5. „…FR…”

Leciutki zakręt w lewo. Koła nie ślizgały się, żadnej podsterowności. Wskazówka prędkościomierza, przy akompaniamencie ryku silnika, doleciała do 110 kilometrów na godzinę. Droga wznosiła się teraz pod niewielkim kątem, i była nieco zakrzywiona w lewo. Drzewa zasłaniały to, co znajdowało się kilkadziesiąt metrów dalej. Tylni zderzak srebrnej Supry znajdował się tylko kilka metrów od przodu czarnego wozu. Spojrzał przed siebie – droga była wolna. Czas na atak nadszedł.
Pewnym i silnym, choć stopniowym ruchem nogi dodał gazu do oporu. Auto wystrzeliło do przodu, rozkosznie sycząc turbosprężarkami. Supra musiała zwolnić na tym zakręcie, to była jego szansa na objęcie prowadzenia. Wygasił reflektory, maksymalnie koncentrując się na tym kawałku drogi, który oświetlały światła Toyoty. Gwałtownie odbił na wewnętrzny pas, by po chwili zrównać się z przeciwnikiem. Mocy ciągle przybywało, Skyline wysunął się już o długość maski przed Suprę. Kontrolował ten wóz, kontrolował ten sen. Śnił go już kiedyś. Drzewa śmigały po lewej, a pomiędzy nimi, na poboczu, nasypach, dziesiątki widzów. Tego pojedynku nie mogli przegapić. Czuł, że zaraz zobaczy kogoś. I zobaczył. Ją.
Odwrócił wzrok ponownie na drogę.
Oślepiające światło wielkich reflektorów.
Wdusił gaz, i gwałtownym ruchem próbował zmusić Skyline’a do ucieczki w lewo, w kierunku pobocza i rowu.
Udało się.
Ale tyko połowicznie.
Ciężarówka przywaliła w tył czarnego auta, nadając mu okropną rotację.
Czuł, że nie panuje już nad tym, co dzieje się z pojazdem. Świat kręcił się, wirował, przeciążenie odbierało mu dech z płuc. Urywkami widział tylko, że leci prosto na nasyp.
Nasyp.
Ludzie.
Ona.
Potężne uderzenie.
I coś odbija się od karoserii.
Dachowanie.
Znowu głuche łupnięcia.
Odbicie od czegoś.
Znowu na drodze.
Cisza.
Coś uderza o ziemię.
Krzyki.
Spojrzał w lewo.
Źrenice rozszerzyły mu się do maksimum.
Krew. Zwłoki. Wgniecione w ziemie, zmiażdżone.
Julia!
Jego autem. Z jego winy.

 

Obudził się przerażony, w swoim łóżku w Japonii. Znowu ten koszmar. Sen kontrolowany. Czym to, do diabła było?

Na ćwiczenia Civiciem poświęcili cały tydzień. Po tym czasie, Mat mógł stwierdzić, że zrozumiał „ideę” FF. Nadal jednak uważał, że nie jest to samochód pod niego. Podsterowność i konieczność hamowania przed zakrętami, znacznie większe niż w FR, odrzucały go od tego typu aut. Podziwiał Jacka, który potrafił jeździć niezwykle szybko Civiciem. To wymagało innego stylu jazdy. Zupełnie innego, niż FR.

Pałeczki. Pałeczki do ryżu. Jakim popier…dzielonym człowiekiem trzeba być, żeby wymyślić coś takiego? Razem z Fumi i Koichim siedział przy śniadaniu. Był głodny. Każde jednak ziarenko ryżu wypadało mu z tych przeklętych pałeczek. Uśmiechy na twarzach Japończyków powoli zaczynały go irytować.
Kolejne ziarenko spadło powrotem do miseczki.
- A, takiego wała. – stwierdził głośno po polsku, po czym ruszył w kierunku swojego pokoju.
- Gdzie on idzie? – zapytał Koichi.
Po chwili Mat wrócił, i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Uśmiechnął się pięknie do Fumi i Koichiego, po czym wyciągnął z kieszeni łyżkę i zadowolony z siebie zabrał się do zajadaniu ryżu.
Salwa śmiechu dwojga Japończyków była słyszalna nawet na następnej przecznicy…

- Tak więc, dzisiaj Silvia, prawda? – zapytał Mateusz. Zbliżał się moment, w którym zazwyczaj wyjeżdżali na przełęcz. Na zewnątrz panowały już ciemności, zegar wskazywał kwadrans do 10.
- Ta… pojedzie z tobą… - zaczął Haruki, ale nie zdążył dokończyć.
- Ja z nim jadę. Chyba nie macie nic przeciwko? – wypaliła Fumi.
- Nie, Fum. Liczyłem na to, że jako  znawczyni FR pokażesz Mateuszowi to i owo. – odparł Haruki.
- Wspaniale. To jak, idziemy? – zapytała Mateusza.
- Oczywiście. Nie mogę się doczekać. – stwierdził Mat, i ruszył z Fumi w kierunku garażu…

Prowadził spokojnie. W przeciwieństwie do większości osób, z którymi miała (nie)przyjemność jeździć, Mateusz nie tracił przyczepności podczas jazdy FR. Zakręty pokonywał równym tempem, umiał opanować nadsterowność na wyjściu… raczej nie powinien mieć problemu z opanowaniem techniki driftu za pomocą hamulca ręcznego? Nie była to jakaś bardzo dobra technika, ale i tak powinien ją docenić… i kto wie, może akurat mu tym zaimponuje?

Mateusz nie umiał się powstrzymać od uśmiechu. Prawda była taka, że przez poprzednie wiraże zapoznawał się z autem, mocą, jaka drzemała pod pedałem i zachowaniem w zakręcie. Silvia była świetna, czuł, że wóz jest jego sprzymierzeńcem. Prowadziła się jak jego Sierra, przy czym była znacznie szybsza, mocniejsza i lepiej wyważona. 175 koni mechanicznych. Wóz był Japońskim odpowiednikiem 200SX S13, dokładnie takiego, jak ten od Robe… jednego z kierowców w Istebnej. Pod maską pracował ten sam silnik, CA18DET, ale tutaj, na rynku Japońskim, był on nieco mocniejszy niż w Europie.
Ale to nie był czas na przemyślenia. Czuł już wóz, czas więc pokazać Fumi, że nie jest pierwszym lepszym frajerem, posadzonym za kierownicę FR. Mknęli właśnie przez długi odcinek, składający się z niewielkich zakrętów. Po chwili przeszedł gripem przez średni zakręt w lewo, i jego oczom ukazał się ostry, 180’ nawrót w lewo. Pokonywał go wielokrotnie Civiciem, nawrót wręcz idealnie nadawał się do driftu. Bez słowa ostrzeżenia trzymał gaz w desce dawno po momencie, gdy normalnie powinien już hamować, jadąc gripem.

Rozbijemy się, przemknęło się Fumi przez myśl. Nie zahamował, jak robił to na każdym zakręcie. Nie weźmie tego nawrotu z taką prędkością, jeśli spróbuje gripu uderzy w barierki…

Mat puścił gaz, wdusił hamulec, zmuszając Silvię do wytracenia prędkości, po czym odbił kierownicą i stopniowo dodał gazu. Wóz zachowywał się dokładnie tak, jak chciał. Silvia pokonywała zakręt, idąc idealnym ślizgiem po wewnętrznej. Trzydzieści centymetrów od wewnętrznej barierki. Bywało lepiej, ale to w końcu pierwszy drift na tej trasie. Doszedł do końca zakrętu, po czym skontrował, i delikatnymi, pulsacyjnymi naciśnięciami gazu przywrócił autu trakcję. Nie było źle.
Spojrzał na Fumi.
Ale nie spodziewał się, że zadziwi ją aż do takiego stopnia.

