12. „Zjednoczeni?”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Sobotnia noc była zimna i wietrzna, wręcz czuło się w powietrzu nadchodzącą zimę. Większość mieszkańców Powiatu Cieszyńskiego spała już snem sprawiedliwego obywatela, nieliczne jednostki szalały na parkietach. Dzień był zimny i pochmurny, nie sprzyjał romantycznym, jesiennym spacerom czy nawet najzwyklejszym wyprawom „na miasto”, tak więc jedyną okazją do uwolnienia swoich żądz i emocji były właśnie imprezy i dyskoteki.
Gdyby jednak zapytać właścicieli takowych lokali w Powiecie o ilość gości tej nocy, rozłożyli by ręce i odparli: niewielu. Bardzo niewielu.
Jedno miejsce w całym Cieszyńskim zgromadziło setki kibiców i obserwatorów, nie tylko z Powiatu czy Województwa Śląskiego, ale wręcz z całej Polski.
Każdy, kto choć trochę interesował się wyścigami wiedział, że tego wydarzenia nie może ominąć.
Ostateczna rozgrywka pomiędzy najlepszymi z Ligi Białego Krzyża, a nieokreśloną jeszcze drużyną Serpentyn, o dominację na tym odcinku.
Pojedynek mógł zmienić rozkład sił. Przegrana Serpentyn oznaczała utratę trasy i honoru.
Porażka LBK była by sygnałem, że nie mają już czego na Serpentynach szukać.
Nic więc dziwnego, że górska droga Kubalonka – Wisła zgromadziła na poboczach setki widzów.
Jak głosiła plotka, legendarny Mistrz, nieoficjalny przywódca kierowców z Serpentyn, był wściekły z powodu przyjęcia wyzwania na tak niekorzystnych i praktycznie awykonalnych zasadach. Podwójny pojedynek z potężnymi czteronapędówkami, prowadzonymi przez jak dotąd niepokonanych kierowców nie był czymś, co dało się łatwo wygrać.
Nikt jeszcze nie wiedział, kto wystąpi w barwach Serpentyn. Mistrz postanowił zachować tą informację do samego końca.
Tuż po dziewiątej wieczorem zaczęły zjeżdżać się pierwsze samochody, i zaczęto pomniejsze pojedynki.
Prawdziwe widowisko miało się jednak rozpocząć dopiero o godzinie 12.
Około jedenastej pojawili się goście z innych części kraju…

Cztery Nissany 200SX S13 i S14 przemknęły przez Patelnię, idąc pod górę pełnym driftem. Auta były w perfekcyjnym stanie, lśniący lakier i felgi markowych producentów wskazywały na pasjonatów, dla których te maszyny były całym życiem.
Jeden z obserwatorów dojrzał wreszcie oznaczenia na tylnej klapie, i wrzasnął:
- Turbokillersi! Reprezentacja turbokillers.com przybyła na Serpentyny!!

Gapie oniemiali patrzyli, jak trzy białe kruki parkują na górnym parkingu na szczycie Przełęczy. Większość tutejszych prostaczków, wychowanych na Golfach i BMW serii 3, gdzie najbardziej „wyrombistym” pojazdem była stara Calibra, nie wiedziała nawet, z czym mają do czynienia.
Pierwszy wóz, niski, srebrny kabriolet, ze znakiem Hondy na masce.
Drugi, czarne, kanciaste, klasyczne Subaru o niespotykanej linii nadwozia.
I trzeci. Biała jak śnieg, wychuchana sportowa Honda. Laik nazwał by ją Civiciem Coupe.
Laik popełnił by grzech totalnej ignorancji.
Honda S2000. Subaru XT. Honda Integra Type R.
Obserwatorzy z JDM Option…

