Współautorem  "Pilota" jest Duc748,  fan wyścigów i Porsche przede wszystkim, który zechciał podzielić się swoimi "namiętnościami" związanymi z niesamowitą marką - główną bohaterką "Test Drive Limited".
Opowiadanie, które za chwilę przeczytacie, nie jest ani początkiem "TDL", ani też nie zdradza prawie żadnych szczegółów fabularnych z "Test Drive Limited" związanych.
Ma ono na celu "wprowadzić" Was, drodzy czytelnicy, w klimat tej nowej opowieści. Oddać emocje, "ducha marki" Porsche, a przede wszystkim - ukazać środowisko, w którym toczyć się będzie akcja Projektu "TDL". Świat profesjonalnych kierowców, wyścigów torowych - świat Porsche. Świat Kierowców Testowych, w który już niebawem - w ramach "Test Drive Limited" - spróbuję Was zanurzyć.
Czuję jednak, że po ogromnie wysoko postawionej przez Duc'a poprzeczce będzie mi naprawdę ciężko choć zbliżyć się do jego stylu, dynamizmu opisu i realizmu. Wszak - kto odda lepiej to środowisko, niż człowiek, który markę tą zna - i poznaje na własnej skórze - od lat?
A teraz... zapraszam do czytania.

0. "Pilot"

W życiu, o tym, kim zostajemy, często decyduje przypadek…

Pytasz mnie o to, jak wyglądać mogła jego ścieżka do posady Test Drivera w Porsche?
Może więc na zwiastun... czym on w tych górskich jeździł? Czego doświadczył, kim był…?
Bez znaczenia, tak? Młody, 19-letni chłopak, zdolny kierowca z Podbeskidzia? Moja własna wizja?
OK. Jak powiedziałem, często o wszystkim decyduje przypadek…




Kiedy ojciec po raz kolejny spojrzał na mnie z nadzieją, wypowiadając święte słowa „Jedziemy na Ring?”, nie zapałałem entuzjazmem. Nie wiedziałem wtedy, że ta jednodniowa, niepozorna wizyta stanie się początkiem czegoś wielkiego. Sierpniowy wyjazd nie leżał mi wcale. Zawalona sesja, ciągnący się w nieskończoność projekt, i jeszcze ... ten przeklęty wyjazd.
Gdzieś tam w głębi serca liczyłem, ze może pojedzie z matką, a ja będę mógł w spokoju ponadrabiać zaległości. I w końcu odpocząć.

Do końca sezonu zostały mi dwa podjazdy, Sopot i Załuż. Po trzech eliminacjach znajdowałem się na trzecim miejscu. Niewielka strata do Kozury i... przepaść do Peca. Nie sposób chyba pobić go w górach. Tam, gdzie ja nadrabiam odwagą, on po prostu wie. Z niecierpliwością wypatrywałem paczki z Anglii – maska i klapa to prawie 20 kg różnicy. Jurek zdjął głowicę i szuka jeszcze kilku koni. Zaczynam przekonywać się do diagonalnych Avonów – może nie zachwycają stabilnością na prostej, ale przyczepność w zakręcie nie do pobicia. Wszystko to ma szansę zagrać. Przyszły tydzień to składanie auta, na sobotę mam umówioną hamownie, by się podstroić. Mam 3 banki ETS’a... szybko zestroić i .. musi wystarczyć. Mam nadzieje, że w tym zestawie to ze 150 niutów więcej...

„Mateusz, to pojedziesz ze mną?”
Znowu zaczyna.

A miałem taki nieskomplikowany plan. Sopot. Tam prosto do chłopaków na Mazuty, jakieś 10 dni z dala od tego wszystkiego. Potem nauka ze świeża głową i ogarniecie końcówki sezonu…

- Dobrze! Jadę! Ale co tam znowu? – zapytałem z rezygnacją.

