3. „Rematch”

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Czternasty września. Słonecznie, ciepło, bezchmurnie. Wakacyjnie.

- Jesteście w trzeciej klasie! Maturalnej! Macie ledwie kilka miesięcy do matury, a nie wiecie, do jakiego toposu odwołuje się Umberto Eco w tytule swej powieści „Imię Róży”? Skandal!

- Trzecia klasa! Maturalna! A ten się mnie pyta, w którą stronę dać strzałki przy „cout”! Co ty tu robisz, chłopie?!

- Matura za kilka miesięcy. Musicie być gotowi na zagadnienia z każdego działu matematyki. Dlatego nastawcie się duchowo na niezapowiedziany sprawdzian z trzech lat nauki…
- Kiedy?
- Jutro.

Matura. Matura never changes.

- Mam już tego serdecznie jego mać dość. – stwierdził Jacek, wychodząc z klasy – Wiem, do stu diabłów, że niebawem matura. A oni cholera przypominają nam o tym na każdej lekcji, już w drugim tygodniu trzeciej klasy. Po prostu szlag mnie trafia.
- Skandal. – roześmiał się Sebastian.
- Oh, shut up… - warknął Tadeusz, przechodząc obok – To nawet nie jest śmieszne. Polski. Co druga nasza wypowiedź to skandal, psiamać.
- Spójrzcie na to z drugiej strony – odezwał się Michał, włączając się do dyskusji – Zadań domowych i prac jest mniej, wszystko robimy na lekcjach. Pomijając te wszystkie sprawdziany, jak choćby jutrzejszą matmę, to mamy czas na…
- Przełęcz. – wszedł mu w zdanie Błażej.
Michał przytaknął.
- I panienki. – dodał Błażej na odchodnym.
- O tak, panienki. – roześmiał się znów Sebastian.
- Wyrywaj na Golfa, Seb. – sarknął Tadeusz, ruszając w kierunku schodów. Wkurzał go już ten ciągły śmiech kumpla z klasy. Golfy, Civici, Sierry, a nawet Eclipsy, MR2 i Stratusy, żaden z tych wozów nawet nie mógł się równać z tym, co przygotowywał z kuzynem w jego warsztacie. Ten wóz zmiażdży wszystko. Kuzyn miał rację, to było prawdziwe cacko. Kompletowanie części i remont zajmie mu całą jesień i zimę, ale na wiosnę…
… na wiosnę pokaże im wszystkim, co to jest true power.

