13. „Granica Możliwości II”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Przepraszam… - odezwał się nieśmiało Jacek, podchodząc do białej Hondy - … czy mam przyjemność z CMQ z JDM Option?
Pytanie było czysto teoretyczne. Biała ITR była niezwykle charakterystyczna.
W całej Polsce nie było drugiego tak dobrze utrzymanego egzemplarza tego rzadkiego auta.
- Ta – odparł CMQ – Niech zgadnę, Jack z forum, wątek o pomocy co do zakupu ITR’a, prawda?
- Tak, to ja. Jestem Jacek – nieśmiało podał dłoń do powitania. W kręgach polskiego JDM’u, gość skrywający się pod nickiem CMQ był jednym z najbardziej rozpoznawalnych.
- Grzegorz – właściciel ITR’a uścisnął rękę Jacka – Miło mi poznać. Twoje wyczyny na tych trasach były szeroko opisywane na jdm-option… jak wszyscy współczuję rozbicia Civica, wiem, jak to boli. To była ładna maszyna.
- Eh… dziękuję… jestem zaszczycony, mogąc poznać osobiście CMQ – stwierdził Jacek – Twój ITR jest najlepiej utrzymanym egzemplarzem w Polsce, jeśli nie w Europie… to auto jest cudowne.
Biała jak śnieg Honda Integra Type R DC2, którą zachwycał się Jacek, stała ledwie metr od nich. Stwierdzenie o „najlepiej utrzymanym egzemplarzu” z pewnością nie było na wyrost, samochód był w stanie, który określało się mianem „fabryczny”. ITR ten był wersją EDM, europejską, zewnętrznie różniącą się od japońskiej głównie przodem. Podczas gdy JDM spoglądał na drogę przez podłużne, wąskie reflektory, jego brat z Europy, EDM, wyposażony był w dwie pary owalnych lamp z każdej strony. Egzemplarz CMQ, o czym Jacek dobrze wiedział, był jednak solidnie doposażony. Ilość szczególików i smaczków pochodzących z Japonii, producentów takich jak SPOON czy Mugen była wręcz zachwycająca. Księżyc przeglądał się w lśniącym lakierze, a czerwone fotele Recaro stanowiły subtelny kontrast do bieluteńkiego auta na bielusich, oryginalnych felgach. Wóz był prawdziwym arcydziełem sztuki użytkowej, którym żal by mu było wyjeżdżać nawet na drogę.
- Dalej szukasz Integry dla siebie? – rzucił od niechcenia Grzegorz. Efekt, jaki wywoływała jego ukochana Honda był dla niego do przewidzenia.
- Taak – odpowiedział rozanielony Jacek. Ten wóz był prawie tak piękny, jak jego dziewczyna. O możliwościach ITR’ów słyszał naprawdę wiele, uważało się je za najlepsze FF na świecie. Gdyby tylko Integra nie była tak trudnodostępna…
Jego wzrok spoczął na numerach rejestracyjnych auta. Zaczynały się od GA. Gdańsk. CMQ przyjechał tu aż z Gdańska?!
- Myślę, że niebawem będę miał dla ciebie ciekawą ofertę. Jesteś już pewny, że ma to być ITR? – zapytał Grzegorz.
Jacka zatkało. Sam CMQ pomagał mu szukać auta?!
- Cóż… polecano mi jeszcze FTO, ale… nie chciałem się pieprzyć z przekładką… Celica w FWD mnie nie interesowała, 4WD nie chcę... Civic Type R… byłby pewnie świetny, ale… chcę spróbować czegoś nowego. Integry.
- A o Focusie RS myślałeś? – zapytał uprzejmie Grzegorz, specjalnie podpuszczając Jacka. Osobiście nigdy nie wybrał by auta innego niż japońskie – Żeby kupić ITR’a, potrzeba sporo kasy… - dodał niby od niechcenia.
Jacek milczał dłuższą chwilę. Teoretycznie nie przywiązywał się do marki.
Praktycznie, czuł, że nie ważne co – musiał mieć ITR’a.
- Mam 35 kawałków. – stwierdził cicho.
Grzegorz uniósł nieco brwi. Skąd młody, ledwie 18-letni gość miał taką kasę?
Widząc zdziwienie w twarzy rozmówcy, Jacek wyjaśnił:
- Wiem, to ogrom kasy… ale Civica udało mi się pchnąć za jedenaście, kupił go szef firmy tunningowej z Cieszyna, chce z niego zrobić demo-car, wóz był rozpoznawalny w kręgach ścigantów, więc machnął nawet ręką na ten wypadek. Drugie tyle nazbierałem na zakładach przed wyścigami – urwał. Nie należało rozpowiadać głośno, że na przełęczach ścigano się o naprawdę sporą kasę.
- Podziwiam – stwierdził bez mrugnięcia okiem Grzegorz – Ja nie ryzykował bym taką forsą.
- Miałem sporo szczęścia – uśmiechnął się Jacek – Dziani kretyni z bogatych rodzin, bez żadnych umiejętności.
- Wybacz wścibskość, ale zaintrygowałeś mnie… co z resztą kasy?
- Trzy koła odłożone z roboty. Trafiło się parę zleceń na strony internetowe, w dwa lata to całkiem niezły wynik myślę…
Oby nie prosił o dalsze wyjaśnienia, skąd wytrzasnął ostatnie 10 tysięcy. Wyjdzie na…
- A ostatnie dziesięć? – zapytał od niechcenia CMQ.
Jacek poczerwieniał, ale odpowiedział:
- Od babć. Dla jedynaka na osiemnastkę…
Grzegorz nie powstrzymał się, i roześmiał głośno. Zaraz jednak spoważniał i stwierdził:
- Nie ma się z czego śmiać. Każdy sposób jest dobry, żeby kupić coś takiego jak ITR.
Jack uśmiechnął się ponuro. Bądź co bądź, jego starzy woleli by pewnie, żeby zostawił tą kasę na studia, ale…
… pożądał już wręcz ITR. Musiał wrócić na przełęcze właśnie tym autem!
- Tak więc… - zapytał nieśmiało, wpatrując się w białą piękność – Stać mnie na nią?
Grzegorz zerknął na swoją perełkę, po czym odparł:
- Na moją na pewno nie.
Jacek spojrzał na niego, zaskoczony.
- Ale na Integrę Type R z praktycznie każdego innego źródła cię stać. – dodał z uśmiechem.
Jacek odetchnął głośno.
- To… niesamowity wóz.- wyrzekł tylko.
- Wiem. Skontaktuję cię z gościem, który zajmuje się sprowadzaniem ITR’ów i im podobnych do Polski. Planujesz jakiś tunning, czy chcesz wersję stock? – rzucił CMQ.
- Stock ma 190 koni, tak?
- Ta. Po zmianach typu kolektor, wydech, ECU i układ dolotowy, jakieś 200-210 koni wyciągnie bez problemu, tak jak widać u mnie – odparł, otwierając maskę.
Jacek zamarł po raz kolejny. Widok był piękny. Idealnie czysty silnik z czerwoną pokrywą, z napisem dumnie głoszącym o zastosowaniu w jego konstrukcji DOHC i VTEC’a, ze srebrnym znakiem Hondy, srebrząca się rozpórka z logo ITR’a, podkreślające wyjątkowość egzemplarza drobiazgi SPOON’a…
… nie dziwił się, że na ten egzemplarz nie wystarczyło by mu 35k.
Wartość tego wozu oscylowała gdzieś w granicach nieskończoności.
Był jedyny w swoim rodzaju…
- Nie musisz mieć pod maską takiego porządku, jak tutaj – stwierdził z nieukrywaną dumą Grzegorz – Ważniejsze, żeby to działało. Nie należy rozmawiać o tunningu zanim auto nie stoi na podjeździe, ale polecał bym ci standard typu układ wydechowy, ECU, hamulce i zawieszenie. Auto zamknie się w przedziale trzydziestu tysięcy, jeśli będziesz miał szczęście. Wystarczy że trochę się dorobisz, to za jakieś 8 kawałków zrobisz z niego killera tych tras. ITR to najlepsze FF, jakie kiedykolwiek powstało. Lekkość konstrukcji, specyfika silnika… coś pięknego.
- Wierzę… - odparł Jacek, z błogim uśmiechem.
Jego marzenie o ITR mogło się spełnić…

