Akcja Odcinka dzieli się tak naprawdę na trzy czasookresy – Przeszłość (noc ukazana w Odcinku Jedenastym Sezonu Trzeciego), Teraźniejszość (właściwy czas akcji tego Odcinka – noc przed „Wielkimi Wyścigami”) i Przyszłość (noc „Wielkich Wyścigów”).

 


OS. „Trzy Historie”

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Pokiwał ze zrozumieniem głową. Teraz już, miał pewność:
- Więc jednak jesteśmy identyczni. Myślimy, czujemy i rozumujemy… w ten sam sposób...
Dźwięk SMS’a, dobiegający z kieszeni marynarki, zmusił go do sięgnięcia po telefon. Spojrzał na wyświetlacz swojego HTC HD2, i zamarł na krótki moment.
„Dotarło do mnie, co chcecie zrobić... Konradzie, zaklinam Cię, przerwij to szaleństwo. Niezależnie od wyniku, nie będę z Tobą. Są dary, które wymagają odwzajemnienia ich czymś… równie wielkim. Ja… nie potrafię. Sytuacja stała się zbyt skomplikowana, bym mogła to wyjaśnić, dlatego błagam Cię, wybacz… i odpuść. Zapomnij o mnie. To, co było między nami, było piękne, ale to też musi Ci… musi nam wystarczyć. Żegnaj.”
Przeciwnik mógł by przysiąc, że właścicielowi GTO zadrgała powieka.
Schował HTC do kieszeni, poprawił kołnierzyk koszuli, i stwierdził z dziwną lekkością w głosie, pomimo szalejącego serca:
- Czas zaczynać.
Rywal przytaknął:
- Czas zaczynać…
Noc była ciemna, cicha i zimna.
Historia toczyła się dalej…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Ostatnie zakręty.
Ostatni przejazd.
Przedostatnia noc.
Wóz leci bokiem, w ostrym prawym za „Patelnią”. Podsterowność, wynikająca z nagrzanych kilkunastoma poprzednimi przejazdami opon, zredukowana niewielką, precyzyjną kontrą, pedał gazu dociśnięty stopniowo do oporu w momencie, gdy przód znajduje się na idealnej linii wyjścia.
Czarny Nissan Skyline GT-R, generacja R32, zwany w motoryzacyjnym półświatku BNR32, wyszedł z zakrętu bez najmniejszego problemu, z prędkością, o jakiej większość bywalców tej trasy mogła tylko pomarzyć.
Czuł, jak dobrym kierowcą jest. Jak w ciągu niecałych dwóch lat z ostrożnego, rozważnego i racjonalizującego wszystko inteligenta zamienił się w szafującego życiem, zgorzkniałego ściganta…
Ściganta, który wierzy w przeznaczenie.
- Jutro zginę – pomyślał, praktycznie już bez żalu, godząc się z tą myślą – Nie ważne, czego bym nie uczynił, to nieuniknione, bo… bo przeznaczenie jest nieuniknione.
Nie wierzył w słowa Karoliny, którymi uraczyła go kilka dni temu, na tej jakże dziwnej imprezie:
„Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym z nich jesteś ty”.
Nie wierzył, że los można odmienić, że to od niego samego zależy, jak… jak to się skończy.
Nie było ucieczki. Gdyby istniało rozwiązanie, odkrył bym je w jednym z dziesiątek kontrolowanych snów, gdzie na wszelkie sposoby próbowałem uniknąć…
… bez skutku.
Przeznaczenie istnieje. A ja nie mam na nie najmniejszego wpływu…
Leciutki pisk opon, i błysk świateł w środkowym lusterku, pozwoliły mu wrócić na ziemię.
- O. – mruknął, obserwując niewielki, krwiście czerwony, sportowy wóz za sobą – Ciekawe…
Docisnął gaz, a generujący około 315 koni mechanicznych RB26DETT pod maską zamruczał rasowo. Ciężki, prawie półtoratonowy wóz bez większych problemów przyśpieszył, i z przyczepnością na wszystkich czterech, kontrolowanych przez system ATESSA-ETS kołach wszedł w lekki w lewo.
Przeciwnik zaskoczył go.
Samochodzik pokonał zakręt jak przyklejony do drogi, po idealnej linii, zbliżając się do niego na metr.
- Lotus Elise – bez problemu zidentyfikował, z czym ma do czynienia – Ostatnia generacja, niecałe 900 kilogramów masy, i…
Przydusił na moment hamulec, sprawiając, że przód GT-R’a zanurkował, po czym skręcił kierownicą, i dodając gazu wszedł w kontrolowany poślizg, w ostrym, 90’stopniowym w prawo.
