„Drobna różnica?”

Zaparowane okno niewielkiej kawalerki na obrzeżach Lipska pokrywała cieniutka warstwa lodu. Zalegający na parapecie śnieg ani myślał tajać, zima która opanowała miasto niedługo po Sylwestrze i w lutym trzymała się mocno.
Przeniósł wzrok z okna na budzik. Miał jakieś półtorej godziny, do Firmy dojechać mógł autobahną, omijając centrum, w nie więcej niż kwadrans.
Na Uniwersytet,  również dzięki znakomitej sieci obwodnic i autostradzie, w około dwadzieścia minut.
Mieli dużo czasu.
Przesunął dłonią po plecach śpiącej obok niego dziewczyny, rozkoszując się chłodem jedwabiu i gorącem aksamitnej skóry.
Giulietta przeciągnęła się niczym kot, tuląc się do niego jeszcze mocniej.
Wielbił ją za wiele cech, nawyków i zachowań, jednak to od jej fizycznego ciepła i zapachu perfum był naprawdę uzależniony.
To jej zresztą zawdzięczał chyba, że jeszcze z bycia Kandydatem nie zrezygnował.
W Firmie, mówiąc wprost, nie wiodło mu się. W organizowanych przez Franka próbach rzadko zajmował miejsce inne niż ostatnie. Czasem udało mu się wyprzedzić Giovanniego, kilka razy dał nawet radę zająć pierwsze miejsce, zazwyczaj w próbach wymagających jazdy w poślizgu. Dominował i pazur pokazywał w próbach za kierownicą „nie-Porsche”, takich jak 924, 944 czy 968. Silnik z przodu i napęd na tył sprawiały, że mógł w nich zastosować wszystkie triki opanowane jeszcze za sterami Sierry. Czteronapędowe „dziewięćsetjedenastki” również bywały dla niego łaskawsze, ale dyktowany przez silnik z tyłu rozkład masy i tak zazwyczaj prowadził go do efektownego „spina” i oblania próby.
Po godzinach, gdy nie spotykał się z Giuliet, spędzał mnóstwo czasu na torze. Widział postępy i czuł, że stawał się lepszy, było to jednak wciąż za mało.
Mimo wszystko, inni Kandydaci również stawali się coraz doskonalsi.
Jeśli błyszczał, to prawie zawsze wtedy, gdy szkolenie prowadził Rohrl. Mistrz był niezwykle wyrozumiały, a doświadczenie, zdolności i wiedza legendy rajdów wchodziły w krew Kandydatów zdecydowanie łatwiej niż docinki i złośliwości Franka.
Walter, niestety, zajęcia prowadził rzadko. Chef Test Driver sporo czasu spędzał poza Lipskiem i, jeśli wierzyć plotkom, pracował nad nowym, ściśle tajnym wozem.
Pogładził śpiącą dziewczynę po jej fantastycznych, miedzianych włosach. W istocie, Giulietta była tym, co sprawiło, że postanowił zostać w Lipsku.
Związek z nią, choć namiętny, był w przyjemny sposób uspokajający.
Na Uniwersytecie radził sobie całkiem dobrze, a perspektywy zatrudnienia dla osoby z wykształceniem w branży IT były nawet jeszcze lepsze. Mimo wszystko, oderwanie od klepania kodu w postaci wyścigów na lipskiej autostradzie będzie niewielką choć nagrodą pocieszenia, gdy skończy się jego „kariera” jako Test Driver.
Umowa z Porsche gwarantowała, że nawet gdy wyleci z programu, jego stypendium naukowe pozostanie ważne. Przyszłość miał więc jako-tako zabezpieczoną.
Poczuł na szyi dotyk gorących, wilgotnych ust.
- Hej, Kocico.
Zamruczała, całując go w podbródek i obejmując udami.
- Hej, Mat.
Była za niska na modelkę, miała tu i ówdzie nadmiarowy kilogram, ale niech go diabli, była piekielnie atrakcyjna. I bezpruderyjna.
Jego dłonie powędrowały po biodrach, dłoniach, ramionach, połaskotały szyję, na co wyprężyła się jak struna. Zszedł niżej, zatrzymując się na dłuższą chwilę na jej imponujących piersiach, przeciągnął palcami po jej brzuchu, docierając do gorących ud.
Czy był perwersyjny? Zapewne nie. Uzależniony? Z całą pewnością.
Zapatrzony w zjawiskowość jej postaci poczuł, jak rozpina jego koszulę, guzik po guziku.
Miała nad nim całkowitą władzę, lecz ani razu nie protestował. Może i był błędnym rycerzem, ale na pewno nie rycerzem szalonym.
Pociągnął za kokardkę, a jedwabna podomka zsunęła się z niej z cichym szelestem.
- Coś cię martwi? – zapytała aksamitnym głosem, delikatnie na niego napierając.
- Absolutnie nie, najdroższa. Czeka mnie pół dnia wycisku na torze za kierownicą auta z niewłaściwie umiejscowionym bagażnikiem, pod okiem niespełnionego zawodowo SS-mana. Czego tu nie lubić?
- Wycisk możesz dostać i tutaj. – wymruczała, mrużąc oczy i unosząc podbródek, najwidoczniej zadowolona z kierunku nadawanego przez jego dłonie. Może i miała go we swoim władaniu, ale i on nauczył się kilku sztuczek.
- Mogę… - westchnął - I życzę sobie… Carissima.

Gdy godzinę później zasiadali do śniadania, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że stanowili zgraną parę. Wprowadziła się do jego kawalerki po dwóch miesiącach znajomości, i ani razu ani on ani ona tego faktu nie żałowali. Było im zwyczajnie… dobrze ze sobą.
Nie chodziło nawet o namiętność i rozpasanie w łóżku, choć okazali się w tej kwestii wyjątkowo nienasyceni. Na ich dobre „wspólnopoczucie” wpływały drobiazgi. Wspólne śniadania i kolacje, wypady do kina czy na imprezę, weekendowe wyjazdy w trzy pary z Giovannim i Kristoferem. Nawet zwyczajne „bycie ze sobą” wieczorami, gdy Giulietta zakuwała kolejne medyczne terminy, a on próbował napisać jeszcze jeden zaliczeniowy program, sprawiało, że chciało mu się żyć.
Zasypianie i budzenie się w objęciach kochającej go osoby motywowało do działania.
W gruncie rzeczy nigdy nie był z kobietą w sposób niefatalny. Była to niezwykle miła odmiana.

Niebieska 964 Carrera 4 zatrzymała się przed schodami Wydziału Farmacji, leciutko uślizgując na śniegu. W kilku krokach znalazł się przy jej drzwiach, pomagając jej wysiąść.
Widział zazdrosne spojrzenia jej koleżanek z roku. Łechtało to jego dumę.
Wsparła się na jego dłoni i znalazła w objęciach.
- Powodzenia, Giulietto.
Namiętny, długi, gorący pocałunek. Jeden z tych, który topić by mógł śnieg dookoła.
- Pokaż tym szkopom co potrafisz, Mat.

Ku zaskoczeniu Mateusza, zajęć tego dnia nie prowadził jednak Frank.
- Witajcie, chłopcy – zaczął Mistrz, gdy stawili się w boksach – Uznałem, że warto by, korzystając z zimowej aury i solidnej warstwy śniegu na torze, przeprowadzić trening kontrolowania i wychodzenia z poślizgów. Nie czekają was też dzisiaj obowiązki pracownicze, dlatego… skupcie się  na doskonaleniu techniki jazdy.
Walter Rohrl uśmiechnął się do nich, a Mat przypomniał sobie nagrania z lat osiemdziesiątych, na których potężne, B-grupowe Audi Quattro przeczyło prawom fizyki na szutrze, śniegu i lodzie. Rohrl, legenda rajdów, słynął z niezwykłej jazdy w poślizgu. Dewiza mówiąca, że „dobrzy kierowcy mają muchy na bocznych szybach” pochodziła zresztą od niego.
Szkolenie z „latania bokiem” pod okiem prawdziwego mistrza tej techniki? Wchodził w to.

