10. „Va banque”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Nie ukrywam – zaczął Błażej, rozejrzawszy się uprzednio po szkolnym korytarzu – Że dzisiejszy wyścig będzie najprawdopodobniej niesamowitym widowiskiem. Ktoś z was orientuje się, co to za trasa ten cały Zameczek?
- Ze szczytu Kubalonki do Wisły Czarne – odparła Edyta, mieszkająca w tamtej okolicy – Wjazd znajduje się kilkanaście metrów od parkingu na Kubalonce, skąd startujecie na Serpentyny… za prezydentury Kwaśniewskiego wyremontowali całą drogę.
- Co ma do tego Kwaśniewski? – zapytał zdziwiony Sebastian.
- Zameczek to rezydencja Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej – odparła bez cienia ironii Edyta – Droga biegnie bezpośrednio obok niego. I nie ukrywam – najpilniejsi słuchacze wyczuli lekkie drganie jej głosu – To ciasna droga. Niebezpieczna. Nie wiem, czemu chcą jeździć akurat tam…
- Umówili się właśnie na tę trasę – zaczął Michał, korzystając z okazji, że Mata i Nat nie było w pobliżu – Bo… żadne z nich jej nie zna.
- To szaleństwo! – stwierdził momentalnie Błażej – Jeśli ta trasa jest rzeczywiście tak trudna, a oni jej nie znają…
- Właśnie o to im chodzi – urwał jego monolog Karol – Natalia to mistrzyni Salmopolu, Mat do perfekcji opanował Serpentyny. Jak by nie patrzeć, wybranie którejkolwiek z tych tras stawiało by jedno z nich na z góry przegranej pozycji. Znacie przecież Natalię i Mateusza. Oboje nie dopuszczą do sytuacji, w której wyścig będzie nierówny. Dla Nat to ostatni pojedynek w Stratusie, ponoć ma już kupca na ten wóz, po cenie wyższej nawet niż za niego zapłaciła. Dla Mata… - zawahał się - … sami widzieliście, że w Nurburg, po waszej walce na Nordschleife, wyraźnie odżył. Na dyskotece, po tym, jak Natalia wzięła go do tańca, nie przepuścił jej już żadnego kawałka, przetańczyli razem całą imprezę. Cały czas rozmawiając On…
- Zakochał się? – zagwizdał cicho Benedykt – Ten stetryczały, jęczący, zawsze samotny frajer zakochał się w Natalii?
Michał zgromił go wzrokiem, Błażej parsknął ironicznym śmiechem. Odpowiedział Karol:
- Nie nazwałbym tego miłością. To raczej coś w stylu… fascynacji. Nie odpuszczą sobie w tym pojedynku. Chcą jeszcze jeden, ostatni raz poczuć to, co na Nurburgringu.
- Nurburg – stwierdził Adam – Skończył się wypadkiem.
Karol nie odpowiedział. Michał i Błażej w zadumie przytaknęli.
Adam miał rację…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Trasa prowadząca z Wisły Czarnej na szczyt Kubalonki, zwana popularnie „drogą przez Zameczek” była niezwykle ciasną i niebezpieczną przełęczą, której różnica wysokości była znacznie większa niż na Serpentynach. Trasa liczyła sobie ledwie dwa kilometry, ale droga była szeroka ledwie na półtorej samochodu, a mknąc w downhill, startując z parkingu na Szarculi, od prawej strony ograniczonym się było przez stalowe barierki, dzielące nawierzchnię od zbocza i przepaści, po lewej zaś głęboka i szeroka rynna sprawiała, że ewentualne wpadnięcie w nią kołami oznaczało wypadek i dachowanie. Były to więc najtrudniejsze, najbardziej niebezpieczne i wymagające dwa kilometry w całym powiecie.
Od dawien dawna, nie ścigał się tam nikt. Ochrona i częste kontrole policji studziły zapał śmiałków, historie krwawych wypadków były jak kubeł zimnej wody dla ścigantów.
Tym razem jednak, miało być inaczej.
Organizatorzy załatwili pozwolenie. Droga miała być zamknięta dla ruchu. Dwoje śmiałków było uważanych za geniuszy kierownicy.
Szykowało się niezapomniane widowisko. Z jednej strony niepokonana od czasu swego odrodzenia Sierra, uważana za jeden z najszybszych wozów na Serpentynach. Z drugiej niepokonany Czerwony Sztorm, dwie urocze młode dziewczyny i ich wielki Dodge Stratus, który nauczył respektu dla płci piękniej dziesiątki znamienitych kierowców na Salmopolu.
Nic więc dziwnego, że wyścig zgromadził na zboczach setki widzów…

- Ostatni pojedynek Czerwonego Sztormu?

- Odchodzi u szczytu swojej kariery?!

- Ta trasa jest rzeczywiście niesamowicie trudna – stwierdził z nietęgą miną Błażej. Z miejsca, w którym ustawili się wszyscy obecni na wyścigu uczniowie IIIe, długiego, ostrego zakrętu w prawo, roztaczał się widok na zabudowania Zameczka. Za nimi był wypchany po brzegi parking, kilkadziesiąt metrów dalej, po lewej stronie drogi, lądowisko dla helikopterów i przepaść. Cała przełęcz otoczona była lasem, latarnie wzdłuż znakomitej nawierzchni, opadającej cały czas mocno w dół, oświetlały drogę – Tutaj przecież nie ma miejsc do wyprzedzania!
- Nie ma – przytaknął Karol – Nawet jeśli któreś z nich wyniesie, to nie wytworzy na tyle miejsca, żeby się zmieścić. To będzie pojedynek na wymęczenie.
- Na wymęczenie? – uniósł brwi Michał – Jak to rozumieć?
- Aż na trasie zostanie tylko jedno z nich…

