2. „4WS =/ 4WD”


Liga Białego Krzyża, zjednoczenie kierowców z Przełęczy Salmopolskiej, rosła w siłę w zastraszającym tempie. Powstały kilka miesięcy wcześniej zespół zrzeszał już przeszło 50 dusz, i wciąż dochodzili do niego nowi śmiałkowie. Zespołowi szybko przestał wystarczać odcinek Bielsko – Wisła, więc za cel obrali sobie Przełęcz Kubalonka, czyli słynne Serpentyny.

Tył srebrnego wozu prześlizgnął się o centymetry od barierki, przy akompaniamencie pisku opon. Toyota Celica na wyjściu przeskoczyła na zewnętrzny pas. Jej kierowca dusił gaz ze wszystkich sił, zmuszając czteronapędowego, 208-konnego „japończyka” do końcowego wysiłku. Pościg za jednym z tutejszych „wymiataczy” miał dać efekt na ostatnim zakręcie. Musiał go jednak wyprzedzić na tej prostej. Sześćdziesiąt metrów…

O ile pojawienie się kilku aut z naklejkami „Liga Białego Krzyża” na masce i szybach nie wywołało na Serpentynach większej reakcji, to już zwalenie się kilkudziesięciu gotowych na pojedynek kierowców z Bielska na parking na Kubalonce nie mogło przejść bez echa. Przyjacielskie pojedynki, lub nawet wyścigi o kasę nie były problemem, lecz gdy LBK zaczęło rzucać wyzwania czołowym zawodnikom Serpentyn, zrobiło się niemiło. Bardzo niemiło.

Dwie turbosprężarki syczały wściekle, w zaciekłej walce o przewagę na prostej.
3S-GTE, dwa litry pojemności, szesnaście zaworów, turbo.
CA18DET, jeden osiem litra, szesnaście zaworów, turbo.
Moce ponad 200 koni, przekazywane na tył lub cztery koła.
W tym przypadku jednak, decydująca okazać się miała masa.
200SX był lżejszy. Znacznie lżejszy.

- Są w zakręcie! 200SX na przedzie, ale znosi go… Dżiz… jest, uniknął, jest! Ostatnia prosta, będzie… - emocjonujący komentarz przenosił wszystkich posiadaczy odbiorników krótkiej fali w same centrum akcji - … tak!! Robert po raz kolejny nie zawiódł! Wygrana jest nasza! Słyszycie, frajerzy z LBK? Celica przegrywa! 200SX zwycięzcą!
Okrzyki triumfu słychać było w całej okolicy. Fakt, że wygrana była o przysłowiowy włos, a kilka kolejnych zakrętów więcej zamieniło by niepokonanego Nissana w kupę złomu, zabitą przez podsterowność, nadsterowność czy też brak przyczepności, został skrzętnie pominięty.
Robert wiedział o tym. Gdy walczył z trudnymi przeciwnikami, przestawał panować nad nerwami i zużyciem opon. Musiał więc ćwiczyć więcej. Znacznie więcej.
Julia nie zniosła by porażki.
Nie da Mateuszowi tej satysfakcji.
Gdziekolwiek ten frajer jest, cokolwiek robi i czymkolwiek jeździ. To nieważne.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Matik, to nie jest normalna Ściereczka, co nie? – zapytał pretensjonalnie Andrzej. Świeżo upieczeni uczniowie klasy IIIe stali na górnym parkingu, bacznie wpatrując się w ustawione już na linii startu Eclipse i Prelude.
Karol mruknął coś pod nosem, wydając dźwięk, który można było zinterpretować jako „ignorant” lub „kretyn”, zależnie od woli. Jacek i Błażej, próbując ukryć zaciekawienie, zbliżyli się nieco.
- Po pierwsze – zaczął po chwili Mateusz – to nie lubię określenia „Matik”. Jest kretyńskie, Andrzeju. Po drugie, nie nazywaj tego samochodu „Ścierką”, bo tym samym przyrównujesz ją do szajsu ze złomowiska. A po trzecie, to jest normalne auto. Ma cztery koła, silnik i kierownicę. Nie widzę w nim nic nienormalnego – zakończył zimno Mateusz, nie odrywając wzroku od linii startu.
- Spokojnie spokojnie, ochłodnij, Mat, po co się emocjonujesz. Ja tylko chciałem wiedzieć…
- To już wiesz. – skwitował Mateusz, nie zaszczycając Andrzeja choćby spojrzeniem. Rozmowę uznał za zakończoną.
- 4WS i 4WD – odezwał się Karol, słuchając przegazówek stojących w dole aut – To może być ciekawe. Napęd na 4 koła sprawia, że Eclipse waży prawie tyle samo, co Prelude Adama. Nieznacznie większa moc Mitsubishi jest okupiona za to turbo z większym opóźnieniem. Na pierwszej prostej, jeśli wystartują równo, przód weźmie Honda. Ale dalej… tego nie wiem. Auta są dość ciężkie, i jeśli będą jechać grip’em, to szybko zniszczą opony.
- Będą jechać grip’em – odezwała się Natalia. Fakt, że grupki ludzi ukradkiem pokazywali to na nią, to na jej czerwonego Stratusa sprawiał, że jej policzki upodabniały się do koloru Dodge’a – Do tego ich zmuszą napędy… prawda? – zawahała się.
- Prawda. Masz całkowitą rację. – przytaknął Mateusz – Adam zda się na swoje „niezawodne” cztery koła skrętne, idąc ogniem cały czas, a Michał będzie się starał nie tracić przyczepności na żadnym zakręcie. Zniszczą opony, to pewne.
Zapadła cisza. Natalia i Karol wykonali potakujący ruch głową. Andrzej chciał coś powiedzieć, ale widząc miażdżące spojrzenia Błażeja i Tadeusza – zrezygnował…