Wiem, co oznaczają wyjazdy z ojcem. Z tego, co słyszałem, silnik i skrzynia już wsadzone. Ojciec uparł się na wymianę foteli na ten wyjazd, plus montaż szelek.
Ten jego 911 SC coraz mniej ma wspólnego z samochodem do kościoła. Kiedy go kupował trzy lata temu, wóz był seryjnym Porsche 911 SC z przyzwoitym, trzylitrowym silnikiem. Na szczęście europejski, a nie ten kabriolet ze Stanów, który oglądaliśmy wcześniej. 204 konie a nie 188 robiło pewną różnicę. Myślałem, ze będzie go mył raz na tydzień. „Grand Prix White” pozostanie bez zmian, i z Mamą do kościoła na piąteczce. Jakoś nie skojarzyłem faktów, gdy kiedyś zapytał mnie: „Mateusz a gdzie w internecie się homologacje znajduje?”. No tak, na jego biurku zawsze stało czerwone 911 w liberii Berga. Mi zawsze bardziej podobał się w malowaniu Rothmansa, ale to mój wybór. I tak przez te kilka lat piękny kaczorek przepotwarzał się w coś coraz bardziej przypominające rajdówkę. Uparł się, że Ronale a nie Fuchsy, znalazł gdzieś „elektrownie” na maskę, i weź z nim gadaj.
Wiedziałem , ze zgoda na wyjazd z nim to kolejne 2 dni w garażu. OK., dam radę. Wrzucimy moje stare Sparco. Pasy jego. Coś będę musiał pomyśleć nad sankami, ale czego się nie robi dla Ojca. Do startu jestem praktycznie przygotowany, i tak będę siedział w garażu patrząc, jak Jurek składa motor.

- Tato, ale… po co jedziemy na ten Nurburgring? Przecież jeździsz tam co roku?
- Jak to, nie wiesz? – zawiesił teatralnie głos – Szkolenie na klasycznych „jedenastkach” przy udziale samego Waltera!

No tak, Walter Rohrl. Mogłem się domyśleć. Ojciec miał fioła na jego punkcie...
Hmm… z drugiej strony… to mogło być ciekawe...


Nie spałem za długo. O 14 mieliśmy wyjechać z Warszawy. Przespać się gdzieś za Zgorzelcem, i być koło 16 na odprawie, na Nurburgringu.
Co do GSMP… niestety, pierwsze DNF w tym sezonie. Wszystko szło dobrze.
Może nawet za dobrze.
Wiedziałem, że ten Avon nieźle się klei, ale… żeby aż tak?
Ukręcona półoś już na starcie. Spadam w klasyfikacji na piąte miejsce.
Trudno, widocznie tak miało być.

Przy moim ojcu nie sposób nie być na Nurburgrigu. Raz, gdy byłem mniejszy, jechałem jako pasażer. Inny raz pojeździłem, resztę dograłem sobie na „Play Station”. Jak dla mnie za długi, poza tym za słaby asfalt, nie dający możliwości pojechania, a co najwyżej przetoczenia się. Przecież trzeba uważać, by potem móc jakoś wrócić...

Ojciec pędził jak szalony, zameldowaliśmy się w hotelu Dorint już o 14.
Recepcja, odbiór dokumentów. Mamy numer jeden… hm, właściwie to dwa, bo numer 0 odebrał przed nami... Walter Rohrl.
Legenda.
Tak samo wysoki i zasuszony, jak na zdjęciach. Chyba nawet pierwszy zagadał do ojca, „skąd jesteście” i... co tu robi „diese kleine Junge”! Kto z Was jeździ, a kto na prawym?
Potrzebuje pilota na objazd toru!
Ojciec uśmiechnął się:
– Wsiadaj, Mateusz, to jedyna szansa...

Białe 911 SC – prawie takie, jak Ojca. Na szybie biała blenda Porsche. Same nazwiska, Röhrl i Geistdörfer. Tym autem jechali w San Remo, w 1981.
Prowadzili praktycznie cały rajd, by ukręcić.. półoś, bodaj na ostatnim OS.
- Znasz Ring? – pada pytanie.

Co miałem odpowiedzieć? Że jeździłem tu w „Gran Turismo”?

Ścigasz się trochę?

Krótka opowieść o kartingu i górskich. Chwilę później…
...Walter siada na prawym.
- Jedź, junge!

Zawróciłem pod hotel. Pojechałem przez Nürburg. Sto metrów za hotelem od razu w lewo. Kierowałem się jak zwykle pod szlaban . Dawaj tędy, krzyknął Walter. Przejeżdżam przez bramę , tyły boksów…
I znajduję w legendarnym boxie z lat 70.
Wtedy, gdy na tym torze organizowano jeszcze wyścigi F1.

- Pozapinajmy się trochę. I zróbmy jedno okrążenie, by sprawdzić tor…? Jesteś gotowy? Znasz tor?
Pyta po raz drugi!

