Opowiadanie, które za chwilę przeczytacie, NIE JEST mojego autorstwa, czyli BelegUS'a. Ten znakomity kawał lektury jest dziełem mojego znajomego, Deluxo, znanego choćby ze strony Noizy Tribe. "Prędkość, miłość i autostrada", bo taki tytuł nosi ten Fanfic, rozgrywa się "pi razy oko" w czasach I Sezonu Za Zakrętem, w miejscowości Koło, nieopodal autostrady A2. Tematyka? Już po tytule możecie się domyślić. Traktowane nieco "po macoszemu" w moim ZZ wyścigi autostradowe, w opowiadaniu Deluxo są główną osią fabuły. Powiem więcej - pod względem realności, głębi i sensowności fabuły opowiadanie to bije ZZ na głowę. Zaskoczeniem (przynajmniej dla mnie) był "park maszynowy", jaki tu znajdziecie - od LanEvo IX, poprzez Suprę MK.IV, NSX... więcej nie zdradzę, żeby Wam nie psuć przyjemności.
Moja ocena? Oprócz kilku niedomagań językowych - znakomite. Zapraszam do czytania!

 

 

OS. "Prędkość, miłość i autostrada"

Był ciepły, słoneczny dzień. Jeden z wielu ciepłych dni w październiku. Do frontowego wejścia Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Wielkiego w Kole zarówno od strony dworca autobusowego PPKS Koło, jak i od przyszkolnego parkingu ciągnęły tłumy uczniów z wszystkich dwudziestu trzech klas.
Parking był tego dnia dość zatłoczony. Wszyscy, którzy mieli prawko, pojawiali się w samochodach należących do nich lub ich rodziców. Niektórzy robili to z przyczyn praktycznych, inni dla typowego „lansu”, jak w uczniowskim żargonie określało się jeżdżenie samochodem po mieście z otwartymi szybami i dudniącą z głośników muzyką. Większość aut była typowymi miejskimi wozami, pojawiło się więc wiele Opli, Volkswagenów, Peugeotów i Renaultów oraz parę BMW. Znalazło się również parę perełek rodem z Japonii.
Przy owych perełkach zgromadziła się spora część klasy III G tegoż liceum, głównie chłopcy. A wszystko po to, by podziwiać kilka nowych nabytków kolegów z klasy, takich jak sporych gabarytów czarne Mitsubishi Lancer Evolution IX czy bordową Toyotę Suprę, stojącą obok błękitnego Subaru Imprezy.
- No, no, Tomek, niezły nabytek. Dwulitrowy, turbodoładowany DOHC MIVEC. Ile ma mocy? – spytał Piotrek, znany też jako Lisu, chłopak średniego wzrostu o krótko ściętych ciemnych włosach i brązowych oczach, zaglądając pod maskę Evo.
- Równiutkie 300 koni, miał zwiększony stopień sprężania w turbinie, tak jak twoja Impreza. – Tomek, dość wysoki chłopak o brązowych oczach i średniej długości ciemnych włosach postawionych nieco na żel, wychylił się z wnętrza wozu. – A Supra Anelki?
- Moje cacko? 320 koni, 2JZ-GTE z turbo, dwa i pół litra. – Anelka, jak określano Mariusza – chłopaka wzrostu Piotrka, niebieskookiego blondyna – poklepał maskę Toyoty. – Trafiłem na dobrą okazję, chociaż musiałem nad nim posiedzieć. A co zakupił Maciek?
- Jeszcze go nie ma, ale… o, jest! – Piotrek wskazał na ciemnogranatową Hondę NSX wtaczającą się na parking i zatrzymującą się obok Evo.
- I co wy na to, cwaniaczki? 290 koni, 3,2 litra, sześć cylinderków w układzie V. Nikt nie podskoczy temu cacku! – Maciek, wysoki blondyn obcięty na jeża o niebieskich oczach, wysiadł z NSXa z triumfującym uśmieszkiem na ustach.
- Poczekaj, Maciunia, chwalisz się wozem, a nie umiejętnościami za kółkiem. Zobaczymy, co pokażesz na A2. – Piotrek uśmiechnął się pod nosem. – Poza tym, może jeszcze pojawić się kilka nabytków. Johny i Józek mieli przyjechać czymś nowym, a i licho wie, czy Adam czegoś nie kupił…
- Adam?! Uwierzysz, że kupił inny wózek niż jego Astra? Jak nic wciąż nią jeździ! – Maciek paskudnie się roześmiał. Tomek tylko zmarszczył brwi, co po chwili ustąpiło uśmiechowi zadowolenia – na parkingu pojawiła się jego dziewczyna Paulina, w towarzystwie dwóch Agnieszek, Kasi i Magdy.
- A wy znowu te samochody oglądacie? – powiedziała Paulina, ciemnowłosa niebieskooka, odłączając się od koleżanek i przytulając się do Tomka.
- Trzeba porównać nowe nabytki, wiesz jak jest. – Tomek uśmiechnął się, całując swoją drugą połówkę w policzek. W tym samym momencie na parking wparowała czerwona Toyota MR2 i biały Nissan 200SX, z którego wysiedli odpowiednio Robert zwany Johnym, ciemny blondyn o długich, nieco kręconych włosach i niebieskich oczach, oraz Mariusz, którego nazywano Józkiem od nazwiska – niewysoki, brązowooki brunet.
- I co wy na to? Dają radę, ale trzeba jeszcze się z nimi obeznać. – Robert pokazał kolegom uniesiony kciuk.
- Kolejne dwa nabytki. Mają… - Piotrek chwilę się zamyślił, przez co nie zauważył, że obok Supry zaparkowała ciemnozielona Astra pierwszej generacji w nadwoziu hatchback, z której wysiadł Adam – chłopak średniego wzrostu o niebieskich oczach i ciemnych włosach średniej długości.
- MR2 ma turbodoładowany silnik 3S-GTE o pojemności 2 litrów i mocy 265 koni, a 200SX czterozaworowy, dwulitrowy DOHC z turbo i mocą 205 koni. – Adam dokończył za kolegę, opierając się na masce Astry. – Tomek, Anelka, widzę, że poczyniliście ciekawe zakupy.
- A nie mówiłem? Adam nadal nic nowego nie kupił! Co, starsi zabronili ci zmienić brykę? – Maciek natychmiast spróbował wkurzyć kolegę odpowiednio mu „ciskając”, ale Adam nie dał się tym razem sprowokować.
- Nie twój interes. Ty lepiej pomyśl, jak opłacisz i utrzymasz NSXa, bo nadal nie masz żadnej pracy z tego co wiem. – odparł chłodno, utrzymując spokojny ton głosu, co i Maćkowi starło uśmiech z twarzy – ponad trzylitrowy silnik oznaczał ogromne OC i jeszcze większe zużycie paliwa. Poza tym chłopaki nie musieli wiedzieć, co udało mu się namierzyć.
- I co, Adaśko? Kiedy pojawiasz się na A2? – Tomek mrugnął przyjaźnie okiem do kolegi.
- Jeszcze nie wiem. Jeśli już, to wyłącznie popatrzeć. SOHC 1,6 litra z mocą 75 KM nie pozwoli mi na wyścigi na autostradzie, wiesz o tym. – Adam uśmiechnął się do przyjaciela. Tomek jako jeden z nielicznych zaliczał się do grona, w których Adam pokładał zaufanie. Jednak tym razem postanowił zachować najświeższą tajemnicę dla siebie. Podszedł do Evo i przyjrzał mu się uważnie.
- Świetnie zbalansowane aerodynamicznie. – powiedział, przesuwając ręką po lśniącym nadwoziu ozdobionym cienkim, srebrnym paskiem. Wrócił na przód i zerknął na silnik. – Silnik w doskonałym stanie, widać że poprzedni właściciel o niego dbał. Chcesz się nim ścigać na poważnie?
- Tak, tyle że… - słowa Tomka przerwał dzwonek oznaczający początek lekcji. – Dobra, idziemy na fizykę, Kalinowska się wścieknie jak nikogo nie będzie.