Zmęczone, nagrzane opony wydały z siebie jęk oburzenia, a Mat poczuł, jak wóz wynosi ku zewnętrznej.
Docisnał gaz do oporu, wrzucając wyższy bieg, a Skyline odzyskał przyczepność, na zewnętrznym pasie.
- Niedobrze – syknął, obserwując, jak Elise przysiada tuż za jego tylnym zderzakiem, ale na wewnętrznej zakrętu. – Tamten kierowca wie, jak wykorzystywać zalety tej małej bestii… nawet go nie zniosło…
Nie miał jednak czasu na dalsze rozważania. Zakręt w momencie przechodził w ostry w lewo.
Perspektywa przejeżdżania go od wewnętrznej, przy tym stanie opon, nie wyglądała zbyt dobrze.
Zerknął w lusterko, upewniając się, czy aby na pewno nie zahaczy przeciwnika, po czym przeskoczył na zewnętrzną, i stamtąd odbił w kierunku środka prawie 90’ wirażu w lewo.
Skatowane ogumienie nie pozwoliło na wiele. Utrzymał się na zewnętrznej, z uznaniem spoglądając na atakującego Lotusa.
Autko sunęło z wielką prędkością, cały czas przyśpieszając, bez najmniejszych problemów wyprzedzając go po wewnętrznej.
- Nieźle – pomyślał, dociskając gaz do oporu, i wychodząc z wirażu zderzak w zderzak z Elise – Kimkolwiek jeste…
Rozpaczliwy dźwięk klaksonu, i rozbłyski świateł z naprzeciwka.
Osobówka, wspinająca się na Przełęcz, praktycznie zatrzymała się.
Od Lotusa, mknącego wprost na nią, dzieliło ją jednak niecałe 40 metrów.
- Hamuj – wymruczał Mat, zmieniając bieg, i nie przestając się rozpędzać – Nie wyprzedzisz…
Wizg kompresora, Elise wysuwa się o długość maski.
Dziesięć metrów.
- Elise SC, 220 koni, 1,8 litra 2ZZ-GE Toyoty ze sprężarką mechaniczną. – zdał sobie sprawę – Cztery sekundy do setki, to najmocniejsza wersja, ale… i tak, nie da rady…
Tylne koło Elise na wysokości jego maski.
Pięć metrów.
Klakson, klakson osobówki.
Trzy.
Zabije się!
Metr!
Lotus gwałtownie przeskoczył w prawo, wprost na niego.
- Zahaczy mnie!
Wdusił hamulec, a Skyline zanurkował, jednocześnie uciekając tyłem, co ledwie opanował kontrą.
Tył Lotusa śmignął mu przed maską, auto minęło się z osobówką o włos, by zaraz za nią przeskoczyć ponownie na przeciwny pas, przygotowując się do ostatniego zakrętu, ostrego wirażu w prawo.
- Prawdziwy geniusz gripu – zauważył, zmniejszając ponownie dystans, dzięki znacznie wyższej mocy – To małe, tylnionapędowe auto, to najlepszy MR, jaki istnieje, ba… prawdziwy killer na przełęczach…
Ale nie dam ci wygrać, kimkolwiek jesteś.
Zbyt długo jeżdżę, zbyt wiele pojedynków stoczyłem, i zbyt dobrze znam swojego GT-R’a, by dać się pokonać sprotowemu, gripującemu Lotusowi.
Przeskoczył również na zewnętrzną, siadając czerwonemu Elise na ogonie, i gotując się do wejścia w ostatni zakręt…
… driftem.
- Na wyjściu przerwę poślizg ATESSA’ą, wyjdę po wewnętrznej, i korzystając z wyższej mocy i utrzymanego w turbo ciśnieniu odzyskam prowadzenie. On, idąc gripem, na pewno nie będzie mógł mieć takiej prędkości, nawet sprężarka mechaniczna niewiele mu tu da. To niezbyt chwalebne, ale z drugiej strony, tego spotkania nie można nawet za bardzo nazwać pojedynkiem… w końcu, to tylko kilka ostatnich zakrętów…
Przycisnął hamulec, dociążając przód, i skręcił kierownicą, wprowadzając Sky’a w drift po wewnętrznej…
… i drugi raz tej nocy, dał się zaskoczyć.
Mały Lotus postawił się praktycznie bokiem, stykając nieomal przednim zderzakiem z barierką, i sunąc w synchronicznym drifcie tuż obok niego.
