Autorem "Ridge Chaser" jest MozartInaGokart, zdolny twórca z bliskiego mi Podbeskidzia. Akcja powieści rozgrywa się osiem lat po zakończeniu "Za Zakrętem", na podbeskidzkich przełęczach, wśród wchodzących w dorosłość młodych ludzi. Mnie wciągnęło - zachęcam do lektury!

Szymon "BelegUS', autor "ZZ"

 

Słów wstępu kilka.

Ridge Chaser to opowieść ze szkolnej ławki. Nastolatek Nikodem jest marzycielem, posiadającym pewien uraz, który nie pozwala mu sięgać po swoje sny i nie daje mu ich realizować. Wraz z końcem roku szkolnego drugiej klasy technikum cały jego światopogląd obróci się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy w jego życiu zajdą poważne, nieodwracalne zmiany. Wszystko za sprawą jego ukrytego talentu do niezwykłego prowadzenia samochodu oraz umiejętności do pakowania się w kłopoty. Zawody, nieszczęśliwa miłość, ciężkie decyzje. Pojawią się osoby, pojawią się rzeczy, pojawią się miejsca, które wystawią go na najcięższą próbę.

______________

Drogę spowijał zmrok. Tysiące pyłków kurzu unosiło się w powietrzu, wędrując z wiecznym wiatrem południa. Światło lampy drogowej rozświetlało kawałek świata, wyrywając go z mistycznej nicości. Popękany asfalt i zupełnie normalny kamienny murek, oddzielający pas ruchu od krawędzi małego mostu. Dookoła przerażał las, w którym postacie ze Słowiańskich legend najprawdopodobniej czyhały na swoje ofiary, by móc napisać nową historię na kartce świata. Świst wiatru wijącego się między gałęziami iglaków podnosił liście i rozrzucał je we wszystkich stronach, nadając niepokojące ostrzeżenie "Nie wchodź. Po prostu nie wchodź do lasu". Każda możliwa zmora, każdy możliwy intruz tylko ostrzył sobie zmysły na nadchodzące, zagubione dusze. I wtedy, ten straszny świat rozgromił zimny blask. Rozbrzmiał ryk dzikiego zwierzęcia, będącego na wolności. Niebezpiecznego i piekielnie szybkiego. Zimna smuga światła pędziła w górę drogi, piszcząc i warcząc na każdym łuku i wirażu. Nagle wszystko inne stawało się miałkie i jakby patetyczne. Monstra pochowały się w swoich norach, legendarne stworzenia ulotniły się wraz z wiatrem. Im bliżej mostku był ryk, tym szybciej należało uciekać. Woda z wieczornego deszczu powoli kapała na smugę kałuży, spływającej w dół drogi. Nagle w jej tafli odbiły się dwa, bardzo wyraźne miniaturowe słońca potwora z wystającymi oczyma i lśniącą, krwisto czerwoną zbroją. Dwa koła rozjechały niepozorną kałużę, rozpryskując wodę na wszystkich gapiów, straszących swoimi mitami. Stara, niepozorna, mała istota z czterema kołami wpadła w nagły poślizg, wyciągając się do góry tak, jakby była ciągnięta na holu przez księżyc. Prędkość, jaką osiągała była tak niesamowita, tak nieprawdopodobna. Gardłowy, wręcz u personifikowany ryk jej silnika zawył po raz kolejny, plując ogniem z wydechu i pędząc w nieznanym nikomu kierunku. Jeżeli jakiś mityczny potwór jeszcze tam został, był właśnie świadkiem narodzin nowej legendy.
...
-Zapiszcie temat: " Słowiańskie legendy z okresu XIX wieku na podstawie twórczości Jerzego Przybyła". – Dyktowała przy tablicy niska i krępa blondynka, nauczycielka Polskiego.
-Proszę paniii... Musimy? Za chwilę będzie koniec roku.. Dosłownie dzielą nas dni.
Blondynka obróciła się na pięcie i spojrzała na okularnika, który z postury przypominał źdźbło trawy.
-Przez pół roku przerobiliśmy jedną książkę. Pół roku, sześć miesięcy, ponad sto pięćdziesiąt dni. Nie, wy nie musicie, ale ja muszę. Do wystawienia ocen jeszcze dość czasu.
-Dni!
-Drzwi są otwarte. – Rzuciła zimno.