Śmiechy rozbrzmiewały raz po raz, gdy spora część klasy szła przez miasto w celu rozerwania się po ciężkim dniu. Plecaki spoczęły w samochodach lub domach, jeżeli czyjeś miejsce zamieszkania było po drodze, a wszyscy już rozluźnieni lekkim krokiem zmierzali do restauracji Apis, śmiejąc się z różnych rzeczy, bardziej i mniej poważnych.
Adam szedł razem z nimi, trzymając ręce w kieszeniach dżinsów i uśmiechając się lekko. Część tego, co mówili jego koledzy, śmieszyło go, lecz w głębi duszy czuł, że chwilami chłopaki wciąż zachowywali się gorzej niż uczniowie podstawówki. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Teraz, gdy nareszcie udało mu się osiągnąć wyznaczony sobie w wakacje cel, mógł im udowodnić, co naprawdę potrafi za kółkiem. Ale najpierw musiał…
Jego rozmyślania przerwało nagłe uderzenie, w wyniku którego stracił równowagę i przewrócił się z hukiem. Na szczęście większość ludzi z klasy była daleko, i dobrze – znając życie, chłopaki zaraz mieliby powód do śmiechu.
Spojrzał przed siebie, aby sprawdzić, co było przyczyną jego upadku. Co… a raczej kto, gdyż chłopak doznał szoku – zderzył się bowiem z brązowooką dziewczyną o długich, ciemnych włosach, mniej więcej swojego wzrostu. Dziewczyna ta również leżała na ziemi, a przy niej leżały porozrzucane książki.
- Wybacz… zamyśliłem się, to moja wina. – Adam szybko się podniósł i pomógł jej wstać, po czym zaczął szybko zbierać rozrzucone książki. Nieznajoma również zabrała się za to samo, w wyniku czego w pewnej chwili ich ręce spoczęły na tej samej książce. Oboje spojrzeli na siebie, a ona uśmiechnęła się nieśmiało. W oczach dziewczyny Adam mógł wyczytać mieszaninę różnych emocji, ale co to było dokładnie, tego nie wiedział. I nagle go uderzyło. Fala gorąca. Dziwne pieczenie uszu. Coś na kształt guli w gardle. Przełknął ślinę.
- Yy… jeszcze raz przepraszam. – lekkim ruchem podał jej ostatnią książkę. Rany, było mu coraz goręcej.
- Nic się nie stało. – dziewczyna uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, po czym poszła w swoją stronę. Gdy uszła kawałek, odwróciła się i pomachała mu. Adam zrobił to samo, po czym odwrócił się i szybkim krokiem dołączył się do Tomka idącego z tyłu z Pauliną nieco wolniejszym krokiem, zupełnie jakby na niego czekał. Gorąco było już naprawdę niemiłosierne.
- Adam, co ty taki czerwony na twarzy jesteś? – zapytał Tomek z rozbawieniem, gdy Adam do nich dołączył.
- Ja? Eee… o czym ty mówisz? – chłopak jeszcze bardziej poczerwieniał.
- Hehe, ty się chyba zakochałeś! Wziąłeś chociaż numer? – Tomek wyszczerzył zęby.
- Ee… nie. – Adam zwiesił głowę.
- Znam ją. – słowa Pauliny spowodowały, że chłopak poderwał głowę do góry z zaciekawieniem. – Ma na imię Kinga, chodzi do LO w Ekonomiku, tam gdzie ja byłam na pierwszym roku. Jest w twoim wieku. Dość nieśmiała, nie lubi być w centrum uwagi. Trzeba jednak uważać by jej nie zdenerwować, bo robi się bardzo niemiło.
- A.. no, ten… mogłabyś… - Adam z zażenowaniem podrapał się po głowie.
- Umówić was? Spróbuję, ale nie mogę ci nic obiecać. – Paulina uśmiechnęła się do kolegi.
- Jesteś wielka. Jeśli to wypali, to chyba nie wywdzięczę ci się do końca życia. – Adam odwzajemnił uśmiech.
- Adam, to wypali, jeśli ty tego nie spaprzesz. – Tomek żartobliwie szturchnął Adama w ramię.
- Nie wiem. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. – Adam włożył ręce z powrotem do kieszeni spodni i zerknął przed siebie. Reszta klasy już dawno była w Apisie. – Chodźcie, bo zajmą nam wszystkie dobre miejsca. A nie mam zamiaru stać.

Dwa dni później

Siedział pod samochodem już dobrą godzinę, próbując zmontować nowy wydech do kupy. Jak na złość, firma, u której go zamówił, chyba schrzaniła sprawę – nowe części z tytanu w ogóle nie chciały się wpasować w obręcze podtrzymujące wydech LanEvo.
- A niech to! – Tomek krzyknął ze złości, gdy po raz kolejny środkowa część tłumika wyśliznęła się z obręczy, uderzając go w kciuk, już po raz trzeci w ciągu pół godziny. Ssąc bolący palec, zabrał się do ponownego mocowania, gdy od strony wjazdu dobiegł go warkot silnika. Po chwili trzasnęły drzwiczki, a pod czarne Evo IX zajrzał Adam.
- Cześć, mistrzu! Widzę, że wydech nie chce ci się wpasować? – chłopak wyszczerzył zęby na widok przyjaciela mocującego się z tłumikiem.
- Jak widzisz, nie chce. I na dodatek obija mi palce raz po raz. – odparł z lekką złością Tomek, odkręcając obręcz.
- Poczekaj, pomogę ci. – Adam wśliznął się do kanału i chwycił tłumik, badając wzrokiem podwozie. – Poluzuj nieco obręcz z przodu i całkiem rozkręć środkową. Wydechy Rage już tak mają, trzeba je sposobem.
Tomek zrobił to, o co prosił go kolega. Adam przekręcił lekko tłumik w lewo i założył go na obie obręcze, po czym przykręcił lekko śruby.
- Dobra, dokręcaj. Teraz reszta wpasuje się bez bólu. – mówiąc to chłopak złapał ostatnią część tłumika i założył ją, dokręcając do oporu, podczas gdy Tomek zakręcił do końca śruby na obręczach.
- No i gotowe. Tytanowy, co? – Adam popukał lekko w komorę tłumika.
- Tak. Powinien dać przyrost przyspieszenia i prędkości około 5%. – Tomek wygramolił się z kanału.
- Miałeś polerowane otwory dolotowe? – Adam również wyszedł spod Lancera.
- Tak. Poprzedni właściciel mówił, że polerka była robiona w profesjonalnym zakładzie.
- W takim razie odczujesz przyrost na poziomie 12,5 do 15%, a nie 5%. Polerowanie może bardzo wiele. – Adam się uśmiechnął. W tym samym momencie zadzwonił jego telefon, dyndający na wiszącym na smyczy etui. Chłopak wyciągnął komórkę i spojrzał na wyświetlacz.
- To Paulina. – Tomek uśmiechnął się, gdy kolega wymienił imię jego dziewczyny. Adam w tym czasie wcisnął przycisk odbioru połączenia.
- Tak, słucham… Cześć. Co tam się stało?... Mówisz serio? Gdzie i kiedy?... Jesteś najlepsza. Mam u ciebie wielki dług. Dzięki wielkie! No, do zobaczenia. – Adam rozłączył się i schował telefon.
- I co? – Tomek puścił do kumpla oczko.
- Kinga się zgodziła. Jutro o 17:30 w Fantazji. Może być ciekawie. – Adam wyszczerzył zęby.
- Tylko tego nie spal, a będzie dobrze. – Tomek uśmiechnął się do kolegi.

Następny dzień

17:25. Ciemnozielony Opel Astra wjechał na parking przy blokach mieszkalnych, zajmując wolne miejsce. Silnik zgasł, a Adam wysiadł z auta i zamknął je.
Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze chwilę. Wstrzymał oddech. Na myśl o tym, że za chwilę miał się z nią spotkać, zrobiło mu się gorąco. Wziął parę głębokich oddechów. „Dasz sobie radę. Tylko w siebie uwierz i nie zblokuj się przy niej, a będzie dobrze”, pomyślał, idąc spokojnym krokiem w stronę kawiarni „Fantazja”. Gdy był przy furtce, przystanął na chwilę i zerknął przez witrynę. Dziewczyna była w środku, siedząc z filiżanką przy stole. Kolejny głęboki oddech.
- No, to ruszamy. Niech się dzieje wola nieba. – Adam położył rękę na klamce i lekko pchnął drzwi. Zaraz po wejściu w jego nozdrza uderzył zapach świeżej kawy, a dookoła słychać było delikatną, nastrojową muzykę i ciche rozmowy innych obecnych w kawiarni ludzi. Rozejrzał się spokojnie po pomieszczeniu. Dziewczyna również uniosła głowę. Ich spojrzenia spotkały się, a na jej twarzy zagościł nieśmiały uśmiech, tak jak wtedy, gdy oboje jednocześnie sięgnęli po tę samą książkę podczas ich pierwszego spotkania. Adam poczuł, że znowu robi mu się gorąco, bowiem nowa znajoma wyglądała prześlicznie – przynajmniej w odczuciu chłopaka. Jej długie, ciemnobrązowe włosy opadały na ramiona, a oczy błyszczały w świetle świeczki zapalonej na stoliku. Całość tego pięknego obrazka dopełniał strój dziewczyny w postaci ciemnych dżinsowych spodni, niebieskiej bluzki i szarego, zapinanego na guziki sweterka.
„A niech to, wygląda jeszcze piękniej niż gdy widziałem ją pierwszy raz”, pomyślał. W końcu zdobył się na odwagę i podszedł do stolika.
- Przepraszam… Kinga? – zapytał uprzejmie.
- Tak. Ty jesteś Adam, prawda? – Kinga ponownie się uśmiechnęła.
- Zgadza się. – chłopak zdjął kurtkę i powiesił ją na oparciu krzesła, po czym usiadł.
- Więc czemu zawdzięczam to spotkanie? – dziewczyna upiła łyk herbaty ze swojej filiżanki.
- Cóż… - Adamowi na chwilę zrobiło się gorąco; miał tylko nadzieję, że się nie zaczerwienił. -  No… więc chciałem jeszcze raz… ale na spokojnie… przeprosić Cię za ten incydent na ulicy sprzed paru dni. Jest mi naprawdę głupio z tego powodu. – chłopak z lekkim zażenowaniem się uśmiechnął.
- Ależ nic sobie z tego nie rób, nic takiego przecież się nie stało. – Kinga nie kryła uśmiechu; Adam pomyślał, że musiał wyglądać naprawdę głupio.
- No… i chciałem Cię nieco bliżej poznać. Bo nie ukrywam, że zrobiłaś na mnie niezwykle pozytywne wrażenie…