- Drift Midshipem – jęknął z zachwytu Mateusz, obserwując ślizgającego się o milimetry obok niego Elise – Idealny, niezwykle szybki drift, tak dobry, jak…
Spojrzał do kabiny, nawiązując kontakt wzrokowy z drugim kierowcą.
Uśmiechnął się lekko.
Wiedział już teraz, dlaczego styl, umiejętności i technika jazdy prowadzącego „Brytyjczyka” człowieka są tak znakomite.
I tak dziwnie znajome.
Zrozumiał, czemu przegrywa.
Czemu tak właściwie już przegrał.
Wyszli z zakrętu z ogromną prędkością.
Lotus zgrabnie, bez najmniejszych problemów przerwał drift, i wystrzelił przed siebie po prostej , na której wyznaczona była również linia mety.
Dodał gazu, kończąc swój drift, zgodnie z planem, na wewnętrznej, i bez żalu zerknął na oddalające się, niknące już w kolejnym zakręcie czerwone auto.
- Przegrałem. – uśmiechnął się, zdejmując nogę z gazu…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Nieśpiesznie sunął po osiedlowej drodze. Silnik Skyline’a pomrukiwał cicho na niskich obrotach, nie budząc śpiącego już od wielu godzin Osiedla Kubalonka, lekkich „psyknięć” opon podczas pokonywania progów zwalniających nie słyszały nawet czujne, drzemiące koty.
Nie czuł rozczarowania.
Przegrana z Lotusem, nawet nieoficjalna, w dość nierównych warunkach, na zakatowanych oponach, nie przeszkadzała mu.
Świadomość, że oto po jego śmierci na Przełęczy pozostaną inni, jeszcze lepsi kierowcy, napawała go… optymizmem.
Zwłaszcza kierowca tego Lotusa… porażka z nim nie była hańbą.
Była… właściwa.
Była… wyrównaniem dawnego rachunku?
Owszem, był pyszny. Ale czy też nie miał do tego prawa?
Zamontowane przez niego automatyczne, garażowe drzwi zaczęły się rozwierać z cichym jękiem metalu.
Oczekując na możliwość wjazdu, stwierdził nagle obecność na poboczu nieopodal czegoś, czego się nie spodziewał.
Powoli ruszył, i zaparkował obok aut rodziców.
Kilkanaście sekund pracy silnika, potrzebne turbosprężarkom na ostygnięcie, poświęcił na rozważania.
Stary, srebrny Nissan 200SX, S13.
Znajome 200SX.
Przekręcił kluczyk, a RB26DETT pod maską zamilkło.
Zapadła cisza, głęboka, i niczym nie zakłócana.
Zgasił światła, pociągnął za klamkę, i wysiadł z samochodu.
Ciemności nocy rozświetlała tylko uliczna latarnia, sączące się światło wpadało do garażu, igrając na czarnym lakierze Nissana.
- Dobry wieczór, Mateuszu… - cichy, niepewny głos.
Nigdy nie zapomniany głos.
Skierował się w kierunku wyjścia, naciskając jednocześnie przycisk na pilocie ze znaczkiem „GT-R” Cyknięcie zamków oznajmiło, że centralny zadziałał, jak należy.
- Czy… czy możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym rozmawiać. – odparł bez skrępowania, ani na moment nie zwalniając kroku.
- Robert… Robert zmodyfikował dość poważnie swój samochód, i… możesz mieć spore problemy, by z nim jutro zwyciężyć…
- To dobrze. – odparł tylko.
Nie zbita z tropu, dodała:
- On zainstalował potężny wtrysk podtlenku azotu, nitro. To…
Wzruszył ramionami, i przystanął przy drzwiach, bawiąc się pilotem służącym do ich zamykania.
W najbardziej niegrzeczny sposób, jaki tylko mógł sobie wyobrazić, dawał jej do zrozumienia, żeby się wynosiła.
Widziała to.
Nie mogła się jednak poddać. Spróbowała ostatni raz:
- Chce wszystkie siły rzucić na pierwszą cześć trasy, obfitujący w długie proste odcinek od Istebnej na Szczyt… zakończyć pojedynek, nim w ogóle dostaniecie się na właściwe Serpentyny… Robert doskonale wie, że nie ma tam z tobą szans, Mateuszu.
- Po co mi to mówisz? – zapytał zimnym, napastliwym tonem.
- Chcę, żebyś wygrał. – odparła szeptem.
Podniósł wzrok, i po raz pierwszy spojrzał na nią.