- Start!
Adam idealnie wyczuł moment do puszczenia sprzęgła. Wyrwał do przodu z właściwymi obrotami silnika, nie tracąc przyczepności ani na moment. Stopniowo gaz do oporu, obroty, sprzęgło, bieg… spojrzał w prawo – Eclipse zostało nieco z tyłu. Jego Prelude zajmowała wewnętrzny pas. Przód był więc już pewny. A potem to tylko nie dać się wyprzedzić. Banał.
Wcisnął hamulec, i zaatakował pierwszy zakręt…

- Ta faja jest pierwsza, dokładnie tak, jak mówiłeś, Karol. – stwierdził Błażej, gdy światła Prelude i Eclipse zniknęły im już z oczu – Wygra to, sukinkot. Michał będzie niepocieszony.
- Dlaczego typujesz finał wyścigu – odezwał się Tadeusz – skoro widziałeś tylko start? Adam to może równie dobrze spier****ć. Może wyje**ć w drzewo. Może mu sarna wyskoczyć. Może mu krwi w mózgu braknąć, na myśl o tej lasce, co startowała wyścig. Może się milion pięćset rzeczy stać. Turbodymomen go może zawstydzić. Więc nie pier**l, tylko czekajmy na relację.
- Tu zakręt za długą prostą – rozwrzeszczał się megafon. Serpentyny nie przeszły jeszcze na numeryczne oznaczenia wiraży – Prelude właśnie wchodzi w ostry w prawo. Jedzie bardzo szybko, skręcają się jej wszystkie koła! Dym i głośny pisk idzie z wszystkich kół. Eclipse jest dwa metry za nią, wybrało linię trochę bliżej wewnętrznej. Wjeżdżają na małe zakręty, Prelude nie zwalnia. Ma gość jaja!
- Ta kurna – odezwał się beznamiętnie Mateusz – Jaja może i ma, ale taktyki za grosz. Zniszczy opony jeszcze przed Patelnią. Frajer…

Michał delikatnie dodawał gazu, utrzymując Mitsubishi pośrodku drogi. Pamiętał doskonale, jak ten odcinek pokonywała Sierra, która doścignęła go i Błażeja. Wóz szedł wtedy idealnie środkiem, nie zwalniając ani na moment. Próbował to zrobić wielokrotnie, ale nawet z napędem na obie osie było to diabelnie trudne, musiał non-stop dodawać lub odejmować gazu, żeby pokonać pod i nad-sterowność. A Sierra to przecież tylnonapędówka… kim, u diabła, był jej kierowca?
Patrzył na Prelude, mknącą przed nim. Obie osie skręcały się to w prawo, to w lewo, zmuszając auto do niesamowitego wręcz tańca. Obłoki białego dymu wydobywały się spod kół, a z każdym kolejnym zakrętem Hondę znosiło coraz bardziej ku zewnętrznej. Im mocniej zaś skręcały się koła, tym bliżej po chwili wóz znajdował się rowu.
Michała olśniło.
Docisnął gaz do oporu, zbliżając się na metr do Prelude.