Niebieskie Subaru Impreza spokojnie posuwało się w stronę ronda Piotra Wojciechowskiego. Piotrek zaklął pod nosem. O tej porze powinien być już niedaleko węzła zjazdowego na autostradę A2, a on jak na złość tkwił jeszcze w mieście; do tego korek przed rondem był niesamowity, tak że stał on tuż obok kawiarni „Fantazja”.
Zerknął na chwilkę w lewo, wyłącznie po to, aby doznać szoku i szybko ponownie obrócić głowę w stronę kawiarni. I nie wierzył temu, co widział – Adam wychodził z Fantazji w towarzystwie jakiejś dziewczyny, otwierając jej kulturalnie drzwi wejściowe. Po chwili rozległ się nowy warkot silnika, a z parkingu wycofała ciemnozielona Astra, która spokojnie ruszyła w kierunku LO – wyglądało na to, że Adam wolał pojechać okrężną drogą, niż pchać się w korek przy rondzie.
- Adam w towarzystwie dziewczyny, i to takiej ładnej na dodatek? Niewiarygodne! Chłopaki nie uwierzą… - Piotrek uśmiechnął się pod nosem, ruszając wreszcie z korka.

Opel Astra zjechał w prawo, zatrzymując się przed domkiem jednorodzinnym. Adam gwizdnął z podziwem – Kinga mieszkała naprawdę ładnie. Odpiął pas, wysiadł, obszedł samochód, i jak na dżentelmena przystało, otworzył drzwi swojej pasażerce.
- Dziękuję! – Kinga wysiadła z samochodu.
- Proszę bardzo. – chłopak mrugnął przyjaźnie okiem do nowej koleżanki.
- Dzisiaj było bardzo miło. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, gdy będziemy mieć chwilę czasu? – brązowooka przechyliła lekko głowę na bok.
- Kiedy tylko zechcesz. Daj mi tylko znać, a się pojawię. – Adam był lekko zaskoczony taką reakcją Kingi.
- No, to… do zobaczenia. – dziewczyna podała mu dłoń, a on nachylił się i ucałował kulturalnie.
- Do zobaczenia i miłego wieczoru. – Adam pomachał Kindze, gdy ta znalazła się już przy drzwiach frontowych. Ona również mu pomachała, po czym szybko wśliznęła się do środka.
Adam postał tak jeszcze chwilkę, a następnie wsiadł do auta i zapalił silnik, po czym wycofał na jezdnię. Spojrzał na pobliski drogowskaz. Do A2 miał niecałe 5 kilometrów. Zerknął na zegarek. O tej porze maniacy wyścigów na autostradzie już się zbierali na punkcie parkingowym Koło. Wrzucił jedynkę i wcisnął lekko gaz, a 75-konny SOHC odpowiedział mu rykiem na 3 tysiącach obrotów. Opony zapiszczały przeciągle, a Opel wystrzelił naprzód.
Pędząc przed siebie, zaczął rozważać parę spraw. Przede wszystkim musiał zacząć testować nowy zakup – skończył go remontować, a to oznaczało, że można go porządnie przeciągnąć po trasie. I trzeba było to zrobić. Druga sprawa – jeśli zacznie go przeciągać, to ktoś go na pewno rozpozna, a wtedy trzeba będzie się ujawnić. A to mogło oznaczać całą serię zdarzeń. A jakby zareagowała Kinga, gdyby się o tym dowiedziała?... Potrząsnął głową. Ta dziewczyna mu się podobała, nie było wątpliwości. I nie chciał, aby się o tym dowiedziała.
Spojrzał przed siebie. Był już przy węźle zjazdowym. Szybko przez niego prześmignął, wykręcił w lewo i po szybkim kawałku prosto zjechał w prawo na punkt parkingowy Koło, prosto w całe multum samochodów rodem z Japonii i USA. Ucieszył się, widząc czarne LanEvo ze srebrnymi paskami na bokach. Zaparkował Astrę obok i wysiadł.
- Adam! Fajnie cię tu widzieć! – Tomek przybił z kumplem piątkę. – Jedziesz czy oglądasz?
- Oglądam. Astra nie miałaby szans w starciu z tymi monstrami. – Adam się uśmiechnął. W tym samym momencie na parking wparowało niebieskie Subaru, z którego wyłonił się Lisu.
- Cześć wszystkim! Ej, Adam, widziałem cię dzisiaj przy Fantazji! – Piotrek wyszczerzył zęby w lekko zawadiackim uśmiechu. – Co za dziewczynę zabajerowałeś?
Adam podrapał się nieco po głowie; zewsząd słyszał już pogwizdywania i lekkie śmiechy innych kolegów z parkingu.
- To już moja sprawa. Jakbyś się przyłożył, to też byś jakąś sobie znalazł. W każdym razie, kto dziś się ściga? Widzę, że czujki już stoją. – powiedział, pytanie kierując do Anelki, który właśnie podszedł.
- Na pewno Lisu. Kto rzuci mu wyzwanie, tego nie wiem. Ale najpewniej… - słowa Mariusza zagłuszył ryk silnika ciemnogranatowego NSXa, który wparował na parking i zatrzymał się milimetry przed Subaru.
- Który idiota stawia mi samochód na środku parkingu?! Dawać go tu, zaraz go tak urządzę że mu się odechce! – z wozu wychynął Maciek, którego wściekła mina nie wróżyła nic dobrego. W tym samym momencie Lisu odwrócił się, ścinając gniewnie brwi.
- Ja tu postawiłem samochód. Masz z tym jakiś problem? Przyjeżdżasz i już byś chciał się lać! – obaj kierowcy podeszli do siebie.
- A co, jeśli mam z tym problem? Co mi zrobisz? – Maciek spojrzał na kolegę z klasy z góry, starając się przybrać pozę a la Terminator.
- Rzucę ci wyzwanie. Stąd do Dąbia, nawrót na drugim węźle w Dąbiu i powrót tutaj. Pożałujesz, że podniosłeś głos. – Lisu zachował chłodny ton głosu.
- Nawet nie myśl, że twoja Impreza ma szansę! Kto nas wystartuje?! – wrzasnął Maciek.
- Ja to zrobię. Tylko mnie nie rozjedź, bo jesteś do tego zdolny. – Adam podszedł na linię startu. Obaj kierowcy wsiedli do wozów, a chłopak zasygnalizował im, aby podjechali na start. Gdy obaj to zrobili, uniósł prawą rękę z wyciągniętymi wszystkimi palcami.
- Zaczynamy! – krzyknął, a silniki zawyły zgodnie. – 5! 4! 3! – Adam przekrzyczał silniki; za każdym razem, gdy odliczał kolejną liczbę, chował jeden palec, a auta wyły coraz głośniej. – 2! 1! Start!! – na sygnał „Start” Adam opuścił szybko prawą rękę, a oba wozy wyskoczyły do przodu z ogłuszającym wyciem i ostrym piskiem opon. Impreza zaraz po skręcie na autostradę objęła prowadzenie.
- Maciek chyba trochę przegiął. Ma co prawda większy silnik od Imprezy, ale raz, że ma o 10 koni mniej, a dwa, że Subaru ma napęd na 4 koła. – Adam zmrużył oczy.
- A co ma napęd do mocy? – Tomek uniósł brwi.
- To, że Maciek, jak się wkurzy, to jeździ agresywnie. A to przekłada się na duszenie gazu do oporu. W tym wypadku NSX ma napęd na tył, co sprzyja bączkom. A w 4WD, nawet jeśli Lisu przegnie z gazem, to na pewno nie wykręci spina. Co najwyżej zniesie go na zewnętrzną, co łatwo skoryguje hamowaniem.
- A gdzie mieliby wykręcić bączki? – Anelka stanął obok kolegów.
- Na węźle. O ile się nie mylę, to Maciek czasami gra nieczysto, nie? Możliwe, że na węźle będzie chciał podejść bliżej Lisa, dusząc gaz do dechy, by go stuknąć. Jeśli zrobi to w dobrej chwili, dojedzie go, ale chwila nieuwagi i całość skończy się spinem. – Adam wyjaśnił koledze sytuację.
Lisu przycisnął gaz do dechy, osiągając 6500 obrotów/minutę, po czym wbił wyższy bieg. Spojrzał w lusterko. Maciek trzymał się za nim, ale prowadził dość nierówno. Uśmiechnął się pod nosem. Cały Maciunia. Jak się wkurzył, to często tracił nad sobą panowanie, a to przekładało się na wiele rzeczy – również na prowadzenie. A że NSXa kupił niedawno, to jeszcze najpewniej nie był z nim obeznany. Dodał gazu. Wyścig nie był długi – 30 kilometrów przy prędkości grubo ponad 200 na godzinę to była kwestia piętnastu minut.
Maciek z wściekłością kopnął sprzęgło i brutalnie wbił piątkę. Lisu posunął się za daleko – stawiać bezczelnie Imprezę na drodze jego NSXa? I jeszcze mieć problem? To było przegięcie. No to teraz mu pokaże, co znaczy prawdziwa moc. Wbił ostro wyższy bieg.