Trzeci raz tej nocy, dał się zaskoczyć.
Zawsze piękne, wielkie, zielone oczy, otaczały teraz fioletowe obwódki, których nie był w stanie ukryć nawet staranny makijaż.
Nawet jednak gdyby nie to, dojrzeć w nich można było… smutek.
- Masz, czego chciałaś – pomyślał w duchu, zdając sobie sprawę, co to oznacza, po czym odpowiedział:
- Przykro mi, Julio. Nawet gdybym chciał, zgodnie z twym życzeniem, wygrać ten wyścig, to nic z tego. Przegrana jest mi pisana, niezależnie od intencji i twych, szczerych czy nie, życzeń… jak sama widzisz, nie warto kontynuować tej rozmowy. Nie warto było przyjeżdżać.
Zareagowała odruchowo, nie kierując się w tym momencie żadnym planem.
Już nie.
- Przyjechałam, bo… chcę tylko, żebyś mi wybaczył… lub chociaż… żebyś zrozumiał. – cały czas szeptała, niepewnym, łamiącym się głosem.
Nie wytrzymał.
- Zraniłaś mnie tyle razy! – ryknął – Wyrwałaś mi serce, dając złudzenie miłości, a teraz… teraz oczekujesz, że ci wybaczę?! Że zrozumiem?
Zrobił krótką przerwę, nabierając powietrza, po czym dodał:
- Tu nie ma czego rozumieć, Julio. Jesteś zimną, złą suką, która poleciała na kolesia z lepszym autem, większymi muskułami, respektem na ulicy… i inteligencją półidioty. Wykorzystałaś mnie, by się do niego dostać, udawałaś tylko uczucie, bawiłaś się mną… bawiłaś moim uzależnieniem od ciebie, moją durną, naiwną miłością. Ale teraz… teraz, kiedy jestem u szczytu sławy, gdy mam w ręku wszystkie AS’y, gdy wszyscy myślą i wiedzą, że nieledwie jutro rozniosę ostatecznie w pył, twojego chłopaka… który to, nawiasem mówiąc, okazał się wreszcie taki, jaki jest naprawdę… zwykły, prosty przygłup, którego kilkakrotnie przewyższasz inteligencją, ale który traktuje cię tylko i wyłącznie jako obiekt seksualny…
Przerwał, spoglądając na nią. Milczała.
Kontynuował więc:
- Teraz, gdy bycie z nim nie daje ci już ani blichtru, ani rozpoznawalności, ani podziwu… ty masz czelność przychodzić do mnie, zdradzając sekret Roberta, i licząc że ja… ja ponownie, jak głupiec, pójdę za tobą w ogień?
Spojrzała mu prosto w oczy, smutno, i wyszeptała szczerze:
- Tak. Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś… właśnie tego pragnę.
Uśmiechnął się ponuro, i odwrócił w kierunku drzwi, naciskając przycisk ich zamykania.
Złapała go za rękę.
- Pozwól mi wytłumaczyć… - poprosiła cicho – Przynajmniej… spróbować.
- To nic nie zmieni – odparł zimno, lekko szarpiąc ręką, i próbując się uwolnić z jej uścisku.
Nie puściła.
- Błagam…
Spojrzał na nią, w milczeniu.
Miała wilgotne oczy.
I tak to nic nie zmieni. – uznał - Skoro tego właśnie pragnie… niech mówi.
Skinął lekko głową, w geście przyzwolenia.
Westchnęła głośno, po czym zaczęła, cicho, lecz pewnie:
- Nie kochałam cię, Mateuszu, trzy lata temu, jeszcze w Gimnazjum, gdy odrzuciłam twoje zaloty. Tak, przyznaję, nie kochałam cię również wtedy, gdy umawialiśmy się na tańce, spotkania… randki. Prawdą jest, że chciałam się dzięki nim znaleźć bliżej Roberta, i zależało mi tylko i wyłącznie na tym. Jednakże… - przerwała na chwilę – … Nie było to powodowane, jak powiedziałam ci tamtej nocy, na parkingu w centrum Wisły, zaletami Roberta, jego wyglądem, charakterem czy „fajnością”…
- Czym więc? – rzucił chłodno.
Westchnęła.
Dumę schowała do kieszeni już w momencie, gdy tutaj przyjechała.
To była noc szczerości:
- Zawsze czułam się niezauważona. Szufladkowana, jako inteligentna, zdolna i piękna panienka z dobrego domu. Uczennica elitarnej szkoły, ciepła i dobra dla wszystkich istotka. Pragnęłam zaś… rozgłosu. Poklasku wśród ludzi, rozpoznawalności… uwielbienia. Bycia w centrum uwagi, zmiany wizerunku „szarej myszki” na drapieżną, bezpruderyjną femme fatal.