O Boże, myślała Fumi. On był świetny. Nie spodziewała się, że ten chłopak w ogóle będzie potrafił driftować, a on pokonał cały zakręt pełnym driftem, w praktycznie idealnym stylu.
On był cudowny. Nie tylko jako facet. Jako kierowca również.
W takim razie, mogła mu pokazać tylko jedną technikę. Ale na pewno przydatną.
- Niesamowite – stwierdziła – Zaskoczyłeś mnie, Mateuszu. I wystraszyłeś…
- Wybacz, Fumi. – uśmiechnął się do niej.
Rozbroił ją tym uśmiechem. Coraz mocniej czuła, że musi się z nim bliżej zapoznać. Czyżby się… zakochała? Nie, nie… nie znowu w ten sposób… to nie ma sensu, on wyjedzie…
- Gdybyś zechciał, spróbuj na następnym zakręcie hamować pulsacyjnie, i ostatnim naciśnięciem dociążyć maksymalnie przód. W ten sposób będzie ci znacznie łatwiej driftować i kontrolować wóz…

Jeszcze bardziej opóźnił hamowanie. Zakręt w prawo był znacznie łagodniejszy od poprzedniego, ale jednocześnie dłuższy. Czas wypróbować technikę, którą doradziła mu Fumi. Pulsacyjnymi naciśnięciami wytracił nieco prędkość, po czym zakończył gwałtownym, króciutkim wduszeniem hamulca. Następnie błyskawicznie skontrował kierownicą i stopniowo dodał gazu.
Nie spodziewał się, że efekt będzie tak dobry.
Wręcz czuł, że auto słucha się go całkowicie. Nie „uciekało” mu ani do przodu, ani do tyłu. Lekko naciskając pedał gazu dosunął wóz na 10 centymetrów od barierki. Tak blisko nie ślizgał się nigdy. Drift był szybki, pisk spod tylnych kół minimalny. Idealny. Zakręt zamieniał się w kontrnawrót w drugą stronę. Odbił kierownicą, i znów dodał nieco gazu. Silvia zmieniła kierunek driftu, i przeszła ślizgiem drugi zakręt. Wyprostował, delikatnie kontrując, po czym dodając gazu przywrócił przyczepność.
Ta technika była znakomita.
- Styl driftu, który właśnie zastosowałeś – odezwała się Fumi – nazywa się „braking drift”. Najpierw zyskujesz przy hamowaniu, bo zamiast tracić prędkość, przyczepność i grzać opony gwałtownym, ciągłym hamowaniem, wytracasz prędkość pulsacyjnymi naciśnięciami. Najważniejsze jest jednak ostatnie naciśnięcie pedału, to mocniejsze. W ten sposób dociążasz przednią oś, przenosząc środek ciężkości na przód. Dzięki temu, wóz zachowuje się znacznie pewniej w drifcie, i łatwiej go kontrolować… prawda? – zawahała się. Może nie podobała mu się ta technika?
- Prawda. Fumi, to było… genialne. Tak szybko i blisko wewnętrznej nie driftowałem… nigdy. Dziękuję! – uśmiechnął się do niej.
- Ale to twoja zasługa… ja tylko pokazałam ci technikę… ulepszyłam nieco twój styl… który był dobry. A teraz jest świetny. Czym jeździsz u siebie? Jak się nauczyłeś tak driftować?
Mat wprowadził Silvię w drift, ponownie stosując technikę Fumi. Wóz szedł ślizgiem bez zarzutu. Technika była prosta, różniła się od jego poprzedniej drobnymi szczegółami… a efekt był znakomity.
- Powiem ci szczerze, Fumi, że nie uczyłem się jakoś specjalnie… metodą prób i błędów doszedłem to takiego a nie innego stylu… który dzięki tobie stał się jeszcze lepszy – odwzajemnił uśmiech – U siebie, w Istebnej, jeżdżę Fordem Sierrą… mówi ci coś ta nazwa? – zapytał przez grzeczność. Nie mogła znać tego wybitnie europejskiego auta.
- Nie… nie widziałam nigdy czegoś takiego… jakie ten wóz ma parametry? To też FR?
- FR, 120 koni, stary złom. Co więcej, ostatnio go… rozbiłem. Dlatego tą Silvią jeździ mi się tak dobrze, jest lepiej wyważona, mocniejsza, szybsza… naprawdę dobry wóz. Nie boicie się, że uszkodzę którąś z tych gablot? One muszą być trochę warte…
- Wal śmiało – roześmiała się Fumi – Nie mamy nic przeciwko. Te auta są do twojej dyspozycji, po naszych szkoleniach pewnie pójdą na sprzedaż albo coś. Nie wiem, na jakiej zasadzie Koichi i Haruki je wzięli.
- Wzięli? – zainteresował się Mat. Czyżby te wozy były… cholera, kradzione?
- Nie bój nic, Mateuszu. Są legalne, tak legalne, jak tylko można. Ojciec Koichiego to wiceszef Hondy, a Harukiego jest szefem Nissana. Te auta równie dobrze mogą być leżakami magazynowymi, albo testowymi egzemplarzami… ja bym się tam nie martwiła.
O kur…de, pomyślał Mat. O kurde mać.
- Szef Nissana… wiceszef Hondy… ja nie wiedziałem… gdyby tak, bym z większym szacunkiem… chyba nie obrazili się za moje… - zaczął się jąkać.
- No, właśnie dlatego lepiej ci było nie mówić. Oni nie lubią, gdy traktuje się ich lepiej przez wzgląd na wysoko postawionych ojców. Ale akurat dzięki nim mamy teraz na czym trenować. Nie musisz i nie powinieneś zmieniać przez ten fakt swojego nastawienia do nas. Zauważ, że ich przyjaźń cementują auta. Haruki jeździ Hondą NSX, Koichi tym nowym Nissanem, 370Z. Są fanami przeciwnych marek. Dla nich załatwienie tych aut to była pewnie pestka.
- A… w takim razie, dzięki, że chciało wam się…
- Chciało. Mówiłam, cała przyjemność po naszej stronie, to świetna okazja, żeby się trochę rozerwać.  Ale obawiam się, że w kwestii FR nic więcej nie jestem ci w stanie pomóc… jesteś świetnym kierowcą, Mateuszu. Wychodzi na to, że nasz wyjazd był niepotrzebny. To ja bym mogła uczyć się od ciebie… - zrobiła do niego słodkie oczy.
Cholera, pomyślał Mat. Podrywa mnie.
- O, wręcz przeciwnie. Tym krótkim wyjazdem nauczyłem się więcej, niż przez dwa lata za kółkiem mojej Sierry...
Spojrzał na zegarek w Silvii. Dochodziła 23.
- … możemy więc poświęcić ten czas na coś innego. – zakończył.
- Mhm… - spojrzała na niego, zalotnie strzygąc rzęsami – Lubisz tańczyć, Mat?
- Uwielbiam. Zwłaszcza z takimi partnerkami. – odwzajemnił uśmiech.
O cholera. Nieźle, Mat, nieźle…
- No to już wiem, jak spędzimy ten wieczór. – uśmiechnęła się do niego promiennie – Wracamy do Shibukawy, znam tam fajną dyskotekę… spodoba ci się….

6. „ …4WD”
- Haruki, bierzemy z Matem Imprezę i jedziemy na przełęcz – rzucił Koichi, wychodząc. Od pamiętnego wyjazdu z Fumi na tańce minęły ledwie dwa dni, ale zgodnie uznali, że więcej ćwiczeń w FR jest mu niepotrzebne.
A tańczyło się z nią niesamowicie. Piękna dziewczyna.
To były bez wątpienia najlepsze wakacje w jego życiu.
- OK., ale czekaj chwilę. – odkrzyknął Haruki. Siedział w pokoju obok, i zawzięcie katował Gran Turismo 5 – Mat, za dwa dni, jak w każdą sobotę, na Akinie będzie większa impreza. Zjeżdżają się kierowcy z całej okolicy, w tym sporo tutejszych sław. Oczywiście, jedziemy tam z Koichim, to naprawdę ciekawe widowisko. Wybierzesz się z nami? – stwierdził, nie zapytał.
- Jasne, stary… kruca, prawie jak w Initialu… - odparł Mateusz. Nie mogła go ominąć taka okazja, wreszcie zobaczy, jak wyglądają profesjonalnie przygotowane zawody touge.
- Nawet dokładnie jak w Initial D. – odparł z tajemniczym uśmiechem Haruki.
- Hm?
- Zobaczysz. Weźmiesz sobie z garażu, co tylko zechcesz… Fumi pewnie pojedzie z tobą. – dodał. Jeszcze bardziej tajemniczo.
Mateusz nie zapytał, na podstawie czego Haruki wysnuwa taki wniosek. Nietaktem było by pytać.
- OK. Nie mogę się doczekać. – odparł Mateusz, i ruszył za Koichim do garażu.