- Fajne, co nie? – stwierdził Błażej, szturchając Michała w bok. – Nowy towar. Pierwszoklasistki. Może by tak, dla rozrywki…
- Nie. – uciął krótko Michał – Jak chcesz, to idź sam. Ja mam dziewczynę, i nie mam zamiaru…
- Spoko spoko, stary! Tak tylko proponowałem, w końcu na sportowców i ścigantów to takie lecą jak pszczoły na miód. Nie to nie, świętoszku. Się znalazł, tak długo z jedną laską, tą całą twoją Amelią… ja bym nie wytrzymał. Za to tymi tutaj nie pogardzę…
- Zamilknij – stwierdził zimno Michał – Bo jeszcze słowo i spotkamy się na Amfiteatrze. A nie lubię tłuc najlepszych kumpli.
- Ja też nie. – warknął Błażej – Więcej luzu. Jak mówiłem, ja bym tak nie dał rady z jedną laską…
- Dałbyś. – stwierdziła Joanna, siedząca nieopodal – A nawet wiem, że chciałbyś. Pozer z ciebie, Błażej, a w środku tak samo delikatny jak reszta tej klasy.
- Co?! Co to znowu za babskie teorie? Skąd taki pomysł, Asia? – obruszył się Błażej.
- Od pierwszej klasy – Asia wpatrywała mu się wnikliwie w oczy – Kochasz jedną dziewczynę, z równoległej klasy. I ty, najlepszy sportowiec, macho, geniusz i co tam jeszcze, akurat z tą nie umiesz sobie poradzić. Wyrwałeś chyba każdą laskę w tej szkole oprócz tej jednej, jedynej. I podrywasz dalej, byle tylko zapomnieć. Ba, te twoje nabijanie się z innych, przechwałki, szpan tym nowym wózkiem, patrzenie z wyższa na Benedykta… wszystko po to, żeby odreagować, że ta jedna cię nie chce. A właśnie, zabawne, jesteś tym samym tak podobny do Benedykta. Którego tak wyśmiewasz.
- Nie porównuj mnie – Błażej zatrzymał się w pół kroku od grupy pierwszoklasistek i odwrócił w stronę Joasi – Do tego frajera. Nic, żadna cecha ani problem nie łączy mnie i jego.
- Ty tak sądzisz – odparła Joanna – A raczej chciałbyś, żeby tak było. Ale nie zaprzeczasz, że marzysz ciągle o tej jednej. Że to wszystko z jej powodu…?
Błażej milczał, na krótki moment puszczając Joasi mordercze spojrzenie.
Musiał odreagować. Trafiła w czuły punkt.
- Beniu – odezwał się wreszcie – Słyszałem o zmianach w twoim Subaru. Co tym razem, różowe obicia siedzeń, czy może żyletka do cięcia się z powodu rozstania z tą całą Małgorzatą?
Benedykt, do tej pory dyskutujący z Mateuszem, spokojnie choć zimno odparł:
- Ciśnienie turbodoładowania, jeśli ci to coś mówi. Do 240 koni mechanicznych.
- 240?! – wybuchnął śmiechem Błażej – Ty nie umiałeś sobie poradzić ze 175! Kurna, ty nie umiałeś nawet dobrze jeździć seryjną Imprezą! Bullshit, Beniu. Lepiej mogłeś sobie wmontować przy kierownicy półkę na chusteczki higieniczne. Miałbyś chociaż jakiś pożytek z tego. Laska odeszła, co? Nie mogła zdzierżyć, że chodzi z ciotą, która przegrała wyścig z babami. Współczuję, Benek. Nikt nie jest tak beznadziejny jak ty.
Sebastian po raz kolejny głupkowato się roześmiał, tym razem zawtórował mu nawet Tadeusz. Mateusz chciał coś odpalić, ale ugryzł się w język. Joasia prychnęła gniewnie. Natalia, siedząca nieopodal, poczerwieniała i spuściła głowę. Było jej wręcz głupio, że razem z Joasią pokonała Benedykta, wtedy, na Białym Krzyżu.
- To nie było nawet zwycięstwo – odezwała się wreszcie, przerywając narastającą, nieznośną ciszę – Nie było startu, nie było linii mety. Po prostu go wyprzedziłyśmy. To nic nie znaczy.
- Tak czy inaczej – ciągnął Błażej – Ben został wyprzedzony. Przez kobietę. Co, Beniu, nie chcesz nam udowodnić, że jednak to był przypadek?
- Co sugerujesz? – zapytał Benedykt.
- Rewanż. – uśmiechnął się cynicznie Błażej.
Benedykt spojrzał ukradkiem na Natalię. Wtedy przegrał, to nie ulegało wątpliwości.
Z drugiej strony, pojedynek był nieoficjalny. Musiał odzyskać dobre imię.
Udowodnić Małgorzacie, że jest coś wart.
- Z mojej strony – powiedział wreszcie – Jestem gotowy.
Natalia spojrzała na Joasię. Ta nieznacznie przytaknęła.
- My też. – stwierdziła Nat.
- W takim razie kiedy – zapytał Benedykt – I gdzie?
Natalia zastanowiła się krótką chwilę.
- Może być i dzisiejszej nocy.
Po klasie przemknął pomruk.
- OK. – odparł Ben – A… gdzie?
Nie znam zbyt dobrze Przełęczy Białego Krzyża, przemknęło mu przez głowę. One są tam niepokonane. Nie dam rady…
- Dla odmiany, na Przełęczy Kubalonka. – uśmiechnęła się do niego Natalia - … jeśli tylko nie masz nic przeciwko temu.
Cholera, pomyślał Ben. Nic dziwnego, że kiedyś za nią szalałem.
Ma śliczny uśmiech.
A ja pieprzonego farta.
- Nie mam nic przeciwko.