- To ostatni wyścig Czerwonego Sztormu – stwierdziła od niechcenia Julia, przytulając się do Roberta – Straciłeś okazję, żeby pokonać te słynne blachary z Salmopolu. Jeśli wierzyć plotkom, po tym pojedynku sprzedają wóz i kończą z touge.
Robert milczał dłuższą chwilę, gładząc jej delikatne, ciemne włosy.
- To bez znaczenia – odparł wreszcie – One nie jeżdżą ani w barwach Serpentyn, ani LBK. Jeśli są tak dobre, jak mówią, i rozwalą tego kretyna, to osobiście rzucę im wyzwanie. Nie mogą odmówić. A jeśli temu kretynowi Mateuszowi się poszczęści… - Robert zawiesił głos – To problem tych suczek rozwiąże się sam. Pobite skończą karierę, legenda niepokonanych upadnie. Tak czy inaczej, nie masz się czym martwić.
Nie martwię się, pomyślała Julia, obejmując go za szyję i masując kark. Dbam po prostu o twoją karierę.
Droga do zwycięstwa wydawała się prosta i szeroka. Robert nie przegrał żadnego wyścigu. Jego 200SX, po powrocie z warsztatu, było w jeszcze lepszej formie niż przed poobijaniem. Zawieszenie zostało lepiej dostrojone, na koła trafiły markowe, sportowe opony, a silnik… Julia nie była ekspertem, ale orientowała się w motoryzacji na tyle, by wiedzieć, że zwiększone ciśnienie w turbosprężarce i wymiana na lepsze części turbo pozwoliło wycisnąć 250 koni. Dokładnie tyle, ile według plotek miała Sierra.
Wszystko to zostało zrobione po wyścigu z Justy na Salmopolu, gdzie zwycięstwo okupił uszkodzeniami auta. Tej pamiętnej nocy, gdy udowodnił wszystkim, kto naprawdę rządzi przełęczami…
… uśmiechnęła się mimowolnie. Noc była pamiętna nie tylko z tego powodu…
… a on był dobry nie tylko za kierownicą.

- Czemu akurat tutaj? – zdziwiła się Alicja. Ze zbocza roztaczał się piękny widok na gwieździste niebo, kilka metrów pod nimi biegła ciasna, górska droga. Całe zbocze, jak tylko ciągła się przełęcz, obsadzone było przez setki kibiców. Wyciągnęła z torby kocyk, i rozłożyła go na ziemi, siadając ostrożnie. Z tego miejsca, obróciwszy głowę w prawo, widziała długą, opadającą ostro w dół prostą. Wychodziła ona z lasu, by przez kilkaset metrów na wykarczowanym z jednej strony z drzew odcinku zakręcić w prawo…
Spojrzała w lewo, bo dojrzeć drugą część trasy. Sto pięćdziesiąt metrów lekko skręcającej w lewo drogi, która rozszerzała się nieco w miejscu „mijanki” dla autobusów, by zaraz za nią zwęzić się do raptem jednego ciasnego pasa, przechodząc przez betonową bramę, i wjeżdżając na zalesiony teren Zameczku.
- Najwięcej widać – odparł towarzyszący jej chłopak, przysiadając się – Ten pojedynek przejdzie do legendy, czuję to. Nawet choć musiałem zostawić Corrado na dole, to warto tu było przyjść. Sierra kontra Czerwony Sztorm, Boże… być jak oni… ty znasz kierowcę Sierry, prawda?
- Tak – odparła bez zastanowienia Alicja – Znam.
- Przedstawisz mnie?!
- Przy okazji.

Tłum na miejscu startu entuzjastycznie ryczał, obserwując ostatnie przygotowania do startu. Czerwony Stratus i błękitna Sierra, ustawione jedno za drugim, gotowe do walki. Turbo kontra N/A, USA kontra Europa, kobieta kontra mężczyzna.
Lekki wiatr kołysał świerkami, zimne powietrze drażniło nozdrza, przebijające się promienie gwiazd i księżyca nadawały okolicy iście niesamowity klimat.
Tak jak marzyłem, pomyślał Mat. Ta noc będzie niezapomniana.
Tak jak marzyłam, pomyślała Natalia. Ostatni pojedynek. Poczuć to ostatni raz…
- Zapoznałaś się z trasą? – zapytał Mat z czystej grzeczności. Wiedział, że przez wszystkie ostatnie dni była tu w każdej wolnej chwili.
Tak samo jak on. Widywali się na przełęczy praktycznie każdego dnia.
- Tak – odpowiedziała z uśmiechem – Możemy zaczynać.
- Droga uniemożliwia wykonanie startu równoległego – stwierdził – Musimy pojechać w trybie „Nagłej śmierci”… tak, nie brzmi to zachęcająco…
- Wiem, o co chodzi – odparła – Jedno prowadzi, drugie ściga, do momentu wyprzedzenia, odstawienia na 100 metrów, awarii, rozbicia lub poddania się?
- Dokładnie tak – przytaknął – Ale żadnej z nich ci nie życzę.
Roześmiała się ślicznie.
- Zaczynajmy – stwierdziła.
- Wolisz przód czy tył w pierwszej rundzie? – zapytał Mat, dając jej pierwszeństwo wyboru.
- Bez znaczenia – odparła Nat – Ale, niech będzie przód.
- OK. – odparł Mat. Aut nie musieli więc nawet przestawiać. Ostatni raz spojrzał jej w oczy, skinął lekko głową w kierunku Joasi, po czym cała trójka ruszyła w kierunku samochodów.
Cisza dookoła została zakłócona śpiewem dwóch widlastych szóstek.

