Oto przed Wami Odcinek Specjalny, a raczej kontynuacja opowiadania "Prędkość, miłość i autostrada" autorstwa Deluxo. OS pozwala na powrót znaleźć się w realiach autostrady A2, i wraz z głównym bohaterem, Adamem, i jego Mitsubishi 3000GT (pardon - GTO) podjąć...
Ale odkrycie, czego, pozostawiam już Wam. Warto przeczytać, nie tylko dla samej czystej przyjemności, ale i zrozumienia pewnych wydarzeń, które...
A zresztą... po co uprzedzać fakty?
Miłej zabawy!

 

 

OS. "Początek końca"


- SLK 55 został wyprzedzony! Powtarzam, Mercedes SLK wyprzedzony na ósmym kilometrze z Dąbia!
- Świetnie!
- Dawaj, GTO!!
Krzyk widzów mieszał się z komunikatem nadawanym przez „czujkę” ponad punktem parkingowym Koło. Właśnie trwał kolejny wyścig, SLK kontra GTO.
Adam wrzucił szósty bieg i uśmiechnął się, widząc w lusterku, jak SLK oddala się w zabójczym tempie. To było łatwe. Dzieciak nowobogackich, którzy sprowadzili się na pobliskie Dzierawy, sądził, że jego Mercedes SLK 55 z zestawem Performance Package, który dawał mu 420 koni, pokona najlepszego ściganta na autostradzie A2. Mylił się. Srebrne Mitsubishi 3000GT Twin Turbo MR i jego kierowca zdecydowali się pokazać mu potęgę kolskiego rejonu A2. W tejże chwili niespełna 1200-kilogramowy wóz wyposażony w trzylitrową, widlastą szóstkę z dwoma wałkami rozrządu i 24 zaworami oraz dwie równolegle pracujące turbiny dające razem 380 KM mocy ucierał nosa nowobogackiemu, zwiększając dystans z każdą sekundą mimo 40 koni różnicy.
Spojrzał na zdjęcie przymocowane po prawej stronie, na wnęce nad konsolą środkową. Na zdjęciu było dwoje ludzi, on i ciemnowłosa dziewczyna o brązowych oczach. Kinga. Z jej powodu robił to wszystko. Z jej powodu się ścigał. To dla niej parę miesięcy wcześniej, na początku listopada, przystąpił do wyścigu z mistrzem kolskiego regionu A2, Karolem i jego Mazdą RX-7 FD A-Spec.
Wspomnienia wróciły do niego momentalnie. Znowu widział siebie opierającego się o czarne LanEvo Tomka, jego najlepszego kumpla i wysiadającą z Mazdy Kingę. Znowu do niej podchodził i pytał, o co w tym wszystkim chodzi. Znowu widział Karola uderzającego Kingę w twarz za to, że nie chciała mu odpowiedzieć na pytanie tuż po tym, jak brutalnie przyciągnął ją do siebie. Znowu wyzywał Karola na wyścig, obiecując mu, że pożałuje podniesienia ręki na tę dziewczynę. Znowu wyprzedzał RX-7 na węźle i wylatywał z toru jazdy na czwartym kilometrze trasy powrotnej. Znowu wyratowywał wóz z bączka. I znowu wygrywał tuż po tym, jak wyprowadził kierowcę FD w pole, w wyniku czego żółty wóz wykręcił półspina na całej szerokości autostrady i wyrżnął w barierkę.
Potrząsnął głową. To było parę miesięcy temu. Teraz była druga połowa lutego, a od tamtego czasu zmieniło się dużo. On i Kinga byli ze sobą parę miesięcy i układało im się całkiem dobrze. Tomek oficjalnie bronił tytułu mistrza, który Adam mu przekazał, w swoim LanEvo IX, przy czym jednak coraz częściej kumpel przebąkiwał coś o sprzedaży Lancera i kupnie czarnego Nissana Skyline GT-R R34 z silnikiem RB26DETT, którego niedawno upatrzył w okolicy. Nie dziwił mu się, z LanEvo ostatnio działo się sporo niedobrego i Tomek miał dość często kłopoty z powodu awaryjności jego samochodu, mimo kładzenia wciąż nowych części.. Do tego wieść o przekazaniu mistrzostwa nie rozniosła się tak jak wiadomość o pokonaniu RX-7 przez srebrne Mitsubishi, przez co wielu ścigantów, którzy przyjeżdżali wyzwać mistrza, omyłkowo rzucali wyzwanie 3000GT. Adam nie lubił tłumaczyć tego w kółko, lecz zdecydował się poświęcić żeby zakończyć te pomyłki, dlatego pewnego dnia, gdy odbywała się impreza wyścigowa, przyjechał swoim GTO i za każdym razem, gdy ktoś rzucał wyzwanie mistrzowi, cierpliwie tłumaczył, że to Evo IX jest obecnym mistrzem i prosił o przekazanie tej informacji innym. Co prawda podziałało, jeśli chodziło o wyzwania o mistrzostwo, lecz nie zmniejszyło zainteresowania wyścigami ze srebrnym autem i chłopak miał pełne ręce roboty. Dokładając do tego fakt, że co kilka dni spotykał się z Kingą, wcale nie ułatwiało mu to życia, nawet mimo faktu, że oprócz fakultetów co kilka dni nie mieli żadnych lekcji. A to pozwalało im spotykać się częściej. Tyle że Adam większość wolnego czasu spędzał na A2, z Kingą umawiając się na popołudnia. A i tak czasami nie nadążał się wyrabiać między wyścigami i spotkaniem. Raz o mały włos nie spóźnił się na spotkanie z nią, co zaowocowało kłótnią i w rezultacie Kinga nie odzywała się do niego dobre dwa tygodnie i nawet nie miała zamiaru z nim porozmawiać. Przekonał ją do rozmowy dopiero, gdy wziął swoją Astrę, pojechał do niej i zostawiając samochód na parkingu po przeciwnej stronie ulicy, całe popołudnie stał cierpliwie pod jej domem, podczas gdy na dworze było zimno i padał deszcz. Dziewczyna w końcu wyszła i cierpliwie go wysłuchała, a gdy zapewnił ją, że ograniczy wyścigi, wybaczyła mu.
A teraz, mimo ograniczenia ilości wyścigów, nadal kopał tyłki lalusiom z wielkimi silnikami, większymi ego i jeszcze większym mniemaniem o sobie i swoich umiejętnościach za kółkiem. Nie robił tego często, bowiem zawodnicy przeważnie byli wyrozumiali i rozumieli fakt, że kierowca srebrnego Mitsubishi nie miał ochoty się ścigać. Zdarzali się jednak nachalni ludzie, którzy widząc, co się święci, dopiekali chłopakowi do żywego. Adam wtedy zmieniał się nie do poznania i natychmiast stawał na linii startu, szczególnie że niektórzy zdążyli wcześniej obejrzeć wóz i dostrzec zamontowane w środku zdjęcie, co później wykorzystywali przeciwko niemu, mówiąc niemiłe rzeczy o dziewczynie. W pamięć wrył mu się jeden szczególny przypadek – pojedynek z porządnie podrasowanym Fordem Mustangiem Fastback z 1967 roku.
To było jakoś w połowie stycznia, jeden z nieco cieplejszych dni. Gość był z mazowieckiego. Obejrzał uważnie srebrny wóz, po czym zażądał wyścigu. Adam odpowiedział mu grzecznie, aczkolwiek stanowczo, że nie ma ochoty na wyścig. Wtedy gościu wypowiedział najgorszą kwestię, jaką mógł powiedzieć. „Ja nie wiem, jak ta suczka wytrzymuje z takim cykorem jak ty. W sytuacjach sam na sam też tak cykasz?”. Sekundę później kierowca Forda był złapany za poły kurtki przez Adama, w którego oczach malował się gniew. Gość usłyszał tylko, że nigdy nie powinien obrażać ani jego, ani dziewczyny i pożałuje swoich słów. I faktycznie pożałował, bowiem Adam jechał wtedy tak agresywnie, jak nigdy dotąd. Ford został co prawda odstawiony po dwóch kilometrach, ale Adam zapamiętał ten wyścig jako jeden z najcięższych. Mustang mimo swojego wieku dysponował sporą mocą, a właściciel wsadził w niego sporo tuningowych części i zmienił skrzynię na sześciobiegową, przez co Fastback trzymał mu się prawie cały czas na zderzaku. Drafting tuż za samochodem był jednak błędem przeciwnika, bowiem próba wyprzedzenia GTO pięć i pół kilometra dalej skończyła się potężnym dzwonem w barierki tuż po tym, jak kierowca starego Forda stracił kontrolę nad potężnym autem po zbyt gwałtownym wyjściu z tunelu aerodynamicznego wytworzonego przez Mitsubishi. Wtedy wszyscy zgromadzeni zrozumieli, że nie należy zadzierać z kierowcą srebrnego auta, szczególnie jeśli chodzi o dziewczynę.
Z rozmyślań wyrwał go dźwięk silnika Mercedesa, który próbował zrównać się z jego wozem – wyglądało na to, że w tych rozmyślaniach zwolnił nieco pedał gazu. Wcisnął gaz do dechy, obroty skoczyły w górę, a wskazówka ciśnienia w turbinach poszła do oporu w prawo. 3000GT ponownie zaczęło się oddalać.
Nowobogacki nie wierzył własnym oczom. Przecież na starcie ten koleś wyraźnie powiedział, że ma 380 koni! Jakim więc cudem jego mocniejszy o 40 KM SLK 55 AMG przegrywał z tym Mitsubishi?!
- Po moim trupie! Nie ma szans, abym przegrał ze słabszym autem! – chłopak docisnął gaz do dechy. Silnik V8 zaryczał wściekle, a auto wystrzeliło naprzód, starając się zrównać ze srebrnym wozem.
- Nieźle. Ale pamiętaj, że wciąż ważysz więcej ode mnie! – Adam docisnął gaz najmocniej, jak mógł. Do mety zostały dwa kilometry, a w oddali już widział parking. Wskazówka prędkościomierza przekroczyła 250 km/h. Spojrzał w lewo. Kolejne znaczniki śmigały obok niego w zawrotnym tempie. Zerknął w lusterko. Niewielki Mercedes osiągnął szczyt możliwości na 248 km/h i trzymał się teraz kilkanaście metrów za nim. To już był spokojny koniec. Musiałoby się stać coś absolutnie nieprzewidzianego, aby przegrał. Ale się nie stało.
Minutę później GTO wparowało na metę. SLK zatrzymał się obok parę sekund później. Obaj kierowcy wysiedli jednocześnie.
- A niech to! – chłopak z Merca z wściekłością kopnął oponę swojego auta.
- Hej, spokojnie! – od strony Mitsubishi dobiegł go spokojny głos. Jego przeciwnik wysiadł z auta i zmierzał ku niemu. – To był dobry wyścig, świetnie ci szło, dawno nie miałem takiego pojedynku. Musisz jednak pamiętać, że waga samochodu też ma znaczenie przy takich wyścigach. W każdym razie, dzięki za pojedynek. – Adam z uśmiechem wyciągnął dłoń do rywala.
- Tak. To był fajny wyścig. Też dzięki. Teraz wiem, że muszę popracować nad sobą i nad samochodem. – chłopak też się uśmiechnął i uścisnął dłoń Adama. Ten z kolei zerknął na zegarek.
- A teraz wybaczcie wszyscy, ale muszę spadać. – chłopak uśmiechnął się przepraszająco do widzów, po czym wsiadł do samochodu i zapalił silnik. V6 DOHC 24v wściekle ryknął, dwie turbiny zasyczały, a samochód wykonał obrót o 180 stopni prawie w miejscu i z rykiem pognał w stronę miasta.
- Gdzie mu się tak spieszy? Dopiero co skończył wyścig! – widzowie byli zdziwieni. Jedynie kierowca czarnego Lancera Evolution IX ze srebrnymi paskami na bokach, opierający się o jego maskę, pokiwał głową z uśmiechem. Dobrze wiedział, dlaczego Adam tak się spieszył.
… Kinga zabiłaby go, gdyby wiedziała, że znowu prawie się spóźnił z powodu wyścigu.

- Rany Julek! – Adam spojrzał na zegarek, pędząc w stronę Koła. Miał być na miejscu za 10 minut, a jeszcze nie odebrał kwiatów, o zmianie samochodu nie mówiąc. – Jak się spóźnię, to zabije mnie. Jak nic mnie zabije. Nie mogę się spóźnić! – chłopak wbił wyższy bieg. Wskazówka prędkościomierza przekroczyła liczbę 120… w terenie zabudowanym. Nigdy nie łamał przepisów, to fakt, ale teraz sytuacja go do tego zmuszała. Modlił się tylko, żeby po drodze nie było żadnego patrolu. Szybko przejechał przez skrzyżowanie na żółtym świetle, by chwilę potem wdusić sprzęgło, zredukować bieg i w poślizgu pełną parą wejść w zakręt w prawo, zjeżdżając na obwodnicę Koła będącą częścią drogi numer 92. Szybka prosta i lawirowanie między samochodami na obu pasach ruchu. Kolejne skrzyżowanie na żółtym. W oddali za sobą usłyszał tylko ostry klakson osobowej Hondy. Szybkie mrugnięcie kierunkowskazu i ostry skręt w lewo, prosto na Dąbską, tym razem na szczęście na zielonym. Gaz do dechy. Znowu prosta. Ostro przyhamował, balansując na granicy zablokowania kół nawet z ABSem. Redukcja do dwójki i drugi zjazd z ronda w prawo. Ominięcie ciemnoniebieskiej Vectry B sedan na centymetry. Spojrzał w lusterko. Znał te numery rejestracyjne.
- Rany, było blisko. Artur by mnie zabił, jakbym mu przyłożył w bok! – Adam otarł krople potu z czoła. Owa Vectra należała do jego kolegi, będącego jednocześnie sąsiadem przez ulicę i była jego oczkiem w głowie. Kumpel włożył w ten samochód sporo kasy, więc nie dziwił się, że sąsiad tak uwielbiał, jak pieszczotliwie nazywał swojego Opla, „swoją Wiki”. Odwrócił głowę od lusterka i skupił ponownie na drodze, wbijając zawczasu trzeci bieg. Zbliżał się do skrzyżowania, a jak na złość właśnie włączyło się żółte światło.
- Ryzyk fizyk, najwyżej się rozwalę. – Adam docisnął gaz do dechy. Mitsubishi z rykiem przemknęło przez skrzyżowanie dokładnie w momencie, gdy TIR jadący od strony ulicy Bliznej zaczął skręcać w lewo, na drogę wojewódzką Koło – Brześć Kujawski numer 270. Klakson z tyłu utwierdził chłopaka w przekonaniu, że minął zderzak ciężarówki o włos. Dojechał do końca prostej i zredukował, wjeżdżając na rondo. Szybkie okrążenie wysepki, trzeci zjazd w prawo i skręt w lewo naprzeciw LO im. Kazimierza Wielkiego. GTO zatrzymało się z lekkim piskiem opon, a jego kierowca błyskawicznie wystrzelił z samochodu, zatrzaskując drzwi i zamykając je w biegu pilotem centralnego zamka.
Adam wpadł jak burza do kwiaciarni i zastygł, widząc tłum ludzi ciągnący się prawie pod drzwi.
- Nieee! – jęknął. – W takim tempie na pewno nie zdążę! – na samą myśl o reakcji Kingi zrobiło mu się gorąco. Szybka myśl przeszła mu przez głowę. Nie miał wyjścia. Wolał narazić się innym, ale nie jej. Zaczął przepychać się przez tłum, torując sobie drogę łokciami.
- Hej! Uważaj trochę!
- Kolejka obowiązuje, młody!
- Poczekaj na swoją kolej, nie pali się!
- Przepraszam! – Adam w końcu dopchał się do lady. Młoda ekspedientka spojrzała na niego z lekko skrzywioną miną. – Rezerwacja kwiatów, numer rezerwacji 606763.
- Kolego, wiesz, że za takie coś – ekspedientka obrzuciła wzrokiem chłopaka, po czym spojrzała do tyłu, gdzie stała reszta ludzi, których miny nie wyrażały niczego dobrego - nie powinnam niczego ci wydać?
- Niech pani się postawi na moim miejscu, za parę minut mam ważne spotkanie! – Adam spojrzał błagalnie na sprzedawczynię. – Błagam panią! Nie mogę się spóźnić, nie dziś!
Sprzedawczyni otaksowała Adama jeszcze raz swoim wzrokiem, po czym się uśmiechnęła.
- No dobrze, dzisiaj zrobię wyjątek. Ale następnym razem nie będzie już taryfy ulgowej! – mrugnęła do niego okiem, po czym podała mu bukiet. Adam szybko go wziął, podziękował sprzedawczyni, po czym wyleciał na zewnątrz i szybko wskoczył do auta. Ryknął silnik, a srebrne 3000GT oddaliło się w stronę ulicy Kolejowej.
Chwilę później z podwójnego garażu na Kolejowej wytoczył się ciemnozielony Opel Astra pierwszej generacji w nadwoziu hatchback i wyprysnął w stronę centrum miasta. Adam zerknął na zegarek. Musiał mieć naprawdę dużo szczęścia, żeby zdążyć, tym bardziej że Astra dysponowała ponad pięciokrotnie mniejszą mocą od srebrnego Mitsubishi. Docisnął gaz. Musiał zdążyć.

