Akcja odcinka rozgrywa się po odcinku 9 Sezonu Drugiego „Jedyne rozwiązanie?”, a przed odcinkiem 10 – „Va banque”.

 


OS „Trip To Hell”

- Tak więc tutaj, na dziedzińcu zamku Burg Nurburg, kończymy nasz pierwszy dzień pobytu w pięknej miejscowości wypoczynkowej Nurburg w południowo – zachodnich Niemczech. Na dzień jutrzejszy… - nawijał podeszły wiekiem przewodnik.
Dziedziniec zamku zalewały promienie listopadowego słońca. Pogoda była wyjątkowo piękna, zwłaszcza jak na tą porę roku i kapryśne pod tym względem okolice gór Eifel.
Mat nabrał w płuca przyjemnego, rześkiego powietrza, i nagle poczuł szturchnięcie w bok.
- Powiedz mu to – usłyszał głos Błażeja – Wszyscy czekają.
Mateuszowi nie trzeba tego było dwa razy powtarzać.
- Panie profesorze – zaczął – chciałem w imieniu klasy zaproponować, aby jutrzejszy dzień każdy z nas spędził we własnym zakresie, na zwiedzaniu okolicy, czemu sprzyja lokalizacja naszego ośrodka w samym centrum kurortu. – zakończył na jednym wydechu.
Profesor Tadeusz momentalnie odparł:
- Czy wyście zgłupieli?! Tak nie wolno! Do tego byście musieli mieć wszyscy zgody rodziców…
Przerwał, widząc jak cała klasa, jak jeden mąż, wyjmuje kartki ze zgodą.
- … ale skoro tak – zawiesił głos – Nie podoba mi się takie zachowanie. To wycieczka krajoznawcza, a nie wypoczynek w kurorcie!
Ale jakkolwiek by się nie dąsał, to zgodę wyraził.
Profesor Tadeusz lubił swoją klasę.
A klasa lubiła Profesora.
To jednak nie jest tematem głównym tej opowieści. Pewnikiem stał się natomiast zaplanowany wyjazd na Nurburgring…

Stał przed bramką poboru opłat, czekając na wjazd. Mercedes przed nim właśnie ruszał, szlaban podniósł się, a CLK z piskiem opon wystrzelił na tor. Michał wrzucił pierwszy bieg i podjechał do kasownika. W lusterku wstecznym widział auta znajomych.
Skasował bilet.
Wcisnął lekko gaz, podkręcając obroty.
W tym torze rzeczywiście było coś… magicznego.
Szlaban podniósł się, a on powoli wyjechał na odcinek prowadzący na trasę.
Czekał na nich.
Wykupili dwa okrążenia.
Na pierwszym zapoznanie z trasą.
Na drugim…
… na drugim planowali udowodnić sobie nawzajem, kto z nich jest najszybszy.
- To jedyna taka okazja – pomyślał Michał – Na przełęczy nie moglibyśmy pojechać aż w tylu.
Michał nie znał dokładnej historii Nordschleife.
Oprócz Mateusza, żaden z nich nie znał historii tego toru.
Zielonego Piekła.

172 zakręty.
300 metrów różnicy wysokości.
23 kilometry toru.
1 ofiara.
Miesięcznie.

Mateusz zjechał w kierunku bramki wjazdowej. Za nimi było pierwsze okrążenie Nordschleife.
Tor, rzeczywiście, był…
… niesamowity.
Nurburgring był ogromnym wyzwaniem. Nagłe zmiany wysokości, zjazdy i podjazdy, zdradliwe zakręty i przede wszystkim nagłe utraty przyczepności…
… to był koszmar.
… to było fantastyczne.
Wiedział, że w pojedynku ma spore szanse. Nie używał pełni swojego potencjału…
… chociaż z drugiej strony, jego kumple byli równie dobrzy…
I Natalia.
Mateusz westchnął głośno, kierując auto w stronę kolejki do wjazdu. Natalia była znakomitym kierowcą, to nie ulegało wątpliwości.
Jeśli miał być całkowicie szczery, to właśnie ją uważał za najbardziej wymagającego konkurenta.
Zatrzymał auto, i aż zagwizdał z podziwu. Przed nim stał bowiem intensywnie żółty wóz, którego nieco przygarbiony kształt, a także charakterystyczny gang silnika bokser znał chyba każdy fan motoryzacji.
Nie było to jednak Porsche. Nie do końca.
Stał przed nim RUF.
Legendarny RUF CTR.
„YellowBird”
Poczuł dreszcz ekscytacji na dłoniach. Oglądał film prezentujący zdolności kierowcy „YellowBirda” na Nordschleife. Takiego opanowania potężnej, przeszło czterystukonnej maszyny nie widział nigdy wcześniej.
Wóz prowadził wtedy Walter Rohrl.
Czyżby ten tutaj…?

Kierowca RUF’a spojrzał we wsteczne lusterko i uśmiechnął się, widząc znajome numery rejestracyjne. Pociągnął za klamkę i wysiadł z auta, żeby przywitać młodych znajomych z Serpentyn.

- O kruca – Mateusz zamarł, widząc, kto wysiada z RUF’a i zmierza w jego kierunku, z uśmiechem na ustach.
Wyskoczył z Sierry, nie wierząc własnym oczom.
Znał człowieka do niedawna jeżdżącego na Serpentynach Mazdą RX8, słynnego Mistrza.
I znał legendarnego Waltera Rohrla, uważanego za największego kierowcę rajdowego wszechczasów, przez samego Nikiego Laudę nazwanego „geniuszem na kołach”. Pogromcę potworów grupy B, z samym Audi S1 na czele, człowieka, który równie wiele osiągnął w rajdach WRC, co na torach wyścigowych. Faceta, który podczas „24 Godzin Nurburgringu” w 1992 roku, we mgle, w deszczu i w nocy, gdy inni odpuszczali, osiągał czasy równie szybkie co w idealnych warunkach. Starszego kierowcę testowego firmy Porsche, który właśnie na Nurburgringu ustanawiał tymi potworami kolejne rekordy.
Mat nie skojarzył jednak, że Mistrz z Serpentyn i Walter Rohrl to ta sama osoba.
Teraz, widząc tego niepozornego, starszego pana w kombinezonie Porsche, połączył wreszcie wszystkie fakty.
Miał więc okazję rozmawiać z jednym z najlepszych na świecie, nawet o tym niewiedząc…
- Witaj Mateuszu – przywitał go Mistrz
- Panie Rohrl… ja naprawdę nie rozpoznałem pana w Polsce… dopiero teraz, gdy zobaczyłem pana za kierownicą CTR’a, na Nordschleife, widzę swoją ignorancję… - zaczął się jąkać. Kumple z klasy, zaintrygowani, powysiadali z aut i skierowali kroki w ich kierunku.
Mistrz – Rohrl machnął ręką, uśmiechając się.
- O to mi chodziło. Właśnie takiego traktowania chciałem uniknąć. Zresztą, w Polsce niewiele osób interesuje się wyścigami, Istebna jest więc dla mnie idealnym miejscem do spokojnego życia… chyba że teraz wszyscy się dowiedzą? – spojrzał wymownie na Mateusza.
- Nie nie… oczywiście, że nie. – odparł nadal skonfundowany Mateusz.
- Mistrz – stwierdził głośno Błażej – tutaj?
Zanim Mateusz zdążył wymyślić jakieś łgarstwo, Rohrl odparł:
- Tak. Dorabiam sobie do emerytury.
- Więc cały czas nasze wyścigi obserwował Walter Rohrl – stwierdziła nieoczekiwanie Natalia, dając popis swojej wiedzy – A my, jak ignoranci, nie wiedzieliśmy, z jaką legendą mamy do czynienia. Jest mi głupio.
- Niepotrzebnie – odparł Mistrz – I proszę, zachowajcie to dla siebie. Dobrze mi jest tak, jak jest. Zmieniając temat, co was sprowadza do Zielonego Piekła?
- Pojedynek. – odparł szczerze Adam.
- Z kim? – zapytał z błyskiem w oku Rohrl.
Adam zawahał się. Odpowiedział Błażej:
- Ze sobą nawzajem. Sprawdzić, kto z nas jest najszybszy.
Mistrz roześmiał się krótko, po czym stwierdził:
- Na Nurburgringu? Odważnie, muszę przyznać.
Spojrzeli na niego, zaskoczeni:
- Ten tor nie lubi schodzić w rywalizacji na dalszy plan. Nurb potrafi taki despekt potraktować… śmiertelnie poważnie.
Błażej milczał chwilę, rozważając możliwe opcje. Słowa Mistrza brzmiały jak kpina. W końcu jednak, wypalił:
- Może się pan przyłączy?
Zapadła cisza. Śmiałość wypowiedzi zaskoczyła wszystkich. Mistrz jednak z uśmiechem odparł:
- Jeśli nie macie nic przeciwko, chętnie.
Mateusz niepewnie spojrzał na żółtego CTR’a.
W momencie premiery, w 1987 roku, Yellowbird był najszybszym seryjnie produkowanym samochodem, z prędkością maksymalną na poziomie 341km/h.
I przyśpieszeniem do „setki” równym czterem sekundom.
Moc maksymalna tego potwora wynosiła 469KM.
Jakkolwiek by się nie starali, to pobicie tego auta nawet ze „zwykłym” kierowcą za kółkiem było praktycznie niewykonalne.
Gdy kierowcą był Walter Rohrl, a torem Nurburgring, nie było auta na ziemi, które mogło by ich dogonić, nieważne, kto by je prowadził.
- Spokojnie, nie pojadę tym! – Mistrz poklepał żółty spojler CTR’a – Myślę, że w firmowym garażu znajdzie się bardziej odpowiedni pojazd…

