam cie, czyżby coś się zepsuło, ćwoku?

Auta znów się zrównały po czym Mazda schowała się za Nissana.

- Oddajesz przód? Czyli już po zabawie.

Oba auta jedno za drugim od zewnętrznej wpadły driftem w ostry lewy zakręt. Nissan bliżej środka, Mazda od wewnętrznej. Samochody dzieliły centymetry, a tylne opony produkowały spore ilości dymu.

Lekkie upuszczenie gazu przywróciło autom trakcje.

Dawid pokazał się Robertowi na chwilę w lewym lusterku.

Trójka, lekki skręt w prawo, gaz do dechy, kontra... Rx-7 uderza lekko lewym lusterkiem o prawe tylne światło Nissana.

Mazda na wewnętrznej.

Dawid dodaje mocno gazu, tylna oś traci przyczepność, a auto pokonuje driftem łagodny prawy zakręt, przekładka i lewy dalej driftując, Nissan nawet idąc gripem, wcale się nie oddala.

- Driftuje w takich szybkich zakrętach i nie mogę mu uciec?

Sprzęgło, czwórka. Mazda odzyskuje przyczepność i zrównuje się z Nissanem.

- Tu Zakręciki! - zatrzeszczała krótkofalówka - Nissan na czele, Mazda stale metr-dwa za nim lub równo z nim! Koleś siedzi Robertowi na ogonie, ale mam wrażenie, że mógłby być już na Patelni, a tylko się bawi. Nissan jedzie wężem przez Zakręciki, a on stale gripem i siedzi na zderzaku Roberta. Bez odbioru

- On tam nie ma zwykłego 13B-REW, prawda? - spytał Anię Karol, ta jednak zignorowała pytanie.

- Prawda - powiedział krótko Marek, w RMS zwany Lego, spec od elektryki.

Przypatrujący się ślizgającemu Nissanowi Dawid, doszedł do wniosku że czas już pokazać coś nieco ciekawszego. Powoli zaczął dodawać gazu, Mazda w szybkim tempie nabrała prędkości, i na ostatnim małym zakręcie przeszła obok szykującego się do przekładki w lewo Nissana, jednocześnie oddalając się na 10 metrów

- Oż k*rwa co to było?! - krzyknął Robert

Na krótkiej prostej, mocniej rozpędzona Mazda nadrobiła jeszcze dwa metry.

- Za szybko, roz**bie siebie i wiarę na parkingu.

Zejście w prawo, odbicie w lewo, kop w sprzęgło. Tył Mazdy zaczyna wyprzedzać przód wchodząc w bardzo głęboki, zwalniający drift, po idealnej linii.

Robert przybliża się na 5 metrów

Nagle tył dosłownie wyprzedza przód Mazdy.

- O ja pier*ole…. - pomyślał kierowca Nissana. Widząc co się dzieje odpuścił ciut gazu, czym prawie zakończył drift, lecz zaraz dodał go z powrotem - Spin! Ha, mam cię cieciu, koniec zabawy.

Jednak Mazda nie zniknęła sprzed jego maski i do połowy zakrętu utrzymała kąt 90*, blokując przeciwnikowi możliwość wyprzedzenia, po czym wyszła po zewnętrznej płytko driftując, odzyskała trakcję i wystrzeliła do przodu.

Na szczycie zakrętu, widząc Rx-7 nadal przed sobą, zdezorientowany Robert ratował się ostrym hamowaniem, które mało nie wywołało spina. Odpuszczenie gazu przywróciło trakcję tylnej osi co wyratowało go z opresji. znów tracił jednak ponad 10 metrów

- By cie szlag! - zaklął kierowca Nissana

- Podobało się przedstawienie? - spytał otaczającego go wnętrza Dawid

- Niech to szlag! - wycharczał komentator przez radio - Ten koleś jest niesamowity, Wyprzedził Nissana jak chciał na ostatnim Zakręciku, i odstawił szoł na Patelni. On przeszedł ją robiąc backwards entry i strasząc Roberta! Publika mało zawału nie dostała. Mazda na prowadzeniu, powtarzam, Mazda na prowadzeniu!

- Szpaner. - skomentował krotko Siwy

- Jest tłusto, hahaha, oj jest! - oświadczył mechanik Marcin, przecierając oczy z łez wesołości.