- Meta, tu Start, zaraz ruszają. Są jakieś przeciwwskazania?
- Żadnych, Start. Możecie zaczynać.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Wrzuciła pierwszy bieg, i ostatni raz spojrzała w lusterko. Sierra stała ledwie metr za nią.
Ostatni pojedynek, przemknęło jej przez głowę.
Gdyby nie nalegania Joasi, jej nagła potrzeba spieniężenia auta, nigdy by z tego nie zrezygnowała.
- Trzy!
Nordschleife uświadomiło jej, jak bardzo kocha wyścigi. To ryzyko.
- Dwa!
Ta aura. To poczucie całkowitej symbiozy z samochodem, wyczuwanie go każdym ze zmysłów.
- Jeden!
Noc była piękna. Ostatni moment względnego spokoju. Od teraz, wszystkie problemy traciły znaczenie. Od teraz, ważna była tylko trasa, ona i on.
Jeszcze raz, ostatni raz, niech płonie noc!
- Start!

Oba auta wystrzeliły do przodu, pokonując momentalnie pierwszy zakręt, następujące zaraz po starcie leciutkie odbicie w lewo. Od tego momentu, pół przełęczy było ostrym, nieustającym spadkiem w dół, pod niespotykanym nigdzie w okolicy kątem.
Wóz błyskawicznie nabierał prędkości. Reflektory rozświetlały drogę potężnymi światłami drogowymi. Stratus ryczał przeciągle, kręcony aż do czerwonego pola.
Nie oszczędzała auta. Nie dziś.
Przyhamowała, i weszła w drift. Odbicie w prawo było ciasne, drobny błąd i wóz mógł wylądować w znajdującym się na zewnętrznej rowie, ciągnącym się praktycznie przez całą trasę. A wtedy podbicie, dachowanie…
Ale to bez znaczenia. Nie popełni takiego błędu.
Kontrolując gazem przeszła przez cały zakręt sunąc centymetry od wewnętrznej barierki, skontrowała kierownicą i wyprostowała wóz.
Gaz do oporu. 120km/h. 130.
Kolejna 200-metrowa prosta przemknęła w ułamkach sekund. Lekkie odbicie w lewo, bez hamowania. Wypadli na otwarty fragment trasy, kilkaset metrów, przez które linia drzew ciągnęła się tylko z jednej, lewej strony.
Spojrzała w lusterko.
Sierra praktycznie dotykała jej zderzaka.
On też daje z siebie wszystko, pomyślała Nat, i uśmiechnęła się w duchu.
Dokładnie tak, jak chciała.

Ona jest genialna, myślał Mat. Kontroluje to wielkie, zwaliste i miękko zestrojone amerykańskie coupe po mistrzowsku, panując nad każdym aspektem driftu.
Zbliżali się już do ciasnego, bardzo ostrego odbicia w prawo.
Mateusz przez krótką chwilę zawahał się. Zaatakować już teraz, czy… czekać?
Jeśli Stratusa wyniesie, będzie miał okazję do wyprzedzenia, która może się już nie powtórzyć.
Z drugiej strony, to ostatni pojedynek Nat…
Ostatnia możliwość obserwowania jej stylu prowadzenia, ostatnia możliwość wspólnej walki, wspólnego tańca w drifcie…
Zwycięstwo czy sentyment?
Nie miał czasu na zastanowienie.
Postanowił zadziałać intuicyjnie…

- Jadą! – chłopak aż podskoczył – Sierra chyba wybrała tył w pierwszej rundzie… pół metra od tyłu Stratusa… co on chce…
Alicja zamarła. Ekscytacja jej towarzysza była słuszna, ale z drugiej strony…
Zakręt był ciasny. Bardzo ciasny i bardzo ostry. Przy tej prędkości Mateusz nie da rady…
Światła Dodge’a błysnęły czerwienią, a wóz przysiadł na przednim zawieszeniu, by zaraz potem złożyć się do poślizgu.
Prowadząca go dziewczyna przesadziła jednak z prędkością. Siedzący non stop na zderzaku Stratusa Ford sprawił, że hamowanie rozpoczęła odrobinę za późno.
Wszystko rozegrało się w ułamki sekund.
Sierra składająca się do driftu, tuż obok Stratusa, sunąc minimalnie bliżej barierki.
Gasnące światła stopu i syk dochodzący spod maski Dodge’a.
Obłoki białego dymu wystrzeliły spod tylnich kół obu aut.
Stratus zbliżył się do zewnętrznej, mijając się z kanałem odprowadzającym wodę o centymetry, by następnie błyskawicznie odzyskać trakcję. Sierra była jednak już na wewnętrznej, na wysokości jego tylnego błotnika…
Zderzą się – przemknęło Alicji przez myśl – Tam nie ma na tyle miejsca, żeby on wyprzedził…
Dziwne zimno przeszło przez jej serce. Nie chciała tego…
Przedni zderzak Sierry zbliżył się do boku Stratusa o włos.
Była już pewna, że to koniec.
Uderzy.
Światła hamowania błysnęły przeciągle, a Sierra przysiadła ostro na przedzie, kończąc drift. Dodge wysunął się ponownie na prowadzenie, by już po chwili oba auta zniknęły w bramie, wjeżdżając w zadrzewiony fragment…
Odetchnęła z ulgą. Może i wzajemnie sobie docinali, może i trzy lata temu, jeszcze w gimnazjum, nie czuła do niego nic, i odrzuciła jego wyznanie miłości, tak rzadkie w jego przypadku szczere i prostolinijne „kocham cię”…
… ale teraz on się zmienił. Brakowało jej jego wesołości, emocjonalnego podejścia do życia, żywiołowości i ciągłego wahania. Brakowało jego zabawnej, często udawanej nieporadności, i tak dziwnie prawdziwej nieumiejętności zdobycia jej serca…
Mateusz się zmienił. Nie był już taki, jak niegdyś.
I właśnie dlatego zaczęła go…
… kochać?