Karol w samotności wpatrywał się w kręcącą na dolnym parkingu bączki pomarańczową Serię 5 E28. Nie interesował się polską sceną driftingową, ale ten wóz kojarzył doskonale. Stareńka buda BMW 540 E28, jaskrawopomarańczowy lakier, czarna maska, obklejenie sponsorów i charakterystyczne logo, czarne strzałki z napisem „Sosen Drift Project”.
Osobą, która zapewniała teraz rozrywkę tłumowi gapiów był słynny drifter Sosen i jego BMW 540 E28. Oglądanie popisów profesjonalisty było prawdziwą przyjemnością.
Dla Karola jednak, ważniejszy był sam samochód.
Myliłby się ten, kto nazwał by to auto złomem. Karol doskonale rozpoznawał grę silnika. S62B50, potężny, pięciolitrowy potwór, stosowany między innymi w M5 E39, Z8, a także supersportowych Ascari. Ogrom momentu obrotowego, moc dostępna na każdym poziomie obrotów. Brak jakiegokolwiek turbo. Czysta, niczym nieskrępowana potęga.
Przegrana sprzed roku mocno wyryła się w jego pamięci. Porażkę poniósł z winy samochodu, wszystko było właśnie kwestią turbo.
Kilka dni temu sprzedał swoją 318ti Compact.
- Dziwne – pomyślał – Choć tak długo marzyłem o własnym BMW, pierwszego pozbyłem się bez jakiegokolwiek bólu. Czyżbym… po tym wyścigu… nie znosił go?
Pojedynek z 200SX S13 tego drania, Roberta, zmienił w jego życiu bardzo wiele. Od dzieciństwa związany był z motoryzacją, zawsze jednak przedkładał kwestie techniczne nad samą jazdę.
Po tym jednak, swój czas podzielił na trzy rzeczy.
Naukę. Pracę. Treningi.
Nauka była obowiązkiem, kotwicą normalności. Praca sprawiała, że w oczach rodziny i znajomych wychodził na rozsądnego i dobrze zorganizowanego młodego człowieka. O treningach nie wiedział nikt. Nikt też nie wiedział, że zarówno praca jak i treningi służyć miały jednemu celu.
Rewanżu. Zemście.
Prawie każdy świt spędzał na którejś z Przełęczy, doskonaląc swój drift, poprawiając refleks, opanowanie i technikę. 318 dostawała tęgie baty, ale spisywała się dzielnie. Kilkakrotnie spotkał na trasie Mateusza, jeszcze zanim zniszczył silnik w Sierrze. Obaj ukrywali widać fakt, że ćwiczą touge. Mat pokazał potem, co potrafi, i trafił do czołówki najlepszych. W ciągu następnych kilkunastu minut udowodni – lub nie – że jest jednym z najlepszych.
Jeśli on dał radę, to i ja też…
Obok niego przeszedł Robert ze swoją dziewczyną. Pamiętał jej imię. Julia. Zupełnie nie pasujące do tak okrutnej, zimnej…
To nie był jego problem.
Jego celem był Robert. Reszta go nie obchodziła.
Zacisnął pięści, aż poczuł, że paznokcie wrzynają mu się w skórę.
Z powodu treningów i pracy w warsztacie, rozstał się ze swoją dziewczyną.
To była jeszcze jedna cena, którą musiał zapłacić za…
… vendettę.
Nigdy nie należał do osób porywczych czy nerwowych. Zawsze uważano go za rozsądnego, niezwykle spokojnego faceta.
Ten jeden jedyny raz, robił coś wbrew tej opinii.
Jednocześnie z osiągnięciem swego celu, jakim była zemsta, spełnić miał swoje największe marzenie. Silnik MPower rozpoznał nieprzypadkowo. Zawsze kochał tego nadwornego tunera BMW. Niebawem…
Przed nim, przez wjazd na parking, przejechał stary Mercedes, ciągnąc na holu rozbitego, znajomego Nissana.
Karol nie mógł powstrzymać się od paskudnego uśmiechu.
Tego srebrnego 200SX dało się naprawić.
Ale było to zupełnie bez sensu.
- Dobrze – pomyślał – Bardzo dobrze…
… walka z 200SX S13 tym, na co wreszcie zarobił po dwóch latach ciężkiej pracy, była by po prostu zbyt prosta.
Nie chciał prostej walki.
Poprzysiągł mu wtedy rewanż.
Zawsze dotrzymywał danego słowa…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Gdzie jest Nat? – zapytała Agnieszka, korzystając z chwili ciszy, która powstała. Ostatnie kilkadziesiąt minut rozmowy w kręgu klasy IIIe toczyło się wokół dzisiejszego wyścigu i samochodów. Teraz, chłopaki udali się oglądać przybyłe spoza Powiatu, jak określili „niesamowite maszyny”. Na górnym parkingu pozostała płeć piękna, którą – trzeba przyznać – „Skajlajny” i „Eriks Siódemki”, czy też jakieś „Iteery” nie interesowały wcale.
- Na tym dużym zakręcie – odparła Joasia – Na tej całej Patelnii, czy jak jej tam.
- Nie przyjechałyście razem? – zdziwiła się Agnieszka. Klasa przyzwyczaiła się do tego, że Joasia i Natalia na każdy wyścig przybywały razem, swoim czerwonym Dodgem.
- Po sprzedaży Stratusa jeździmy osobno… na razie żadna z nas nie ma samochodu. – stwierdziła Joasia. W jej głosie nie było ani odrobiny żalu po aucie. – Ja przyjechałam z Maćkiem, był tak miły, że mnie zabrał.
- A Natalia? – zainteresowała się Agnieszka.
O to właśnie chodziło Joasi…
- Błażej ją zabrał – stwierdziła, niby od niechcenia – Sam o to zabiegał… też bym chciała mieć takie branie jak ona.
Agnieszka, zaskoczona, uniosła brwi do góry.
Błażej zabrał Natalię na własne życzenie, a na dodatek nie są z klasą tylko… sami?
Zarówno Agnieszka, jak i pozostałe dziewczyny w klasie wiedziały, że Nat nikogo nie ma, ale Błażej… teoretycznie miał tą swoją gwiazdkę z humana, ale… czyżby…
… Joasia nie mogła się mylić. Błażej zakochał się w Natalii.
Wieść rozniosła się szybko…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Robert siedział na ławce, wpatrując się tępo w wylot Serpentyn. Stojący tuż obok nich Nissan 200SX, jego ukochana gablota, przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. Zmasakrowany przód, rozbite szyby, wyłamane z osi koło…
Nie to jednak było najgorsze.
Zawiódł. Schrzanił.
Osobiście miał głęboko gdzieś fakt, że to przez niego rozegrać się musiał drugi pojedynek. Rozwalił się zarówno on jak i jego przeciwnik, gdyby nie amfa pewnie zacząłby hamować znacznie wcześniej, uniknął tej zasranej plamy oleju.
Teraz było to jednak bez znaczenia.
Jedyne, co naprawdę go wkur*iało, napawało bezdenną wściekłością to…
- Jeśli on teraz wygra, wasz pojedynek będzie nieunikniony. – stwierdziła bez emocji Julia.
Zacisnął pięści. Julia wypowiedziała to, o czym nawet nie ważył się wspominać. Jego główne zmartwienie i problem.