- Jasne !

- Każdy tak mówi… - kiwa z respektem głową.

W samochodzie z 80 roku najnowsze, homologowane Spraco. I nowe pasy. Te kilkaset metrów nie powaliło mnie. Zwykła 911 z dosyć ciężkim sprzęgłem, tymi archaicznymi pedałami I ciężko chodząca dźwignia zmiany biegów.
915 nigdy nie była moją ulubioną skrzynią.

Nie mam zamiaru się popisywać. Wyjeżdżam z boksu, idę lewy w dół, na niedokręconej trójce. Wciskam pedał gazu. To nie jest samochód ojca. Wyskakuje do przodu jak z procy. 1000 kg wagi, z tego, co pamiętam około 300 “peeso”, no i ten stan. Przecież to nowy samochód, przygotowany przez dział sportu Porsche… dla samego Waltera. Z tyłu 11 calowe Fuchsy, i z tego, co spojrzałem, jakiś slick, lekko nacięty. Dojeżdżam do Hatzenbach. Silnik na trąbkach brzmi niesamowicie. Dokręcam go do 8000 obrotów. Bardzo krótkie przełożenia. Podpinam czwórkę, i przechodzę sekwencje prawy / lewy. Idealnie ustawione pedały pomagają mi przegazować go przy wejściu w lewy. Tą sekwencje znam na pamięć. Prawy, lewy, lekko tnę po betonkach, i już jestem na Hocheichem. Opony łapią temperaturę. Przy tych niewielkich prędkościach trzymają bardzo dobrze. Schodzę w lewo, w dół, i zapinam cztery. Silnik dokręcam do 8500 . Kurcze, on nie ma odcinki, muszę uważać!
Przed mostkiem jestem na chwilę na pięć. Podchodzę pod Flugplatz. Jak tu było? Chyba mogę zahamować po... Przeciążenie wciska mnie w fotel. Drążki skrętne reagują śmiesznie na takie przeciążenie. To nie jest wielowahaczowe zawieszenie. Składam się w pierwszą część na czwórce. Jestem w połowie zakrętu, idę na drugi betonek. Przekładam się w lewo, i spadam tym najdłuższym fragmentem w dół.
Walter siedzi, jakby go nie było…
Dokręcam piątkę, praktycznie pod 9000 obrotów . Jak nic nie mówi, to chyba mogę.
Licznik pokazuje prawie 250 . I tak szybko, jak na rajdówkę. Muszę pamiętać o dobrym ustawieniu przed Aremberg. Tu nie mogę ciąć betonków. Schodzę w dół, do Fuchsrörhe. Mam wykręconą piątkę. Przyhamowuje lekko lewą nogą, trzymając wciąż gaz do końca – przecież ten samochód ma rajdowe zawieszenie!

Utrzymuję tempo aż do Metzgesfeld. Zmiana asfaltu. Lekki uślizg na śliskim, ale łapię je z powrotem na nowej części. Rozgrzany slick przyjął to z niemą akceptacją.
Przed Kallenhard w końcu mój gospodarz przemówił.

- Zostań długo na zewnętrznej. Powiem kiedy.