Czekała pod budynkiem poczty, spoglądając od czasu do czasu na wyświetlacz telefonu. Lada moment powinien tu być. A jeśli nie… znał konsekwencje. Ostrzegała go już kiedyś, że nie podoba jej się to, iż ściga się na autostradzie. Jeśli okaże się, że znowu tam był, że znowu pojawi się srebrnym autem tuż po skończonej gonitwie na A2… nie daruje mu. Miała już powoli dosyć tego ścigania się. Ponowne spojrzenie na telefon. Miał jeszcze minutę.
Dźwięk klaksonu z tyłu spowodował, że odwróciła głowę. Kilka metrów od niej zatrzymał się właśnie ciemnozielony Opel Astra. Numery rejestracyjne znała aż za dobrze. Z samochodu wyłonił się nie kto inny, jak właśnie Adam.
- Cześć. Długo czekasz? – zapytał.
- Na szczęście nie. Prawie się spóźniłeś! – odpowiedziała z nutą udawanej irytacji.
- Korki po drodze, kochana. A to dla Ciebie. – chłopak wyciągnął zza pleców bukiet czerwonych róż i podał dziewczynie, całując ją w policzek. Dziewczyna lekko się zarumieniła.
- Z jakiej to okazji? – spytała, wąchając delikatne kwiaty.
- Dzisiaj mija trzy i pół miesiąca, odkąd Cię poznałem, sądzę, że to wystarczająca okazja. – Adam się uśmiechnął. – Chodź, mam dla Ciebie niespodziankę.
- Jaką? – Kinga była zaskoczona, słysząc słowo „niespodzianka”.
- Zobaczysz. – Adam z uśmiechem otworzył jej drzwi pasażera. Dziewczyna wsiadła do środka, chłopak zamknął drzwi, po czym sam wsiadł do auta. Po chwili silnik zaskoczył, a Opel Astra wytoczył się z parkingu i ruszył przed siebie.

- Jesteś pewny? – męski głos był pełen zaskoczenia.
- Tak. Mówił że przyjedzie. Ma plan, którego jesteś istotną częścią. – drugi głos odpowiedział obojętnie, acz stanowczo.
- Plan? Co znowu za plan?
- Dowiesz się jak przyjedzie. W każdym razie, ciesz się, że nie ma ci już za złe wydarzeń z listopada. Wściekł się, jak się dowiedział, ile kasy poszło w las.
- Wszystko jest już dawno naprawione, więc nie ma się co martwić. Lada dzień wracam do wyścigów. A wtedy Adam pożałuje tego, co zrobił niecałe trzy miesiące temu…

Było już ciemno, gdy ciemnozielony Opel Astra zaparkował przed domkiem jednorodzinnym. Adam wysiadł z wozu i obszedł go, po czym otworzył drzwi swojej pasażerce. Kinga wysiadła z wozu i rozejrzała się.
- Czas szybko biegnie… - uśmiechnęła się smutno.
- Co masz na myśli? – Adam zdziwił się wypowiedzią Kingi.
- Niedawno zaczynaliśmy szkołę, a tu już jesteśmy w ostatnich klasach. Szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej… mielibyśmy więcej czasu dla siebie. – dziewczyna spojrzała Adamowi w oczy. – Boję się, co będzie, jak skończymy szkołę i pójdziemy na studia. Nie wiem, czy wytrzymamy próbę czasu i odległości.
- Kinga… - Adam podszedł do dziewczyny i przytulił ją. – Nie martw się. Dopiero druga połowa lutego, jeszcze ponad pół roku przed nami. Poza tym mamy telefony, więc możemy do siebie dzwonić. Zresztą, są autobusy, są pociągi… - urwał i zerknął na stojącego za nim Opla – …no i mam samochód. Więc zawsze możesz przyjechać do mnie albo ja do Ciebie, tak?
- Tak… - Kinga wyswobodziła się z uścisku chłopaka i ponownie spojrzała mu w oczy; to był najlepszy moment na poważną rozmowę. – Adam… ja nie chcę, abyś się dłużej ścigał. Boję się, że pewnego dnia się rozbijesz. Nie przerywaj mi! – podniosła ostrzegawczo rękę, gdy Adam już otworzył usta, by coś powiedzieć – Wiem, że potrafisz się wyratować, w listopadzie to udowodniłeś, ale kiedyś szczęście może ci nie dopisać i rozbijesz się na autostradzie. A nie chcę, by coś ci się stało. Dlatego proszę cię. Jeżeli mnie kochasz, to zakończ to jak najszybciej. Sprzedaj ten srebrny samochód i wróć do życia bez wyścigów.
- Kinga, skarbie… - Adam wziął głęboki oddech. – Powiem Ci szczerze, wycofanie się ze świata wyścigów autostradowych nie będzie rzeczą łatwą. Ja i moje Mitsubishi jesteśmy znani w tym środowisku. Gdy ogłoszę decyzję, że się wycofuję, zapewne znajdzie się jeszcze niejeden, który będzie chciał spróbować ze mną sił na A2. Dlatego to może potrwać.
- Przecież większość rozumie cię, gdy nie chcesz się ścigać! – Kinga zmarszczyła brwi. – Dlaczego więc to ma być trudne?
- Bo nieważne kiedy, ale i tak czeka mnie pojedynek z wyzywającym. A było już ich kilku. Także może to zająć jeszcze kilka tygodni. – mina chłopaka była nietęga. – Ale jeżeli naprawdę tego chcesz, zrobię to. Lubię jeździć po A2, ale dla Ciebie z tym skończę. Daj mi maksimum kilka tygodni, a wycofam się z wyścigów i sprzedam GTO.
Wyciągnął ręce, chcąc przytulić dziewczynę. Nie cofnęła się. Stali tak chwilę przytuleni do siebie. W końcu Kinga lekko się wyśliznęła z jego objęć.
- Już późno. Muszę iść. – dziewczyna pocałowała go. – Dziękuję za miły wieczór. Do zobaczenia.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia. – Adam poczekał, aż Kinga wejdzie do domu, po czym wsiadł do Opla i zapalił silnik. Spojrzał na zegarek. Spotkanie na A2 zaczęło się już dawno. Wycofał na jezdnię, wbił jedynkę i ruszył w kierunku centrum miasta. Uśmiechnął się do siebie. Niespodzianka dla Kingi się udała. A teraz należało dopełnić jeszcze obowiązku zaglądnięcia na spota.
Parę minut później srebrne Mitsubishi 3000GT wyjechało z garażu na Kolejowej i z rykiem pognało w kierunku A2.