- Wiem, do wszystkich nędz! – wypalił, ładując w swoją wypowiedź wszystkie emocje – Zasrany dupek, cholerny szczęściarz! Nie mam nawet pojęcia, jak udało mu się utrzymać na wewnętrznej na takim zakręcie, przy tej prędkości! Tak czy inaczej, ten sukinsyn ma teraz w kieszeni publikę, stał się bohaterem trasy… a ja popadam w niełaskę! O konieczność drugiej rundy oskarżają mnie! Kur*a mać!- zaklął na cały głos. Pary zgromadzone na okolicznych ławkach, zniesmaczone, oddaliły się.
- Uspokój się. – stwierdziła zimno Julia – To chwilowe. Nikt nie powiedział, że on to wygra, przeciwnik ma przewagę zarówno w aucie, jak i doświadczeniu…
Robert milczał. Skąd wiedziała takie rzeczy?
- … jeśli przegra, to on będzie popychadłem i winnym w oczach wszystkich. O tobie zapomną, twój przeciwnik również się rozwalił, to ratuje ci tyłek. Zresztą, jeśli nawet ten dupek wygra, to jeszcze nic nie znaczy. Wasz dzisiejszy pojedynek nie był oficjalny. Rok temu przegrał z tobą. Jeśli chce udowodnić, że jest lepszy, musi rozegrać wyścig rewanżowy. Który niekoniecznie wygra.
- Nie mam samochodu! – warknął Robert. Amfetamina tylko pogłębiała jego agresję – A nawet gdybym miał, to ten złom i tak był już niewystarczający!!
- Doskonała okazja, żeby kupić coś nowego. – powiedziała Julia.- Masz forsę?
- Taa – odparł Robert. Ostatnimi czasy kosił z frajerów naprawdę dużą kasę, udało mu się odłożyć przeszło piętnaście kawałków. Jako niepokonana legenda narzucał swoje własne stawki za pojedynek.
- Pogadam z kim trzeba – stwierdziła jego dziewczyna – Znam paru gości, którzy chętnie wysupłają trochę kasy, byleś dalej wygrywał.
- Co?! – Robert nie dowierzał temu, co słyszał.
- Nieważne, ukochany – jej głos momentalnie stał się cieplejszy – Liczy się tylko twój powrót na trasy.
Przytuliła się do niego, i zaplotła ręce na szyi, wpatrując w oczy, w oczekiwaniu.
- Racja – odparł Robert – Nieważne.
Przyciągnął ją ku sobie, i zaczął całować namiętnie.
- Ciekawe – pomyślała Julia, czując jego ręce na swojej talii – Czego bym mu nie powiedziała, on to robi. Jest mi całkowicie uległy.
Wystarczy spojrzenie, pocałunek, flirt, czasem noc spędzona tete’a’tete u niej, u niego lub w tym Nissanie…
… i robił dokładnie to, o co go prosiła.
A swoją drogą… był w tym naprawdę dobry, pomyślała z uśmiechem pełnym satysfakcji…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Powodzenia – powiedział Mistrz, klepiąc Mata po ramieniu – Dasz radę.
- Dziękuję, Mistrzu - odparł Mateusz, pilnując się, żeby nie zdradzić przy wszystkich jego prawdziwej tożsamości – Dam z siebie wszystko.
- To pojedynczy wyścig ze startem równoległym – udzielił mu ostatniej wskazówki Walter Rohrl – Jeśli tylko będziesz odpowiednio korzystał z opon i hamulców, do końca powinieneś mieć trakcję podobną do Imprezy. A ten… - przerwał na moment, i kontynuował znacznie ciszej - … trick, który zastosowałeś w poprzedniej rundzie… moje uznanie, znakomity manewr. Oni pewnie nadal nie wiedzą, jak to zrobiłeś. Element zaskoczenia jest po twojej stronie.
- Tam planuję atak. Impreza WRX STi drugiej generacji to potężny wóz, kierowca jest naprawdę dobry, obawiam się, że może wziąć przód. Nie zna jednak idealnej linii na Zakręcikach, tam go dopadnę. A potem… pojadę jeszcze trochę szybciej na Patelni, czułem, że rynienka pozwalała na to… jak Bóg da, wystarczy. Potem nie dam już mu wyprzedzić.
Rohrl spojrzał na niego swoimi bystrymi oczami.
- Najważniejsze – stwierdził – Żebyś wrócił cały na górę. Pamiętaj, że żadna trasa, żadna opinia i żadna zemsta nie jest warta zapłacenia największej ceny. Touge to niebezpieczny sport. Pamiętaj o tym. Sam już w poprzedniej rundzie widziałeś, jak łatwo o rozbicie. Ile szczęścia miał twój kolega z Civica, wtedy, gdy wypadł na Patelni. To nie zawsze kończy się tak szczęśliwie. Uważaj, Mateuszu.
Mat spojrzał na niego, zaskoczony. Człowiek, który na 24 Godzinach Nurburgringu utrzymywał średnią prędkość równą tej w idealnych warunkach, mknąc w mgle i deszczu, który ustanawiał rekordy w śmiertelnie ryzykownych wyścigach Pikeas Peak, i ścigał się potworami Grupy B, nakazywał mu uważać?
I skąd wiedział, że w tym wszystkim chodziło o…
… zemstę?!
- Dobrze – odparł, nie okazując po sobie żadnych emocji – Będę uważał, Mistrzu.
- Kierowcy, do samochodów! – rozległ się krzyk człowieka dającego sygnał do startu.
Tłum zafalował, rycząc entuzjastycznie.
- Powodzenia! – usłyszał jeszcze okrzyk dobiegający ze strony górnego parkingu.
Spojrzał w tym kierunku, i pokazał swojej klasie uniesiony do góry kciuk.
Następnie wsiadł do auta, i zamknął drzwi.
Silnik zagrał miarowo i czysto. 2,9 litra Coswortha wręcz rwało się do walki.
Czuł, że tym razem będzie inaczej, niż w pojedynku z 200SX. Tym razem, był pewny swego.
Wóz był w idealnym stanie.
Szanse były dość wyrównane.
Publika była po jego stronie.
Serce łomotało mu szybko, ale nie było to zdenerwowanie czy lęk. Czuł adrenalinę. Ekscytację.
Nie był już tym Mateuszem, który przegrał starą Sierrą 2.0 DOHC ze wspaniałym, przystojnym Robertem i jego lśniącym 200SX.
Te wydarzenia zmieniły go.
Zmieniła go Japonia.
Jego opory przesunęły się.
Granica możliwości była znacznie dalej, niż wtedy.
- Trzy!
Obroty tuż pod czerwonym polem.
- Dwa!
Ryk silnika czysty. Gotowy do walki.
- Jeden!
Niestraszna mi Impreza WRX STi. To zwycięstwo to tylko jeszcze jeden krok do ostatecznej rozprawy…
… z Robertem.
- START!
Sierra wystrzeliła do przodu, ani na moment nie tracąc trakcji. Mat nie miał dokładnych informacji, ile mocy miał pod maską. 250? 260? 270?
Tak czy inaczej, wóz błyskawicznie nabierał prędkości, pieszcząc uszy widzów rykiem sześciocylindrowca.
Impreza była jednak szybka.
Równie szybka.
Jej kierowca zdawał sobie sprawę, że musi wygrać, nie ważne, co.
Był na zewnętrznej. Teoretycznie, to on powinien odpuścić, by zmieścić się w wirażu.
Ale nie odpuścił.

