„Wątpliwość”


Kolejny miesiąc przyniósł Kandydatom ogrom testów i prób sprawnościowych. Prowadzący wszystkie tego typu zajęcia Frank nie dawał im chwili wytchnienia, zmuszając do coraz bardziej ostrej rywalizacji na torze, czy to w formie prób czasowych, czy też bezpośrednich wyścigów. Od wyniku takiego porannego „testu” zależały zazwyczaj otrzymywane na ten dzień polecenia i zajęcia, tak więc, oprócz poprawy wizerunku kandydata i wartości dla Firmy, dobry wynik miał niezwykle wymierne korzyści.
Z tego względu, już pod koniec listopada, Mateusz był prawie pewien, że Kandydatem został całkowicie przypadkowo.
Choć Mistrz jeszcze niejednokrotnie brał go na „prywatne douczanie”, choć pokazywał błędy i nowe style jazdy, właściwe tylnosilnikowemu Porsche, Mat wciąż popełniał te same pomyłki. Pod okiem Rohrla robił wszystko idealnie, dorównywał, a nawet przebijał czasy innych Kandydatów w próbach, w których ponosił sromotne klęski raptem dzień wcześniej. Gdy jednak przychodziło co do czego, gdy stawał w szranki z innymi, zawsze schrzanił.
Dokumentnie.
Rywalizując, czy to w czasówkach, czy bezpośrednio, zapominał o naukach. Prowadził emocjami, przyzwyczajeniami z przełęczy, Sierry i Skyline’a. A to zawsze kończyło się źle, bardzo źle lub wręcz beznadziejnie.
Nie umiał zrobić kroku naprzód, sprawić, by nauki Rohrla weszły mu w nawyk, by style i manewry właściwe Porsche wykorzystywał odruchowo.
I zupełnie nie miał pomysłu, jak to zmienić.
Gdy więc w tym momencie siedział w kokpicie czarnej Carrery 2, stojącej na linii startu Toru Porsche w Lipsku, i wpatrywał się tępo w sygnalizator, był z góry przekonany, że kolejny raz dostanie od innych solidny łomot.
Zwycięstwa nie odniósł od czasu próby ze slalomem.
Rząd świateł na sygnalizatorze rozbłysnął czerwienią.
Jedno okrążenie krótkiej wersji toru, przez Korkociąg, Mobil 1 S z Nurburgringu, po czym fragmentem Suntory Corner z powrotem na linię startu.
Niewielka odległość. Kilkadziesiąt sekund.
Niezwykle wymagająca technicznie, szybka próba.
Dam radę?
Drugi rząd czerwonych świateł. Obroty do góry, chrypa chłodzonego powietrzem boksera wdzierała się głęboko w uszy. Ostatni „wiatrak”, generacja 993.
Nie za dużo gazu, to nie jest czteronapędówka. Trakcja. Dobry start, to podstawa.
Błysk zieleni.
Popuszczenie sprzęgła, zwolnienie hamulca ręcznego, gaz stopniowo, byle nie zerwać przyczepności
Symfonia czterech bulgoczących, niedoładowanych Porsche, wyrywających przed siebie.
Startowali z jednej linii, do lekkiego odbicia w prawo, na podjazd do „Korkociągu” zdążyli ledwie wbić „dwójki” i rozpędzić się do niecałych stu kilometrów na godzinę.
Szli łeb w łeb, ciasno, jeden koło drugiego.
- Ktoś musi odpuścić – pomyślał Mat – Nie zmieścimy się w tym zakręcie…
Sto metrów przed szczytem wzniesienia, na którym czekała ich serpentyna „Korkociągu”, zdjął nogę z gazu. Biała Carrera Kristofera również zaczęła zwalniać, Szwed wskoczył tuż przed niego, i nieomal jednocześnie zjechali do zewnętrznej przed odbiciem w lewo.
Ciemnozielone 911 Franza pomknęło dalej, Niemiec opóźnił hamowanie do maksimum, i zaatakował zakręt ze środka drogi.
Giovanni zaś, jak gdyby nigdy nic, przemknął lewymi kołami po wewnętrznej tarce.