Wściekły pisk opon i gęste kłęby białego dymu skierowały oczy wszystkich na pierwszy zakręt za startem. Wypadły z niego, idąc synchronicznym driftem, trzy obklejone reklamami sponsorów maszyny.
Koło przy kole, idąc dosłownie lusterko obok lusterka, pokazali tutejszym dobitnie, jak powinno się latać bokiem w świecie profesjonalistów.
Maszyny swą niecodziennością dorównywały umiejętnością kierowców.
Biały Nissan Skyline R33.
Czarna Mazda RX7 FD3S.
Pomarańczowe, klasyczne BMW 5 E28.
Stareńki Bawarczyk wywołał początkowo uśmiechy na twarzach tutejszych. Ryk potężnej jednostki o mocy przeszło 400KM uciszył ich jednak na dobre.
Ekipa z drift-forum.pl również pojawiła się, by ocenić rywalizację…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Kogo wybierze? Jak myślicie, panowie? – rzucił Michał, gdy całą męską częścią klasy zbliżali się do tworzącego się wokół Mistrza tłumu – Nie chcę wyjść na pyszałka, ale któryś z nas może mieć spore szanse…
- Podjąłbyś wyzwanie? – rzucił retoryczne pytanie Karol.
- A co za problem? – odpalił za Michała Sebastian – Przecież to zwykły wyścig, obchodzi cię tylko jeden przeciwnik!
- Tym „jednym przeciwnikiem” – odrzekł z ironią w głosie Karol – Jest, zależnie od szczęścia, Impreza WRX STi albo Lancer Evo III. Impreza – źle. Lancer… - zawiesił głos – Jeszcze gorzej. Żaden z naszych samochodów nie dorównuje choć tym potworom. Ba, to jedne z najpotężniejszych maszyn w touge. Wyścig będzie ekstremalnie trudny, nie ważne, kto pojedzie.
- Na pewno nie ty – warknął Błażej – Ani twoje 318ti. Więc przestań chrzanić, bo samym gadaniem nikomu nie pomagasz.
Karol zamilkł. Nie należał do osób, które lubiły wdawać się w utarczki słowne.
Był pewien, że ma rację.
Jeszcze tylko miesiąc, dwa… tak czy inaczej, na wiosnę będzie gotowy.
A wtedy Błażej pierwszy dowie się, że potrafi nie tylko „chrzanić”.
- Uciszcie się! – stwierdził mocny głos Mistrza – Proszę was wszystkich o ciszę!
I zapanowała cisza, wręcz całkowita i natychmiastowa.
- Jak wam wszystkim dobrze wiadomo – zaczął Mistrz – Jesteśmy zmuszeni do wzięcia udziału w Podwójnej Bitwie z Ligą Białego Krzyża, na naszej własnej trasie. Nie muszę chyba dodawać, że jest to ostateczny wyścig obronny, od którego zależy panowanie nad Serpentynami. Jeżeli chcemy móc tu pozostać i nadal być gospodarzami, musimy wygrać. W tej walce nie będzie substytutu zwycięstwa. Nie ma możliwości poddania się lub wycofania. – zawiesił głos, po czym kontynuował nieco ciszej – Na wasze wyraźne życzenie, wyrażone poprzez pochopne przyjęcie wyzwania kilka dni temu.
Przez tłum poniósł się jęk. Niektórzy dopiero teraz uświadamiali sobie powagę sytuacji.
- Poprosiliście mnie – zaczął ponownie Mistrz – Abym wybrał naszych reprezentantów do tego wyścigu. Nie ukrywam, że to trudna decyzja. Przeciwnicy nie przegrali ani razu, zaś kierowca LanEvo dzierży tytuł najlepszego z najlepszych na Salmopolu. Ich auta to rasowe maszyny wręcz stworzone do wyścigów górskich, czteronapędowe rajdówki używane także w WRC. Dlatego jeśli którykolwiek z tych, na których padnie mój wybór nie czuje się na siłach – zawiesił głos – Zrozumiem to, i nie będę go namawiał.
Zebrani milczeli aprobująco.
- Mam wybrać dwóch kierowców – kontynuował Walter Rohrl, znany w Istebnej wyłącznie jako Mistrz – Pierwszym z nich, będzie...
Wszyscy wstrzymali oddech.
- … Robert z S13 200SX. – zakończył Mistrz.
Rozległy się gromkie brawa, a Robert, poklepywany po plecach przez tłum, ryknął:
- Pojadę! Przyjmuję!
Oklaski jeszcze mocniej przybrały na sile, tłum wiwatował.
Niewielu zwróciło uwagę na błysk złośliwości w oku Mistrza.
- Idę się przygotować! – stwierdził Robert, ruszając w kierunku auta, tak, aby wszyscy go słyszeli – Obronię honor Serpentyn!
- Drugim kierowcą, którego widzę w roli naszego zawodnika, jest... – Mistrz zawiesił głos, patrząc, jak Robert oddala się w kierunku srebrnego Nissana.
Ponownie zapanowała głęboka, nieprzerwana niczym cisza.
- Mateusz i jego Sierra Cosworth.
Klasa IIIe huknęła oklaskami, zebrani kolejny raz zaczęli wiwatować na cześć wybranego kierowcy.
Twarz Mateusza wyrażała całkowite zaskoczenie.
Udawał.
Odkąd tylko dowiedział się o tym pojedynku był przekonany, że z dużym prawdopodobieństwem zostanie jednym z reprezentantów.
Nie było w tym krzty pychy.
Czuł, że stał się niezłym kierowcą.
- Czy zgadzasz się pojechać? – zapytał Mistrz, uważnie patrząc mu w oczy.
To była tylko kwestia formalna.
- Zgadzam. – odparł krótko Mateusz.

