Rozdział 17: Dogfight, punkt zwrotny.

 

Odwróciła się na pięcie, by spojrzeć w jego oczy. Zwykłe niebieskie oczy, ale ich wyraz był tu dużo ważniejszy.

Króliczku?

Dawno temu nazywał ją w ten sposób i nie użył go… nie potrafiła określić jak dawno temu, prawdopodobnie były to całe wieki. Powody dla których zaczął używać tego określenia były banalne, ale związane z jej wujkiem i… Emilem…

Nigdy mu tego nie powiedziała, ale lubiła bardzo to określenie, dlatego teraz dodało jej wiary w siebie.

- Leć, skop jej tyłek. Niech wiedzą, że na nizinach są też dobrzy kierowcy płci pięknej – powiedział z uśmiechem na ustach, po czym pocałował ją w środek czoła.

A jego oczy…

- Postaram się. – odparła z lekkim, błogim uśmiechem na ustach, po czym skierowała się za stery Suzuki. – Pokażę ci ile jestem warta. Nie mogę zawieść siebie, a przede wszystkim nie mogę zawieść ciebie…

- Wiem, że dasz z siebie wszystko. – powiedział sam do siebie, tak by nikt go nie słyszał. – Tylko nie zgiń. – pomyślał.

 

***

 

Dwa nieduże, żeby nie rzec małutkie, auta stanęły obok siebie na linii startu, a ich właścicielki rzuciły sobie tylko przelotne spojrzenia.
Z jednej strony pełne pewności siebie, ale i respektu do przeciwnika.
Z drugiej zaś, pełne czystej determinacji.

Gdy dano sygnał do startu oba auta zgodnie wystrzeliły do przodu, rozcinając gęstą noc reflektorami.

Początkowo ważący mniej niż tonę Elise, wysforował się na prowadzenie, jednak dużo lżejsze Cappuccino szybko zaczęło odrabianie strat spowodowanych wiele niższym momentem obrotowym. Oba auta zrównały się 50 metrów od pierwszego zakrętu, Cappuccino od wewnętrznej, Lotus po zewnętrznej.

- Nie będę się z tobą bawić, załatwię cię najszybciej jak potrafię. – powiedziała sama do siebie Ania.

Dohamowanie, redukcja, skręt w lewo…

Cappuccino wciska się od wewnętrznej, auta dzielą centymetry, przez chwilę lusterko Elise przelatuje nad krótką i niską tylną klapą Kei-cara. Suzuki na wyjściu lekko zamiata tyłem, co Ania szybko koryguje niewielką kontrą.

Elise, pozostawiony bez możliwości przejścia maksymalnie po wewnętrznej musi oddać prowadzenie.

Szybkie wyjście z zakrętu i pełnym ogniem po łagodnym łuku w prawo i w lewo. Elise na zderzaku Suzuki, które wciąż nie traci stabilności i przyczepności.

Wyjście na długą prostą,

Elise schodzi na lewo i zrównuje się z autem Ani, po czym wysuwa się o pół długości do przodu.

Błysk czerwieni.

Suzuki ponownie wciska się po wewnętrznej, tym razem wychodząc bardzo blisko barierek.

Ania wciska gaz do deski, a Suzuki zaczyna szybko nabierać prędkości.

Mały brytyjczyk, mimo iż szybciej przeszedł przez poprzedni zakręt, znów został zablokowany z tyłu

- Potrafi blokować tak małym autem, zna moją idealną linię, atakuje od wewnątrz zakrętu… trzeba przyznać, zna się na tym. – pomyślała właścicielka czerwonego Lotusa

Wejście w sekwencje niewielkich zakrętów prawo-lewo-lewo-prawo-lewo-prawo, oba auta gripem, Natalia po idealnej linii, Ania walcząc o trakcję lecz wciąż z przodu. Kolejna, bardziej techniczna, część słynnego odcinka niewielkich zakrętów to już popis lokalnej mistrzyni trasy. Lotus wciąż trzymając idealną linię wyprzedza Suzuki już na szóstym zakręcie, gdy Ania ponownie ujmując gaz próbuje wstrzelić się w jak najlepszą linię. Cały problem w tym, że żeby pokonać zakręciki idealną linią, należy w nie wejść pod odpowiednim kątem już na początku, później to już tylko walka o to by „trafić w czarne”.

 

- Tu końcówka zakręcików! Elise na czele, powtarzam, Elise na czele! Żeby tak pokonać tę część trasy trzeba się tu urodzić… albo być geniuszem. Suzuki traci już około 10 metrów.

 

- No to krydki… Szkoda Anki, ale chyba i tak szans nie było.

- Siwy, nie bądź śmieszny, jeszcze nie były na Patelni, a dalej też jest trasa. – poprawił kolegę Marcin.

Dawid stał tylko z poważną miną, śledząc na swoim smartphonie obraz z kamery na Suzuki. Filmowane były wszystkie przejazdy, w których uczestniczyli zawodnicy RMS.

Wyjście z ostatniego zakrętu i szybki sprint ku słynnemu nawrotowi. Elise z przodu, szybkie wejście maksymalnie jak się dało od zewnętrznej do wewnętrznej i wyjście po zewnętrznej, czyli klasyczny szybki grip, popisowy numer Asów tych tras.

Lotusa nie zniosło nawet o centymetr, wszystko odbyło się idealną linią, z prawie maksymalną prędkością, z jaką Elise mogło ten zakręt pokonać, mimo że na wyjściu z zakrętu mało nie otarło się o barierki.

Wyjście na długą prostą i gaz do dechy.

Mrok przeszyły strzały, pisk opon i błyski. Prawie jak w gangsterskim filmie, jednak gdy Natalia spojrzała w lusterko, zrozumiała, że to nie film. Na „ogonie” siedziało jej małe, żółte Cappuccino.

Wyszło z Patelni po zewnętrznej, szybkim, płytkim driftem, strzelając z wydechu w tumany zastawianego za sobą dymu.

Weszła w szeroki nawrót bez zdejmowania nogi z gazu, lekko strzelając ze sprzęgła, co wprowadzając Suzuki w drift, którego głębokość pozwalała na rozwinięcie niewyobrażalnej prędkości, sprawnie „podciągnęła” przód auta do barierek, przy szczycie zakrętu ocierając lekko przednim zderzakiem o barierkę, by zaraz za szczytem zacząć oddalać się od wewnętrznych barierek, a zacząć zbliżać się do zewnętrznych i na wyjściu lekko musnąć je tyłem. Mimo niewielkiego wychylenia opony stały się małą fabryką dymu, a wariujący na odcince mały doładowany motor słał w wydech i atmosferę niebieskie „marchewy”, strzelając przy tym niczym stary, poczciwy AK-47.

- Tatuś wrócił!... widzę w lusterku twoją zdziwioną buzię. Nie dziw się tak bo wiesz kim zostaniesz. – zaśmiała się głośno Ania, kończąc drift na wyjściu z zakrętu.