U podnóża „Korkociągu”, repliki słynnego zakrętu „Corkscrew” z toru Laguna Seca stały dwie bordowe, z pozoru identyczne „dziewięćsetjedenastki” generacji 993.
Z zewnątrz Carrery były nierozróżnialne. Wprawne oko dojrzeć mogło nieco bardziej zużyte opony na przedniej osi jednej z nich, lecz dla osoby postronnej sportowe auta były jednakowe.
Zasadnicza różnica tkwiła pod karoserią.
- Rozpoczniemy od egzemplarza z napędem na cztery koła – obwieścił Mistrz – W 993 jest to dość prosty układ, opierający się o blokadę wiskotyczną stanowiącą centralny dyferencjał, plus kolejne LSD z tyłu. Dzięki odrobinie magii naszych inżynierów… zainteresowanych szczegółami odsyłam do Klausa… na przednią oś trafia zawsze co najmniej 10-15 procent mocy. Jednakże, w przypadku utraty przyczepności na jednej z osi, mechanizm różnicowy pozwala przenieść na drugą nawet sto procent mocy. W przeciwieństwie do czteronapędowej Carrery 4 generacji 964, której skomplikowany napęd dawał podsterowną charakterystykę, 993 zachowuje swój nadsterowny, skory do uciekania tyłu charakter. Jednakże – Rohrl zrobił krótką przerwę – W sytuacjach skrajnych, jazdy na granicy przyczepności, w trudnych warunkach, napęd na cztery koła daje ogromną przewagę. Korzystać z niej… a także umieć sobie poradzić bez napędu na obie osie… tego dziś będziemy się uczyć. Kamera na linii mety pozwoli nam ocenić każdy przejazd i poprawić błędy. Niczym się nie stresujcie… dziś stawiamy na naukę. – Mistrz uśmiechnął się.
Żaden z Kandydatów nie wziął ostatniego zdania na poważnie.

Giovanni delikatnie puścił sprzęgło, Carrera zmieliła śnieg pod kołami i zaczęła nabierać prędkości, wspinając się podjazdem „Korkociągu”. Cały zakręt pokryty był solidną warstwą ubitego śniegu, co jedyny w swoim rodzaju „żleb” na zjeździe czyniło jeszcze bardziej zdradzieckim.
- Bez szaleństw – pomyślał Włoch, kierując się na zewnętrzną pierwszej części zakrętu –Nienawidzę śniegu, a z silnikiem w zadku to auto jest w tych warunkach nieobliczalne.
Dohamował delikatnie, z wyczuciem, nie zostawiając ABSowi pola do popisu. Na szczycie skierował auto w prowadzący po łuku w dół żleb. 993 posłuchało go, asekuracyjna jazda, choć tak bardzo nie w jego stylu, uchroniła go od wszelkich niespodzianek.
U stóp zjazdu dodał gazu, a auto bez uślizgu wystrzeliło w kierunku linii mety.
- Ładnie, Giovanni – pochwalił go Mistrz, gdy wrócił na linię startu po zakończonym przejeździe – Zaprezentowałeś nam całkowicie prawidłowy, efektywny i bezpieczny przejazd. Grip to zawsze dobra technika, śnieg nie stanowi w tym przypadku wyjątku. Czas masz nienajgorszy – Rohrl spojrzał na stoper – 15,527. Jak na pierwszy przejazd to naprawdę nieźle, chłopcze.
Włoch uśmiechnął się, choć wiedział, że mógł to zrobić lepiej i szybciej. Czasem jednak gra niewarta była ryzyka, nawet dla tak porywczego kierowcy jak on.

Carrera po raz drugi wystrzeliła w kierunku szczytu, wyrzucając spod kół fontanny śniegu. Doświadczenie zdobyte w jego ukochanych wyścigach na lodzie nie poszło na marne, zimą, w aucie z napędem na cztery koła, Kristofer czuł się bardzo pewnie. Z rykiem silnika natarł na szczyt Korkociągu, celując maską w wewnętrzną schodzącego w prawo żlebu. U szczytu wzniesienia poczuł, jak impet unosi auto do góry. W tym punkcie przyczepność była najmniejsza.
Strzelił ze sprzęgła, odbił kierownicą gwałtownie w prawo i wprowadził wóz w szybki, kontrolowany poślizg. 911 pomknęła wyżlebionym fragmentem zakrętu w dół, utrzymując optymalną linię aż do końca spadu.
Nim jednak Szwed zdążył pochwalić sam siebie, tył Porsche gwałtownie podskoczył, wyrzucony z pochylonej wewnętrznej, i wóz zaczął rotować.
Przeciążenia i impet w tym punkcie zakrętu były szczególnie silne.
Kris założył kontrę i zaczął pulsować gazem.
Carrera posłuchała.
Poczuł, jak wszystkie cztery koła złapały przyczepność, a auto bez ociągania dało wyprowadzić się z poślizgu, by chwilę później przeciąć linię mety.
- Wspaniale, Kristoferze – uśmiechnął się pogodnie Rohrl, gdy Szwed wrócił na start – 14,401. Ściąłeś sekundę z czasu Giovanniego, rajdowe podejście do tematu popłaciło. Żeby nie było tak różowo… musisz brać poprawkę na różnicę wysokości. Zewnętrzna Corkscrew ma normalne nachylenie, ale wewnętrzna zakrętu tworzy żleb… niewielki próg idący środkiem toru potrafi zaskoczyć, czego doświadczyłeś w swoim przejeździe. Dobrze się wybroniłeś, choć obawiam się, że bez napędu na obie osie mógł byś mieć problem z utrzymaniem na trasie…

Nadeszła jego kolej.
Mógł by przysiąc, że tuż przed startem Mistrz mrugnął do niego.
Ta próba była wręcz stworzona dla niego. Zimowy „Korkociąg” był nieomal idealnym oddaniem warunków panujących na ośnieżonej przełęczy, warunków, z jakimi umiał sobie radzić szczególnie dobrze.
Nie tracąc przyczepności katapultował Carrerę w kierunku szczytu. Jego plan był nieco szalony, ale obserwując przejazd Krisa czuł, że mógł się powieść.
Gaz płynnie do oporu.
Znaczek na masce wycelowany w tarkę wewnętrznej szykany.
Konsekwencje błędu będą spektakularne.
Szczyt, unoszenie auta ku górze.
Podbicie lewych kół na tarce.
Utrata przyczepności. Lot w dół „Korkociągu”, na jego wewnętrzną część.
Wyprostował kierownicę. Od lądowania zależało wszystko.
Tym razem, nie popełnił błędu.
911 przysiadła miękko na kołach, wpadając jednie w niewielki poślizg.
Czuł, że jedna z opon znalazła się poza żlebem, na zewnętrznej, nienachylonej części, ale odrobina gazu i leciuteńka kontra przywróciła mu pełnię kontroli. Postawienie Porsche bokiem ułatwiło mu wręcz zadanie, pozwalając wytracić nadmiar prędkości przed wyjściem ze żlebu. Napęd na cztery koła był w tej sytuacji potęgą, opanowanie nadsterowności na śniegu było z nim dziecinnie łatwe. Doświadczenia ze Skyline’a nie poszły na marne.
Zakończył poślizg wraz z końcem zakrętu i pomknął w kierunku mety. Czuł, że czas będzie dobry.
Nie mylił się.
- Fascynujące podejście do zadania – skomentował Mistrz, gdy Mat wrócił na start – 14,005. Jak do tej pory, to najlepszy czas. Niemniej jednak… czy nie bałeś się utraty przyczepności po lądowaniu na śniegu?
Błysk zazdrości w oku Giovanniego, nieskrywane uznanie Kristofera. Szczera nienawiść Franza.
Warto było.
- Nie, panie Rohrl. Po prawdzie to nawet na nią liczyłem.
Mistrz uniósł brew do góry, udając zaskoczenie. Mat wiedział, że w przypadku Waltera Rohrla to tylko blef i kurtuazja.
- Gdy lądowanie się powiodło, to niewiele mogło już pójść niezgodnie z moim planem. Półpoślizg pozwolił wytracić nadmiar impetu, zamiast hamować wystarczyło zwiększyć jego kąt. Dysponując napędem na cztery koła nie stanowiło to wielkiego problemu. Zresztą… sam wie pan o tym najlepiej.
Rohrl uśmiechnął się niczym dziecko przyłapane na niewinnym żarcie.
Wytracał w ten sposób prędkość na tysiącach zakrętów, na torach i odcinkach specjalnych na całym świecie, na szutrze, śniegu, asfalcie i błocie.
Dla Waltera Rohrla prowadzenie samochodu zaczynało się dopiero wtedy, gdy używał do tego pedału gazu zamiast kierownicy.
Wszystko inne było tylko wykonywaniem regularnej pracy.