Subaru Impreza WRX. Ten wóz, pod względem mocy i dźwięku silnika deklasował wszystko, czym Mat do tej pory jeździł. 240 koni mechanicznych, wyciąganych z dwulitrowego silnika typu bokser przy pomocy turbosprężarki. Stały napęd na cztery koła. Niewielka masa nieco ponad 1,2 tony. Wszystko to razem sprawiało, że Subaru wręcz rwało się do przodu. Niesamowite przyśpieszanie, znakomite hamulce, świetne zawieszenie. Idealny wóz do gripu.
Tak przynajmniej stwierdził, gdy podjeżdżali w uphill. Na górze Mat zawrócił, nadrzucając tyłem przy pomocy ręcznego, i wystrzelił w dół Mt. Akina.
Auto rozpędzało się błyskawicznie. Pierwszy zakręt, ostry nawrót w lewo, zbliżał się szybko. Zjechał na wewnętrzny pas, przyhamował pulsacyjnie, po czym krótkim wduszeniem pedału hamulca dociążył tył i skręcił mocno kierownicą.
Impreza szła jak po sznurku.
Do czasu.
W środku zakrętu, gdy Mat skręcił jeszcze mocniej, wóz zaczął reagować bardzo ospale. Podsterowność ciągła Imprezę ku zewnętrznej, niebezpiecznie blisko barierek.
Mat wdusił gaz do oporu, próbując wyratować sytuację.
Impreza cały czas ciągnęła w kierunku barierki.
Wdusił sprzęgło i zredukował bieg, po czym dodał gazu do oporu. To była ostatnia nadzieja, jeśli się nie uda, bok tej pięknej maszyny zamieni się w zgniecioną blachę.
Udało się.
Impreza odzyskała trakcję na centymetry od barierki, po czym wyskoczyła do przodu, w kierunku wyjścia z zakrętu.
- Uff. Ja pier… dzielę. Żadnej reakcji, straszna podsterowność… - zaczął się tłumaczyć przed Koichim. Ten jednak nawet nie zaszczycił go spojrzeniem czy komentarzem.
- Spróbuj w inny sposób – rzekł tylko.
Następny zakręt był wierną kopią pierwszego, odwróconą w przeciwnym kierunku. Dzielącą go od niego prostą wykorzystał na rozpędzenie wozu. „Spróbuj w inny sposób”. Czekaj, Koichi. Zobaczysz mój inny sposób.
Rozpoczął manewr identycznie jak poprzedni. Zajął wewnętrzny pas, pulsacyjnie dociążył przód, po czym jednak puścił gaz, skręcił kierownicą i przyśpieszył.
Impreza weszła w drift, ślizgając się wszystkimi kołami. Nie był to tak piękny i głęboki poślizg jak w FR, ale do pokonywania zakrętu nadawał się wprost idealnie.
A przynajmniej tak mu się wydawało.
Ponownie, w samym środku zakrętu, Subaru przestało reagować na wszelkie ruchy kierownicą, i zaczęło lecieć bokiem na barierkę.
- Co jest kurnnnnnaaaaa! – jęknął Mat, po czym z całej siły wdusił hamulec i panicznie skręcił kierownicą.
Impreza miała wyłączony ABS. Albo go po prostu nie posiadała.
Błękitne Subaru wpadło w rotację i obróciło się kilkakrotnie wokół własnej osi.
Ponownie jednak Mateusz miał szczęście. Zakręt był stosunkowo szeroki.
Wóz obtarł tylnym zderzakiem o barierkę, po czym zatrzymał się w tumanach dymu z opon na środku jezdni.
- Ja pie…dzielę. – stwierdził ponownie Mat – Poddaję się. Civiciem pokonywałem te nawroty z taką prędkością, o Silvii nawet nie wspomnę. Nie wierzę, że znacznie mocniejsza i nowocześniejsza Impreza ze stałym napędem na wszystkie koła nie jest w stanie tego zrobić. Błąd musi tkwić w mojej technice. Wskaż mi go, Koichi. I sorry za zderzak, chyba przydzwoniłem.
- Zderzakiem się nie przejmuj – odparł Koichi, niewzruszonym tonem. W żadnym momencie poślizgu nie pokazał po sobie choćby cienia strachu – Co zaś do wskazania błędu, to bardzo chętnie. Nie tkwi on w twojej technice, tylko w stylu jazdy…
- Nie rozumiem. Możesz jaśniej?
- Jeżdżąc FR, i używając głównie driftu do pokonywania zakrętów, przyzwyczaiłeś się do rozpoczynania poślizgu od wewnętrznej. Jest to normalne przyzwyczajenie, wynikające z tego, że blokujesz możliwość wyprzedzenia. W przypadku FR, taki drift ma sens, i jest możliwy do wykonania na przełęczy. Gdy jeździłeś FF, ich rozkład masy dociąża ci przednią oś, i dopóki masz przyczepność na oponach, również jesteś w stanie pojechać od wewnętrznej, wychodząc na zewnętrznej. Jednakże, 4WD, stały napęd na wszystkie koła, to już zupełnie inna bajka. Rozkład masy, wynikający z rozłożenia elementów napędu na cztery koła, jest bardzo dobry, i zapewnia dobrą przyczepność i dodatkowy docisk w zakręcie, ale jednocześnie jest przyczyną podsterowności w środku zakrętu, czyli tego znoszenia całego wozu bokiem ku zewnętrznej. Prędkość, z jaką wchodziłeś w zakręt, była dobra. Techniki, zarówno grip i drift, również. Problem tkwi tylko w pasie, z którego atakowałeś zakręt. Nigdy nie zrobisz tego tak szybko, jadąc od wewnętrznej. Podobnie jak w wyścigach torowych, musisz to robić od zewnętrznej do wewnętrznej. I będzie OK. A nawet bardzo OK.
- O tym nie pomyślałem – stwierdził Mat – Ale w takim razie, wewnętrzna będzie na moment wolna. Wtedy przeciwnik może mnie wy…
- Nie. Nie da rady, bo jadąc 4WD możesz hamować jeszcze później, zaś w połowie zakrętu będziesz już na wewnętrznym pasie. Czteronapędówki to potężna broń. We wprawnych rękach, niepokonana.
- No to sprawdźmy to – Mat zapalił silnik, zgasił awaryjne i wrócił do jazdy.
- Jeszcze jedno. Spróbuj połączyć swoje techniki.
- Hm?
- Początek zakrętu jedź gripem. Gdzieś w połowie wejdź w drift wszystkimi kołami. Odciążysz opony, a co ważniejsze wyjdziesz szybciej, niż przy całkowitym gripie. Jesteś w stanie to zrobić? – zapytał Koichi.
- Zobaczymy – odparł Mat.
Drugi bieg. Pełny gaz. Zmiana na trójkę, syk turbiny. Trzymał się zewnętrznej, modląc się w duchu, aby Subaru zechciało skręcać po jego myśli. Wszedł w zakręt pełnym ogniem. Początkowo był to lekki, zakręcający w lewo długi wiraż, który jednak po kilkudziesięciu metrach zamienił się w ostry skręt w lewo. Do tego momentu, wóz trzymał trakcję nienagannie, ani o centymetr nie zbliżając się do zewnętrznej barierki. Tuż przed zacieśnieniem zakrętu wdusił na moment hamulec, a przód wozu nieznacznie zanurkował. Puścił gaz, skręcił kierownicą i błyskawicznie ponownie przyśpieszył, próbując zmusić 4WD do driftu.
Udało mu się.
Impreza wykonała piękny, dający się kontrolować poślizg wszystkimi kołami. O dziwo, odwrotnie niż poprzednio, nie miał problemu z utrzymaniem się w zakręcie, ba – zbliżał się nawet do wewnętrznych barierek. Kontrolując poślizg gazem, doleciał do końca zakrętu, gdzie jeszcze bardziej przyśpieszył, przywracając trakcję. Zakręt był pokonany.
Spojrzał na Koichiego, a ten z aprobatą pokiwał głową.
- Ta… dokładnie o to mi chodziło. Świetnie, Mat. Szybko się uczysz. Co więc sądzisz o czteronapędówkach?
Nie musiał długo myśleć nad odpowiedzią.
- To nie dla mnie – stwierdził – Nawet teraz czułem podsterowność. Nie mają tej lekkości FR, znacznie trudniej jest je wprowadzić w drift, nie umiałem też na tyle podciągnąć do przodu, żeby zablokować wewnętrzną. Są diabelnie szybkie i świetne w gripie, to fakt. Niesamowicie przyśpieszają i znacznie szybciej wychodzi się nimi z zakrętu, ale nie pasują do mojego stylu jazdy. Ale teraz przynajmniej znam ich słabość.
- Słabość? 4WD prawie nie mają słabych stron.
- Nie mogą blokować wewnętrznej na wejściu, co daje możliwość zrównania się w pierwszej fazie zakrętu. Co więcej, na wyjściu również podsterowność znosi je ku zewnętrznej. Trzeba naprawdę dobrego kierowcy, żeby wykorzystać w pełni zalety 4WD. To potężna broń, owszem. Ale nie dla mnie.
- Nie pasują do twojego stylu?
- Dokładnie tak.
- Doskonale cię rozumiem – uśmiechnął się tajemniczo Koichi – Z doświadczenia wiem, że zdolny kierowca FR bez problemu pokona 4WD.
- Z doświadczenia?
- Tak. Widzisz, wóz, którym jedziemy… to moje poprzednie auto. Przegrałem w downhill z Nissanem 180SX, cztery lata temu. Od tego czasu przerzuciłem się na FR. Nie ukrywam, z sukcesami. Ale zmieniając temat…
- Tak? – zapytał Mat.
- Wybacz wścibskość, wiem, że to nie moja sprawa, ale… co cię łączy z Fumi, Mateuszu?
Co kur…na?
- Mnie? – zdziwił się Mat – Nic. Zupełnie… - zastanowił się chwilę. O cholera. - … nic.
- W takim razie lepiej, żebyś coś wiedział. To wspaniała dziewczyna, ale od kilku lat jest sama. Nie mam zamiaru tu zdradzać szczegółów jej życia, ale wiedz, że wpadłeś jej w oko. A to nie zdarza się często, mówiąc szczerze, to pierwszy raz od… - zastanowił się - … pewnego wydarzenia.
Fajnie, pomyślał Mat. Bardzo kur…de fajnie.
- Więc co mi radzisz? Co chcecie, żebym zrobił? – zapytał. Pod grzecznym tonem kryła się jednak zimna nuta.
- My? Niech nas niebiosa bronią przed jakimkolwiek „chciejstwem”. To nie nasza sprawa. Chciałem tylko, żebyś wiedział, że ona tego nie robi z nudów. Traktuje tą znajomość… bardzo serio.
Pięknie, pomyślał Mat. Ciekawy kraj ta Japonia…