- Wyścigi autostradowe – zaczął Andrzej, gdy wychodzili po lekcjach z gmachu Osucha – to jest to. Dynamizm i prędkość. Powinniście kiedyś spróbować. My z Adamem już sobie śmigamy.
- Nie pomyślałbym, że stockowa Prelude może dotrzymać tempa Audi S6 na autostradzie. – stwierdził Karol.
- Bo nie może. – roześmiał się głupio Andrzej – Adam ściga się co najwyżej z Audiczkami A4, jakimiś starszymi Mercami… z tym sobie daje radę, ale mojej S6 to może podskoczyć.
- Zauważ, że masz o 140 koni więcej, cwaniaku. – powiedział Adam – Jak tylko coś odłożę, to pier…dzielnę instalację N2O i będzie po sprawie.
- Nitro? Abstrakcja. Nielegalne, nie w tych warunkach, nie bez zaawansowanych przeróbek, i to nie tylko silnika, ale i zawieszenia, układu przeniesienia napędu… wzmocnienia karoserii. Kilkanaście tysięcy minimum. Taniej wyjdzie cię uturbienie. Albo nawet ubiturbienie.
- Hę?
- Instalacja turbosprężarki albo dwóch. W wyścigach autostradowych, gdzie liczy się prędkość maksymalna, a przyśpieszenie schodzi na dalszy plan, to dobre rozwiązanie.
- Tu się zgodzę, chociaż double turbo to świetne rozwiązanie również na przełęcz. – odezwał się Mateusz. Wciąż miał w pamięci tego niesamowitego Skyline’a GT-R.
- O ile są to dwie małe turbosprężarki – zgodził się Karol – owszem, sprawdzają się lepiej niż single turbo, a nawet NA.
- Jak coś może być lepszego niż NA? – zdziwił się Jacek. Jego Civic był NA.
- Moment obrotowy. Turbo daje więcej momentu.
- Zmieniając temat, to czemu nie pochwalisz się nam, co ciekawego widziałeś w Japonii? – zwrócił się do Mateusza Andrzej.
- Dużo by opowiadać. Dyskusja na spotkanie klasowe, a nie na rozmowę pod szkołą. – uciął Mat.
- A wyrwałeś coś chociaż? Wyrżnąłeś? – zapytał Benedykt.
Typowe dla niego, pomyślał Mateusz.
- Wyrwałem – stwierdził – koło z osi. I wyrżnąłem. W barierkę.
Nie musieli wiedzieć. Fumi…
Zapadła cisza, przerywana tylko nerwowym chichotem Andrzeja.
- Pozwól że zapytam – odezwał się w końcu Karol – Ile ona ma mocy?
Mat spojrzał za siebie, na swój wóz. Stary Ford nie wzbudzał już salw śmiechu u nikogo. Nie po takich zmianach.
Ospojlerowanie z topowej Sierry Cosworth, zderzaki, progi, maska, oryginalne rajdowe felgi BBS, dedykowane Sierze Cosworth. I ten niesamowity, ogromny spojler na tylniej szybie. Ale to był wygląd. Ciekawsze było ukryte dla oczu. Wyścigowe hamulce, tarcze na wszystkich kołach, „przeszczepione” z rajdówki. Tożsamo zawieszenie, prosto z rajdowych OS’ów. Dostrojony, przerobiony ze Scorpio Cosworth układ wydechowy, przeniesienia napędu. No i silnik. 2,9 V6 Coswortha, prosto ze Scorpio. Potwór.
Moc oscylowała na poziomie 250 koni. Ojciec ze swoim znajomym mechanikiem wykonał niesamowitą robotę. Ta Sierra była potężna.
Ale i o tym nie musieli wiedzieć.
- Trochę ponad dwieście koni. Silnik ze Scorpio Cosworth. – odparł.
Karol zmarszczył brew, ale nie skomentował. Był pewien, że ten Ford ma więcej mocy.
Znacznie więcej.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Widlasta szóstka w Dodge’u pracowała równo, powoli wspinając się na szczyt Przełęczy Kubalonka.
- Znamy tę trasę? – zapytała Joasia.
- Jeździłyśmy tu raz albo dwa. Spróbuj zapamiętać jak najwięcej szczegółów, może jakoś to będzie. – odparła Natalia.
- OK. A, Nat… powiedz mi jeszcze jedno…
- Hm?
- Czemu wybrałaś akurat to miejsce na wyścig? Benedykt jeździł tu już wielokrotnie, zna tę Przełęcz jak własną kieszeń. Ma nad nami przewagę.
Natalia milczała dłuższą chwilę. To Joannie wystarczyło.
- Dalej masz do niego słabość, tak? – zapytała.
- Nie. – odparła szybko – to nie to. Po prostu… zrobiło mi się go żal. Przez nas rozstał się z dziewczyną.
- Bzdura. – odpaliła Joasia – Nie można rzucić chłopaka tylko dlatego, że przegrał wyścig. Jeśli tak zrobiła ta cała jego Małgorzata, to jest zwykłą blacharą. Problem tkwi w tym, że Benek to po prostu fatalny kobieciarz. Sama to przyznasz.
Natalia nie odpowiedziała. Ale w duchu przytaknęła.
- Tak samo jak Błażej, Adam i pół tej naszej męskiej klasy. Chlipią że ukochane dziewczyny ich nie chcą, a sami sobie są winni. Co dzień nowa laska.
- Nie wszyscy są tacy – odparła Natalia – Michał. Jacek. Mateusz.
- Nie wszyscy, zgadza się. To przywraca mi wiarę w tych naszych facetów. Ale Mateusz… on się zmienił. Podczas tego pobytu w Japonii coś się musiało stać. Jest za cichy. Zbyt dobrze go znam, to do niego niepodobne. Martwię się o niego, Nat. On się chyba nie otrząsnął po tym… - Rozstaniu – dokończyła za Joasię Natalia. Ich oczom ukazał się już parking na szczycie Kubalonki.
- Rozstanie to złe słowo. – stwierdziła Joasia - Po tej katastrofie.

 

- Kierowcy gotowi?!
Przytaknęli.
- Zaczynam odliczanie!