- Kim jest ten cały Rohrl? – rzucił Adam, patrząc jak RUF, rycząc silnikiem, oddala się w kierunku hangarów.
- Ignorant – stwierdził zimno Mat – Walter Rohrl to jeden z najznamienitszych kierowców rajdowych, jacy stąpali po tej ziemi, ba, to także geniusz wyścigów torowych i legenda Nordschleife. Tym bardziej nie rozumiem, co cię popier****ło, Błaż, żeby w ogóle proponować mu pojedynek! Na torze, który jest praktycznie jego domem! Wiesz jak to się skończy? Masakrą!
- Skoro znacie go tylko ty i Nat – odparł wkurzony atakiem Mateusza Adam – To wcale nie jest jakaś legenda. A nawet jeśli, to popatrz na niego! To stary dziad! Wychudły, pomarszczony szkop, który nauczył się gadać po polsku!  Zresztą, skąd wiesz, jak on obecnie jeździ? Na Serpentynach nie widziałem go w żadnym pojedynku!
Mateusz nie odpowiedział. Nie miał zamiaru kłócić się z, w jego mniemaniu, idiotą.

- Jedzie – stwierdził głośno Michał.
- Co to za auto? – odezwała się milcząca do tej pory Joasia.
Mateusz wytężył wzrok. Sylwetka była dość charakterystyczna jak na lata osiemdziesiąte, i bez trudu odgadł, z czym będą się ścigać.
- To Porsche – odparł – model 944. Silnik z przodu, napęd na tył, rzadkość w Porsche.
Mistrz zaparkował obok nich i wysiadł z auta. Mat nie mylił się.
- Porsche 944 S2 – stwierdził Rohrl – Trzy litry pojemności, N/A, 211 koni mechanicznych, 1310 kilogramów masy. Myślę, że to Porsche  jest na mniej więcej tym samym poziomie, co wasze maszyny…
- Buahaha – wybuchnął śmiechem Adam – Z całym szacunkiem, ale przy tym stosunku mocy do masy, pańskie auto nie ma z nami szans. Widzi pan moją Prelude? Mam 310 koni, przy 1320 kilogramach. MR2 Błażeja ma 200 koni przy ledwie 1200 kilo, i to też N/A. Eclipse GSX Michała to 4WD z turbo, generującym 210 koni, masa taka sama co pana Porsche. Magia marki tu nie pomoże.
Mistrz tylko się uśmiechnął, i stwierdził:
- Zobaczymy. Na Nurburgringu nie auto się liczy. Nie traktujcie tego osobiście, to ma być tylko przyjacielski wyścig… mówiąc szczerze, chcę raczej zobaczyć, jak rozstrzygnie się pojedynek między wami. Dlatego proponuję ruszać w kolejności „szeregu mocy”.
- Szereg mocy? – zainteresował się Michał – Może pan wyjaśnić?
- Pierwsze rusza auto najsłabsze, a każde kolejne powinno mieć moc od niego wyższą. Ja, z racji tego, że trochę na tym torze jeździłem – Mateusz uśmiechnął się, słysząc te słowa – Pojadę ostatni. Pasuje wam takie rozwiązanie?
Przytaknęli.

Błażej wrzucił pierwszy bieg, i po raz ostatni spojrzał w lusterko. Wszyscy byli gotowi.
Dysponował najsłabszym autem w stawce, ale mimo tego był pewny swego.
Jego SW20 była zdecydowanie najlżejsza. Układ MR zapewniał mu idealną trakcję.
Skopie dupy wszystkim tym frajerom, i przy okazji zaliczy triumf nad legendarnym Mistrzem. Był w stanie to zrobić, ten tor raczej na pewno nie pozwalał na drift.
A gdy chodziło o grip, nic nie było w stanie dorównać jego Toyocie.
Dodał gazu, a SW20 wystrzeliła do przodu.
Zaczęło się, pomyślał.
Za nim było Eclipse Michała.
Potem Stratus Natalii.
Sierra Mateusza.
Prelude Adama.
I na koniec 944 tego całego Rohrla.
- Śmiało – stwierdził głośno, wyjeżdżając na prostą startową – Kto pierwszy rozpocznie atak?!

Mistrz spokojnie wszedł w pierwszy zakręt po linii startu, ostre odbicie w lewo. Nie miał nawet zamiaru szarżować.
Lubił tych młodych kierowców, ale jakkolwiek by nie patrzeć, przegrywali z samym jego doświadczeniem.
Wystrzelili na 150-metrową prostą. Mistrz delikatnie, stopniowo dodał gazu, a stare Porsche posłusznie przyśpieszyło.
Jeśli chłopak z Hondy mówił prawdę, w co nie wątpił, to miała ona 310 koni mechanicznych. Wóz był jednak nienaturalnie niski, a także zdecydowanie za wolno przyśpieszał. Mistrz przybliżył się do niego na dwa metry, zanim Prelude gwałtownie wystrzeliła do przodu.
Lag turbo, pomyślał Mistrz, i długie przełożenia skrzyni.
To nie był zestaw na Nordschleife.

Adam wdusił gaz do oporu, a Prelude przemknęła przez odbicie w prawo pełnym ogniem. Spojrzenie w lusterko upewniło go, że ten dziadek nie ma nawet co myśleć o ściganiu go w tym starym Porsche.
Prędkościomierz błyskawicznie piął się w górę. 120, 130, 140.
Następny zakręt, również w prawo, ocenił tak samo jak poprzedni.
Wszedł pełnym ogniem.
Prelude zapiszczała wściekle oponami, i tylko gwałtowna kontra i przyhamowanie uratowało go od wypadnięcia z trasy.
Porsche ponownie znalazło się tuż za nim.
- Co do diabła? – zaklął Adam – Strać się!
Ponownie wdusił gaz do oporu, 100-metrowa prosta wręcz zachęcała do tego.