Silniki rozbrzmiewały głośnym echem, mieszając się z komentarzami spikera na punkcie parkingowym Koło. Wielu kierowców z całej Polski postanowiło pojawić się na kolskim odcinku autostrady, aby zaprezentować swoje samochody innym ścigantom i szerokiej publice. Impreza tym razem była sponsorowana – u wjazdu wisiał wielgachny baner, a na środku punktu stała przygotowana hamownia z diagnostyką, gdzie można było sprawdzić wszelkie detale dotyczące autka.
Obok siebie stały zaparkowane dwa sportowe auta z Japonii – czarne LanEvo IX i bordowa Supra, których kierowcy opierali się na maskach. Miejsca parkingowe obok nich były puste.
- I kto by się spodziewał, że znajdzie się ktoś, kto zasponsoruje imprezę na naszym odcinku A2? I to jeszcze w środę, w środku tygodnia? – Mariusz ogarnął wzrokiem cały tłum.
- Dziwisz się? – Tomek się roześmiał, wciskając klawisze wyjętej z kieszeni komórki. – Wygrana Adama z mistrzem tego kawałka autostrady odbiła się niezłym echem. Podobno Karol był znanym ścigantem nie tylko u nas. Pokonał też wielu czołowych zawodników z innych województw, nic więc dziwnego, że triumf Mitsubishi nad RX-7 przeszedł dość głośno po całej Polsce, w tym wśród firm tuningowych.
- A właśnie, gdzie się Adam podziewa? – Mariusz spojrzał znacząco na Tomka. Ten w odpowiedzi puknął w wyświetlacz telefonu, który cały czas trzymał w ręce, a z głośnika dobiegł znany obu chłopakom głos.
- Ktoś tu o mnie mówi? – Adam się roześmiał. – Nie pękaj, Anelka, zaraz u was będę.
I faktycznie, chwilę później na parkingu pojawiło się srebrne 3000GT, znane w kręgu kolskich ścigantów również jako GTO z A2.
Wszyscy znali te numery rejestracyjne.
PKL GT32.
Niepokonany jak dotąd samochód na autostradzie A2.
Srebrne auto podjechało obok czarnego LanEvo i cofnęło idealnie w wolne miejsce obok niego. Adam wysiadł z wozu i na powitanie przybił piątkę z kumplami.
- Co tam, panowie? – chłopak oparł się o maskę Mitsubishi.
- To, co widzisz. Pełno ludzi, impreza jak należy, mimo że to środek tygodnia. – Tomek wyszczerzył zęby. – A ty co taki wesoły?
- Mam powody. – Adam mrugnął porozumiewawczo okiem do kolegi. – A Lisa gdzieżeście zgubili?
- Na hamownię podjechał, chciał się upewnić, czy faktycznie ma te 300 kucy. – Anelka się roześmiał. W tym samym momencie niebieska Impreza zaparkowała obok Supry, a Lisu wysiadł zadowolony z wydrukami w ręku.
- Okazuje się, że mam 310 KM, a nie 300. – Piotrek na powitanie przybił z Adamem piątkę. – No, Anelka, ruszaj, twoja kolej!
- Się rozumie. – Mariusz wsiadł do wozu, silnik ryknął, a bordowa Toyota podjechała na hamownię.
- Za ile zaczynają się wyścigi? – spytał Adam.
- Niedługo, tylko skończą mierzyć samochody. Anelka jest ostatni na liście. – Lisu schował wydruk do auta. – A ty nie mierzysz swojego wozu?
- A po co? – Adam się uśmiechnął. – Wiem wszystko, co trzeba. Trzylitrowa widlasta szóstka DOHC, 24 zawory, dwie lekko podkręcone turbiny, 380 KM, ostro zmniejszona masa i polerka. 35% więcej wydajności przy tej samej mocy niż normalne GTO. Co tu wiedzieć więcej? Ten wóz nie ma przede mną żadnych tajemnic!
- No, chyba że tak. – Lisu wyszczerzył zęby. – Zdążyłeś chyba rozbebeszyć tę brykę na części i złożyć do kupy ze trzy razy.
W tym samym momencie od strony hamowni dał się słyszeć podniesiony głos Mariusza i operatora. Adam, Tomek i Piotrek spojrzeli po sobie, po czym poszli w tamtą stronę.
- Jak to możliwe?! Przecież w dowodzie mam jak byk, że to dwa i pół litra! – Mariusz był wyraźnie zły.
- Komputer nie kłamie. Masz trzylitrowy motor, kolego, czy ci się to podoba, czy nie. – operator hamowni pokręcił głową.
- Mariusz, co jest? – Adam przepchał się przez tłum.
- Komputer podaje błędne dane. Według programu mam trzylitrowy silnik, a przecież jak byk w dowodzie mam 2,5 litra!
- Chwila, moment… jaki tu masz silnik? Nie przypominam sobie, żebyś mi podał typ silnika… - Adam się zamyślił.
- 2JZ-GTE z turbo.
- No to wszystko wyjaśnia. – Adam pokręcił głową z uśmiechem, wywołując zdziwienie u kolegi. – Sam niedawno się skarżyłeś, że Supra pali za dużo jak na dwa i pół litra, no nie? No to teraz mamy potwierdzenie dlaczego. 2JZ-GTE montowane w Suprze miały trzy litry pojemności. Do tej pory sądziłem, że miałeś jakiegoś swapa, ale jednak nie. To normalny turbodoładowany 2JZ-GTE o pojemności trzech litrów. – Adam się roześmiał.
- No i co teraz? – Mariusz spojrzał pytająco na kolegę.
- Jak to co? Ciesz się z niższego OC i nie gadaj urzędasom, że ten motor ma 3 litry! – Tomek odpowiedział za Adama i parsknął śmiechem widząc, że Mariusz gubi się w tej sytuacji.
- Dobra, panowie, dość gadania, czas na wyścigi! Kto pierwszy na liście? – spiker przekrzyknął tłum.
- Ja! – dobiegł głos z parkingu, a tłum rozstąpił się, ukazując młodego kierowcę na oko w wieku Adama. Chłopak opierał się o pomarańczowy, stary samochód z namalowanymi na karoserii czarnymi pasami i zamontowanym na klapie bagażnika pomarańczowym spojlerem, Adamowi do złudzenia przypominającym spojler z Lamborghini Diablo SV. – Chcę zmierzyć się z najszybszym ścigantem na tym odcinku i sprawdzić, ile tak naprawdę warci jesteście wy, ściganci z okolic Koła. Kto nim jest?
- Ja nim jestem, a na imię mi Adam. – Adam wystąpił naprzód. – Musisz jednak wiedzieć, że ścigam się rzadko, ostatnio bowiem nie mam ochoty na wyścigi z prywatnych powodów. Jeśli mnie rozumiesz, proszę, wyzwij kogoś innego.
- Rozumiem cię doskonale. – chłopak pokiwał głową. – Ktoś jest chętny na mały pojedynek z moim wozem?
- Ja pojadę. – Tomek wystąpił obok Adama. – Jestem oficjalnym mistrzem tego odcinka. Co jest stawką wyścigu?
- Nic. Nie chcę ścigać się o mistrzostwo, bo nie jestem stąd. Chcę tylko sprawdzić, ile potraficie. To ma być przyjacielski wyścig. – chłopak wstał, odsłaniając przód wozu i tablice.
- SCI 427CI… Koleś jest z rejonu Cieszyna. – szepnął Adam do Tomka. – Do tego ma niezły wóz. Chevrolet Camaro z 1969 roku w świetnym stanie z niefabrycznym spojlerem.
- Spoko, nie powinno być problemu. – odszepnął Tomek, po czym powiedział: - W porządku. Ścigajmy się, stąd do Dąbia i z powrotem. – podszedł do wyzywającego i wyciągnął rękę. – Jestem Tomek. Mitsubishi Lancer Evolution IX.
- Tadek. Chevrolet Camaro. – chłopak uścisnął dłoń Tomka.
- Widzę, że twoje auto należy do dość rzadkich na naszych drogach. - Adam stanął koło Tomka. - Nie masz nic przeciw, abyśmy zerknęli pod maskę?
- Nie ma sprawy. Jeśli już tak koniecznie chcecie wiedzieć… – Tadek otworzył drzwi i pociągnął dźwignię zwalniającą maskę, a Adam podniósł ją do góry, maksymalnie rozsuwając siłowniki trzymające maskę w górze. Widok, który zastał pod pokrywą, zaskoczył go.
- Ja cię… to przecież 427 c.i., 7-litrowe V8. Silnik z Yenko Super Camaro. Niewiarygodnie rzadka i mocna jednostka. Spokojnie ponad 450 KM. I to jeszcze w TAKIM stanie! – Adamowi opadła szczęka. Silnik prezentował się niesamowicie - wyglądał praktycznie jakby dopiero co wyszedł z fabryki.
- Co chcesz powiedzieć? – Tomek również nie krył podziwu dla potężnego serca starego Chevroleta.
- Chcę powiedzieć, że ten wyścig to nie będzie kaszka z mleczkiem, jeśli tak ci się wydawało. – Adam zamknął maskę.- Silniki Yenko są jednymi z najlepszych, jakie montowano w tych Camaro. Jeżeli ten motor jest w stu procentach sprawny, a to jest pewne, to twoje 300-konne Evo może mieć z nim poważny problem. A dorzucając spojler - wskazał na lotkę na klapie bagażnika - skubany będzie miał niezły docisk, a to tylko pogarsza twoją sytuację. Niezły silnik. – zwrócił się do Tadka. – Jesteś gotowy?
- Mogę ruszać w każdej chwili. I tak wynik już znam. – Tadek uśmiechnął się z lekką pewnością siebie w głosie.
- Tomek, a ty? – Adam odwrócił się do kumpla.
- Zróbmy to. – Tomek podniósł kciuk do góry.
- Zaczynajmy! – krzyknął Adam, unosząc w górę rękę i pokazując linię startu podnieconemu tłumowi, z którego dobiegł dopingujący wrzask.
- A więc wyścig pierwszy, Chevrolet Camaro kontra Mitsubishi Lancer Evolution IX, trasa Koło – Dąbie - Koło! – wydarł się spiker widząc, jak auta podjeżdżają na linię startu.
- Dam radę. Jestem jednym z najlepszych na tej trasie. – Tomek dodał gazu; wskazówka obrotomierza skoczyła do liczby 4, a igła zegara ciśnienia doładowania ruszyła się lekko w prawo.
- Tomek, słuchaj. – przed otwarte okno zajrzał Adam. – Wiem, że twoje auto jest jednym z najszybszych tutaj, ale naprawdę nie lekceważ tego Camaro. On ma silnik z Yenko, a to potężne motory. Podejrzewam, że sam też coś w nim grzebał, więc na pewno będzie ciężko.
- Spokojnie. Wiem, co robić. – Tomek puścił oko do kumpla. – Dobra, ruszajmy. – kierowca Evo zasunął szybę.
- Kierowcy, jeśli jesteście gotowi, dodajcie gazu!! – zawołał spiker. Doładowane dwa litry czysto ryknęły, ale to, co zrobił silnik Camaro, przerosło wszelkie oczekiwania. 427 c.i. zagrzmiał tak potężnie, że zakołysał nieco nadwoziem auta, a co niektórzy stojący bliżej Chevroleta zatkali uszy – hałas wytwarzany przez to V8 był niesamowity.
- O kurde. – Tomkowi opadła szczęka. Cała pewność siebie, jaką miał, ulotniła się momentalnie. – Adam miał rację. Będzie ostro.
- No to będzie zabawa. – Adam uśmiechnął się słysząc ryk silnika Camaro.
- Zaczynamy! 5!! 4!! 3!! – spiker darł się wniebogłosy, a za każdym razem oba silniki ryczały coraz głośniej. – 2!! 1!! START!!! – na ten sygnał oba wozy ruszyły do przodu i wystrzeliły na autostradę w kierunku Dąbia.
Kręcone na wysokich obrotach turbodoładowane dwa litry o mocy 300 koni.
I potężnie grzmiące, grubo ponad 450 – konne siedmiolitrowe V8.
LanEvo do pokonaniu około dwóch szaleńczych kilometrów zderzak w zderzak z Chevroletem wysunęło się nieznacznie naprzód, po czym dostało kopa z turbo i wystrzeliło przed siebie, zostawiając Camaro kilka metrów z tyłu.
- Taaak jeeest! – Tomek krzyknął z uciechy widząc światła przeciwnika w tyle.
- Jesteś pewien? Chyba mnie nie doceniasz! – Tadek przycisnął gaz. Camaro zrównało się z przeciwnikiem.
- Co?! – oczy Tomka rozszerzyły się ze zdumienia. Ten stary złom mógł dorównać jego LanEvo?! – Po moim trupie! – chłopak przełączył bieg. Evo strzeliło do przodu. Camaro zostało znowu z tyłu. Tylko przez moment. Sekundę później Tomek z przerażeniem obserwował, jak stary Chevrolet bez wysiłku go wyprzedza.
- I co ty na to? Mówiłem, że to będzie sprawdzian! – Tadek z uśmiechem zerknął w tylne lusterko. Tak jak przewidywał, silnik Yenko nie pozostawiał przeciwnikom szans. Do tej pory zniszczył prawie każdego, z kim przyszło mu się ścigać. Był tylko ciekaw, jak długo LanEvo będzie go gonić. Dodał gazu, odjeżdżając Lancerowi. Znaczniki migały obok w zawrotnym tempie. Przy takiej prędkości wyścig potrwa najwyżej dziesięć minut.
Tomek wbił wyższy bieg i dodał gazu. Nie miał zamiaru pozwolić się pokonać gościowi z Cieszyna siedzącemu za kółkiem jakiegoś starego złoma, który jakimś cudem trzymał prowadzenie od dobrych trzech kilometrów.
- Może i silnik masz dobry, ale twój wóz to nadal stary złom! – ryknął. Był tak zaabsorbowany gonitwą za rywalem, że nie usłyszał drobnego fałszu w warkocie swojego motoru…

- Tu trzynasty kilometr na Dąbie! Camaro przez cały czas utrzymuje prowadzenie, ale LanEvo nie ustępuje! Kierowca Lancera chyba wpadł w szał, żyłuje silnik na granicy czerwonego pola! – głos sprawozdawcy był niezwykle przejęty.
- Myślisz, że Tomek go pokona? – Lisu spojrzał pytająco na Mariusza.
- Nie wiem. – Anelka wzruszył ramionami. – Adam, ty znasz się najlepiej na tych rzeczach z nas trzech. Co obstawiasz?
- Ciężko powiedzieć. Tomek zna tę trasę, ale dzisiaj jest nieco zbyt pewny siebie. – kierowca srebrnego GTO zmrużył oczy, podnosząc się z maski auta. – Z kolei ten gość z Cieszyna, Tadek, ma potężny silnik, który stanowi wyzwanie dla LanEvo. Teoretycznie mniejsza masa Evo działa na jego korzyść, ale Camaro to muscle car, auto o wielkiej mocy. Silnik z Yenko tylko to potwierdza, tym bardziej, że różnica mocy jest kolosalna, bo ponad 100 koni mechanicznych. Obawiam się, że Tomka czeka dzisiaj sromotna porażka. – chłopak zakończył swój wywód. Jego kumple spojrzeli po sobie.
- Czyli że Tomek niepotrzebnie żyłuje ten silnik. – Mariusz pokręcił głową.
- Jeśli tylko jedzie z głową, to Lancerowi nic nie będzie. – Adam oparł się z powrotem o maskę swojego wozu. – Najważniejsze, żeby dojechał, bo poddanie się bez walki jest gorsze od zwykłej porażki.
- Przed paroma chwilami zjechali z węzła! –głos czujki wyrwał ich z dyskusji. – Niemożliwe, jak oni szybko jadą! Camaro najwyraźniej nie chce zakończyć tego szybko, bo nie zwiększa dystansu! Kierowca LanEvo ma naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, nie wiem, czy w takim tempie uda mu się dopaść Chevroleta przed finiszem! A możliwe, że dojadą do was w ciągu najbliższych trzech minut!
- Adam, co ty, prorokiem się stałeś czy jak? – Anelka nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu.
- To akurat nie jest śmieszne, Mariusz. – chłodny ton Adama sprowadził kierowcę Supry na ziemię. – Pamiętaj, że Tomek reprezentuje nas, ścigantów rejonu kolskiego. Musi naprawdę się postarać, żeby nie oczernić nas przed innymi zawodnikami.

Tomek parł przed siebie tak szybko, jak tylko pozwalał mu silnik Lancera. Kierowca Camaro najwyraźniej nie miał zamiaru kończyć rajdu zbyt szybko, bowiem nie odjeżdżał na więcej niż 50 – 60 metrów. Ta zabawa w kotka i myszkę drażniła go. Ten cały Tadek najwyraźniej chciał, żeby dalej go gonić. A do mety zostało jak na złość mniej niż siedem kilometrów, bowiem pokonywali ten dystans w tempie większym niż wariackie.
- Chcesz się bawić? Dobra! – Tomek wbił szóstkę. Czarne Mitsubishi strzeliło do przodu, a dystans między nim a pomarańczowym Chevroletem zmalał. Mimo to, chłopak był nadal zbyt nabuzowany emocjami związanymi z szaleńczą gonitwą przy ponad 250 km/h, by usłyszeć powoli narastający, niepokojący dźwięk.
- Czy ty nie masz zamiaru odpuścić? I tak już cię pokonałem! – Tadek spojrzał w lusterko. Przeciwnik naprawdę się zawziął. – No dobra, sam o to prosiłeś. – chłopak wbił szósty bieg. Wzmocniona skrzynia biegów w połączeniu z jego motorem pozwalała na luksus osiągania naprawdę zabójczych szybkości. Wskazówka prędkościomierza przekroczyła kreskę oznaczającą 270 km/h. Znacznik wskazujący 5 kilometrów do końca śmignął obok niego. Jeszcze około minuty i po zabawie.
Tomek docisnął gaz prawie do dechy. Jego Evo zbliżało się do szczytu możliwości. I tak było dobrze, że się utrzymał tak długo. Spojrzał w lewo. Do mety zostało mniej niż 3 kilometry – nie spodziewał się, że dystans do Dąbia i z powrotem pokonają tak szybko. Adam miał rację, niepotrzebnie zlekceważył rywala. Teraz płacił za to, i to słono. Kilometr do końca. Ale musiał zaryzykować.
- No to jazda! – ryknął i wdusił pedał gazu tak mocno, jak tylko mógł. LanEvo zawyło przeciągle i prysnęło naprzód, osiągając maksymalne 285 km/h, które mogło z siebie wycisnąć. Czarny wóz zaczął szybko zbliżać się do przeciwnika.
- Mam cię! – wrzasnął Tomek, gdy Lancer zrównał się z Camaro. Był w błędzie.
Tadek docisnął nieco gaz. Chevrolet tylko zagrzmiał potężnie i ruszył przed siebie, zostawiając czarne Evo z tyłu i wpadając na metę. Tomek wjechał chwilę po nim.
- No i koniec. Tomek dostał wciry. – Lisu pokiwał głową, obserwując, jak obaj kierowcy wysiadają ze swoich samochodów.
- Ech… - kierowca Evo smętnie spojrzał na swoje auto. Nagle poczuł, że ktoś klepie go po ramieniu. Odwrócił się. Tadek stał za nim, uśmiechnięty.
- To był naprawdę dobry wyścig. Mimo dużej różnicy mocy, utrzymałeś się za moim Camaro do końca. Co prawda sromotnie przegrałeś, ale jestem pod wrażeniem, naprawdę. – mimo głosu wiejącego trochę za mocno pewnością siebie, chłopak wyciągnął rękę.
- Tak, trzeba przyznać, że nie doceniłem twojego auta. To był faktycznie dobry pojedynek. – Tomek również się uśmiechnął i uścisnął rękę przeciwnika. W tym momencie do obu zawodników podszedł Adam.
- Gratuluję, panowie! Tomek, dałeś z siebie wszystko – tu Adam spojrzał na kumpla – a ty, Tadek, pokazałeś klasę, na jaką stać prawdziwego kierowcę muscle cara. Fajnie, że zajrzałeś dzisiaj w nasze strony.
- Nie miałem co robić u siebie, to stwierdziłem, że mogę podskoczyć tutaj. Wieści rozchodzą się w wyścigowym światku wręcz piorunem, a ja na S1 zdziałałem, co się dało i chciałem sprawdzić się gdzie indziej. – Tadek wyszczerzył zęby. – I miałem rację sądząc, że tutejsi ściganci mają żyłkę ostrej rywalizacji.
- Kto ściga się następny?! – głos spikera przedarł się przez tłum. Wszyscy naokoło zaczęli rozmawiać. Adam szepnął coś na ucho Tadkowi i machnął ręką na Lisa, a w międzyczasie na starcie ustawiła się bordowa Toyota Supra i granatowy Nissan 300ZX.
- Do Dąbia i z powrotem! – krzyknął Anelka, który wychylił się z okna Supry.
- Wyścig drugi, Toyota Supra kontra Nissan 300ZX, trasa Koło – Dąbie – Koło! – krzyknął spiker. – Jeśli jesteście gotowi, dodajcie gazu!!
Oba silniki czysto ryknęły. Spiker już otwierał usta, by zacząć odliczanie, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, wszystko inne zostało zagłuszone przez potężny grzmot V8 i ryk czterocylindrowego silnika bokser przeplatany świstem turbiny, a niebieskie Subaru Impreza i pomarańczowy Chevrolet Camaro wystrzeliły na autostradę w stronę Konina.
- Co jest?! Dodatkowy wyścig?! – publika spojrzała po sobie. – Przecież nie zgłosili chęci ścigania się!
- Co jest grane? – spiker zerknął na kierowcę LanEvo, który podszedł do podwyższenia z nagłośnieniem.
- A bo ja wiem? – Tomek wzruszył ramionami. – Jednego tylko jestem pewien, to nie wyścig. Jak Adam mówi, że się nie ściga, to się nie ściga. Tu chodzi o coś innego, skoro wziął auto Lisa…