TERAZ!
Złożyłem się, mając przed oczyma barierę. Ale rzeczywiście, w ten sposób zakręt otworzył się nagle. Jadę jak w transie. Wehrseifen, Breidscheid mijają jak zaczarowane. Nie mogę się nasłuchać pracy tego silnika. Piękny, gardłowy głos na górze, i te zbieranie się z dołu. Krótkie przełożenie i niska masa. Przeciążenie wbija mnie w fotel na ExMuhle… przeszedłem ten zakręt czwórką! Jak to w ogóle możliwe?! Silnik wyciąga nas z mozołem z 4000 obrotów. Teraz juz nie ma sensu redukować. Ta część wzbudza we mnie zawsze respekt.
Tu palił się Lauda.
Zostaję długo na prawym, i tnę bez odjęcia, napadając na Bergwerk. Typowy późny zacisk. Za nim pasaż. Wbijam cztery, i na nim zostaje. Szybki Kesselchen w lewo.
Chyba nawet w fabrycznym Porsche nie przyjmie się w tej części piątka. W tej części wolę zostać bardziej na środku. Wiem, że w sumie same lewe i lekki prawy, ale jakoś… czuję się bezpieczniej.
Wyzwaniem będzie Klostertal. Jaki on był, myślę… bez odjęcia, czy.. przyhamować. Lekko dohamowuję lewą nogą. Mocne hamowanie przed Steilstrecke. Trzy i dojeżdzam do karuzeli. Nigdy nie robiła na mnie wrażenia. Pierwszy po karuzeli szybki – powtarzam jak mantrę. Potem Hoche Acht, i seria Wipperman. Tu przydają się rajdowe zawieszenia. Tnę dosyć głęboko. Ciasno wychodzę pod górę. Poniosło mnie tutaj kiedyś. Esbach to otwierający się w dół lewy. Potem mój ulubiony Brünnchen, i już jestem na Eiskurve. Ciasno, by mieć dobre zejście do Pflangarten. Przechodzę prawy, i Walterowi udzielają się moje emocje.
Gaz, Gaz! Prawie krzyczy. Nie trzeba mnie przekonywać.
Wcześnie zapinam piątkę, i schodzę w dół. Seria lewy prawy prawy lewy jest moja. Może za bardzo wychodzę na betonki, ale nie ma to znaczenia. Schwalbenschwanz, Galgenkopf, słynna tabliczka 186 i … jestem na prostej startowej.
Nie poszaleję z tym przełożeniem.
Stefan Bellof miał tutaj w 965 prawie 340 km/h. Jak on mógł przejechać ten tor w 1983 roku w 6:25, a na czasówce jeszcze 14 sek szybciej? Przecież to średnia 200 km/h!
Rzadka okazja popatrzeć na zamek Nürburg z tej perspektywy.
Mostek. Antoniusbuche. Najniższy punkt tutaj przy 250 robi wrażenie. Mam uczucie, jakby blok silnika miał zaraz szorować o ziemie, krzesząc iskry. Lekkie hamowanie przed Tiergarten I ta bariera przed Hohenrain. Koniec zabawy. Zapinam trzy, i wtaczam się na prostą startowa. Zjazd do boksu.

Rozpinam się, i wychodzę za milczącym Walterem z samochodu. Kaski na dachu.
- Co myślisz o samochodzie? – pyta.
- Za wysokie zawieszenie jak na te warunki. Może zwiększyłbym pochylenie tylnych kół. Miałem wrażenie, że opona za bardzo pracuje rantem. Czuły na kierownice. Stabilny na hamowaniach.
- Balans hamulców?
- Chyba raz miałem wrażenie przed Arembergiem, że może trochę za dużo na przód, ale tam jest z górki.. więc chyba OK…
- Musimy pogadać…. Czy te Twoje “góry” to tak na serio?


I tak gadamy od pięciu lat. Nawet przekonał mnie, że w białym kombinezonie wygląda się dobrze. Fakt.. jak na każdej imprezie, mam swojego inżyniera, i co najmniej pięciu chłopców do pomocy, to można mieć biały kombinezon.
Walter nie zaraził mnie jednak chęcią posiadania ciągnika, mimo ze wykonało je Porsche.
Ale zawsze jest dobrym kompanem do omawiania spraw technicznych.

Przez te ostanie pięć lat co najmniej 4 razy do roku jestem na Nordschleife.
Moje czasy są dalekie od czasów 956.
Nie otrzymuję za jazdę trofeów.
Półki nie uginają się od ilości pucharów.
Nie pijam szampana, ale…
Jadę nową, Cupową GT3 wcześniej, niż WY widzicie ją na zdjęciach.
Jestem na każdym wyścigu LeMans, mimo że nie widzicie mnie za kierownicą.
Do mnie przychodzą kierowcy się radzić.
Na oficjalnych treningach przed Porsche Cupem ustanowiłem najlepszy czas na Monte Carlo. Dziś mam testować nową aerodynamikę oraz inne ustawienie pochylenia silnika. Z 1.7 stopnia do 2.5, dla zwiększenia efektu Venturiego.
Poprawiłem niemiecki.

MY NAME IS MATEUSZ UND ICH BIN PORSCHE TEST FAHRER…



Czy tak wyobrażam sobie kierowcę testowego Porsche?
Będę szczery, Szymonie. Nie tak.
„Więc jak”, pytasz?