- Punkt Koło, tutaj punkt Dąbie! Zbliżają się! Impreza na przedzie, ale NSX nie ustępuje i trzyma mu się na zderzaku! Zaraz będą wjeżdżali na węzeł! – rozległ się głos w komórce.
- Coś czuję, że któryś odwali niezłe bagno na węźle. – Anelka zmarszczył brwi, ku zdziwieniu kolegów.

Piotrek zerknął w lusterko. Maciek cały czas był za nim, a byli już bardzo blisko węzła. Włączył kierunkowskaz w prawo. Tutaj może wszystko się rozstrzygnąć. A on nie miał zamiaru pozwolić, żeby NSX go pokonał. Porażka z wozem mającym o 10 KM mniej byłaby upokorzeniem. Reszta chłopaków jeżdżących co wieczór po A2 wyśmiałaby go zupełnie tak samo jak gościa, który chciałby ścigać się Oplem Corsą przeciwko BMW serii 3.
Maciek wbił szybko kierunkowskaz w prawo i zjechał na węzeł za Piotrkiem. Szybko się rozejrzał i podjął decyzję – musiał zaatakować na zakręcie zjazdowym. Nie miał innej opcji. Co prawda musiał się liczyć z uszkodzeniem wozu, ale w końcu cel uświęca środki. Docisnął gaz do dechy, zbliżając się maksymalnie do Subaru, po czym szybko zredukował bieg, aby uzyskać wyższe obroty i wprowadzić auto w drift. Auto wpadło w kontrolowany poślizg i przy ostrym pisku opon gwałtownie zbliżyło się do zderzaka Subaru. „Mam cię!” pomyślał Maciek. Niestety, przeliczył się – Impreza Lisa w pięknym stylu uciekła na zjazd, a źle obliczona trajektoria ślizgu NSXa przyniosła fatalne skutki, bowiem Honda straciła przyczepność i wykręciła serię bączków.
- Nieeeeeeee! Tylko nie to! Nie teraz!! – Maciek rozpaczliwie zaczął machać kierownicą, ale to tylko pogorszyło sytuację – Honda skierowała się prosto na barierki. Szczęśliwie, zatrzymała się centymetry od nich. Chłopak otarł pot z czoła. Było blisko. Jeszcze parę centymetrów i straciłby wóz wart dwadzieścia tysięcy.
Piotrek zerknął ponownie we wsteczne lusterko. Wiedział, że tak to się skończy. Maciunia przegiął z gazem i wykręcił spina. Docisnął pedał gazu. To był koniec. Subaru wygrało.

- Tu punkt Dąbie! Subaru wygrywa! NSX wykręcił spina na zjeździe! Powtarzam, NSX wykręcił bączka! Subaru Impreza wygrywa wyścig!
- Wiedziałem, no wiedziałem! – Anelka był uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Łatwo było przewidzieć. Maciek z wściekłości przesadził z gazem i go obróciło, czubka. I po co mu było wchodzić w drift? – Tomek pokręcił głową z dezaprobatą.
- To standard u Maciuni. W akcie szału nic mu nie idzie. – Adam się roześmiał. – Dobra, skoro po wyścigu, to ja się zwijam. Jadę do K2, ktoś jedzie ze mną? Ja stawiam!
- Czekaj na nas! – gdy wsiadał do Astry, z tyłu dobiegły go głosy Mariusza i Tomka.

Parę dni później

19:30. Trasa krajowa Warszawa – Poznań numer 92, zwana również „starą dwójką”. Czarne Mitsubishi Lancer Evolution IX ze srebrnymi paskami na bokach spokojnie sunęło przed siebie w stronę Koła, co jakiś czas wyprzedzając jakiegoś guzdrającego się kierowcę.
- I co ty na to? Wreszcie nie ma obawy, że nie zdążymy. To cacko jest jednym z najszybszych w okolicy. Na autostradzie nie ma sobie równych. – Tomek poklepał kierownicę.
- Tomuś, kiedy ty przestaniesz wychwalać ten samochód? – Paulina westchnęła; od kiedy Tomek kupił LanEvo, ciągle w nim grzebał i wychwalał je pod niebiosa, a wieczory spędzał na autostradzie. A ona siedziała w domu i bała się, czy wróci cały. Na szczęście codziennie do niej przyjeżdżał i dawał znać że jest w jednym kawałku, a tego dnia zrezygnował z wypadu na A2 i zabrał ją do Konina na seans filmowy. Właśnie wracali z kina do domu.
- Dla ciebie mogę choćby i zaraz. – Tomek ucałował dziewczynę w policzek, utrzymując stałą prędkość.
- Cieszy mnie to. A jak tam Adaś sobie radzi? – Paulina roześmiała się lekko.
- Chodzi ci o jego spotykanie się z Kingą? – Tomek uśmiechnął się od ucha do ucha. Dziewczyna przytaknęła. – No, z tego co wiem to nie tak źle. Spotykają się co parę dni, dużo rozmawiają, mają wspólne tematy, a Kinga się z nim nie nudzi. Czyli że jest w porządku. Szczerze mówiąc to chciałbym żeby im się udało. Jak sobie przypomnę, jak Adam wyglądał gdy Marta go olała… - na wspomnienie zdołowanego kumpla tuż po tym, jak na pierwszym roku koleżanka z tej samej klasy dała mu kosza, Tomek aż się wzdrygnął.
- Kinga też ma za sobą niezbyt miłe przejścia z poprzednim chłopakiem. Dobrze by było, gdyby miała kogoś, kto wesprze ją w trudnych chwilach. Kogoś poza rodziną, oczywiście. – Paulina lekko się uśmiechnęła.
- Czyli tylko trzymać kciuki, aż na siebie polecą. I to dosłownie. – Tomek się roześmiał, po czym zerknął w lusterko. – A to… a to co?
- Co się dzieje? – Paulina zaniepokoiła się nagłą zmianą nastroju swojej drugiej połówki.
- Coś nas goni. I dogania niezwykle szybko. – Tomek docisnął gazu. – Trzymaj się! – z tymi słowami przełączył bieg. Lancer wystrzelił do przodu.
Tajemnicze auto z tyłu nie pozostawało dłużne – nadal zmniejszało ono swój odstęp do LanEvo. Co więcej, zaczęło błyskać światłami. Tomek nie wiedział, jak to odebrać – czy było to wyzwanie do wyścigu, czy też pozdrowienie. Auto z tyłu przybliżyło się na tyle, że mógł rozpoznać, co to było.
- GTO? – chłopak nie krył zaskoczenia.
- Co to za samochód? – Paulina również była zaskoczona.
- GTO, jak babcię kocham, srebrne Mitsubishi GTO drugiej generacji po liftingu. Do tego na naszych numerach. Ktoś sobie sprowadził ciekawy nabytek. Tylko… - słowa Tomka przerwał ostry klakson srebrnego wozu z tyłu, po którym nastąpiła seria mrugnięć długimi światłami.
- Chyba chce się ścigać. No to jedziemy! – Tomek wdusił gaz do dechy. Turbina zasyczała ostro, a czarne Evo wystrzeliło naprzód. Niestety, na próżno – srebrne GTO parę sekund później wyprzedziło Tomka szybciej, niż chłopak by się tego spodziewał. Gdy przejeżdżało obok Evo, Tomek usłyszał charakterystyczny świst dwóch turbin.
- No tak… to nie ma się co dziwić, że tak bezproblemowo nas wyprzedził. To wersja Twin Turbo. – pokręcił głową.
- To znaczy? – Paulina od razu się ożywiła; od kiedy Tomek miał Evo, motoryzacja zaczęła ją częściowo fascynować.
- Ma dwie równoległe turbiny pracujące jednocześnie. Dzięki temu ma taki wzrost mocy, że LanEvo wysiada. Tylko… kto jeździ tym GTO Twin Turbo? – Tomek zmarszczył brwi. Jednego teraz był pewien – musiał się dowiedzieć, kto jeździł tym potworem…