- Za szybko – pomyślał Mistrz – przesadziłeś, chłopcze.
Prelude chciała zaatakować średni w lewo na pełnym gazie.
Jej kierowcy ewidentnie puściły nerwy.
Światła hamowania zapaliły się nagle, i wóz ledwie zmieścił się w zakręcie.
Mistrz wszedł tuż za nią, wiedząc, że musi być gotowy na gwałtowny manewr.
Nie mylił się.
Następujące zaraz potem ostre odbicie w prawo było niezwykle zdradliwe, i praktycznie niemożliwe do wybrania z wysoką prędkością, jeśli nawaliło się na poprzednim zakręcie.
Walter Rohrl wprawnym ruchem kierownicą ustawił swoje 944 na wewnętrznej linii, najeżdżając kołami na biało-czerwony „krawężnik”.
Podsterowność znosiła skręcającą wszystkimi kołami Prelude ku zewnętrznej.
Dodał gazu, i prześmignął tuż koło niej.
Nie musiał nawet patrzeć w lusterko.
Wiedział, że po tym kierowca Hondy nie będzie już zdolny do dalszej walki i pościgu.
Nurb nauczył respektu kolejnego kierowcę…

Mateusz wcisnął gaz do oporu, a silnik Coswortha rozkosznie ryknął, katapultując auto do przodu. Stratus przed nim zmienił linię i zrównał się z Eclipse. Mateusz zamarł na chwilę, ale ani na moment nie zsunął nogi z gazu.
Patrzył zauroczony, jak Stratus leci wewnętrznymi kołami po „kerbie”, czerwono-białym torowym krawężniku, mknąc po długim wirażu w lewo.
Eclipse sunęło tuż obok Dodge’a, na zewnętrznej.
Mat zredukował bieg, i wszedł w delikatny drift, sunąc po wewnętrznej linii.
Zaraz za zakrętem Stratus zjechał na sam środek drogi.
Mateusz przysiadł na ogonie Eclipse.
Do kolejnego zakrętu, opadającego w dół odbicia w prawo, pozostało raptem 40 metrów prostej.
Nie zdąży wyprzedzić na tym prostym odcinku.
Ale zrobi to na zakręcie!

Michał w milczeniu obserwował, jak Natalia i jej Stratus wyprzedzają go na zakręcie.
Musiał przyznać, że była naprawdę dobra.
Popełnił błąd, wchodząc w ten zakręt za szybko. Chciał dopaść Błażeja, ale nie wziął pod uwagę, że układ MR w SW20 pozwala mu na większe prędkości na wirażach.
W efekcie, zniosła go podsterowność.
I wyprzedził Stratus.
Teraz jednak, problemem była widniejąca w lusterku Sierra Mateusza.
Michał miał okazję widzieć go w akcji, i był pewien, że walka z nim będzie niezwykle trudna.
Zajechał na środek drogi, i wszedł w spadające w dół odbicie w prawo, uprzednio musnąwszy hamulec.
Zacieśnił aż do wewnętrznej.
Nie docenił przeciwnika.
Sierra przemknęła po jego zewnętrznej, by następnie znaleźć się tuż przed jego maską.
Nie mógł się powstrzymać od westchnienia. Manewr, wykorzystujący nachylenie zakrętu ku wewnętrznej, był genialny.
Machinalnie spojrzał w lusterko, by sprawdzić, jak daleko znajduje się kolejny przeciwnik.
We wstecznym nie zobaczył nic.
Porsche przemknęło po jego zewnętrznej, korzystając z przejścia zakrętu w lekkie odbicie w prawo.
Takiego manewru nawet nie był sobie w stanie wyobrazić, a co dopiero przewidzieć.
Zdjął nogę z gazu, będąc pewnym, że to koniec. Z 310-konną Prelude Adama nie miał nawet co walczyć.
Spojrzał w lusterko.
Adama jednak nie było widać.
Nadal więc liczył się w tej grze!

- Piękny manewr, Nat! – stwierdziła Joasia.
- Sierra zrobiła dokładnie to samo… - odparła Natalia i zamarła. Porsche Mistrza przemknęło po zewnętrznej, wyprzedzając Eclipse Michała na centymetry.
Wbiła wyższy bieg, a Stratus wystrzelił do przodu. Od MR2 dzieliło ją raptem 20 metrów.
Dwieście metrów prostej dawało jej przewagę. Miały pod maską przeszło 40 koni więcej niż Błażej w swojej Toyocie.
Natalia nie lubiła zwyciężać na prostych. W tym pojedynku, było to jednak niezbędne, by zwyciężyć.
Poczuły że wóz opada, zjeżdżając w dół. Do zakończonego garbem podjazdu zostało ledwie 40 metrów.
Po krótkiej chwili MR2 wystrzeliła w górę i zniknęła im z oczu.
- Podskok – pisnęła Joasia – Co zamierzasz zrobić?!
- Trzymaj się! – odparła Natalia.

Błażej zerknął w lusterko.
- Damned! – zaklął. Liczył, że miękko zestrojony Stratus zwolni przed hopką, względnie rozwali przy lądowaniu…
… lubił Natalię, ale w tym przypadku żądza zwycięstwa brała górę.
Przyhamował lekko, i wszedł w długi wiraż w prawo.
Wóz trzymał się drogi jak przyklejony.
Jeszcze jedno zerknięcie do tyłu.
Stratus driftował po wewnętrznej, ledwie 10 metrów za nim.

Mateuszowi wystarczyło spojrzenie w lusterko aby stwierdzić, że pojedynek z Waltherem Rohrlem jest bliski końca. Dawał z siebie wszystko, ale Porsche 944, pomimo mniejszej mocy, wciąż się zbliżało.
Przez przeszło półtorakilometrową prostą udało mu się oddalić od Porsche na ledwie 10 metrów.
Wjechał na krótki odcinek prowadzący nieco pod górkę.
Wiedział, że na jego szczycie znajduje się lekki, lecz niezwykle zdradliwy skręt w lewo.
Szaleństwem było by atakować go na pełnym gazie.
Potrafił teraz jeździć naprawdę szybko.
Stawianie jednak na szali wszystkiego, z życiem włącznie, nadal uważał za szaleństwo.
Światła hamowania Stratusa błysnęły, a wóz lekkim driftem wszedł w zakręt. Wyraźnie go zniosło, ale utrzymał się.
To upewniło Mata w przekonaniu, że musi zwolnić. Puścił gaz i musnął hamulec…
Porsche przemknęło tuż koło niego, by następnie błyskawicznie wejść w zakręt, i pomknąć za Dodgem.
Spodziewał się wyprzedzenia.
Ale nie tutaj.
Dźwięk turbodoładowanego silnika Eclipse tuż za nim otrzeźwił go.
Walka nie dobiegła jeszcze końca.

Natalia czuła, że Porsche jest blisko. Siedziała już MR2 na ogonie, ale wiedziała, że teraz to ona musi przejść do defensywy.
Przed nimi był ostry, długi wiraż w prawo.
Piach na zewnętrznej oznaczał, że jakikolwiek błąd będzie jednocześnie końcem walki. Wykopanie się z niego zajmie ogrom czasu.
Przycisnęła na krótki moment hamulec i odbiła kierownicą, wchodząc w drift.
MR2 leciała środkowym pasem, ale podsterowność znosiła ją ku zewnętrznej.
Nat była pewna, że Błażej zmieści się w zakręcie.
Spojrzała w prawo.
Porsche sunęło kilkanaście centymetrów od niej.
Na twarzy Waltera Rohrla, tego „starego dziada”, jak określił go Adam, nie widniał choćby cień wysiłku.
Czuła, że znosi ją ku zewnętrznej. Dodała jeszcze trochę gazu, ale wóz nadal ślizgał się w kierunku piaskowego pobocza.
Wiedziała, że jeśli nie wyjdzie z driftu, prostując, wypadnie.
Wybrała mniejsze zło.
Szarpnęła kierownicą w lewo, dodając gazu.
Stratus zapiszczał, ale posłusznie wyszedł z driftu, kończąc na zewnętrznym pasie.
Zerknęła w prawo.
Tylny zderzak 944 minął się z drzwiami pasażera o włos.
Joasia pisnęła cicho.