Jest taka świetna scena z Kevinem Costnerem w filmie „Patrol”, gdy wstaje rano, siada na łóżku, przeciąga ręka po twarzy, kolejny dzień... 50 pompek, jakieś tabletki, przegląd zmarszczek w lustrze...
Podobno Anthony Hopkins uwielbia swoją „Prawdziwą Historie” – opowieść o człowieku, który bije rekord prędkości na starym Indianie...
Podobna historia. Poranek i przeciągniecie się 50 latka... Zbliżenie na przeoraną zmarszczkami twarz

Powinien być nie zrealizowanym kierowcą wyścigowym. Mieć około 40 lat. Wiele lat w kartingu, flirt z wyścigami i .. wielkie rozczarowanie.
Przez 10 lat nie oglądał w ogóle wyścigów F1
Gdyby mu się udało ... Kubica, i nie było by o czym pisać
Jedna z wizyt na ‘Ringu zaowocowała przypadkową znajomością z rówieśnikiem. Hotel Tiergarten rodziny Schmitz (mama Sabiny), jakaś kolacja i wino. Podsumowanie dnia na ‘Ringu i "torowa" znajomość, która po pewnym czasie przerodzi się w propozycję " Patryk, do you wanna be a test driver in Porsche?"

Kurcze… piszę chyba o sobie.

W sumie tak też było z Senną – po roku w Formule Ford powrót do Brazylii, do ojca, rozwód. Rok w ogóle bez wyścigów, i...



Nie. To ma być Twoja historia.
Nie opowiem Ci więcej, jak go widzę.
Mogę ci za to opowiedzieć o Porsche.
„O sobie i o Porsche”, powiadasz?
Naprawdę chcesz wiedzieć, jak to było ze mną? Jak pokochałem tą markę?
Dobrze więc… przywołujesz wspomnienia…


Ten pojedynek… odbył się kiedyś na prawdę

Zimny, kwietniowy poranek na torze Donington. Samoloty leniwie startowały z lotniska Midlands, a ja nie wiedziałem, czy ten samolot przy Old Hairpin to Spitfire czy Hurricane.

Formuła Renault Sport, 2 litry 8 zaworów, około 150 KM. Podwozie Swift już na pierwszy rzut oka odróżniało się od najlepszego VanDiemen. Dłuższe jakieś, wyższe. Podobnie zachowywało się na torze... przeciętnie. Na szczęście łagodne łuki Donington nie sprawiały mu zbyt wielkiego kłopotu. Pierwsza poranna sesja. Otwarty trening dla „single seater” i samochodów turystycznych. Pełny paddock.
Wyjazd z Redgate i w dół, w stronę Hollywood. W pewnym momencie przelatuje koło mnie żółte 993 GT2. Potężna siła turbosprężarki rozpędza go niesamowicie. Schodzi w dół, on musi hamować ja nie... Niesamowite wrażenie: siedzieć na wysokości tylnego zderzaka. Tuż przed Old Hairpin dochodzę go. Hamuję, ryzykując bardzo na nierozgrzanych do końca oponach... w tym momencie, konsternacja... dwie długie marchewy ognia tryskają z jego wydechów.
Boże .. on do mnie strzela !

Sentyment do 993 pozostał do dziś.... nie jest to GT2, ale po flircie z 450 konnym 996 GT2 w Poznaniu pozostaję fanem silnika wolnossącego, o przewidywalnej charakterystyce...


Poznań, 20 lat później...
Pierwszy w sezonie meeting Porsche. Nowe zawieszenie PSS10. Zestrojone na twardość 9. Stabilizatory ustawione wciąż jeszcze z rezerwą. Napadam na małą patelnie w Poznaniu. Dokręcam trójkę do odcinki przed górką. Zaraz za nią ostre hamowanie, i zejście do dwójki. Mocne cięcie po betonkach. Za moimi plecami pojawia się Cichy w swoim 944 S2. Lżejszy o dobre 150 kg. Flagowy pokazuje mi niebieską flagę... „Nie tym razem kolego”. Jak najszybciej przechodzę na prawy, by miec prosta linię do prawego przed wałem. Zapinam trzy. Wielowahaczowe zawieszenie w 993 jest w swoim żywiole. Długie zakręty, cała masa samochodu, silnik jakby chciał wgnieść oponę w asfalt. Twardy semislick Kumho trzyma świetnie. Lewy – prawy – lekkie puszczenie gazu jedynie i w tym samym czasie pociągnięcie w prawo. Wchodzę na prostą kartingową po mocnym cięciu zakrętu. W Formule C, w kartingu tu się nie zwalniało...
Cichy zaczyna zostawać z tylu. Nie patrzę na niego, zapinam czwórkę i pakuję się w lekki prawy – tu nie hamuję wcale...nie mam czasu, by spojrzeć w lusterko, przepinam na trzy i tnę tak głęboko jak mogę zakręt pod Dębami. To tutaj Badziak wypakował w Superbikach... Krótka prosta, spojrzenie w lusterko.. po raz kolejny genialna koncepcja 993 wygrała. 15 letni samochód ze współczesnym zawieszeniem A jak by to było na miękkim slicku...