-Pierdolę.. – Mruknął pod nosem Tomek. Zdjął swoje okulary i spojrzał na kolegę po drugiej stronie ławki, Nikodema. – Psst..
-Hm.. – Obejrzał się bezinteresownie. – C.. Co?
-To jak? Idziemy po tej lekcji?
-Ale jak.. Co?
-No zmywasz się czy nie?
Nikodem spoglądał w czarne oczy Tomka, pełne znudzenia. – Może.. I tak się nie wyspałem.. Ale co ja powiem Ojcu?
-Dalej masz z nim napinkę? Daj spokój..
-Nie mam napinki, po prostu nie lubi, kiedy mu zabieram samochód.
-Sa.. a kiedy Ty odebrałeś prawo jazdy?
-Dwa tygodnie temu.
-Co? I teraz o tym mówisz?
-Ta.. Tak.
-Idiota!
Nauczycielka przejechała markerem tak mocno, że aż zaczął niemiłosiernie piszczeć. Obejrzała się złowrogo, szukając niesfornego ucznia. Tomek zrozumiał swój błąd, natychmiast wstając z ławki.
-He.. Przepraszam.. Mówiłem o sobie
...
Nikodem schował wszystkie niepotrzebne książki do szafki, grzebiąc w niej jeszcze przez chwilę, jakby czegoś szukał.
-To jak.. Idziemy sobie?
-Wiesz co.. Ja zostaję.
Tomek popukał się po głowie, machając dłonią bezinteresownie i odchodząc, uprzednio zamykając szafkę. – O czym Ty myślisz całe dnie.. O nowej w klasie?
-Nowej?
-No, Diana.
-Diana? Od kiedy?
-Proszę Cię.. Chodzi z nami od tygodnia. No spójrz tam.
Nikodem obejrzał się w prawo, widząc siedzącą na ławce długowłosą brunetkę o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych i wielkich okularach do czytania, dodających jej wyjątkowego uroku. Oczy miała wyraźne i kasztanowe, a usta zaokrąglone.
-Nikodem? Nikodem..
-Co.. A.. Ona?
-No nie kurwa, polonistka.
-Widziałem ją już chyba.. Skąd jest?
-Przyjechała z mamą z Anglii. Jest polką.
-Ale ma na imię Diana.
-Jeszcze jej nie wpisali do dziennika.. Nie wiesz, może tylko tak podaje. Równie dobrze może być Jadźka.
-Nie psuj obrazu pierdku.
-Czyyyli jednak o niej myślisz?
-Spadówa. – Zamknął swoją szafkę.
-Dobra.. Niech Ci będzie. Nikt z nią nie gada, bo wszyscy myślą, że nie zna Polskiego.
-A Ty?
-Ja rozmawiam.. Rozmawiałem. Chyba mnie nie lubi, a szkoda.
-Kto by Cię lubił, tylko jedno Ci we łbie.
-A tobie nie?
-Powiedzmy, że mam problemy rodzinne.
Nikodem spojrzał na swoje odbicie w żółtej stali szafki i nagle odezwały się głosy w jego głowie.
"Musisz wybrać, z kim wolisz mieszkać.. To proste.. Jedna decyzja, z kim Ci lepiej?".
-Nadal nie wiem, gdzie zamieszkam.. I czy w ogóle będę do tej szkoły chodził. Wiesz.. Smutno mi trochę.
Tomek poklepał kumpla po ramieniu, spoglądając razem z nim w swoje odbicie. – Nie martw się, wszystko się ułoży.. W ogóle.. Wpaść po Ciebie wieczorem? Wyskoczymy gdzieś na miasto.
-Wiesz co.. Chyba nie chcę. – Oparł się o szafkę, spoglądając w okolicę ławki. Tomek zerknął odruchowo, widząc dziewczynę w dużych okularach, czytającą książkę.
-Dobra.. Jak chcesz... - Postawił krok, jednak szepnął jeszcze do Nikodema. - Poza tym, lubi fantasy.
Uśmiechnął się ze zrezygnowania. – Na razie.
Tomek poszedł w dół korytarza, zeskakując ze schodów i idąc do drzwi. Zostało tylko kilka osób, w tym on i ona.
-Warto się w cokolwiek angażować? Jak tak to po co.. Tym bardziej że przez wakacje na pewno nie będziemy rozmawiać. Heh.. O czym ja myślę? – Podrapał się po głowie. – A może jednak..