To dlatego cię odrzuciłam. Odrzuciłam Mateusza, który przecież zmienił się po tym, jak kochał się we mnie w Gimnazjum… tak, widziałam to, stałeś się wtedy inteligentnym, spokojnym i racjonalnym facetem, ale tym samym jeszcze bardziej oddaliłeś się od tego, czego oczekiwałam. Nie mogłeś mi zapewnić spełnienia moich pragnień, sławy i rozgłosu, nie zapowiadałeś się bowiem nijak na… kogoś głośnego, sławnego i rozpoznawalnego. Uznałam, że właśnie nocne wyścigi, wasz męski świat touge może sprawić, że zostanę zauważona. Wytypowałam i wybrałam więc Roberta, człowieka o aparycji amanta, prostaczka, który jednak… w przeciwieństwie do ciebie, w tamtym czasie… był pewny siebie. Potrafił zrobił show swoją osobą, zbierać sławę „najlepiej zapowiadającego się kierowcy”. To z nim się związałam, ciebie odrzucając. Spisując na straty…
Milczał.
Nie mógł jednak powstrzymać się od lekkiego uśmieszku zimnej satysfakcji.
- Pomyliłam się jednak – kontynuowała wypowiedź, niezmiennie smutnym, szczerym tonem – Ty bowiem, w tym wielkim zrywie, gdy wyzwałeś i nieomal pokonałeś Roberta… ukazałeś swoje umiejętności. Swoją emocjonalną stronę. Już w trakcie wyścigu dopadły mnie wątpliwości, czy aby na pewno dobrze wybrałam… i tylko przypadek, uszkodzenie silnika, które odebrało ci zwycięstwo, sprawił, że już wtedy nie zostałam upokorzona. Gdy zaś wróciłeś na trasy, w zmodyfikowanym aucie, wiedziałam i czułam, że dokonałam błędnego wyboru. Wtedy jednak nie było już odwrotu. Wspomagałam więc Roberta wszelkimi sposobami, zapewniałam mu finansowanie, środki dopalające… tak, to ja wpędziłam go w nałóg amfetaminowy… ulepszenia samochodu… a przede wszystkim, karmiłam go myślą, że jest najlepszy, że nie ma i nie może być lepszego od niego. Wszystko to po to, abym to ja przy nim błyszczała, bym to ja była brylującą u boku najlepszego kierowcy, kobietą rozpoznawalną, kojarzoną z najlepszym, więc tym samym… najlepszą. Dlatego też tym mocniej nienawidziłam ciebie, gdyż w naturalny sposób, z każdym wyścigiem, byłeś coraz bliżej pokrzyżowania moich planów.
Zrobiła przerwę. Tego, co musiała teraz powiedzieć, wstydziła się nawet przed samą sobą.
On milczał.
- Wieść o twej śmierci powitałam z ulgą.
Nie zareagował.
Uśmiechnął się tylko, cynicznie.
- Nie było by już wtedy bowiem nikogo, kto mógłby… zagrozić moim planom. Ale ty wróciłeś do świata żywych, wróciłeś do wyścigów, stając się jeszcze lepszym, nie mając sobie równych, mi zaś… sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Robert rzeczywiście uwierzył, że jest najlepszym z najlepszych, że nikt nie może mu zagrozić czy go pokonać. Przestał traktować mnie jako partnerkę, osobę, bez której wsparcia do niczego by nie doszedł, a zaczął… tak, jak powiedziałeś… jak obiekt seksualny. Coś normalnie przynależne… jemu. Porażka z M3 nie wróciła go na ziemię, ba… wręcz nakręciła, rozeźliła i podburzyła przeciwko… wszystkim. Z początku myślałam, że to kwestia ciągłej jazdy na prochach, amfetaminowego ciągu… Jednak gdy uderzył mnie po przegranej z tajemniczym kierowcą z BMW M5… z mężczyzną, który upokorzył go za kierownicą jego starego Nissana… to rozwiało moją wizję. Nie byłam już więcej panią u boku Roberta, osobą, która nim kierowała, lecz… - głos się jej zawahał - … lecz jego prywatną dziwką, kobietą na własność i zawołanie. Taka sytuacja zaczęła powtarzać się coraz częściej, Robert groził mi i karał za wszystko… za powiedzenie czegoś, co w jego odczuciu było niewłaściwe, za zwątpienie, za brak czasu dla niego w każdym momencie dnia i nocy, za niechęć do robienia tego, na co zawsze miał ochotę…
Westchnęła.
