8. „… i MR”

 

- OK. 4WD też masz już opanowane w stopniu co najmniej zadowalającym – stwierdził pewnego dnia Haruki, gdy jedli śniadanie – Czas na przedostatni typ, MR. Zaczynamy dziś wieczorem.
Przedostatni? - pomyślał Mat. W garażu stała tylko MR2. Jedynym układem, który przychodził mu do głowy, było RR, silnik z tyłu i napęd na tył. Najbardziej charakterystyczne wozy tego typu to stare złomy pokroju Fiata 126p, i kultowe Porsche 911. Nieprawdopodobne, żeby załatwili tutaj Porsche…
- RR? – zapytał więc.
- Nie – odparł Haruki – RR nie nadają się do touge. Na razie nie zdradzę ci, co to będzie za wóz, niech to będzie niespodzianką na zakończenie szkolenia w MR. Ale jestem pewien, że to auto ci… przypasuje.
We will see, przemknęło Mateuszowi przez głowę. Co to może być za wóz?

MR było beznadziejne. Ryczący za plecami silnik, leżący przed tylną osią, zapewniał przyczepność na każdym zakręcie, w jaki wchodził, ale jednocześnie czuł uciekanie przodu i silne znoszenie ku zewnętrznej. Grip w wykonaniu tego auta był co najmniej dziwny, drift zaś miał te same wady, co w 4WD – wóz nie dawał się tak łatwo opanować, jak FR.
Wniosek był więc prosty.
Nie umiał tym jeździć.
Na następnym zakręcie dociążył przód i wszedł w zakręt pełnym ogniem. Gdzieś w połowie, gdy zaczynał czuć, że MR2 wymyka się spod jego kontroli, puścił na chwilę gaz po czym wdusił go do oporu, kręcąc kierownicą. Wóz wszedł w drift tylnimi kołami. Kontrował kierownicą, lekko operując gazem, ale nie udało mu się zbliżyć na mniej niż półtora metra do wewnętrznej barierki. Na wyjściu zaczął więc prostować…
… nieznośne uczucie uciekania przodu, i ciągłe znoszenie ku zewnętrznej.
Dodał więcej gazu, próbując wyrwać wóz. Turbina syknęła wściekle, a Toyota minęła się z barierką o centymetry. Po raz kolejny o mało co nie rozwalił auta przez podsterowność. Tutaj jednak nie działała nawet technika z 4WD.
Albo nie umiał jej zastosować.
- Cholerne, podsterowne, dziwnie prowadzące się auto. Poor Man Ferrari, tak na to u nas mówią. – stwierdził głośno – Sorry, ale tym się jeździć nie da. MR sprawdzają się na torach, ale nie na przełęczach.
- Jeżeli chcesz to mogę ci zademonstrować – odparł zimno Haruki – że Midshipy to najlepsze auta do wyścigów touge, najlepsze auta w ogóle. Udowodnię ci to. W pojedynku.
Haruki był wściekły. To, że Mateusz nie umie opanować MR, to normalne. Obrażanie jednak jego ulubionego układu było niedopuszczalne. Haruki uważał układ MR za najgenialniejsze rozwiązanie w historii motoryzacji, a jego NSX i liczba wygranych nią wyścigów tylko to potwierdzały.
- Nie wiem – odparował równie zimnym tonem Mateusz – Czy wyścig z tak znamienitym i uzdolnionym kierowcą jest w ogóle w dobrym tonie… to przecież hańba dla was, żeby ścigać się z nami, brudnymi europejczykami. Co my wiemy o touge… czym są moje zdolności przy twoim doświadczeniu?
Nie powinien tego mówić. Nie powinien rozładowywać nerwów po pojedynku z Civiciem w ten sposób, na dobrym kumplu. Ale musiał dać upust negatywnym emocjom.
- A ja nie wiem – odezwał się znów Haruki – czy przypadkiem nie staliśmy się ofiarami oszustwa. Lub przynajmniej kłamstwa. Twój styl jazdy, sposób, w jaki wygrałeś z Shingo… ba, sama wygrana z takim kierowcą… przedstawiłeś się jako początkujący. Nie wierzę w to. Kim jesteś? Profesjonalista? Ile jeździsz? Mów!
Nie podobał mu się ton tego Japońca. Po raz kolejny, zaczynała go wkurzać inna nacja.
Był nietolerancyjny.
- Interesuję się i jeżdżę od młodości – odpowiedział – ścigam od niecałego roku. Nic przed wami nie ukrywam. I wątpię, że jestem naprawdę uzdolnionym kierowcą. Może mam szczęście?
Chciał załagodzić konflikt.
Nie udało mu się.
- W niedzielę, za tydzień – powiedział zimno Haruki – Planujesz wracać do domu, do Polski. Tak więc w sobotę, dzień przed… pokażę ci, jak się jeździ. Pokażę ci przewagę MR nad każdym autem, jakie znasz. Udowodnię, że czymkolwiek nie pojedziesz, nie będziesz miał żadnych szans. Jesteś dobrym kierowcą, Mateuszu. Ale zobaczysz przepaść, którą tworzy doświadczenie, czas i ciągły trening. Potraktuj to jak test końcowy. Utrzymaj się za mną przez półtorej minuty. To już będzie osiągniecie… początkujący kierowco. – zakpił.
Była jedna rzecz, której Mat szczerze nie znosił u tego gościa. Pewność siebie. Bezgraniczna pewność siebie.
- OK. Sprawdzimy się. – odpowiedział tylko.
Nie mógł wiedzieć, że wybuch Harukiego nie wynika z jego zachowania czy opinii o MR.
Skąd Mateusz mógł wiedzieć, że Haruki od wielu lat beznadziejnie kocha Fumi, która teraz oszalała dla jakiegoś przyjezdnego europejczyka?
Nie mógł wiedzieć. I nigdy miał się nie dowiedzieć…