Wziął plecak i zaczął powoli iść w kierunku schodów, spoglądając kątem oka na nieznajomą dziewczynę.
"Lubi fantasy"
-Nie znam się na fantasy. – Powiedział do siebie cicho.
Gapił się coraz bardziej w jej stronę, chcąc odczytać tytuł książki z okładki.
I wtedy wpadł na Polonistkę, wytrącając jej z rąk dziennik.
-Jezu.. Przepraszam. – Kucnął, żeby pozbierać wszystkie kartkówki, które z niego wypadły.
-Panu też chyba potrzebne będą okulary. – Skomentowała z lekką irytacją.
Nikodem szybko zbierał kartki, zauważając tą, na której widniało angielskie nazwisko.
–... Zaciąłeś się?
-Nie.. Nie! Skąd. – Pozbierał je wszystkie, oddając niemały zbiór kartek razem z dziennikiem. Polonistka je przyjęła z pogardą.
-Mogę panu powiedzieć, że całkiem sprawnie napisał pan wypracowanie na temat twórczości Verne, ale to nie podniesie panu oceny do czwórki.
-Naprawdę? Rozpisałem się na kilka stron..
-Chciałabym panu dać ten dobry, ale zawalił pan to półrocze. Nie mogę, po prostu nie mogę. – Zaczęła iść w kierunku sekretariatu, jednak po chwili się odwróciła. – To wypracowanie jednak zachowam na przyszły rok, będzie pan świecić przykładem porządnej pracy bez Internetu.
-No dobrze.
I wtedy poczuł na sobie wzrok przebijający się przez okulary.
-Patrzy się.. Cholera
-Verne?
–Zajebiście.
W głosie dziewczyny dało się czuć angielski akcent, kiedy wypowiadała nazwisko słynnego autora. – Juliusz Verne? – Samo imie jednak brzmiało jak najbardziej normalnie.
Nikodem odwrócił się powoli, udając zaskoczenie. – Taaak. Musiałem napisać.. – Nie dokończył.
-Czytasz tak starą literaturę?
-Em.. Powiedzmy.
Nie odpowiedziała.
-To trochę jak hobby.
Zamknęła swoją książkę i wstała. Na oko miała metr siedemdziesiąt, może nieco więcej. Ubierała się bardzo nijak. Nosiła stare trampki, spodnie, które nie przylegały do jej nóg i starą koszulę w kratę, ukrytą pod czarną bluzą z kapturem. – Przejdziemy się?
Nikodem poczuł wielkie zakłopotanie. Diana zbliżała się powoli, czekając na odpowiedź.
-Chętnie. – Odparł.
Poszli razem w dół korytarza, nieuchronnie zbliżając się do wyjścia.
-Ty jesteś tym chłopakiem, który miał zatargi z policją?
–Ona już tyle wie? Jezu.. – Myślał. – Niee, to nie ja. Pewnie myślisz o Danielu. On miał, uwielbia się bić.. Ogląda MMA i te sprawy.
-Dziwne. Z jakiegoś powodu byłam święcie przekonana, że to Ty.
-Dlaczego?
-Siedzisz zawsze z tyłu klasy i spoglądasz w okno, jakbyś miał cały świat w głębokim poważaniu. Ubierasz się tak samo i słuchasz muzyki co przerwę.. Mało rozmawiasz.
-I kto to mówi.. – Uśmiechnął się. – Moja klasa.. Nasza klasa nie potrafi się zżyć, więc ja się nie chce angażować w jej życie. Jeszcze bym skończył za barakami, bijąc się z jakimś kołkiem.
-To dziwne.. Już dwa lata razem chodzicie i dalej macie opory, żeby ze sobą kontaktować?
-Kontaktować kontaktujemy. Gorzej z przyjaźnią.
-Taa..
Nikodem poczuł ciepło na karku. – Nudzę ją? Nudzę.. – Skąd jesteś?
-Mieszkałam kilkadziesiąt kilometrów od Londynu, w West Midlands.
-Przyjechałaś do Polski, bo?
-Bo.. Eh. To ciężka sprawa.
-Przeprowadzka jak przeprowadzka..
-Po prostu moi rodzice postanowili coś zmienić.
-Jesteście tu razem?