Milczał.
- W końcu… kilka dni temu… pobił mnie do nieprzytomności i zgwałcił. Od tego czasu wiem i czuję, że muszę to skończyć. Nie mogę… i nie chcę być z nim. To ja sprawiłam, że on stał się takim… potworem. Ja to… wyzwoliłam… ale nie jestem już tego w stanie okiełznać.
Spojrzała na niego, pytająco.
Z nadzieją.
- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał zimno, nie wkładając w to pytanie żadnego uczucia…
… choć w głębi serca, pomimo wszystko, było mu jej… żal.
- Pragnę zostać twoją dziewczyną, Mateuszu. Pragnę być panią u twego boku.
Nie był zaskoczony. Od początku wiedział, że do tego właśnie zmierza.
Bez emocji, cynicznie zapytał:
- Kochasz mnie, Julio?
Był pewien, że usłyszy łgarstwo.
Ona zaś, spoglądając mu prosto w oczy, spokojnie odparła:
- Nie.
Zapadła cisza.
Tym razem, to on odezwał się pierwszy:
- A czy nie chodzi ci przypadkiem o zdobycie upragnionej sławy… rozgłosu… o coś, co zwie się… a! „Brylowanie jako dziewczyna najlepszego kierowcy”? – cedził swe retoryczne pytanie z ironią – O promieniowanie moją chwałą, o zdobywanie grubych pieniędzy na zakładach w moich wyścigach, za co „odwdzięczysz się” pomocą finansową, wskazówkami, robieniem za ozdobę mojej osoby, a przede wszystkim… pozbawionymi wszelkich uczuć czułościami, i fizycznymi przyjemnościami…?
Zbliżyła się do niego, zmniejszając dystans do jednego kroku. Poczuł jej delikatny, tak niegdyś uwielbiany zapach perfum. Spojrzała mu prosto w oczy, pewnie, tak, jak to zwykła robić, i zapytała:
- A czym różni się to od każdego innego związku, Mateuszu?
Zamilkł.
Nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
- Nie istnieje coś takiego, jak miłość. Wszystko sprowadza się do pożądania, do zaspokajania własnych potrzeb i pragnień. Do wykorzystywania partnera do osiągnięcia swych personalnych celów. Miłość to egoizm, Mateuszu. Zawsze.
Milczał.
Przytaknął.
Musiał przyznać jej rację.
Postąpiła jeszcze o krok, stykając się z nim. Perfum atakował zmysł powonienia, odbierając wszelką wolę walki.
- Pocałuj mnie, Mat. – wyszeptała.
Pragniesz tego.
Pragniesz.
Pragniesz?
Czuł bicie jej serca.
Spokojne.
Nie pobudzane żadnymi emocjami.
Żadnym… uczuciem.
- Żegnaj, Julio. – stwierdził krótko, odwracając się.
- Czego jeszcze oczekujesz? – usłyszał jej smutny, zrezygnowany głos – Czemu nie chcesz dać nam szansy? Skąd pewność, że miłość nie przyjdzie… skąd w ogóle potrzeba tego uczucia, czemu nie możemy być ze sobą… bez niego. Czemu… czemu nie pragniesz mnie, wszak… ponoć niegdyś… kochałeś?
- Niegdyś. – stwierdził, po czym dodał – Cała twoja wizyta, Julio, była… bezcelowa. Wisi nade mną fatum, przeznaczenie sprawi, że jutro, o tej porze, najpewniej będę martwy. Nie dochodzę już, czemu tak ma być. Czy miłość, jakakolwiek miłość, może mnie ocalić. To już bez znaczenia. Nic już nie ma znaczenia, Julio. Pogodziłem się z tym. Nie próbuj tego zmienić.
I dopiero w tym momencie zrozumiała, jakie błędy popełniła.
On nie tylko mógł zapewnić jej to, czego pragnęła, rozgłos, sławę i blichtr. On mógł również dać jej… stabilizację. Traktować tak, jak tego chciała, jak na to zasługiwała… jak równego sobie partnera.
Poczuła, że on jej… imponuje.
Że mogła by go… kochać.
Czymkolwiek była miłość.
Ale to już… stracone.
- Czemu tak sądzisz… czemu… czemu w ogóle wierzysz w przeznaczenie?!
Wyszedł z garażu. Poszła za nim.