- Tu Patelnia! Prelude z przodu, Eclipse zaraz za nią! Będą wchodzić!

Adam gwałtownie wdusił hamulec, po czym skręcił kierownicę do oporu, dodając jednocześnie gazu. Silnik wył dziko, ale reakcja auta nie była taka, jakiej się spodziewał. Wóz zniosło na zewnętrzny pas, niebezpiecznie blisko barierek, gdzie niespodziewanie odzyskał trakcję.
- Wa mać! – wrzasnął – Czemu znowu to samo!

Dokładnie tego się spodziewałem, pomyślał Michał, podczas gdy jego Eclipse nurkowało delikatnie przed Patelnią. Za pomocą hamulca przeniósł środek ciężkości na przód, a jego Mitsubishi gładko prześlizgnęło się po wewnętrznym pasie.
Adam znowu zakatował opony.
Jego strata.
Ale i ogumienie w Eclipse nie było w najlepszym stanie.

- Góra, tu Patelnia! Eclipse wyprzedziło Prelude, Hondę zniosło na barierki, minęła je o centymetry… ale Eclipse też zaczyna mieć problemy z trakcją. Honda od razu zaczęła odrabiać stratę, właśnie wchodzą w następny zakręt… bez zmian, Eclipse dalej z przodu!
- Mieliście racje. Obaj zje**li opony, ale Adam, ta faja, zrobił to ciut wcześniej. Zawsze wiedziałem, że to frajer. – stwierdził Tadeusz.
- Nie tańcz, Tadek. Jak w końcu dorobisz się auta to zobaczymy, jak tobie to pójdzie. – ochrzanił kumpla Błażej – Ale masz rację, Adam to frajer. Nie umie jeździć. Popełnił ten sam błąd, co wtedy w wyścigu z Jackiem. Jedzie za ostro.
- Poczekaj jeszcze trochę, Błaż – stwierdził zimno Tadeusz – Efekt cię powali. Ale to nie będzie wóz na przełęcz. Zdecydowanie.
- A co, autostradka ci się marzy? – zapytał Andrzej.
- Może. – odparł Tadeusz.

Michał wręcz czuł obecność Adama tuż za tylnym zderzakiem. Podświadomie słyszał pracę jego 2,2 litrowej jednostki, popiskiwania opon, ryk wydechu. Trzy zakręty do mety, musiał teraz dać z siebie wszystko.
Hamulec do oporu, na krótką chwilę.
Skręt kierownicą.
Gaz.
Mimo że atakował ciasną „dziewięćdziesiątkę” w prawo najciaśniej jak potrafił, okropna podsterowność wyniosła go na wyjściu bardzo blisko zewnętrznej.
Czyżby jego technika ciasnego brania zakrętów była niedoskonała?

- TERAZ!
Adam dusił gaz do oporu, próbując zmusić Hondę do wślizgnięcia się po wewnętrznej przed Eclipse, ale jego wysiłki spełzły na niczym. Auto zupełnie nie reagowało na polecenia. Prelude zniosło do zewnętrznej, o centymetry od rowu, ledwo unikając uderzenia w Mitsubishi.
Adam czuł już, że nie ma szans w tym pojedynku. Może i Michał tracił trakcję i musiał walczyć ze straszną podsterownością, ale ten sam problem dotykał także i jego.
Ba, skutki zużycia opon odczuwał jeszcze mocniej.
Jego przedni napęd poniósł porażkę.
Ale to nie mogła być jego wina. Dał z siebie wszystko!

Michał dodawał gaz najdelikatniej jak tylko potrafił, ale na przedostatnim zakręcie, 90’ w lewo, ponownie wyniosło go na zewnętrzny pas. Momentalnie zerknął w lusterko, pewny, że tym razem Adam na pewno go wyprzedzi…
Mylił się.
Prelude znalazła się dokładnie za nim.
Czemu Adam nie próbuje wyprzedzać?
Czy on też ma problemy z trakcją?