9. „Godzilla”

 

- Chłopaków nie ma? – zapytał Mateusz, schodząc na śniadanie. W jadalni zastał tylko Fumi.
- Nie – uśmiechnęła się – Pojechali na Przełęcz Usui. Dzisiaj trasa jest zamknięta dla ruchu, odbywają się tam sponsorowane zawody dla ścigantów. Chcieli sprawdzić, na co stać tamtejszych.
- Aha. W takim razie pozwolisz, że nie będę się męczył konwencjami. – rzekł Mateusz i odłożył pałeczki do ryżu na bok. Był Europejczykiem. Prostą łyżkę przedkładał nad tutejsze wynalazki.
- Ależ oczywiście – roześmiała się. Zawsze bawiła ją ta jego niechęć do pałeczek – A! Haruki załatwił wóz dla ciebie. Według niego, powinien ci pasować…
- Hm? – Mat nie przypuszczał, że nastąpi to tak szybko. MR jeździli dopiero dwa razy. – Możemy go iść… obejrzeć?
- Nie widzę przeszkód. – odparła Fumi.

Mechanizm otworzył przed nimi drzwi garażowe. Promienie słońca rozświetliły maski czterech wozów. Civic, Silvia, Impreza, MR2.
Nic nowego.
Wszedł do środka, i momentalnie poczuł miły chłód garażu. Jego oczy powoli przyzwyczajały się do panującego tutaj mroku, tak różnego od jasności dnia.
Wreszcie zobaczył.
Auto przykryte szarą płachtą.
Powoli podszedł do niezwykle intrygującego kształtu, delikatnie chwycił materiał i szybkim ruchem ściągnął go z auta.
I omal nie padł z zachwytu.
Karoseria będąca pięknem sztuki użytkowej, skrywająca jeden z najlepszych japońskich wozów sportowych w historii.
Wszystkie detale miały tutaj zastosowanie praktyczne.
Wóz ponoć był genialny. Niesamowity.
I był jego sennym koszmarem.
Nissan Skyline.
Biały R32 GT-R, BNR32.
Godzilla.
Piąty układ. ATTESA-ETS.
Poczuł zimną stal, przejeżdżającą mu po karku. Powoli się odwrócił. Fumi, rozbawiona, trzymała w dłoni kluczyki z przywieszką „GT-R”.
- Królestwo za kluczyki do Sky’a! – jęknął Mat.
- Aż tak dużo nie wymagam – roześmiała się – Ale w zamian za to, weźmiesz mnie na przejażdżkę tym wozem. Co ty na taką umowę?
- To nie umowa – odparł Mat – To czysta przyjemność.