 

- WOOOOOW! To było coś, Suzuki odrabia na Patelni całą stratę! To jeden z najszybszych driftów jaki tu widzieliśmy! Dym jeszcze nie zdąrzył opaść! Kierownik ma naprawde stalowe jaja.

 

Sto metrów prostej zniknęło w mgnieniu oka za uciekającym Lotusem i goniącym Suzuki.

- To patrz co można jeszcze midshipem zrobic. - powiedziała właścicielka Elise wchodząc w średnio-ostry prawy przy czym lekko podciągnęła ręcznym i raz za razem strzelając ze sprzęgła.

- O. Drift midem? Ładnie. Nieźle.

Cappuccino posłuszne stopom i dłoniom Ani wykonało piękny, głęboki, synchroniczny drift z Elise. Między lusterkami aut prawdopodobnie nie zmieściłaby się nawet przysłowiowa gazeta.

Lotus wszedł w lewy płaski zakręt od środka, z pełnym otwarciem przepustnicy, nie zostawiając Suzuki wystarczająco miejsca między barierkami a autem.

Ale dla zdesperowanego człowieka, zwłaszcza kobiety, niewystarczająco nigdy nie znaczy za mało.

Snop iskier, jazgot gniecionej, ocieranej i szlifowanej blachy, oznajmiają, że blacharz się ucieszy. Suzuki zeszło do lewej i zaczęło wciskać się między Elise a barierki.

Rzut oka w lusterko, odruchowe odbicie w prawo...

Ania osiąga to co chciała, wychodzi na prowadzenie, okupując to zniszczeniem auta.

 

- Kierowca tego małego samuraja nie zna strachu! Wcisnął się między Natalię a barierki, uszkadzając bok auta, ale jedzie dalej i uzyskuje prowadzenie! To się nazywa walka do ostatniej kropli krwi! Czy też do ostatniej prostej blachy.

- Nie tak ostro siostro... - mruknął tylko Dawid.

 

Cappuccino po zewnętrznej wchodzi w ostry zakręt w prawo... za szybko. Zniszczone opony, mimo nadal niezłych właściwości, ustępują sile odśrodkowej i podsterowność pcha Anię wprost na barierki. Ujęcie gazu, kontra...

Suzuki ociera lewym tylnym błotnikiem o barierkę, ale wychodzi z zakrętu cało.

Lotus metr z tyłu, schodzi do prawej i atakuje ciasny lewy od zewnętrznej.

Suzuki wchodzi od środka…

Mimo prób utrzymania jak najpłytszego driftu, Suzuki szeroko zamiata tyłem, produkując coraz więcej dymu.

Dohamowanie i wyjście po prawej, milimetry dzieją bok auta od barierek. Skatowane walką o każdą jednostkę przyczepności opony odmawiają posłuszeństwa.

Lotus zrównuje się z Cappuccino i w równym tempie pokonują prostą. Razem wchodzą w ostatni zakręt, ostry wiraż w prawo.

Maksymalne opóźnienie hamowania winduje Anię na pozycję lidera, jednak ogumienie protestuje i Suzuki musi wejść w zakręt z za dużą prędkością... w dodatku znajduje się bliżej wewnętrznej.

Widząc to Natalia zdejmuje nogę z gazu, a żółty samochód śmiga na centymetry przed jej maską, zmierzając w kierunku barierek.

Hamowanie, kontra, gaz... Nic to jednak nie dało, a nawet pogorszyło sprawę....

Cappuccino wykręca pełnego Aaltonena i uderza lewym przednim błotnikiem w barierkę na wyjściu. Na szczęście zablokowane koła wytraciły dużą część prędkości,

Lotus zacieśnił do wewnętrznej i tylko dzięki temu udało mu się ominąć stające na poboczu Suzuki.

Sprzęgło, ręczny... Natalia obraca auto o 180 stopni i rusza w kierunku uszkodzonego samochodu przeciwniczki.

Wysiada z auta i biegnie w kierunku żółtego japończyka, w tle słyszy głos komentatora, relacjonującego wydarzenia.

Otwiera drzwi i widzi Anię.... całą i zdrową, bez najmniejszego zadrapania, spoconą i roztrzęsioną.

- Żyjesz? Nic ci nie jest?

- Taa, żyje. Przegrałam, i to najbardziej mnie dotyka. Pomożesz mi wysiąść? Nic mi nie jest ale jestem tak zdenerwowana, że połamię się wychodząc.

Rozpięła centralną klamrę, spinającą pasy bezpieczeństwa i sięgnęła ręką by oprzeć się o Natalię, druga ręka powędrowała do górnej rury klatki bezpieczeństwa, by wspomóc utrzymanie równowagi. W chwili gdy stanęła o własnych siłach usłyszała ryk silnika, a jej sylwetkę i miejsce wypadku oświetliły reflektory.

Nie mogła widzieć dokładnie samochodu, bo oślepiały ją reflektory, ale poznała po odgłosie silnika.... Kierowca w mgnieniu oka znalazł się koło niej.

- Nic ci nie jest? Wszystko w porządku?

- Nie nic. za to autko nie wygląda najlepiej.

- Martwisz się autem w takim momencie? Trochę blachy się wyklepie i pojedziesz dalej.

Spojrzała mu na chwilę w oczy, po czym spuściła wzrok i powiedziała:

- Przepraszam....

- Za co ty mnie niby przepraszasz? Przestań.

- Przegrałam.

- Co z tego? Jeden mały błąd dzielił cię od zwycięstwa z mistrzynią tej trasy. Najważniejsze, że żyjesz.

Nie wiedziała co ma mówić, przecież go zawiodła, zawiodła siebie, jak ma sie tym nie przejmować?

Stał i patrzył na nią, cierpiąc jej cierpieniem, tak widocznym w całej jej osobie. Chciał ją pocieszyć, zadziałał odruchowo...

Objął ją delikatnie i przytulił, poczuł jak, ciepła kropla spływa z jej policzka na jego szyję.

Nic nie mówiąc poprowadził ją w kierunku samochodu.

 

Rozdział 18: Dogfight, In the end.

 

Kubek w jej ręku drżał, tak jak kakao w nim. Upiła łyk i spojrzała niewidzącym wzrokiem gdzieś w dal ponad wazonem z kwiatami.

- Dziękuje, że zechciałaś ze mną pogadać. Po tym wypadku musiałam się komuś wyżalić... Komuś obcemu, a kto lepiej zrozumie kobietę niż druga kobieta?

- Nie ma problemu. O czym chciałaś ze mną porozmawiać, Aniu?

- Widzisz… jest facet, na którym strasznie mi zależy... On był wczoraj na tych wyścigach. Był, że tak powiem, szefem ekipy.

- Piotrek, tak?

- Nie. Dawid. Piotrek wczoraj po mnie przyjechał.