Srebrne GTO prześmignęło obok czarnego LanEvo i błyskawicznie odstawiło je na sporą odległość, po czym ustabilizowało prędkość.
- Nie sądziłem, że ten trzylitrowy DOHC 24v po remoncie nabierze takiej mocy. 380 koni mechanicznych to faktycznie potęga. – Adam lekko się uśmiechnął.
- Lubisz ten samochód… i ogólnie motoryzację, prawda? – spytała Kinga, nieśmiało spoglądając na kolegę.
- Tak, lubię… ale nie tak bardzo jak lubię Ciebie. – Adam uśmiechnął się do dziewczyny, zatrzymując samochód na skrzyżowaniu z sygnalizacją. Pech chciał, że z ich prawej strony zatrzymał się czerwony Ford Mustang SVT Cobra R, rocznik 2000. Z głośników dudniła muzyka, a banda chłopaków kretyńsko (zdaniem Adama) z czegoś się śmiała. Nagle jeden z nich odwrócił głowę w stronę uchylonych okien GTO.
- Hej, patrzcie kogo my tu mamy! To znowu ta idiotka Kinga! Z jakim cieciem teraz się wypuściłaś, co? – koleś paskudnie się roześmiał. Kinga tylko smutnie spuściła głowę.
- Ej! Pytałem ci się coś! Co, zapomniałaś języka w gębie?! – chłopak z Cobry był coraz bardziej nie do zniesienia.
- Kinga… powiedz mi… kto to jest? – Adam zapytał cicho, delikatnie unosząc głowę dziewczyny za podbródek.
- To… - Kinga pociągnęła nosem – to… mój były z kumplami… z początku był dla mnie w porządku… ale potem… potem zaczął traktować mnie jak najgorszą idiotkę, która nie wie, co się dzieje wokół niej… i teraz… obarcza mnie winą za wszystko… próbuje… - po policzkach dziewczyny popłynęły łzy. To przelało czarę goryczy.
- Ej, kolego! Może trochę więcej szacunku dla dziewczyny, co?! – krzyknął, wychylając się przez okno.
- A ciebie kto pytał o zdanie, cieciu jeden?! Jak gadam z tą idiotką, to gadam z nią, a nie z tobą! – koleś z Cobry paskudnie się roześmiał. Tego było już zdecydowanie za wiele. Adam wcisnął pedał gazu, a trzylitrowy, dwudziestoczterozaworowy DOHC zawył wściekle pełną mocą 380 koni mechanicznych, sięgając 7000 obrotów, zaś dwie równoległe turbiny zaświszczały złowrogo.
- Ooo, koleżka z japońca się wkurzył! Myślisz, że mnie nastraszysz?! – koleś dodał gazu w Fordzie, a ten zaryczał ostro. – Mam tu silnik 5,4 litra o mocy 385 KM, który…
- Czyli co, wielkim silnikiem rekompensujesz sobie mały rozum?! – odkrzyknął mu Adam ze złością.
- Takiś dobry?! Zobaczymy, kto będzie pierwszy na Bliskiej pod Kołem! – koleś z Cobry zamknął szybę. Adam zrobił to samo i wyciągnął w stronę wciąż popłakującej Kingi paczkę z chusteczkami. – Proszę. Nie płacz już, nie warto. I trzymaj się. Damy mu nauczkę. – gdy dziewczyna wzięła od niego chusteczki, Adam poprawił pas i dodał gazu, wbijając zawczasu jedynkę. Kierowca Forda również ostro przygazował.
Momentalnie światło zmieniło się na zielone. Oba wozy wyrwały naprzód z piskiem opon. Adam natychmiast wbił dwójkę, a po chwili trójkę. GTO rozpędzało się jak szalone, lecz Mustang, jako amerykański muscle car, starał się nie pozostawać dłużny. Mimo większej mocy, pozostawał on jednak z tyłu, co nieco zdziwiło Kingę.
- Jeśli nam się poszczęści, odstawimy go po najbliższych fotoradarach. – Adam wbił czwórkę.
- Jak to? – Kinga osuszyła do końca oczy.
- Mustang ma wielką moc, ale jest strasznie ciężki. O wiele cięższy od GTO. A przez swoją masę nie może rozpędzić się tak szybko jak my. Dokładając do tego ciężar całej tej bandy kolesi i systemu audio, jaki tam jest wsadzony, to ta Cobra za szybko nas nie dogoni. – chłopak spojrzał w lusterko. Mustang trzymał się nieco za nimi. – Musimy brać jednak pod uwagę, że oni mogą nie zwolnić na radarze. Wtedy trzeba będzie gnać pełnym gazem.
- Wierzę w ciebie. Dasz radę. – Kinga lekko się uśmiechnęła. Adam odwzajemnił uśmiech i wrzucił piątkę. Właśnie zbliżali się do strefy fotoradarów. Chłopak postanowił opóźnić hamowanie do maksimum, aby uzyskać możliwie największą przewagę. Gdy do strefy, jaką obejmował radar, pozostało mniej niż 150 metrów, Adam maksymalnie wdusił pedał hamulca. Tarczowe hamulce i system ABS zrobiły swoje – GTO błyskawicznie zwolniło do 100 km/h, przejeżdżając spokojnie obok radarów w strefie tolerancji. Niestety – tak jak przewidział Adam, Mustang nie zwolnił, lecz przejechał na pełnym gazie, nie dbając o to, czy zostanie wychwycony przez fotoradar.
- W porządku, sami tego chcieli! – Adam natychmiast dodał gazu, gdy tylko minęli ostatni radar. GTO wystrzeliło naprzód jak strzała – Kinga aż pisnęła, gdy siła nagłego przyspieszenia wcisnęła ją w fotel. Na szczęście strach z powodu nagłych zmian prędkości ustąpił miejsca uśmiechowi, gdy zobaczyła, że doganiają Mustanga.
- Do stacji Bliskiej zostało nam mniej niż 5 kilometrów. Musimy się sprężać albo będzie nieciekawie! – Adam złapał za drążek zmiany biegów i najszybciej jak mógł, wbił ostatni, szósty bieg. Silnik ryknął, turbiny świsnęły, a auto zaczęło coraz bardziej przyspieszać, lepiej niż na którymkolwiek biegu. Mustang zaczął przybliżać się w nieziemskim tempie.
- Już ich mamy! – Adam docisnął gaz do dechy i włączył kierunkowskaz, a GTO w pięknym stylu wyprzedziło Mustanga – chłopak mógł nawet ujrzeć zaskoczone miny rywali, gdy ich mijał. Srebrne auto odstawiło Mustanga jeszcze kawałek, po czym zjechało na parking stacji benzynowej. Czerwona Cobra R zaparkowała zaraz obok nich. Adam opuścił szybę; kierowca Cobry zrobił to samo.
- I co, kozaku? – Adam się roześmiał, gdy zobaczył zaskoczoną minę byłego Kingi. – Taki byłeś mądry, a nie potrafiłeś pokonać japońskiego samochodu!
- Nie wiem jak to zrobiłeś, ale… - koleś z Cobry nie dokończył, bo Adam mu przerwał.
- Raz, że twój wóz jest zapakowany niepotrzebnym ciężarem, jakim jest system audio. Dwa, sama moc nie starczy, tu trzeba trochę umiejętności i pomyślunku. Na razie. – Mówiąc to, Adam zasunął szybę i wyjechał z parkingu, skręcając w ulicę prowadzącą do domu dziewczyny.
Chwilę później srebrne GTO parkowało pod domem Kingi. Adam zatrzymał wóz i zgasił silnik, po czym odpiął pas, chcąc wyjść, ale dziewczyna go zatrzymała.
- Adam… ja… dziękuję ci. Jesteś naprawdę kochany. Ryzykant, ale kochany… - mówiąc to, Kinga pocałowała go w policzek.
Lepszej nagrody Adam nie mógł sobie wymarzyć. Wygrana z Cobrą była tego warta.