Błażej kątem oka dojrzał jakiś kształt, majaczący na wewnętrznej.
Zniosło go, fakt, ale żaden z jego znajomych nie miał wozu tak doskonałego, żeby utrzymać się na wewnętrznej przez cały ten długi zakręt…
Spojrzał w prawo.
Tył Porsche przemknął tuż obok.
Błażej panicznie odbił w lewo.
Zadziałał machinalnie.
Ale w efekcie, popełnił błąd.
Zewnętrzne koła wpadły w piach, a wóz szarpnęło w lewo.
Błyskawicznie założył kontrę, i mocnym wduszeniem gazu wrócił na drogę.
Było już jednak za późno.
Porsche mknęło już po prostej za zakrętem.
Stratus wyjeżdżał z wirażu.
Bok Sierry przemknął  tuż przed jego maską.
- Kur*a mać! – przeklął swój błąd.
O zwycięstwie nie miał już co marzyć. Nie docenił tego „dziadka”.
Nadal jednak mógł powalczyć z Michałem…

Mistrz uśmiechnął się,.
Aremberg, na którym wyprzedził Stratusa i MR2, był stosunkowo prostym zakrętem.
Chłopak z MR2 ewidentnie spanikował. Pozwolił Nurburgringowi przejąć inicjatywę.
Spojrzał w lusterko. Jedyne wozy, które jeszcze dotrzymywały mu tempa, to Sierra Mateusza i Dodge tej młodej damy.
Przez pół kilometra prostej, przeplatanej tylko lekkimi zakrętami w lewo i prawo, która nastąpiła po Aremberg, siedzieli mu na ogonie.
Trasa zmieniła nagle nachylenie, przechodząc w podjazd. Widział tylko jego szczyt i barierkę.
Zwolnił nieznacznie, dociążył przednią oś, i mocno odbił w lewo.
Niewidoczny zakręt, jeden z tych na Nordschleife, który pokonał setki niedoświadczonych śmiałków, wchodzących w niego za szybko.
Wóz zniosło ku zewnętrznej, ale utrzymał się na drodze.
Mam nadzieję, że nie przeszarżują – pomyślał mimowolnie.

Nat pamiętała, że to miejsce jest niezwykle zdradliwe. Przyhamowała, modląc się w duchu, żeby Mat nie najechał na ich auto.
Sierra trzymała się niezwykle blisko. Ale Mateusz był gotowy na taki manewr.
Skręciła kierownicą i dodała gazu, wchodząc w drift. Starała się to zrobić najszybciej jak potrafiła, przez ostatnie proste dystans dzielący ich od 944 wyraźnie zmalał.
Cały czas uważnie obserwowała Porsche, niknące już w kolejnym zakręcie.
Spojrzała w drugą stronę, by sprawdzić, co robi Sierra.
I zamarła, podobnie jak Joasia.

Mat trzymał gaz wciśnięty do oporu. Udało mu się założyć idealną wręcz kontrę, wóz sunął pół metra od boku Stratusa.
Obserwował uważnie trasę, wiedząc, że w tym miejscu 100% uwagi powinien poświęcić Nordschleife.
Nie mógł się jednak powstrzymać od spojrzenia na swoją przeciwniczkę.
Zawsze uważał Natalię za piękną dziewczynę.
W tym momencie jednak, w trakcie tego synchronicznego driftu, w ogniu walki w Zielonym Piekle, gdy każde z nich wykorzystywało pełnię swoich zdolności, biła od niej wręcz boska aura.
Dodał gazu, wychodząc z poślizgu.
Dla postronnego obserwatora, Sierra i Stratus złączone były w jednym, idealnie zgranym tańcu…

 

Mistrz przycisnął hamulec, po czym z rykiem silnika zaatakował zakręt Adenauer – Forst.
Na tym słynnym wirażu przeciętnie co dziesiąty kierowca wypadał z trasy. Ostre, źle wyprofilowane odbicie w lewo, które po chwili przechodziło w ciasny zakręt w prawo, tworzyło swoistą podkowę, z trawnikiem pośrodku.
Na tym trawniku lądowało wiele aut, wyniesionych przez nadsterowność, podsterowność czy zwykłą, prozaiczną zbyt wysoką prędkość. Wchodząc w zakręt nie wiedziało się, że jest on tak ostry, ciasny i zdradliwy.
Ale on wiedział. Jeździł tu setki razy.
Mocne odbicie w lewo.
Potem błyskawicznie w prawo.
Pełnym gripem, lekko tylko zamiatając tyłem na wyjściu.
W tym miejscu, ich pojedynek praktycznie się skończył.
Długo się utrzymali, pomyślał Mistrz, wystrzeliwując na długą prostą.
Naprawdę długo.
Byli dobrzy.
Nawet bardzo dobrzy.

Natalia zwolniła, i odbiła w lewo, utrzymując trakcję na wszystkich kołach, by zaraz potem skręcić kołami w przeciwnym kierunku, wchodząc w drift w drugiej części zakrętu. Stratus zapiszczał wściekle oponami, ale posłusznie pokonał drugą połowę Adenauer – Forst poślizgiem.
Zerknęła w bok, obserwując Sierrę Mateusza.
Jego drift był nienaganny, bliski perfekcji. Choć ślizgał się centymetry od jej boku wiedziała, że panuje nad sytuacją.
To piękny pojedynek, pomyślała.
On jest niesamowity.
Wyprowadziła wóz z poślizgu, a Sierra ponownie idealnie zsynchronizowała się z jej Stratusem, wychodząc z driftu dokładnie w tym samym momencie.
Spojrzała przed siebie.
Porsche 944 niknęło już w zakręcie, który znajdował się w połowie 700-metrowej prostej.
Pojedynek z Mistrzem dobiegł końca.
Ten starszy pan rzeczywiście jest legendą i mistrzem, pomyślała Natalia.
Jego styl prowadzenia…
Jego opanowanie wozu…
Sposób, w jaki wyprzedził Mata, ją i Błażeja…
Niesamowite.
Niezapomniane…

W tym momencie należy zauważyć, że bitwa zaczęła toczyć się na dwóch płaszczyznach. Zwycięstwo należało już do Mistrza, słynnego Walthera Rohrla, lecz to było pewne zanim jeszcze wyścig się rozpoczął.
Z walki wypadł również Adam, którego dostrojona pod autostradę Prelude nie radziła sobie na Nordschleife, pomimo 310 koni pod maską.
Pierwszy pojedynek toczył się pomiędzy Błażejem a Michałem, MR2 a Eclipse GSX, i była to bitwa dwóch wielbicieli gripu, istne porównanie  4WD i MR.
Drugi zaś był walką Natalii i Mateusza, Stratusa i Sierry.
Popisem zdolności drifterskich dwóch młodych osób, dla których w tym momencie nie istniał inny świat niż Nurburgring Nordschleife i oni sami.
Początkowo, każde z nich chciało oddalić się, wygrać  poprzez zwiększenie dystansu.
Z każdym kolejnym zakrętem jednak, z każdym synchronicznym driftem, nawiązywała się między nimi nić fascynacji
W końcu oboje doszli do wniosku, że taki niesamowity pojedynek może i powinien trwać wiecznie. Zwycięstwo przestało się liczyć.
Chodziło już tylko o to, do jakiego poziomu mogą się wzajemnie doprowadzić.
Czego jeszcze mogą się od siebie nauczyć.
Nurburgring jednak miał własne plany co do nich.
Nurburgring miał duszę.
Nurburgring był egocentrykiem.
Nie lubił, gdy ktoś skupiał się na czymś poza nim.
Ich pojedynek miał być gwałtownie przerwany.
Ale oni o tym jeszcze nie wiedzieli…

