„Od początku”


Czarny Nissan BNR32 Skyline GT-R zjechał z autostrady nr 14 zjazdem dwudziestym drugim, Leipzig-Nord, i chwilę później znalazł się na alei Poststrasse. Mateusz ściszył grzmiący z głośników „Word Up” Korn’a, wsłuchując w grę silnika. RB26DETT szedł równo, turbiny nie pompowały już do silnika powietrza w takich ilościach, w jakich robiły to kilka minut wcześniej. Nacisnął przycisk na EBC, a moc ponownie spadła do poziomu 310KM.
- Sami się prosili – pomyślał.
Od dziś był świeżo upieczonym studentem Uniwersytetu w Lipsku, kierunek Informatyka.
Krótka rozmowa z dziekanem, który wziął go „na stronę” uświadomiła mu, że kolejny raz życie ułatwiają mu znajomości. Dowiedział się, że dostanie „fory”, aby móc pełnić obowiązki Kandydata, i jednocześnie bez większych problemów skończyć ten Uniwersytet.
Mat nie wątpił, że fakt, iż Porsche jest sponsorem uczelni, miało na to decydujący wpływ.
Z drugiej strony, docinki nowych „kolegów” z roku skutecznie mu dobry humor zepsuły.
Nie miał najmniejszej ochoty słuchać komentarzy o tym, że „biedaczyna z Polski” uzurpuje sobie prawo do studiowania na „najlepszym uniwersytecie w ich Kraju”.
Domyślał się, że wiedza o tym, jak się na tym uniwersytecie znalazł, przyprawiła by ich o rozstrój nerwowy. Cieszył się więc, że nie wiedzą.
Jeszcze.
Odbił w Porschestrasse, przejechał kilkadziesiąt metrów, po czym zatrzymał się przed bramą na firmowy parking, i okazał spoglądającemu podejrzliwie portierowi swój identyfikator Kandydata.
Portier z obrzydzeniem zerknął na jego Skyline’a, co Mat skwitował paskudnym uśmiechem, po czym otworzył bramę.
Wjeżdżając na parking, nie mógł powstrzymać się od napadu głupkowatego śmiechu.
Niechęć pracowników Porsche do GT-R’a był w stanie zrozumieć. Niejako prowadził wóz obecnie największego, poza Ferrari i Lamborghini, wroga.
Dwóch studentów z jego uczelni, którzy na parkingu uczelnianym nazwali go polskim złodziejem samochodowym, gdy wsiadał do Sky’a – już nie.
Tych dwóch kretynów z dwunastocylindrowego, sześciolitrowego Mercedesa CL siedziało mu na ogonie przez całe centrum miasta. Dojeżdżali na centymetry do zderzaka, mrugali światłami, trąbili.
Byli po prostu tak wkur**ający, jak tylko irytujący mogą być Niemcy.
Gdy więc tylko znaleźli się na okalającej Lipsk autostradzie, której 10-kilometrowy fragment pokonać musiał jadąc z Uniwersytetu do Centrum Porsche, rozniósł ich W140 z najwyższą przyjemnością.
Dał się wyprzedzić CL’ce, po czym przełączył EBC w tryb 410KM.
Przyrost mocy był, jak zwykle, zachwycający. Skyline katapultował się do przodu, i bez problemu, w kilka sekund dopadł zderzaka Mercedesa.
Z sadystyczną przyjemnością trzymał się kilka chwil w ich tunelu aerodynamicznym, mrugając światłami, zdając sobie sprawę, że mknący 240km/h Mercedes osiągnął już prawie szczyt swoich możliwości.
Wrzucił kierunkowskaz, przeskoczył na skrajny lewy pas, i zaczął uchodzić tym dwóm durnym studentom.
A ci, wreszcie działając rozsądnie, odpuścili dalszy wyścig.
W którym i tak nie mieli najmniejszych szans.
- Ciekawe – pomyślał – Ten krótki pojedynek… pozwolił mi rozładować emocje.
Nie czułem się jak ostatni frajer, którego wczoraj roznieśli w próbie na torze.
Czułem się… cholernie dobrze.
- Muszę to robić częściej – postanowił, parkując na jednym z wolnych miejsc, i pozwalając ostygnąć turbosprężarkom…