Jakiś czas później

Czarne LanEvo zatrzymało się na parkingu obok sklepu jubilera na ulicy Toruńskiej. Tomek wysiadł z samochodu i wcisnął przycisk na pilocie. Zamki szczęknęły, a lampy kierunkowskazów mrugnęły szybko. Zerknął na zegarek. Adam powinien już tu być.
- Hej, tutaj! – dobiegło go wołanie z daleka. Odwrócił się – kawałek dalej, przy swoim Oplu stał Adam, machając ręką. Chłopak natychmiast skierował się w stronę przyjaciela.
- Byłeś już tam? – Tomek wskazał sklep jubilerski.
- Tak. Nic ciekawego nie mają. Idziemy do Rzepków. Zobaczymy, może tam coś znajdziemy. – Adam mrugnął porozumiewawczo okiem. Tomek tylko się uśmiechnął, po czym obaj ruszyli w stronę sklepu jubilerskiego J.J. Rzepka.
- I jak idzie? – Tomek zagadnął kumpla.
- Coraz lepiej. Przynajmniej tak sądzę. Widujemy się co dwa dni i praktycznie całe popołudnia spędzamy ze sobą. I nie nudzimy się ze sobą, jak sam wiesz – a to chyba najważniejsze. – Adam się roześmiał.
- No raczej. – Tomek też nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. – Kiedy chcesz się jej zapytać? I czemu „tylko” co drugi dzień?
- Jadę tam dzisiaj z niezapowiedzianą wizytą. Wolę z tym nie czekać. A co drugi dzień, bo Kinga ma korki z angielskiego. – Adam skręcił i pchnął drzwi sklepu. Obaj weszli do środka, by znaleźć się w otoczeniu gablot pełnych wyrobów ze srebra i złota.
- No to czego poszukujemy? Białego złota z brylantem za 5 tysięcy? – zażartował Tomek.
- A co, jeśli powiem że tak? – Adam się roześmiał. – A tak na serio to myślałem o jakimś ładnym łańcuszku z wisiorkiem ze srebra. Zobacz, może ten? – chłopak wskazał na cieniutki łańcuszek z niewielką zawieszką.
- Za małe to jest jak na moje oko. A to? – Tomek pokazał Adamowi inny łańcuszek, o wiele grubszy.
- Ten z kolei za gruby. Nie będzie pasował. – Adam pokręcił głową.
- Hmm… Tomek odwrócił się do gablotki za nim i doznał olśnienia. – Ty, weź to zobacz! – Adam również podszedł to gablotki, do której odwrócił się kumpel. Ten pokazał mu ładny, srebrny łańcuszek z fantazyjnie wykonanym wisiorkiem. – Ani za cienki, ani za gruby. A wisiorek taki w miarę delikatny. Co ty na to?
- Zaraz… Proszę pani! – Adam zwrócił się do ekspedientki – Czy moglibyśmy obejrzeć ten łańcuszek z wisiorkiem?
- Proszę bardzo. – sprzedawczyni otworzyła gablotę i wyjęła wskazany przez chłopaków łańcuszek. – Mają panowie dobry gust. Ten łańcuszek wykonano w ograniczonej ilości. Macie szczęście, to jeden z ostatnich.
- Ładny… - Adam wziął łańcuszek do ręki i uważnie go obejrzał. – Dość delikatny, nie rzuca się za mocno w oczy, ale będzie idealny. Biorę. – chłopak podał łańcuszek ekspedientce.

- Mówisz poważnie?! – w głosie Pauliny słychać było niezwykłe zaskoczenie.
- Śmiertelnie poważnie. Sam mu pomagałem wybrać. Chyba wie, co robi, i jest tego pewny. – Tomek uśmiechnął się do swojej dziewczyny. Nie mylił się – wiadomość, jaką jej przyniósł, spowodowała, że Paulina o mały włos nie krzyknęła na całe podwórko.
- Miejmy nadzieję. Ona w każdym razie wie, że Adam jeździ na autostradę? – dziewczyna przechyliła głowę nieco na bok.
- Chyba wie. Ale dobrze, że Adam się nie ściga. Gdyby tak było, nie chciałaby go pewnie znać. W końcu widzę, jak bardzo się denerwujesz, gdy ja ruszam na A2. – Tomek przytulił nieco Paulinę.
- Powoli się przyzwyczajam do tego faktu, że narażasz życie na autostradzie. Ale nadal tego nie aprobuję. – dziewczyna szturchnęła go żartobliwie w żebro.
- Skoro ty nie aprobujesz, to co Kinga miałaby powiedzieć, gdyby Adam co noc ganiał się na autostradzie? Miejmy tylko nadzieję, że wszystko mu pójdzie gładko. – Tomek uśmiechnął się do swojej drugiej połowy.

Srebrne Mitsubishi GTO zaparkowało przed domkiem jednorodzinnym. Adam wysiadł z samochodu i poprawił bluzę. W kieszeni ciążyło lekko pudełeczko z kupionym wisiorkiem. Serce waliło mu jak oszalałe, ale to chyba było normalne w tego typu sytuacjach. Spojrzał na swoje ręce – dłonie lekko mu się trzęsły. Wziął parę głębokich oddechów, aby się uspokoić i opanować drżenie rąk.
- W porządku. Raz kozie śmierć. – chłopak nacisnął przycisk dzwonka. Jak na komendę, zza rogu wyskoczył pies Kingi i podbiegł do furtki. O ile z początku szczekał na niego jak opętany, to teraz już się przyzwyczaił i przyjaźnie zamerdał ogonem.
- Cześć, piesku! – Adam z uśmiechem pogłaskał zwierzaka. – Gdzie masz swoją panią? No gdzie? – psiak odpowiedział mu radosnym szczekaniem.
Skrzypnięcie drzwi spowodowało, że chłopak podniósł głowę. Zamiast dziewczyny zobaczył jednak jej ojca.
- Dzień dobry! Zastałem może Kingę? – zapytał.
- Dzień dobry. Nie, nie ma jej. Przyjechał po nią jakiś kolega w żółtej Mazdzie. Nie mam pojęcia, gdzie pojechali. – odpowiedział jej ojciec.
- Rozumiem. Dziękuję za informację. Do widzenia. – Adam otworzył drzwi auta.
- Do widzenia. – ojciec Kingi wszedł z powrotem do domu.
Adam przekręcił kluczyk, a silnik odpowiedział mu przeciągłym ryknięciem z akompaniamentem świstu turbin po chwili szumu zapłonu. Mówiła, że dzisiaj ma korki z angola na 100%. Co się więc stało?
Postanowił przemyśleć to na autostradzie. Cofnął szybko z powrotem na drogę, po czym wbił jedynkę i z rykiem pognał w kierunku A2.

Punkt parkingowy był dość zatłoczony tego wieczoru. Zjechało się pełno kierowców z całego regionu. Co chwilę przy którejś Toyocie czy Nissanie kręciło się kilku do kilkunastu ludzi.
- Co tu tyle luda? – zapytał Anelka, wysiadając ze swojej Supry.
- Dzisiaj ma się pojawić sam mistrz tego odcinka autostrady. Na odcinku Koło – Konin – Koło nikt go jeszcze nie pokonał. Będzie show, jak ktoś go wyzwie! – Lisu uśmiechnął się zawadiacko.
- Wątpię, czy ktokolwiek będzie miał jaja, by to zrobić. – Tomek oparł się o maskę LanEvo z założonymi rękami.
- Ktoś na pewno się znajdzie. – jak spod ziemi za Tomkiem wyrósł Adam, który pojawił się na parkingu nie wiadomo skąd.
- Jezu! – Tomek aż podskoczył. – Nie strasz tak ludzi! Chcesz, żebym zawału przez ciebie dostał?
- Wybacz. Ale nie jestem dzisiaj do końca w humorze, może dlatego straszę. – Adam również oparł się o maskę Evo IX.
- A co się stało? – spytał kolegę Tomek, po czym nachylił się i ściszonym głosem dodał: - Coś nie tak z Kingą?
- Niekoniecznie. – Adam odpowiedział tak samo cicho. – Po prostu coś mi tu nie pasuje.

Żółta Mazda RX-7 FD A-Spec pruła przed siebie z wielką szybkością, wyprzedzając wszystkich po kolei. Ciemny blondyn o kręconych włosach siedzący za kierownicą wbił kolejny bieg.
- Dzięki, Kinga, że zgodziłaś się za mną pojechać. Mam nadzieję, że jeszcze powtórzymy taki wypad? – chłopak uśmiechnął się.
- Nie wiem, Karol. Co prawda jesteś miły i lubię cię, ale… - Kinga zawahała się przez moment. – Nie sądzę, aby między nami było coś więcej.
- O czym ty znowu mówisz?! – Karola aż zatkało. – Nie spędzamy miło czasu? Nudzisz się ze mną?
- To nie o to chodzi. Ja… ja właściwie mam kogoś. – Kinga lekko się uśmiechnęła. – To zupełnie coś innego niż nasze relacje. Coś większego, czuję to.
- Kinga… sądziłem, że to między NAMI było coś więcej. – Karol dodał gazu. – Dlaczego mi to robisz?
- Ja? Nie miej do mnie żalu! – brwi dziewczyny ścięły się gniewnie. – To TY wymyśliłeś sobie, żeby wyciągać mnie do Konina pod przykrywką korków z angielskiego i to TOBIE się umyśliło, że coś z tego będzie! – wzięła kilka głębszych oddechów. – Wybacz, ale to niemożliwe.
- W porządku. Rozumiem. Tylko zrób dla mnie jeszcze jedną rzecz. – Karol spojrzał na koleżankę. Nie zauważyła, że w jego oczach pojawił się złowrogi błysk.
- Co takiego?
- Jedź ze mną na autostradę, na punkt Koło. Dzisiaj są wyścigi, wypadałoby się pojawić.