7. „Big In Japan”

Sobotni wieczór tego samego tygodnia był ciepły i bezwietrzny. Nieba nie pokrywała ani jedna chmura, pogoda wręcz zachęcała do wyjazdu na przełęcz.
Ale choć czekał na ten dzień od momentu, gdy tylko usłyszał o imprezie wyścigowej na Mt. Haruna, teraz jakoś nie miał tam ochoty jechać.
Leżał na łóżku i bawił się PSP. Kupił sobie to maleństwo podczas zwiedzania Tokio, PlayStation Portable było w swoim rodzinnym kraju bardzo tanie. Udało mu się nawet znaleźć Gran Turismo Portale, wydane w języku angielskim w słynnej serii „Platinum”. Dręczył teraz Nissana Silvie K’s na Nurburgring Nordschleife, próbując zejść z czasem okrążenia poniżej 8 minut. Portable, podobnie jak jego ulubione Gran Turismo 4, było trudne.
Ale zabawa konsolką była tylko pretekstem do przemyśleń.
A było o czym myśleć.
Po tym, jak kilka dni temu Koichi powiedział mu, że wpadł w oko tej ślicznej dziewczynie, zaczął dokładniej przyglądać się jej zachowaniu. Szczerze nie wierzył, żeby mógł wzbudzić zainteresowanie takiej piękności, ale każdy kolejny dzień upewniał go, że jego japoński kumpel miał rację. Fumi wyraźnie go kokietowała.
Bynajmniej nie miał nic przeciwko.
Ale czuł się jak ostatni skur**syn.
Owszem, Fumi była niezwykle piękna, inteligentna i sympatyczna. Dobrze mu się z nią rozmawiało, świetnie czuł się w jej towarzystwie, dogadywali się wręcz bez słów. Po kilku wypadach na dyskotekę wiedział, jak świetna jest w tańcu. Praktycznie nie miała wad.
Ale primo, kochał Julię. Zraniła go, wyrwała serce, pozbawiła radości życia, a z jej powodu mało nie zginął na przełęczy. Nie wiedział, czy mocniejsza jest w tym momencie jego miłość czy nienawiść do niej, i wolał tego nie wiedzieć. Ale Fumi nie kochał, to było pewne.
Secundo, taki związek tak czy inaczej nie miał by przyszłości. Mieszkali na dwóch krańcach świata, on niebawem miał wyjeżdżać, byli z różnych poziomów społecznych. Ona, córka udziałowca Nissana, i on, prosty uczeń LO z Polski. Związek bez szans. Nieracjonalny.
Ale czy musiał być racjonalny?
Dobrze czuł się w jej towarzystwie, to jedno. Co ważniejsze jednak, przy niej zapominał o tym, co spotkało go w Istebnej. O Julii, Robercie, rozbitej Sierrze i wszystkich innych problemach, które były teraz tak daleko. Uspokajał się, znów cieszył życiem.
Było jeszcze coś, co stwierdził dopiero szkoląc się pod okiem swoich japońskich przyjaciół.
Pamiętne wydarzenia z końca roku szkolnego, umierający silnik i widok triumfującego Roberta obejmującego Julię, paląca żądza rewanżu, zmieniły go.
W każdym wyścigu, w którym brał udział do tej pory, choćby z Imprezą Benedykta czy Mercedesem S, prowadził bardzo ostrożnie. Nie ryzykował, jechał tak, jak podpowiadał mu rozsądek i strach. Jednak w pojedynku z 200SX Roberta przełamał swoje opory, przekroczył granicę możliwości. Prowadził znacznie pewniej, szybciej, agresywniej. Obierał teraz znacznie szybsze linie, czuł wręcz podświadomie, jak powinien jechać. Nie miał już wewnętrznych zahamowań, które nie pozwalały mu pojechać zakrętu jeszcze szybciej. Co więcej, szkolenia w wozach różnych typów, tutaj, w ojczyźnie wyścigów górskich, sprawiały, że sam czuł się znacznie lepszym kierowcą, niż był dotychczas.
Gdyby teraz miał ścigać się z 200SX…
… ale nie dana mu będzie druga szansa. Próżno myśleć.
Jego przemyślenia przerwało otwarcie się drzwi, w których stanęła Fumi.
Długie kształtne nogi, króciutka biała spódniczka, czerwony top z kwiecistym motywem, odsłaniający nieco brzuch. Delikatny makijaż, podkreślający piękne, intensywnie fioletowe oczy. Rozpuszczone długie, lśniące włosy.
Ona była po prostu cholernie ładną dziewczyną.
- Mateuszu, ty jeszcze nie na Górze? – roześmiała się.
- Nie – odparł – Sam nie wiem, czy mam chęć tam jechać…
- Szkoda – autentycznie zmartwiła się Fumi – Liczyłam, że pojedziemy tam razem.
To zmienia postać rzeczy, pomyślał Mateusz. Sama Mt Akina była pociągająca. A wyjazd na nią z Fumi był już propozycją nie do odrzucenia.