- A gdzie był ten cały Dawid?

- Na górze...

- I czemu nie przyjechał on tylko… ten drugi?

- Siwy nie ma klatki w aucie, łatwiej wsiąść. Podobno kazał Dawidowi zostać ze względu na to. Widzisz, myślę że Piotrek po prostu wie, że to był ważny wyścig, żeby pokazać Dawidowi co jestem warta. A ja to po prostu zje*ałam...

- Co ty gadasz, dziewczyno? – Natalia niezwykle rzadko unosiła się emocjami, nawet ją jednak poruszyło to, co słyszała - Jaka klatka, jakie kazał? Gdyby chciał, gdyby naprawdę tego pragnął to by przyjechał. Nawet za nim.

Zapadła chwila ciszy, podczas której Natalia upiła niewielki łyk ze swojego kakao, bacznie wpatrując się w swoją niedawną rywalkę z wyścigowej trasy.

- Może... - głos jej się załamał, po policzku spłynęła łza, potem druga - Może masz rację. Nawet z nim o tym nie gadałam. Nawet się z nim nie widziałam po wyścigu. - przerwała by wypić kolejny łyk - Nie chciałam, poprosiłam Piotrka, żeby odwiózł mnie z powrotem do hotelu. Dziś też nie, wstałam i przyjechałam od razu do Ciebie, adres miałam od Karola.

- Nie ma sprawy. – uśmiechnęła się ciepło Nat - Słuchaj, pogadaj z nim, to powinno wiele pomóc…

- Wiem, ale co zrobić skoro ciężko mi będzie spojrzeć mu w oczy.

Rozmowa przestała się kleić, temat został wyczerpany. Dwie dorosłe kobiety, w podobnym wieku, siedziały naprzeciw siebie, nic nie mówiąc.

Mimo tego, nie usłyszały auta wjeżdżającego na podjazd rodzinnego domu Natalii, w którym zatrzymała się na czas swego pobytu w rodzimych okolicach.

- Wiesz - odezwała się w końcu gospodyni - Strasznie mnie przestraszyłaś wczoraj...

- Przepraszam, ja naprawdę byłam... jestem, zdesperowana. Wiem jakie dla niego to wszystko ważne, a ja chce być częścią tego świata, żeby być bliżej niego... żeby zwrócił na mnie uwagę.... Dlatego właśnie się ścigam. Chce mu zaimponować, pokazać, że jestem coś warta w tym świecie, a on jest wymagający, chce być najlepszy i widzę jak do tego dąży, a ja... ja chcę być taka sama, by być godna niego...

- Widzę, że strasznie wpadłaś, kobieto. – rzekła z lekkim grymasem na twarzy Nat - Powiem Ci, że z tego co mówisz wynika, że to straszny… za przeproszeniem…  ku*as z niego... – przekleństwo wyrzekła cicho, z obrzydzeniem. Nienawidziła tego, ale nie potrafiła znaleźć innego, właściwszego określenia - Poza tym, ktoś taki jak Ty może mieć każdego…

- Nie, wcale nie jest taki... – zaprotestowała momentalnie Ania - Chyba nie… Kiedyś to on mi mówił, że nie jest mnie godny, a jednocześnie strasznie mnie kochał... Wtedy... wtedy to ja jego nie chciałam... Teraz wiem, że jest dokładnie odwrotnie, dlatego staram się tak bardzo. Przepraszam za ten nierozważny manewr wczoraj, ale myśle, że rozumiesz...

- Zapomnij o tym, ja w ogóle nie chowałam ani nie chowam urazy – uśmiechnęła się Natalia – Ale… chcę, żebyś coś wiedziała. - zrobiła pauzę, a jej rozmówczyni skinęła głową w przyzwalająco-pytającym geście – Widzisz… parę dobrych lat temu, na tutejszych Przełęczach brylował pewien chłopak. Mój rówieśnik, kumpel… przyjaciel z klasy – poprawiła się. - Nie miał sobie równych, za kierownicą nikt i nic nie było go w stanie powstrzymać. Miał chyba to coś, co jest w tym wszystkim niezwykle ważne. Najważniejsze. Miał… motywację. Coś wciąż kazało mu wracać, walczyć o to, co kochał. Nawet po ciężkim wypadku, który nieomal zabrał mu lewą rękę, on… wrócił na trasy. I znów był najlepszy, jeszcze szybszy w nowym aucie. Mateusz... Mat... tak miał na imię… trzy razy w krótkim czasie otarł się na tej trasie o śmierć. Nie zginął jednak... nie zginął, bo...

Nie skończyła, jej opowiadanie przerwał dzwonek do drzwi.

Obie kobiety nie zareagowały.
Wpatrywały się tylko w stół, w całkowitym milczeniu.

Ania odwróciła się w końcu w kierunku młodszej od siebie o ledwie rok dziewczyny, pięknej dziewczyny... Pięknej i samotnej.

- Nie otworzysz?

- Może sobie pójdzie.

Dzwonek wydał z siebie dźwięk jeszcze dwa razy, po czym zamilkł. W domu ponownie zapanowała cisza.

- No, wreszcie. - stwierdziła Natalia – Tak… jak już mówiłam, on nie zginął, bo był geniuszem kierownicy. Tak przynajmniej twierdzę ja. Tak twierdzi… wielu znawców na świecie. Ale to bez znaczenia. W tej historii ważniejsze jest coś innego. To, co pchnęło go do wyścigów górskich. Jego… motywacja. Mat ścigał się przez… dziewczynę. Najpierw rozbił auto, bo ścigał się przez dziewczynę. Potem nieomal zszedł z tego świata, w pojedynku z przeciwnikiem grającym całkowicie nie fair. Z przeciwnikiem w aucie, którego wedle zdrowego rozsądku nie dało się pokonać. Zgodził się wystartować, bo… bo chciał odwetu na tamtym kolesiu. Robert, którego poznaliście wczoraj… wtedy, w tym jednym wyścigu działali niejako po jednej stronie, ale… Mat ścigał się po to, by pokonać jego, a nie tych agresorów. Pragnął zemsty, bo… on chyba nadal ją kochał. Dostał w tył, runął w przepaść, zawinął się na drzewie… ale… wrócił do świata żywych. Niczym feniks z popiołów, w nowym aucie, wbrew… wbrew wszystkiemu. Znów ścigał się o dziewczynę, swoją dawną miłość, ponoć… jedyną prawdziwą. Wyścig Podwójnego Ryzyka, touge i autostrada, który… jeśli wierzyć legendzie, garstce przypadkowych świadków... wygrał. Ale jednocześnie… przegrał. Nigdy… nigdy z nikim o tym nie rozmawiał. Zabrał… zabrał tą tajemnicę ze sobą.  Ale to nie był jeszcze koniec Mata. Stare porachunki ponownie wciągnęły go w pojedynek z tamtym facetem, z Robertem… znów otarł się o śmierć, znów przez dziewczynę. To wszystko, to całe ryzyko, poświęcenie i wyrzeczenia nie dały mu… nic. Nic z tego, czego pragnął. Dlatego… nie warto...