Nie odpowiedziała.
-Zmiany bywają dobre.. – I wtedy pomyślał o swoich rodzicach. O przyszłości, która może się zmienić z dnia na dzień.
-Dlaczego cały czas chodzisz taki zamyślony?
-Kiepsko się czuję.
-Chory jesteś?
-Może.. Tak się czuję. Nic mi się nie chce.
-Za dużo myślisz. – Pchnęła go w ramię. – Zacznij się cieszyć życiem.
-Taa..
Nawet nie zauważył, kiedy wyszli ze szkoły i byli już niedaleko przystanku.
-Czekaj.. Idziesz z lekcji? – Zapytał.
-Tak. Oceny mi i tak przepisali, więc nie muszę zostawać.
-Ale przecież nie ma Cię w dzienniku.
-Jest elektroniczny.
-Elektroniczny?!
-Jezu.. Chodzę do tej szkoły tydzień i wiem więcej od Ciebie? – Zaczęła się śmiać.
-Chyba za dużo myślę.
Uśmiechnęła się. – Lepiej pracuj na dobre oceny, bo rodziców już nie oszukasz.
-Rodzice..
-.. Halo, kontaktuj. – Pstryknęła palcami przed jego nosem. – Bo prześpisz całe wakacje.
-Jedziesz autobusem?
-Tak. – Odparła z uśmiechem.
-Wiesz.. Chyba też się przejadę.
...
Dom wypełniała napięta atmosfera żalu i niepokoju. W salonie siedziały dwie, w miarę wyjściowo odziane osoby. Jedna z nich, nieco starsza i przygarbiona nosiła wytartą, białą koszulę i czarny krawat. Druga z nich miała pełny garnitur uszyty z tanich materiałów, imitujących drogą markę. Wymieniali się między sobą papierami, przy czym smutny pan w garniturze sprawiał wrażenie sędziego życia i śmierci. Z przedpokoju weszły kolejne dwie osoby, kobieta i następny mężczyzna, swoim wyglądem przypominający tamtego kropka w kropkę. Kobieta sprawiała wrażenie nieco bardziej szczęśliwej niż starszy mężczyzna w koszuli. Spotkali się wzrokiem. On patrzył na nią smutnymi, piwnymi oczyma, jakby szukając jeszcze jednej szansy. Ona zmierzyła go bezinteresownie, nie chcąc z nim mieć nic wspólnego. W głębi domu zdało się słyszeć dźwięk trzaskania drzwiami i szybkich kroków.
-Mamo, tato, już jestem! – Krzyknął Nikodem. – Nie uwierzycie kogo dzi.. – Zamilkł, kiedy zobaczył, co się właśnie odbywa.
-Synu. – Zaczął powoli ojciec.
Nikodem się nie odezwał, spoglądając na panów w garniturach. – A wy kim jesteście?
-Panowie są z sądu. – Odpowiedziała mama.
Nie zamierzał odpowiadać.
-Synu.. Usiądź.
-Tato, co się dzieje?
-Spokojnie, to tylko.. Tylko.. – Wahał się.
-To formalność. – Dokończyła matka, nie mogąc wytrzymać zachowania starego.
-Formalność? – Odparł Nikodem.
-Nik, wszystko będzie dobrze. – Powiedział jeden z facetów w garniturach. – Jestem adwokatem twojej mamy. Nazywam si..
-Wiem, kim jesteś.

Adwokat nie parł dalej. Wyjął ze swojej teczki kilka kartek papieru, pełnych formuł i zasad postępowania. – Sprawa jest bardzo prosta, Nikodemie. Wiemy, że masz osiemnaście lat, ale formalnie jesteś zamieszkały z mamą i tatą. Twoi rodzice się rozwodzą, tego Ci tłumaczyć nie muszę. – Przerwał, myśląc, że Nikodem przytaknie, ten jednak stał w bezruchu i nadal się nie odzywał. – Po prostu.. Musisz wybrać, z kim chcesz mieszkać.
-Synu. To nic trudnego. Weź ten papier i napisz imię moje lub matki. – Dodał ojciec. Jego głos był już wyraźnie zrezygnowany i zmęczony. – Bylebyś był szczęśliwy.
Nikodem spojrzał kolejno na tatę, na jego adwokata, na matkę i na jej adwokata. Powoli wziął do ręki wydany mu druk i zaczął go czytać, nadal będąc w pełni ubranym i mając plecak na ramieniu. – To bez sensu.