Michał wrzucił piąty bieg, a mknące Eclipse z rykiem silnika zbliżyło się do MR2 na długość samochodu. Od momentu gdy zobaczył, jak Błażej wpada kołami do piachu, przegrywając rywalizację z Mistrzem, Natalią i Mateuszem, mknął przez ostatnie minuty w nieustannym pościgu za przyjacielem. Generujący większy moment obrotowy, turbodoładowany i mocniejszy silnik Mitsubishi w końcu umożliwił mu dogonienie Toyoty na długiej, 2300-metrowej prostej. Droga wznosiła się tu nieco pod górkę, jego przewaga w momencie obrotowym stawała się jeszcze bardziej odczuwalna. Pierwszy kilometr zajęło mu zbliżenie się do tylnego zderzaka MR2. Jadąc w powstającym za Błażejem tunelu aerodynamicznym wytworzył sobie znaczną różnicę w prędkości. Silnik wył, prędkościomierz wskazywał ponad 200 kilometrów na godzinę.
Seria kolejnych małych zakręcików, przeplatająca prostą, nie miała większego znaczenia. Zarówno 4WD w Eclipse jak i układ MR w Toyocie zapewniały idealną trakcję, i dawały możliwość pokonywania tych zakrętów na pełnym gazie.
Na tysiąctrzysetnym metrze jednak, sytuacja na krótki moment ulegała zmianie.
Średnie odbicie w lewo, stosunkowo długie, wymuszało tutaj zmniejszenie prędkości.
Przynajmniej w teorii.

Błażej czuł obecność Michała tuż za sobą. Przeklinał teraz mniejszą moc MR2, a zwłaszcza niedobór momentu obrotowego w jego wolnossącym silniku.
Odbicie w lewo zbliżało się w zastraszającym tempie.
Zwolnię, pomyślał. Nie ma co szafować przyczepnością opon.
Michał też musi zwolnić, jest zbyt ostrożny i rozsądny, żeby próbować iść tutaj bez hamowania.
Na prędkościomierzu miał prawie 210 kilometrów na godzinę.
Musnął hamulec, i zaatakował zakręt od zewnętrznej.
Przyhamuje, pomyślał Błażej, a w efekcie straci ciśnienie w turbo. Jego wóz jest znacznie cięższy, silnik turbodoładowany, nie będzie mógł przyśpieszać tak szybko, jak ja…
W tym jednym przypadku, jego ocena sytuacji zawiodła.
Mitsubishi przemknęło po zwolnionej przez niego wewnętrznej, i z piskiem opon natarło na zakręt.
- Nie zmieścisz się! – ryknął Błażej, widząc, jak Eclipse znosi ku zewnętrznej.
Mylił się.

Michał otarł pot z czoła i docisnął gaz do oporu. Koła od strony zewnętrznej przesunęły się chyba po trawniku, ale wóz nie wypadł z trasy.
Spojrzał w lusterko.
Błażej nadal był blisko.
- Udało się – stwierdził głośno – Wyprzedziłem go!
Mogłem wypaść, przemknęło mu nagle przez głowę.
Mogłem się rozbić.
Mogłem zginąć. Przy tej prędkości nie miał bym szans…
Przełknął głośno ślinę.
Nie pomyślał o takich skutkach, postanawiając atakować…

Błażej trzymał gaz wbity do oporu, ale na drugiej połowie prostej, ostatnim kilometrze dzielącym ich od ciasnego, długiego wirażu w prawo, Michał odstawił go o dwie długości wozu.
W ten sposób, po tak ryzykownym ataku, którego nawet nie spodziewał się po osobie tak rozsądnej jak Michał, pewny siebie Błażej zaczął się wahać.
Prosta na której walczyli, zwała się Kesselchen – Klostertal.
Następujący po niej wiraż to słynne Steilstrecke.
Ale dla nich nie miało to większego znaczenia.

Michał rozpoczął mocne hamowanie, i poczuł, że tylko pasy bezpieczeństwa powstrzymują go od ulegnięciu potężnej sile, która pcha go w kierunku przedniej szyby. Zwalnianie z przeszło 220km/h w takim tempie było niesamowitym przeżyciem, którego doświadczał po raz pierwszy w życiu.
Zjechał na zewnętrzną i natarł na wiraż, dozując gazem na granicy utraty przyczepności.
Spojrzał w lusterko.
Choć dawał z siebie wszystko, Błażej zmniejszył dzielącą ich odległość do ledwie długości samochodu, sunąc po wewnętrznym pasie.
Silnik w układzie centralnym, MR, jest rzeczywiście potężną bronią, pomyślał Michał.

Wychodząc z zakrętu, zrównali się ze sobą. Eclipse po lewej, MR2 po prawej.

Nadchodzący zakręt nie był zwykłym wirażem.
Zwano go Karussell, i był jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na Nordschleife.
Wewnętrzna część była mocno nachylona, umożliwiając wprawnemu kierowcy pokonanie Karussell z bardzo wysoką prędkością…
… jeśli tylko potrafił odpowiednio wykorzystać to nachylenie.
Nieobeznany z trasą kierowca najprawdopodobniej zaś obierze inną linię, i skończy wypadając w połowie Karussell, będąc zmuszonym do hamowania, by uniknąć spotkania z barierką.
I właśnie tutaj, na tym zakręcie, rozstrzygnął się pojedynek Błażeja i Michała.

Błażej wrzucił wyższy bieg, ze wszystkich sił starając się wysunąć przed Michała. Do zakrętu pozostało raptem dwadzieścia metrów. Silnik wył przeciągle, z lewej docierał do niego syk turbosprężarki Eclipse…
Dziesięć metrów.
Wcisnął hamulec, a Toyota przysiadła lekko na przedzie.
Ten zakręt przypominał mu C-8 na Salmopolu.
Klucz do zwycięstwa leżał w wykorzystaniu nachylenia.
Ostatni rzut oka w lewo. Michał rozpoczął hamowanie dokładnie w tym samym momencie.
Błażej puścił hamulec i z całej siły wdusił gaz, skręcając kierownicą, celując prosto w „tarkę” na wirażu…
Refleks go nie zawiódł.

Michał puścił hamulec znacznie później, w panice obserwując jak bok MR2 przelatuje mu przed maską. Zaraz potem jednak ochłonął i skręcił kierownicą, dając pełny ogień na pedał gazu.
Różnica ułamka sekundy, krótkie wahanie przy manewrze sprawiło, że tylko jeden wóz wyjechał z Karussell.
MR2.

Michał poczuł, jak zewnętrzne koła podskakują nagle, wylatując z nachylonego fragmentu. Nim zdążył zareagować, przednia oś straciła kontakt z podłożem, a Eclipse obróciło się wokół własnej osi, stając pośrodku zakrętu w tumanach dymu z opon.
Ich pojedynek był skończony.
- Nie trafiłem w linię – pomyślał Michał – Drobny błąd, za długie hamowanie…
Był jednak z siebie zadowolony.
Bardzo zadowolony.
Rozegrał znakomity pojedynek, osiągając praktycznie maksimum swojego potencjału.
Błażej był lepszym kierowcą, teraz już był tego pewien. Ale tak czy inaczej, nie zawiódł się na sobie. Był w stanie nawiązać wyrównaną walkę przez cały czas, zaatakować a nawet wyprzedzić kumpla.
Żyję, pomyślał jeszcze. Ten pojedynek był wart ryzyka…
Zawahał się. A co gdyby się rozbił? Po raz kolejny na tym torze otarł się o wypadek.
Co powiedziała by o tym Amelia?
Czy miał prawo ryzykować własnym życiem, gdy stracić mógł tak wiele?
Wolał nie odpowiadać sobie na to pytanie.
Chociaż jednocześnie wiedział, że kiedyś będzie musiał…
Zapalił silnik, który zgasł po „bączku”, wrzucił jedynkę i ruszył w kierunku wyjazdu