Ciemności dookoła przebijały podłużne reflektory Nissana. Spędził w tym aucie prawie cały dzień, robiąc tylko małe przerwy, ale mógł nim jeździć wieczność. Niezwykle wygodne fotele, świetnie leżąca w dłoniach kierownica i 280 koni mocy pod pedałem gazu, reagujące na sygnał z nogi prawie natychmiastowo. RB26DETT, kultowy silnik Nissana Skyline, 2,6 litra pojemności z dwoma turbosprężarkami, było genialną konstrukcją. Dwa mniejsze turbo zamiast jednego większego sprawiały, że zjawiska turbo lag’a praktycznie nie było. Wóz przyśpieszał niesamowicie. Ale nie to było jego największą zaletą.
Skyline GT-R nie był ani autem typu 4WD, ani FR. Samochód był niesamowitym połączeniem obu tych układów. Nie było to jednak coś w stylu sprzęgła wiskotycznego, jak w Golfie Sebastiana, reagującego za późno i nieskutecznie. Tutaj za uruchamianie napędu na przednią oś odpowiadał system ATTESA-ETS, kontrolowany przez elektroniczny komputer.
Wszedł w zakręt, idąc środkiem pasa. Wóz prowadził się nienagannie. W początku zakrętu auto ślizgało się nieco, ale system ATTESA pozwalał tylko na krótki uślizg kół. Szedł gripem cały zakręt.
Ech, pomyślał Mat. Gdyby ten uślizg był dłuższy. Wtedy pokonałby cały zakręt driftem, a na wyjściu odzyskiwał trakcję, wychodząc po idealnej linii.
Tak jednak musiał pod koniec zakrętu walczyć z autem, bo podsterowność znosiła go ku zewnętrznej. Mimo tego, spośród wszystkich aut, którymi dotychczas w życiu jeździł, Sky był zdecydowanie the best.
- Ten wóz jest genialny – odezwał się wreszcie – Gdyby tylko ten system umożliwiał dłuższy poślizg kół… dałbym radę pokonywać zakręty driftem.
- Znam mechanika w Tokio – odparła Fumi – Który zajmuje się Skyline’ami i ATTESA’ą. Skroi tego Sky pod ciebie niczym garnitur. Możemy się do niego wybrać, jeśli chcesz.
- Kiedy? – zainteresował się Mateusz.
- Choćby teraz. Jest 5 nad ranem, bylibyśmy tam o poranku. Chyba że jesteś zmęczony?
- Ja? – Mat uśmiechnął się – Nigdy w życiu.
Na najbliższym parkingu zarzucił tyłem, i ruszył w kierunku autostrady do Tokio…

„Get Me Back To Tokyo!”