Błękitna Impreza i stary Chevrolet niemal w idealnej synchronizacji włączyły kierunkowskazy w prawo, po czym jeden za drugim zjechały na parking oddzielony od autostrady barierką. Adam i Tadek wysiedli z wozów.
- Dobra, możesz mi wytłumaczyć, po jaki grzyb mnie tu przyciągnąłeś? – Tadek zerknął na zegarek. – Informuję, że jutro muszę wcześnie się urwać z łóżka, wypadałoby trochę odespać.
- Nie tylko ty. Ja też muszę się wcześnie podnieść, mistrzu.  – Adam spojrzał na kierowcę Camaro przez ramię. – Jesteśmy tu po to, abyś sobie uświadomił parę rzeczy. Od jak dawna jeździsz na autostradzie?
- Od jak dawna? – Tadek zmarszczył brwi. – Trochę ponad miesiąc, Camaro wyremontowałem stosunkowo niedawno. Ale zdążyłem je opanować…
- Przy jak dużej szybkości? – Adam mu przerwał. – Fakt faktem, autostrada to przede wszystkim jeden długi kawał prostej wylanej asfaltem. W wyścigach jednak od czasu do czasu przydaje się umiejętność manewrowania przy dużych prędkościach rzędu 280 do 300 km/h. Spójrz sam. – po czym wskazał na asfalt przy znaczniku czterech i pół kilometra od węzła zjazdowego Konin.
Tadek podszedł do barierki. Na asfalcie, mimo upływu czasu, wciąż rysowały się dwie grube, czarne krechy ciągnące się na długości kilkudziesięciu metrów i zakrzywiające się w kilku miejscach.
- Co to…? – chłopaka zamurowało.
- To moje własne ślady, sprzed blisko trzech miesięcy. – Adam podszedł do Tadka. – Prawie trzy miesiące temu ścigałem się z obecnie byłym mistrzem tego odcinka autostrady. Powód był może i błahy, poszło o dziewczynę, ale nie zapomnę tego wyścigu, bo uświadomiłem sobie kilka spraw. Właśnie w tym miejscu.
- Wszystko fajnie, ale oświeć mnie, co tu się stało? – Tadek zacisnął pięści.
- W tym miejscu – Adam wskazał początek śladów – koleś walnął mnie w tył, powodując spina. Moje auto zaczęło się obracać i jednocześnie lecieć na barierki przy ponad dwóch setach na godzinę. Wtedy najważniejszą rzeczą, jaką sobie uświadomiłem, było to, że wyścigi na autostradzie to nie tylko prędkość rzędu 280 do 300 na godzinę. To również umiejętność radzenia sobie w takich sytuacjach jak ta. Jeżeli nie opanujesz gwałtownych manewrów przy tej prędkości, to w niektórych sytuacjach może być krucho. I nie chodzi o machanie kierownicą od początku, a o lekkie kontry, które dopiero potem przechodzą w mocniejsze kręcenie kółkiem. Jak przegniesz z początku, to nic cię nie uratuje. Wiem to, bo jak widzisz, sam to przeszedłem i cudem się tu wyratowałem – wskazał miejsce, gdzie ślady były grubsze - a niecałe pół kilometra przed metą ten sam koleś, który mnie tryknął, stracił panowanie nad wozem. Zauważyłeś zniszczoną barierkę niedaleko parkingu? – Tadek przytaknął. – Tam przywalił. Zbyt ostro skontrował i to go zgubiło. Półspin na całej szerokości i dzwon. Wóz prawie że do kasacji.
- I co z nim się stało? – z Tadka uszła cała buta, jaką miał na początku.
- Nie wiem. Ktoś go tam pozbierał, ale co z nim się stało, tego nie wie chyba nikt. Chciałem ci pokazać to miejsce, abyś pamiętał, że autostrada to nie tylko szybkość. To także opanowanie i trzeźwe myślenie. Powiedz szczerze, czy podczas pojedynku z Tomkiem interesowało cię coś więcej niż jak najszybszy i najsprawniejszy przejazd? – Adam wbił wzrok w kierowcę z Cieszyna. Ten nie odpowiedział nic. – No właśnie. Nie pomyślałeś, co by było, gdyby nagle przed maskę wskoczył ci inny wóz, albo, nie daj Boże, jakiś TIR? Udałoby ci się uniknąć zderzenia? Zdołałbyś odbić wystarczająco dobrze, aby nie walnąć w cywila, a jednocześnie nie wyspinować?
- Nie… o tym nie pomyślałem. – Tadek pokręcił w końcu głową. – Najpewniej wbiłbym się w tył innego auta. Na pewno bym nie odbił wystarczająco dobrze, a hamulcom nie można nigdy ufać na sto procent. Poza tym, już kiedyś przeszedłem podobną „przygodę”. Wtedy zrozumiałem, że autostrada to nie tylko gaz w podłogę i naprzód ile fabryka dała, ale także opanowanie samochodu. Dlatego zamontowałem spojler, aby przy dużej szybkości mieć lepszy docisk w zakrętach. A twój „wykład” tylko dopełnia tej wiedzy o opanowaniu.
- Teraz już chyba rozumiesz sens naszej małej „lekcji”. – Adam się uśmiechnął. – Musisz pamiętać, że autostrada to nie tylko kawał prostej, ty i przeciwnik, ale również cywilne pojazdy i TIRy. Umiejętność opanowania samochodu przy wysokiej prędkości jest w tych rajdach niezwykle przydatna. Podczas wyścigu nie odpowiadasz tylko za bezpieczeństwo swoje, ale i innych uczestników ruchu. Autostrada bywa zdradliwa, a ty musisz jej pułapki umieć pokonać. Postaraj się nauczyć tego jak najszybciej. Na S1 na pewno to ci się przyda. – chłopak spojrzał na zegarek. – Wracajmy. Spot niedługo się kończy, trzeba wpaść jeszcze na parę minut. – po czym podszedł do drzwi Subaru.
- Powiedz mi tylko jedno… - głos Tadka spowodował, że Adam się obrócił. – Czy ta Impreza to twoja bryka?
- Nie. – chłopak poklepał dach auta. – Subaru należy do mojego kolegi. Wziąłem je, bo gdybyś zobaczył moje auto, nie odpuściłbyś mi wyścigu. A jak mówiłem – dziś nie mam na rajdy ochoty.
- Czym więc jeździsz? – Tadek zabębnił palcami w dach Chevroleta.
- Czym jeżdżę? A czy to ważne? – Adam się roześmiał. – Chodź, jedźmy już, bo muszę oddać auto.
Chwilę później dwulitrowy bokser i siedmiolitrowa widlasta ósemka czysto zagrały, a oba samochody wytoczyły się z parkingu i zgodnie wystrzeliły w noc.

Samochody zaczynały się już rozjeżdżać, gdy niebieskie Subaru i pomarańczowy Chevrolet wparowały na punkt parkingowy Koło. Ich kierowcy jednocześnie wysiedli z wozów.
- Dzięki, Lisu! Masz u mnie piwko! – Adam rzucił kluczyki od Imprezy koledze, który złapał je w locie i pokazał uniesiony kciuk. Tadek podszedł do niego, a chwilę później przy owej dwójce pojawił się Tomek.
- Dzięki, panowie, za dzisiejszego spota. – Tadek się uśmiechnął i uścisnął dłoń obu kolskim ścigantom. – Miło było was poznać. Dzięki za wyścig – spojrzał na Tomka – i za ten mały „wykład”. – przeniósł wzrok na Adama.
- Nie ma problemu. – Tomek wyszczerzył zęby.
- Spoko. – Adam kiwnął głową. – Pamiętaj, że jakby ci się nudziło, zawsze możesz zajrzeć na A2. O każdej porze znajdzie się ktoś chętny na małą gonitwę.
- Będę pamiętał. No, to do zobaczyska. – Tadek machnął im ręką na pożegnanie, stanąwszy przy swoim wozie, po czym wsiadł do niego. V8 zagrzmiało basowo, a Camaro wystrzeliło na autostradę, by po chwili zniknąć w ciemności.
- No i co robimy? Wracamy do domciu? – Tomek spojrzał pytająco na kolegę.
- A co powiesz na małą rundę po A2, zanim śmigniemy na chatę? – Adam uśmiechnął się zawadiacko. – Spokojnie, około 180 km/h, na rozluźnienie.
- Mi pasuje. – Tomek kiwnął potakująco głową, po czym podszedł do swojego wozu, wsiadł i zapalił go. Ryk turbodoładowanych dwóch litrów rozległ się na parkingu tylko po to, by chwilę później zostać nieco przygłuszonym przez odgłos trzylitrowej widlastej szóstki z dwiema turbinami. Nie minęła minuta, a czarne LanEvo i srebrne 3000GT pruły już przed siebie w stronę Dąbia.
Tomek wbił wyższy bieg, gdy w CB rozległ się głos kolegi z samochodu z przodu.
- Działo się coś ciekawego podczas mojej nieobecności?
- Nic specjalnego. Anelka wygrał z 300ZX o włos, a kierowca tego zielonego 200SX S14 rozwalił RS4 tego nowobogackiego, który przyjechał z Turku. I to ostro. Ta S14 musiała być naprawdę potężnie podkręcona.
- Na to wygląda, stock nie miałby szans z Audi RS4. – Mitsubishi 3000GT lekko przyspieszyło.
- Nie spieszy ci się za mocno? – Tomek również dodał gazu, a sekundę później oba samochody pędziły przed siebie z maksymalną wydajnością.
- Może i przegrałem z Camaro – Tomek wrzucił piąty bieg – ale tobie nie dam się odstawić! – LavEvo zrównało się ze srebrnym wozem. Chłopak poczuł, że adrenalina znowu w nim buzuje. I znowu nie usłyszał narastającego, niepokojącego dźwięku.
Adam wbił wyższy bieg. 3000GT wysunęło się przed Lancera. Od węzła dzieliło ich półtora kilometra, a nie miał zamiaru wjechać na niego z tyłu. Przycisnął gaz. Evo zaczęło się oddalać.
Tomek nie pozostał dłużny. Docisnął gaz mocniej. Wpadli na węzeł jeden za drugim, pokonując nawrót jak szaleni. Zjazd z powrotem. I wtedy to się stało.
Huk i metaliczny brzęk.
Chmura dymu z tyłu.
Struga oleju zalewająca maskę i przednią szybę.
Tomek rozszerzył oczy w akcie paniki i przerażenia. Co u licha się stało? Przecież Lancer niedawno przeszedł gruntowną naprawę! Mechanik zapewnił go, że silnik jest w idealnym stanie i jeszcze niejedno zniesie! To nie mogło być możliwe, żeby cokolwiek się stało!
Ale jednak. Powoli zaczęło to do niego docierać. Silnik nie wytrzymał i eksplodował od środka. Wyzionął ducha. To był najpewniej koniec tego MIVECa. Evo IX już nie pojedzie do domu na tym silniku.
Wcisnął sprzęgło i użył całej siły, by wyłączyć bieg, po czym skręcił na skrajnie prawy pas i włączył światła awaryjne. LanEvo parskając ostatkiem sił wytraciło prędkość i zatrzymało się w otoczeniu kłębów dymu i pary.
W tym samym momencie Adam spojrzał w lusterko i widząc, co się święci, włączył awaryjne i wdusił maksymalnie pedał hamulca, uprzednio redukując bieg. Rozległ się przeciągły pisk opon i ryk silnika, a GTO zatrzymało się w chmurze kurzu i dymu. Po chwili zapaliły się białe światła wstecznego biegu, a srebrny wóz powoli cofnął do czarnego Evo stojącego na prawym pasie. Tomek właśnie wysiadł z wozu, z przerażeniem patrząc na obłok pary wydobywający się spod maski.
- Jezu… co to było? – wydusił z siebie w końcu kierowca Lancera. W jego oczach zalśniły łzy.
- Nie dowiemy się, póki nie zobaczymy silnika. Podnieś machę. I nie płacz, mistrzu, bo chociaż to boli, to niestety takie jest życie.. Wiem co mówię, bo sam o mało się nie rozkleiłem po tym, jak miałem stłuczkę Astrą w grudniu i zobaczyłem, jaki był efekt. – polecił mu Adam, wyciągając z bagażnika swojego auta rękawice. Tomek wsiadł do auta, ocierając twarz rękawem i pociągnął dźwignię zwalniającą maskę. Kierowca 3000GT podniósł ją i postawił maszt podtrzymujący do góry, po czym zagłębił się w czarny od oleju silnik. Jego ręce uważnie badały każdy cal bloku dwulitrowego DOHC MIVEC. Pośrodku bloku natrafił na otwór. Uważnie sprawdził kontury, po czym zagłębił rękę do środka tak bardzo, jak mógł i sprawdził resztę. W końcu wyciągnął rękę, wyprostował się, zdjął rękawiczki i wrzucił je do bagażnika.
- No i co? – spytał Tomek bez emocji.
- Z tego, co obadałem, sprawa ma się tak: tłok zerwał się z korbowodu, no i z zewnątrz wybiło otwór w bloku taki, że łapę można wsadzić do środka. Wewnątrz rozwaliło ci blok tak, że dziura idzie przez dwa cylindry. Do tego prawdopodobnie połowa zaworów została zniszczona. Sorry, mistrzu, ale ten motor praktycznie wysadziło w powietrze i jest on już nie do naprawienia. Co najwyżej możesz go zawieźć na złom, to dostaniesz za niego kilka złotych. – Adam pokręcił głową, zamykając maskę Evo.
- Czyli już wiem, co mam z nim zrobić. – Tomek pokiwał głową.
- Co chcesz zamotać? – spytał go Adam, wyciągając z bagażnika linkę holowniczą i podpinając ją pod tylną pętlę holowniczą 3000GT.
- Powiem ci później. Na razie zabierzmy stąd te auta, bo w końcu ktoś nie wyrobi i w nas walnie. – odpowiedział Tomek, zapinając linkę na przedniej pętli LanEvo.
Chwilę później rozległ się warkot V6, a srebrne Mitsubishi ruszyło powoli naprzód, napinając linkę i ciągnąc Lancera za sobą.