Kolejny już raz, jej wypowiedź została przerwana.

Tym razem jednak, nie był to dzwonek.
Pukanie do drzwi.
Ciche, acz stanowcze, krótkie, wyraźne.

Spojrzały po sobie. Siedziały bez ruchu, bez słowa.

Natalia skinęła głową i wstała, kierując się w stronę drzwi.

Pukanie powtórzyło się tym razem trochę głośniej.

Nie chciała o tym myśleć, lecz…

… powróciły wspomnienia.

Jedyną osobą która zawsze pukała do drzwi, zamiast zadzwonić dzwonkiem, był... Mat.

Ale to było… dawno temu, jeszcze w liceum, gdy mieszkała na stałe w domu z rodzicami...

Przekręciła pokrętło, zasuwka zamka odskoczyła, nacisnęła klamkę...

Na progu stał średniego wzrostu brunet, ubrany w czarną koszulę i sportową marynarkę...

Nie wierzyła.

Jedyne, co nie pasowało do całej tej układanki, twarz, wyrwała ją z dzikiego przekonania, że widzi swojego dawnego przeciwnika, z którym dzieliła szaloną fascynację.

Zakłopotane i zaniepokojone, lecz pewne siebie spojrzenie niebieskich oczu, cięte w irokeza, postawione na żel włosy i jeszcze coś... charakterystyczny zapach dobrych perfum... Fahrenheit?

Widziała już gdzieś tego chłopaka, ale nie w takim ubiorze.

W momencie zrozumiała, gdzie go widziała.

I kim jest.

- Wejdź. - powiedziała, po czym zamknęła drzwi i poprowadziła gościa do salonu.

Stanął w progu, a ona odwróciła się w jego kierunku. Nic nie powiedziała.

- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem.

- Nie. Tak tylko rozmawiałyśmy.

- Ja też chciałbym z tobą porozmawiać Aniu. Chciałem już wczoraj, ale stwierdziłem, że dam ci ochłonąć po tym wszystkim.

- Rozumiem, przepraszam.

- Nie masz za co. Było trochę problemów na ulicy, Służby drogowe chciały odholować Suzuki, ze względu na stan techniczny, podobno wyciekał z niego płyn chłodniczy… ale już się tym zająłem. Trzeba odwieźć Cappu do Jarocina, żeby je naprawić.

- A co z jutrzejszym wyścigiem? Przecież miałam jechać na Białym Krzyżu?

- Pogadamy o tym później, teraz chciałbym porozmawiać z tobą o czymś ważniejszym.

- To może ja was zostawię samych? – wtrąciła nieśmiało gospodyni.

- Nie musisz, mi nie przeszkadzasz, Dawidowi pewnie też nie

- Pewnie, że nie. Luźno, to raczej my tu przeszkadzamy.

Słysząc te słowa Ania skinęła na nią, by usiadła, co zrobiła wiedziona raczej ciekawością, jak ta scena się skończy, a nie chęcią bycia sekundantem tych dwojga.

Tym razem zajęła miejsce obok swojego gościa. Dawid usiadł naprzeciw nich.

- Widzisz, powinniśmy sobie coś wytłumaczyć. Wiem że to co powiedziałem przed wyścigiem mogło zabrzmieć jak oczekiwanie wygranej, zwłaszcza w twojej sytuacji, po tym co mi powiedziałaś wtedy w Poznaniu przed torem. Zrozumiałem to dopiero po starcie wyścigu, ale już nic nie mogłem zrobić. Nie oczekiwałem wygranej, chciałem, żebyś dobrze się bawiła. - zrobił pauzę, westchnął - Wygrana, czy przegrana, najważniejsze, że żywa, cała i zdrowa, bo dla mnie i tak jesteś najlepszą kobietą za kierownicą.

Znów zrobił pauzę. Dwie pary niezwykle pięknych oczu wpatrzonych w niego. Dwie słuchające w skupieniu pary uszu. I dwa serca, poruszone tym, co się dzieje.

Dla jednej było to coś w rodzaju zbliżającego się happy end'u jednej z wielu historii, podobnych mniej lub bardziej do siebie, a w którym ona pośrednio uczestniczyła.

Nauczyła się nie zazdrościć. Czas nauczył ją być niemym świadkiem.

Dla drugiej, chwila, na którą długo czekała, może najważniejsza w życiu. Szczere wyznanie, z ust kogoś, kto jest jej tak drogi.

Karty na stół, kawa na ławę...

Nikt nie przerwał tego chwilowego milczenia, nie zburzył ciszy i powagi chwili, nie wszedł w słowo.

Podjął więc dalej:

- Dawno już zrozumiałem jak bardzo ci zależy i chyba niepotrzebnie tak długo zwlekałem. Dla mnie jesteś najważniejszą kobietą na świecie.

Pierwsza z dwóch par oczu, zrobiła się mokra.

Łzy... Łzy szczęścia, spłynęły po olśniewająco pięknej twarzy.

Twarzy na której malował się uśmiech. Ten sam, chciałoby się powiedzieć, znak firmowy.

Wstał, okrążył dzielącą ich ławę, usiadł obok, przytulił i czule, delikatnie pocałował w czubek głowy.

Poczuł jak kołnierzyk koszuli delikatnie moknie, ale nie odsunął jej, by spojrzeć w oczy, pogładził tylko po plecach i mocniej przytulił.

Widząc tę scenę, cicho i niepostrzeżenie opuściła pokój. Nie chciała im przeszkadzać.
Mogła do tego wszystkiego dodać jeszcze jeden fakt. Nawet… powinna go dodać.
Wczorajszy wyścig był nie do końca uczciwy z jej strony. Jak by nie patrzeć, Ania musiała walczyć… z profesjonalistką.
Prowadzenie samochodu, wyścigi i sztuka sportowego prowadzenia były jej chlebem powszednim.
Pracą w Lipsku.
Wymarzoną pracą.

Nie musiała tego jednak dodawać.

Tych dwoje… już tego nie potrzebowało…

Ania delikatnie poruszyła się, więc rozluźnił objęcia. Odsunęła się od niego by spojrzeć mu w oczy, a on złożył pocałunek na jej ustach.

- Jeszcze jedna sprawa. - powiedział przerywając milczenie. - Wiesz, że nie umiem żyć bez wyścigów, więc chcę cię prosić, żebyś nigdy nie wymagała ode mnie ich porzucenia.

Zawahała się.

- Czyżby kochał bardziej wyścigi niż mnie?

Nastała niezręczna cisza, którą kolejny raz przerwał, uprzednio ponownie przytulając ją do siebie:

- Zostaniesz ze mną?

Położyła mu ręce na szyję, spojrzała na niego i zaczęła go całować.