Mat wdusił hamulec, a przód Sierry o centymetry minął się z bokiem skręcającego WRX’a.
- Sukinsyn. – pomyślał jeszcze, kręcąc kierownicą, i dając pełny gaz. Manewr był niezwykle chamski.
Gdyby nie przyhamował, walnąłby w bok Imprezy, kończąc ten wyścig na pierwszej prostej.
Błyskawicznie odbił, lekkim driftem wchodząc w drugi zakręt, w prawo.
Pojedynek rozpoczął się na dobre…

Kierowca Imprezy uśmiechnął się paskudnie. Zaryzykował, ale zgodnie z jego przewidzeniem, smarkacz z Sierry odpuścił, dając mu prowadzenie.
Wduszony do oporu gaz.
Bokser ryczał wściekle, turbo syczało.
Spojrzał w lusterko.
Ford oddalał się.
Nie tak szybko jednak, jak by tego sobie życzył.
Prosta niebawem się kończyła. Ostry w prawo, a potem kilkanaście małych zakręcików.
- Odstawię go tam – pomyślał – Nic nie może być szybsze na zakrętach od czteronapędówki!
Wcisnął hamulec, a tyłem auta leciuteńko nadrzuciło. Puścił pedał, i momentalnie skręcił kierownicą, wprowadzając auto w lekką nadsterowność. Zniosło go nieco ku zewnętrznej, co było charakterystyczne dla 4WD, ale zakręt pokonał bez najmniejszych problemów. Widział, jak widownia na nasypie wiwatuje.
- Dla mnie? – zdziwił się.
Rozbłysk w lusterku wyprowadził go z tego błędu.
- Jak… jak on mógł tak szybko…?! – ryknął.
Docisnął gaz, wchodząc w pierwszy z małych zakrętów. Zaraz potem odbił kierownicą w przeciwnym kierunku.
Kontra.
Gaz.
Kontra.
Był coraz bliżej to barierki, to nasypu.
- Zwolnię – pomyślał – I tak nie da rady chociaż zbliżyć się do mojej prędkości w tych zakrętach jadąc tylnonapędówką.
Puścił nogę z gazu, wchodząc w kolejny zakręcik.
Kabinę Imprezy rozświetliły reflektory.
- Fuck! – ryknął.
Sierra przysiadła mu na ogonie.
Jej światła mrugnęły.
- Ty draniu! – jęknął najlepszy na Salmopolu – Jedziesz starą Sierrą, i jeszcze śmiesz mnie poganiać?!
Jakkolwiek by jednak nie patrzył…
… został dopadnięty na zakrętach.
Nie mógł wiedzieć, że linia, którą jedzie, wcale nie jest najlepsza…

Mateusz wrzucił wyższy bieg. To, co widział, napawało go optymizmem. Impreza WRX STi była rzeczywiście potężna, ale…
… bez problemu utrzymywał się za nią.
Tył auta jego przeciwnika coraz mocniej znosiło. Szybkie kontry i korzystanie z pełni trakcji na zakręcikach bardzo szybko zużywało opony.
Sierra mknęła po idealnej linii, a Mat nie musiał ruszać kierownicą ani o centymetr.
Długo szukał tej linii.
Opłacało się jednak spędzać tutaj każdą wolną chwilę przez ostatni rok.
Czuł zwycięstwo. Różnica w technologii nic nie znaczyła.
Nie było tu już żadnej…
… żadnej granicy.
Granicy możliwości.
Subaru przyhamowało, wchodząc w pierwszy zakręt po serii małych odbić, ostry w prawo.
Ostatni przed Patelnią.
Mat puścił gaz, na ułamek sekundy wdusił hamulec, dociążając przód, po czym braking driftem pokonał ostatnią przeszkodę.
Jego oczy oglądały teraz Patelnię w całej okazałości. Po lewej, w dole, widniał już parking.
Nigdy nie widział tam takich tłumów.
Jest tam Alicja, pomyślał nagle.
Nie powiedziałem jej, że…
… zrobię to zaraz. Za kilka minut będzie po wyścigu.
To będzie pierwsza rzecz, którą uczynię.
Wyznam jej miłość, nie ważne, co!
A teraz, pełne skupienie…
Przyhamował odrobinę, i odbił w kierunku wewnętrznej.
Najważniejszy był odpowiedni moment. Kąt, pod którym koła wpadną. Szybkość, która nie mogła być za duża, a jednocześnie musiała być jak najwyższa…
… lekki podskok kół po lewej …
Udało mu się.
Najlepiej jak dotychczas, choć ćwiczył ten manewr setki razy…