- Są! Będą wchodzić w ostatni zakręt! Góra, tu Dół, zaraz będą na mecie!
- OK., Dół, ale kto prowadzi?
- Michał. – powiedział Błażej.
- Michał – stwierdził Tadeusz.
- Michał – mruknął Mateusz.
- Michał – pokiwał głową Karol.
- Michał – ziewnął Jacek, obejmując Monikę.
- Adam! – zaskoczył wszystkich Andrzej.
- Eclipse! Eclipse jest na przedzie! Są już na ostatniej prostej, z zakrętu wyszli po tej samej linii, zniosło ich na sam skraj drogi! Przyśpieszają… - wrzeszczał sprawozdawca z Dołu.
Przez głośniki przeleciał ryk dwóch silników, po czym okrzyk tłumu.
- Mitsubishi wygrywa! Prelude nie dało go rady wyprzedzić! Wygrana Eclipse!!
- Michał był lepszy – pochwalił kumpla Błażej – Adam to kierowca o kant rzyci roztrzaś.
- Prawda jest taka – odezwał się Karol, nie odrywając wzroku od jakiegoś punktu na głównym parkingu – że obaj popełnili zasadniczy błąd. Jechali nie dbając o stan opon. Zarówno przednionapędówki jak i 4WD bardzo szybko zużywają opony przy jeździe bez poślizgów, jaką jest grip. I Adam, jadąc nerwowo i gwałtownie, i Michał, opóźniając hamowania do maksimum i używając 100% przyczepności, popełnili błędy…
- Co? – mruknął Andrzej. Błażej nie odezwał się, rzucił tylko Karolowi spojrzenie. Bardzo nieładne spojrzenie.
- Wygrana jest kwestią przewagi napędu 4WD nad FF. – skomentował Mateusz – Choćby było to i 4WS, jak u Adama, to nadal będzie szybciej zużywać opony z przodu niż z tyłu. 4WD zużywa je równomiernie, a mając w zakręcie trakcję na wszystkich kołach, dzieje się to nieco wolniej niż w FF. Owszem, przyznaję, Michał pewnie jest lepszym kierowcą od Adama. Ale nie to miało decydujący wpływ na wynik.
- Mówicie mądrze – odezwał się w końcu Błażej – a może tylko tak wam się wydaje.
Mateusz zmarszczył brew. Karol nawet się nie poruszył.
- Uważacie się za ekspertów – ciągnął dalej Błażej – Ale jak dotychczas, to ty, Karol, wje***eś jeden wyścig, a ty, Mat, też nie masz się czym chwalić. Kilka wygranych, koszmarna przegrana z 200SX… i mówicie o innych, że są słabi. Gów*o macie do gadania.
- Być może, Błaż – stwierdził zimno Mat – Być może.
Nie znasz wszystkich faktów, pomyśleli jednocześnie Karol i Mateusz.
Ale nie powiedzieli tego głośno.

- Pier***ę takie coś. – odezwał się Adam, wysiadając z auta po powrocie na parking – Kończę z wyścigami górskimi.
- Ale bardzo dobrze jechałeś, stary. Fuksem wygrałem, to był bardzo równy pojedynek. – stwierdził Michał.
- Może – odparł Adam – Ale druga porażka z rzędu to coś, co mnie bardzo wkurza. Spróbuję tych wyścigów autostradowych z Andrzejkiem, i tak zawsze wolałem zapier***ać niż wlec się i machać kierownicą. Jak miałem motór to też większą frajdę miałem z prostych niż zakrętów.
- O! To będzie nas dwóch, ziomek, będziemy wyrywać dupeczki! – ucieszył się Andrzej.
- Zobaczymy. – powiedział Adam. – Zobaczymy… a teraz sram to. Nie wiem jak wy, ale ja wracam do domu.
- My też się będziemy zbierać – powiedział Jacek. Monika siedziała już w Civicu.
- Ja też, nie mam ochoty na wyścigi z tymi frajerami. Zwijam się. Michał, jedziesz?
- Ta – odpowiedział Michał – trzeba się wyspać, jutro dwie matmy…
- Masakra. Ja też wracam. – powiedział Adam.
- A wy? Natalia, Joasia? Jedziecie na Cieszyn? Dochodzi druga godzinka, późnawo już – zapytał Andrzej.
- Nie – odparła Natalia.
- A to czemu? – zdziwił się Błażej.
- Powiedzmy – odpowiedziała za nią milcząca dotąd Joasia – Że mamy tutaj jeszcze parę spraw do załatwienia.
- Aha. – mruknął Błażej, wsiadając do swojej MR2 – Ciekawe jakich…
- A jakich – dodała cicho, tak, żeby jej nie usłyszał – to już nie twoja sprawa, Panie Super Kierowca…