Srebrne 3000GT zjechało na podwórko domu jednorodzinnego, wciągając za sobą czarnego Evo i robiąc zwrot, także oba auta stały obok siebie. Warkot silnika ucichł, a obaj kierowcy wysiedli z wozów.
- Dobra, wepchnijmy go do garażu. – powiedział Tomek, odpinając linkę od swojego uszkodzonego auta.
- No to dawaj! – Adam zaparł się o maskę. Tomek zrobił to samo, a czarne Mitsubishi powoli, posłusznie zaczęło wtaczać się tyłem do garażu.
Gdy samochód spoczął już na swoim miejscu, Adam podniósł maskę jeszcze raz. Widok zniszczonego silnika nie był za ciekawy. Wiedział, jak wiele serca i kasy Tomek wsadził w naprawy i usprawnienia tego samochodu. Myśl, że LanEvo miało więcej nie zapalić, nie była miła.
- I co z nim zrobisz? – chłopak odwrócił się do Tomka, który usadowił się przez ten czas za kierownicą jego auta.
- Mam już plan. – Tomek otworzył schowek GTO i wyjął dowód rejestracyjny auta. – Pozwolisz, że zerknę?
- Jasne. – Adam wyłączył światło w garażu, podszedł do swojego wozu i oparł się o maskę. – Więc jaki masz ten plan?
- Po raz ostatni zainwestuję w to auto. Wsadzę nową jednostkę i pozbędę się go. – odparł Tomek, zamykając schowek 3000GT.
- Nowy silnik i sprzedaż? – zapytał Adam z nutą zaskoczenia w głosie.
- Tak. – Tomek wysiadł ze srebrnego wozu i oparł się na masce obok kolegi. – To, co dziś się stało, to dla mnie ostateczny znak, że powinienem pozbyć się Evo. A jeśli chcę je sprzedać, to muszę je naprawić i opchnąć sprawne. Na Allegro widziałem kilka niezłych jednostek do Lancera Evolution. Kupię jedną z nich, przeswapuję silnik i pozbędę się LanEvo. Kupię tego Skyline’a R34, o którym tyle ci nawijałem.
- Chciałeś powiedzieć „przeswapujemy”. Pomogę ci w tej robocie, bo samemu będziesz się paprał z tym dwa razy dłużej. – Adam wyłączył światło w garażu.
- Dzięki serdeczne. – Tomek przejrzał uważnie dowód srebrnego auta. – Hej! Coś tu się nie zgadza!
- Niby co? – Adam podszedł do kolegi.
- Powiedz mi dwie rzeczy. Skoro twoje auto to Mitsubishi GTO – Tomek wskazał na błyszczący znaczek GTO na tylnej klapie – to dlaczego w dowodzie masz jak byk wbite 3000GT?
- A dlaczego ty i widzowie nazywacie moje auto GTO? – Adam się uśmiechnął. – Przecież w Europie nie było GTO, tylko właśnie 3000GT.
- Przyzwyczajenie. Kiedyś dużo nawijałeś przecież mi o tym aucie i mówiłeś na nie GTO, wiec ja też się przyzwyczaiłem. A widzowie tak mówią, bo widzą znaczek na tylnej klapie. – kierowca Evo odłożył dowód do schowka.
- Więc mogę powiedzieć to samo. Jako smarkacz naparzałem sporo w Gran Turismo, a tam to autko zwało się właśnie GTO. I tak mi zostało, że nie chciałem uznać nazwy 3000GT. A gdy kupiłem Mitsubishi 3000GT – Adam poklepał maskę wozu – pierwsze, co zrobiłem, to złapałem suszarkę i podgrzewając klej, usunąłem znaczek 3000GT z klapy, zastępując go znaczkiem GTO. Sam zobacz, wciąż troszeczkę widać ślad po starym oznaczeniu. – chłopak pokazał kumplowi lekką różnicę w lakierze. Ślad układał się w ledwo widoczną trójkę.
- Aha… widać, ledwo, ale widać. – Tomek pokiwał głową.
- Wizualnie doprowadziłem go do takiego stanu, że niczym nie różni się od GTO z Japonii, ale mechanicznie to europejczyk w podkręconej wersji MR z napędem na cztery koła, ale bez systemu czterech kół skrętnych, jak miało to miejsce w japońskich modelach. Także można rzec, że to unikat na naszych drogach. Tym bardziej dla mnie, bo remontując ten samochód spędziłem ładny kawał czasu w garażu. – Adam się uśmiechnął.
- Czyli pomieszałeś nieco JDM i EDM. A nawiązując do nazwy - to dlatego wkurzasz się, gdy ktoś nazywa go 3000GT! – Tomek się roześmiał.
- Dokładnie. Nazwa 3000GT mnie wkurza jak nie wiem co. Ale czasem robię wyjątek i sam jej używam. – Adam również nie mógł ukryć uśmiechu. – W każdym razie, kiedy zaczynamy tę zabawę?
- Za dwa dni. Jutro podzwonię w sprawie tych jednostek i zamówię jedną, a pojutrze powinienem ją mieć. Wtedy się pobawimy. – Tomek smutnie zerknął na Lancera. – Trochę mi go szkoda sprzedawać, ale dokuczył mi tak, że mam dość ciągłych napraw. Tylko…
- Tylko co? – Adam spojrzał pytająco na kolegę.
- Tylko… mój samochód był rozpoznawalny głównie przez te paski na bokach. A Skyline takich nie ma. Nie da się ich jakoś przenieść? – Tomek podszedł do swojego uszkodzonego auta i delikatnie przesunął po boku.
- Niech zobaczę… - Adam również podszedł do czarnego samochodu i przesunął uważnie po miejscu, gdzie srebrny pasek łączył się z lakierem. – Ty, to ploterówka jest.
- To znaczy? – odparł Tomek pytaniem.
- To nalepka ploterowa. Bardzo dobrze nałożona, bo prawie nie czuć, że to nalepka. Ale wciąż to normalna naklejka cięta na ploterze ze srebrnego papieru o metalicznym połysku.
- Da się takie dorobić? – Tomek podrapał się po głowie.
- Jasne. Mam znajomego, który zajmuje się takimi rzeczami. Daj mi zdjęcia boków Evo, a do Sky’a dorobi ci idealnie takie same i jeszcze tak ci je nałoży, że nie poznasz że to nalepki. – Adam poklepał kumpla z uśmiechem po plecach.
- Spoko. Dzięki. – Tomek wyciągnął komórkę i wcisnął kilka klawiszy. – Wysłałem ci zdjęcia MMSem, OK? Są dobrej jakości, nie powinno być problemów.
- Nie ma problemu. – Adam zerknął na zegarek. – Dobra, zawijam, mistrzu. Trzeba zmienić wóz i pędzić do domciu, bo muszę się wyspać. Mam trochę roboty na działce, no i Kindze obiecałem że pojadę z nią na zakupy do Łodzi…
- Spoko! – Tomek roześmiał się na słowa kumpla. – Dziewczyna wiadomo, że najważniejsza. Jedź, odeśpij, jak będę wiedział coś więcej to dam ci znać. – z tymi słowami oddał Adamowi dowód rejestracyjny, który przez cały ten czas obracał w ręce.
- A właśnie – Adam odwrócił się do kumpla, stojąc w drzwiach. – Jaka jest ta druga rzecz, o którą chciałeś mnie zapytać?
- Twoje Mitsubishi ma 380 KM, prawda? – spytał Tomek. Adam kiwnął głową. – Jak więc bijesz na głowę kolesi, którzy mają potężniejsze wozy? Teoretycznie nie powinno być to możliwe.
- Zdjęta blokada. Jakiś osioł nieudolnie założył ponownie blokadę elektroniczną na już odblokowany silnik, przez co wóz osiągał maksymalnie 250 km/h. Zdjęcie tejże blokady i ponownie zaprogramowanie komputera było drugą rzeczą, którą zrobiłem po zakupie GTO. – kierowca srebrnego wozu się uśmiechnął. – Pozwoliło mi to osiągnąć prędkość 330 km/h. Sprawdzone. Na neutralu.
- Na neutralnych ustawieniach?! – Tomkowi opadła szczęka. – To GTO to faktycznie unikat!
- No, może przesadziłem, mówiąc że to neutral. – Adam z zażenowaniem podrapał się po głowie. – Wprowadziłem kilka lekkich modyfikacji zwiększających osiągi, zostawiając jednocześnie skrzynię nietkniętą. Ale dzięki temu to GTO jest takie, a nie inne.
- I oby było takie jak najdłużej. – Tomek się uśmiechnął. – Dobra, ja też lecę… - chłopak ziewnął potężnie.
- Pewnie, też odeśpij. No to trzymaj się, mistrzuniu, i do zobaczyska! – Adam wsiadł do auta i zapalił silnik. V6 zagrało miarowo, a srebrne 3000GT wytoczyło się z podwórka i chwilę później wystrzeliło w ciemność, zostawiając Tomka samego na podwórku. Ten pokręcił głową z uśmiechem, zamknął garaż i również poszedł do domu.

- Wiesz, ile nerwów kosztowało mnie doprowadzenie naszego biznesu do takiego stanu, który umożliwił mi przyjazd tutaj?! – głos starszego chłopaka miał w sobie ostrą nutę zdenerwowania. – Wiesz, że prowadzenie warsztatu w stolicy to nie przelewki!
- Nie panikuj, brat! Wszystko jest tu pod kontrolą! – głos młodszego starał się brzmieć spokojnie, lecz widać było, że chłopak czuł respekt do starszego.
- Ja nie panikuję, tylko jestem wściekły na ciebie! Karol, jak mogłeś dać się pokonać takiemu, tfu – urwał na chwilę – takiemu czubkowi w wielkiej krowie!? Twoje auto powinno go usadzić od razu! Po to je przecież przygotowaliśmy!
- Damian, zluzuj… - poprosił trzeci głos – wszyscy sądziliśmy, że to Mitsubishi jest o wiele cięższe. No i że ma blokadę elektroniczną, jak większość tych modeli. Ale zlekceważyliśmy go. No i…
- I co? Powiedz mi, Rafał, i co? – chłopak nazwany Damianem odetchnął nieco.
- No i poszło o dziewczynę. Twój młodszy brat nieopatrznie zaczął podrywać laskę, która okazała się znaczącą osóbką dla tego gościa z 3000GT. Do tego trochę za bardzo się poczuł i jak się z nią obszedł nieco zbyt niekulturalnie, to w rezultacie koleś tak się wściekł, że Karol dostał cięgi i rozwalił FD. Ale na szczęście – urwał – Mazda jest już dawno naprawiona.
- Brat, chcę tam wrócić. – wyrwał się Karol. - Chcę tam wrócić i skopać dupę Adamowi za pozbawienie mnie mistrzostwa na A2. A jeśli nie będzie chciał, wiem gdzie uderzyć… - chłopak paskudnie się zaśmiał.
- Skoro tu przyjechałem, Karol, to twój plan staje się awaryjnym. Zrobimy tak…