- Do wszystkich diabłów! – wrzasnęła Julia, gdy zamknęły się za nimi drzwi 200SX – Ta stara pierdoła wybrała tą młodą pierdołę, Mateusza!
- Spokojnie! – tym razem to Robert zachował zdrowy rozsądek – To nie jest wyścig między mną a nim! Liczy się rezultat pary, zresztą w takich warunkach on nie da rady nawet zrównać się ze mną, o wyprzedzaniu nie wspominając. Niech jedzie, istnieje spora szansa, że poniesie sromotną klęskę.
- Nie tylko o to chodzi! – odpaliła Julia – Nie możesz dopuścić do jego triumfu! Musisz zmiażdżyć go swoją osobą, za wszelką cenę, nie pozwolić błyszczeć! To ty masz być gwiazdą tego wyścigu! Rozumiesz, Robercie…
Przerwała, i zaniemówiła.
- … co robisz? – dokończyła powoli.
Robert wciągnął biały proszek do drugiej dziurki w nosie, i powoli wypuścił powietrze.
- Cel uświęca środki – odparł, całkowicie zadowolony – Sama tak mówisz…

- Gdzie jedziecie?! – zapytał zdziwiony Sebastian, widząc Błażeja i Natalię, oraz Michała i jego dziewczynę, Amelię, wsiadających do Eclipse i MR2 – Nie zostajecie na wyścigu?
- Nie twój interes. – odpalił Błażej, uruchamiając silnik. Rzędowa czwórka zagrała miarowo.
- Na Patelnię, Sebciu – odpowiedział kumplowi grzecznie Michał – Tam będzie chyba najlepszy widok na wyścig…

- Posłuchajcie mojej ostatniej rady – stwierdził Mistrz, biorąc ich na stronę – Choć na ten jeden wyścig, musicie odrzucić wzajemne animozje. Zrozumiano? – zakończył twardo.
Przytaknęli. Żaden jednak nie odezwał się słowem.
- OK. Teraz rada – zrobił krótką pauzę – To podwójny wyścig, czyli jeździcie kolejne rundy dopóty, dopóki oba auta z jednego teamu nie ukończą go na prowadzeniu w obu parach. Innymi słowy, to niejako dwa wyścigi, które musicie zwyciężyć… jednocześnie. Każdy wyprzedza swojego przeciwnika z pary, i dociera przed nim do mety, to jedyny sposób, aby wygrać. I teraz – ponownie przerwał, uważnie obserwując, czy nikt się nie zbliża – Najważniejsza rada. To czteronapędówki. Wy macie auta RWD, FR. Moce we wszystkich czterech są podobne, ale różnica technologiczna ogromna. Czteronapędówki będą wolniej grzać ogumienie, jadąc gripem, co więcej, zużycie opon będzie bardziej równomierne. Wy będziecie pewnie zmuszeni do jazdy driftem na najwyższym poziomie i z maksymalną prędkością. Wasze tylne opony nagrzewać się będą błyskawicznie. Dlatego… musicie to skończyć w jednej, góra dwóch rundach. Potem nie ma już szans na zwycięstwo. Zrozumieliście?
Przytaknęli
- W takim razie… powodzenia. – zakończył Mistrz. – Wybierzcie jeszcze, kto pojedzie w pierwszej parze, z LanEvo…
- Ja. – odpalił momentalnie Robert, hardo – Podkręciłem moc 200SX do 260 koni. Przy mniejszej masie, mam największe szanse z tą rajdówką.
Mistrz spojrzał na Mata, pytająco.
- OK. Niech jedzie – odparł Mateusz, całkowicie zaskakując Roberta.
Ta pierdoła nawet nie protestuje?
- No to… do samochodów. – zakomenderował Mistrz, nie umiejąc ukryć lekkiego uśmiechu.
Domyślał się, co chciał zrobić Mateusz.
Widział, jak to ćwiczył.
Nie miał zamiaru go powstrzymywać.
Mówiąc szczerze, tego nadętego Roberta wybrał do wyścigu właśnie z powodu Mateusza.
Chciał dać mu szansę na rewanż.
Mistrz nie mylił się.
Doskonale rozpracował plan Mateusza…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Zaczynam odliczanie!
Silnik Lancera Evolution ryknął basowo, kierując wzrok Roberta w jego kierunku. Stojący obok niego czarny Lancer wyglądał rzeczywiście niezwykle groźnie.
Jego kierowca był bardzo pewny siebie, widział to w jego oczach.
Po raz pierwszy w swojej karierze, Robert czuł presję otoczenia. We wstecznym lusterku widział jasnobłękitną Sierrę, i ciemnoniebieską Imprezę tuż obok niej.
Wyraz twarzy tego drania, Mateusza, sprawiał, że Robert popadał w furię.
Był najzwyczajniej w świecie pewny siebie.
- Trzy!
Nie zdawał sobie sprawy, że wóz obok niego, Impreza WRX STi drugiej generacji, ma pod maską ponad 260 koni?!
- Dwa!
- A może właśnie… zdawał?
- Jeden!
- Jeśli ten sukinsyn ma jakiś plan, i wygra pierwszy wyścig, podczas gdy ja przegram… Julia tego nie zniesie! Ja tego nie zniosę!
- START!
Przemyślenia doprowadziły do jego dekoncentracji.
Ruszył z minimalnym opóźnieniem.
Wystarczyło.