Zdążyli jeszcze tylko dojrzeć rozbłysk świateł hamowania, gdy jego bordowa Carrera zanurkowała w opadającej gwałtownie w prawo serpentynie, po czym wóz zniknął im z oczu.
Mat wytracił prędkość, wciąż nie mogąc wyzbyć się z pamięci upokorzenia, jakiego doznał na tym zakręcie na samym początku swojej „kariery” jako Kandydat.
Kristofer odszedł mu na kilka metrów, ale nie dbał o to.
Tym razem, nie spieprzy.
Dohamował lekko, pamiętając, by broń Boże nie skręcić przy tym kół, i ostrożnie odbił w lewo, w pierwszej części zakrętu. Czuł, że wóz się go słucha. Tym razem, będzie dobrze. Choć pod okiem Rohrla pokonywał ten zakręt znacznie szybciej, wolał nie ryzykować.
Pod okiem Mistrza wszystko szło mu… lepiej. Gdy zaś przychodziło co do czego…
Wyparł tą myśl z głowy, to nie był czas i miejsce. Zaraz za szczytem „Korkociągu” zszedł w prawo, na wewnętrzną zakrętu, prosto w opadający gwałtownie „żleb”.
Słynny zakręt z Laguna Seca pokonał przeciążeniami i utratą trakcji setki znacznie bardziej znamienitych kierowców, którzy nie okazali respektu…
Spojrzał przed siebie.
Białe 911 Szweda mknęło przed nim, będąc już u zbocza „Korkociągu”.
Ciemnozielone Porsche Franza walczyło o utrzymanie się na zewnętrznej, najwidoczniej wyrzucone ze żlebu, zaś przed nim, w głębokim poślizgu, szło bordowe 911 Giovanniego.
- Nie jest tak źle – pomyślał Mat, mijając obu rywali, i mknąc za Kristoferem na zewnętrzną do ostrego odbicia w prawo – Może faktycznie „wolniej jedziesz, dalej zajedziesz”…
Tym razem pozwolił sobie na nieco bardziej agresywne pokonanie zakrętu. Poszedł od zewnętrznej do wewnętrznej, tnąc po tarkach. Podświadomie przyhamował w środkowej części wirażu, na co wóz zareagował ucieczką tyłu.
Kontra, gaz, momentalne opanowanie poślizgu. Cztery metry straty do białej Carrery.
Dwieście metrów prostej, potem „Mobil 1 S”, zabójczo szybka kombinacja prawo-lewo z Nordschleife.
Spojrzał w lusterko.
Franz i Giovanni tracili do niego jakieś piętnaście metrów, po wyjściu z „Korkociągu” szli bok w bok.
- Nie mogę oddać tego drugiego miejsca – pomyślał.
Gaz do oporu, trójka przy 120km/h. Z zadowoleniem stwierdził, że dystans do Kristofera zmalał. Trzy metry, nie więcej.
Sto metrów. Silnik ryczał obłędnie, ale dobrze zestrojona skrzynia pozwoliła mu zostać na trójce. Choć moc z całą pewnością była niższa niż w jego GT-R’ze, to jednak aura, jaką emanowało Porsche – dźwięk, prowadzenie, prostota i solidność kokpitu, nawet jego zapach – była daleko bardziej sportowa i wyjątkowa.
Trzydzieści metrów.
Jak bardzo mogę opóźnić hamowanie?
Piętnaście.
140km/h.
Wcisnął pedał hamulca, Porsche zanurkowało, wskazówka prędkościomierza spadła do 100km/h. Błyskawicznie wdusił sprzęgło, zredukował do dwójki, wytracając prędkość do 90’siątki, i momentalnie odbił w prawo, idąc w pierwszej części zakrętu
Kristofer zaczął hamowanie zaledwie kilka metrów później. Ułamki sekund.
Ale to on zwyciężył w tym pojedynku.
W środku wirażu, gdzie odbicie w prawo zamieniało się w identycznie ostre odbicie w lewo, Mateusz ściął zakręt. Przemknął po tarce na wewnętrznej, kręcony na optymalnych obrotach silnik ryczał obłędnie, sprzęgło, trójka, gaz, prosto w otwierającą się przed nim prostą. Tylne koła uślizgnęły na wyjściu, delikatna kontra wystarczyła jednak, by nadać im odpowiedni kierunek.