Mat wrzucił wyższy bieg, i błyskawicznie odrobił stratę do Dodge’a.
Spontanicznego ataku niemal nie przypłacił rozbiciem siebie i jej.
Ten wyścig nie miał się szybko skończyć, docierało to teraz do niego w pełni. Przełęcz przez Zameczek uniemożliwiała jakiekolwiek próby wyprzedzania.
Przełknął ślinę, przechodząc ślizgiem przez średni zakręt w lewo.
Krótka chwila przyśpieszania, błysk świateł Stratusa, hamowanie, puszczenie gazu, odbicie, gaz praktycznie do oporu.
Ciasne, ostre odbicie w lewo, i wypadli na 80-metrową, bardzo gwałtownie opadającą w dół prostą.
Widział już pełen widzów zakręt w prawo, długi, ostry wiraż w prawo, nawracający o 180’.
Od tego zakrętu zaczynała się „prostsza” część trasy, nachylenia były znacznie mniejsze, zakręty wolniejsze.
Stratus błysnął światłami, i złożył się do driftu.
Uśmiechnął się. Nat była naprawdę mistrzynią kierownicy.
Dociążenie przodu.
Puszczenie gazu.
Kontra.
Gaz.
To nie skończy się szybko. Ale taka walka niechaj trwa wiecznie!

Błażej zachłysnął się. Michał zamarł zauroczony. Jacek rozwarł szeroko oczy. Karol w milczeniu obserwował, prowadząc już w głowie analizę.
Reszta klasy po prostu ryknęła z zachwytu.
Oba auta sunęły bok w bok, ledwie 10 centymetrów od siebie.
Wśród publiki zapadła cisza. Dopiero gdy dźwięk dwóch V6 przebrzmiał, niknąc w kolejnej partii lasu, rozpoczęła się gwałtowna wymiana poglądów.
Pojedynek, zgodnie z oczekiwaniami, był niesamowity. Już od pierwszej rundy.

Natalia przyhamowała, wchodząc w ostatni zakręt, średni w lewo. Opony zapiszczały z lekka, a po 50-metrowym sprincie Stratus znalazł się na linii mety. Zatrzymała się zaraz za nią, na poboczu, i westchnęła przeciągle. Zgodnie z oczekiwaniem, Mat cały czas trzymał się jej zderzaka.
Manewr wyprzedzania, który próbował wykonać, był o tyleż odważny, co całkowicie nierealny.
- Byłaś genialna. – stwierdziła Joasia, niezwykle blada.
- Dzięki. – odparła Nat. – Ale to jeszcze nie było wszystko, co potrafimy, stara.
Sierra zatrzymała się tuż obok niej. Spojrzała w lewo, ich oczy spotkały się.
Uśmiechnęli się praktycznie jednocześnie, łapiąc się na tym.
Jest dokładnie tak, jak chciałam, żeby było, pomyślała jeszcze, zawracając i ruszając powoli na górę…

- GO!
Mat wbił bieg, a Sierra wystrzeliła do przodu. Druga runda, pomyślał, podczas gdy wskazówka prędkościomierza błyskawicznie pięła się w górę.
Czuł obecność Stratusa tuż za swoim zderzakiem. Nie da rady jej uciec, nie na tej trasie, nie przy takich umiejętnościach.
Wszedł w poślizg, odbijając w zakręcie w prawo, i kątem oka ujrzał Dodge’a metr od siebie.
Nat, w pełnym skupieniu, wykonywała właśnie synchroniczny drift tuż obok niego.
Żałował, że nie może jej obserwować choć odrobinę dłużej.
Kontra.
Gaz.
Stratus wyszedł z poślizgu w dokładnie tym samym momencie, wykorzystując fakt, że Sierra skończyła drift na zewnętrznej stronie drogi.
Jak ona mogła się tu zmieścić?!
Odwrócił głowę gwałtownie w prawo, by sprawdzić szerokość pasa.
Stratus sunął przez krótki moment obok, po czym gwałtownie zwolnił, chowając się za niego.
Wrócił do obserwacji drogi, wbijając gaz do oporu.
Wychodząc z driftu, Nat wykorzystała rozszerzającą się na krótkim, raptem kilkunastometrowym odcinku drogę.
Mijanka dla autobusów.
Tak czy inaczej, za krótka, żeby można było wyprzedzić…

- Jadą!! – wrzasnął młodzian. Alicja podniosła głowę, by na chwilę zostać oślepiona przez światła Sierry. Nim jej oczy przyzwyczaiły się ponownie do ciemności, oba auta niknęły już w bramie.
- On jest świetny. – stwierdził z błogim uśmiechem siedzący obok niej chłopak – Ale ta dziewczyna ze Stratusa, Czerwony Sztorm… jest co najmniej równie dobra. Widziałaś ten synchroniczny drift?! Niecałe dziesięć centymetrów od siebie, na tak ciasnym i niebezpiecznym zakręcie!!
- Nie widziałam. – odparła zgodnie z prawdą Alicja.