Zatrzymał się w drzwiach garażu, i spojrzał na zaparkowane auta.
- Więc, czym jedziemy? – zapytała, stając tuż koło niego. Mógł nawet wyczuć delikatny, słodki zapach jej perfum.
Zastanawiał się krótką chwilę. Civica odrzucił w przedbiegach, nie lubił FF. MR2 jeszcze nie jeździł, a nie chciał ryzykować kompromitacji. Pozostawały Impreza WRX i Silvia K. Potężna moc Subaru kusiła, ale z drugiej strony irytująca podsterowność, wymuszająca zmianę jego nawyków, świadczyła przeciwko błękitnemu autu. Lekka i świetnie prowadząca się Silvia, wóz który tak mu przypominał Sierrę, nie miała na chwilę obecną konkurencji.
- Silvią – stwierdził wreszcie – Chyba że masz inną propozycję?
- Nie – uśmiechnęła się – Też lubię FR.

Góra Akina sprawiała niesamowite wrażenie. Ich wyścigi na Serpentynach nawet nie umywały się do widowiska, jakiego był właśnie świadkiem. Pełny profesjonalizm, zabezpieczona trasa, czujki na każdym zakręcie, kamery, radiostacje. Na wjazd na górę musieli odczekać dłuższą chwilę, dopóki nie skończy się wyścig. Zaraz potem, w kawalkadzie innych kierowców, ruszyli. Nieprzebrane tłumy na poboczach i wszelkich miejscach, z których widać było trasę. Muzyka, auta z otwartymi maskami – bardziej przypominało to profesjonalny zlot czy imprezę tunningową niż nielegalne nocne wyścigi samochodowe. Mat był zachwycony.
Największe zaskoczenie czekało go jednak na górze.

Z ledwością znaleźli miejsce na górnym parkingu. Ich przybycie nie zostało nawet zauważone, zwykły, fabryczny Nissan Silvia nie mógł wzbudzić zainteresowania pośród tylu Integr Type R, Skyline’ów, RX7, NSX’ów, Supr i innych aut tego pokroju. Mat wysiadł i zaciągnął się górskim powietrzem, wymieszanym ze spalinami tych wspaniałych maszyn. Jego wzrok ślizgał się po kolejnych autach…
O kur..a.

Czarny BNR32. Skyline GT-R R32.
Naklejka Night Kids.
I jego właściciel o czarnych włosach.

Czerwony EG6. Civic SiR II.
Night Kids.
Znał tą chytrą twarz.

Zółta FD3S. RX7.
Red Suns.
Zawsze wkurzał go ten gość.

Biała FC3S. Savanna RX7.
Red Suns.
Podziwiał tego kierowcę, uważał wręcz za mentora.

Biało – czarna AE86. Trueno GT-APEX. Japońska Corolla.
Nie znał Japońskiego, ale te znaki na drzwiach rozpoznał by wszędzie.
Legenda Akiny we własnej osobie.

Mateusz był fanem Initial D, uważał się wręcz za znawcę tej mangi i anime.
Nie wiedział jednak, że postacie te istnieją naprawdę…

Kilka minut później, oczom Mata i Fumi ukazał się Haruki. Przywitał się z Takumim Fujiwarą i Ryosuke Takachashim jak ze starymi znajomymi.
- Haruki zna Takumiego i Ryosuke? – szczerze zdziwił się Mat.
- Tak… - odparła skromnie Fumi – Może kojarzysz ich zespół wyścigowy, Project D. Przybyli kiedyś do Tokio, szukali najlepszego teamu na naszej przełęczy, Hakone… tak się złożyło, że… sam rozumiesz.
Mat rozumiał aż za dobrze. Haruki, Koichi i Fumi byli najlepszymi ścigantami w Tokio. Wuj Paweł i ojciec naprawdę nieźle go urządzili, zapoznając go z takimi osobistościami…
Nie zapytał o wynik wyścigu.
Jego uwagę przykuło zapoznanie Harukiego i Nakazato, właściciela Nissana Skyline R32.
Przywitali się dość grzecznie, po chwili jednak Nakazato wyraźnie zmarszczył brew i wyraźnie podirytował. Rozmowa wyraźnie przybierała mało sympatyczny obrót. W końcu Nakazato warknął coś w bardzo niegrzecznym, napastliwym tonie, i ruszył w kierunku Skyline’a. Haruki mrugnął do Fumi, po czym skierował kroki w kierunku swojej NSX.
- O co chodzi? – zapytał Mateusz.
- Haruki wyzwał lidera Night Kids na pojedynek… - stwierdziła Fumi - … to może być ciekawe widowisko.
Niewątpliwie, pomyślał Mat.

- Szczyt, tu Drugi Checkpoint. GT-R nadal z przodu, ale ta NSX jest bardzo blisko. Takeshi ma problemy ze zgubieniem tego gościa, Honda wręcz dotyka mu zderzaka. Zaraz będą wchodzić w ostrą 180 w lewo. Hamulce GT-R’a są wręcz czerwone, Zak jedzie bardzo ostro…

Nie umiał stracić tej diabelnej NSX. Owszem, był to potężny wóz na przełęczy, a ten gość za jej kierownicą nie był wcale takim frajerem, na jakiego wyglądał, ale już nie z takimi wyzwaniami sobie radził. Był w końcu szefem Night Kids, Nakazato Takeshi, mistrz gripu w tej okolicy! Jego technika ciągłego gripu, gwarantowana przez trzy literki na klapie bagażnika, układające się w magiczne „GT-R”, wyraźnie nie umiała sobie dać rady ze ślizgającym się na zakrętach Midshipem. Panował nad sobą przez pierwszą część trasy, ale teraz czas zabawy się skończył. Półdrift w wykonaniu NSX nie może wygrać z jego gripem i GT-R.
Wdusił gaz do oporu. Zaskoczy sukinsyna, i zostawi w pobitym polu.

Haruki uśmiechnął się. Skyline od dłuższego czasu opóźniał hamowania, ten gość, zgodnie z opowieściami, w sytuacjach stresowych tracił nad sobą kontrolę. W tą 180’tkę wszedł diabelnie szybko, światła stopu zapaliły się bardzo późno. Za późno. W pierwszej partii zakrętu musiał dohamowywać. Jego hamulce najwyraźniej nie dawały już sobie rady z jadącym non-stop gripem ciężkim autem, tożsamo opony. Skyline wyraźnie robił się podsterowny, na tym zakręcie był o centymetry od zewnętrznej barierki.
Dodał gazu, wyprowadzając wóz z lekkiego driftu. Jego własna technika, połączenie gripu w pierwszej, i delikatnego driftu w drugiej partii zakrętu, była idealna. Lekka NSX prowadziła się doskonale. Praktycznie żadnej podsterowności, hamulce i opony nadal w normie. Musiał wygrać, nie było innej możliwości.

- Szczyt, tu pierwszy zakręt po nawrocie. Skyline idzie bez hamowania, ale NSX jest coraz bliżej. Nakazato ma problemy z podsterownością, strasznie go znosi. Marnie to widzę!

Podsterowność była straszna. Skrewił, to nie ulegało wątpliwości. Był dopiero w połowie trasy, a jego wóz już wymykał się spod kontroli, ledwo dając się opanować. Czekała go teraz seria niewielkich zakrętów, prawo-lewo, prawo-lewo, zakończonych bardzo ostrym odbiciem w prawo. Na tym zakręcie było dostatecznie szeroko, żeby wyprzedzić. Nie mógł pozwolić temu dupkowi wygrać. To był wyścig w „Initial D Style”, jeden za drugim, w nagłej śmierci. Gdy pierwszy zostanie wyprzedzony, przegrywa. Nie da się tak upokorzyć!