- Jedzie! Jedzie Mistrz!
Wszyscy obserwowali, jak na parking wtacza się żółta Mazda RX-7, porykując silnikiem z turbodoładowaniem.
- No i mamy tu Mistrza. Ciekawe, kto będzie na tyle odważny, żeby z nim się ścigać? – Tomek uśmiechnął się pod nosem.
- Ja bardziej byłbym ciekaw, jaką dziewczynę ze sobą przywiózł. Koleś to Casanova, na każdy wyścig inna panienka. – Anelka szturchnął Piotrka w ramię, po czym obaj się roześmieli. Adam nie powiedział nic. Po prostu obserwował. Rozważał co prawda wyzwanie Mistrza, ale to w ostateczności.
- A oto i Mistrz naszego odcinka A2, niepokonany Karol! – tymi słowami został przywitany kierowca żółtej Mazdy, który wysiadł w towarzystwie dziewczyny. Ładnej dziewczyny. Na jej widok Tomek i Adam doznali szoku równego co najmniej porażeniu prądem.
- Przecież… przecież… - wydukał w końcu Tomek.
- Kinga? Nie… nie wierzę…  - Adam zaczął z trudem łapać powietrze. To był szok zbyt wielki, jak dla niego. Kinga spotykała się z tym kolesiem? Zdążył już co nieco o nim usłyszeć, ale nie spodziewał się, że Kinga z nim przyjedzie, ba, nie spodziewał się, że w ogóle da się nabrać na sztuczki tego gościa!
Kinga rozejrzała się po całym tym tłumie. Najchętniej usunęłaby się w cień. Poza tym nie lubiła wyścigów na autostradzie. Sama przestrzegała Adama przed tym, aby się nie ścigał.
Jej wzrok znalazł się w końcu przy czarnym Evo IX. W tym właśnie momencie wzrok jej i Adama spotkał się. Nie wierzyła. Przez Karola, tego głupka, jej świat właśnie zawisnął nad przepaścią. Co gorsza, katastrofa nieubłaganie się zbliżała, bowiem chłopak podniósł się z maski Lancera i ruszył w jej stronę. Uszła kilka kroków naprzód, by spotkać się z Adamem twarzą w twarz.
- Kinga? Możesz mi wyjaśnić, o co tu do diaska chodzi? – Adam miał minę, która nie wróżyła nic dobrego.
- Adam… ja… to nie tak jak myślisz… ja… - Kinga spuściła wzrok, szukając odpowiednich słów. Niestety, jak na komendę, Karol musiał wszystko zepsuć, bowiem krzyknął:
- Hej, ty! Można wiedzieć, co chcesz od MOJEJ dziewczyny?
- „Mojej dziewczyny”? – Adam ze złością spojrzał na Kingę. – Chodzisz z nim?
- Nie… to wcale nie tak… - Kinga zająknęła się, podczas gdy Karol podszedł od tyłu.
- Koleś, weź się od niej odwal. Ona jest tu ze mną.
- Z tobą, powiadasz? Ciekawe, jak często z tobą jeździła? Co drugi dzień? To wszystko wyjaśnia… - zła mina Adama ustąpiła miejsca rozczarowaniu.
- Adam… proszę cię… - po policzku dziewczyny spłynęła łza. – Nie… nie osądzaj mnie tak z góry… proszę… pozwól mi to wyjaśnić…
- No więc słucham. Wyjaśnij. – Adam założył ręce na klatkę piersiową. Karol nie pozwolił jej dojść jednak do zdania, bowiem krzyknął:
- Nie będzie ci tu nic wyjaśniać! Zjeżdżaj stąd! Ona jest ze mną, czy ci się to podoba czy nie! I nigdzie stąd nie pójdzie!
- KAROL! – Kinga wrzasnęła tuż nad jego uchem; chłopak aż się odsunął. – Nie jestem twoją własnością! Nie będziesz decydował za mnie!
- Założysz się? – Karol schwycił Kingę mocno za rękę i szarpnął, przyciągając ją do siebie. - Albo on, albo ja! Wybieraj, albo sami zdecydujemy! – gość poczerwieniał ze złości. Adam tylko patrzył na Kingę.
- Puść! Nic ci nie odpowiem, nie po tym, jak mnie potraktowałeś! – Kinga wyszarpnęła się z jego uścisku. Karol w odpowiedzi tylko uderzył ją w twarz.
- Zapamiętaj sobie: mi nikt się nie sprzeciwia!
- Tego już za wiele. – Adam ruszył przed siebie. W kilku krokach dopadł do kierowcy Mazdy i złapał go za poły kurtki. – Ty gnoju. Myślisz, że każdy będzie skakał tak, jak ty tego chcesz?! Nic z tego. A teraz na kolana i przeproś ją!
- Niby za co? Za to, że to głupia idiotka, która nie umie wybrać? – na twarzy Karola pojawił się głupi uśmieszek.
- Odpowiesz mi za tę obelgę. – wycedził Adam. – Wyścig. Już. Teraz. Zaraz. Na odcinku Koło – Konin – Koło. Pożałujesz, że kiedykolwiek podniosłeś rękę na tę dziewczynę.
- Ha! Proszę bardzo! Tylko czym będziesz się ścigał?! Chyba poza Astrą nie masz nic! I czym chcesz pokonać moją 350 – konną FD? No czym?! – Karol zaśmiał się paskudnie.
Adam w odpowiedzi zagłębił się na parkingu. Po chwili szumowi zapłonu ustąpił potężny ryk dwudziestoczterozaworowego DOHC, któremu towarzyszył świst dwóch turbin. Kinga wiedziała, do jakiego wozu należy ten silnik.
Srebrne Mitsubishi GTO Twin Turbo wytoczyło się na linię startu i zatrzymało się w towarzystwie skandujących widzów tuż obok RX-7. Adam wysiadł z wozu.
- Tym. – chłopak poklepał dach samochodu. Na widok srebrnego GTO zarówno Karol, jak i Tomek, Piotrek i Mariusz zrobili wielkie oczy. Trzej ostatni podeszli do Adama.
- Rany… niezłe cacko. – Mariusz obejrzał uważnie auto.
- A jednak coś kupiłeś. – Piotrek się uśmiechnął.
- To znaczy… że tym srebrnym GTO, które wyprzedziło mojego Evo na trasie z Konina jakiś czas temu… - do Tomka dotarło, kto jeździ tym potworem.
- Jechałem ja. Zgadza się. To mój wóz. Tomek, wystartuj nas i dopilnuj, aby Kinga nigdzie nie zginęła. – Adam mrugnął do kumpla, po czym wsiadł do wozu. Karol już rozgrzewał silnik swojej Mazdy.
- Zaczynamy! – Tomek stanął między autami. Oba wozy ryknęły zgodnie. – 5! 4! 3! 2! 1! Start!! – na tę komendę zarówno RX-7, jak i GTO ruszyły przed siebie z piskiem opon. Zaraz po wyjeździe FD objęła prowadzenie.
- I co teraz? – Anelka spojrzał na Tomka.
- Teraz wszystko zależy od Adama. Musimy w niego wierzyć. – Tomek zacisnął kciuki.
Karol uśmiechnął się triumfalnie, widząc, że odstawia GTO. Nie mylił się. Jego FD była najpotężniejsza na tej trasie. Nikt z nią nie wygrywał ani na przyspieszenie, ani na szybkość. Poza tym, GTO było wielką krową, ważącą ponad półtorej tony, podczas gdy RX-7 ważyła niecałe 1100 kg. Zanim to Mitsubishi się rozbuja, on będzie w połowie trasy.
Adam przełączył bieg. Byli na piątym kilometrze. FD była szybka, nawet bardzo. Ale Karol chyba nie przewidywał jednego. Jego GTO Twin Turbo było limitowaną wersją MR, w której znacząco zredukowano wagę, dzięki czemu samochód ważył niecałe 1200 kg. A to działało na korzyść przyspieszenia. Dokładając do tego polerowanie portów i niewielkie zwiększenie stopnia sprężania w turbinach, ten wóz miał o około 35% większą wydajność przy tej samej mocy względem normalnego GTO Twin Turbo. Dodał gazu. Trasa była puściutka, co pozwalało na rozwinięcie wysokich szybkości.
Kinga obserwowała „czujki”. Wiedziała, że po drodze rozstawiani są ludzie, którzy w razie czego ruszają zawodnikom na pomoc. Było jej niezwykle niezręcznie. Czuła, że powinna powiedzieć Adamowi o wypadach z Karolem o wiele wcześniej. Co prawda, robiła to ze zwykłej uprzejmości, ale nie spodziewała się, że sprawy zajdą aż tak daleko.