Przerwała na chwilę i wyszeptała:

- Tak.

"Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz..." jak śpiewał stary, dobry, rockowy zespół, czyli w chwilę po tym krótkim, prostym i niosącym tyle przesłania słowie, do pokoju ponownie weszła Natalia.

- Nie chciałabym wam przerywać, ale chcę tylko powiedzieć, że muszę pilnie wyjść. – stwierdziła niepewnie - Obiecałam mamie, że odbiorę ją z pracy…

- Nie ma sprawy, my też się już musimy zbierać. – odpowiedział, wstając. Ania czyniła właśnie to samo.

Otwarła im grzecznie drzwi, a oni ruszyli, rozświetlani wpadającymi promieniami słońca.

Wyszli na podjazd, i zatrzymali się.

Dawid objął ją, i pocałował w policzek.

Stali tak chwilę, w milczeniu. Jego prawa dłoń powędrowała do jej dłoni.

- Jak nastolatki? - spytała z uśmiechem.

- Jak nastolatki. - przytaknął tylko, po czym ruszyli do samochodu, trzymając się za ręce.

 

***

 

Gęsta noc spowiła przełęcz Salmopolską. Wszyscy mieszkańcy okolicznych wsi i miasteczek dawno zapadli w sen, jedynie garstka śmiałków pozostawała w ciągłym ożywieniu. Kolejna noc salmopolskiego touge dopiero się zaczynała. Przełęcz zgromadziła tego dnia tłumy, kawalkady aut zmierzały ku startowi wyścigu. Przyjezdnych ściągnęła tu jak zawsze chęć sprawdzenia możliwości swoich i auta, a także ciekawość, jak wyglądają zmagania w praktyce, a nie tylko niesione z ust do ust legendy.

Legenda, tak właśnie można, a nawet trzeba, określić scenę undergroundowych wyścigów (nie należy jej jednak mylić ze słynną grą komputerową) organizowanych od lat w okolicach Szczyrku i Istebnej. Undregroundowych, ponieważ nigdy nie były to oficjalne zmagania, w dodatku odbywały się na drodze publicznej, co w Polsce jest oczywiście rzeczą nielegalną.

Ta sama legenda mówi jednak nieoficjalnie, że władze miejskie, oraz służby mundurowe dają ciche przyzwolenie na tego typu "zloty" (jak określają w swoich raportach, jeżeli zdarzy się coś, co wymaga koniecznej interwencji policji), w dodatku funkcjonariusze i wyżej postawieni mundurowi niejednokrotnie biorą czynny udział w nocnych rajdach po górskich drogach.

Legenda, jak każda inna, ma też swojego głównego bohatera. W tej jest nim młody mężczyzna, niespełna dziewiętnastoletni, który nieomal zginął w walce ze swoim starym wrogiem w finałowej walce, by następnie zejść ze sceny z hukiem - i pozostać niepokonanym.

Bliskość tragedii, spowodowana poważnym zaniedbaniem ze strony organizatorów, zaniepokoiła władze miejskie, które poważnie zaczęły myśleć o ukróceniu ścigantom beztroskiej i niebezpiecznej zabawy.

Skończyło się na planach.

Bunt ze strony ścigantów, zwłaszcza tych wyżej postawionych w hierarchii społecznej (wieść niosła, że na Salmopolu i Serpentynach pojawiał się sam burmistrz Bielska, a także komendant wojewódzkiej policji z Katowic), sprawił, że całą sprawę ostentacyjnie "zamieciono pod dywan". .

Tyle w temacie legend.

Miejscowych ściągała na przełęcze rywalizacja, rywalizacja między sobą, między swoimi ulubieńcami i idolami i rywalizacja o tytuł najszybszego. Były też inne powody, bardziej przyziemne i materialne, bo nie było tajemnicą wyścigowego półświatka, że gra idzie również o wysokie stawki. Znalazł się nawet śmiałek, który stworzył podziemny załad buchmacherski, obsługujący jedynie touge beskidzkich tras.

Ostatnio zaś pojawił się jeszcze jeden powód, który przyciągnął na przełęcze tubylców. Były nim wydarzenia związane z pojawieniem się tajemniczego teamu w okolicy Bielska, i ich występem na Serpentynach przed dwoma dniami. Wieść gminna głosiła, że są to kierowcy doskonale przygotowani, którzy nie wyzywają na pojedynki, lecz presja, jaką stwarzają powoduje, że w szranki z nimi stają najlepsi zawodnicy tras, w naprawdę mocnych autach.

Również ich samochody owiane były otoczką tajemnicy Niektórych aut nie potrafiono rozpoznać, a kolejną niewiadomą były moc i przygotowanie do zawodów. Słyszano też wiele o profesionaliźmie z jakim podchodzą do jazdy.

Godzina pierwsza piętnaście w nocy, rywalizacja trwa już od jakiejś pół godziny, lecz nigdzie nie widać jeszcze sprawców głównego zamieszania.

Ściganci z nizin wiedzieliby jednak, co jest powodem spóźnienia. Ci, którzy znają Dawida osobiście, wiedzą, że ceni sobie punktualność i woli poczekać 15 minut niż spóźnić się jedną... ale z wyścigami jest inaczej.

Dlaczego? Bo wyścigi są jak bal, wypada się spóźnić, zwłaszcza temu najważniejszemu, by swoim wejściem zwrócić na siebię uwagę wszystkich zgromadzonych.

- Słyszałem, że kierowcą tego Suzuki była kobieta

- Tak, ja nawet widziałem ją tutaj parę dni temu, ale nic nie pokazali ciekawego.

- Może wtedy, ale ostatnio pokazała, że ogarnia auto doskonale i myślę, że gdyby znała trasę to nie oddałaby prowadzenia.

- Może, ale morze jest szerokie i głębokie. Szacun dla niej, że tak jechała i nie zginęła

 

- Widziałeś to Volvo? Uwielbiam takie wózki. Szwedzka stal, a jeszcze takie stare 240T robione na ratstyle i na tor...

- Ej bo zaraz będziesz potrzebował ręcznika. Uspokój się...

.

- Rx wymiatał. Ciekawe co tam ma pod machą.

- Ktoś mi mówił, że jego kumpel słyszał jak dwóch gości rozmawiało o tym co Mistrz mówił, i podobno siedzi tam RB30.

- RB30? Przecież to silnik z Patrola! Apropo, słyszałeś może jakie ma tam turbo? Bo ja słyszałem, że to nie ma turba. Chyba że na nitro lata.

- Podważasz zdanie Mistrza? Pare RB30 lata w drifcie w Nowej Zelandii.

 

Cały wyścigowy skład byłej już klasy IIIe stał na parkingu przy słynnym C8.

- No i nie ma ich. - stwierdził rzeczowo Sebastian.

- Nie ma, ale może jeszcze będą. – pozwolił sobie na lekki sarkazm Michał.