Carrera 4 wystrzeliła w kierunku szczytu Korkociągu po raz czwarty tego dnia. Franz wziął tę próbę ambicyjnie, najlepszy jak do tej pory czas należący do Polaka zadziałał na niego jak płachta na byka. Corkscrew driftem? To były szachrajstwa rodem z ulicznych wyścigów. Kierowcy wyścigowi tak nie jeździli. Zwyczajnie im to nie przystało.
Wyczekał momentu, w którym koła z lewej strony przemknęły po tarce szykany na szczycie i zaczął mocne hamowanie, na granicy przyczepności. Nos auta zwrócony był idealnie w kierunku żlebu, auto samo do niego wjeżdżało, nie musiał nawet korygować kierownicą. Puścił hamulec, zbił bieg i trzymając auto na zapewniających maksymalny moment obrotach pomknął w dół wirażu, korzystając z profilu Korkociągu.
Nie zdejmując nogi z gazu, cały czas przyśpieszając, nie pozwalając Carrerze ześlizgnąć się choćby o centymetr z nadawanego kierunku, przeciął linię mety.
- Przebij to, Mateusz. – mruknął pod nosem, zawracając w kierunku linii startu.

- 13,850 – stwierdził Rohrl, gdy Franz wysiadł z kokpitu 911 – Wspaniały czas, Franzu. Najlepszy w tej próbie… i osiągnięty w podręcznikowy sposób, korzystając ze specyfiki napędu i układu zakrętu. Na torze wyścigowym takie zastosowanie gripu jest optymalną i w praktyce najszybszą techniką jazdy. Moje gratulacje.
- Znowu dałem się zrobić – pomyślał Mat, widząc puszącego się Franza – Pojechałem nie jak kierowca wyścigowy, tylko ulicznik, i sromotnie przegrałem z torowym złotym dzieckiem.
Moja technika była wolniejsza, fakt. Pojechałem tak odruchowo, bo Corkscrew kojarzy mi się z zakrętami na przełęczach, a tam..
… a tam moja technika zabezpieczała mnie przed wyprzedzeniem przez przeciwnika. – zdał sobie sprawę.
A to już przecież nie jest górska przełęcz.

- W drugiej próbie pojedziecie Carrerą 2 – zakomunikował Rohrl – Nie muszę chyba dodawać, że napęd tylny wymaga w zimowych warunkach znacznie większej ostrożności niż wybaczające błędy 4WD. Postarajcie się wyczuć samochód i różnicę w technice jazdy, czas przejazdu ma tutaj drugorzędne znaczenie. Jeśli uda wam się osiągnąć porównywalny do czteronapędówki wynik, możecie to uznać za naprawdę satysfakcjonujący rezultat – na twarzy doświadczonego rajdowca znów pojawił się ten niepokojący, spokojny, nieco cyniczny uśmiech – Giovanni, jeśli chcesz, możesz zaczynać.

Włoch popuścił sprzęgło jeszcze delikatniej niż w pierwszym przejeździe, ale Carrera pomimo tego na krótką chwilę zabuksowała, rozrzucając śnieg dookoła. Odjął gazu, zaklął, samochód odzyskał przyczepność.
Z jednej strony, powinien jechać „ośką” ostrożniej niż 4WD, z drugiej – najgorszy czas w pierwszej próbie wjechał mu na ambicje.
Mimo wszystko, lepiej jednak było dojechać ostatnim, niż nie dojechać wcale. Kristofer i Mateusz ewidentnie mieli doświadczenie w jeździe w zimowych warunkach, a Szkop… Szkop po prostu był w upierdliwy sposób dobry.
W tej konkurencji z góry skazany był więc na przegraną.
Podpatrzoną w przejeździe Krisa i Franza linią dotarł na szczyt, przecinając kołami po tarce. Tuż przed wypłaszczeniem dohamował, unikając utraty przyczepności, i pokonał szczyt bez gazu, wjeżdżając do „żlebu”. Tam dodał gazu, najdelikatniej jak potrafił. Ten pomysł podpatrzył u Franza, sam w poprzednim przejeździe jechał tutaj bez gazu.
Wóz był posłuszny, dodanie gazu w żlebie wręcz dodało mu przyczepności. Bez problemu dotarł do końca zjazdu, gdzie wcisnął gaz stopniowo do oporu, by po chwili przeciąć linię mety.
Wyhamował i zawrócił, by niedługo potem znaleźć się na starcie.
- Fantastycznie, chłopcze! – skomentował Rohrl, pokazując mu wynik na stoperze – 15,310. Poprawiłeś swój wynik z przejazdu czteronapędówką.
Giovanni uśmiechnął się. Może nie będzie pierwszy, ale zadowolenie Waltera gwarantowało, że zachowawcza jazda nie będzie go kosztowała głowy.

Kristofer poprawił fotel, zwiększając sobie ilość miejsca na nogi, i uniósł w kierunku Waltera Rohrla kciuk. Był gotowy.
Tylny napęd podnosił poprzeczkę w dostatecznym stopniu. Pewność prowadzenia, jaką zapewniało 4WD, pozwoliła mu nieco zaszaleć w poprzednim przejeździe, doświadczenie z Imprezy i wyścigów na lodzie nie poszło na marne, ale tym razem…
Dłoń Ace Test Drivera powędrowała w dół, pomiar czasu ruszył.
Popuszczenie sprzęgła, zwolnienie hamulca, nieco gazu. Ostrożnie, by nie zerwać przyczepności.
… tym razem postawić musiał na zachowawczy grip.
Carrera sprawnie wspięła się na szczyt Korkociągu, choć tuż przed szczytem Kris znacznie przyhamował. Utrata przyczepności, tak oczekiwana przez niego ostatnim razem, w tym momencie była najgorszym, do czego mógł dopuścić.
Pamiętając linię obraną przed chwilą przez Giovanniego i sposób, w jaki w żleb wjechał Franz, przeciął lewą stroną auta po tarce, dodatkowo ostrożnie dohamowując.
Auto było na nieomal idealnej linii wyjścia, wymagało jedynie minimalnej korekty kierownicą, po której 911 znalazła się w żlebie.
Tym razem nie dał się zaskoczyć profilowi zakrętu, delikatnie korygując i operując gazem nie pozwolił tylnej osi wyskoczyć ze żlebu.
Czuł, że nie pojechał szybko. Cóż – przynajmniej pojechał czysto.
Osiągnięty czas nie był więc dla niego zaskoczeniem.
- 15,480, Kristoferze. Poprawnie, choć nie tak szybko, jak byś mógł… – uśmiech Waltera Rohrla znów był łagodny, choć nie mógł oprzeć się wrażeniu, że była w nim nutka kpiny – … o czym sam pewnie się dziś przekonasz, gdy pokonasz ten zakręt jeszcze kilka razy.