- Tutaj dwunasty kilometr na Konin! FD na przedzie, GTO zaraz za nią! Ależ to draństwo jest szybkie! FD nie ma ani sekundy odpoczynku, kto by pomyślał, że taki ciężki wóz jak GTO utrzyma się za FD przez tak długi czas! – rozległ się głos z głośnika.
- Dalej, Adam. Pokonaj go. – wyszeptała, zaciskając kciuki. Adam musiał wygrać. I wiedziała, że wygra.
- Co?! Jak on może się za mną utrzymywać?! – Karol nie wierzył temu, co widział. Ta wielka krowa, GTO, utrzymywała się mu cały czas na zderzaku, a byli już na piętnastym kilometrze! – Tak nie może być. Tu trzeba specjalnej metody! – Karol miał już opracowany plan działania. Musiał go wypełnić na zjeździe z węzła albo tuz za nim.
Adam wrzucił szósty bieg. Musiał wytrzymać jeszcze trochę. Do węzła zostały dwa kilometry. Widział już z daleka podjazd. Musiał teraz tylko wyprzedzić FD. A korzystając z jej tunelu aerodynamicznego, to będzie dziecinnie łatwe. Wcisnął gaz do dechy. Turbiny zasyczały wściekle, a srebrny wóz zaszarżował do przodu.
To był moment. Karol obserwował, jak GTO wyprzedza go tuż przed wjazdem na węzeł. O to mu chodziło.
- Sorry, kolego, ale to musi się tak skończyć. Nie mogę pozwolić, aby jakiś cwaniaczek w wielkiej krowie mnie pokonał! – chłopak zarzucił tyłem.
- GTO objęło prowadzenie tuż przed węzłem! FD jest tuż za nim! Co za szybkość! Wjeżdżają jeden za drugim… ale co to? FD składa się do driftu!  Karol chyba coś szykuje! On chyba… - głos w głośniku zamarł.
Karol wyszczerzył triumfalnie zęby. Ta metoda zawsze działała. FD wpadła w drift, gwałtownie podjeżdżając do tyłu GTO. Srebrny wóz jednak zręcznie uciekł, zjeżdżając na autostradę. Trudno, najwyżej kraksa będzie mieć poważniejsze skutki.
RX-7 na czwartym kilometrze trasy powrotnej znalazła się drugi raz przy zderzaku Mitsubishi, po czym zahaczyła ostro o lewy tylny błotnik. GTO wpadło w poślizg, po czym zaczęło kręcić bączka.
- Na razie! – Karol dodał gazu, zręcznie uciekając.
- GTO wpadło w poślizg na czwartym kilometrze! To już chyba koniec! Leci prosto na barierki, chyba nie wyjdzie z tego cało! Ale… zaraz… - głos w głośniku był przerażony.
- Nie… Boże, tylko nie to… - Kinga zacisnęła powieki.
Adam gwałtownie szarpnął kierownicą. To był koniec. Już po nim.
I wtedy uświadomił sobie, o co chodziło Kindze, gdy przekonywała go, aby się nie ścigał na autostradzie. On naprawdę coś dla niej znaczył. A ona nie chciała go stracić. Za nic w życiu nie chciała dopuścić do katastrofy na A2.
- Nie pozwolę, abyś mnie pokonał. Nie dziś. Nie teraz, gdy Kinga czeka na mecie! – Adam wbił niższy bieg i skontrował. GTO błyskawicznie wróciło z bączka na prawidłowy tor jazdy, po czym prysnęło naprzód jak z procy.
- Niesamowite! Mitsubishi jakimś cudem wyszło cało ze spina! Obrócił się, jakby nic poważnego się nie działo, skontrował i jedzie dalej!  - głos relacjonującego aż drżał z emocji.
- Udało się! - Kinga odetchnęła z ulgą.
- Dawaj, dawaj! – Tomek zaciskał kciuki coraz mocniej.
- CO?! To niemożliwe!! Nikomu jeszcze nie udało się wyjść z tego cało! – Karol nie wierzył w to, co widział – GTO właśnie wyszło bez szwanku z opresji, jaką mu zgotował, a co gorsza, jechało dalej za jego Mazdą, trzymając się bardzo blisko!
- Tak to się robi, „Mistrzu”! Patrz na prawdziwą potęgę autostrady A2! – Adam z uśmiechem wbił kolejny bieg i dodał ostro gazu, zmniejszając odstęp. Siódmy kilometr. Nadszedł czas, aby odsłonić karty, a GTO pokazało swoje naturalne, prawdziwe oblicze. Karol musiał pożałować decyzji przyjęcia wyzwania, a on mu to skutecznie umożliwi.
Spojrzał na znaczniki po bokach autostrady. Byli na dziesiątym kilometrze. Jeszcze osiem kilometrów do końca. Około trzech minut szaleńczej jazdy. Wbił szóstkę.
Po czole Karola spłynął  pot. Nigdy nie czuł takiej presji. Nigdy jeszcze nikt nie dał mu takiego wycisku, jak kierowca tego srebrnego GTO. Przecież jeżeli kierowca nie gubił się na trzynastym kilometrze z tyłu, to metoda bączka na zjeździe eliminowała każdego z gry. Ale ten koleś był inny. Wiedział, jak opanować swoje auto. Musiał nim już sporo jeździć.
Adam zerknął na znacznik. Szesnasty kilometr. W oddali widział już parking. A na nim czekali chłopaki. I czekała Kinga.
- Najwyższy czas to zakończyć. – Adam dodał gazu do dechy. Siedemnasty kilometr. GTO zaszarżowało do przodu, wyjąc turbinami.
- Nie wyprzedzisz mnie! Nie teraz, gdy do mety jest mniej niż kilometr! – Karol ostro zaczął zarzucać tyłem. FD zaczęła driftować po całej szerokości autostrady. GTO zręcznie go zwodził.
- Koniec tego! – Adam gwałtownie zarzucił w lewo, a potem w prawo. Tak jak sądził, FD wyleciała z nadanego jej toru, 350 metrów przed metą.
- Nieeeeeee!! – Karol gwałtownie zaczął kręcić kierownicą, ale to miało tylko gorsze skutki – Mazda wyrżnęła w barierkę, miażdżąc przód. Przed wybiciem zębów kierowcę uratowały poduszki powietrzne.
GTO wparowało na metę przy wiwacie tłumów. Adam wysiadł z wozu.
- Proszę państwa, niesamowite! GTO pokonało Mistrza w spektakularnym stylu! – relacjonujący z parkingu darł się wniebogłosy, przekrzykując tłum.
- Świetnie, mistrzu! – Tomek przybił piątkę z przyjacielem.
- Było ciężko, ale… udało się.  – Adam się uśmiechnął.
- Adam! – od strony parkingu dobiegł go tak dobrze znajomy mu głos. To Kinga biegła ku niemu, cała rozpromieniona. Bez żadnego pardonu rzuciła mu się na szyję.
- Wiedziałam, że wygrasz. I przepraszam… - wyszeptała, wtulając się w niego.
- Nie masz za co. To ja Cię przepraszam. – Adam przytulił dziewczynę do siebie. Stali tak chwilę, po czym dziewczyna wyswobodziła się z jego uścisku, i nie zważając na to, że wokoło są tłumy ludzi, mocno pocałowała chłopaka. Wokoło rozległy się gwizdy uznania i śmiechy.
- Chyba uprzedziłaś to, co chciałem Ci powiedzieć. – uśmiechnął się Adam, gdy Kinga oderwała się w końcu od niego, po czym wyciągnął z kieszeni pudełeczko. – To dla Ciebie.
- Wygląda na to, że cię uprzedziłam. – Kinga odwzajemniła uśmiech. – Dziękuję, śliczne! – zawołała z zachwytem, gdy tylko otworzyła pudełeczko, po czym ponownie mocno wtuliła się w chłopaka.
- Aha… i jeszcze jedno… nie będę się ścigał. Nie jako mistrz. – powiedział głośno Adam, powodując zdziwienie wśród tłumu.
- Co? Przecież dopiero zacząłeś! Musisz bronić tytułu! – krzyknął z zaskoczeniem Tomek.
- Nie. To TY będziesz go bronił. Przekazuję go tobie, stary. – Adam zaskoczył kumpla, podczas gdy tłumy zaczęły wiwatować. – Będę się ścigał, ale wtedy, gdy sam zechcę. Teraz – tu spojrzał na Kingę – mam ważniejsze sprawy na głowie. A teraz, Mistrzu – Adam uśmiechnął się zawadiacko do przyjaciela – chyba powinieneś wszystkim postawić kolejkę!
- W takim razie wszyscy za mną! I – tu Tomek się zawahał – i za GTO! Ruszamy!
Cały tłum ochoczo wsiadł do aut. Masowo rozległy się warkoty silników. Parking powoli opustoszał, a za samochodami długo ciągnął się śmiech zawodników.