Wyścigi autostradowe mogą być całkiem fajne, pomyślał Mat. Leciał Skylinem po równej jak stół autostradzie przeszło 220 km/h, a na kierownicy nie czuł nawet drobnych wibracji. Wóz był niesamowicie stabilny, przeskakiwanie pomiędzy sunącymi wolno tirami nie sprawiało mu najmniejszych trudności.
W środku było cicho. Nieprawdopodobnie wręcz cicho.
Uznał, że taki nastrój należy wykorzystać.
- Fumi – zaczął – Wybacz ciekawość… w jaki sposób weszłaś w świat touge?
- Na pewno chcesz tego słuchać? – odparła.
Wyczuł nutkę smutku w jej głosie.
- Tak. – odpowiedział – Chyba że… to jakiś prywatny powód?
- Tak, ale… - zatrzymała się na krótki moment - … eh, w sumie to nic wielkiego… - zawahała się.
Widział, że to jednak było coś wielkiego. Znał to spojrzenie, to napięcie na twarzy.
Napięcie wywoływane przez wspomnienia. Bolesne wspomnienia.
- Miłość? – zapytał. Docisnął gaz i wyprzedził kolejną ciężarówkę. Dwie turbiny, zero lag’a. Niesamowite.
- Tak. – uśmiechnęła się blado – Cztery lata temu poznałam chłopaka. On był ścigantem, pochodził z tej prefektury, z Gunmy. Byliśmy rok… razem… on był… - znowu się zawahała.
Nie wie co może mi powiedzieć, pomyślał Mat. Nie chce rzec za dużo.
- Wspaniały. – dokończył za nią – Czuły, troskliwy, kochający i opiekuńczy.
Nie odpowiedziała. Przytaknęła głową.
- Byliśmy razem rok – odezwała się znów po chwili – Ale on wyjechał z Japonii. Studia w USA. Rozstaliśmy się z bólem, w przyjaźni, ale ja… sam rozumiesz.
Nie rozumiał. Ale się domyślał.
- Nie chciałaś już żadnego innego.
- Nie, to nie tak – zawahała się – Nie chciałam tego ponownie przechodzić. Rozstanie, łzy, smutek. Zainteresowałam się hobby ukochanego, wyścigami górskimi. Odkryłam w tym swoją pasję. Przez te trzy lata nieco poprawiłam swoje umiejętności w touge… i chyba wyleczyłam już się z tego rozstania. – uśmiechnęła się.
- No i świetnie – odwzajemnił uśmiech – Taka wspaniała i piękna dziewczyna na pewno nie będzie miała problemu ze znalezieniem wymarzonego ukochanego.
Wnikliwie obserwował jej oczy, napięcie. Droga była pusta, mógł sobie pozwolić na moment odwrócenia uwagi.
Wyraźnie posmutniała.
- Znalazłam go. To też ścigant. Ale ten związek nie ma szans… byłby powtórką tamtej historii. – westchnęła głośno.
Chodzi o mnie, domyślił się Mat. Oj Fumi… przykro mi. Cholernie mi przykro. Podobasz mi się, jesteś wspaniała, ale… nie, to nie ma szans. Najmniejszych.
Nie wypowiedział jednak tego. Milczał. Cokolwiek by stwierdził, zranił by ją.
Na dłuższą chwilę zapanowała nieznośna cisza. Prześmignął koło czerwonego Mitsubishi GTO, czyli JDM 3000GT. Wóz nawet nie próbował ich dogonić. Skyline rządził tą autostradą.
- Teraz ty, Mateuszu.
- Hm?
- Opowiedz mi swoją historię… proszę. – uśmiechnęła się do niego. To był piękny uśmiech.
Nie mógł odmówić.
- Eh, nie ma dużo do powiedzenia. – stwierdził. – Pochodzę ze średnio zamożnej rodziny. Motoryzacją interesuję się od maleńkości. Autem umiałem jeździć już w wieku 13 lat… własnego dorobiłem się dokładnie rok temu. To była tylnonapędówka, Ford Sierra… stary złom – chciał uniknąć pytań o parametry i moc. 120 koni to nie było coś, czym można się było chwalić – Brałem nią udział w wyścigach górskich…
- Brałeś? – zdziwiła się – Dlaczego w czasie przeszłym?
Cholera.
Nie chciał do tego wracać…
Nie chciał?
… skoro ona otwarła swoją dusze przed nim, to powinien wręcz powiedzieć jej wszystko.
Chciał powiedzieć.
- Auto uległo zniszczeniu… w wyścigu. – stwierdził smutno. Nadal żal mu było jego biednej Sierry. Nadal nie mógł jednak sobie wybaczyć, że silnik eksplodował akurat wtedy. W takim momencie.
Jest smutny, pomyślała Fumi. To nie mógł być zwykły wyścig. Po zwykłej przegranej, po prostu wyremontowałby wóz. Tu musi być coś więcej.
- Czy mogę wiedzieć… o co był ten wyścig? – zapytała.
Ech, pomyślał Mat. Skoro musisz… nie spodoba ci się to.
- Pokłóciłem się z najlepszym przyjacielem, też kierowcą… o kobietę. O moją… jego… naszą ukochaną. – odparł cicho – Silnik eksplodował tuż przed metą.
- Czy nadal ją… kochasz? – zapytała. Trochę za szybko jak na zwykłą grzeczność.
Ale pytanie było cholernie dobre.
Sam chciałby wiedzieć.
- Nie wiem – odparł szczerze  - Kocham. I nienawidzę. Ale to bez znaczenia, podczas gdy przegrałem wyścig, to jest to już przeszłością.
- Nic… - powiedziała cicho, bardzo cicho Fumi - … nic nie kończy się na jednym wyścigu, Mateuszu…

 

To be continued