-Słucham? – Zapytał adwokat matki.
-Twoja mama stwierdziła, że z innym mężczyzną będzie jej lepiej.
-Już nie zrzucaj brudów na mnie. Myślisz, że zostawiłabym Nikodema, gdyby był młodszy? Teraz ma możliwość wyboru.
-Aha? Czyli tak po prostu trzymałaś swoje uczucia w tajemnicy, do jego osiemnastych urodzin?
-Wiesz dobrze, że to nie prawda.
-Ja już nic nie wiem.
Nikodem zrzucił plecak wypełniony książkami. Huk rozległ się po całym pokoju, wszyscy nagle zamarli i spojrzeli w oczy zabłąkanego nastolatka.
-Ja zostaję. – Oddał adwokatowi papiery.
-Musisz podpi..
-Mamo. Tyle razy podrabiałaś podpisy, podpisz się za mnie.
-Tak nie wolno..
-Mamo, nie wolno kogoś zostawiać.
-Synu.. – Oczy zaszły jej łzami.
-Zostawcie mnie.
-Nikodem.. – Ojciec wstał z fotela, chcąc uspokoić swojego syna.
-Nie.. Zostawcie mnie wszyscy. – Zaczął powoli iść do tyłu, wycofując się coraz szybciej. W końcu odbił się od ściany i pobiegł do wyjścia z domu.
...
Nikodem wbiegł do garażu i zamknął za sobą drzwi na cztery spusty. Ześlizgnął się z drzwi i usiadł pod nimi, zapłakując się całkowicie. Łzy powoli spływały z policzków na koszulkę, szybko robiąc ją mokrą. Pomieszczenie było spowite w półmroku, pełne kurzu i pyłu, ale jemu to nie przeszkadzało. Nie teraz, nie w tej chwili. Zakrył twarz dłońmi, które szybko przesiąknęły łzami.
-Dlaczego tak musi być.. Po co to wszystko jest..
Czas mijał powoli, ale dla niego uciekał szybciej niż łzy przez palce. Ważny element życia kończył się na jego oczach, i to w pewnym sensie dosłownie. Skończyło się dzieciństwo, musiał stawić czoło realnym problemom.. I to poważnym.
Pół godziny później wstał, czując ból w kościach. Podparł się drzwi, czekając, aż odrętwienie minie. Odepchnął się od nich, lądując na masce samochodu przykrytego pod plandeką.
-Mama nie chciała, żebym tym jeździł..
Przetarł ostatni raz oczy, po czym gwałtownym ruchem zdjął plandekę z samochodu.
Promienie słońca przebijające się przez żółto-szare szyby nagle zaczęły się odbijać od lśniącej, czerwonej karoserii. Stare, kanciaste, nieco pudełkowate auto. Nikodem kopnął w oponę, stwierdzając, że jest napompowana po brzegi.
-Toyota.
Przykucnął przy błotniku, delikatnie przesuwając palcem po linii nadwozia. Zimna stal przyprawiła go o ciarki na plecach. Karoseria była tak dobrze wypolerowana, że zdołał ujrzeć swoje odbicie.
-To tylko stary samochód.. Rzecz. – Szepnął do siebie.
-Stary, ale jary. – Odparł głos spod drzwi.
Nikodem podskoczył, odwracając się jednocześnie.
-Miałem klucze do drzwi. – Powiedział ojciec, już bez krawata. – Synu.. Już w porządku.
-Mama.. Mama, kiedy się wyprowadza?
-Już jest spakowana.
-Cudownie. – Oparł się o samochód. – Dlaczego to się dzieje..
–... Twoja mama od zawsze była nieco bardziej niezależna.
Nie odpowiedział.
-Najwidoczniej ta jedna decyzja sprawiła, że i jej i nam może być lepiej.
-Z jakim fagasem teraz będzie się zadawać?
-Z dyrektorem szkoły.
Nikodem prychnął śmiechem, odwracając głowę w bok.
-Wiesz, życie na tym się nie kończy. Ty masz dopiero osiemnaście lat, ja mam Cię, Ty masz mnie. – Ojciec objął swojego syna, opierając się obok niego o samochód.
-Tato.. – Mówił przez łzy.
-Damy radę.. Damy radę.