Znów mógł się wykazać.
Czysto teoretycznie, miał sporo doświadczenia w jeździe tylnonapędowym samochodem w zimowych, górskich warunkach. Czas spędzony za kierownicą Sierry i na przełęczach Podbeskidzia nie poszedł w jego przypadku na marne, umiał sobie radzić w warunkach, jakie ośnieżony Korkociąg symulował.
Z drugiej strony, napęd na tylną oś, w połączeniu z silnikiem tuż za nią mógł doprowadzić do dość spektakularnego zakończenia próby, jeśli przesadzi, ale…
… kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, prawda? Powiodło się za pierwszym razem, uda się i teraz.
Dłoń Mistrza w dół, płynne zwolnienie sprzęgła, niedużo gazu, potem pedał stopniowo do oporu.
Przyśpieszanie „ośką” miało w sobie znacznie więcej swoistego dramatyzmu. Wrażenie było silniejsze, moc atakująca tylne koła zdawała się być znacznie większa, bardziej gwałtowna. Wiedział, że to tylko subiektywne odczucie, straty mocy przy napędzie obu osi nie były aż tak duże, ale złudzeniu naprawdę trudno się było oprzeć.
Na szczyt dotarł z pedałem gazu w podłodze, po podpatrzonej u innych Kandydatów linii, celując kołami w wewnętrzną szykany po lewej stronie, by dopiero po wypłaszczeniu podjazdu odjąć gaz i przycisnąć na chwilę hamulec. Zrobił to z wyczuciem, tak, by nie zerwać przyczepności, a zaraz potem odbił kierownicą lekko w prawo, by zmieścić się w wewnętrznej części żlebu…
… i poczuł gwałtowne uciekanie tyłu do środka zakrętu.

- Koniec – stwierdził Franz, obserwując na obrazie z kamery rotującą Carrerę.

Zadziałał odruchowo.
Założył głęboką kontrę kierownicą, a prawą stopą z całej siły kopnął w gaz, zahaczając chyba przy okazji pedał hamulca.
Poczuł, jak środek ciężkości auta przenosi się na lewą stronę, wytracając impet, a on odzyskuje kontrolę nad 911tką.
Dodał gazu i szybkim poślizgiem po wewnętrznej, wyprofilowanej części pomknął w kierunku mety.
Nie spodziewał się tak gwałtownej utraty kontroli. Przede wszystkim jednak, nie spodziewał się, że uda mu się ją w tak łatwy sposób odzyskać.
Kopnięcie w gaz, ostre skręcenie kół… w każdej znanej mu sytuacji zakończyło by to przejazd kilkukrotnym piruetem i wizytą na bandach.
- Brawo! – tym razem Mistrz wydawał się faktycznie szczery w swoim zachwycie – 14,090… niemal tak dobrze, jak w 4WD.
Postanowienie na dziś: dowiedzieć się, dlaczego odruchowa reakcja okazała się słuszna.

Franz zmniejszył wysunięcie fotela i obniżył kierownicę. Był o kilkanaście centymetrów niższy od Polaka, co nieco działało mu na nerwy. Zapiął pas, poprawił sportowe rękawice. Był gotowy.
Skinął głową w kierunku Waltera Rohrla, a ten uniósł do góry trzy palce.
Skoro tylnonapędowa Carrera dała się opanować tej polskiej ciamajdzie, to on miał by nie dać rady?
Dwa palce w górze.
Wynikało z tego, że jego linie nie wymagały zmiany. Skoro były najszybsze w pierwszym przejeździe, skoro inni zdawali się je kopiować, to mogą mu dać zwycięstwo i tym razem.
Jeden palec.
Zacisnął dłoń na wieńcu kierownicy, prawą ręką sięgnął do manetki i wbił pierwszy bieg.
Dłoń Chef Test Drivera poszła w dół, pomiar czasu ruszył.
Popuszczenie sprzęgła, dodanie gazu.
911 kolejny już raz tego dnia katapultowała się w kierunku szczytu.
Jego plan był prosty.
Dotarł na szczyt, koła przemknęły po tarce.
Dohamował na granicy przyczepności i odbił lekko w prawo, by znaleźć się w wyprofilowanej części prowadzącego w dół żlebu. Tej, po której jazda dała mu najlepszy czas w poprzedniej próbie.
Samochód nie skręcał tak ochoczo, jak wersja z napędem na obie osie, tak więc odruchowo mocniej skręcił kierownicą…
Poczuł gwałtowne uciekanie tyłu.
Był na to przygotowany, zadziałał błyskawicznie.
Kontra, gaz stopniowo, delikatnie do oporu. Zadziałało u Polaka, tutaj też zadziała.
Mylił się.

Kandydaci ze zdumieniem oglądali na ekranie rotującą Carrerę.
Auto wykonało pełny obrót o 360 stopni nim jeszcze wypadło z zakrętu na pobocze.
Tam samochód znalazł się tyłem do kierunku jazdy, rozrzucając dookoła wymieszany z piaskiem śnieg.
W końcu zaś, Carrera zastygła nieruchomo w śnieżnej zaspie, zakopana po osie.
- Ojojoj – skomentował Mistrz, marszcząc czoło. Mat mógłby przysiąc, że Rohrl ledwie powstrzymuje się od śmiechu – Giovanni, chłopcze… czy możesz skoczyć do paddocku? Zdaje mi się, że widziałem tam Cayenne… i hol holowniczy.

Potężne V8 ryknęło przeciągle, cztery koła zwalistego SUVa na krótki moment zakręciły w miejscu, po czym auto odzyskało przyczepność i bez problemów wyciągnęło tkwiącą w zaspie Carrerę.
- Scheisse – zaklął Franz, wysiadając z auta i trzaskając drzwiami – Dummkopf! Co zrobiłem nie tak, panie Rohrl?! Nie rozumiem. W poprzednim przejeździe ta linia zadziałała, była najszybsza. Matthias… - zaczął. Poprawił się - Mateusz kontrą i dodaniem gazu wyprowadził auto ze znacznie gorszej rotacji. Dlaczego mnie się nie udało?
- Cieszę się, że pytasz, Franzu – odparł łagodnie Walter Rohrl, przybierając nieco ojcowski ton – I słusznie zauważyłeś, że w twoim poprzednim przejeździe wszystko było wykonane nieomal identycznie… i było to wykonane właściwe. Ale nie w przypadku samochodu z tylnym napędem.
Kandydaci z uwagą spoglądali na Mistrza. Ten kontynuował:
- W twoim przejeździe za kierownicą Carrery 4 byłeś zdecydowanie bliżej wewnętrznej. Samochód czteronapędowy pozwala na więcej, mając trakcję na obu osiach nie miałeś do czynienia ze znoszeniem podczas zjazdu, dzięki czemu wszystkie koła znajdowały się w żlebie. To zaś dawało ci dodatkową przyczepność. W tylnonapędowej Carrerze gorsza przyczepność, której nie zrekompensowałeś mniejszą prędkością na szczycie Korkociągu, jak Kristofer i Giovanni sprawiła, że znalazłeś się poza żlebem. Tam profil zakrętu jest już znacznie mniej korzystny, a dodatkowa nierówność pomiędzy kołami tylko pogorszyła trakcję, i tak z zasady już gorszą niż w 911 z napędem na cztery koła. Gdy straciłeś przyczepność, zadziałałeś niemal właściwie… założyłeś kontrę i dodałeś gazu. Zrobiłeś to zbyt delikatnie, ale i tak nie miało to już raczej większego znaczenia. Tracąc przyczepność w tym miejscu i tak byłeś skazany na wypadnięcie z zakrętu.
Franz milczał. Czuł się upokorzony. Zaczynał jednak rozumieć swój błąd.
- Mateusz przejechał przez szczyt wolniej – zauważył – Dzięki temu znalazł się w żlebie trzema kołami, tylko tylne lewe było poza… przez to stracił przyczepność, jak ja… ale mógł ją odzyskać.
- Bardzo dobre obserwacje, chłopcze. Podoba mi się twoja zdolność do analizy. – Rohrl był szczery w swojej pochwale – Mateusz zrobił jeszcze jedną rzecz inaczej. Przerzucił ciężar samochodu na lewy bok, zwiększając kąt poślizgu, wytracając nieco prędkość… i odzyskując trakcję na dociążonych w ten sposób kołach. Powiedz nam, jak to zrobiłeś, Mateuszu?
- Ja… - Mat zmieszał się. Nie był pewien, co dokładnie pozwoliło mu wybronić się w tym przejeździe – W sumie to… kopnąłem w gaz. Auto weszło w głębszy poślizg, tak jak pan powiedział… i dało się opanować. To chyba to…
Wnikliwe spojrzenie Mistrza sprawiło że zwątpił, iż to właśnie gwałtowne dodanie gazu go wyratowało.
Rohrl jednak stwierdził tylko:
- Bardzo dobrze… bardzo dobrze… każdy z was, chłopcy, pokazał dzisiaj kawał dobrej jazdy i kilka ciekawych technik i podejść do postawionego przed wami zadania… jak mówiłem… dziś jesteśmy tutaj, żeby nauczyć się czegoś nowego, nie decydować, które z nich było najlepsze. Przejadę teraz z każdym z was ten fragment toru… najpierw jako pasażer, potem jako kierowca… może taki stary dziadek jak ja da radę was czegoś nowego nauczyć, lub chociaż podszlifować waszą technikę…
Uśmiechnął się szelmowsko.
Tak, jak tylko uśmiechać się mógł Huzar z Arganil.