Technicznie, pojechał bez zarzutu.
W praktyce, pojechał za wolno.

Kristofer szybko się oddalał, po wyjściu z zakrętu tracił do niego już dobre 15 metrów. Rzut oka w lusterko wystarczył zaś, by stwierdzić, że bordowe i zielone Carrery jego konkurentów wróciły do walki o zwycięstwo. Mateusz w milczeniu patrzył, jak oba auta wypadają z drugiej części Mobil 1 S, podcięte lekko hamulcem ręcznym muskają tylnymi kołami trawnik, i z rykiem silników odrabiają straty.
Pięć-dziesięć metrów.
Straciłem w tym zakręcie, choć pojechałem nienagannie.
Jestem… za wolny.
70-80-90km/h.
Białe 911 Kristofera zanurkowało w gwałtownym hamowaniu, po czym z piskiem opon pomknęło gripem w ostrym, krótkim zakręcie w prawo. Mat postąpił dokładnie tak samo, ani na moment nie stracił przyczepności, jednak na wyjściu do Szweda tracił już prawie dwadzieścia metrów. Do końca pozostał im jeden zakręt, za nic nie zdoła odrobić straty…
… w środkowym lusterku rozbłysnęły mu drogowe światła zielonej Carrery. Nim zdążył się zorientować, z prawej, wewnętrznej do następnego zakrętu strony pojawił mu się Franz.
Choć dusił gaz do oporu, choć drugi bieg i obroty były odpowiednie, Niemiec musiał wyjść z poprzedniego wirażu znacznie szybciej.
Wyprzedził go bez najmniejszych problemów, i na kilka metrów przed zakrętem wepchnął się mu tuż przed maskę.
Gdyby nie wyćwiczony na przełęczach odruch, gdyby nie wyczucie momentu hamowania przeciwnika, ułamek sekundy później wjechał by mu w tył.
Franz zahamował gwałtownie, mocno i krótko.
Mateusz – równie gwałtownie i mocno.
Odrobinę dłużej.
Wytracił prędkość odrobinę bardziej.
Obroty spadły nieco poniżej optymalnych.
To wystarczyło.

Każdy profesjonalny kierowca wyścigowy zauważył by zapewne, że hamowanie ciemnozielonego 911 było niepotrzebne. Ostatni wiraż, ostry w prawo, był mimo wszystko dość szeroki. Przy tych prędkościach, można go było pokonać bez hamowania.
A Franz doskonale o tym wiedział.

Bordowa Carrera przemknęła po jego lewej stronie, i złożyła się mu przed maską w półpoślizgu.
Mat pokonał zakręt technicznie bez zarzutu.
Ponownie, zbyt wolno.

Sprint do linii mety był formalnością.
Z przewagą ponad piętnastu metrów, zwyciężył Kristofer.
Franz był drugi, o pół maski przed Giovannim.
Mateusz tracił do nich ponad dwie długości auta…

- Ładnie – skomentował Frank, gdy tylko wysiedli z samochodów – Ładnie jak na moją babcię, jadącą do sklepu Golfem. Na „Korkociągu” jeden tylko Kristofer rozumiał ideę pokonywania tego zakrętu, reszta z was powinna chyba wrócić do grania na konsolach… Mobil 1 S… ah, szkoda gadać, ponownie tylko kolega ze Szwecji ma pojęcie o jeździe sportowej, a ostatni wiraż… to nie jest turniej driftu, panie Giovanni. A pedał hamulca to opcja, nie konieczność, Franz. Co do ciebie – Frank zwrócił się do Mateusza – To mogę powiedzieć tylko jedno… tor wyścigowy to nie kółko różańcowe. Ani jazda karawanem.
Franz i Giovanni parsknęli śmiechem. Mateusz spuścił głowę. Milczał.
- Kristofer pomoże Klausowi, znowu trzeba popracować nad ustawieniami w kilku prototypach. Giovanni, Franz… trzeba dostarczyć klientom kilka samochodów. Ty… - wskazał palcem na Mateusza - … ty już w sumie chyba nawet wiesz, gdzie jest firmowa furgonetka. Lista spraw do załatwienia jest na portierni. Miłego stania w korkach. No… odwieźcie auta do garażu, i do roboty.
Mat nic nie odpowiedział, i w milczeniu ruszył w kierunku swojej Carrery.
- Mateusz… chodź tu jeszcze.
Odwrócił się, i podszedł do Franka, starając się nie okazywać żadnych emocji. Reszta Kandydatów wsiadła już do aut i odjeżdżała.
- Chcę tylko, żebyś wiedział – zaczął zimno Frank – Że jesteś pierwszy do odstrzału. Nie prezentujesz sobą niczego specjalnego, tak więc nie warto, żebyś robił sobie jakiekolwiek nadzieje. Rohrl omylił się w stosunku do ciebie, ale zapewne nigdy do tego nie przyzna, to stary, uparty osioł, dlatego ja ci to powiem – może warto pomyśleć o rezygnacji. – uśmiechnął się do niego.
Miał to chyba być uśmiech zrozumienia.
Niezbyt Frankowi wyszedł.
- Gra się do końca, panie Frank – odparł dumnie, chłodno Mat – Chyba nie chciał by pan, żeby zanikł duch rywalizacji wśród kandydatów, gdy jasne stanie się, że na tym etapie nikogo nie będziecie musieli wywalić?
- Nie – odpowiedział Frank – Choć i tak ta rywalizacja jest… dość przewidywalna. Ale cóż, rób jak uważasz… chłopcze.
Mat bez słowa odwrócił się, i ruszył do auta.
„On ma rację”, kołatało mu się po głowie.
Myśl ta nie dała się zagłuszyć.