- Wiecie co, chłopaki? Jak dla mnie, to jest jakieś przedstawienie. - odezwał się po chwili Błażej - Przyjeżdżają tu, koleś mówi, że nie będzie się panoszyć po trasie, robią zjazd w downhilu, nie pokazują totalnie nic, na dodatek koleś przegrywa. Potem wlatuje ekipa na Serpentyny, rozwalają kogo popadnie...

- Nie każdy z nich wygrał. - przerwała mu z lekką dozą satysfakcji Nat.

- OK, luz. Ty pokazałaś klasę – kontynuował po sekundzie właściciel fioletowej MR2 - Ale koleś popisuje się, odwala szopkę... nie powiem, słusznie postąpił z Robertem, sam zresztą zdziwiłem się, że po trzech latach ten kut*s nadal tu siedzi... ale co to? Wyzywa prawie że mistrza trasy na pojedynek, ot tak, przypadkiem? Jasne jasne, tak, wierzę, przypadek, w sumie kiepsko trafił... - zironizował - I co dalej? Nawet driftując w szybkiej sekcji nie traci dystansu, na popisowym odcinku Zakręcików, gdzie chyba tylko kilka osób zna idealna linie, bierze go tak, jakby ten stał, odwala cyrk na Patelni i wygrywa auto mistrza trasy? Co to ku*wa jest, "ukryta kamera"?

- Daj se siana, Błażejko. - odparł Andrzej. - Facet widać, że jest spoczko ziomek, nie kozaczył, owszem, pytał, kto jest mistrzem Serpentyn, ale jak sam mówił chciał się sprawdzić.  A Robercik... no cóż, podłożył się sam. Trafiła kosa na kamień. Peszek. I, tak na marginesku, chusteczka, wyrażaj się przy kobietach.

- Siedź cicho, albo wracaj na ten swój kawał asfaltu, gdzie jedyne zakręty to zjazd na McDonalda…

- Chłopaki… uspokoicie się?! Jak dzieci... - westchnęła Natalia, pozwalając sobie na upomnienie kumpli -  Z tego, co wiem, będą na pewno.

- Tak… też rozmawiałem wczoraj na Kubalonce z tym całym Piotrkiem. Mówił, że będą tutaj tej nocy, na sto procent. - dodał Karol.

- Tak w ogóle, to wiesz coś więcej na temat tej RX albo reszty wozów, Karolu? - zaciekawił się Michał

- O R-ce nie wiem praktycznie nic. Poza faktem, że jest niezwykle lekka, ma doskonałe opony i jest świetnie wyważona, ale to wiedzą i widzą wszyscy.

- Ja słyszałem od Mistrza, którego spotkałem nieoczekiwanie na Serpentynach, że ma tam RB26. - wtrącił Maciek, właściciel E90 – Innym by tego pewnie nie zdradził, ale wiecie…

- Ta, a ja słyszałem, że RB30, RB25, 20B, C666, C2H5OH i jeszcze, że cię listonosz zrobił. - zaatakował niespodziewanie milczący dotąd Benedykt, który nigdy nie darzył Maćka sympatią.

- Benedykcie, twoje słowa są niezwykle niestosowne i niegrze… - zaperzył się Maciek, o aparycji mentora.

- Nie pierd*l tutaj, tylko żonę w domu, fraje…

- Spokój! - Sebastian zaskoczył wszystkich swoją stanowczością, prewencyjnie ucinając słowne przepychanki.  które mogły, znając temperament Benka, zakończyć się regularnym mordobiciem. – Karol, mógłbyś… hy-hy… kontynuować?

- Plotki różne chodzą, ale to tylko plotki… wymienione przez Bena i Maćka silniki mają turbo, a tam turbo nie ma. Moim osobistym typem jest cudem upchnięte V12 z Ferrari lub czegoś w tym stylu, plus jakieś solidne mody, bo na wolnych obrotach jednostka chodzi jak młynek do kawy. Cappuccino, po sprawdzeniu informacji na necie, okazało się najmocniejszym takim Kei-car’em z seryjnym motorem na świecie, 162KM z turbodoładowanej osiemsteki . Mazda Cosmo to standard, 20B na turbo Holset HX40, 525KM

- Które to Cosmo?

- Biała coupetka na niebieskiej feldze... nie? - odezwał się zza obłoku papierosowego dymu Adam.

- Bingo. - kontynuował Karol - Volvo ma silnik 2.3Turbo z nowszej wersji, B230FT RedBlock, spięty ze skrzynią M47, niecałe 340KM. NSX, z tego, co mi mówili, ma prawie 600KM, rozwiercony na 3.6 litra plus kompresor. O Preludzie nie wiem nic poza tym, że ma w komorze B18C i ponoć napęd 4WD. W Audi widziałem W12 z Bentleya, i więcej nie wiem. A Chasera znalazłem w necie, nie powiem, niezła fura, 1.5JZ-GTE, mocy nie zmierzono, ale biorąc pod uwagę części i ustawienia, ma lekko licząc ponad 650KM.

- Chaser to czerwona limuzyna, ta? – mruknął Błażej.

- Tak. Wszystkie wozy oczywiście całkowicie odchudzone, dobry....

- Ciii... słyszycie? - Natalia zwróciła ich uwagę na wibrujący w powietrzu odgłos. - Wybacz, że przerwałam, Karolu. Wiem, że możesz tak do rana…

Rzeczywiście, w ferworze rozmowy nie zdołali dosłyszeć subtelnej zmiany, jaka dokonała się w ich otoczeniu.

Powietrze wibrowało od dźwięku silników, coraz głośniejszego.
Oczy wszystkich wokół zwrócone były w kierunku, z którego ów odgłos dobiegał.

Gdy stał się on wręcz ogłuszający, po drzewach i drodze przesunęły się światła aut, pokonujących trasę od strony Bielska.

- Do aut! Jadą w kierunku Szczytu, a potem pewnie na przeciwny Dółł! - zdążył tylko krzyknąć Benedykt, po czym wszyscy wskoczyli do swoich aut, by udać się za nowoprzybyłymi na miejsce startu.

Dziewięć aut w zawrotnym tempie mknęło w dół, za przewodnictwem dwóch Toyot Tundra.

Do kawalkady dołączyły się nowe samochody.
Niejednokrotnie… żywe legendy.
Czerwony Lotus Elise. Czarne, niesamowite BMW M3 E36. Fioletowa Toyota MR2 SW20. Niebieskie Subaru Impreza "BugEye" WRX STi. Bordowe Mitsubishi Eclipse GSX. Czerwona Honda Prelude. Czarne Audi S6.
Białe E90 i czerwony Golf GTI ciągnęły nieco z tyłu, jak by maszyny podświadomie wiedziały, że choć ich kierowcy odegrali niegdyś swe role, to one nie są już częścią tej legendy…

 

 

***

 

Ostatni zakręt, prawy. Zejście na zwenętrzną, lekkie dohamowanie pulsacyjne, redukcja do czwórki, krótkie silne kopnięcie hamulca na lekko podkręconych kołach...