Błażej zatrzymał się na wyjeździe z Karussell, i głośno westchnął. Pojedynek był niesamowity. Chociaż przegrał z Mistrzem, z Matem i Natalią, warto było podjąć rękawicę…
Nie spodziewał się nawet, że Michał będzie w stanie jechać tak ryzykownie. Nie doceniał kumpla.
Walczyli jak równy z równym…
Nie doceniałem go.
Poczekał, aż Eclipse ustawi się za nim, mrugając światłami, i ruszyli w dalszą część trasy…

 

Silnik Stratusa ryczał przeciągle, w czasie gdy wóz ślizgał się po długim zakręcie Eschbach.
Ostatnie kilometry były najwspanialszym pojedynkiem, jaki w życiu miałam, pomyślała Natalia, wyprowadzając wóz z driftu.
Czuła wręcz obecność Sierry, tuż  za sobą. Joasia milczała już od dobrych pięciu minut, w obawie, że rozproszy kierowcę.
Czwarty bieg,
Droga wznosiła się tu nieco, więc Sierra pomimo większej o 10 koni mocy nie mogła dogonić wyposażonego w turbodoładowanie Stratusa.
130km/h.
140.
150.
Musnęła delikatnie hamulec, skręciła kołami, i weszła w drift. Tak szybko nie ślizgała się…
… nigdy.
Krótki poślizg po lekkim odbiciu w lewo, wyprostowanie.
Syk turbo.
Krótka prosta po płaskim.
Piąty bieg.
Droga zaczęła opadać, przekształcając się w poprzeplatany dwoma lekkimi zakrętami downhill.
W oddali, nieco ponad 200 metrów przed nimi, widniał średni, ciasny zakręt w prawo.
Pflanzgarten.
Nagle kątem oka dojrzała, że po jej lewej stronie pojawia się błękitna Sierra.
Wreszcie, gdy tor miał już się ku końcowi, Mateusz zdecydował się na atak.
Poczuła coś dziwnego. Nie chciała, żeby ją wyprzedził. Gdy mknął za nią, dawał jej motywację do jeszcze szybszej jazdy, zwiększania uwagi, pokonywania własnych lęków.
Obserwowanie jego niesamowitej techniki we wstecznym lusterku było cudownym doznaniem.
Teraz, gdy wreszcie przypuścił atak, na który czekała i była gotowa…
… nie chciała, żeby ją wyprzedził.
Gotowa do manewru, ostatni raz spojrzała w lewo, w kierunku Sierry…

Auta zrównały się. Opadanie drogi sprawiło, że prędkościomierze wskazywały już ponad 240km/h.
Mateusz poczuł, że po czole spływa mu kropla potu.
Spojrzał w prawo, do środka Stratusa.
Na krótki moment, spojrzenia Mateusza i Natalii spotkały się.
Trzydzieści metrów do zakrętu.
Nagle przypomniał sobie, dlaczego zakręt ten miał tak złą sławę.
Złą nawet jak na Nurburgring.
Poczuł, jak koła tracą kontakt z podłożem, a wóz szybuje w powietrzu.
Nie mógł zrobić nic.
Puścił gaz, i wcisnął hamulec, modląc się w duchu, żeby auto utrzymało się na trasie…

Pflanzgarten nie był trudnym zakrętem sam w sobie. Nie był ani zbyt ostry, ani też bardzo ciasny, w porównaniu do innych wiraży na Nordschleife.
Ogrom wypadków w tym miejscu powodował znajdujący się niecałe trzydzieści metrów od niego gwałtowny spad. Auto traciło kontakt z podłożem, amortyzatory na krótki moment wyprostowywały się…
Jeśli kierowca był dobry, potrafił opanować auto po lądowaniu.
W tym przypadku, obaj kierowcy byli wystarczająco dobrzy.
Był jednakże jeszcze jeden warunek.
Gdy zawieszenie było miękkie, praktycznie nic nie mogło już wyratować nieszczęśnika z tej sytuacji.
Sierra była dostatecznie twarda.
Stratus nie.

Natalia poczuła, jak wóz uderza o ziemię. Przytomnie nie ruszyła nawet kierownicą, auto lądowało na wyprostowanych kołach…
Ale to nie pomogło.
Poczuła, jak Stratus ciężko przysiada na sprężynach, po czym podnosi się, a opony wydają z siebie przeraźliwy pisk.
Nat była świetnym kierowcą, który czuł swój samochód, dla którego nie miał on żadnych tajemnic.
W tej sytuacji nie mogło jej jednak pomóc nic.
Wóz, z piskiem opon, w tumanach dymu zaczął obracać się, nieubłaganie zmierzając w kierunku zewnętrznych barier…

Mateusz z przerażeniem patrzył, jak Dodge przelatuje mu tuż przed maską. Odbił gwałtownie kierownicą, jednocześnie puszczając hamulec, i wdusił gaz. Sierra odzyskała trakcję, i idąc driftem w kierunku wewnętrznej minęła się ze Stratusem o włos.
Prędkość była jednak za szybka, nawet jak na możliwości jego auta.
Stracił kontrolę i poczuł, że Sierrę ciągnie w kierunku wewnętrznej, stalowej barierki.
Odruchowo odbił kierownicą, a Ford obrócił się wokół własnej osi, wytracając prędkość, po czym tył pociągnął go w kierunku zewnętrznej.
Poczuł jak tylne koła wpadają w coś kopnego i momentalnie zatrzymują się, a jego uszy przeszył dźwięk rozsypywanego piasku.
Wóz stanął.
Mateusz wsparł się na kierownicy i przymknął oczy.
Wyratował się, ale czy…
Nat!

Wyskoczył z auta, a jego buty zapadły się nieco w sypkim piasku. Obrócił się, spodziewając najgorszego…
Stratus stał pięć metrów od niego.
Cały.
Westchnął przeciągle, i ruszył w jego kierunku.
Nim jednak zdążył zbliżyć się do drzwi, te otworzyły się, i stanęła w nich Natalia.
- Nic ci nie jest? – zapytali praktycznie jednocześnie.
- Nie – odparła, uśmiechając się.
- Też. – stwierdził.
I choć wiedział, że to oznaka słabości, oparł się o bok Sierry, siadając na rozgrzanym piasku.
To był najwspanialszy pojedynek, jaki w życiu odbył.
Nierozstrzygnięty.
Ale nawet nie chciał znać jego wyniku.
Stoczył… stoczyli walkę z Nordschleife.
I przeżyli.
Nic więcej nie było w tej chwili ważne.
Czas.
Miejsce.
Wynik.
Prędkość.
Liczyła się tylko świadomość, że dali z siebie wszystko.
Że byli w stanie walczyć na torze i z torem.
Z legendarnym Nordschleife.
Zielonym Piekłem.