- Cieszę się, że trafiłeś. – usłyszał głos Mistrza, przestępując próg jednego z wielu budynków wzdłuż pit-stop’u – Witaj w warsztacie Centrum Porsche w Lipsku, Mateuszu.
Przepastne, sterylnie czyste wnętrze pełne było nowoczesnej aparatury, urządzeń pomiarowych i kluczy hydraulicznych.
Co najmniej dwie hamownie, pięć podnośników, dziesiątki wielkich skrzyń narzędziowych.
I Panamera Turbo na znajdującym się w centrum kanale.
- Robi wrażenie, panie Rohrl – przyznał szczerze – Jest tu chyba wszystko, co potrzebne, aby naprawić i dostroić…
- To warsztat Centrum Porsche. – odezwała się krótko i szorstko Panamera.
Chwilę konsternacji Mata przerwał wychodzący spod auta mężczyzna po 40’stce, odziany w szary kombinezon z logo Firmy.
- Poznaj Mateusza, Klaus – powiedział Walter Rohrl, przedstawiając go – Jednego z naszych Kandydatów. Mateuszu, to Klaus, główny mechanik Centrum Porsche w Lipsku. Geniusz w swoim fachu, to on odpowiada za większość nastawów w modelach Porsche. Co więcej, zajmuje się również autami Zespołu Kierowców Testowych.
- Nowy Kandydat, tak? – mruknął Klaus, czyszcząc ręce ręcznikiem, i ściskając dłoń Mateusza – To ty urwałeś koło w Carrerze?
Mat spuścił wzrok
- Zapłacę ze swoich – bąknął.
Klaus machnął ręką, wyraźnie ubawiony.
- Po to te auta są, żeby je rozwalać, chłopcze – rzucił – Ale róbcie to, proszę, w bardziej finezyjny sposób.
- A’propos – odezwał się Mistrz – Klaus, mógłbyś nam wydać identyczny wóz? Carrera 4S, generacja 993…
Szef mechaników podszedł do ogromnego wieszaka na kluczyki, i bez chwili zastanowienia wziął jeden z nich, po czym wręczył go Rohrlowi.
- Możesz sam zabrać wóz, Walter? Muszę dopilnować strojenia zawieszenia dla tej tu oto nowej Panamery.
- Nie ma problemu – uśmiechnął się Mistrz.
- No, jak coś – mruknął Klaus – To wiesz, gdzie mnie szukać.

Weszli do sąsiedniego, jeszcze większego hangaru. Mistrz nacisnął włącznik światła.
Mateusz…
… zamarł.
Hangar wypełniały, ustawione w równe rządki wzdłuż wytyczonych „alejek”, dziesiątki Porsche.
Były tu chyba wszystkie modele, jakie kiedykolwiek opuściły mury fabryki w Stuttgarcie. Wśród różnokolorowej menażerii Mat dostrzegł między innymi 550, 914 i Carrerę RS.
- To wszystko – odezwał się Rohrl, nabierając w płuca charakterystycznego, metalicznego zapachu hangaru – Do waszej dyspozycji.
Mat uśmiechnął się do stojącego nieopodal 911 (997) Turbo.
- Żeby jednak nie było tak wesoło – pociągnął dalej Mistrz – Dla was, Kandydatów, auta podzielone są na trzy Grupy. Wraz z postępami, nabieranym doświadczeniem, i rekomendacjami dostaniecie dostęp do coraz szybszych wozów. Na razie, możecie używać tych z pierwszej Grupy…
- Czyli jakich? – zapytał Mat.
- Niedoładowane 924 i 944, 911 Carrera 2, 2S, 4 i 4S generacji 964 i 993, a także Boxstery…
- Nie dane mi będzie raczej poprowadzić wozów wyższych Grup – rzucił smętnie Mateusz.
- Zamiast użalać się nad sobą – głos Mistrza stał się nagle zdecydowany i pewny – Zlokalizuj 911 Carrerę 4S, generacja 993, i siadaj za kierownicę.
- Gdzie mam jechać?
- Raczej gdzie jedziemy – odparł Rohrl – Na Korkociąg, Mateuszu.
- Pan wybaczy, panie Rohrl, ale… to bez sensu – bąknął Mat – Nie poradziłem tam sobie wczoraj, nie poradzę i dzisiaj…
- Twoje rozumowanie jest błędne – odparł ponownie zimnym tonem Mistrz, idąc wzdłuż jednej z alejek – Walkę z czymś, czemu się nie podołało, należy zaczynać zaraz po porażce. Inaczej to coś nabierze dla nas cech, których w rzeczywistości nie ma. Stanie się dla nas nie do pokonania, bo myśleć będziemy, że jest nie do pokonania. A to tylko dwa zakręty, Mateuszu. Zakręty jak każde inne. – Mistrz zatrzymał się wreszcie przed srebrną Carrerą – To ta. Siadaj za kierownicę… i na Korkociąg…