- Znów udało ci się wygrać – stwierdził Kristofer, gdy opadł już śnieg wyrzucony spod kół startującej do kolejnego przejazdu Carrery – I to w jakim stylu…
- Bez przesady, Kris – odparł Mateusz – Nie wygrałem, to nie był konkurs. I w ośce Franz miał by lepszy czas, po prostu przeszarżował.
- Działasz mu na nerwy. I to widać, stary.
- Nawzajem sobie działamy. Nic na to nie poradzę, ja nie lubię Szkopa, Szkop nie lubi mnie. Ma tę przewagę, że to ja najpewniej odpadnę po pierwszym roku.
- O nie, Mat. Może i Frank cię nie lubi, ale za to Walter naprawdę ceni. Jeśli ktoś jest pierwszy do odstrzału, to raczej ja…
- Nie ma szans. Kris, w większości prób to ty jesteś najlepszy. Jeździsz bardzo równo. O twoją przyszłość akurat bym się nie martwił. Po pierwszym roku wylecę ja… ewentualnie Giovanni, ale on za to nadrabia brawurą i wyczuciem auta. Firma nie będzie miała łatwego zadania…
- Zależy mi, cholera, na tej robocie – zaklął Szwed – Może dlatego, że naprawdę zaaklimatyzowałem się w tym mieście… zresztą, to w głównej mierze zasługa ‘Vanniego. Dzięki niemu poznałem Isabellę… a ona dość znacznie przemeblowała mi życie.
- Właśnie… jak wam się układa? – rzucił pytanie Giovanni, który akurat wrócił z ubocza, gdzie palił papierosa. Mat miał nadzieję, że Włoch nie słyszał, że to jemu wieści odpadnięcie z programu – W sumie jestem waszym ojcem chrzestnym… - roześmiał się.
Ryk silnika przybliżył się, na linii startu pojawiła się dziewięćsetjedenastka. Franz nadrzucił autem na ręcznym, zawrócił praktycznie „w miejscu” i ponownie zaatakował Korkociąg.
Młody Niemiec katował auto już prawie od kwadransa.
Po prawdzie, to Mat zazdrościł mu tak wielkiej motywacji i pewności siebie. Sądząc z wyrazu twarzy siedzącego na miejscu pasażera Mistrza, i on był pod wrażeniem.
- Wspaniale – odpowiedział Giovanniemu Kristofer – Naprawdę wspaniale… to niesamowita kobieta. Cudowna… piękna… wyrozumiała. Anioł. Ostatnie miesiące, odkąd ją poznałem… to bajka. Moje życie nabrało… głębi…
- No, chłopie, nie dziwię ci się – wyszczerzył się Włoch – Taka laska… zgłębiaj ile możesz, przy włoszce nigdy się nie znudzisz.
Kristofer spurpurowiał, rubaszny śmiech Giovanniego sprawił, że nawet Mateusz parsknął śmiechem.
- A ty, Mat? – zapytał ‘Vani, gdy wreszcie się opanował – Jak tam Giulietta? Moja kobieta twierdzi, że to cholernie charakterna babka.
- Cenię sobie narowiste kobiety – uśmiechnął się Mateusz – A ta gorącokrwista istota to ideał pod nieomal każdym względem.
- Masz wobec niej plany? – zapytał Kristofer – Wiesz… znaczy… wybacz wścibstwo. Ja z ‘Bellą to tak… na poważnie…
- Nie. Zdecydowanie nie. – odparł krótko.
Kristofer się zmieszał. Nawet Giovanni wyglądał na zaskoczonego.
Carrera wróciła na start, nawróciła gwałtownie i rozpoczęła kolejną rundę. Franz nie odpuszczał.
- Ale… w ogóle… nic…? – wydukał Szwed.
- Tak samo podchodzi do tego Giulia. Wydaje mi się, że jest jeszcze mniej skora do zaangażowania się w to, niż ja.
- To… po co tak właściwie…?
- Dobrze się nam razem sypia. – walnął prosto z mostu Mat – Chodzi o samotność. – dodał po chwili, zdając sobie sprawę z własnej bezczelności - O towarzystwo drugiej osoby, z podobnymi pasjami, potrzebami, zainteresowaniami. I wzajemną fascynację. Z taką osobą u boku, Lipsk i to całe szaleństwo z Porsche nie przeraża. Wspólne imprezy, wspólny taniec… wielbię ją w tańcu. Wspólne obiady i romantyczne kolacje… ona bosko gotuje, a i ja się czegoś w tej materii przy niej nauczyłem. No i seks, dużo seksu… ale w tej kwestii szczegóły zachowam dla siebie. – wyszczerzył się – Ona jest moim antydepresantem. Cholernie mi zresztą potrzebnym. Wydaje mi się, że działam na nią w ten sam sposób. To… to nie jest związek. To… współpraca.
Giovanni uśmiechnął się szelmowsko. Kristofer był wyraźnie zmieszany.
- O… - stwierdził w końcu Szwed – A myślałem, że to ja pochodzę z liberalnego kraju… - zamilkł na chwilę – W każdym razie… skoro jesteś zadowolony… i ona… to chyba wszystko jest tak, jak być powinno, nie?
Było.
Chyba.

- Świetna robota, chłopcy – stwierdził po kilkugodzinnym treningu Mistrz – Dzień ma się ku końcowi, zapewne zmarzliście… przynajmniej ja czuję w stopach rychłe przeziębienie – zażartował, jak przystało na rodowitego Niemca – Wolno mi w końcu w imieniu Firmy obwieścić, że jesteśmy z was bardzo zadowoleni. Przez ostatnie pół roku zrobiliście naprawdę duże postępy… każdy z was. Nie ukrywam, czeka was jeszcze mnóstwo ciężkiej pracy… a nas naprawdę trudny wybór… ale myślę, że dziś nie powinniście się tym przejmować. Zasłużyliście na nagrodę – uśmiechnął się do nich. Franzu, Mateuszu… weźcie proszę Carrery… Giovanni, pomóżcie mi proszę z Kristoferem zapakować ekran i urządzenia pomiarowe do Cayenne… zbieramy się… i jedziemy do hangaru.
Drugiego hangaru.