Rx nurkuje przodem, tylna oś traci przyczepność. Gaz, kontra, delikatne podcięcie z ręcznego i Rx z dwoma postaciami na pokładzie dużym kątem pokonuje C1.

Mała poprawka ręcznym, ujęcie gazu, prostowanie kół.  Wyjście po zewnętrznej, hamowanie przed Tundrą.

Na oczach publiki Mazda wyprzedza obie Toyoty, obraca się so 180 stopni i powoli tyłem wtacza się na wolne miejsce parkingowe.

Silnik gaśnie, drzwi się otwierają i z auta wychodzi dwoje osób.

- Nie oszczędzasz opon.

- Nie muszę. - odparł odwracając się do właściciela męskiego głosu.

- Znakomicie. Zagramy więc o wysoką stawkę… może dziesięć kompletów takich opon… w moim rozmiarze?

- Skoro tak, to co Ty postawisz? - zapytał przyjaźnie, choć nie miał ochoty ścigać się z tym kierowcą. - Myślałem, że już się nie ścigasz...

- Bzdura. – odparł słusznej budowy przystojniak. Na jego ciemnych włosach, z tyłu, widniała blond łatka – To, że nie było mnie tu od dawna nie oznacza, że nie potrafię roznieść w pył wszystkiego, co się na Serpentynach… - zastanowił się krótką chwilę - Czy Salmopolu rusza. Zwłaszcza Salmopolu. Na co dzień mieszkam w Gdańsku, i studiuję na Akademii Morskiej. W nocy miotę tamtejszą hołotę w wyścigach ulicznych, przyjedziesz to też dostaniesz baty. Ale moje serce zawsze ciągnie ku górom. Nie odmówisz chyba kolesiowi z WRX’a… chłopie?

Dawid nie bardzo potrafił mu odmówić, co strasznie go wkurzyło.

Jest łowcą, nie pyszałkiem który rzuca wyzwania na prawo i lewo, ale kolekcjonerem wygranych.

Czemu miałby się ścigać z chłopakiem, który nie był kimś, na kogo czekał.
W dodatku, koleś jeździł plebejskim już "BugEye’m". W opowieści zaś o Pomorzu nie wierzył…
… choć nigdy się tamtymi terenami nie interesował.

- Postawię autko, podejrzewam, że to dobry deal. - powiedział Benedykt – W Gdyni jakiś koleś chciał się ze mną nawet zamienić na GB w nadwoziu dwudrzwiowym, ale odmówiłem. Moje jest więcej warte.

Oczy Dawida błysnęły.

- Ok, możemy jechać w takim razie. Nie chciałbym, żeby mi opony wystygły, dobrze je dogrzałem.

- Spoko… ale jeszcze jedno. Pokaż, co masz pod maską. My tutaj, na Podbeskidziu, lubimy grać w otwarte karty. Chyba to żadna tajemnica… koleś?

- Nie, nie tajemnica. Ale w takim razie, mam dla Ciebie bonus. Wygraj, a pokaże co tam chowam, ba przewiozę cię na prawym, tak w "pakiecie". Jeśli zaś przegrasz… pokażę piecyk. I zgarnę twoją furę. Lecimy kombo, uphill - downhill?

- Jestem na tak. – mruknął Benedykt - Powodzenia w takim razie. - powiedział wyciągając prawą rękę.
W lewej tkwiły już kluczyki z brelokiem Subaru.

Zajęli miejsca na starcie, gdy nagle drzwi jego auta otwarły się. Zobaczył w nich znajomą sylwetkę, po czym pojawiła się głowa.

- Z tego co się dowiedziałam, to właściwie on jest mistrzem trasy. Do niego należy niepobity od przeszło trzech lat czas przejazdu każdej sekcji. I rzeczywiście, studiuje na Pomorzu, i spuszcza ostry łomot na tamtejszej scenie street-racingowej. Jego STI może tak wyglądać, ale już dawno nie jest seryjne. 530 koni, strojone przez 4turbo. Tak twierdzą jego kumple. Powodzenia misiu.

Zdziwiła go informacja, o pozycji jego przeciwnika, ale nie okazał tego po sobie. Uznał, że to moment dobry na coś innego.

- Kocham cię.

Pocałowała go i zamknęła drzwi. Była radosna, powiedział jej to poraz pierwszy, pierwszy raz na serio. Poczuła jak zamyka się za nią jakaś epoka, zaczyna nowe, lepsze życie.

Stanęła pomiędzy autami, podniosła rękę w amerykańskim geście "good luck" kierując ją do właściciela niebieskiej Imprezy WRX STI. Uniosła obie ręce, po czym szybko opuściła.

Auta wystrzeliły przed siebie w szaleńczym uphillu, przez pierwsze 200 metrów równo, bok w bok, jednak ostatnie 100 metrów prostej to popis możliwości sprinterskich Mazdy. Szybko przejęła prowadzenie, oddalając się na około 5 metrów. Zejście w prawo (zupełnie niepotrzebnie), natarcie na lekki lewy łuk i wejście w szybki, plytki drift, również zupełnie niezrozumiały w szybkiej partii zakrętów.

- Bawi się… ale i tak, jedzie dość zachowawczo. Wie, jaka jest specyfika trasy więc raczej oszczędza opony. Ale koniec zabawy… koleś - mruknął, przełączając mapę paliwową na swoim APEX’i AVC-R w pozycję "Max".

Podpatrzony dawno temu w Skyline’ie Mateusza patent sprawdzał się w jego STi wręcz idealnie.

Auto momentalnie zaczęło przyspieszać, doskonale wykorzystując napęd i trakcję wszystkich czterech kół.

Dystans zmalał, ślizgający się Rx zbliżył się do przedniego zderzaka. Lekkie odbicie w lewo i Impreza wchodzi "pod pachę" Mazdzie.

Szybki rzut oka w lusterko, dodanie gazu... Wyjście na prostą po zewnętrznej, Subaru po wewnętrznej. O długość maski z przodu.

- Cholera, szybki jest... AWD w uphillu to niezły killer.- pomyślał Dawid, widząc niebieskie STI powoli wysuwające się przed niego.

- Czujesz to?! – parsknął Ben - 586 kucy! 4turbo się spisało. Podniesione doładowanie, wszystko zakute, a do tego świetne turbo twin-scroll, cokolwiek to jest. Salmopolu, patrz i płacz! Impreza wraca z tułaczki na swój tron!!

Jednak nie moc, a wspaniały moment obrotowy rzędu 720Nm sprawiał, że kultowa czteronapędówka gnała pod górkę jak po równym.

Przebyli krótką prostą w szaleńczym tempie, w następny zakręt weszli z prędkością 215km/h... Kolejne 50 metrów prostej odeszło w niepamięć.