Haruki spokojnie czekał. Skyline wchodził w kombinację lekkich odbić bez hamulców, ale wyraźnie znosiło go ku zewnętrznej. W końcu, wyszli na krótką prostą przed ostrym nawrotem w prawo. Tu było szeroko, dostatecznie szeroko na taki manewr.
Skyline trzymał się wewnętrznej.
To był błąd tego gościa. Jechał nieźle, ale teraz popełnił ostateczny błąd.
Wziął głęboki oddech i maksymalnie skupił się na światłach GT-R. Jego NSX była na zewnętrznym pasie. Czekał.
Nic.
Nic.
Nic.
Zapaliły się późno.
Za późno.

Nakazato szarpnął kierownicą w prawo, dodając jeszcze więcej gazu. Chciał zmusić wóz do wjechania do rynienki na wodę, wykorzystać technikę, którą niegdyś pokonał go Takumi Fujiwara.
Nie udało mu się.
Ku jego zaskoczeniu, Skyline’a zaczęło znosić ku zewnętrznej.
Opony piszczały wściekle.
Wcisnął gaz do oporu, zmuszając wóz do wyrwania się z niebezpiecznej podsterowności.
Kątem oka obserwował lusterko. NSX, trzymający się zewnętrznej, zniknął.
GT-R odzyskał przyczepność, i zaczął wychodzić z zakrętu po zewnętrznym pasie.
Zak westchnął. Udało mu się, pomimo koszmarnego błędu, wyratować sytuację.
Jego radość nie trwała jednak długo.

W momencie, gdy Skyline ślizgał się ku zewnętrznej, Haruki wdusił gaz i skręcił prosto na niego.
To był najniebezpieczniejszy manewr w tej taktyce.
NSX-R idealnie trzymał się toru. Od zewnętrznej do wewnętrznej, nie było możliwości, żeby stracił przyczepność.
Minął się z tyłem Nissana o centymetry. Idealnie wyczuł moment hamowania.
Gdy zrównał się z czarnym GT-R, lekko wcisnął hamulec i skręcił mocniej, zmuszając auto do driftu. W ten sposób pokonał cały zakręt, zniosło go tylko nieznacznie. Był mistrzem tej techniki. Po raz kolejny, nie zawiódł się na niej. Zwyciężył.

Ten sukinsyn wyprzedził go. Popełnił błąd, blokując wewnętrzną, nie miał potem nawet jak wybrać zakręt. Popełnił błąd typowy dla żółtodziobów. Ale on był starym wyjadaczem!
Czuł się upokorzony.
Przegrał.

- … Nakazato przegrał! NSX-R wziął go na naszych oczach, fantastyczny manewr! Ten kierowca to rzeczywiście geniusz! Koniec pojedynku, GT-R przegrywa!
- Nie wiem jak wy – stwierdził Koichi, podchodząc do nich – Ale ja się zbieram. Byłem tu dla tego pojedynku, nic mnie tu więcej nie trzyma.
- No to my też… - odparł Mat, po czym wsiadł z Fumi do Silvii. Odpalił silnik, i powoli wycofał. Powinni zdążyć jeszcze załapać się na tą „falę zjazdową”, którą czujki puściły po wyścigu Harukiego i Nakazato. Dodał lekko gazu, kierując się w stronę drogi…
… po czym gwałtownie wdusił hamulec, ledwo unikając zderzenia z zajeżdżającym mu drogę czerwonym Civiciem.
Z auta wyskoczył Shingo, numer dwa z Night Kids, po czym krzyknął coś po japońsku.
Wyraźnie w jego kierunku.
Fumi oblała się lekkim rumieńcem, po czym wysiadła z auta i odpowiedziała coś, również po japońsku. Nie był w stanie zrozumieć, ale nie podobał mu się sam ton tego gościa. Otworzył drzwi i wysiadł z Silvii.
Efekt był dość ciekawy. Był o głowę wyższy od Shingo Shoji.
Japończyk był trochę zaskoczony wzrostem Mateusza, ale nie stracił rezonu, i odezwał się po angielsku, tonem, który zdecydowanie się Matowi nie podobał.
- Nie wiem, co tu robisz, rusku.
- Jestem Polakiem – odparł zimno Mateusz – I przyjechałem poobserwować wyścigi.
- Polakiem? Nie znam takiego kraju. Nie zmienia to jednak nic. Nie rozumiem, jak europejczyk może mieć na tyle czelności, żeby w ogóle przyjechać na nasze rdzennie japońskie wyścigi. – mówił z wrednym uśmiechem Shingo – A już przyjeżdżanie tu z tak piękną dziewczyną jest całkowitym nietaktem i potwarzą dla nas, Japończyków. Co więcej, kalasz naszą wspaniałą motoryzację. FR, Silvia, to dla mnie złom, nie samochód, ale to i tak zbyt dobra maszyna jak na twoją śmierdzącą osobę. Wy, europejczycy, nie powinniście mieć prawa jeździć naszymi sportowymi autami! Wynoś się stąd, gnoju, albo zaraz cię przepędzę! Nauczę cię jeździć po przełęczy, polecisz w przepaść, frajerze! – zrobił krótką przerwę. Mat milczał, zbyt zszokowany chamskością wypowiedzi, by się odezwać – A ty, piękna, zasługujesz na lepsze towarzystwo, niż ten śmierdziel. – zwrócił się do Fumi.
Mat zrobił krótki rachunek zysków i strat. Danie w mordę temu skur****owi uznał za zbyt prostolinijny sposób udowodnienia, kim jest Polak, i co sądzi o jego poglądach na kulturę. Na wyścig zaś nie miał najmniejszej ochoty. To był w końcu Shingo Shoji, numer dwa w teamie Night Kids, świetny kierowca FF. Wprawdzie w „Initial D” gość był znacznie mniej chamski, ale zdolności za kierownicą na pewno co najmniej dorównywały przedstawionym w anime.
Nie chciał powtarzać sytuacji, która spotkała go w Istebnej. Nie będzie ryzykował dla kobiety, porażka była zbyt prawdopodobna…
Ochłonął i bez słowa wsiadł do auta. Dookoła zebrał się już tłumek gapiów. Odpalił silnik, i nawet nie spojrzał na Fumi.
Nie zaryzykuje dla kobiety.
Nie zaryzykuje?
- Tchórz! Rusek, tchórz, śmierdziel i frajer! Jak każdy europejczyk!
Cała publika ryknęła gromkim śmiechem. Mat poczerwieniał nieco, ale z niejakim zadowoleniem stwierdził, że Ryosuke Takahasi i Takumi Fujiwara milczą, zniesmaczeni zachowaniem Shingo.
Nie mógł tego puścić płazem.
Fumi delikatnie pogładziła go po ramieniu, i stwierdziła:
- Wybacz mi za nich… jedźmy stąd, to robi się niesympatyczne…
- Spokojnie. – odparł
Zaryzykuje.
Wysiadł z auta, i beznamiętnym tonem stwierdził:
- Pokaż mi więc, Japończyku, na co cię stać w touge.

Czerwony Civic EG6 był wozem rozpoznawanym w tej okolicy. Jego pojedynek z „nikomu nieznanym europejczykiem” wywołał więc poruszenie na zgromadzonej na trasie widowni.
- Jedziemy w „Initial D Style”. Wiesz w ogóle, co to jest? – zakpił Shingo.
Mat wiedział. Tak zwany „tryb nagłej śmierci”, w którym kierowcy startują jeden za drugim. Prowadzący wygrywa, jeśli oddali się na 150 metrów. Ścigający, gdy wyprzedzi prowadzącego. Jeśli runda nie przyniesie rozstrzygnięcia, w kolejnej odwraca się kolejność startujących.
- Wiem. – odparł krótko.
- Jako wyzywający, dam ci prawo wyboru pozycji. Przód czy tył, co, rusku?
- Weź przód – szepnęła cicho Fumi.
Nie podobała jej się ta sytuacja. Jakkolwiek Mateusz był dobrym kierowcą, to ze znawcą tej trasy nie miał najmniejszej szansy. Co więcej, występował niejako w jej obronie… było jej głupio z tego powodu, zostanie upokorzony z jej przyczyny. Niech weźmie przód, wytrzyma chociaż kawałek, przynajmniej zachowa twarz. Zostać wyprzedzonym to żaden wstyd, ale osoba odstawiona była w wyścigach górskich uznawana za beznadziejnego kierowcę. Nie chciała, żeby tak sądzono tutaj o Mateuszu. Jej Mateuszu.
- Pojadę z tyłu. – stwierdził Mateusz.
Efekt był dokładnie taki, jaki zakładał.
Shingo ze zdziwienia zmarszczył brew, a tłum dookoła poruszył się, zdziwiony decyzją nieznanego europejczyka.