- Szkoda, że nie udało ci się go wyprzedzić – stwierdziła Joasia – Ta rozszerzająca się na chwilę droga była doskonałą okazją, praktycznie zrównałaś się z nim…
- To nie tak – odparła Natalia, kontrując w średnim odbiciu w lewo. Sierra przed nią zamiotła lekko tyłem, zostawiając za sobą kłębuszki dymu – Zrównanie się z nim to był przypadek. Poszłam za ciasno w zakręcie, gdyby nie to niespodziewane pojawienie się praktycznie drugiego pasa jezdni, nie utrzymałabym auta…
- Takich rozszerzeń jest więcej – stwierdziła Joasia, odruchowo łapiąc się rączki na podsufitce. Stratus sunął w ciasnym, ostrym odbiciu w lewo tuż obok Forda Mateusza. Widziała wręcz na twarzy Natalii radość i ekscytację, narastającą z każdym kolejnym wspólnym poślizgiem.
Tam, na dole, uśmiechnęli się do siebie jak zakochani, przemknęło jej nagle przez myśl…
… czyżby oni …
… wtedy, w Niemczech, gdy powiedziała Mateuszowi, że Błażej i Nat pasują do siebie, strasznie się zirytował…
… zakochali się w sobie?! Po to ten cały pojedynek?
Nie ukrywała, że nie podoba jej się to. Szukała dla Nat kandydata na chłopaka, ale zaślepiony żądzą zemsty Mateusz zdecydowanie nie był wymarzonym facetem.
Błażej, dla przykładu… tak, zdecydowała. Musi się tym zająć osobiście.
- Wiem – odparła Nat, przerywając jej rozmyślania – To są mijanki dla autobusów. Ale za krótkie, żeby wyprzedzić.
Ostra 180’siątka, na której zgromadzona była praktycznie cała klasa, znajdowała się raptem 50 metrów przed nimi.
- Trzymaj się – stwierdziła nagle Nat – Spróbuję tego.
Zanim Joasia uświadomiła sobie, co jej przyjaciółka miała na myśli, w oczy uderzył ją krwistoczerwony rozbłysk świateł hamowania Forda. Pisnęła z przerażenia, tył Sierry zbliżał się w zastraszającym tempie. Zamknęła oczy, gotowa na uderzenie…
Poczuła lekkie przeciążenie, przesuwające ją w lewo, po czym gwałtowne szarpnięcie w prawo, i następujące po nim wściekłe piszczenie opon…

Kątem lewego oka dojrzał przelatującą czerwoną plamę. Machinalnie schwycił mocniej kierownicę, i jeszcze bardziej zacieśnił drift ku wewnętrznej…
… wytwarzał w ten sposób Stratusowi więcej miejsca do zakończenia manewru wyprzedzania…
… i właśnie o to mu chodziło.
Znał doskonale słynny manewr Natalii, wyprzedzenie po zewnętrznej ze złożeniem się przed maską przeciwnika. Pokonała tak dziesiątki przeciwników, w tym dwa razy Imprezę Benedykta…
Ale tutaj, na Zameczku, ten manewr nie miał szansy na powodzenie.
Nie przy tej masie auta.
Nie przy takim nachyleniu drogi.
Nie przy tej ciasnocie zakrętu.
Nie przy takim kącie.
Wiedział, że nie da rady wyprzedzić, choć jednocześnie pragnął, żeby wyratowała się z tej sytuacji.

- Nie zmieścisz się!!! – wrzasnęła Joasia.
Nat jeszcze mocniej skręciła kierownicą, dając pełny gaz. Przód Stratusa wyprostował, ustawiając się tuż za…
Rozwarła szeroko oczy.
Impet pchał ją prosto w tył Sierry.
Wcisnęła hamulec, ale wiedziała, że to nic nie da. Prędkość wyjściowa była zbyt duża…
Mogła już wyraźnie odczytać litery na klapie błękitnego auta, układające się w słowo „Sierra”.
Zacisnęła pięści na kierownicy, aż do białości kostek…

Podświadomie wyczuł sytuację za sobą.
Nie potrzebował nawet spojrzenia w lusterko. Nie miał by na nie nawet czasu.
Wyczuł moment, gdy przód znalazł się na prostej do wyjścia, i z całej siły grzmotnął stopą w gaz.
Sierra ryknęła przeciągle, wyrywając do przodu, zostawiając widownię w tumanach dymu.
Zaraz za nią, z zakrętu wyszedł Stratus.
Tym razem, widownia milczała w zachwycie przez ponad minutę.
Drift jedno za drugim, na obu pasach.
Przedni zderzak do tylniego w odległości mniejszej niż 10 centymetrów
Wyjście z driftu po praktycznie idealnej linii.
Przeciwnicy byli jednakowo genialni.
Błąd Natalii jednocześnie dowodził jej geniuszu za kierownicą.
Odwagi nie można było odmówić żadnemu z kierowców.
Przy takich zdolnościach, pojedynek mógł trwać w nieskończoność…
… ale przy takiej jeździe na granicy własnych możliwości, mógł też skończyć się tragicznie w przeciągu kilku minut.

Mat zatrzymał Sierrę na dole przełęczy, i otarł pot zalewający mu czoło. Nat trzymała się mu zderzaka przez cały czas, dokładnie jak on w poprzednim przejeździe.
Jeśli nie znajdzie sposobu…
Wyskoczył z auta, i przyklęknął przy przednim kole. Od tarcz hamulcowych wręcz biło gorącem. Przeszedł do tylnej osi. Dotknął opony, ale momentalnie cofnął rękę. Była gorąca.
… jeśli nie znajdzie sposobu, to źle się skończy.
Tłum dookoła wiwatował. Nie słyszał tego jednak. Szukał sposobu.
Musiał jakiś być.