- Moje uznanie – stwierdził Mistrz, oparty o swojego Yellowbirda. Fakt, że gdy dotarli na miejsce, z którego startowali, Rohrl zdążył już wymienić auto, był subtelnym acz wyraźnym sygnałem, że był dla nich przeciwnikiem na zupełnie innym, nieosiągalnym poziomie – To był naprawdę ładny wyścig. Niewielu nie-profesjonalnych kierowców, z którymi miałem tu okazję walczyć, potrafiło tak długo dotrzymać mi tempa.
Błażej skrzywił się, po czym szczerze stwierdził:
- Jest mi głupio… wybaczy pan to wyzwanie.
- Ależ spokojnie! – roześmiał się Mistrz – To była dla mnie znakomita rozrywka, jeżdżąc tu codziennie, niejako z obowiązku, rzadko mam okazję tak dobrze się bawić…
- Panie Rohrl – mężczyzna w kurtce z logo Nurburgringu i napisem „Obsługa toru” podszedł do nich – Wybaczy pan, że przerywam, ale… musimy zamykać tor.
- O – zainteresował się Rohrl, spoglądając na zegarek – Tak wcześnie?
- Rezerwacja – stwierdził pracownik, autentycznie zażenowany – Pewien bogacz zażyczył sobie toru na własność, do wieczora…
- Ha – stwierdził kwaśno Walter Rohrl – Za pieniądze można mieć obecnie wszystko, nawet Nurb… - przerwał, widząc wjeżdżający przez bramę wóz. I uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Wybaczycie – zwrócił się do grupy -  Stary znajomy…
- Oczywiście – odparł w imieniu wszystkich Michał – I…
- Dziękujemy. – dokończyła Natalia.
Mistrz, słynny Walter Rohrl, uśmiechnął się na odchodnym, i ruszył żwawym krokiem w kierunku wjeżdżającego na teren toru BMW M5 E60.
Widok był co najmniej niecodzienny. Beżowe M5 ciągnęło bowiem na lawecie drugie, ciemnobłękitne M5 E60.
- Co to kurna za jeden? – odezwał się milczący do tej pory Adam. Dopiero w tym momencie odblokował się, wciąż mając jeszcze w pamięci koniec swojej części pojedynku.
- Nie mam zielonego pojęcia – odparł mu Błażej, patrząc jak z BMW wysiada młody, na oko 30-letni mężczyzna.
- Witaj, Norbercie. – usłyszeli głos Mistrza. Mówił po Polsku.
- Witam pana, panie Rohrl… - usłyszeli jeszcze odpowiedź w rodzimym języku, nim ryk zjeżdżających z toru aut zagłuszył im rozmowę.
- Ale ponury skur****n – stwierdził lekceważąco Błażej.
Mężczyzna nazwany przez Mistrza Norbertem rzeczywiście wyglądał na smutnego i ponurego. Postawny i dobrze zbudowany, odziany w czarny garnitur, w ocenie Natalii niezwykle przystojny, miał w oczach coś dziwnego.
Coś przerażającego.
- Wracajmy – stwierdziła nagle.
Norbert niespodziewanie przesunął po nich wzrokiem. Na krótką chwilę zamarł, po czym wsiadł do auta i ruszył w kierunku garaży.

Zbierali się już do odjazdu, gdy Mistrz znalazł się ponownie koło nich.
- Widzę, że zaintrygował was mój przyjaciel – stwierdził.
- Tak – odparł niepewnie Mateusz – Zdaje mi się, że skądś go kojarzę…
- To obecnie jeden z najlepszych kierowców wyścigowych świata – rzucił Rohrl – O ile nie najlepszy. Nazywa się Norbert.
Mat pokiwał głową. Wiele słyszał o tym człowieku…
… ale było to zbyt nieprawdopodobne, by uwierzyć.
- No to – stwierdził Mistrz – Do zobaczenia w Polsce.
- Do zobaczenia – odpowiedzieli, kłaniając się lekko.
Mistrz uśmiechnął się, po czym wsiadł do swojego RUF’a i ruszył w kierunku bramy.
- Było coś dziwnego w spojrzeniu tego człowieka. – odezwała się Natalia.
- Mistrza? – zapytał Michał.
- Nie… tego młodego… Norberta. – odparła.
- Było. – przytaknął Mat – Ale co…
- Śmierć – stwierdziła cicho Natalia – On miał w oczach śmierć.
Jej słowa były prorocze, i spełniły się zaledwie kilka lat później.
Ale o tym nie mogła wiedzieć…

 

Dwie godziny później zaczęło padać.
Ulewa nie pokrzyżowała jednak nikomu planów.
Zaplanowana na wieczór dyskoteka w ośrodku rozpoczęła się zgodnie z planem.
- Nie tańczysz? A to dlaczego?! – szczerze zdziwił się Sebastian, podchodząc do siedzącego na sofie Jacka.
- Kilka tygodni temu miałem wypadek, Sebciu – odparł słodkim głosem Jack – Chyba to nie jest zbyt dobry pomysł, żeby w trzy dni po wyjściu ze szpitala, po złamaniu ręki z przemieszczeniem i wstrząśnieniu mózgu tańczyć, nie?
- A… - Sebastian zawahał się – No chyba nie…

- No to jeszcze po jednym, chłopaki – stwierdził większy z Marcinów, polewając kumplom – I będziemy grali!
- Na czym ty chcesz kur*a grać? – zdziwił się Tadeusz – To jest dyskoteka, a nie koncert wasza mać gitarowy!
- Sichoo, DiegoZ – zwrócił się do kumpla po ksywce mniejszy z Marcinów – Grunt, sze jest sajebiście!