Kierowca WRX wiedział, że zakręt został oczyszczony i zamieciony.
Mógł iść pełnią mocy, wykorzystać całą trakcję i potencjał potężnego Subaru.
Przyhamował bardzo późno. W zakręt wszedł z niezwykle wysoką prędkością.
Nie przewidział, że próbując umknąć Sierrze, zużył opony mocniej, niż myślał.
Wóz zaczęło znosić ku zewnętrznej, podsterowność ciągnęła STi prosto na barierki.
Tylko puszczenie nogi z gazu i ostra kontra pozwoliła mu na utrzymanie się na trasie.
Dodał gazu, widząc już jednak, że ciśnienie w turbo spadło praktycznie do zera.
Tak czy inaczej jednak, tylnonapędówka nie miała na tyle miejsca, żeby go wyprzedzi…
Zobaczył.
Zrozumiał.
- Ty draniu!! – ryknął, po raz kolejny tego dnia.
Sierra mknęła po maksymalnie wewnętrznej linii, pochylona lekko ku środkowi zakrętu, z wewnętrznymi kołami wsadzonymi w odprowadzającą wodę rynienkę.
Dla każdego fana „Initial D” manewr ten znany był jako gutter-driving.
Nie ważne jednak, jak by go nie nazwać – był szalenie skuteczny.

Mat czuł, że wóz zachowuje się idealnie. Koła siedziały w rynience jak przyklejone, prędkość cały czas rosła. Po swojej lewej widział wiwatujący, zachwycony tłum.
Po prawej, zwalniającą Imprezę.
- Dam radę! – pomyślał.
Ułamki sekund później, był już prawie na wyjściu z zakrętu.
Impreza była blisko, na wysokości jego tylnego błotnika. Utracone ciśnienie w turbosprężarce sprawiało jednak, że nie mogła go wyprzedzić. Zaczynała powoli tracić dystans…
Odbił w prawo, wyskakując z gulika. Objął prowadzenie…

- Nie!! – ryknął kierowca WRX’a. Sierra z lekkim podskokiem znalazła się na jego wewnętrznej, cały czas przyśpieszając.
Musiał przyznać się do porażki. Przegrał walkę, nie miał już na tyle trakcji, aby wyprzedzić starego Forda na ostatniej części trasy.
On, najlepszy na Salmopolu kierowca, rozbił tego dnia swoje LanEvo, i przegrał walkę o dominację ze smarkaczem ze starej tylnonapędówki.
Z tym nie mógł się pogodzić.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Zadziałał intuicyjnie.
- Giń, skur**synu. – stwierdził zimno, odbijając z całej siły w lewo.
Prosto w tylny błotnik jasnobłękitnej Sierry…

Uderzenie było nagłe.
Ford, po wyskoczeniu z rynienki, nie odzyskał jeszcze pełnej trakcji.
Upiorny jęk walczących o utrzymanie się opon przeszył powietrze.
Przegrały.
Sierra przeleciała przez maskę Imprezy, i z pełnym impetem uderzyła w barierkę.

Po wypadku 200SX i LanEvo, barierka była naprawiona na szybko. Trzymała się tylko i wyłącznie na słowo honoru.
Nie utrzymała impetu uderzającej Sierry.

Wóz wyleciał w punkcie, w którym zbocze było najwyższe.
Najbardziej strome.
I najmocniej zalesione.
Nie mógł trafić gorzej.

Chwilę, krótki moment, fakt uderzenia i przebicia barierki atakował jego zmysły z pełną świadomością. Pisk opon, swąd klocków hamulcowych, wstrząs przebicia barierki.
Lot.
Rotacja.
Uderzenie.
Jęk giętej stali, huk pękających szyb, głuchy grzmot, dźwięk łamanych drzew
I ból.
Ból rozrywający całe ciało.
Syk odpalenia czegoś.
Nagła biel, na krótki moment.
Potężne uderzenie w twarz.
Cięcie.
Brutalna siła, miażdżąca jego kości.
Wyciemnienie.
Utrata świadomości.
Znam ten ból, pomyślał jeszcze.
Ze snów.
Ból…
… umierania…

Impreza nadrzuciła tyłem, i zatrzymała się na wyjściu z Patelni.
Widownia milczała.
Cisza była wręcz upiorna, zakłócana tylko rykiem dwulitrowego boksera.
Drzwi auta otwarły się, i stanął w nich uśmiechnięty kierowca.
- Najważniejsze to zapanować nad tłumem – myślał – Nie okazać po sobie strachu. Przejąć inicjatywę…
- Jak widzę – stwierdził głośno, tak, by każdy na wirażu mógł go słyszeć. Nie musiał się wysilać. Widownia milczała – Kolejny raz, wasz reprezentant rozbija się. Co za szkoda… to chyba oznacza wygraną walkowerem dla LBK, co?
Miał dużo szczęścia.
Refleks kierowcy pozwolił mu błyskawicznie wskoczyć do auta i wystrzelić na Górę.
Impreza straciła tylko dwie szyby, i została solidnie obita od strony tłumu.
Samosądu nad kierowcą udało mu się uniknąć…

Ziemia osypywała się im spod nóg, podczas gdy ześlizgiwali się w dół nasypu.
Sytuacja była, jeśli mieli być szczerzy, beznadziejna.
Trzy drzewa wyłamane, Sierra przekosiła je samym impetem.
- Pogotowie jest w drodze. – usłyszeli z góry krzyk Natalii.
Jeszcze kilka skoków, i ich oczom ukazała się…
- O Jezu. – wyszeptał Michał.
Błażej nie odpowiedział.
Drzewo było duże.
Sierra owinęła się na nim.
Spod maski dobywał się nikły kłąb dymu.
- Gaśnica! – ryknął Błażej – Do wszystkich diabłów, dajcie gaśnicę!