- Wasze postępy zapewniły Wam dostęp Drugiej Grupy. – obwieścił Walter Rohrl, przykładając swój identyfikator do czytnika – Od dziś możecie korzystać z wchodzących w jej skład pojazdów…
Brama zaczęła się zwijać, Mistrz wszedł do środka i zapalił światło.
- Oh boy – skomentował zawartość hangaru Giovanni.

928. Potężne Gran Turismo z widlastą ósemką pod maską, produkowane przez przeszło 18 lat.
Silnik z przodu, napęd na tył, idealny rozkład masy.
Następca 911, który nigdy nie zdetronizował króla.

968. Finalna ewolucja linii czterocylindrowych FR spod znaku Czarnego Konia ze Stuttgartu.
Znakomicie zbalansowane, dobrze zestrojone i niezwykle dopracowane auta.
Niewielka produkcja na poziomie 12 tysięcy egzemplarzy. Rarytas.

987 Cayman. Bazujące na Boxsterze niewielkie coupe z silnikiem przed tylną osią.
Samochód, którym Walter Rohrl pokonał Północną Pętlę Zielonego Piekła szybciej, niż znacznie mocniejszą i bardziej kultową Carrerą.
Morderca dziewięćsetjedenastek.

Stojące jedna obok drugiej dwie współczesne generacje Carrer.
996. Wyklęte przez fanów marki, pierwsze w historii 911 chłodzone cieczą, pozbawione okrągłych reflektorów.
997. Powrót do tradycyjnego wyglądu i technologiczna ewolucja znalazła uznanie w oczach wielbicieli Porsche.
Wersje standardowe i z napędem na cztery koła, wzmocnione S i 4S, przed i po liftingach.

Dwie perełki z torowymi genami.
Wolnossące, maksymalnie odelżone, budowane z myślą o udziale w sporcie.
Dziewięćsetjedenastki dla prawdziwych fanatyków marki, pozbawione nieomal całego wyposażenia z zakresu komfortu.
Unikatowe klasyki.
Carrery RS generacji 964 i 993.

- Druga Grupa daje wam dostęp do jeszcze kilku dodatkowych samochodów – zakończył prezentację Rohrl. Mat mógł by przysiąc, że Giovanni ślini się na widok nowych zabawek. Sam był w sumie w podobnym stanie – Macie do dyspozycji pozbawione turbodoładowania wersje Cayenne i Panamery. – tutaj zrobił krótką pauzę – Wątpię jednak, że te dość… komfortowo zestrojone produkty marki będą wam do czegokolwiek potrzebne. W każdym razie… zachęcam do zapoznania się z tymi maszynami, od najbliższych zajęć będą one już regularnie wykorzystywane do ćwiczeń i testów.
- Dlaczego by nie zacząć od dzisiaj?! – wypalił nagle milczący dotąd Franz.
Mistrz spojrzał na niego z nieudawanym zaskoczeniem. I zainteresowaniem.
- Pokonałem dzisiaj Korkociąg kilkadziesiąt razy – kontynuował młody Niemiec – Dzięki temu zrozumiałem błędy w swojej technice. Poprawiłem je. I uważam, że on – wskazał palcem na Mateusza – Miał w drugim przejeździe szczęście. A ja nie lubię wyników opartych na szczęściu.
Walter Rohrl zamilkł, zaskoczony bezczelnością kandydata. Nim zdążył odpowiedzieć, odezwał się Mateusz:
- Ja nie lubię dupków. Nie mam też uznania dla dzieci toru wyścigowego, którym brak opanowania w trudnych górskich warunkach, jakie Corkscrew dziś symulował. Co proponujesz zrobić z tą naszą niechęcią, Franz?
Wkurzył się. Najlepszy czas w tej próbie, nawet jeśli nie o wynik w niej chodziło, przywrócił mu trochę pewności siebie.
Może trochę za wiele.
- Jedno okrążenie po ośnieżonej części toru. Start spod Pit-Stopów, Corkscrew, Mobil 1 S, Curve di Lesmo wraz z Bus Stop i powrót na linię startu poprzez Suntory Corner. Dowolny samochód z Drugiej Grupy. Co ty na to, Polaku?
- OK, Niemcze. – odpalił Mat – Wezmę… - zawahał się na króciutki moment. Musiał upokorzyć tego dupka. Mimo wszystko, skoro czas w „ośce” miał niewiele gorszy niż w „czterołapie”… - Pojadę Carrerą S. Generacja 997.
- Carrera 4S. 996.
Mat spojrzał na niego, zaskoczony. Franz wziął czteronapędówkę, tego się spodziewał. Ale… jeśli dobrze pamiętał, Carrera 4S generacji 996 była o przeszło 60 koni słabsza od 997.
- Daję ci fory, Mateuszu. I tak przegrasz.

Sygnalizator startowy na wysokości pit-stopów płonął rzędem jaskrawej czerwieni.
Z prawej strony słyszał miarowy pomruk, kątem oka dostrzegał burgundowe 996.
Zacisnął dłonie na skórzanej kierownicy. Jasne wnętrze idealnie komponowało się z głębokim granatem lakieru jego 997.
Pytanie brzmiało: czy nie zdradzi go własna pycha?
Miał przewagę mocy, nieznaczną przewagę niższej masy, przewagę jednej generacji.
Franz miał napęd na cztery koła.
I niezwykłą, paraliżującą go powoli pewność siebie.
Rząd czerwieni zamienił się w rząd pomarańczy.
Podkręcił obroty, Carrera Franza ryknęła przeciągle.
Rząd zieleni.
Zaczęło się.

- Nareszcie. – stwierdził dobitnie Frank, obserwując startującą z wyraźnym uślizgiem granatową Carrerę 2. Czerwona Carrera 4 wystrzeliła przed siebie, jak gdyby samochód nic sobie nie robił z pokrywającego tor śniegu. – Czas najwyższy, żeby oni sami zaczęli się nawzajem wykańczać. Polak odpadnie pierwszy… Franz złoi go, na jego własne życzenie.
Pojedynek Kandydatów zgromadził przy oknach lipskiej siedziby Firmy praktycznie cały team Porsche Test Driverów.
Widok na tor był z siedziby niemalże idealny, obserwować mogli nie tylko wjazd i szczyt Korkociągu, ale i wyjście z Suntory Corner na prostą startową, a nawet – gdyby dobrze się wpatrzeć, lub użyć lornetki – ostatni fragment nawrotu Curve di Lesmo.
- Napęd na cztery koła daje w tych warunkach dużą przewagę. – przytaknął Walter. Mistrz minę miał przy tym nietęgą. Od początku wiedział, że Mateusz dał się ponieść emocjom.
- Technologia nie ma wielkiego znaczenia. – stwierdził milczący do tej pory mężczyzna, spoglądając na niknącą w spadzie Korkociągu 996 – Chłopak nie ułatwił sobie tego pojedynku, ale wciąż może wyjść z niego zwycięsko.