Auta zaczęły błyskawicznie nabierać prędkości.
Trzy turbiny zaczęły wściekle syczeć
Silniki ryczały.
Dwie turbodoładowane, przeszło 260 konne dwulitrówki.
Kręcone wysoko jeden osiem z lag-turbo, 265 koni.
I ciężkie, ponad 250-konne, dwa i dziewięć dziesiątych V6.

Mat szybkim ruchem wrzucił trzeci bieg, a Sierra z potężnym rykiem wysunęła się przed Imprezę WRX.
Dzieli nas dziesięć koni, pomyślał Mateusz. Tylko i aż dziesięć koni mechanicznych.
Mimo tego, wysunąłem się przed niego. Zepsuł start?!
Odbił lekko w prawo, wprowadzając Forda w „kołyskę” i wszedł w pierwszy zakręt pełnym driftem, najszybciej, jak potrafił.
Przed sobą widział driftujące 200SX, a jeszcze kawałek dalej, raptem kilka metrów, czarne LanEvo, wchodzące już w drugi zakręt.
Robert nie dał rady wyprzedzić potężnego Evo.
Nie powinno go to cieszyć. Działali w drużynie.
Byli zjednoczeni.
Mimo tego, przechodząc w drift w przeciwnym kierunku nie mógł powstrzymać się od pełnego złośliwej satysfakcji uśmiechu…

Robert grzmotnął w gaz, a Nissan z rykiem wyrwał się z poślizgu, wystrzeliwując na prostą. Lancer przed nim rwał do przodu, sycząc wściekle turbosprężarką. Dystans wynosił już przeszło osiem metrów…
- Gubię go – pomyślał nagle Robert – Nie mogę się utrzymać!
Docisnął pedał do oporu, a CA18DET zawył upiornie, lecz posłusznie zmusił się do jeszcze szybszego przyśpieszania.
Amfetamina wreszcie dotarła tam, gdzie powinna, Robert zaczynał czuć prędkość, drogę i wóz wszystkimi zmysłami.
Był w pełni skupiony tylko i wyłącznie na podłużnych, tylnych lampach Evo.
Na zbliżającym się w zastraszającym zakręcie w prawo, będącym ostatnim tak mocnym odbiciem przed serią małych, niezwykle zdradliwych zakrętów.
Na powstającym mu już w myślach planie ataku na Patelnii.
Patrzył w przód. Tył go nie interesował. Nie liczył nawet, że ten frajer, Mat, będzie w stanie dotrzymać im tempa. Nie z jego strachem, nie z jego oporami i brakiem umiejętności!
Lekceważenie nigdy nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza w touge…

- Jak to widzisz, Grzesiu? – rzucił właściciel Subaru XT, wsparty o swoją maszynę – Rzeczywiście tutejsi są tak uzdolnieni, jak mówiono?
- Nie mam pojęcia – odparł nazwany „Grzesiem” właściciel ITR’a – Niewiele można powiedzieć, oglądając sam start. W pierwszej parze S13 spóźniło odrobinę z ruszeniem, gdyby nie to, mogło by objąć prowadzenie, masę ma mniejszą, moc teoretycznie podobną, choć lag-turbo… to by nie było pewne. Natomiast druga para… rezultat jest dla mnie zaskoczeniem, przyznam się szczerze.
- Objęcie prowadzenia przez Sierrę? Racja, ciekawe. – stwierdził mężczyzna z S2000 – Teoretycznie, 4WD i wyższa moc WRX’a powinna mu dać pierwsze miejsce na zakręcie. Masz jakąś teorię, CMQ?
- Spóźnił start, ale to raczej nie dlatego. Mogliśmy słyszeć dwie zmiany biegów w Imprezie. Za każdym razem obroty silnika były za wysokie, a zasprzęglanie zbyt długie. Miał wyraźne problemy z okiełznaniem skrzyni.
- Jeszcze coś – dodał gość z XT, znany na jdm-option jako crazy_ivan – Linia w zakręcie. LanEvo szło gripem, ciasno, ale nie po najlepszej linii, widać kierowca nie bał się wyprzedzenia przez 200SX. Nissan leciał driftem, podobnie jak Sierra, przy czym Ford miał w zakręcie większą prędkość i lepszą linię… Impreza natomiast… jechała środkiem, wyraźnie zwolniła przed zakrętem. Gość ewidentnie bał się atakować zakręt tak szybko, jak pozostali.
- Mistrz prostej? Drugi najlepszy na Salmopolu wygrywał tylko dzięki przewadze w samochodzie? – rzucił rozbawiony właściciel S2000.
- Ta. Na to wygląda. – przytaknął CMQ.
Ekipa jdm-option nie myliła się…