Nat zatrzymała auto obok Sierry Mata, po czym wsparła głowę na zagłówku, i przymknęła oczy. Było dokładnie tak, jak marzyła, żeby było. Ta tajemnicza, fascynująca aura, która ujęła ją wtedy, w Niemczech…
… znów zaczynała ją czuć.
Manewr na 180’ nawrocie, gdy zaatakowała od zewnętrznej…
… to, jak Mat wyratował ją z opresji, ten unik…
… coś niesamowitego.
Spojrzała na Joasię. Ta, od ataku na wirażu, milczała.
- Wypuść mnie – stwierdziła, nie patrząc na nią – Nie… to nie dla mnie. Dopóki jeździłyśmy rekreacyjnie, ze słabymi przeciwnikami, to było fajne. Ale teraz – Joasia zawiesiła głos – Wybacz, Nat. Ja… boję się. To, jak prowadzisz, wszystkie twoje uczucia i emocje za kierownicą, ten błysk w oczach… wiem, że to dla ciebie ważne, ale… ja już nie mogę. Przekroczyłaś granicę rozsądku, przynajmniej w moim odczuciu. Jeśli musisz, to dokończ to… ale beze mnie.
Natalia przytaknęła lekko.
Drzwi od strony pasażera kliknęły. Krótki powiew wiatru wpadł do kabiny, rozwiewając długie włosy Natalii. Westchnęła przeciągle, zapalając silnik, i ruszyła w drogę na górę.
Samotnie.
Była oczarowana.
Musiała dokończyć tą walkę.
Nieważne, za jaką cenę.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- GO!
Mat wcisnął gaz, ruszając za Stratusem. Koła zamieliły przez krótki moment w miejscu.
Opony nie mają już praktycznie trakcji – przemknęło mu przez głowę.
Ważniejszy jednak był wniosek, że cięższy Stratus musiał mieć co najmniej równie rozgrzane hamulce i ogumienie.
Wyścig zamieniał się więc w prawdziwy straceńczy pojedynek.
- Nie mogę jej pozwolić się zabić – pomyślał – Muszę to skończyć w tej rundzie.
Wszedł w poślizg, zakręt w prawo pokonali bok w bok.
Piękna, stwierdził. Zawsze była śliczną dziewczyną, ale podczas walki, otoczona tą magiczną aurą, za kierownicą wielkiego amerykańskiego Stratusa, gdy każdy jej ruch zamieniał się w niesamowite widowisko, nie było piękniejszej istoty…
Wyszli z poślizgu, a on zbliżył się do Stratusa na centymetry. Dwieście metrów prostej, ludzie na poboczach przy tej prędkości zlewali się w jedno, wielokolorowe pasmo.
Błysk świateł hamowania Dodge’a.
Musnął hamulec.
Lekki zakręt w lewo, który właśnie mieli pokonać, dotychczas nie sprawiał żadnych problemów.
Nie wzięli jednak poprawki na stan opon i hamulców.

Nat poczuła, jak tył auta zaczyna żyć własnym życiem.
Zupełnie nie spodziewała się tego w tym miejscu.
Dodała gazu i założyła lekką kontrę, ale w efekcie tył samochodu ślizgnął się jeszcze bardziej, nadając autu lekkiej rotacji.
Wszystko rozegrało się w ułamkach sekund.

Mat wdusił gaz do oporu, przywracając ślizgającemu się tyłowi Sierry trakcję, i spojrzał przejęty do przodu.
Stratus ślizgał się coraz bardziej, od krawędzi do krawędzi, ledwo mieszcząc się na drodze.
- Niech ona go opanuje – stwierdził głośno – To nie może się tak skończyć!
Nie skończyło.
Nagły obłok dymu spod tylnych kół amerykańskiego auta dowiódł, że Natalia odzyskała trakcję w jedyny możliwy sposób.
Na poślizg, paradoksalnie, najlepiej działało dodanie gazu.
Mat westchnął. Jeśli taki niewielki zakręt w trzeciej rundzie zamienił się w śmiertelne wyzwanie…
… to do końca mogli nawet nie dotrzeć.
Musiał to skończyć.
Nie ważne, jak. Widział już dostatecznie dużo. Dał z siebie wszystko.
Poddanie się teraz nie będzie zbyt wielką hańbą. Mógł znieść ewentualne szyderstwa Roberta i utratę tytułu niepokonanej dla jego ulepszonej Sierry.
Wypadku Nat jednak znieść nie mógł.
Już miał zdjąć nogę z gazu, jego ręka sięgała już do przełącznika reflektorów, by dać znać Natalii o końcu pojedynku, gdy…
Droga nagle rozszerzyła się, na krótki moment pojawił się drugi pas.
Mijanka.
Nim zdążył zareagować, pas skończył się.
We wszystkich miejscach na Zameczku, gdzie pojawiały się mijanki, mieli zbyt wysokie prędkości, żeby jakkolwiek zareagować.
Prawie wszystkich.
Docisnął gaz do oporu. To w końcu jeszcze tylko jeden zakręt…
Ryzyko było wkalkulowane w cały ten wyścig.
Manewr, który przyszedł mu jednak do głowy, był czymś całkowicie szalonym…

Nat wcisnęła mocno hamulec, wytracając prędkość. Otarcie się o wypadek na poprzednim zakręcie uświadomiło jej dobitnie, że Joasia miała rację. Ten pojedynek przestawał już być fascynującą rywalizacją, a stawał się morderczą walką z samochodem.
Hamulce nie miały już nawet połowy swojej wydajności. Hamowanie rozpoczęła znacznie wcześniej niż zwykle, ale i tak szybko zorientowała się, że w ciasnym, ostrym odbiciu w prawo się nie zmieści.
Zerknęła w lusterko. Sierra była blisko… ale nie tak blisko, jak jeszcze moment wcześniej.
Jeśli teraz się rozbije, może Matowi uda się wykonać unik…
Musiała zaryzykować.
Puściła hamulec i odbiła kierownicą, jednocześnie dusząc gaz do oporu. Stratus poleciał driftem od wewnętrznej, zostawiając za sobą obłoki gęstego dymu.
W całkowitym spokoju obserwowała zbliżający się nieubłaganie rów na zewnętrznej.
Sama chciała tego pojedynku. Nawet jeśli się rozbije, nie będzie żałować. Osiągnęła maksimum swoich możliwości, poczuła tą magiczną aurę, bijącą z trasy, z Mata i…z niej samej?
Jeśli tak to ma się skończyć…
Nie miało.
Stratus przeszedł o centymetry od rowu, jadąc całkowicie po zewnętrznej, ale wciąż na trasie.
Westchnęła głośno.
Prawe lusterko jej Dodge’a rozbłysnęło światłem.