Doskonałe hamulce, 6-cio tłoczkowe Brembo w Imprezie oraz dwanaście tłoczków od Performance Friction w Mazdzie, pozwoliły na maksymalne opóźnienie hamowania z zawrotnej prędkości jaką osiągnęli. Lżejsza i posiedająca mocniejsze hamulce Mazda wyszła na prowadzenie, o pół długości. Nic to jednak, gdy znajdowała się po zewnętrznej, a wewnętrzną blokowała Impreza. Szybkie wyjście z zakrętu, Impreza na czele.

Kolejna prosta... Mazda ciśnięta z całej siły dochodzi do Subaru i jest na wewnętrznej.

Dohamowanie, natarcie na zakręt... pochylenie zakrętu pomaga Rx w wyjściu na prowadzenie.

- No proszę - pomyślał Ben - Tylnonapędówki też potrafią iść gripem....

Na prostej Mazda odskakuje na 2 metry od przeciwnika. Zejście do lewej, gaz w podłodze, lekki łuk wzięty od wewnętrznej.

Do środka, sprzęgło, czwórka, gaz w podłodze, lekkie ujęcie gazu na wejściu w C6, wyjście po wewnętrznej.

Kolejna prosta mija w okamgnieniu, niebieski sedan traci juz 10 metrów

- Kurka twoja wodna, ciśnie ostro. - mruknął właściciel STI

Zejście do prawej, błysk świateł stopu, gaz stopniowo do oporu... Mazda szybkim driftem pokonuje kolejny, ostry zakręt. Wyjście na prostą, rzut oka w lusterko...

- Co? Chyba jadę zbyt piknikowo.

Światła Imprezy wyraźnie zbliżyły się po do niego

- Czas zacząć dokręcać do końca.

Gaz do dechy, 9.... 10... 11 tysięcy obrotów, czwórka. Mazda przestaje tracić przewagę, a zaczyna minimalnie zyskiwać.

- Albo grubo, albo wcale....

Zejście do zewnętrznej, redukcja do trójki... Strzały z wydechu mrożą krew w żyłach obserwatorów na parkingu. Piekielnie szybki i głęboki drift Mazdy produkuje tony dymu, silnik pracuje cały czas na odcince. Zacieśnienie do wewnętrznej i rynsztoka... lecz wtem dostrzega przed sobą niebieską plamę.

Subaru Impreza WRX STI, złote felgi, czerwień tylnych świateł.

- Skubany, poszedłem za szeroko, trochę pod publikę, a on wykorzystał gutter-driving...

- Spadam, chłopcze. – mruknął z satysfakcją. Zerżnięta ze stylu Mata i Karola technika, choć ćwiczona dawno temu, zadziałała idealnie - Miło było… frajerze.

Sprzęgło, piątka i lekkie podbicie. Subaru wyskakuje z rynsztoka i mknie prostą ku następnemu zakrętowi.

Zejście do odpływu, przednie koło wpada w rynienkę, szybkie wbicie czwórki kończy drift, koło wyskakuje z rynsztoka.

Strata Mazdy wynosi 5 metrów.

 

- Panie i Panowie! To już kolejna zmiana na prowadzeniu tego niezwykle równego wyścigu! Cóż za wspaniały spektakl! Impreza na czele! - słychać na parkingu przy słynnym nawrocie C8, który właśnie znikł za plecami zawodników.

 

Sytuacja nie zmieniła się, aż do ciasnego skrętu w prawo, już po tym gdy trasa zaczęła opadać. Mazda zaczyna odrabiać dystans w zawrotnym tempie i przed zakrętem siada Subaru "na ogonie".

Zejście do lewej, hamowanie, gwałtowne ujęcie u dodanie gazu sprawia, że tylna oś wpada w poślizg, przejście po wewnętrznej. krzaki smagają maskę i prawy błotnik, wyjście od środka. Impreza wychodzi po zewnętrznej, wolniej...

Auta zrównują się i mkną 150 metrów łeb w łeb. Zejście do prawej, mocne dohamowanie, skręt, strzał ze sprzęgła... Nic to gdy STI blokuje wewnętrzną. Hamowanie ratuje Dawida od wjazdu w tył Subaru, mijają się o włos.

Kolejne proste i lekkie łuki mijają jak krajobraz za oknem naddźwiękowego pociągu, mknącego przez jałowe ziemie, Mazda siedzi na zderzaku niebieskiej rajdówki.

Do prawej, bardzo wczesne wejście w poślizg szybkie zejście do wewnątrz, auta lekko ocierają się tyłami... ale Mazda znów na przedzie.

Wyjście na prostą, Mazda ma lekkie kłopoty z trakcją.

- Ku*wa, mokro tu, a teraz jeszcze ten zakręt...

Dokręcona trójka, czwórka, na lewo, mocne hamowanie, dwójka, w prawo, ręczny. Mazda zarzuca tyłem, robięc backwards entry.

- Taaaak jessssst!

Jednak siła odśrodkowa sprawia, że koła tracą przyczepność, a Rx kieruje się tyłem w kierunku leżących na poboczu bali.

- Może i sprytnie - pomyślał Benedykt – Ale za szybko…

Po raz drugi Subaru śmiga mu przed maską. Dawid koryguje ręcznym, kopie w gaz. Woda pryska spod tylnych kół, ale auto odzyskuje przyczepność i pędzi za przeciwnikiem, jednak strata wynosi aż 45 metrów. Zejście do prawej, wejście w zakręt bez hamowania, wykorzystując gulik lewymi kołami u szczytu zakrętu. 37 metrów.

Mazda w szaleńczym tempie podąża w dół odrabiając mozolnie dystans do przeciwnika. Niecałe półtora kilometra dalej odległość do Imprezy wynosi już 17 metrów. Mazda schodzi do prawej, hamowanie, dwójka, pełen ogień, tył wpada w poślizg.

Pięknie pokonany zakręt przybliża Dawida o kolejne dwa metry do przeciwnika.

Nagłe szarpnięcie głuchy trzask i metaliczny stukot wyrywają siłą Dawida z ferworu walki. Auto widocznie zwalnia, mimo silnika kręconego na odcince.

Zjechał na pobocze i włączył światła awaryjne, po czym wysiadł z auta.

Rzut oka do wnętra pozwolił mu na ocenę zniszczeń: w podłodze za jego plecami, na samym środku wybita została duża dziura, śruby mocujące wał do dyfra dosłownie skosiło, sam wał leżał na ziemi co znaczyło, że jego podpora również odeszła w siną dal.

Miał szczerą nadzieję, że tytanowy wydech i układ paliwowy nie zostały uszkodzone. Na szczęście nie czuł nigdzie zapachu paliwa, którego wyciek mógłby narobić tu niezłego bajzlu, większego niż wyciek "zwykłej" wysokooktanówki...