Robert leciutkimi kontrami utrzymywał swojego Nissana na trasie. Licznik wskazywał grubo ponad 110 km/h, drzewa za oknem przelatywały w zastraszającym tempie. Każdy syk turbo, jęk opon, tylko nakręcały Roberta do jeszcze bardziej ryzykownej jazdy. Czuł, że amfetaminowy kop osiągnął swój szczyt. Od Lancera dzieliły go ledwie dwa metry, kierowca czarnego Evo nawet mając do dyspozycji tak potężny wóz nie potrafił pokonać tej serii odbić równie szybko, co on.
Nikt chyba nie potrafił, pomyślał zadowolony Robert. Wróciła mu wiara w zwycięstwo.
- To nie ja zawiodę! – ryknął ekstatycznie. Nie oszczędzał hamulców ani opon. Skończy to w jednej rundzie… a jeśli zawali Mateusz… to tym lepiej!
Jechał więc bardzo szybko.
Ale dało się szybciej…

Pisk opon.
Szarpnięcie kierownicą.
Granatowa Impreza minęła się z nasypem o centymetry, ledwie mieszcząc się w małym zakręciku.
Założył kontrę, próbując wyciągnąć wóz z podsterowności.
Opony ponownie rozpiszczały się przeraźliwie.
Czerwone światła starej Sierry zniknęły mu z oczu, wchodząc w kolejny mały zakręt.
Nie rozumiał, co było nie tak…
Tył Imprezy przeszedł ślizgiem na drugą stronę, stawiając wóz praktycznie bokiem. Kolejny pokonany zakręt, minięta o centymetry barierka.
… nigdy jeszcze nie zdarzyło mu się, żeby nie umiał utrzymać się za przeciwnikiem…
Szybkie, pulsacyjne naciskanie gazu. Dalej, maleńka! Nie możesz mi tego zrobić!
… który dysponując słabszym i starszym samochodem, dałby mu takie wciry!
WRX postawił się bokiem, i w tumanach dymu zatrzymał w połowie zakręcików.
Z całej siły przywalił w klakson, którego dźwięk był słyszalny chyba na całej trasie.
Jak to się mogło stać?! Zawsze wygrywał! Nikt nigdy nie dorównał jego Imprezie! Tylko kumpel z zespołu, dzisiejszy drugi kierowca, był w stanie z nim wygrać! Żaden frajer, ani na Salmopolu, ani tym bardziej tutaj nie miał na tyle dobrego auta, aby mu dorównać!
Kierowca Imprezy nie rozumiał jednej rzeczy.
Jego dzisiejsza porażka nie wynikała z różnicy w samochodach.
Wynikała z różnicy w umiejętnościach.
Niepokonana Impreza WRX stała na środku drogi, jednoznacznie dając wszystkim do zrozumienia, że drugi „mistrz” Salmopolu nie pokazał nic, prócz potężnego auta…