.... opóźniony lot do Wiednia. Dwie godziny w samochodzie. Błądzenie w poszukiwaniu hotelu. W końcu widzę, to tu. Wchodzę, chyba kuchennym wejściem. Jedno marzenie. Spać.
Wstaję o 6 rano. Wychodzę na spacer by się dotlenić i ... przecieram oczy ze zdumienia. Parking zapełniony jest 911, model 964. Czarne, czerwone, zółte. RS i Carrera 4. Banan nie schodzi mi z twarzy... Mój trening na Zeltweg, u Waltera Lechnera łączy się z treningami do porsche Cup i Formuły 3. Robię pamiątkowe zdjęcie. Nie ostatnie podczas tego pobytu. Pierwszy raz w swoim życiu wsiadam do 911 model 964. Wersja jubileuszowa, czarna i bardzo szeroka. Mam 22 lata, czerwoną kurtkę Marlboro na sobie. Dojazd do toru po polnej drodze. Tu nic nie skrzypi... jak to możliwe.
Inny kadr. Biały bolid Formuły 3 i nazwisko Alexander Wurz.... Dziś wiem kto to...




- Guys, you are flying very high !
Opieramy się dumnie o nasze GT3. Dwoje Włochów wdaje się z nami w rozmowę na stacji benzynowej przy torze Nurburgring. Szybkie frytki po porannej sesji.
Śmieję się do Maćka, że chyba tutaj sprzedają najwięcej 100+. Pomarańczowe 997 GT3 RS wjeżdża na stację ze zgrzytem karbonowej dolnej lotki.
Śmieję się do Włochów, że mam nadzieję, iż nie przeczytają o nas jutro w gazecie jak się zabiliśmy. ...
ContinentalConti nie jest najbardziej sportową oponą na świecie. Powrót na tor. Lekka mżawka, przejeżdżam dwa okrążenia. Nie mogę się przyzwyczaić, że to GT3 kręci się tysiąc obrotów wyżej, niż moje. Stalowe synchronizatory, dźwignia zmiany biegów przez linki, to nawet w serii genialny samochód. Seria MkI z 360 KM nie grzeszy mocą, ale na ‘Ringu nie chodzi o moc.
Maciek zapina szerokie, 3 calowe szelki. Deszcz rozpadał się na dobre w depo. Może dalej będzie lepiej. Przejeżdżamy przez szlaban. Zjazd w dół, przejazd pod mostkiem, normalnie nacisnąłbym stoper, ale nie dziś... Maciek odważnie atakuje Tiergarten. Zejście w dół po starej prostej startowej to pokaz driftu. Ale co to dla niego. Lekki uślizg na Hatzenbach i wolna sekcja przed Hocheichen. Zejście w dół. Respekt na Flugplatz, jak zawsze na dwa razy.. minąć pierwszy betonek, przyciąć drugi i .. gaz gaz gaz. Tu po suchym jest ponad 250 km.h w seryjnym samochodzie. Stefan Bellof w 962 miał ponad 300. Opowiadam Maćkowi o Rossim, że jest mistrzem wody, bo doskonale wie, kiedy przyspieszyć, jak wykorzystać przesychający tor. Aremberg bez szału. Napadamy w dół na Fuchrohe. Tu warto przebijac biegi wcześniej, zjazd w dół, ważniejsza idealna linia niż dokręcenie silnika do czerwonej kreski. Maciek przechodzi Fuchrohe bardzo ciasno. Metzgesfeld, zamykający sie Kalenhard. Jakby suszej.... nic nie zapowiada tego co za chwilę, zaraz się stanie... Nie wiadomo jak długi lewy, krótka prosta Maciek przyśpiesza z trójki. Głośny , gardłowy dźwięk tego 3.6 litrowego silnika. Od 3000 obrotów przyśpiesza płynnie.
Sam nie wiem kiedy się to się stało
Wehrseifen przed nami. Najpierw prawy, potem lewa patelnia ale tam...
… tam już nie dojedziemy.
Złowieszczy terkot ABS, samochód wystawia się bokiem. Maciek bez problemu kontroluje pierwszy poślizg. Zabrakło metra, walimy lewym błotnikiem w metalową bandę. Samochód przelatuje nad nawrotem. Walimy moją stroną w bandę. Szum tłuczonych szyb. Raz, dwa liczę skulony w fotelu…
Stajemy.
W porządku – tak nic mi nie jest....
Godzinę później piję chyba pierwsze swoje piwo na Nurburgringu. Już wcześniej zwracałem uwagę, że w tym barze lepiej mówić płynnie po niemiecku, bo inaczej Cię nie obsłużą... Wielki barman wychodzi zza baru. Niedługo zamkną... wtedy słyszę... „Hanka a podłogę juz myłaś... ?”
Starego baru już nie ma. Pan okazał się miłym polakiem, prowadzącym bar od wielu lat na ‘Ringu. Pomógł nam wrócić do hotelu... jutro pociąg do Bonn...