Drugi bieg, obroty bliskie maksymalnym, prawie setka na liczniku.
Korkociąg.
90’ w lewo, potem średni łuk w prawo, w dół, żlebem lub po płaskim.
Od środka, potem ciąć…
- Zejdź do zewnętrznej – spokojny, stanowczy głos Mistrza.
Posłuchał, leciutko odbił kierownicą, znalazł się na zewnętrznej.
Nie próbował dyskutować. Nie było na to czasu.
Hamowanie pulsacyjne, pasy opinają się na ciele.
90km/h, 80, 70…
- Noga z hamulca. Tnij do wewnętrznej….
Puścił pedały, skręcił ostro kierownicą…
Podsterowność.
Ogrom podsterowności nie do…
Nie do opanowania.
Wdusił hamulec, wóz obrócił się kilka razy, i zatrzymał w końcu na środku pierwszego zakrętu.
- Faak! – ryknął Mateusz, uderzając ręką w kierownicę. – Spieprzyłem po całości, znowu…
- Nie – uśmiechnął się Walter Rohrl – Do tego momentu, było dobrze. Błąd był tylko jeden…
- Nie wszedłem w drift już w pierwszym z zakrętów? Drift od zewnętrznej?
- Nie. Zupełnie nie o to chodzi, Mateuszu. Tor to… trochę inna sprawa niż przełęcz. Zapomnij o drifcie od zewnętrznej, przynajmniej na większości z zakrętów… to ostateczność.
- Więc… grip? Przecież wczoraj, gdy poszedłem driftem…
- Miałeś najgorszy czas. I dużo szczęścia.
Mateusz zamilkł. Mistrz miał rację.
- Atak od zewnętrznej, po odpowiednim wytraceniu prędkości, tnąc do wewnętrznej. Wyszukiwanie idealnych linii na torze to klucz do sukcesu.
- Tak… tak jak powiedział mi pan podczas tej próby. Mimo tego, zniosła mnie podsterowność, i to podsterowność tak silna…
- To właśnie był twój błąd. Zdjąłeś nogę z gazu. Porsche tego nie wybacza, zwłaszcza 4WD.
- Więc jeśli przestrzelę, przesadzę z prędkością, to…
- To koniec. Teoretycznie, to koniec.
- A w praktyce?
- W praktyce, czasem… bardzo rzadko… uda się wyrwać. Gaz, dużo gazu, lekkie muśnięcie hamulca… wpadniesz w poślizg, ale to da ci jakiekolwiek szanse. Ale musisz tego unikać, Mateuszu, lepiej zapobiegać, niż… ehm… zdawać na łut szczęścia. Poza tym, w Porsche, w RR i tylnonsilnikowym 4WD o tak dobrych hamulcach hamować można naprawdę późno. A teraz ruszaj na linię startu… podejście drugie.

Puszczenie gazu, twarde sprzęgło, drugi bieg, popuszczenie.
Gaz, gaz, gaz do oporu.
Zewnętrzna.
Do zakrętu 60… 50 metrów.
Czterdzieści.
Podświadomość każe hamować.
To głos rozsądku. Zagłusz go.
Trzydzieści.
„Hamować można naprawdę późno”.
Więc zahamuję późno, tak późno, jak nigdy wcześniej!
Poniżej trzydziestu. Piach i spad rosną w oczach.
Hamowanie pulsacyjne, szybkie, stanowcze kopnięcia w pedał…
Za późno?!
Tnij, krzyczy podświadomość, tnij mimo tego!
Skręcił kierownicą, celując prosto w tarkę na wewnętrznej dziewięćdziesiątki, dusząc gaz.
Jeszcze raz dotknął na chwilę pedał hamulca, z przyzwyczajenia, jak w Skylinie.
Przy skręconych kołach.
Gwałtowne szarpnięcie, utrata trakcji, wóz zaczyna się obracać wokół przodu, w kierunku, w którym skręcał…
„Czemu?”, pyta jeszcze podświadomość.
Nie znajduje odpowiedzi. Dlaczego w Skylinie…
Dlaczego w Skylinie lekkie hamowanie przy skręconych kołach dawało lekką nadsterowność, zaś tu…
Wóz obrócił się kilka razy, po czym zatrzymał w tumanach dymu, dokładnie tak, jak za poprzednim razem.
- Dlaczego? – zapytał głucho.
- Nie przemogłeś się, nacisnąłeś hamulec przy skręconych kołach. I tego Porsche nie wybacza. Twój Nissan na to pozwalał, ba, ułatwiało ci to manewr. Ale tutaj… zapomnij o tym.
Rohrl mówił to spokojnie. Bez żalu.
Jak nauczyciel.
- Nie zmieścił bym się. Przesadziłem z prędkością, za późno zacząłem hamować, podsterowność na pewno…
- Zmieścił byś się. Moment hamowania był jak najbardziej właściwy. Gdybyś poszedł z gazem w podłodze, tak, jak to zresztą zrobiłeś, ale nie dotknął hamulca… było by idealnie.
- Nie zabrakło by mi… trakcji? Podsterowność…
- Dopóki jesteś jego panem, dopóki nie okazujesz strachu, dopóki gaz jest w podłodze, one potrafią łamać prawa fizyki. Wymykają się zdrowemu rozsądkowi. Doceń tą zaletę tylnosilnikowców, Mateuszu.
- Co… co teraz?
- Nic. Nabywasz doświadczenia… podejście trzecie.