- Tu Patelnia – zatrzeszczało radio. I zamilkło.
- Słyszę cię, Patelnia – odpowiedział zdziwiony nieco radiowiec. Zazwyczaj raport przychodził w całości, bez zgłaszania – Jak wyścig? Kto wygrywa?
- Impreza zepchnęła Sierrę w przepaść – odpowiedział głucho głos – Powtarzam, Sierra runęła w przepaść. Impreza wraca na górę… - zawahał się – Nie chcę podżegać, ale…
- Wiemy, co z nim zrobić. – odpowiedział zimno radiowiec.
Tłum zawył wściekle…

- Problem Mateusza – stwierdziła słodko Julia – Rozwiązał się sam.
- Tak – odpowiedział Robert. Julia była jednak pewna, że słyszy przestrach i przerażenie w jego głosie – Tego chcieliśmy…? – zawahał się.
- Tak, najmilszy – odparła twardo – Tego chcieliśmy…

- Spokój! – ryczał przywódca Ligi Białego Krzyża. Członkowie LBK musieli utworzyć okrąg ze swoich aut, aby uniknąć rozszarpania na kawałki przez szalejący tłum – Przegraliście! Pogódźcie się z tym!
Odpowiedział mu ryk. Rzucona butelka trafiła w jeden z samochodów, wybijając szybę.
- Trasa jest nasza! Czego z tymi łapskami?! Wasz reprezentant sam się rozbił, odpier**lcie się od nas, wieśniaki! – krzyczał coraz rozpaczliwiej.
- Łżesz! Łżesz jak pies! – odpowiedział mu głos z tłumu.
- Udowodnij to! – odkrzyknął przywódca.
Mieli pecha. Na Patelni było co najmniej kilka osób, które filmowały pojedynek.
Taśmy szybko znalazły się na górze…

Drzwi zostały wyrwane błyskawicznie. Podczepiona lina holownicza i moc 210-konnego Eclipse GSX były odpowiednim argumentem. Ratownicy mogli od razu wziąć się do wydobywania kierowcy.
- O kur*a – wyrwało się jednemu z nich – Józek, ten koleś urwał nawet mocniej niż ten synek z Pontiaca.
- Nie czas na pierd*lenie, Mariusz – odpowiedział mu rzeczony Józef – Wyjmujemy go! Na trzy!
- Przecież tu nie ma co wyjmować! Gość jest ciepłym trupem!
- Nie pier*ol! Wyciągamy, nie ważne, żywy czy martwy. Ten samochód dalej dymi spod maski, chociaż władowali w niego trzy gaśnice! Nie możemy dać trupowi spłonąć. Bierzemy go i wiejemy stąd, zanim to eksploduje…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Dobra! Może i nasz kierowca zahaczył go, ale tak czy inaczej…
Odpowiedział mu gniewny pomruk. Film ewidentnie udowadniał, kto zabił młodego właściciela Sierry.
- … tak czy inaczej – kontynuował szef LBK – Musimy dokończyć ten pojedynek.
Kolejny kamień trafił w i tak już poobijaną niebieską Imprezę WRX STi. Sytuacja zaczynała się robić groźna.
- Czyli nikt z was, wieśniaki – spróbował ostatni raz – Nikt nie ma odwagi na pojedynek z nami? Cóż, zawsze wiedzieliśmy, że jesteście tylko bandą wiejskich amatorów…

Jeden jedyny raz, postanowił wmieszać się bezpośrednio w wydarzenia.
Nie powinien. Było to całkowicie nie-fair wobec wszystkich tutejszych.
Sprzeczne z jego przekonaniami.
Ale to poniekąd on wywołał ten zamęt.
On wybrał do pojedynku Roberta i tego nieszczęśnika, Mateusza.
Był mu winny…
… chociaż tyle.

- Podnoszę rękawicę. – stwierdził zimno Mistrz, występując z tłumu.

- O kur*a – stwierdził obserwujący całą sytuację właściciel Subaru XT, znany jako crazy_ivan – Chłopaki, wiecie, kto to jest?
- Walter Rohrl – wykrztusił z niedowierzaniem CMQ – Jak babcię kocham, Walter Rohrl. Ich Mistrz to jeden z największych kierowców, zarówno rajdowych jak i wyścigowych, a oni nawet go nie rozpoznali?

- Nie wierzę własnym oczom – powoli stwierdził właściciel Skyline’a R33 z driftforum – Walter Rohrl, nierozpoznany przez nikogo z tutejszych.
- Mało kto w Polsce interesuje się profesjonalnymi wyścigami – skomentował oparty o czarną Mazdę RX7 drifter – Zwłaszcza na wsi…

- Skoro to Rohrl – zaczął jeden z Turbokillersów, znany jako rtuber – To jak oceniasz szanse jego przeciwnika, co, scooter?
- Najmniejszych. – odparł kierowca znany na forum jako scooter.
Nie wahał się ani chwili.
Dla obserwatorów spoza Powiatu, wynik był już przesądzony…

Uśmiech na twarzy przywódcy Ligi zniknął.
Widownia zamilkła, ponownie zapadła wręcz nierealna cisza.
Sam Mistrz deklarował swój pojedynek z LBK.
- OK. – odparł powoli szef LBK – Rozumiem. Jako że jednak nie macie już nikogo z waszych zadeklarowanych na początku reprezentantów, ani żadnego z ich samochodów…
Gniewny pomruk rozległ się wśród kierowców z Serpentyn.
- … a także nasze oba auta są zniszczone lub uszkodzone przez was – zawiesił głos, chytry uśmieszek wystąpił na jego twarz. Uszkodzenia Imprezy były powierzchowne, i pochodziły tylko i wyłącznie od kilku kamieni, butelek i wyrzuconej w przepaść Sierry – I my będziemy musieli wystawić inny samochód.
- Rozumiem – odparł spokojnie Mistrz – Nie widzę przeszkód.
- W takim razie – przywódca LBK wręcz nie umiał ukryć podniecenia – Reprezentować nas będzie ponownie ten sam kierowca, co w poprzednich pojedynkach. Poprowadzi zaś…
Wszyscy wstrzymali dech.
- Może zanim przejdziemy do wyścigu – wytypowany kierowca z LBK, który cudem uniknął rozszarpania przez tłum, ponownie zdobył się na cwaniactwo – Szanowny Mistrz zechciał by się założyć?
- O co? – odpowiedział bez emocji Rohrl.
- O samochód. Zwycięzca bierze auto przeciwnika.
Mistrz uniósł lekko brwi.
- Zgoda – odpowiedział, ku zaskoczeniu wszystkich – Zwycięzca bierze auto przeciwnika.
Rozległy się gromkie brawa ze strony kierowców z Serpentyn.
- Nie ma w tym krzty bohaterstwa czy odwagi – pomyślał Mistrz – Jestem to po prostu komuś winien.
- W takim razie… autem, które będzie nas reprezentować… jest…
Całkowita cisza.
- Mitsubishi Lancer Evolution X – zrobił krótką przerwę – FQ400.
Głośny świst powietrza dobył się z dziesiątek płuc.
Chyba każdy w Powiecie słyszał o tym aucie.
Potężna, supernowoczesna maszyna, najnowsze LanEvo, wykręcone do 460 koni mechanicznych.
- OK. – odparł Mistrz, ruszając w kierunku górnego parkingu – Ustawcie się na linii startu. Zaczynamy, gdy tylko…
Głośna syrena pogotowia ratunkowego rozległa się nagle, z dołu, od strony Serpentyn.
I zaczęła szybko się oddalać.
Mistrz zatrzymał się, i westchnął głośno.
- Możemy zaczynać – odparł głosem wypranym z emocji – W każdej chwili…