Pomysły na fabułę?
Chcesz wiedzieć, jak ja to widzę? Co fascynuje mnie osobiście…?
Jak przedstawić tam historię marki?
Najlepiej przez coś, co przemówi również do młodszych.
Coś, co mają prawo znać. Niech czują, że bohater… bohater jest jednym z nich.
Jak choćby…




... kiedy dostałem pod choinkę „Need for Speed: Porsche Unleashed”, nie podskoczyłem z radosci. No fajnie.. nowa gra, ale... same Porsche?
Jednak od początku wiedziałem, że jest w niej coś wspaniałego. Widziałem ojca , który wieczorami, gdy ja juz spałem, siadał przed komputerem.
Raptem stało się jasne, czemu zawsze dostawałem od Niego jako zabawki Porsche.
Z czasem przekonywałem się do tej gry. Fajna grafika, dużo modeli, ta piękna praca silnika i… samochody z internetu. To było coś. Pamiętam, jak udało mi się zdobyć czerwone 959. 450KM, te dziwaczne przetłoczenia na bokach… ten samochód był jakiś szerszy niż dłuższy. Czemu mój ojciec trzymał „Auto Technike Motoryzacyjna” – starą, wyblakła gazetę z lat osiemdziesiątych? Czy to była jakaś relikwia? Samochód prowadził się w grze rewelacyjnie. Lekko wypłużał przodem, świetnie przyśpieszał, i ten glos silnika... Prosta tablica wskaźników. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie fascynował, ale… cóż, miałem 9 lat, i była to tylko gra...

Dzisiejsza prezentacja dla specjalnych gości nie miała trwać długo. Jacyś szejkowie, zasłużeni dla Porsche… Mamy być mili, uśmiechnięci, przejechać kilka okrążeń tak, by się bali... to akurat nie jest trudne...
Tor testowy w Lipsku, który znam doskonale. W nowej GT3 schodzę tu ponizej minuty 42 sekund...
Jednak dziś... przy wejściu do garażu, łzy zakręciły mi się w oczach. Miałem ten dzień pamiętać długo. Ohh tato, gdybyś mógł tu być...
Peter patrzy na mnie z uśmiechem. Uwielbiam jego poczucie humoru, mimo ze ma ponad 60 lat chyba najlepiej rozumie moje uwagi co do zawieszenia i ustawienia amortyzatorów. Dziś wyglądał jakoś młodziej. Uśmiechnięty, mniejsza rezerwa.
"Come, Rafal, I will show you my favourite kids"
Czerwone 959 w wersji sport, bez prawego lusterka. Białe 961 z numerem 180, z lat 1986 i 87, prosto z LeMans, i rajdowy potwor w liberii Rothmans.
Jej wysokość 959 prowadzona przez Metge-Lemoyne.
Dziś poznałem je wszystkie...

Pytałeś mnie o Porsche. Ale nie da się mówić o Porsche, bez mówienia o miejscach.
Bez mówienia o torach. Bez mówienia o doświadczeniach.
Bez mówienia o targających nami emocjach.
Mam nadzieję, że Ci pomogłem, Szymonie.
Ta marka zasługuje na dobrą opowieść.