Mimowolnie spojrzał we wsteczne lusterko.
Nie mógł uwierzyć.
Nie widział w nim nic prócz jasnych świateł swojego przeciwnika.
Prowadzący LanEvo zrobił ostatni na „Zakręcikach” ruch kierownicą, a wóz z lekkim poślizgiem znalazł się na króciutkiej prostej przed ostrzejszym zakrętem w prawo.
Chociaż te małe zakręty ćwiczył wielokrotnie, pokonywał je dziesiątki razy, opanowując je (jak myślał) do perfekcji, pokonując je tylko z małymi kontrami, ten drań ze starego S13 i tak go dopadł.
Czyżby prawdą było to, co mówił Oktawian? Kierowca 200SX również jeździł na amfetaminie?
To by pasowało. Brak strachu i oporów. Tak, tylko w ten sposób mógł mnie dogonić.
Uśmiechnął się paskudnie.
Przycisnął hamulec, i wszedł na pełnym gazie w ostatni zakręt przed legendarną Patelnią.
Jego oczom ukazał się wielki wiraż w całej swej krasie, z wewnętrznym parkingiem wypełnionym po brzegi.
Jak sprawdzali w LBK, Oktawian, kierowca Justy, ich poprzednia tajna broń, oprócz niewątpliwych zalet braku oporów i strachu miał jeden słaby punkt.
Amfetamina sprawiała, że tracił zdrowy rozsądek. Odpowiednio przyciśnięty, bardzo łatwo dawał się doprowadzić do sytuacji bez wyjścia…
Wdusił gaz do oporu. Opóźnię hamowanie do maksimum, po czym skorzystam z pełni mocy hamulców i przyczepności 4WD, pomyślał.
FR jego przeciwnika, w którym opony musiały być po takiej szarży nagrzane jak wszyscy diabli, nie da rady zrobić takiego dohamowania…
… a nie zacznie go wcześniej niż ja. Co do tego, był pewien.
Czterdzieści metrów do zakrętu.
Dwadzieścia.
Dziesięć.
Ostatni raz zerknął w lusterko.
200SX nadal było za nim, ale…
… czym, u cholery, były te drugie światła, na wewnętrznej?!?!
Zaskoczenie po raz kolejny było tego dnia kwestią rozstrzygającą.
Hamulec wdusił odrobinę za późno.
Do tego dołożył się pewien zbieg okoliczności…

Tego dnia, jak to zwykle bywa w soboty, Serpentynami płynęły do Istebnej nieopisane tłumy turystów.
Jeden z nich, młody szczaw z BMW M3 E92, jadący prosto z Warszawy, chciał popisać się przed swoją dziewczyną. Słysząc o tutejszych drifterach, spróbował wykonać poślizg na Patelnii.
Wóz pokonał wprawdzie zakręt całkiem eleganckim driftem, ale prawda była taka, że chłopak nie dał rady ujarzmić mocy potężnego V8. Na wyjściu, czując, że nie umie opanować auta, wdusił panicznie hamulec.
To był błąd.
M3 przywaliło w nasyp.
Nikomu nic się nie stało. Nie trzeba było nawet wzywać służb ratunkowych.
Przyjechała laweta, wóz zabrano do serwisu.
Nikt nie zwrócił uwagi na rozlany w tym miejscu olej…

Kierowca LanEvo poczuł, że jego auto zupełnie nie reaguje na wduszony pedał hamulca. Błyskawicznie puścił go i dał gaz, jednocześnie gwałtownie skręcając kierownicą, ale to nic już nie dało…
Kątem oka zobaczył jeszcze, że po lewej, na wewnętrznej, pojawia się jasnobłękitny kształt…

- O żesz ty kurzawa mać! – ryknęli jednocześnie Błażej i Michał.
Jednocześnie, w ułamkach sekund, rozegrało się na ich oczach prawdziwe przedstawienie.
Uderzające w barierkę LanEvo, zatrzymujące się w poprzek drogi…
… walące z pełnym impetem w barierę 200SX, spychające ją w przepaść, a następnie wbijające się w komorę silnika LanEvo…
I Sierrę.
Wciąż mieli w pamięci scenę z wakacji.
Jasnobłękitna Sierra wyprzedzająca ich po wewnętrznej na Patelni, nie dająca żadnych szans MR2 i Eclipse.
To nie był Mat. Ale tym razem…
Wóz mknął leciutko pochylony do wewnętrznej, trzymając się idealnej linii jak przyklejony. O centymetry minął się z tyłem LanEvo, dotarł do wyjścia z zakrętu, podskoczył lekko i pomknął dalej, równie szybko, jak na wejściu w zakręt.
Wtedy tego nie rozumieli. Wydawało im się niewyobrażalne, żeby jechać tak szybko po wewnętrznej.
Tym razem, zrozumieli, na czym opierał się trik.
- Geniusz – stwierdził Michał – Zrobił dokładnie to samo, co Justy w pojedynku z 200SX.
- Co… co to było? – zapytał z niedowierzaniem Błażej.
- Gulik. Wykorzystał rów odprowadzający wodę. Wjechał tam wewnętrznymi kołami, to dało mu możliwość pokonania Patelnii na pełnym gazie. Koła z lewej strony były utrzymywane w tym rowie, dzięki temu nie ślizgał się, nie zniosła go podsterowność… to jednak diabelnie trudny manewr. Podziwiam go…
- On jest… - stojąca tuż obok Błażeja Natalia uśmiechnęła się promiennie – Znakomitym kierowcą. To opanowanie… ten styl… i jego aura, one są… cudowne.
Błażej nie odpowiedział. Skoro Nat tak bardzo wielbiła Mata, to czemu akurat jego, Błażeja, Joasia prosiła o zabranie do swojej MR2 Natalii?
O co tu chodziło?!