Osiem dni później

Srebrne Mitsubishi prześmignęło obok znacznika oznaczającego czternasty kilometr na Dąbie, kilometr od węzła zjazdowego. Trzylitrowe V6 pieściło uszy swoim śpiewem, któremu towarzyszył świst dwóch turbin. Ale nie tym Adam się przejmował.
W tylnym lusterku widział bowiem czarnego jak noc Nissana Skyline GT-R R34 w konfiguracji V-Spec. 340-konny sześciocylindrowiec o pojemności 2,6 litra ryczał wściekle, a doładowujące go dwie turbiny syczały gniewnie pełną mocą. Uśmiechnął się. Flagowy sportowy model Nissana jeżdżący teraz na numerach PKL RV71 należał od trzech dni do Tomka, który nie mógł się nim nacieszyć.
Wszystko poszło im całkiem szybko. Tomek zdobył silnik szybciej niż było planowane, bowiem gość, od którego nabył jednostkę dzień po uszkodzeniu starego motoru, wysłał ją kurierem tak, że tego samego dnia wieczorem kumpel miał ją u siebie. Następnego dnia wzięli się za LanEvo. Przekładka silnika trwała cały dzień – we dwóch uporali się z nią o wiele szybciej. Tego samego wieczora przetestowali motor na A2, a mając pewność, że Lancer chodzi jak żyletka, zdarli z niego srebrne naklejki, doczyścili resztki kleju i Tomek wystawił auto na Allegro. Trzy dni później na Evo IX znalazł się nabywca, który od ręki dał Tomkowi o dwa tysiące więcej niż żądał. I na tym zakupowe szaleństwo się nie skończyło – przed południem chłopak pozbył się Mitsubishi, a po południu obaj pojechali do Kłodawy GTO Adama, by dwie godziny później wrócić w dwa wozy – Adam w swoim Mitsubishi, a Tomek za kółkiem świeżo kupionego R34, który, Adam musiał przyznać, był w stanie idealnym. Od razu po powrocie nałożyli srebrne naklejki, które przygotował znajomy właściciela srebrnego Mitsubishi, a ostatnie trzy popołudnia poświęcili na wspólne gonitwy po autostradzie, testując wytrzymałość RB26DETT i dostrajając ustawienia. O nocnych seriach zaległych pojedynków i powiadamianiu zawodników z innych regionów nie było co wspominać, nic więc dziwnego, że Adam w dzień nie wychodził z domu, lecz odsypiał. Ale wiedział, że robi to w imię wyższego celu. Jego odrabianie zaległości właściwie się skończyło. W piątek miał ostatecznie ogłosić zakończenie kariery.
Spojrzał w lusterko jeszcze raz. Pomyśleć, że osiem dni temu widział w nim jeszcze Mitsubishi Lancera Evolution IX wyjącego wysoko kręconym, dwulitrowym czterocylindrowcem z pojedynczym turbo, który starał się za nim utrzymać używając pełnej mocy 300 KM…
Potrząsnął głową. To były wspomnienia. Rzeczywistość była lepsza. I bardziej wymagająca. 340-konny Skyline widoczny w lusterku nie pozostawał dłużny srebrnemu GTO – poprzedni właściciel tak go wytunował, że R34 bez problemu osiągał 300 km/h, prawie dorównując 3000GT. Widział jednak w jeździe Tomka jakąś desperację. Nie dziwił się – Paulina zerwała z kumplem, mając dość jego motoryzacyjnej pasji. Chłopak złapał lekkiego doła, ale podczas swapowania silnika LanEvo odzyskał humor. A całkowita pełnia szczęścia nastąpiła, gdy kupił GT-Ra.
A dzisiaj, podczas czwartkowego spota na punkcie parkingowym Koło, postanowili odbyć przyjacielski wyścig. I gnali teraz na sto procent możliwości swoich i swoich potężnych maszyn, próbując sobie udowodnić, kto jest lepszym kierowcą… i który ma lepiej wykręcone auto.
Złapał za „gruszkę” CB i wcisnął guzik w chwili, gdy przejechali przez węzeł w Dąbiu i skierowali się na drogę powrotną.
- Tomaszu, jesteś tam czy cię nie ma?
- Jestem, jestem! – wesoły głos należał z pewnością do kolegi z goniącego go Skyline’a. – Trzymasz się jeszcze?
- Pewnie! – odparł Adam równie wesoło. – Chyba nie myślałeś, że złamiesz mnie siedząc mi na zderzaku? Żeby mnie pokonać, trzeba trochę bardziej się wysilić! – z tymi słowami zwolnił lekko pedał gazu.
- Ty naprawdę chcesz, żeby cię wyprzedzić, co? – Tomek się roześmiał. Czarny Skyline przyspieszył i zrównał się z 3000GT przy 300 na godzinę. Znaczniki śmigały koło nich szybciej niż podczas pamiętnego pojedynku Evo z cieszyńskim Camaro. Połowa trasy za nimi. Adam odrzucił „gruszkę” na siedzenie pasażera.
- Dobra, dość zabawy. – chłopak docisnął gaz nieco mocniej. Mitsubishi radośnie ryknęło i wysunęło się nieznacznie naprzód.
- I co teraz powiesz? – Adam z uśmiechem zerknął w lusterko. R34 nie miał zamiaru odpuścić, to było pewne. Tomek nauczył się czegoś poprzez przegraną z Tadkiem. Cztery kilometry do końca.
- Oooo nie, nie przegram po raz kolejny! – Tomek przydepnął gaz do dechy. GT-R osiągnął maksymalną szybkość 310 km/h i zrównał się z Mitsubishi. – I co? Raczej mnie nie pokonasz! – chłopak krzyknął z podniecenia do gruszki CB. Dwa i pół kilometra do mety.
- Zaraz zobaczymy! – odpowiedź Adama i ryk V6 sekundę później otrzeźwiły Tomka. Jego przyjaciel wciąż miał trochę zapasu mocy pod maską. Mógł wysunąć się naprzód. I tak zrobił.
Adam docisnął gaz do oporu, a GTO zebrało się w try miga i osiągnęło maksymalne 330 km/h, wysuwając się przed Nissana półtora kilometra przed metą. I taki stan rzeczy pozostał aż do końca.
Srebrne 3000GT i czarny Skyline ze srebrnymi paskami na bokach wpadły na metę w odstępie zaledwie dwóch sekund, a publiczność zebrana na punkcie parkingowym nagrodziła oklaskami obu kierowców za wyrównany pojedynek.
- Nieźle, Tomi, całkiem nieźle! – Adam z uznaniem poklepał kumpla po plecach, gdy obaj już wysiedli z wozów.
- Noooo, to jest maszyna! – Tomek poklepał maskę GT-Ra. – Jeszcze trochę i mimo mniejszej mocy w końcu skopię ci tyłek, zobaczysz!
- Zobaczymy! – Adam się roześmiał – Bo na razie to GTO kopie tyłek tobie!
- A propos kopania tyłków – Tomek rozejrzał się wokoło – kto jedzie następny wyścig?
- Ja i Lisu! – Anelka podjechał na start Suprą, a obok niego stanęła Impreza Piotrka – Właściwie nigdy się nie ścigaliśmy ze sobą, czas sprawdzić, kto jest lepszy.
- No dobra, to przygotować się, panowie! – Adam stanął między Toyotą i Subaru. – Gotowi?! – na te słowa oba silniki zgodnie ryknęły. – W porządku, zaczynajmy! – Adam uniósł już rękę, gdy od strony wjazdu rozległ się potężny ryk, na dźwięk którego wszyscy odwrócili głowy.
Ryk, który świdrował uszy.
Ryk, którego Adam ani nikt na punkcie Koło nie słyszał od prawie trzech miesięcy.
Ryk turbodoładowanego silnika Wankla.
A właściwie dwóch takich silników.
Na parking wtoczyły się żółta Mazda RX-7 FD A-Spec na tablicach PKN FD35 i biała Mazda RX-8 o rejestracji WX 04582, obie porykując motorami z doładowaniem.
- Czy to… - Tomek spojrzał na Adama.
- To on. – Adam kiwnął głową. – Tę FD poznałbym wszędzie… za mocno wryła mi się w pamięć.
- Nie dziwię ci się… - Tomek pokiwał głową. Obie Mazdy zatrzymały się obok siebie na samym środku parkingu, a z nich wysiedli Karol i wysoki chłopak o blond włosach, dość do niego podobny.
- Kopę lat… Adam. – powiedział Karol z cwaniackim uśmieszkiem. – Jak widzę, nadal w formie.
- Karol… co za spotkanie. – mruknął Adam. – Co cię przywiało na A2 po blisko trzech miesiącach nieobecności na arenie wyścigowej?
- Tylko jedna rzecz. – brwi blondyna ścięły się gniewnie, a w oczach zapulsował żywy ogień. – Zemsta. Zemsta na tobie za to, że odebrałeś mi mistrzostwo. Zemsta za to, że przez ciebie ja i moja FD musieliśmy w listopadzie zniknąć z areny. Zemsta za… - chłopak urwał, czerwieniąc się.
- Jeśli chciałeś powiedzieć, że za dziewczynę, to przypominam ci, że ona sama zdecydowała, że nie chce być z tobą. – brwi Adama się ścięły. – Wracając do tematu, czego oczekujesz? Kolejnego wyścigu jeden na jeden? Kolejnej próby rozbicia mojego samochodu na węźle w Koninie? Tego chcesz?
- Nie… nie tego. – Karol uśmiechnął się paskudnie. – To mój brat, Damian. – wskazał na wyższego chłopaka z RX-8. – On wyjaśni ci szczegóły pojedynku.
Damian wyszedł nieco naprzód i spojrzał na kierowcę GTO.
- A więc to ty jesteś tym słynnym kierowcą 3000GT, który pokonał mojego brata… - kierowca RX-8 nieznacznie się uśmiechnął. – Słyszałem o tobie. Skoro załatwiłeś FD, to musisz być dobry…
- GTO. – wycedził Adam – GTO, nie 3000GT. Dotarło?
- Dotarło. W każdym razie, twoje wyczyny mówią same za siebie… warto było tu przyjeżdżać. – usta Damiana rozciągnęły się w jeszcze większym uśmiechu.
- Do rzeczy! – w rozmowę wciął się Tomek, który do tej pory przysłuchiwał się tej wymianie zdań. – Jakie są zasady tego pojedynku?
- Tomek! – Adam zgromił wzrokiem kumpla. – Po kiego się wpierniczasz?
- Właściwie dobrze, że się wtrącił. – Damian założył ręce na masywną klatkę piersiową. – Ten pojedynek będzie nieco inny, bowiem pojedziemy dwóch na dwóch.
- Dwóch na dwóch? – brwi Adama pojechały w górę.
- Dwie drużyny, w każdej dwóch zawodników. – Damian zmrużył oczy. – Para, która ukończy wyścig szybciej, wygrywa. Co ty na to?
- Jakie składy drużyn? – Adam również zmrużył oczy.
- Wybierz kogo chcesz. – Karol oparł się o maskę FD. – Ja pojadę z moim bratem, oczywiście.
- Tomek! – Adam odwrócił się do kumpla. – Ty pojedziesz, pasuje ci to?
- Pewnie. Wiesz, że na mnie możesz liczyć! – Tomek uniósł kciuk w górę.
- No to składy mamy. Kiedy? – kierowca GTO odwrócił się z powrotem do przeciwników.
- Jutro, o 20:00. Autostrada będzie zatłoczona…to tylko doda emocji… - odparł Damian z uśmiechem.
- Dobra. Jutro o 20:00. Nie stchórzcie. – Adam cwaniacko się uśmiechnął.
- Mów za siebie! – Karol paskudnie się zaśmiał. – Do jutra, mądrale! – z tymi słowami on i Damian wsiedli do swoich samochodów. Oba Wankle zawyły głucho, a FD i RX-8 zawróciły w miejscu i ruszyły przed siebie, wpadając na autostradę i znikając na niej pośród innych wozów.
- Damy im radę? – spytał Tomek.
- Musimy… - Adam oparł się o maskę swojego auta. – Podjęliśmy wyzwanie. A ja nie pozwolę, żeby ten gnojek powrócił na podium mistrza A2. Poza tym to będzie mój ostatni pojedynek na autostradzie.
- Ostatni? Chcesz powiedzieć… - Tomek urwał i gapił się tyko na kumpla z otwartymi ustami.
- Tak. W ostatnie trzy noce nadrobiłem wszystkie zaległe wyścigi, również te ze ścigantami z innych regionów. Zużyłem trzy tankowania do pełna, ale opłaciło się. Ten pojedynek będzie ostatni. Po zakończeniu tej gonitwy ogłoszę koniec kariery. Obiecałem to Kindze. Także nie wiem, czy zdążysz mi skopać tyłek zanim się wycofam. – Adam zmrużył oczy.
- Rozumiem cię doskonale, stary. – Tomek poklepał kolegę po plecach. – Teraz miejmy tylko nadzieję, że wszystko pójdzie gładko.

- Kolejny wyścig? – Kinga spojrzała na Adama gniewnym wzrokiem. Zachodzące słońce rozświetlało jej oczy tak, że Adam miał wrażenie, iż płonie w nich żywy ogień. – Nie naścigałeś się dosyć w ciągu kilku ostatnich dni? Wciąż ci mało ryzyka?
- To nie o to chodzi, Kinga… - Adam pokręcił głową. – To nie jest żaden nowy pojedynek ani coś w tym stylu. Wszystkie zaległe pojedynki mam już ukończone.
- A więc o co? – dziewczyna wzięła głęboki oddech i usiadła na ławce obok niego.- Wytłumacz mi, o co chodzi, skoro wszystkie te pojedynki masz już z głowy?
Adam zerknął na dziewczynę, po czym przeniósł wzrok na moment na srebrne GTO, stojące przed bramą. Przeszyła go ta myśl. Jutro to wszystko się skończy. Jego wypieszczone Mitsubishi będzie musiało iść na sprzedaż. Miał pozbyć się auta, którego remont wyjął mu dwa tygodnie z życia. Ponownie spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się. To nic. Sprzedaż GTO była drobnym poświęceniem w imię większego ideału, którym był jego związek z Kingą. Wziął głęboki oddech.
- Karol wrócił na autostradę. – spojrzał jej w oczy. – I żąda rewanżu.
- Chcesz powiedzieć, że… - Kinga wbiła w niego przestraszony wzrok.
- Tak. Ten sam koleś, którego pokonałem prawie trzy miesiące temu, chce się zemścić za porażkę. Zażądał podwójnego pojedynku, dwóch na dwóch. – Adam objął dziewczynę ramieniem i lekko przyciągnął do siebie.
- Co masz zamiar zrobić? – dziewczyna przytuliła się do niego.
- Pojadę. Ja i Tomek przeciw niemu i jego bratu. Nie ucieknę przed tym wyścigiem. – Adam pogładził dziewczynę po włosach. – Nie pozwolę, aby powrócił na szczyty A2. Z tą taktyką, jakiej używał, nie zasługuje na to.
- Adam… - Kinga lekko się odsunęła. – Jesteś pewien, że dacie im radę?
- Tak. – Adam kiwnął głową. – O moje auto się nie martwię. A Tomek ma teraz Skyline’a, który jest mocniejszy od Evo. – wbił wzrok w Kingę, która zmarszczyła brwi.
- … Kiedy? – spytała w końcu.
- Jutro. O 20:00. Chcą ścigać się w czasie największego natężenia ruchu.
- Adam, moim zdaniem… - Kinga zmrużyła oczy. Adam przyciągnął ją do siebie.
- Musisz mi zaufać. To ostatni wyścig na A2, potem wycofuję się, tak jak obiecałem. – chłopak przytrzymał ją chwilę w uścisku, po czym rozluźnił ręce. – Pojedziesz ze mną jutro? Chcę, żebyś tam była.
- Adam… nie gniewaj się, ale nie mogę… - Kinga spuściła wzrok. – Obiecałam Patrycji, że do niej zajrzę, a sam rozumiesz… ona choruje i siedzi wciąż sama, więc…
- Rozumiem. Trzymaj więc za mnie jutro kciuki. – Adam się uśmiechnął. – Dam Ci znać, jak to się skończy.
- Mam nadzieję. – Kinga dała mu całusa. – A teraz jedź. Wyśpij się, bądź w formie.
- Będę. – Adam przytulił ją jeszcze jeden raz, po czym podniósł się z ławki i ruszył do auta. Chwilę później srebrne 3000GT odpaliło, ryknęło przeciągle i cofnęło na jezdnię, po czym ostro ruszyło przed siebie.