Ryk mocarnego RB26DETT, zmiękczony i przytłumiony środkami przeciwbólowymi, niósł się gromkim echem po okalających autostradę nr 14 polach.
Czarny pocisk rozcinał powietrze najszybszego pasa z prędkością przekraczającą 210 kilometrów na godzinę, mijając sznury TIR’ów i nieliczne osobówki.
Brak ograniczeń prędkości na autobanie.
Najlepszy pomysł Niemców od czasu wymyślenia żelków Haribo.
Wcisnął sprzęgło, wrzucił piąty bieg, popuścił sprzęgło i dodał gazu. Rozkoszny syk dwóch turbosprężarek, wgniecenie w fotel, brutalny przyrost mocy. Światła miasta po jego lewej stronie rozmyły się i zlały w jedną plamę, podczas gdy Skyline bez problemu przyśpieszył do 240 kilometrów na godzinę.
Przemknął pod intersekcją Leipzig-Ost, potwierdzając tym samym zwycięstwo nad M5 E39, które próbowało go bezskutecznie ścigać przez ostatnie pięć kilometrów, od wjazdu Kleinposna.
Jak do tej pory, nie spotkał na biegnącej przez Lipsk autostradzie nikogo, kto był by mu w stanie dostąpić pola.
Kanonadą drogowych świateł zgonił ze swojego pasa osobówkę, która w pośpiechu uciekła na wolniejszy pas, ledwie mieszcząc się za ciężarówką wyprzedzającą TIR’a.   
Dźwięk klaksonu za nim zagłuszył jego silnik. Zresztą, nie dbał o to.
Autostrada pozwalała rozładować emocje.