Widownia nie zdążyła nawet zareagować po niesamowitym drifcie Stratusa, na granicy rowu, gdy manewr wychodzącej z ciasnego zakrętu Sierry wprowadził wszystkich w osłupienie.
- On oszalał! – ryknął Robert – Cokolwiek chciał zrobić, to właśnie posyła siebie i ją do diabła!
W swoim odczuciu, miał rację.

Wiedział, że chwila wahania, błąd przy przyśpieszaniu lub hamowaniu doprowadzą do wypadku.
W tym miejscu, przy tej prędkości, najpewniej oznaczać to będzie śmierć.
Gdyby stał przed takim dylematem jeszcze rok temu, odpuściłby…
Wyposażony w turbosprężarkę Stratus przyśpieszał wolniej od Sierry.
Od zakrętu do nagłego zwężenia i betonowej bramy było sto metrów prostej.
Ostatnie dwadzieścia to mijanka dla autobusów.
Rozpoczynała się za niecałe 10 metrów.
Od tyłu Stratusa dzieliło go ledwie kilkanaście centymetrów.
Szybka decyzja.
Mógł to zrobić.
- Va banque! – ryknął, odbijając kierownicą w prawo.

Nat spojrzała w lusterko wsteczne, zmieniając jednocześnie bieg.
Sierry za nią nie było.
Nie, pomyślała. On nie mógł się rozbić…
Rozbłysk w prawym lusterku zaczynał słabnąć. Spojrzała w tym kierunku.
Sierra była tuż obok.
Błyskawicznie zerknęła przed siebie, i rozwarła szeroko oczy.
Do bramy zostało poniżej dziesięciu metrów.
Nie zmieści się.
Uderzy w betonowy słup, i…
Sierra wysunęła się o długość maski.
Brama za 5 metrów.
Podjęła decyzję.
Puściła gaz, i musnęła lekko hamulec, modląc się w duchu, żeby to wystarczyło.
Publika, skupiona na szalonym manewrze Forda, nawet nie zauważyła rozbłysku świateł w Dodge’u.

Do ostatniego momentu był pewien, że manewr był błędem.
Do ostatniego momentu wpatrywał się w wyrastający tuż przed maską betonowy słup.
Przed Stratusem znalazł się zupełnie niespodziewanie.
Odbił gwałtownie kierownicą, dusząc gaz z całej siły, błagając w duchu, żeby wóz go posłuchał.
Trakcja była jednak słaba.
Za słaba.
Odgłos pękającego, rwanego z potężną siłą plastiku.
Tłuczenie szkła.

Widownia zawyła z zachwytu.

Towarzysz Alicji aż podskoczył z emocji. Ona sama była zbyt przerażona, żeby się poruszyć.

Natalia westchnęła głośno. To był koniec.
Przegrała.
Uśmiechnęła się promiennie.
Wynik był bez znaczenia. Ten pojedynek zapamięta do końca życia…
Umożliwiła mu wjazd na swój pas, owszem.
Ale… czy to coś zmieniało?
Czy cokolwiek znaczyło?

Mat otarł kroplę potu z czoła, i wrzucając prawy kierunkowskaz wjechał na parking dokładnie naprzeciw samego Zameczka. Nie miał ochoty jechać do kumpli, raptem 200 metrów dalej.
Jeszcze nie.
Zatrzymał Sierrę na środku parkingu i odruchowo spojrzał w prawo, żeby upewnić się, czy Nat zrobiła to samo.
Uśmiechnął się.
Prawego lusterka już nie było.
Szukanie jego szczątków koło bramy nie miało większego sensu.
Rozbłysk w środkowym upewnił go, że Nat, zgodnie z przewidywaniem, zjechała za nim.
Otworzył drzwi i wysiadł z auta, wciągając w płuca świeże, rześkie powietrze.
Nadal nie wiedział, jak udało mu się tego dokonać. Manewr był nieprzemyślany, zadziałał emocjonalnie. Teraz dopiero docierało do niego, że teoretycznie nie miał prawa się zmieścić…
Dlaczego więc dał radę?
Nat wysiadła z auta, a podmuch wiatru rozwiał jej piękne, długie włosy.
Boże, pomyślał Mat, jaka ona jest śliczna.
- Wygrałeś – stwierdziła z uśmiechem, podchodząc do niego – A ten manewr… niesamowity.
Milczał krótką chwilę, szukając odpowiednich słów.
- Cały pojedynek był niesamowity – odparł wreszcie – I jak dla mnie, wynik jest nieważny. Powiedz… czy to było to, czego oczekiwałaś? Takiego zakończenia, takiej ostatniej walki, takiego rozstrzygnięcia?
Roześmiała się.
- Tak – wyrzekła – Dokładnie tak to sobie wymarzyłam. Dziękuję ci, Mateuszu. Teraz mogę… - zawahała się - … skończyć z wyścigami. – dokończyła. Wyczuł niepewność w jej głosie.
- Żałuję – powiedział szczerze – Będzie mi cię brakować. Znaczy – zreflektował się, zarumienił lekko – Chodzi mi o twoje umiejętności, styl, wyzwania… - tłumaczył się.
Cholera, przemknęło mu przez myśl. Co ja mówię? Jej całej, a nie tylko jej jako kierowcy.
Ale nie powiedział tego.
- Mogę zadać ci jedno pytanie? – zbliżyła się jeszcze o krok. Nieśmiało.
- Oczywiście.
- Ta… - zawiesiła głos - … aura. Wyczuwalne, magiczne uczucie… bijąca od ciebie w trakcie jazdy… wiem, że brzmi to jak majaczenia oszalałej, żałosnej dziewczyny, ale… czy ty… też coś takiego czułeś? – zawiesiła głos. Czuła, że pytanie jest idiotyczne.
Po raz kolejny, zadziałał pod wpływem emocji.
Delikatnie dotknął jej dłoni. Podniosła wzrok, a ich oczy spotkały się.
- Tą aurę – stwierdził powoli, pewnie – Czułem dotychczas tylko dwa razy.
Milczała, czekając na dokończenie.
Miała niesamowicie śliczne oczy.
- Raz na Nurburg – zawiesił głos – I drugi raz dzisiaj. I z pewnością nie jesteś żałosna. Jesteś niesamowita…
Uśmiechnęła się. Ślicznie.
- Czy ja… - postanowił, że musi spróbować - … czy ja też mogę cię o coś zapytać, Nat?
Przytaknęła.
- Przed tą bramą… ty… umożliwiłaś mi wjazd, prawda? Zwolniłaś, żebym… żebym się zmieścił – nie potrafił wprost stwierdzić, że uratowała go – Mam rację?
Nie odpowiedziała słowem.
Przytaknęła.
To mu wystarczyło.