- Wygraną mamy już w kieszeni – stwierdził radośnie szef Ligi – Mogłeś nie zabijać tego dzieciaka, ale… stało się. Nie bój nic, wiesz, że mój brat jest prokuratorem generalnym, Rafał z Porsche 911 to główny sędzia w województwie. Zapewnimy ci takiego obrońcę, że jeszcze to ty wyjdziesz na poszkodowanego.
- Mniejsza z tym – odparł obojętnie najlepszy kierowca LBK, siedząc za kierownicą krwiścieczerwonego LanEvo X – Stać mnie na opłacenie komendanta policji. Robiliśmy już tak, sprawa była umorzona następnego dnia. Ważniejsze, że upiekliśmy wszystkie pieczenie na jednym ogniu. 200SX i Sierra z Serpentyn rozbite, kierowca Sierry martwy, Mistrz za momencik będzie zmasakrowany przez to cacuszko – poklepał kierownicę Evo – A jego słynna Mazda trafi w nasze ręce. Nie ważne, jak by nie jeździł, jego RX8 to stock, nasi ludzie to sprawdzili. W najlepszym przypadku ma 250 koni. Najmniejszych szans z takim 4WD, jakim jest nasze Evo X. Kimkolwiek jest ten stary dziad, zostanie zgnieciony walkowerem.
- Wiem o tym – uśmiechnął się paskudnie Szef. LanEvo, które miało walczyć po ich stronie, było kupione ze składek Ligii, i stuningowano je najlepszymi możliwymi częściami. Wóz był niepokonaną, masakrującą wszystko maszyną – Skończ to na drugiej prostej. Sto metrów przewagi… i koniec.
- Masz to jak w ban… - zaczął kierowca.
Ale nie dokończył.
Ryk tak potężny i nieokiełznany, emanujący czystą mocą, zwrócił oczy wszystkich w kierunku górnego parkingu…

- O kur*a – stwierdził krótko gość z S2000, członek jdm-option. Tlący się w jego ustach papieros upadł na ziemię.

- Audi Sport Quattro. – wyjąkał rtuber, opierając się z wrażenia o swojego 200SX S13.

- Nie mam żadnych skrupułów – zdał sobie sprawę Rohrl.
Audi Sport Quattro, jego wierny kompan i pamiątka z dawnych czasów, gdy jeszcze jeździł w grupie B.
Nieokiełznany potwór, którego moc przekraczała niejednokrotnie 600 koni mechanicznych.
Niesamowita konstrukcja, przekraczająca technikę swoich czasów.
Ten egzemplarz był wersją cywilną, różną od „S1”, jaką zwykł prowadzić w wyścigach. Prezent od Audi, z okazji urodzin.
Wykręcona ledwie do 450KM. Silnik, legendarny, turbodoładowany pięciocylindrowiec pozwalał na dużo więcej.
Dołożony z B-grupowego egzemplarza system recyrkulacji spalin sprawiał, że jakikolwiek lag w tym aucie nie występował. Moc była czysta.
Niewielu potrafiło ją okiełznać.
Mówiąc szczerze, wóz był praktycznie niedopuszczony do ruchu. Przy wciśnięciu gazu do oporu, zrywałby asfalt…
… tak jak wtedy, w grupie B. Tym razem mam pod maską przeszło 150 koni mniej, ale…
- To wystarczy – uśmiechnął się sam do siebie.
Ten jeden jedyny raz, wmieszam się w ich konflikt, chociaż obiecałem sobie, że nigdy tego nie zrobię.
Jestem to... winien temu młodemu Mateuszowi.
Nie mam żadnych oporów. Zmasakruję tego drania z Ligi. Jeden, jedyny raz.
Jestem już stary. Ale na to chyba mam jeszcze dość umiejętności…
Białe Audi zrównało się z LanEvo, stając na zewnętrznym pasie…

- Tu Góra – rozległo się w głośnikach – Góra do Patelni, czy u was… już po wszystkim? Czy… zabrano go?
- Tak, Góra – odpowiedział cicho sprawozdawca z Patelni – Karetka pojechała, zakręt zamieciony. Sierra dalej tam leży, ale… pożar ugasiliśmy. Barierki nie ma… mimo wszystko, da się jechać.
- Będziemy zaczynać ostatni pojedynek. Są jakieś przeciwwskazania?
- Żadnych. Ale, Góra… - zawahał się – Nie chcielibyśmy już więcej ofiar. Nastrój tutaj jest…
- Ostatni pojedynek, Patelnia. – odparł twardo głos z Góry – Ostatni. Musimy to doprowadzić do końca.
- OK. Tyle od nas. Powodzenia.
- Jedzie dla nas sam Mistrz. Nie możemy przegrać.
Sprawozdawca z Patelni milczał chwilę, po czym odparł:
- Nie możemy…

Amelia rozejrzała się dookoła. Nastrój, jaki zapanował po odjeździe pogotowia, był rzeczywiście grobowy.
Koleżanka z klasy jej chłopaka, Michała, jeśli dobrze pamiętała – Natalia – stała jak wryta, błądząc gdzieś wzrokiem. Po jej policzku, powoli, płynęła łza.
Sam Michał i jego kumpel, Błażej, od momentu, w którym z pomocą sanitariuszy wyciągnęli kierowcę błękitnego auta, które runęło w przepaść, nie odezwali się ani razu.
Najstraszniejszy był jednak obraz pięknej, dziewczyny o kruczoczarnych włosach. Do momentu, gdy pogotowie ładowało chłopaka do karetki, zachowała spokój.
Zaraz po jego odjeździe, wybuchła płaczem tak nieopisanym, że…
Kim ona była? Jego siostrą?
Dziewczyną?
Wielbicielką?
Chciała do niej podejść, spróbować pocieszyć, ale…
… nie potrafiła. Dziewczyna tak czy inaczej po chwili schowała się w żółtym, sportowym Volkswagenie.
Amelia wiedziała doskonale, że to samo mogło przydarzyć się…
… Michałowi.
Nie mogła znieść tej myśli.
Za każdym razem, gdy wyjeżdżał na wyścigi, nie spała.
Za każdym razem błagała go, by przestał.
Za każdym razem tłumaczył, że uważa. Że wszystko ma pod kontrolą.
Teraz dotarło do niej, że niczego nie można tutaj mieć pod kontrolą.
Pokłócili się o to kilka tygodni temu. Ich ciche dni skończyły się akurat dzisiaj.
Przyjechała z nim obejrzeć to, jak mówił, niesamowite widowisko.
To musiał być znak. Sygnał.
- Michał – spojrzała mu prosto w oczy.
- Tak, moja kochana? – odparł przygaszonym głosem.
- Nie mogę tak dalej żyć z tobą. – stwierdziła powoli, przemyślając każde słowo – Musisz wybrać. Albo ja, albo… albo to wszystko. Albo ja, albo… wyścigi. Nie zniosę już dłużej tego strachu. Tej świadomości, że następny możesz być…
- Już wybrałem. – stwierdził Michał. Patrzył jej prosto w oczy.
Milczała chwilę. Bała się odpowiedzi. Odważyła się w końcu spojrzeć w jego oczy.
Były pełne…
- Ty. Nigdy nie było dla mnie nic ważniejszego. Kończę z tym.
- … pełne miłości.
Przytulił ją mocno. Jego ciepło dawało poczucie… bezpieczeństwa.
Nie czuła zimnego powiewu wiatru.
Szumu świerków.
Umierania jesieni…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Trzy!
- Dwa!
- Jeden!
- START!