Zakładając kontrę i dozując gaz na wyjściu z Corkscrew Mat czuł już, że wybranie do tego pojedynku tylnonapędówki było pychą. 385 atakujących koła koni sprawiało, że nawet elektronika, którą 997 było naszpikowane, nie dawała sobie rady na śniegu.
Miast pojedynkować się z Franzem, walczył o utrzymanie się na torze.
Jechał szybko, czuł to. Pierwszy raz siedział za kierownicą generacji 997, a mimo tego był w stanie wyczuć i wykorzystać potencjał tego auta, ten samochód stanowił po prostu doskonalszą ewolucję wcześniejszych modeli. Prowadził jednak zachowawczo, musiał zostawiać sobie margines błędu.
Franz zaś jechał po prostu cholernie szybko.
Choć Mat starał się jechać „na okrągło”, gripem, choć na kontrolowane poślizgi pozwalał sobie jedynie na wyjściach z zakrętów, gdzie czuł już, że samochód inaczej wymknie się spod kontroli…
… piekielnie nudny, stabilny i przewidywalny grip Franza był daleko poza jego zasięgiem.
Po zjeździe z Korkociągu odbili mocno w prawo, by znaleźć się na długiej prostej. W oddali majaczyły już tablice sygnalizujące Mobil 1 S, ciasną lecz cholernie szybką kombinację prawy-lewy rodem z Zielonego Piekła.
Docisnął gaz do oporu. Jego mocniejsza, lżejsza „ośka” przyśpieszała znacznie szybciej od czteronapędowej 996, w połowie prostej siadł Franzowi na zderzaku.
Co innego jednak było dopaść, co innego wyprzedzić.
Spróbował zewnętrzną. Burgundowa jedenastka łagodnie przepłynęła mu przed maskę, skutecznie blokując tę próbę.
Odbił na wewnętrzną. Tego manewru szkop nie zablokował.
Po chwili zrozumiał, dlaczego. Na wyprzedzanie było zwyczajnie za późno.
Zrzucił bieg na trójkę, hamując silnikiem, a jednocześnie łagodnie asekurując hamulcem nożnym. Zgodnie z najgorszym możliwym scenariuszem, Franz wytracał prędkość w dokładnie tym samym tempie, odcinając go na środkowej do wejścia w zakręt.
Wiedział, że idąc tą linią, nie miał szans się zmieścić.
Spróbować przyśpieszyć, i wyrwać się przed przeciwnika?
Ocenił odległość do szykany. Nie było takiej możliwości.
Docisnął hamulec nieco mocniej. Poczuł stukot ABS’u, Carrera zaczęła się ślizgać.
Zaklął, zdjął nogę z hamulca, wyprostował auto, spróbował ponownie przyhamować. Zakręt rósł w oczach.
Tym razem, opony nie utraciły przyczepności.
Czerwone 996 wysunęło się przed niego.
Szybkim ruchem zdjął nogę z hamulca, odbił w lewo i błyskawicznie ponownie zaczął hamować, gdy tylko znalazł się za płonącymi czerwienią światłami stopu przeciwnika.
Odetchnął. Udało się, wrócił na zewnętrzną. Manewr był zupełnie bezsensowny.
Wrócić udało mu się zaś w ostatniej chwili.
Puścili hamulce nieomal jednocześnie. Carrera Franza odbiła w prawo, tnąc po tarce na wewnętrznej pierwszej części szykany.
Pomknął za nim, kopiując jego linie. Czuł, że wynosi go ku zewnętrznej, widział, że linia przeciwnika jest dla niego przy tej prędkości niedostępna.
Prawe koła jego 997 ledwie przemknęły po tarce. Był to znak, by gwałtownie odbić w lewo.
Powiódł wzrokiem po linii, którą musiał utrzymać.
Auto Franza przejeżdżało już po tarce w drugiej części „S”. Sukinsyn był szybki.
Za szybki.
Jego auto ponownie znosiło ku zewnętrznej, musiał walczyć z przeklętą podsterownością.
Dojrzał „światło” na wyjściu z zakrętu, stopniowo docisnął gaz, odzyskując trakcję. Poczuł, jak lewe koła przecinają po tarce.
Dał radę, ale powodów do zadowolenia nie miał.
Znów tracił do Niemca trzy długości auta.
Dłuższa prosta, Curve di Lesmo z Bus Stopem, potem krótka prosta do Suntory Corner.
Za nim już tylko prosta startowa i linia mety.
Miał mało czasu.
Ponownie skorzystał z przewagi mocy i nim znaleźli się na wejściu w Lesmo, zdążył znaleźć się za burgundową 996 Franza.
Curve di Lesmo samo w sobie stanowiło wyzwanie, a znajdujący się w połowie tego nawrotu Bus Stop czynił przejazd w niestabilnym na śniegu RWD niezwykle trudnym zadaniem.
Pierwszą część zakrętu zaatakowali od zewnętrznej, tnąc w kierunku środkowej linii. Znów czuł, jak tylna oś zaczyna żyć własnym życiem, i tylko delikatne dodawanie gazu trzyma Carrerę w ryzach. Czteronapędówka Franza śledziła zaś linię bez najmniejszego problemu.
- Moc idzie mu nieomal równomiernie na wszystkie koła – pomyślał Mat – Nie traci dzięki temu przyczepności podczas co bardziej gwałtownego przyśpieszania… co mi po mocy, kiedy nawet nie mogę z niej skorzystać!
Czerwona 911 odbiła gwałtownie w lewo, atakując wejście na Bus Stop.
Dynamicznym ruchem kierownicy zmusił swoje auto do podążenia za nim. Carrera z wyczuwalnym ociąganiem pomknęła za starszym modelem. Mat modlił się w duchu, by znów, jak na próbie u Franka kilka miesięcy temu, nie zahaczył o znajdujące się na wewnętrznej tarce „Przystanku” opony.
Auto znosiło. Wystające spod śniegu czarne kształty zbliżały się.
Skontrował kierownicą, minimalnie.
Przeciwnik przemknął kołami po tarce, od podbicia oddzieliło go maksymalnie dziesięć centymetrów.
On poczuł, jak jego tylne koło musnęło stos leżących tam, zabezpieczających pobocze opon.
Dał radę.
Centymetr więcej… pomijalnie większa szybkość na wejściu… i za chwilę wydobywano by go z leżącego na dachu wraku.
Odbił kierownicą mocno w prawo, by zmieścić się na wyjściu z Bus Stop i wrócić na Lesmo.
Znów przeciął po tarce nieco zbyt głęboko, poczuł, jak lewa strona auta na moment zostaje podbita, ale utrzymał się na torze.
Dodał gazu. Od linii mety dzielił ich już tylko jeden wiraż, Suntory Corner z japońskiego Fuji.
Spojrzał przed siebie. Westchnął.
Burgundowa Carrera znów miała nad nim ponad pięć długości przewagi.
Musiał postawić wszystko na jedną kartę.

Suntory Corner stanowiło ostatnie wyzwanie przed linią mety. Była to kombinacja długiego, szerokiego odbicia w prawo, które w krótkiej prostej przechodziło w ostry nawrót w lewo, a zaraz za nim – łagodne odbicie w prawo, wiodące wprost na prostą startową.
Idealna linia i tempo pokonania tej sekwencji była tutaj kluczem. „Zbyt szybko” w pierwszej części oznaczało „zbyt szeroko” w drugiej, a w konsekwencji – „za wolno” w trzeciej.
Dlatego też był nieomal pewien, że zapewnił już sobie zwycięstwo.
Polak tracił do niego zbyt wiele, ale nawet to nie miało znaczenia. Zwyczajnie nie był w stanie, bez napędu na cztery koła, wyprzedzić kierowcy jadącego tutaj optymalną linią. A on znał optymalną linię.
Wyprostował u końca pierwszej części wirażu i dohamował, by złożyć się do nawrotu w lewo.
Po jego prawej przemknął niebieski kształt.
- Co do diabła?!

Gdy tylko minął Franza, zaczął hamowanie na granicy przyczepności.
Ćwiczenia, które odbywał jako Kandydat, nie poszły na marne. 911’tka pozostała mu posłuszna, auto nie wpadło w poślizg.
Puścił hamulec i korzystając z dociążonej przedniej osi zaczął mocno skręcać, jednocześnie dociskając pedał gazu do oporu.
Przez moment wydawało mu się, że zuchwały manewr się powiedzie. Carrera pochyliła się i zaczęła zwracać we wskazywanym kierownicą kierunku.
Ułamek sekundy później poczuł znoszącą go ku zewnętrznej podsterowność.