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Mateusz odetchnął głośno. Nie mógł powiedzieć, że miał szczęście. Gutter-driving, jazdę w guliku ćwiczył setki razy, odkąd podejrzał go w wykonaniu Justy. Tak czy inaczej, przejął by prowadzenie. Rozbicie się LanEvo było tylko uśmiechem losu.
Zerknął w lusterko.
Nie widział za sobą żadnych świateł.
Gdzie, do stu diabłów, była Impreza? Przestał ją obserwować przed zakręcikami, jej kierowca wyraźnie nie dawał sobie rady, aż dziw, że była to jego pierwsza porażka…
… i gdzie było 200SX?!

- Ten koleś jest moim bogiem – stwierdził właściciel Corrado, gdy emocje na Patelni powoli zaczęły opadać. Niebieska Impreza przejechała znacznie później, miała ponad minutę straty do Sierry. W tym momencie zwlekano na parking rozbite auta.
O ile LanEvo było jeszcze w jako-takim stanie, uszkodzone i niezdolne do jazdy, ale do odratowania, to 200SX…
… srebrny Nissan był trupem.
Całkowicie zmasakrowany przód, z osią przemieszczona o ładne kilka centymetrów, wykrzywionym nienaturalnie przednim prawym kołem, wygiętymi w fantazyjny kształt drzwiami… i „krwawiący” olejem prawdziwymi strumieniami.
- To koniec słynnego 200SX – pomyślał brat Alicji. Jego kierowca, Robert, był cały, nie licząc paskudnie rozciętego czoła i zwichniętej ręki. Miał szczęście.
- Yhm. – odpowiedziała cicho jego siostra.
- Co jest? Nie wyglądasz na szcześliwą, sis. Przecież lubisz Mata, no nie? – zainteresował się chłopak z Corrado.
- A… tak… nieważne. – odpowiedziała cicho.
Gdy on prowadził, zmieniał się. Zaprezentował prawdziwy geniusz, wiedziała to nawet ona, nie interesując się zbytnio wyścigami… ale nie na tym jej zależało. Docierało do niej, że nie myliła się. Od wyścigu z dziewczyną z jego klasy, z Natalią, nie odezwał się do niej… ani razu. A potem, kilka dni temu, gdy jej brat widział go z tą pięknością, Karoliną…
To koniec. On… nic do mnie nie czuje. Już… nic.

Mat minął linię mety, i zatrzymał się kilkanaście metrów dalej. Wziął głęboki wdech, i osunął się w fotelu, przymykając oczy.
Z całą pewnością, dałem genialny popis, pomyślał. Zwyciężyłem. Pościg za pierwszą parą był niezwykle trudny. Gdyby nie idealna linia na „Zakręcikach”, i zepsuty start Imprezy, nie dał bym rady…
Słyszał już wyjący z radości tłum, biegnący w jego stronę. Dudnienie dziesiątek stóp.
Czemu więc nie jestem szczęśliwy?!
Wiedział.
Natalia z Błażejem, bardzo blisko siebie. Przyjechali razem. Czy oni…
… nie. Niemożliwe.
Zresztą, co mnie to obchodzi? Czemu mnie to…
… i Alicja.
Była piękna. Była śliczna. Była jego… miłością?
Co się dzieje z moimi uczuciami?!
Co ja do niej czułem?
Źle zrobiłem, ignorując ją od czasu gdy odjechała w tym Corrado. Robiłem to wbrew sobie.
Pojadę do niej, postanowił. Nieważne, że jest z nią ten gość. Pojadę, przeproszę, powiem jej, co do Niej czuję…
Nie obchodzi mnie, co się wtedy stanie. Jeśli tego nie zrobię…
Dziwne uczucie.
Wewnętrzny głos mówił mu, że…
…będzie żałował.
Wrzucił bieg, i spuścił ręczny, gotowy do ruszenia…
… tłum fanów, który go otoczył, nie pozwolił mu jednak ruszyć. Musiał zostać.
Był ich bohaterem. Niesamowitym zwycięzcą.
Impreza przybyła ponad dwie minuty za nim…
Gdy zaś wracał na górę, nie zebrał się już na podobną odwagę. Nie zatrzymał się przy niej.
Miał dość odwagi, by pokonać LanEvo, 200SX i Imprezę WRX STi.
Na spojrzenie w jej oczy, jego odwaga była z pewnością zbyt mała…

- Tu Dół, Dół do Góry! Zwycięstwoo! Sierra Cosworth pierwsza na mecie, Impreza ponad dwie minuty straty do niej! Powtarzam, Mateusz wygrywa dla Serpentyn! – wrzeszczał na Górze głos sprawozdawcy.
- Yeah! – ryknął Jacek – Wiedziałem, że da radę!
- Zaraz zaraz, Dół! A co z pierwszą parą? LanEvo i 200SX? Co z nimi?!
Przez chwilę panowała cisza.
- LanEvo i 200SX rozbiły się na Patelnii, i nie ukończyły wyścigu.
- O kur*a – skomentował Tadeusz.