- Wierzę w nie, gdyż cały czas… odczuwam jego istnienie. Los mnie ściga, Julio, pozbawiając wszystkiego, w co wierzę, czego pragnę, zwłaszcza zaś… co kocham.
Westchnęła głośno.
- Rzeczywiście, jesteś tak złą, zimną i grzeszną suką, jak on powiedział. – zdała sobie sprawę – Przecież to przez ciebie on nie jest…
Była mu winna chociaż tyle.
Wyjaśnienie.
Nie ważne, jak zareaguje.
- To ja wysłałam jej anonimowy list – zaczęła cichym, lecz pewnym głosem – To ja napisałam Alicji, że nie jesteś jej wierny, że spotykasz się z inną. Anonimowy list, zrobione przez jednego z moich znajomych, który przypadkiem tam był, zdjęcie twoje i tej ślicznotki z „Czerwonego Sztormu”, gdy nachylacie się ku sobie w kawiarni… wyrwane z kontekstu, tak naprawdę nic nie znaczące, ale spełniło zadanie, osiągnęło cel, którego wtedy pragnęłam… pozbawiło woli walki, wyzwania Roberta… Teraz już tego nie odmienię, żałuję… jestem godna potępienia. Ale… wiedz, Mateuszu, że przecież… to ja wywołałam tą sytuację, ja do tego wszystkiego doprowadziłam… nie przeznaczenie…
Sam zdziwił się, że potrafi w tej chwili milczeć, bez żadnych zewnętrznych oznak uczuć.
Że nie zaciska jej w tym momencie dłoni na szyi, nie skręca karku, nie zadaje cierpienia, które i tak choćby w ułamku nie wyrówna tego, które on zaznał.
Wewnętrznie, szalały w nim nieopisane wręcz emocje.
Nie rozumiał już… nic.
To, co mówiła, oznaczało jednocześnie, że główny powód jego wiary w fatum zostaje… podważony.
Rozumiał wreszcie, dlaczego Alicja zaczęła się spotykać z Konradem.
Ona myślała, że to MI nie zależy. Że to JA jej nie kocham…
… po raz kolejny, zabrakło nam prostych słów.
Prostej rozmowy.
Drzwi garażowe zamknęły się z lekkim zgrzytem, a on bez słowa pożegnania ruszył w kierunku swojego bloku.
- Nawet jeśli to zostało racjonalnie wyjaśnione… - pomyślał – To i tak… i tak muszę zginąć. Z proroczą wizją zgadza się zbyt wiele faktów, zbyt wiele szczegółów znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości… zresztą, wypróbowałem w tym kontrolowanym śnie wszelkie możliwości uniknięcia wypadku… żadna nie powiodła się. Z samego wyścigu zaś nie mogę już zrezygnować.
Ponownie poczuł jej dłoń, ujmującą jego rękę.
Była zimna.
- Wybacz mi.
- Wybaczam.
Obróciła go ku sobie, i kolejny już raz spojrzała prosto w oczy.
- Pocałuj mnie, Mateuszu. Zrób dla mnie… chociaż tyle. Jeden gest.
Nie zawahał się nawet.
- Żegnaj, Julio. – odparł, odwracając się i odchodząc.
- Mimo wszystko… wierzę w ciebie – usłyszał jeszcze jej szept, brzmiący tak niesamowicie w otaczającej ich ciszy. – Wierzę, że unikniesz wypadku, że pokonasz Roberta, dając mi tym samym siłę, by raz na zawsze z nim skończyć. Wierzę, że uda ci się wrócić do niej, do tej Alicji, którą tak kochasz… a której ja tak zazdroszczę… Będę tam jutro, na jednej z tych długich prostych, w pierwszej części trasy. Ja… ja naprawdę pragnę, żebyś zwyciężył. Żeby to, jak cię skrzywdziłam, to, ile zła wyrządziłam i wywołałam… wreszcie… przestało cię dotykać.
Nie odpowiedział nic.
Wiedział, że z jednej strony oznacza to, że spełnia się kolejny fragment śnionego przeznaczenia. Że nie będzie mógł odbić w kierunku widowni, bo… bo będzie tam ona.
Z drugiej strony, czuł wyraźnie, że jej uczucia są prawdziwe. Szczere.
Dla niego jednak, nie znaczyło to… nic.
Już nic.
- Nic do niej nie czuję – myślał, nie oglądając się za siebie – Nie czuł bym nawet, gdybym nie miał jutro zginąć. To już… skończone.
To wygasło… dawno temu.
To już… historia…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Ryk silnika, rozdzierający nocną ciszę.