- Musimy pogadać – stwierdziła Joasia, odciągając go od baru. Mat, niezadowolony, ruszył za nią. Świeżo wciągnięta tabaka, którą smakowali z Krzysztofem, napełniała płuca znakomitą wonią miętowo – alpejskiej mieszanki.
Alpina, pomyślał. Dokładnie jak tuner BMW.
- Siadaj – stwierdziła krótko, sama rozsiadając się na skórzanej kanapie, usytuowanej w najbardziej zacisznym miejscu w podziemiach, gdzie się bawili. Wyglądała znakomicie, jak zwykle, nie można już było w jej twarzy zauważyć choć cienia strachu, jaki malował się tam w chwilę po wypadnięciu na Nurburgringu.
- Dziękuję za pozwolenie – odparł sarkastycznie, siadając obok niej.
- Zmieniłeś się, Mat – walnęła prosto z mostu – Od tego wypadku, pod koniec drugiej klasy.
Zaciekawiony spojrzał na nią, ale nie odpowiedział. Czekał na dalszą część wykładu – tyrady, tak charakterystycznego dla Joanny.
- Jeździsz szybko – kontynuowała, niezrażona jego milczeniem – Nie znam się na tym, ale nawet ja widzę, że znacznie szybciej, niż rok temu. Więcej ryzykujesz, jak choćby dzisiaj, w pojedynku z Nat. Nigdy nie należałeś do osób uśmiechniętych, ale obecnie nie uśmiechasz się prawie w ogóle. Zawsze miałeś tyle do powiedzenia, a od wakacji głównie milczysz i jesteś nieobecny duchem. Coś cię trapi. Chcę wiedzieć, co. Chcę znać powód.
- Pamiętasz może – zaczął po chwili milczenia Mat – Naszą rozmowę z zeszłej zimy? Wtedy, gdy ten dureń, Benedykt, wymyślił wyścig z pasażerem? Wtedy – zawiesił głos - Julia napisała do mnie po raz pierwszy od dwóch lat. Podchodziłem do tego mocno sceptycznie, ty powiedziałaś, że to dar niebios. Uczucie odżyło, skutki znasz. Razem z nią straciłem nadzieję na udaną miłość. Ale to ma swoje plusy. Wtedy, jeszcze rok temu, byłem ostrożny, zbyt ostrożny. Oglądałem się wstecz, żyłem marzeniami. I taki też był mój styl jazdy. Zbyt ostrożny. A wiesz czemu?
- Nie. – odparła.
- Bo miałem zbyt wiele do stracenia. Bo naiwnie sądziłem że mogę stracić miłość Julii. A to właśnie przez tą ostrożność, przez przyziemny rozsądek, przegrałem ją. Tak – stwierdził twardo – przegrałem Julię.
- Nie, Mat – odparła pewnie Joasia – Julia to była pomyłka. Ona cię nie kochała, rozumiesz?! Wykorzystała cię! Jak zwyczajna… - zawahała się. Nie dokończyła. Nie chciała go ranić.
- Jak zwyczajna suka. Wiem o tym – odparł spokojnie Mateusz – Ale to nie ma znaczenia. Wiem, że nie mam kogo kochać. To daje mi znaczącą przewagę nad Michałem, Jackiem… wiesz jaką? Ich blokuje rozsądek. Świadomość, że mają coś do stracenia. Ja nie mam. Moja psychiczna blokada, zdrowy rozsądek, odzywa się później niż u nich.
- Ty durniu! – wybuchła Joasia – Ty egoistyczny durniu! Myślisz, że twoja śmierć nie przyniesie nikomu szkody? Że nikogo nie zrani, nie skrzywdzi? Zachowujesz się jak totalny bufon! Jak w ogóle możesz myśleć, że…
- Nie – przerwał jej Mateusz – Ja boję się śmierci. Nie mam tylko tych emocjonalnych, miłosnych blokad, które ograniczają Jacka i Michała. Miłość, moja droga Joasiu, może działać na ściganta dwojako. Gdy o nią walczy, to stymulant, najlepszy środek dopingujący. Gdy jednak ją już zdobędzie, zaczyna go blokować. Stawiać bariery. Bo słusznie boi się, że wraz ze swoją śmiercią utraci wszystko.
- Rozpamiętujesz przeszłość – powiedziała Joasia – Zgrywasz tylko zimnego, nieczułego macho. To nie ty, Mat. Ty tak nie myślisz. Tobie brakuje tej miłości. Znajdź sobie dziewczynę.
Mateusz roześmiał się przeciągle, i spojrzał na nią rozbawiony.
Joasia zgromiła go wzrokiem, i stwierdziła:
- Alicja. Twoja miłość z początku pierwszej klasy. Nadal coś do niej czujesz, wiem to, jako twoja przyjaciółka znam cię na wylot. Gdyby tak nie było, nie odwoziłbyś ją do domu w każdy piątek, znosząc jej humory i docinki. Wystarczy odrobina starania, Mateuszu. Możesz z nią być…
Salwa cynicznego śmiechu sprawiła, że Joasia zamilkła.
- Nie popełnię ponownie tego samego błędu – odparł, choć jego ton nie był tak pewny, jak dotychczas – Dopóki nie pokonam Roberta, dopóki nie dopełnię rewanżu, nie znajdę szczęścia w miłości.
Nie mógł wiedzieć, że był kolejną osobą tego dnia, która miała proroczą wizję.
Joasia zamilkła. Mateusz był uparty, i rozmowa tak czy inaczej zmierzała donikąd.
Spojrzała przed siebie, na parkiet taneczny.
- Patrz – szturchnęła lekko Mata w bok, i wskazała głową na tańczącą parę – Pasują do siebie, prawda?
Mateusz rzucił okiem w kierunku, który wskazywała. Błażej i Natalia, złączeni w tańcu, rządzili parkietem, musiał to przyznać. Ale czy pasowali do siebie…
- W tańcu, owszem – odparł – Są niezwykle zgrani. Ale jako para, nie. Poza tym, Błażeja łączy coś z Karoliną z humana, nie zauważyłaś? – zakończył.
Joasia prychnęła.
- On zasługuje na lepszą dziewczynę – stwierdziła – A nie na taką puszczalską latawicę. Natalia była by idealna. Śliczna, inteligentna, spokojna i z podobnymi do niego zainteresowaniami. I również samotna. Czy nie sądzisz, że warto by…
- Nie – przerwał jej zimno i stanowczo – Nie sądzę. I uważam, że ty też nie powinnaś…
- A dlaczego właściwie nie tańczysz? – błyskawicznie zmieniła temat.
Mat milczał chwilę wiedząc, że właśnie swoim sposobem uniknęła potępienia.
- Od ostatniego kursu tańca z Julią – zełgał – Nie tańczę.
Nie musiała wiedzieć o Fumi.
Nikt nie musiał.
Spojrzała na niego jak na dzieciaka, ale nie skomentowała.
Piosenka dobiegła końca, i w głośnikach rozległ się głos DJ’a, który łamaną polszczyzną zakomunikował:
- Teraz biały taniec. Panie proszę prosić panów.
Mateusz roześmiał się z „proszenia o proszenie” i rozmościł wygodniej na kanapie.
Niespodziewanie, podeszła do nich Natalia. Mat, pewien że przyszła do Joasi, skłonił tylko lekko głową, ustępując jej miejsca. Okazja była odpowiednia, bo dalsza rozmowa z Joanną była co najmniej… ryzykowna.
- Nie nie – roześmiała się Natalia – Chciałam cię prosić… do tańca.
Mateusz zamarł na krótką chwilę, ale nie dał po sobie poznać, że jest zaskoczony. Nie dał Joasi satysfakcji, i nie spojrzał jej w oczy. Triumfowała, bo nie mógł odmówić…
A nawet nie chciał.
- Nie wiem, czy mam w ogóle umiejętności, żeby dorównać takiej tancerce… - zaczął.
- Nie wykręcaj się – roześmiała się.
- Parkiet to nie tor – stwierdził jeszcze, ujmując jej dłoń i ruszając w kierunku tańczących już par – W drifcie szło nam to pięknie, ale poza autem tracę na lekkości ruchów.
Wprowadził ją w obrót, i objął swoim ulubionym, bliskim trzymaniem. Wolny kawałek, praktycznie przytulanka, nadawał się do tego idealnie.
- To był piękny wyścig – stwierdziła z uśmiechem.
- Niesamowity – przytaknął – To było dla mnie…
Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się.
- Dla mnie też. Pierwszy raz czułam, że… że daję z siebie wszystko. Że byliśmy tylko my i tor, nic więcej. To cudowne uczucie…
Przytaknął, wykonując zawinięcie. Na krótki moment ich oczy spotkały się centymetry od siebie.
Coś pięknego, pomyślał Mat. W tańcu bije od niej ta sama magiczna aura, co na torze.
Bezsprzecznie, Natalia była piękną dziewczyną. Bezsprzecznie, nie pasowała do Błażeja.
Pomimo docinków cenił go, ale Nat była istotą zupełnie od niego różną.
- Co do wyniku… - zaczął – Zwycięstwo jest twoje. Na zjeździe wypadłaś z mojej winy.
- Nie – odparła ciepło – Nie wzięłam pod uwagę możliwości auta. Wypadłeś, żeby uratować moją skórę.
- Przy tej prędkości i tak wypadłbym z trasy – stwierdził Mateusz, uśmiechając się do niej najładniej, jak potrafił – Przyznaj więc chociaż, że był to remis…
Nat milczała chwilę, wspierając głowę na jego ramieniu…
… nie mógł ukryć, że podobało mu się to.
- Zgoda – roześmiała się – Ale pod jednym warunkiem.
- Słucham uważnie.
- Chciałabym cię prosić o pojedynek na przełęczy – spojrzała mu w oczy – Uznaj mnie teraz za wariatkę, ale… poczułam coś niesamowitego w trakcie naszego wyścigu. Joasia nalega, żebyśmy skończyły z touge i sprzedały to auto… - zawahała się – Jeśli mam z tym skończyć, to chcę jeszcze tego jednego, ostatniego pojedynku. Jeszcze raz poczuć tą… aurę. Czy możesz… możesz to dla mnie zrobić? – spojrzała mu głęboko w oczy.
Milcząc wprowadził ją w obrót.
Była śliczna.
- Mogę – odparł, gdy wpadła mu w ramiona, dokładnie w ostatnim takcie piosenki – A nawet sam tego pragnę. Też zostałem zaczarowany tą aurą.
Uśmiechnęła się promiennie, ponownie wtulając się w jego ramię.
W żadnym z nich nie było krzty fałszu.
Wszystko, co mówili, było najszczerszą prawdą.
Oczarowani Nordschleife.
Oczarowani sobą.
Nie była to miłość, jak można by naiwnie pomyśleć. Była to fascynacja. Dziwna, magiczna fascynacja, która sprawiła, że chcieli powtórzyć te kilka minut z Nordschleife raz jeszcze.
Nie umieli tego wyjaśnić.
Nie musieli…

 

Po tym Odcinku Specjalnym przeczytaj:
Odcinek Dziesiąty Sezonu Drugiego "Va banque"