- Czy on postradał zmysły? – zapytał Keisuke Takahashi starszego brata – Przecież ten drań, Shingo, go zmasakruje.
- Zobaczymy. – odparł krótko Ryosuke – Nie oceniajmy pochopnie.
- Co może o touge wiedzieć przeciętny europejczyk? – nie dał za wygraną Keisuke.
Ryosuke nie odpowiedział. Znał europejczyka, który w drifcie i wyścigach górskich nie miał sobie równych, nawet tutaj, w Japonii. Był jego rówieśnikiem. Jeździł dziwnym, ciemnozielonym, europejskim sedanem… jak on się nazywał…
Lotus. Lotus Carlton.
Ich pojedynek był długi. Dał z siebie wszystko, rzucił do walki wszystkie swoje umiejętności i techniki. To był najtrudniejszy pojedynek w jego karierze.
Przegrany pojedynek.
Nie pamiętał imienia tego gościa. Został on potem mistrzem zawodów drifterskich D1GP, najważniejszych w Japonii, dokonał tego tym samym Lotusem.
Było coś dziwnego w tym człowieku. Jego aura kierowcy wionęła dziwnym uczuciem. Śmiercią?
Ale ten epizod Ryosuke Takahashi zachował dla siebie.

- Start!
On nie ma ze mną szans, powtarzał sobie Shingo, rozpędzając Hondę. Nie ma najmniejszych szans. Od pierwszego zakrętu będę się oddalał, na pierwszym checkpoincie stwierdzą moją wygraną przez nokaut.
Tylny napęd, którego tak nie znosił, dawał przewagę podczas przyśpieszania.
Ale tą przewagę niwelował silnik z turbodoładowaniem w Silvii. On miał pod maską jednostkę NA. Nie masz szans, europejczyku. Wygram i wydymam tą twoją panienkę.
A teraz patrz, jak się jeździ w Japonii!

Mat obserwował Civica. Nie był znacznie szybszy na prostych, ale oznaczało to równocześnie, że wszelkie próby wyprzedzania na prostej spalą na panewce.
Musiał więc liczyć, że Shingo okaże się słaby na zakrętach.
Mylił się.
Czerwony wóz zaatakował zakręt w lewo praktycznie bez hamowania, idąc ogniem od wewnętrznej. Mat był tak zaskoczony szybkością przeciwnika, że o mało co nie przegapił momentu hamowania. Skręcił kierownicą i dodał gazu, rozpoczynając drift. Wóz ślizgał się dość szybko, ale Civic był i tak szybszy.
Wyskoczył za nim z zakrętu na kolejną prostą. Civic brał zakręty praktycznie bez hamowania. Mat przestał myśleć kategoriami techniki jazdy. Prowadził tak, jak podpowiadały mu emocje.
Opóźnił nieco hamowanie i wszedł w drugi zakręt, w prawo. Starał się to zrobić najszybciej, jak potrafił, ale i tak zniosło go ku zewnętrznej. Wyszedł z zakrętu, dodając mocno gazu. Opony aż zapiszczały. Wierzył, że po takim manewrze Civic musi być bliżej.
Mylił się. Honda odstawiała go już o 20 metrów…

- Szczyt, tu trzeci zakręt. Shingo z Night Kids ma prawie trzydzieści metrów przewagi nad tym europejczykiem. W tym tempie, skończą przed serią nawrotów. Ten z Silvii nie jest zły, ale z Shingo nie ma szans. Ot, zwykły drifter, jakich tu wielu.

- Co?! – parsknął w słuchawkę Koichi – Mat się ściga?
- Tak. Z Shingo z Night Kids, Civic EG6 SiR II. Wziął tył, kretyn. Przegra z kretesem – odparł do telefonu komórkowego Koichi.
- Fuck. Fuck. Fuck. – odpowiedział Haruki i rozłączył się.
Cóż za głupota ze strony Mateusza!

Shingo nie mógł się powstrzymać od głupkowatego uśmieszku, wychodząc z czwartego zakrętu. Ten europejczyk był nawet słabszy niż myślał. Przez ostatnie cztery zakręty używał całkowitej przyczepności opon w swoim Civicu, ale wyglądało na to, że nie musiał nawet oszczędzać gum na kołach. Ten pojedynek skończy się szybciej, niż przewidywał.

Mateusz wyszedł z czwartego zakrętu. Jego oczom ukazała się teraz kilkudziesięciometrowa prosta, z lekkim odbiciem w prawo i w lewo. Do Civica tracił już 40 metrów.
Co robił źle…
Spojrzał na Fumi.
Braking drift!

Shingo mknął przez długą prostą, którą kończył ostry, ciasny nawrót o 180’ w lewo. Jeśli poprzednie zakręty stanowiły problem, to ten na pewno wykończy tego frajera.
Przyhamował i wszedł w zakręt.
Zaczęło go znosić.
Przyhamował, tracąc prędkość, po czym skręcił kierownicą i dodając gazu przywrócił autu trakcję. Zaklął pod nosem. Opony nagrzały się wcześniej, niż się spodziewał.
Ale to bez znaczenia. Pojedynek i tak niebawem się skończy…
… co do diabła?!

Pulsacyjne, delikatne hamowanie. Ostre naciśnięcie hamulca. Środek ciężkości na przodzie. Skręcił kierownicą, dodał gazu i wszedł w drift. Adrenalina i maksymalne skupienie sprawiły, że kontrola była nawet lepsza, niż gdy ćwiczył ten manewr z Fumi. Silvia ślizgała się kilka centymetrów od barierki, pod odpowiednio małym kątem. Na wyjściu dodał gazu, a wóz z rykiem silnika odzyskał przyczepność.
Nie wierzył własnym oczom.
Nadrobił dwadzieścia metrów.
Niemożliwe. Ale jednak.
Wrócił do walki!

Shingo klął jak szewc. Popełnił błąd i stracił prędkość na tym zakręcie, ale żeby ten dupek nadrobił ponad 30 metrów? To było nieprawdopodobne! Co gorsza, zanim ponownie rozpędził wóz, Silvia zdążyła siąść mu na zderzaku. Światła Nissana błyskały mu w środkowym lusterku.
Sukinsynu!

Pulsacyjnie pedałem hamulca. Krótko, silnie, do oporu. Skręt kół. Gaz.
Średni zakręt w prawo pokonał bez najmniejszych problemów, z pełną prędkością.
Civic nie uciekał mu już, wręcz przeciwnie – odległość zaczynała maleć.
Ale nadal nie wiedział, jak wyprzedzić tego skośnookiego drania.

- Szczyt, tu ósmy zakręt! Zmiana sytuacji! Ten europejczyk wrócił do gry! Właśnie nas minęli. Civic jest szybki, idzie bez hamowań, ale zaczyna go już znosić podsterowność. Za to Silvia zmieniła styl jazdy, nie ślizga ślizga się już środkiem, ale stosuje braking drift, i idzie pięknie po wewnętrznej. Ten Polak, czy kimkolwiek on jest, zna się na rzeczy!
- Mat ma szanse? – zapytał przez telefon Koichi.
- Nie wiem – odparł Haruki – Wątpię, czy będzie w stanie wyprzedzić. Na błąd przeciwnika raczej nie ma co liczyć.