- Backco entry? - spytał Ben.

- Backwards. - poprawił Karol - technika rzadko używana w zawodach driftu, polega na tym, że praktycznie dopuszczasz do spina, a za szczytem zakrętu wyratowujesz auto mocą, siłowo. Wtedy praktycznie jesteś ustawiony na prosto do jazdy dalej, lub kończysz płaskim driftem. Potrzeba do tego mega skrętu kół, ogromnej mocy, i stalowych, za przeproszeniem, cojones.

- Po prostu jaj - doprecyzował Bartek, kierowca Chaser'a.

Robert, którego auto straciło na Patelni cały impet, oddalił się od przeciwnika o kolejne 10 metrów. Nie poddał się jednak.

Nagle na prostej Nissan odzyskał prawie cały stracony dystans.

- On się z nim bawi, a ten skur… przeprzaszm. A ten Robert tego nie lubi. Może być niebezpiecznie. – stwierdził Karol.

Zbliżając się do Mazdy wiedział, że jej kierowca bawi się z nim w kotka i myszkę.

- Fajnie się bawisz? Zobaczymy co powiesz jak zarobisz strzała.

Zbliżali się do dość prostego zakrętu w prawo, Rx oczywiście zeszło do zewnętrznej, chcąc zakręt przejść driftem, za to Nissan bez odjęcia gazu pruł środkiem, celując dokładnie tam, gdzie miał za chwile znaleźć się tył driftującego auta przeciwnika.

Właściciel srebrnego wozu był oczywiście mistrzem w celowaniu i trafianiu w auta jadące przed nim.

Niestety trafił na godnego przeciwnika.

Dawid na ułamek sekundy zerknął w lusterko i to mu wystarczyło, wybrał odpowiedni moment na dodanie gazu.

Wdepnął gaz do dechy, a auto momentalnie zwiększyło kąt driftu. Oczywiście w normalnych warunkach taki drift był bezsensowny i raczej uchodziłby za szpanerski. Ale to nie były normalne warunki.

Już widział jak przód jego wozu uderza w auto przeciwnika, gdy nagle tył znajdującego się przed nim auta zdematerializował się. Jego oczom ukazała się barierka.

Hamulec w podłogę, puszczenie hamulca, skręcenie mocniej kół i dodanie gazu…

Nissan wraca na prawidłowy tor jazdy tracąc ponownie dystans.

Odpuścił gaz wychodząc z driftu, zredukował i czekał, auto zwalniając weszło w lekki lewy łuk.

Kierowca wciąż patrzył w lusterko.

Światła zaczęły się zbliżać, więc stopniowo dodał gazu.

Wszedł w lekki lewy wiraż i zobaczył to czego się spodziewał, Mazda znów na niego czekała.

Zaraz za tym zakrętem znajdował się kolejny, tym razem techniczny dziewięćdziesięcio stopniowy w lewo, który Dawid pokonał gripem od wewnętrznej, ponieważ nie zdążył rozpędzić auta dostatecznie, by drift miał sens. Na znajdującym się dalej bliźniaczym zakręcie w prawo Robert ponownie próbował „ustrzelić” Dawida, jednak bez większego zaangażowania w manewr.

Do mety nie zdarzyło się już nic. Dawid nie dał już więcej szans na dogonienie się Robertowi i przeciął linię mety czterdzieści metrów przed nim.

 

***

 

- No to wyskakuj z kluczyków i papierków - zaśmiał się szyderczo, gdy już wrócili na górny parking.

- K*tas jeb*any... jeszcze tego pożałujesz, przeżyjesz piekło, gwarantuje ci - odparł hardo Robert, kładąc dokumenty i klucze na maskę Suzuki.

- "Trzeba było gościa strzelić na Patelni i posłać do diabła. Spieprzać nie mogłem, bo już bym nie miał tu po co wracać...Ku*rwa mać!..."  - pomyślał kierowca 370Z.

- Gadać to ty umiesz, i nic więcej - stwierdziła Ania bez cienia emocji

Mignęły długie światła, zawyło dwieście koni puszczonych do galopu. Ania, tak jak reszta zebranych odwróciła się w tamtym kierunku, by ujrzeć Lotusa Elise.

- Twoja kolej. Pokaż co potrafisz, króliczku.