Pojedynek ten przeszedł później do historii jako jeden z…

Mitsubishi wyrwało do przodu, rycząc wściekle, zrywając się do galopu pełną mocą swoich 460 koni mechanicznych.
Widownia szalała. Widok był bowiem niesamowity…

… jeden z najszybszych, najbardziej spektakularnych …

Przy pierwszym zakręcie, miał już ponad 30 metrów przewagi. Przed starem był pewien zwycięstwa. Wiedział, że będzie to krótki pojedynek. Nie mylił się.

… i zarazem najkrótszych pojedynków, jakie kiedykolwiek rozegrano …

Wóz wypadł na prostą po dwóch zakrętach. Dystans wzrósł do 60 metrów. Był niedościgniony. Wóz nie bez przyczyny był uważany za jedną z najlepszych rajdówek, jakie kiedykolwiek powstały. Silnik śpiewał swą piekielną pieśń, napawając serca widzów przestrachem.
Pond 200 na godzinę na Serpentynach.
Niewielu powtórzyło potem ten wyczyn.

… niektórzy zastanawiali się później, czy ten pojedynek miał w ogóle sens. Stary, tytułowany Mistrzem dziadek kontra młody, uznawany za najszybszego w Powiecie kierowca w sile wieku.

Wóz wszedł w ostry zakręt w prawo, stanowiący ostatnie odbicie przed „zakręcikami”, na pełnym gazie.
Bokiem.
Jak za dawnych czasów.
Taki drift czteronapędówką niewielu potrafiło wykonać.
Zaraz za zakrętem, sprawozdawcy ogłosili koniec wyścigu. Dystans przekroczył 100 metrów, i cały czas rósł.
Zwycięstwo było miażdżące. Nie pozostawiło złudzeń, kto rządzi tą trasą.
Dopiero po jakimś czasie tutejsi dowiedzieli się, komu zawdzięczali obronę trasy.
Czyj popis umiejętności mogli oglądać.
Walter Rohrl ten jeden, jedyny raz, opowiedział się osobiście po stronie jednego z zespołów.
Nie dał najmniejszych szans przeciwnikowi…

Popłoch, jaki nastąpił w szeregach LBK po przytłaczającej porażce, był straszny.
Na umykające w kierunku Bielska i Salmopolu auta posypał się grad wyzwisk, przekleństw i kamieni.
Niewielu udało się tego dnia uniknąć uszkodzeń auta.
Ci, którzy chcieli ocalić swoje cenne maszyny przed gniewem tutejszych, w pośpiechu zdzierali wielkie naklejki „Liga Białego Krzyża”.
Inni, poganiani przez co szybszych kierowców z Serpentyn, tłukli swe auta na najkrótszej, choć najtrudniejszej trasie w kierunku Białego Krzyża – na Zameczku.
Ten dzień był ostateczną rozprawą z Ligą. Zespół istniał jednak dalej. Nigdy już nie odważył się jednakże zaatakować Serpentyn w oficjalnym wyścigu…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Blokuj go, skur*syna – ryknął Tadeusz. Andrzej, który akurat siedział w swoim Audi S6 ruszył z piskiem opon, i zablokował Evo X drogę.
Mitsubishi zahamowało gwałtownie, ledwie zatrzymując się przed wielką limuzyną.
Zaraz otoczył go wściekły tłum, i nie wypuścił do przybycia Mistrza.
- Słowo się rzekło – stwierdził Rohrl, wysiadając z auta – Dokumenty... proszę.
- Litości! – zaskomlał mężczyzna zza kierownicy Evo – Nie mogę oddać wam tego auta… To wóz nas wszystkich… jeśli oni dowiedzą się, że go straciłem…
- To twój problem – odparł obojętnie Mistrz – Zresztą, słyniecie z bogactwa i wysokich składek. Odkupicie… a, swoją drogą… jeśli mi dobrze wiadomo, wszystkie trzy auta biorące dzisiaj udział z waszej strony były wspólną własnością Ligi… nie mam racji?
- Bierz co chcesz… ale zostaw nam… Evo X, ono jest… - spojrzał błagalnie na Mistrza.
Mistrz obejrzał się przez prawe ramię. Niebieska Impreza WRX STi IIgen., obita nieco, stała nieopodal. Samotnie.
- W końcu – pomyślał – Może to i banda sukinsynów, ale…
… ulitował się. Wszakże tak czy inaczej…
… nie mieli z nim szans.
- Dokumenty i kluczyki z Imprezy. Komplet wraz z umową. Pisz. – stwierdził zimno.
Typ z Evo błyskawicznie wyciągnął blankiet umowy kupna – sprzedaży, i zaczął go uzupełniać. I choć tracił właśnie jeden z wozów zespołu, nie umiał ukryć ulgi. Ocalił Evo X.
- Dranie – pomyślał Mistrz – Mieli już nawet przygotowane dokumenty do odebrania mi auta.
- Proszę – wręczył Mistrzowi komplet kluczyków z logo Subaru, podpisaną umowę i dokumenty – Czy teraz… jesteśmy kwita? Możemy odjechać?
Mistrz wyciągnął kluczyk od Quattro i błyskawicznym ruchem pociągnął nim po boku LanEvo, rozrywając na połowę napis „Liga Białego Krzyża”. Dźwięk maltretowanego, niszczonego lakieru przeszył uszy zgromadzonych dookoła.
- Tak – stwierdził zimno – Teraz jesteśmy kwita.
Tłum rozstąpił się, a LanEvo wystrzeliło do przodu, umykając w noc…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- A więc… to koniec? Tak to się skończyło? – zapytała głucho Joasia.
- Mat nie żyje – chlipnęła Agnieszka – W imię… w imię czego?
Nikt jej nie odpowiedział.
Na ziemię powoli upadł płatek śniegu.
Potem drugi.
Trzeci.
Tego dnia odbyły się ostatnie pojedynki w tym sezonie.
Najbardziej emocjonujące.
Najbardziej tragiczne w skutkach.
Zima stała się faktem.
Ściagntów czekała przerwa.
Nic już jednak nie miało być takie same…

Koniec Sezonu Drugiego…

 

Po Zakończeniu Sezonu Drugiego przeczytaj:
OS. "One Day, One Room"