Przelatując przez intersekcję Leipzig-Nordost ledwie trzy kilometry dalej, jego uwagę przykuł przeskakujący z pasa włączającego czerwony kształt.
- On chyba nie planuje… - mruknął, i odruchowo zdjął nogę z gazu. Turbiny syknęły.
Planował.
Mat wdusił hamulec, Nissan zanurkował, w porę wytracając prędkość przed bordową 993 Carrerą 2.
- … jeb*ny cw*l. – syknął Mateusz, dusząc klakson. Porsche 911 wyrwało do przodu.
Zredukował bieg do czwórki, hamowanie do dwustu z ponad dwustupięćdziesięciu wytrąciło go z rytmu. Syk turbin, Sky katapultował się w pościg za Porsche.
- Znam ten wóz. – zorientował się.
Carrera, którą dzisiaj ścigał się Giovanni.
Docisnął mocniej gaz, ponownie przyspieszając w okolice 250km/h. Wiedział, że – jeśli faktycznie było to auto Firmy – Carrera jest seryjna, a więc dysponuje ledwie 285 końmi mocy, ale z drugiej strony 370 niutonometrów momentu obrotowego i sześciobiegowa skrzynia pozwalały się jej spokojnie rozpędzić do 275km/h.
Porsche wciąż mknęło o metr przed nim, jednak ani się nie oddalało, ani nie przybliżało.
- Odpuść – mruknął Mat – Nie masz najmniejszych szans. To próba mocy…
Sięgnął do przełącznika EBC, kliknął.
410KM.
Przyrost stu koni mocy dał się odczuć natychmiast. Turbiny świsnęły opętańczo, a Nissan zaczął momentalnie zbliżać się do tylnego zderzaka Porsche.
Mat błysnął światłami. Raz, drugi, trzeci.
Gdy od Carrery dzieliły go już tylko centymetry, wóz powoli przepłynął na środkowy pas.
Skyline nieubłaganie parł zaś przed siebie, by po kilku sekundach zrównać się z kabiną 911.
Odruchowo zerknął do środka.
- To on – stwierdził– To faktycznie Giovanni.
Włoch spojrzał na jego wóz z ukosa. Mat wiedział, że fabrycznie przyciemnione szyby i otulający go kubełkowy fotel nijak nie pozwoliły by na rozpoznanie go.
270km/h.
Skyline przyśpieszał już znacznie wolniej, opory powietrza powoli zaczynały odgrywać znaczącą rolę. Skrzynie w obu autach również nie przewidywały już znacznie wyższych prędkości.
Niemniej jednak, musiał objechać Włocha.
Sięgnął do EBC, i nacisnął przycisk, z którego korzystał niezwykle rzadko.
Przycisk, który ongiś uratował mu życie.
Którym – jakkolwiek durnie by to nie brzmiało – oszukał przeznaczenie.
490KM.
Prawie pół tysiąca koni, przenoszonych na asfalt przez sterowane ATESSĄ cztery koła sprawiło, że GT-R zaczął się oddalać od 911.
275.
280.
285.
I w tym momencie, do pojedynku włączyły się prawa autostrady.

Sto metrów przed walczącymi, z prawego na środkowy pas leniwie przepłynął TIR. Różnica w prędkości od poprzedzającego go innego TIR’a była niewielka, ale dostateczna, by zacząć powolny manewr.
Dwie osobówki w tej sytuacji zmuszone zostały do skorzystania z najszybszego pasa. Nie spodziewały się nawet, że w opętańczym tempie zbliżają się do nich dwa pociski.
Sto metrów, przy tej prędkości, pokonuje się w ułamku sekundy.
W mgnieniu oka.
Refleks Mateusza i Giovanniego był jednakowo dobry.
Reakcja – zupełnie odmienna.

Bordowe Porsche zanurkowało, w gwałtownym hamowaniu.
Czarny Nissan odbił w lewo, co przy tej prędkości wprowadziło go w natychmiastowy poślizg.

Kierowcy osobówek dopiero teraz dostrzegli, w jakiej sytuacji się znaleźli.
Zareagowali odruchowo, odbijając w prawo, i maksymalnie zbliżając się do boku TIR’a.
Zareagowali prawidłowo.

Giovanni w oniemieniu obserwował, jak czarny Skyline półpoślizgiem przemyka pomiędzy barierką rozdzielającą kierunki autostrady a bokami osobówek. Pomiędzy tył Nissana a barierkę można by chyba włożyć co najwyżej kartkę papieru, a przedni zderzak i drzwi jednej, a potem drugiej osobówki – cienki zeszyt.
- Obłęd – jęknął Włoch – Czysty, mamma mia, obłęd. Driftem po poboczu… on nie wyprowadzi tego auta z poślizgu, nie przy tej prędkości…
I wtedy, stał się świadkiem czegoś, co długo potem uważał za cud.

Skyline ominął oba auta.
Przednie koła czarnego GT-R’a złożyły się w kontrze…
… i cały samochód, jak gdyby nigdy nic, przerwał drift, wracając na najszybszy pas bez najmniejszych problemów.
ATESSA-ETS, i wykonywany za jej pomocą drift przerywany po raz kolejny zdały egzamin.

O tym jednak Giovanni nie mógł wiedzieć.
On widział tylko niesamowity manewr.
Zapamiętał porażkę i fakt, że czarny Nissan Skyline – niezwykle rzadki samochód na Starym Kontynencie – miał białe, europejskie tablice, z literkami „PL”.
Wiedział, że przy tych umiejętnościach konkurenta, nie miał najmniejszych szans.
- Obłęd – powtórzył, gdy w końcu osobówki wróciły na środkowy pas, i mógł je minąć. Ich kierowcy również byli w szoku.
Czarny GT-R mknął już zaś kilkaset metrów z przodu, niknąc w mrokach nocy
- Czysty obłęd…