Niewielki, długi zakręt, na którym widoczność wynosiła ledwie kilkanaście metrów.
Srebrny wóz po jego prawej, potężny, mknący „Japończyk”.
Zmiana biegu, moc przybywa, zaczyna się wysuwać przed przeciwnika.
Jeżeli to ma się stać, to…

Kierowca srebrnego auta zauważył ją pierwszy, zaraz po wyjściu z zakrętu.
Kilkadziesiąt metrów.
Za mało.
Kurczowo chwycił kierownicę.
Ale nie zwolnił.

- O – zdążył mruknąć, widząc ją.
Wdusił hamulec, rozpaczliwie szarpnął kierownicą.
Bez efektu.
Wóz z pełnym impetem wbił się pod ciężarówkę.
Gniotące się blachy.
Eksplozja poduszki powietrznej.
Potężna siła, miażdżąca całe ciało.
Przeżywał to już kiedyś…

Z czarnego, sportowego samochodu, niewiele zostało.
W panice podbiegł do wraku. Serce łomotało mu jak oszalałe.
Kierowcy… nie było.
Odwrócił się w przeciwnym kierunku, i zamarł.
Szybko jednak opamiętał się, i na chwiejnych nogach podszedł do opartego plecami o barierki człowieka w czarnej marynarce,
- Po… pomoc jest już w drodze. – wybełkotał, nie spodziewając się nawet, że gość może być przytomny.
Że mógł to przeżyć.
Ponury, głośny śmiech, zjeżył mu włosy na głowie.
Dookoła nie było żywego ducha, pomijając siedzącego w szoferce, nie dowierzającemu temu, co się stało, kierowcy TIR’a. Gapie uciekli, w obawie przed policją i konsekwencjami.
- Zbyteczny trud – odezwał się brunet, kierowca czarnego auta czystym, choć nieco chrapliwym głosem.
Nawet nie próbował się poruszyć, pozostał w pozycji, w jakiej wylądował tu, wyrzucony z samochodu.
Porozrywane organy wewnętrzne, powolne, ogarniające całe ciało zimno.
Umieram.
- Zabawne – pomyślał – To nawet nie boli.
- A więc przeznaczenie rzeczywiście istnieje. – zdał sobie sprawę – To wszystko, ten sen okazał się prawdą. Nie udało mi się… nijak… uniknąć.
Uniósł wzrok, i spojrzał na nachylającego się nad nim przeciwnika.
Nie miało już dla niego znaczenia, kim był, co zrobił, czy też jakie miał motywacje.
- Mam do ciebie prośbę – odezwał się do niego, starając się sięgnąć do wewnętrznej kieszeni marynarki. Resztkami władzy w dłoniach wyciągnął białą kopertę, uniósł do ust i pocałował. Zaraz potem, jego ręce bezwładnie opadły na ziemię. Nie był w stanie uczynić nic więcej – Przekaż ten list… adresatce.
Błogosławił w tym momencie dziwną myśl, która nakazała mu przed wyścigiem spisać swoisty… testament. Dopowiedzieć wszystko. Wyjaśnić wszelkie niejasności.
Targające nim uczucia.
Był jej to winien.
Był to winien… im.
- Ja… ja tu zostanę… - wybełkotał ponownie kierowca srebrnego, japońskiego wozu.
- Nie – rzucił stanowczo – Nie zależy mi, żebyś trafił do paki. Jeżeli chodzi ci o jakiś dług, wyrzuty sumienia… wszystko wybaczam. Tylko daj jej ten list.
Przeciwnik sięgnął po kopertę, delikatnie wyjmując mu ją z gasnących dłoni.
- Pytam ostatni raz – wyszeptał już tylko brunet – Czy dasz radę to dostarczyć?
Chłopak Spojrzał na adres.
Wiedział doskonale, gdzie to jest.
- Jeszcze dziś list będzie w jej rękach.
- Dobrze – mruknął przeciwnik, przymykając oczy, przywołując jej obraz ten jeden, ostatni raz. – Reszta… niech będzie historią.
I umarł.

Srebrne auto mknęło w dół przełęczy.
Musiał i chciał wypełnić jego ostatnią wolę.
Spojrzał na kopertę, którą położył na fotelu pasażera.
Kropla krwi nieszczęśnika zamazała nazwisko, pozostawiając jednak imię.
Alicja.

 

Po tym Odcinku Specjalnym przeczytaj:
Odcinek Dwunasty Sezonu Trzeciego "Na Zakręcie"