- Sierra zwycięzcą!

- Takiego manewru jeszcze nigdy nie widziałem!

- Potrzeba geniuszu, żeby tak jeździć!

- Stratus jechał równie dobrze! To był niesamowity pojedynek!!

- Szlag by go – stwierdził Robert – Nie dość, że wygrał, to jeszcze zdobył serca publiki.
- Spokojnie, najdroższy – odparła Julia – Publiczność szybko zapomina.
- Nie po zwycięstwie w takim stylu – stwierdził ponuro Robert.

- Wygrał – wymamrotał wreszcie Benedykt – Ten tchórzliwy frajer wygrał z Natalią. Z Czerwonym Sztormem.
- Taa… - dodał Błażej – Co dowodzi faktu, że to na Nurburg nie było przypadkiem. Ale żeby… - zamyślił się - … Karol, czy możliwe jest, żeby w takich warunkach, tymi autami, wyprzedzić na tak krótkim odcinku?
- Nie wiem – odparł Karol – Według mnie, to zależy od mnóstwa czynników…
Myślami był już jednak na trasie. Wkrótce będzie mógł dowieść, że nie tylko orientuje się w kwestiach technicznych…
Dzień w dzień w pracy.
Oszczędzanie jak tylko się da.
Na wiosnę będzie już jego.
A wtedy sprawdzi, czy conocne ćwiczenia w 318is pozwolą mu na…
Ale to na razie było milczeniem.

- Tak czy inaczej – powiedział Michał, gdy szli już w kierunku swoich aut – Będzie mi ich brakowało. Patrząc na Nat jestem pewien, że to nie było jej pomysłem, aby sprzedać Stratusa. Zauważyliście, że w ostatniej rundzie nie było z nią Joasi?
- Ta – przytaknął Jacek. Przyjechał autem razem z Michałem. Civic został sprzedany, dla kupca uszkodzenia nie miały znaczenia, po prostu musiał mieć ten wóz. Ani Amelia ani Monika, ich dziewczyny, nie były tego dnia z nimi – Chyba miała dość. Wniosek z tego, że do sprzedania auta zmusiła Nat właśnie ona.
- Tak to jest kupować coś z kimś na spółkę. – stwierdził wyjątkowo sensownie Benedykt.
- Ty to masz co najwyżej spółkę ze swoją ręką. – dowalił Benowi Błażej.
- Ja mam dziewczynę – odparł zimno Ben – I to naprawdę seksowną. A ty co masz? Nic. Ba, powiem więcej – Ben uśmiechnął się paskudnie, wykorzystując przewagę nad Błażejem – Twoja Karolina częściej przebywa ze mną, niż z tobą. Mhm, jaka ona jest…
- Zamknij ryj! – warknął Błażej – Zamknij ten zasrany ryj, albo ci…
- Co. Uderzysz mnie?
- Wiesz co, Ben? – uspokoił się momentalnie Błażej – Od zawsze coś ci obiecywałem. Czas to spełnić. Za dwa dni na Salmopolu.
- OK. – odparł Benedykt hardo – Będę czekał.
- Nie zawiedź mnie.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Mat wrzucił wyższy bieg, a Sierra radośnie ryknęła. Mijał właśnie bramę, w drodze powrotnej na Kubalonkę.
- Nie jesteś na mnie zła? – przemówił do auta. Nowe lusterko nie powinno być problemem, ale uszkodzenie Coswortha nie było dla niego miłym przeżyciem.
Gdyby nie Nat, rozwalił by się. Uratowała go.
A więc pojedynek nie był rozstrzygnięty. Równie dobrze, zwycięzcą mogła być ona.
Spojrzał przed siebie i zamarł.
Jego serce zabiło szybciej.
Dokładnie tutaj, metry od miejsca, gdzie wyprzedził, była…
… Alicja.
Musiała widzieć.
Po raz kolejny tego dnia postanowił zadziałać pod wpływem emocji.
Już miał zatrzymać auto i wyskoczyć do niej, zabrać ze sobą, odwieźć do domu…
Corrado przed nim gwałtownie się zatrzymało. Odruchowo wdusił hamulec, i tylko to uratowało go przed wbiciem się mu w tył.
- Co za kretyn. – mruknął pod nosem.
Z auta wyskoczył chłopak jego wzrostu, i w kilku krokach znalazł się przy zboczu. Nim Mat zdążył zareagować, gość podał Alicji rękę i pomógł jej zejść.
Zanim jego rozum przetrawił tą informację, gość uchylił drzwi od Volkswagena, a ona…
… wsiadła.
I odjechali.
Stał w miejscu przez ponad minutę.
Stałby i dłużej, gdyby nie nieśmiały, najcichszy jak się da odgłos klaksonu z tyłu.
Nawet jako bohater wyścigu, musiał przestrzegać zasad ruchu.
Nieważne, w jakim stanie ducha i serca.
Zapalił silnik i spróbował ruszyć.
Sierra, jakby czując nastrój swego właściciela, zgasła.
Zupełnie jak wszystkie jego emocje…