- Zwyciężyliśmy!! – ryczał rozentuzjazmowany tłum, bijąc brawo parkującej właśnie na Górze Sierze. Za nią powoli jechała Impreza WRX, w środku której siedzieli obaj kierowcy przeciwnej drużyny. Członkowie LBK byli wyraźnie zawiedzeni.
- Zaraz zaraz! Nie tak szybko! To nie koniec! – wrzasnął przywódca Ligi – Nie spełniliście warunków!
- Co kur*a?! Zamknijcie ryje! I wypier*alać! – podniosły się krzyki.
- Tylko Sierra finiszowała przed swoim przeciwnikiem! 200SX rozbiło się za LanEvo! Było ostatnie!! – stwierdził przywódca – Musicie rozegrać jeszcze jeden pojedynek, z racji rozbicia dwóch aut standardowy, jeden na jeden! Sierra kontra Impreza!
- Oszuści! Pierd*leni, zapluci oszuści! Impreza sromotnie przegrała ze Sierrą! Przyznajcie się do…
- Pojadę. – powiedział spokojnie Mateusz. Wszyscy nagle ucichli. – Pojadę jeszcze jeden wyścig, żeby na amen udowodnić tym draniom, że zwycięstwo jest w pełni nasze. Sierra kontra Impreza, jeden pojedynek.
Z zadowoleniem stwierdził, że Robert, spuściwszy głowę i zacisnąwszy bezsilnie pięści, rusza z Julią w kierunku ławek.
Pognębiłem drania. Rozbił wóz, tylko dlatego nie można powiedzieć, że ze mną przegrał… ale musi wrócić na Przełęcz. A wtedy nie będzie możliwości, żeby uniknął powtórnego pojedynku.
- Nie musisz tego robić. – powiedział Walter Rohrl, podchodząc do niego – Oni nie mają prawa tego żądać. Przegrali, rozbicie pierwszej pary oznacza niejako, że się jej nie liczy do wyniku.
- Jestem w stanie to wygrać, Mistrzu – odpowiedział grzecznie Mat. Kierowca Imprezy był słaby, wiedział to już po tym pojedynku – Jeśli nie ma innych przeciwwskazań, pojadę.
- Nie ma. – odpowiedział Mistrz, uśmiechając się. Mat mógłby przysiąc, że jest to uśmiech pełen dumy – Mateusz, kierowca Sierry, zgadza się na kolejny pojedynek! – podniósł swój potężny głos, tak, aby wszyscy go słyszeli.
Rozległa się kolejna fala oklasków i wiwatów na cześć Mata.
- Dobrze – odparł kierowca Imprezy WRX STi – W takim razie…
Zatoczył się nagle, i padł na ziemię, dusząc się. Zaraz przypadło do niego kilku gości z LBK, i podało inhalator. Ten zaaplikował go, i rozciągnął się na ziemi, oddychając głęboko.
- Oj – stwierdził z cynicznym uśmiechem kierowca LanEvo – obawiam się, że mój kolega nie będzie w stanie prowadzić. Niespodziewany atak astmy, chyba sami rozumiecie… w takim razie, jestem zmuszony prowadzić jego WRX’a… za niego.
Mateusz mógł by przysiąc, że było to udawane.
Nie mylił się. Nic jednak nie mogli już w tej sytuacji zrobić.
- Jak takie stare FR – myślał tymczasem gorączkowo kierowca LanEvo – Stara Sierra jest w stanie utrzymać tempo LanEvo, ba, wyprzedzać w taki sposób? Pokonanie tego głąba z Imprezy WRX to nie był problem, on nie ma żadnych umiejętności, zwycięstwa brały się z auta… ale jak u diabła mógł dogonić i wyprzedzić mnie?! Po takiej linii na wewnętrznej?!
Zasymulowanie ataku astmy było dobrym fortelem, dzięki któremu mógł prowadzić on.
Nadal jednak nie wiedział, jak pokonać tego drania.
Ale pokona go. Musi to zrobić.
LBK nie przegrywa!

Serpentyny pogrążyły się teraz w pełnych pasji dyskusjach.
Wyścig miał zacząć się za pół godziny, potrzebne na oczyszczenie trasy z oleju i próbę naprawienia barierki na Serpentynach.
A także na ostygnięcie opon i hamulców.
I kierowców.
Wszyscy wiedzieli, że szykował się ostatni wyścig o dominację pomiędzy LBK a Serpentynami.
Wyścig o wszystko…