Czwarte.

Piąte.

Dziesiąte.

Trzydzieste.

Słońce chyliło się ku zachodowi.
Srebrna Carrera z rykiem silnika, na drugim biegu mknęła przez łuk w prawo na „Korkociągu”.
Jej linia była idealna.
Ustawienie kół w „żlebie” – nienaganne.
Prędkość wysoka.
Wóz przeciął linię pomiaru czasu, a jego kierowca zaczął hamowanie
Czuł, że przez ten jeden dzień nauczył się wiele.
A jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to, co umiał, było raptem kroplą w temacie „jazda Porsche”.
Szybka jazda Porsche.
Jazda, która pozwoliła by mu zostać…
… Kierowcą Testowym.
- 15,280. – odczytał wynik Mistrz, spoglądając na stoper – Praktycznie wyrównałeś najlepszy czas przejazdu z wczoraj. Wiesz więc o jeździe Porsche co najmniej tyle, co inni Kandydaci. Szanse są równe, Mateuszu… głowa do góry. Na dzisiaj… wystarczy. Zrobiłeś naprawdę duże postępy…
Mateusz milczał.
„Jedyne co wiem, to to, że nic nie wiem”.
Zaczynam od zera.
Od początku.
Wyrównałem czas tego drania, Franza, ale…
… nie czuję się na siłach.
To była kwestia kilkudziesięciu przejazdów.
Talent, umiejętności… to zupełnie inna bajka.
- Dotrwam do końca, panie Rohrl – powiedział – Ale… proszę nie liczyć, że dam radę… przejść na następny etap. Nie czuję się…
- Wracaj do mieszkania – przerwał mu spokojnym tonem Mistrz – Wyśpij się. Przygotuj do jutrzejszych zajęć. I mam tu na myśli nie tylko uczelnię.
Mat spojrzał na niego, z nieodgadnioną mieszaniną ciekawości i rezygnacji na twarzy.
- Jesteś pracownikiem Firmy. Czekają cię pierwsze prawdziwie zadania jako Kandydat, w tym, jak znam Franka, testy konfrontujące cię z resztą Kandydatów.
Mat przytaknął, dając znać, że już rozumie.
Nie miał w końcu innego wyjścia.
- Jeszcze jedno, Mateuszu – dodał, po chwili zastanowienia – Frank… jak pewnie zauważyłeś… nie jest ci zbytnio przychylny. Po prostu… traktuj go z dystansem.
Mat uśmiechnął się kwaśno.
- Rozumiem, panie Rohrl… postaram się…

Wyszedł z firmowego garażu, do którego chwilę wcześniej wstawił srebrną Carrerę, i w zamyśleniu ruszył w kierunku zaparkowanego nieopodal Skyline’a.
- Cześć Mateusz. – usłyszał nagle powitanie po niemiecku.
Z wyraźnie wyczuwalnym jednak północnym akcentem.
- Hello… Kristofer. – odparł, przypominając sobie imię postawnego, niebieskookiego blondyna. – Wieczór w Firmie?
- Przyjechałem podbić kilka dokumentów – odparł z uśmiechem Szwed – A ty?
Mateusz zastanowił się krótką chwilę. Z jednej strony, przyznanie się do dodatkowego szkolenia, i to pod okiem samego Waltera Rohrla, szefa Kierowców Testowych, z góry skazało by go na ostracyzm w grupie Kandydatów. Z drugiej, ostracyzm takowy i tak już go spotykał, a z tych wszystkich gości, Szwed zwany Kristoferem wydawał się…
… sympatyczny.
I nie miał chęci łgać mu w żywe oczy.
- Poupalałem trochę na torze – odparł – Nie ukrywam, że wczorajszy dzień trochę mnie… przybił.
- Gwizdaj na to, Mateuszu – uśmiechnął się Kris – Poza tym Franzem, który się tu wychowywał, to nie poszło nam wiele lepiej… to dopiero początki…
- Możliwe – odparł Mat bez przekonania – Zobaczymy…
- Masz plany na wieczór? – rzucił Szwed.
Zaskoczył go.
- W sumie… nie.
- Słyszałem, że w Polsce też lubicie piwo… obadamy, co serwują w swoich pubach Niemcy?
Znowu go zaskoczył.
Pozytywnie.
A więc dla Szweda Polak nie był pariasem?
- A wiesz… - odpowiedział - … że chętnie…?