Shingo czuł, że zaczyna się pocić. Na poprzednich zakrętach dał z siebie wszystko, ryzykował nawet jazdę z większą niż zwykle prędkością, ale Silvia nadal trzymała się jego zderzaka. Na dodatek, czuł już podsterowność. Ale nie da się wyprzedzić. Nigdy w życiu!
Przyhamował, dociążył przód, i wgryzł się w kolejny zakręt, ostry w lewo. Wyszedł z niego aż po zewnętrznej. Spojrzał w lusterko.
Jak on potrafił utrzymać takie linie w drifcie?! Jak technika taka jak drift, marna popisówka dla frajerów, może się utrzymać za jego gripem? Ba, jak może go w ten sposób doganiać?!
Ale skończyło się.
Przed nimi najtrudniejszy element trasy na Mt. Akina. Cztery ciasne jak diabli, ostre nawroty.
Pogrom dla wszystkich początkujących. Tu nawet profesjonaliści miewali problemy.
Nie dasz sobie rady, rusku. Polaku. Czy inny europejski diable!

Mknął przez długą prostą. Przed oczami miał już zarys pierwszego z serii nawrotów, ciasnego w prawo. Światła oświetlały pobocze i tłumy tam zgromadzone. Czy będzie w stanie wyprzedzić Hondę?
I jak to zrobić?
Poczuł na swojej nodze dotyk Fumi.
- Mat – powiedziała cicho – Przed nami cztery nawroty. Czy dasz sobie…
- Dam, sobie radę, Fumi – odparł, nie spuszczając Civica z oczu. Dzielił ich niecały metr. Rozświetliły się jego światła stopu.
Pulsacyjnie przyhamował, i wykonał kolejny braking drift.
Zacieśniał do wewnętrznej najmocniej, jak potrafił, nie szczędząc opon, próbując się wcisnąć po prawej od Hondy.
Nie dał rady. Shingo blokował wewnętrzną całkowicie.
Wyszli z zakrętu. Mat dodał gazu i spróbował wyprzedzić  na prostej. Opony Hondy wyraźnie się zużywały, przyśpieszała gorzej niż na początku.

- Nie puszczę cię, dupku! – wrzasnął Shingo, zajeżdżając drogę Nissanowi. Następnie wdusił hamulec, i wszedł w drugi nawrót…

Mat wyszedł z drugiego wirażu. Od Civica dzieliły go centymetry. Kierowca Hondy wyraźnie blokował przed nim wewnętrzną, ale w środkowej i końcowej partii zakrętu znosiło go ku zewnętrznej. Gdyby tylko był w stanie ukryć swój zamiar wyprzedzenia…
- Mateusz, uważaj na opony! Jeżeli każdy zakręt będziesz szedł tak ciasno, za chwilę zaczniesz tracić przyczepność! – ostrzegła go Fumi
Sen! Jak w tym koszmarnym śnie! Był w stanie ukryć ten zamiar. Ale czy ma na tyle odwagi, żeby wykonać taki trik?
- Rozumiem, Fumi. Planuję to skończyć na tym trzecim nawrocie. Trzymaj się… zaufasz mi?
Nie pomyślał, że ma pasażerkę. Czy może zaryzykować jej życiem?
- Zaufam, Mateuszu. Zawsze!
To zmienia postać rzeczy.

Pod koniec pierwszej liceum miał już poważne problemy z pamięcią i procesem uczenia. Jedna zdolność jednakże nigdy go nie zawodziła. Pamięć obrazkowa i wizualna. Mateusz pamiętał takie szczegóły, jak trasa, którą jechał z rodzicami do Niemiec siedem lat temu, którą rozpoznawał po charakterystycznych punktach, i niezawodnie wiedział, którędy jechać. Czy też chociażby umiał przywołać w pamięci wygląd graniastosłupa o dowolnej liczbie boków, po czym obracać go, odczytywać dane i układać wzory na pola i objętości na podstawie tego „obrazka 3D” w głowie.

Pamiętał ten zakręt. Ciasny jak wszystkie cztery  nawrót w prawo, różnił się tylko jednym szczegółem. Na wewnętrznej podłoże było znacznie mniej nachylone niż na pozostałych zakrętach, i bardzo równe. Nie było tam krzaków, drzew czy ławek, tylko trawa.
Manewr był ryzykowny. Ale to było jedyne wyjście.
Sięgnął ręką i przekręcił pokrętło.
Va banque!

Shingo zdenerwowany zerknął w lusterko. Światła Silvii, które tak go oślepiały, zniknęły. Czyżby ten frajer rozbił się na poprzednim zakręcie? Los widać był dla niego łaskawy. Przyhamował i zaczął kręcić kierownicą, cały czas jednak bacznie patrzył w lusterko.
To był błąd.
Nie przyłożył się tak do blokowania wewnętrznej w momencie, gdy tego najbardziej potrzebował.
Ale nie mógł wiedzieć.

Fumi patrzyła w osłupieniu. Mateusz był niesamowity. Z tym manewrem radziło sobie naprawdę niewielu.
Geniusz.
Silvia mknęła dwoma prawymi kołami po trawniku, lewe zaś sunęły po drodze. Wóz zrównał się z Civiciem, który był coraz bliżej zewnętrznej.
Do rozświetlających drogę przed nimi świateł Hondy ponownie dołączyły światła Nissana.

- Co do wszystkich diabłów?! Nie! Ty draniu! – wrzeszczał Shingo.
Nissan pojawił się po jego prawej, po czym podskoczył nieco i znalazł się przed jego maską.
Ten sukinsyn wygasił światła!
Poniósł porażkę.
Ale nie mógł odmówić temu Polakowi stalowych nerwów. Taki manewr…

Mat westchnął ciężko. Wygaszenie świateł było diabelnie ryzykowne, ale poskutkowało. Technika była nawet trudniejsza, niż wynikało by to z „Initial D”. Gdyby nie taki a nie inny profil zakrętu, na którym widział trasę dzięki światłom Hondy, z pewnością by się rozbił.
Ale zwyciężył. Zwyciężył z samym Shingo Shoji, Numerem Dwa z Night Kids.
Choć z drugiej strony, ważniejsze dla niego było, że pokazał swoje umiejętności Fumi.
I udowodnił, że Polak potrafi. Zamknął ryj temu sukinsynowi.

- Szczyt, tu czwarty nawrót! Zwycięstwo Silvii! Ten Polak zastosował technikę wygaszenia świateł! Cóż za popis umiejętności! Powtarzam, Shingo Shoji z Night Kids pokonany!

- Widzisz, bracie – odezwał się stojący na szczycie Ryosuke – znałem kiedyś Polaka, który był szybszy w touge od każdego Japończyka. Nie powinniśmy lekceważyć innych nacji, jak zrobił to Shoji. Touge i drift to nasz rodzimy sport. Ale oni są w nim już co najmniej równie dobrzy, jak my…

- Mateusz wygrał? Ja pier…dzielę! – wrzasnął w słuchawkę Koichi. Hasło to przejął zresztą od samego Mateusza, który zaś w ten sposób unikał przeklinania przy Fumi.
- Nie docenialiśmy go, Koichi. Ten wyścig musiał być naprawdę ciekawy. – odparł Haruki.
A to oznaczało, że i on sam był teraz zagrożony…

Mateusz minął wiwatujące na dole tłumy i pomknął w kierunku domu.
- Nie zatrzymasz się nawet? – zdziwiła się Fumi – Pewnie wielu z nich chciało by ci złożyć gratulację…
- Po co? – odparł Mat – Wygrałem dzięki trikowi.
- Dzięki niesamowitemu i niezwykle trudnemu trikowi, Mateuszu. Niewielu tak potrafi. Jestem… – zawahała się – Naprawdę, podziwiam cię. Wybacz, że wątpiłam w twoje umiejętności.
Mat uśmiechnął się pod nosem.
- W ramach przeprosin – stwierdził – Możemy iść potańczyć… jeśli masz ochotę.
Dostanę w ryj, pomyślał.
- Z tobą? – roześmiała się – Zawsze!

 

To be continued...