Następnego dnia

Czarny Skyline i srebrne GTO stały na środku parkingu, otoczone tłumem widzów. Obaj kierowcy opierali się na maskach swoich maszyn.
- Którą masz? – spytał Adam.
- 19:55. – Tomek spojrzał na zegarek. – Myślisz, że stchórzą?
- Nie. – Adam pokręcił głową. – To nie w jego stylu. Skoro rzucił wyzwanie, to przyjedzie na pewno. Ale musimy się liczyć z tym, że mogą grać nieczysto.
- Masz jakiś pomysł? – Tomek nachylił się nieco w stronę kumpla.
- Tak. – kierowca Mitsubishi zniżył głos. – Kanał 21 na CB. W razie problemów wszystkie ruchy planujemy na bieżąco.
- W porządku. Coś podejrzewasz?
- Nie, nic specjalnego. Mogą jedynie próbować nas obijać od tyłu, żebyśmy wyspinowali. Przy trzech setkach na godzinę to niebezpieczne. Chociaż wątpię, żeby ten gość z RX-8 ryzykował zniszczeniem tak drogiego auta. – Adam mrugnął okiem do kumpla.
- Naprawdę chcesz zakończyć karierę po tym wyścigu? – Tomek wbił wzrok w kierowcę Mitsubishi. – I… dasz radę na tych oponach? – chłopak wskazał na szesnastocalowe koła GTO – aluminiowe felgi Auteca o kształcie pięcioramiennej gwiazdy wyposażone w opony Toyo, na których nie zostało już wiele bieżnika.
- Muszę, obiecałem to Kindze i dotrzymam słowa. – Adam się uśmiechnął. – Co do opon, to dam radę. Powinny wytrzymać, a zaraz po wyścigu jadę je zmienić na nowy komplet wyścigowych Falkenów. Więc nie bój nic.
- Jadą! – na ten okrzyk obaj podnieśli głowy. Żółta FD i biała RX-8 właśnie wtoczyły się na parking, rycząc silnikami. Oba auta ustawiły się naprzeciw Skyline’a i 3000GT, a Karol i Damian jednocześnie wysiedli z wozów.
- No jak, panowie, gotowi? – Karol cwaniacko się uśmiechnął. – Uprzedzam, że nie będzie łatwo.
- Jeśli sądzisz, że bez oporów damy się pokonać, to chyba śnisz. – Adam założył ręce na klatkę piersiową. – Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?
- Nic a nic. – Karol wbił wzrok w rywala. – Możemy zaczynać od razu.
- Skoro ty nie masz mi nic do powiedzenia, to ja ci coś powiem. – Adam wstał z maski wozu. – Poprzednim razem nie powiedziałem nic, ale jeżeli dzisiaj któryś z was spróbuje nieczystych zagrań, tak przysięgam, że obu nie podaruję. – spojrzał po obu uśmiechniętych od ucha do ucha przeciwnikach. – Co jest stawką wyścigu?
- To chyba jasne. – odparł Karol. – Jedziemy o mistrzostwo na A2.
- To wyścig dwa na dwa. Jak chcesz się więc ścigać o mistrzostwo? – spytał Tomek.
- Och, to proste. – odparł Damian. – Wyznaczamy, kto z drużyny przejmie mistrzowski tytuł w razie wygranej. U nas będzie to mój brat. – wskazał na Karola.
- W mojej drużynie tytuł w przypadku wygranej bierze Tomek. – Adam szarpnął głową, wskazując na kumpla. – Dobra, dość gadania, ustawcie wozy i zaczynamy tę zabawę.
- Proszę bardzo. – Karol i Damian wsiedli do swoich wozów będących cały czas na chodzie i spokojnie, powoli przestawili je tak, że cała czwórka stała idealnie naprzeciw wyjazdu na autostradę. Tomek wsiadł do swojego wozu, a do Adama podszedł Anelka.
- Jakie warunki na trasie? – spytał Adam.
- Mogło być gorzej. W okolicach Konina musicie uważać, bo jest sporo ciężarówek wyjeżdżających z miasta, ale nie powinniście mieć większych problemów z przebiciem się po trasie. Na pewno chcecie to zrobić? – Mariusz podrapał się po głowie.
- Na pewno. – Adam otworzył drzwi auta. – No dobra, show time. – z tymi słowami wsiadł do GTO i zapalił silnik, poprawiając zapięty uprzednio pas. Mariusz stanął między Skyline’em i RX-8 stojącymi w środku.
- Zaczynamy! – krzyknął, a widlasta szóstka, sześciocylindrowiec i dwa Wankle odpowiedziały zgodnym rykiem. – 5! 4! 3! 2! 1! START!! – wrzasnął Mariusz, a cała czwórka z rykiem i ostrym piskiem opon ruszyła przed siebie, zostawiając z tyłu kłęby białego dymu, i prawie jednocześnie wbiła się na autostradę w stronę Konina, tak że zaraz po wyjeździe FD objęła prowadzenie, a zaraz za nią RX-8 i goniące je zderzak w zderzak R34 i GTO.
- Dobra, Adam, co teraz? Siedzimy im na zderzakach, to wszystko! – głos Tomka był zaniepokojony, gdy minutę po starcie odezwał się w CB.
- Spokojnie! – Adam rozejrzał się. Cztery i pół kilometra za nimi, a przed nimi dwie Mazdy i pełno TIRów. - Teoretycznie nie ma gdzie przejechać… ale… - FD i RX-8 zamieniły się miejscami, odsłaniając z prawej pole widzenia.
- Tomek, jedziemy za nimi! Spory kawałek przed nami jest wolna luka, zdążymy zrobić ze trzy – cztery kilometry zanim zrównamy się z tym TIRem! Tam spróbujemy się przecisnąć! – Adam przycisnął gaz do deski, wciskając się między RX-7 i RX-8, które w międzyczasie zdążyły ustawić się jedna za drugą.
- Damian, widzisz tę lukę przed nami? – Karol złapał za „gruszkę” CB.
- Widzę, braciszku, widzę. – Damian był spokojny. – Co z nią?
- Założę się, że tam będą chcieli nas wyprzedzić. Dasz radę strzelić naprzód i ją przyblokować?
- Jasne. 360 koni zaraz zrobi swoje! – biała Mazda ruszyła naprzód, zjeżdżając na prawy pas.
- Twój błąd, warszawiaku! – Adam wrzucił wyższy bieg i docisnął gaz. Silnik zaryczał, a turbiny głośnym świstem oznajmiły że wyciskają z siebie siódme poty, kręcąc na maksymalnym ciśnieniu. GTO wystrzeliło do przodu zaraz za RX-8.
- Adam, co ty robisz? – głos Tomka w CB był podenerwowany, ale nie zdołało to zaburzyć skupienia kierowcy Mitsubishi.
- A jak myślisz? Oni chcą nas chyba przyblokować! Wyprzedzę go, zanim zatka tę dziurę! Zajmij się RX-7, tylko pamiętaj, nie daj mu podjechać za blisko! – Adam rzucił „gruszkę” na fotel pasażera i docisnął gaz do dechy. RX-8 była mocna, to trzeba było przyznać. Ale on i GTO nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Wskazówka prędkościomierza minęła liczbę 240.
- Chyba śnisz, jeśli sądzisz, że pokonasz mnie przed luką! 3000GT jest cięższe, nie rozpędzisz się tak szybko! – Damian wbił szósty bieg. Prawie byli u celu. Srebrne Mitsubishi w lusterku. Zerknął przed siebie. Jeszcze kawałek i odetnie im drogę. Znowu spojrzał w lusterko. I wybałuszył oczy.
GTO nie było z tyłu.
Z lewej dobiegł go ryk V6 i świst turbin, a sekundę później srebrne Mitsubishi GTO Twin Turbo MR wepchnęło się w lukę, którą Damian zamierzał zatkać.
- Niech to szlag! – chłopak złapał za „gruszkę” CB. – Karol, popelina! Nie uprzedzałeś, że to Mitsubishi jest takie mocne!
- To twoja wina, że mnie nie słuchałeś, jak opowiadałem ci o tym aucie! Straciliśmy szansę w luce, to teraz zaczynamy prawdziwy rajd! Nie pozwól mu zwiać! I nie patrz na mnie, ja mam R34 na ogonie! – Karol rozłączył się. Damian przycisnął gaz. Nie miał zamiaru pozwolić zwiać temu gościowi.
Tomek wbił szóstkę. FD była nawet niezła, ale zdążył już poczuć jedność ze swoim Sky’em. Wiedział, co ma zrobić. Dodał gazu i podjechał na centymetry od zderzaka RX-7.
- Co?! Masz odwagę tak blisko podjechać? – Karol przycisnął lekko gaz. – No to zobaczymy, jak długo się utrzymasz! – żółta Mazda ruszyła naprzód.
- Sądzisz, że dasz radę mnie pobić? Nie sądzę! – Tomek przycisnął pedał bardziej. Zerknął w lewo. Trzy kilometry do węzła.
- Tomek, jak się trzymasz? – w CB odezwał się Adam; w tle kierowca R słyszał pisk opon maltretowanych podczas lawirowania między ciężarówkami przy dużej szybkości. Spojrzał naprzód – GTO właśnie wróciło na środkowy pas.
- Nieźle, trzymam się w tunelu RX-7! A ty? – Tomek wręcz krzyknął te słowa do CB.
- Cały czas na prowadzeniu, ale Damian nie odpuszcza! Kończ tę zabawę przed węzłem, albo będzie krucho, bo w drugą stronę jest gorzej! – opony zapiszczały już naprawdę ostro.
- Adam, nie martw się o mnie, tylko o opony, pisk słychać aż przez radio! Jesteś pewny, że na tym komplecie dojedziesz cały?
- Mówiłem ci, że tak! Dalej, nie obijaj się tylko dołącz do mnie, gaz, gaz, gaz! - Adam się wyłączył.
- No dobra, Karol, dość tego! – Tomek delikatnie odbił w lewo, a widząc, że Skyline wychodzi z tunelu bez powikłań, odbił nieco mocniej i dodał gazu, zrównując się z FD. Przez szybę widział zaskoczoną minę rywala. - No, to na razie! – chłopak dodał gazu i spojrzał w lusterko. RX-7 zostawała z tyłu.
- Taaaaak jeeeeeeeeest! – krzyknął z uciechy, po czym przeniósł wzrok przed siebie. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia.
Przed nim wyrosła ciężarówka.
Karol z zuchwałym uśmieszkiem patrzył, jak Skyline rozpaczliwie hamuje z piskiem opon i tumanami dymu unoszącymi się z rozgrzanych gum. Odbił w prawo i wyprzedził TIRa, ładując się na węzeł.
- A niech to! – Adam spojrzał w lusterko. Żółta Mazda zrównała się właśnie z goniącą go RX-8, a Skyline’a nadal nie było widać.
- Tomek, do cholery, co z tobą?! – krzyknął do CB, zjeżdżając z węzła Konin.
- Mały błąd z mojej strony! Jak dasz radę to ich przytrzymaj, już cię doganiam! – brzmiała odpowiedź Tomka.
- Gazem! – Adam odrzucił „gruszkę”. Zerknął w lusterko. Samochody rywali zamieniły się miejscami.
- Dzięki, brat! Teraz ja się pobawię z GTO! Miej R34 na oku, będzie chciał cię łyknąć! – zatrzeszczało CB w białej Mazdzie.
- Spoko, tylko teraz nie zawal! W połowie trasy plan wchodzi w życie! – odpowiedział Damian i zredukował bieg, wypatrując czarnego kształtu w lusterku. Nie dopatrzył się.
Zerknął w prawo. I zamarł.
Skyline GT-R R34 jechał z nim łeb w łeb.
Tomek dodał gazu, a R wystrzelił naprzód, zostawiając białą Mazdę z tyłu.
- Niech to szlag, właśnie mnie wyprzedził! – Damian zaklął w radio.
- A niech cię! Dobra, nie daj mu teraz odejść! – Karol się wściekł na wieść o porażce RX-8 z GT-Rem.
Tomek wyprzedził Mazdę i ustabilizował tor jazdy.
- Dobra, Adam, jestem trzeci! – krzyknął w CB.
- A masz być drugi! – Adam się roześmiał. – Dawaj, dawaj, nie każ na siebie czekać! Tylko uważaj, może być ciężko, za dużo tu ciężarówek! A TIRowców nie obchodzą zbytnio wyścigi na autostradach!
Spojrzał w lusterko. FD trzymała się w pewnej odległości od niego. Wiedział jednak, że nie może jej lekceważyć. Pamiętał wciąż, co Karol zrobił w listopadzie. I nie chciał ponownie do tego dopuścić. Pięć kilometrów za nimi. Trzynaście do końca.
- Spróbuj za mną nadążyć! – Adam wcisnął gaz do dechy na piątym biegu. Mitsubishi ryknęło potężnie i zaczęło oddalać się od RX-7.
- Myślisz, żeś taki mocny? Zaraz wyczerpie ci się szczęście! – Karol wrzucił szóstkę i przycisnął pedał. Zerknął przed siebie i krzyknął z uciechy. Przed nimi rozciągał się sznur TIRów, a przejechać praktycznie nie było jak.
- Niech to! – Adam uderzył ręką w kierownicę. Rozejrzał się. Nie było przejazdu. Przyhamował i odbił w lewo. I wtedy dostrzegł niewielką przerwę między dwoma TIRami. Osiem kilometrów do końca.
- Dobra, to gazu! – kierowca srebrnego wozu wbił szóstkę i wyrwał naprzód.
Sto metrów do luki.
Pięćdziesiąt.
Dwadzieścia.
Srebrne GTO gwałtownie odbiło i przy ostrym pisku opon zmieściło się na centymetry między ciężarówkami, powodując, że jedna z nich zwolniła porządnie, zwiększając lukę. Pozostali trzej zawodnicy natychmiast to wykorzystali.
- Dobra, warszawiaku, kończmy to! – Tomek wcisnął gaz do dechy. Skyline wysunął się do przodu.
- Damian, dawaj! Teraz! – zatrzeszczało radio w RX-8.
- Proszę bardzo! – Damian zrównał się z Nissanem. To będzie piękne. Odbił lekko kierownicą w lewo.
- Nie zrobisz tego. – Tomek spojrzał w lewo. Wyglądało na to, że Mazda ze stolicy nie chciała grać czysto.
- Już po tobie! – Damian gwałtownie skręcił w prawo. Na próżno.
Skyline wyhamował gwałtownie, a RX-8 przytarła ostro w barierkę, niszcząc bok.
– To na razie! – Tomek zredukował bieg, uzyskując wyższe obroty. R34 pognał przed siebie, a RX-8, bogatsza o pełno wgnieceń, zarysowań i wybite boczne szyby, ruszyła za nim. Okazało się jednak, że biała Mazda uszkodzona jest bardziej, niż Damian sądził – siła uderzenia najwyraźniej nadwerężyła układ kierowniczy, ponieważ RX-8, aby uniknąć znoszenia w prawą stronę, nie mogła jechać szybciej niż 200 na godzinę.
- Brat, nie dogonię R! Cała nadzieja w tobie! – krzyknął do CB.
Trzy i pół kilometra do końca, przemknęło Karolowi przez myśl. Pokonam go? Muszę!
- Sorki, Adaśko, ale tu się kończy twoja przygoda! – chłopak docisnął gaz do dechy. FD błyskawicznie znalazła się przy zderzaku GTO.
- Nie powtórzysz tego samego manewru, co kiedyś! – Adam wbił gaz prawie w podłogę. Dwa kilometry do końca. 3000GT zaczęło się oddalać. Przed nim kilka TIRów. Zaczął szybko manewrować, lekkimi kontrami, jak sam uczył Tadka. Zręcznie wyprzedził trzy z czterech TIRów. Przy wyprzedzaniu czwartego docisnął gaz do dechy. I wtedy to się stało.
Nagrzane do czerwoności, praktycznie już starte opony nie wytrzymały przeciążenia. Upiorny pisk przebił wszystkie inne hałasy na A2. Srebrne auto zaczęło obracać się wokół własnej osi i zatrzymało się kilometr od mety, tuż przy prawej barierce.
- Jezu! – Adam otarł pot z czoła. Z prawej strony usłyszał pisk hamulców. TIR zahamował centymetry od niego. – Było blisko…
Karol był pewny, że się udało. GTO wypadło z toru. Wygrana była ich.
Nagle TIR zaczął hamować tuż przed nim. Przerażony, wdepnął hamulec i odbił kierownicą, w efekcie zatrzymując się przy lewej barierce. Skyline wyprzedził go i pognał naprzód. Chwilę później minęła go uszkodzona RX-8.
- Adam, cały jesteś? – w CB zabrzmiał głos Tomka.
- Tak. Dawaj do mety! Wygrałeś już! – odpowiedział kierowca 3000GT. – Opony jednak straciły trakcję!
- Nie poddawaj się, nawracaj i gazu do mety! Tylko kilometr! Ja już jestem na mecie! – Tomek się rozłączył.
- Ma rację. Czas to zakończyć. – Adam spojrzał na nawracającą RX-7. – Teraz albo nigdy!! – krzyknął, wbijając jedynkę i wciskając gaz do dechy. Silnik V6 zawył, zmaltretowane gumy zapiszczały, a Mitsubishi wykonało nawrót o 180 stopni i ruszyło naprzód, także Adam i Karol szli łeb w łeb.
- Dobra, Adam! Po tobie! – Karol dodał gazu. – Nie wygrasz już!
Adam spojrzał przed siebie. Czterysta metrów. Na liczniku czwarty bieg, 220 na godzinę, 6 tysięcy obrotów.
- Nie dam ci wygrać! – chłopak przycisnął gaz do dechy. Opony jęknęły, a GTO zaczęło wysuwać się przed FD. Stopniowo, wysunęło się na długość maski.
Ostatni skręt.
Adam szarpnął kierownicą, redukując bieg. Musiał dobrze wejść w zakręt.
I wszedł.
Będąc na wewnętrznej, miał skróconą linię skrętu i dzięki temu wysunął się o całą długość auta przed żółtą Mazdę, wparowując tuż przed nią na metę, ku uciesze tłumu.
- Adam, wariacie, udało ci się!! – Tomek już biegł ku niemu, cały rozradowany.
- Taaaak jeeeeest!! – wrzasnął Adam, wysiadając z wozu – No i kto tu rządzi?! No pytam się, kto?!
- No przecież że my!! – Tomek przybił z kumplem piątkę.
Karol wysiadł z auta czerwony ze złości.
- Damian, cholera, po coś próbował walnąć w tego Sky’a?! – wydarł się na brata.
- Taki był plan, i sam mi kazałeś to zrobić!! Zapomniałeś już?! – Damian odkrzyknął mu tak samo zły; dzwon poważnie uszkodził białą Mazdę i chłopak na klęczkach oglądał szkody. – Dobra, co chcesz zrobić? – spytał ściszonym głosem. Karol ukucnął i szepnął mu coś na ucho, po czym wstał i odwrócił się do Adama.
- To był dobry wyścig – krzyknął, wskazując palcem kierowcę GTO – ale to jeszcze nie jest koniec!
- Owszem, jest. – odparł Adam spokojnie. – Ten pojedynek był ostatnim moim wyścigiem na A2. Kończę karierę ściganta. Mam inne priorytety i obiecałem ich dotrzymać.
- Żebyś się nie zdziwił… - mruknął Karol, wsiadając do FD. Adam go jednak nie usłyszał.
Chwilę później oba Wankle zawyły, a dwie Mazdy opuściły punkt parkingowy Koło.
- I co teraz? – spytał Tomek.
- Jak to co? – odparł Adam, wyjmując komórkę. – Cieszmy się zwycięstwem! – po czym napisał SMSa: „Wygraliśmy. Było ciężko, ale to już koniec ścigania się. :)” i wysłał. Po chwili dostał odpowiedź. „Gratuluję. :-) Cieszę się, że to naprawdę koniec. Kocham cię, wiesz? :*” Ten SMS strasznie go ucieszył. Zerknął na opony. Musiał je zmienić. Od razu.
- Dobra, Tomek, zwijam stąd! Jadę zmienić to ogumienie! Na razie! – Adam machnął ręką koledze, który odpowiedział tym samym gestem, i wsiadł do auta. Chwilę później srebrne Mitsubishi GTO wytoczyło się z parkingu i spokojnie ruszyło w stronę Koła.