- Przegrał – zawyrokował Frank, obserwując Suntory z okien Centrum Porsche.

Puścił gwałtownie pedał gazu, kręcąc przy tym kierownicą aż do blokady, po czym kopnął w gaz.
Liczył, że tak jak na dzisiejszej próbie, ta technika pozwoli mu odzyskać przyczepność.
Odjęcie gazu, ostry skręt kołami zgodnie z kierunkiem nawrotu, kopnięcie w gaz.
Mylił się.
Całkowicie.

- Przegrał. – przyznał mężczyzna w błękitnej marynarce, stojący obok Kierowców Testowych i milczącego Dietera, szefa lipskiego oddziału.
Niebieska Carrera wykonała jeszcze jeden obrót wokół własnej osi, by wreszcie gwałtownie zakopać się w piaszczysto-śnieżnym poboczu.
Na chwilę nie dobiegał do nich żaden dźwięk, czerwona 911 przystanęła nieopodal niebieskiej.
Potem rozległ się już tylko krótki, mocny klakson. Ryk bezsilnej wściekłości.
Następnie zapadła cisza.

- Tu właśnie objawia się różnica między nami, Mateusz – stwierdził Franz, gdy Mat stanął na chwiejnych nogach na zmrożonym piasku – Ten jeden zakręt pokazał różnicę między ścigantem z ulicy a szkolonym na torze profesjonalistą. Ja prowadzę głową, ty działasz odruchami. Ja nie pozwalam sobie na oddawanie przeciwnikowi pola… choćby wybierając nieprzystosowany do warunków wyścigu samochód w imię durnej dumy ściganta. Być może na razie te różnice nie są zbyt widoczne. – zrobił krótką pauzę w swoim wywodzie - Potrafisz nawet czasem coś w tych firmowych zawodach ugrać. Ale to właśnie ta pozornie mała różnica… ten przegrany wyścig, ten źle wybrany samochód, ta nieopanowana podsterowność… to są dowody na to, że tak naprawdę, to nie nadajesz się na Kierowcę Testowego. Zwyczajnie nie masz predyspozycji. Chcesz może coś dodać? – zapytał, widząc nienawistne spojrzenie Mateusza.
- Tak. Pierdol się, Franz.
Powiedział to z kamienną twarzą.
Czuł jednak, że pewny siebie, chamski Szwab ma rację.
Pisane mu było odpaść po pierwszym roku.

- Pański kandydat znów dał popis swojej nieporadności – rzucił Frank na odchodnym.
Walter Rohrl milczał. Jego podwładny był w jawny sposób bezczelny, ale nie mógł mu odmówić racji.
Nie powiedział ani słowa. Czekał na osąd bruneta w niebieskiej marynarce.
Ten dłuższą chwilę przyglądał się młodemu chłopakowi, który bezradnie próbował wyjechać z piaszczystej zaspy, by w końcu stwierdzić:
-  Frank ma rację. Chłopak się nie popisał.
- Wyrzucę go za te kilka miesięcy. – duknął Mistrz.
- Nie, panie Walterze – zaprotestował mężczyzna – Jest pan nieomylny w swoich osądach, i tak też jest w przypadku tego chłopaka. Widziałem, co on potrafi i wiem, jak daleko może zajść. On musi się jednak obudzić z letargu. Wtedy w Istebnej widziałem kierowcę niepewnego siebie, ale pewnego własnych możliwości. Teraz zaś widzę chłopaczka, któremu brak wiary we wszystko, co do tej pory poznał i umiał. W sumie… - mężczyzna zastanowił się - … w sumie, to tak być powinno.
- Co masz na myśli, Norbercie?
- Chłopak uważał się do czasu Stypendium Porsche za dobrego kierowcę. I faktycznie, umiał naprawdę szybko jeździć tylnonapędową Sierrą, a potem naszpikowanym elektroniką Nissanem. Ale to nie czyniło z niego dobrego kierowcy. Stał się zakładnikiem tych dwóch typów napędów, kilku wyuczonych technik. Dlatego nalegałem, żeby trafił tutaj, do Lipska. Porsche, układ RR, jest sokratejską metodą przekonania go, że te dwa typy i kilka technik nie są szczytem jego możliwości.
Norbert wziął wdech. Walter Rohrl słuchał go z krytyczną uwagą, szef Centrum, Dieter z poddańczym uniżeniem. Już choćby tylko za to nigdy nie cenił wysoko tego faceta
– On jest w stanie osiągnąć w tym sporcie rzeczy wielkie, gdy tylko przyzna się sam sobie, jak mało potrafi i umie. Do jazdy RR musi wykształcić w sobie inne nawyki, odkryć inną technikę. Jest bliski tego… choćby dziś, gdy Kandydaci ćwiczyli z Panem przejazd Corkscrew, drugi przejazd w jego wykonaniu był bezbłędny. Teraz spróbował użyć tej techniki ponownie… a przynajmniej tak sądził. Jest skonfundowany. To dobrze.
Spoglądał na wygrzebującą się powoli z piachu i śniegu Carrerę. Jej kierowca nie odpuszczał, uparcie „bujając” autem to w przód, to w tył.
– Musi nabyć te zdolności, poznać technikę poprzez ciężką, wytężoną pracę. Musi ją zmodyfikować, dostosować do swojego własnego stylu. Nadać jej szlif. I on…
Carrera wyskoczyła z piachu, wracając na tor i rozrzucając śnieg dookoła.
- … on jest w stanie to zrobić. Potrzebuje tylko trochę czasu.
I odrobinę motywacji.

Powrót do mieszkania był niczym zawinięcie do bezpiecznej przystani po potężnej nawałnicy.
Przekręcił klucz w zamku i pchnął ciężkie drzwi swojej kawalerki.
W kuchni paliło się światło.
Zamknął drzwi.
Stukot obcasów.
- Hej, Mat.
Aksamitny głos, włoski akcent, podkreślone karmazynową szminką usta. Długi aż do kostek, ciemny jak noc za oknem satynowy szlafrok opinał jej boskie kształty. Rozcięcie materiału od uda w dół, przez które dojrzeć można było czarne pończochy, pobudzało wyobraźnię.
Włosy znów miała upięte w kok. Tkwiła w nich, jak wtedy, gdy się poznali, czerwona róża.
Aromat ciężkich, wieczorowych perfum, ambry i werbeny, mieszał się z dochodzącym z kuchni zapachem lasagne.
Na rękach miała kuchenne rękawice.
Kocie oczy, figlarne, dominujące spojrzenie.
Poruszała serce. I nie tylko.
- Hej, Bellissima.
- Ciężki dzień? – jej uśmiech stał się na ten krótki moment łagodny i wyrozumiały, uświadamiając mu, że ponad wszystko inne to za oparcie i rozumienie się bez słów tak bardzo ją wielbił.
Nawet jeśli przed kumplami, a często nawet i samym sobą, nie umiał się do tego przyznać.
- Kiepski.
Rękawica łagodnie zsunęła się z jej dłoni.
- Ogólnie rzecz ujmując, spuszczono mi łomot.
Druga z rękawic miękko pacnęła o podłogę.
- … jeśli mam zaś być całkowicie szczery, to był to absolutnie fatalny dzień. – uśmiechnął się szelmowsko.
Po prawdzie, nie kłamał.
- Ojoj – cmoknęła – W takim razie…
Pociągnęła za kokardę szlafroka.
Z chłopięcą, bezczelną fascynacją patrzył, jak materiał łagodnie spływa po jej ramionach.
Niedbałym ruchem dłoni poprawiła gorset na piersiach.
- … w takim razie, Mateuszu, zaczniemy od deseru.