Księżyc był już wysoko na nocnym niebie, gdy szła z powrotem. Dzień był nadzwyczaj udany, i cieszyła się z niego. Cieszyła się z tego, że wszystko się ułożyło. I że to działo się naprawdę. Że oboje nareszcie będą mieli dość czasu dla siebie. Weszła w swoją ulicę.
Była tak zatopiona w myślach, że nie usłyszała warkotu silnika za sobą.
Chwilę później obok siebie usłyszała pisk hamulców.
Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, drzwi pasażera otworzyły się, a czyjeś ręce wciągnęły ją do środka auta.
Ryk silnika i pisk opon zagłuszyły urwany wpół krzyk dziewczyny…

Następnego dnia

- Jak to „nie wróciła”? – Adam był wyraźnie zdenerwowany tym, co usłyszał.
- Po prostu, od wczoraj do tej pory jej nie ma! – głos mamy Kingi łamał się; słychać było, że kobieta jest bliska płaczu.
- Chwila, moment, jeszcze raz. Wyszła do Patrycji i nie wróciła od wczoraj? A nie nocowała u niej? Dzwoniliście państwo do Patrycji?
- Tak. Twierdzi, że Kinga wyszła od niej wczoraj wieczorem. Coś musiało się więc stać po drodze!
- Telefon Kingi?
- Jest sygnał, ale nie odbiera. – mama dziewczyny wybuchnęła płaczem. – Boże… a jak ktoś jej coś zrobił?
- Nic jej na pewno nie jest! Proszę się uspokoić! – Adam przemówił do mamy Kingi tonem tak spokojnym, na jaki mógł się zdobyć. – Zaraz skontaktuję się z kilkoma osobami i postaramy się ją znaleźć.
- Zrób co trzeba… - mama dziewczyny się rozłączyła. Adam wybrał zaś numer Tomka. Po kilku sygnałach po drugiej stronie linii odezwał się głos kumpla.
- Co jest?
- Kinga zniknęła. Nie wróciła do domu. – tych parę słów wystarczyło, by Tomek przeraził się nie na żarty.
- Nie gadaj bzdur. Jak to możliwe?
- Nie wiem! Zaraz do ciebie jadę, trzeba uruchomić nasze kontakty. Bądź gotowy. – Adam wyłączył się i zgarnął kluczyki i dokumenty Mitsubishi z biurka. Po wczorajszym wyścigu był tak zmęczony, że nie chciało mu się nawet zmienić auta. A teraz to auto miało mu posłużyć za środek lokomocji w poszukiwaniach.

- Dobra, Adam. Mam wszystko. – Tomek wyciągnął z Nissana laptopa, gruby notes i komórkę, kładąc wszystko na masce. – Mów, co i jak.
- Wiem tyle co ty i jej rodzice. Wczoraj wyszła od koleżanki i nie wróciła do domu. Telefon ma włączony, ale nie odbiera. Wszystko więc jest możliwe. – Adam odpalił laptopa, a gdy system się załadował, podłączył pod niego Nokię N95, której używał jako telefon zapasowy, i wybrał tryb PC Suite.
- Podzwoń do wszystkich – chłopak podał Tomkowi karteczkę – i podaj im te trzy numery do kontaktu zwrotnego. Ja podepnę się pod sieć i popiszę po forach, na wszelki wypadek.
- Dobra. – Tomek złapał kartkę, otworzył notes i wybrał pierwszy numer, a Adam uruchomił Internet i wpisał adres w przeglądarkę.
- Tak… Niewysoka, jakieś 160 cm wzrostu, ciemne, długie włosy… brązowe oczy… tak… zgadza się… numery kontaktowe… - do świadomości Adama docierały jedynie strzępki rozmowy. W duchu błagał Boga, aby Kindze nic nie było, podczas gdy jego palce bezwiednie biegały po klawiaturze, pisząc treść posta. Podłączył pendrive’a i wgrał do sieci plik. Skopiował link i dokleił. Włączył podgląd. Skopiował treść posta i zatwierdził. Po chwili przeszedł do kolejnych for i powklejał tę samą treść.
- Adam, powiadomiłem wszystkich. Będą szukać. Jak tylko coś będą wiedzieć, tak zadzwonią od razu. – Tomek poklepał kolegę po ramieniu. Adam się odwrócił do niego.
- Tomek… dzięki… - w oczach kierowcy GTO zalśniły łzy. Nie wytrzymał i uścisnął przyjaciela. – Wiedziałem, że na ciebie można zawsze liczyć, mistrzu.
- Spoko. – Tomek poklepał kumpla po plecach. – Od tego są przyjaciele. Nie martw się, Kinga na pewno się znajdzie. Cała i zdrowa.
- Obyś miał rację… - Adam otarł łzy rękawem bluzy.

Kilka dni później

Srebrne Mitsubishi stało na podjeździe przed domkiem jednorodzinnym, oszczekiwane przez psy będące na podwórku. Poniedziałek był kolejnym dniem poszukiwań po tyle intensywnym, co nieefektownym weekendzie.
Adam siedział w kuchni wraz z rodzicami Kingi. Na stole stał laptop, a każde z nich miało w ręce telefon i z kimś rozmawiało.
- Tak… rozumiem… dziękuję… - mama Kingi się rozłączyła. – Coś wiedzą?
- Nie. – ojciec dziewczyny odłożył telefon. – Całkowita cisza. Nie znaleźli nic.
- Dzięki… No, na razie. – Adam rozłączył się z kimś. – Ze strony chłopaków też cisza. Przeczesali całą okolicę wzdłuż i wszerz, ale nie ma ani śladu. Nic podejrzanego. Po prostu zero, nul.
- Czyli… że… - głos mamy Kingi się załamał.
- Spokojnie. Nie przesądzajmy losu. – Adam uruchomił przeglądarkę internetową. – U nas nie ma śladów, ale jest szansa, że Kinga jest gdzieś cała i zdrowa. Może chłopaki z sieci czegoś się dokopali w swojej okolicy…
- Chcesz powiedzieć, że napisałeś ogłoszenie w sieci? – ojciec Kingi usiadł przy stole.
- Tak. – Adam zalogował się na forum i pokazał mu posta.
Temat: Poszukiwana zaginiona!!
Wczoraj wieczorem zaginęła dziewczyna, lat 19. Wzrost: około 160 cm. Ma długie, ciemne włosy i brązowe oczy, na imię ma Kinga. Ostatnio ubrana w dżinsy, niebieską bluzkę i szary, rozpinany sweter. Miała ze sobą dużą, szarą torbę na ramię.
Jeśli ktokolwiek widział Kingę lub ma informacje odnośnie jej obecnego miejsca pobytu, jest proszony o natychmiastowy kontakt przez PW (monitoruję forum na bieżąco). Za pomoc w odnalezieniu zaginionej przewiduję nagrodę!”
Poniżej widniało zdjęcie uśmiechniętej Kingi.
- Sądzisz, że to coś da? – mama dziewczyny również usiadła przy stole.
- Miejmy nadzieję. Wielu ludzi z tych forów ma kontakty, które często są pomocne. Możliwe, że uda się ją namierzyć… - Adam przejrzał skrzynkę prywatnych wiadomości.
Pustka.
Zalogował się na turbokillers.com.
Zero.
Wszedł na jdm-option.
Też pusto.
Astra Klub Polska.
Brak wiadomości.
Astra Tuning Team.
Cisza.
Drifters.pl.
Też nic.
Zalogował się na ostatnie forum, tracąc już wszelką nadzieję.
Wyskoczyło okienko.
„W Twojej skrzynce czeka nowa Prywatna Wiadomość.”
Wszedł szybko w skrzynkę i przeczytał PW. Jego brwi momentalnie się ścięły.
- Mamy ją… - wyszeptał. Odpisał błyskawicznie na PW.
„Dzięki za info. Ruszam natychmiast, będę na miejscu wieczorem.”
Wylogował się i zgasił komputer, po czym wstał i sięgnął po swoją szarą bluzę.
- Co się stało? – mama Kingi się zaniepokoiła.
- Chyba wiem, gdzie ona jest. Ale muszę to zrobić sam. – Adam założył bluzę, poprawił czarną koszulkę z logo Ralli Art, chwycił komórkę i podszedł do drzwi wyjściowych. Zanim nacisnął klamkę, odwrócił się.
- Proszę mi zaufać. Przywiozę ją całą i zdrową. – po czym wyszedł.
Idąc do auta, wybrał numer Tomka.
- Tomek, chyba ją znalazłem. – powiedział szybko, wyciągając kluczyki od auta.
- Mówisz serio? – Tomek był zaskoczony.
- Tak. Jadę tam natychmiast. – szczęknęły zamki, otwarte z pilota centralnego zamka.
- Kto podał ci info?
- Tego nie wiem, nawet nicka dokładnie ci nie jestem w stanie podać… Jakaś taka niespotykana ksywka…
- Dobra, nieważne. Chcesz, żeby jechać z tobą?
- Nie. Muszę to zrobić sam. W razie czego będę dzwonił. Na razie. – Adam rozłączył się i wsiadł do auta. Otworzył schowek i wyciągnął urządzenie GPS Lark FreeBird, które niedawno kupił. Odpalił je, a AutoMapa wczytała się po kilku sekundach. Zamontował uchwyt na szybie, podpiął zasilanie pod zapalniczkę i wprowadził nazwę miejscowości. Na ekranie pokazał się komunikat „WYTYCZAM TRASĘ…”
Adam przekręcił kluczyk w stacyjce. Ryk silnika V6 i świst dwóch turbin rozdarł ciszę. Wycofał na jezdnię. Zerknął na podpięty w uchwycie GPS.
Na ekranie pokazała się wytyczona trasa, a w prawym górnym rogu komunikat.
„Cel: Cieszyn.
Odległość: 380 km.”
Wcisnął gaz, a srebrne Mitsubishi GTO Twin Turbo MR wystrzeliło jak burza przed siebie. Czuł, że to wszystko jeszcze się nie skończyło…