- Kto weźmie przód? – rzucił Jacek. Stali na górnym parkingu, obserwując linię startu. Widlasta szóstka Stratusa brzmiało rasowo, do wtóru z syczącym turbiną bokserem Imprezy.
- Jeśli tylko nie schrzani startu – zaczął Karol – to pierwszy będzie Ben. Impreza jest lżejsza, i to znacznie. Turbosprężarka spowalnia go przy rozpędzaniu, owszem, ale 240 koni to dokładnie tyle samo, ile ma Natalia w Stratusie. A dzieli ich 300 kilogramów masy. Jeśli tylko Ben opanuje wóz…
- Właśnie – parsknął Błażej – Jeśli opanuje. A w to wątpię.

- Trzy!

- To Stratus z Białego Krzyża?
- Ta, Czerwony Sztorm.
- Przyjechał tutaj jako reprezentacja Ligii, czy…
- Nie. Nie ma ich naklejek.
- Działa sam?
- Na to wygląda. Ciekawe, kim jest kierowca…

- Dwa!

- Nie miałem okazji obserwować stylu i techniki Natalii– stwierdził Mat – Dobra jest?
- Cholernie dobra. – odparł Jacek. Stojąca obok niego Monika, jego dziewczyna, zgromiła go wzrokiem. – Bardzo dobra, chciałem rzec. – zreflektował się.

- Jeden!

- A jak wyglądał ich pierwszy pojedynek? – rzucił Mat.
- To dłuższa historia. – powiedział Adam.

- Start!
Ben wrzucił bieg i wystrzelił do przodu. Musiał wziąć przód. To była jego jedyna szansa, wziąć przód i blokować do końca. Natalia nie zna trasy, nawet Joasia jako pilot jej nie pomoże. Nie zna miejsc, w których można atakować.
Wygram, pomyślał. Muszę wygrać.

- Nie dogonimy go na tej prostej. – stwierdziła Joasia. Impreza powoli, acz wyraźnie wysuwała się na prowadzenie.
- Nie. – powiedziała Natalia – Jest lżejszy, ma napęd na cztery koła. – Nawet nie liczyłam, że weźmiemy przód.
Impreza wyprzedziła wreszcie Stratusa, po czym zjechała na środek drogi, przygotowując się do pierwszego zakrętu.

- Wziął przód. – stwierdził fakt Michał.
- Fuksiarz. – mruknął Błażej.
- Nie. To było do przewidzenia. Nie mógł sobie pozwolić na oddanie prowadzenia. – powiedział Mateusz – Jeżeli wasze opowieści są całkowicie zgodne z prawdą, Natalia musi być niepokonana. A na pewno nie do wyprzedzenia na takiej trasie, jak Kubalonka.
- Nie do pokonania przez, dla przykładu… Roberta? – wbił szpilę Adam.
Karol delikatnie zacisnął pięści. Mat nie odpowiadał przez dłuższą chwilę.
- Nie wiem. – odparł wreszcie – Być może.

- Doganiamy go. – stwierdziła Joasia – I to na końcu prostej. Nie rozumiem.
Natalia przyhamowała lekko, po czym wprowadziła Dodge’a w poślizg i pokonała ostry zakręt w prawo, jak gdyby nigdy nic. Opony nawet nie pisnęły. Zaraz potem dodała gazu, i kontrując kierownicą nadała autu właściwy kierunek. Ich oczom ukazały się słynne małe zakręciki. I tylne światła Imprezy.
- Ja w sumie też – Nat była trochę zdziwiona – Teoretycznie powinien być szybszy, ale…
Lekko kontrując, zamiatała tyłem auta, pokonując kolejne odbicia. W miejscu takim jak to, Impreza miała przewagę, dzięki sztywniejszemu zawieszeniu. Stratus R/T był usztywniony w stosunku do zwykłej wersji, ale i tak zawieszenie było dość miękkie. To nie ułatwiało szybkich manewrów.
Ale ona doskonale rozumiała się z samochodem. Nie zbliżała się do Imprezy. Ale też się od niej nie oddalała.
Subaru mrugnęło światłami stopu, po czym weszło w ostatni zakręt, ciasne odbicie w prawo, tuż przed Patelnią.
- Chyba rozumiem. – powiedziała wreszcie, wystrzeliwując z tego zakrętu. Przed nimi rozwarła się Patelnia, okupywana przez tłumy gapiów – To przez jego turbodoładowanie. Nie traci przyczepności w zakrętach, ale okupuje to hamowaniem przed nimi. Wychodząc musi cisnąć gaz do oporu, ale i tak traci czas na rozpędzenie turbo. Zanim osiągnie pełnię mocy, znów hamuje. Ta trasa nie ma na tyle długich prostych, żeby całkowicie wykorzystać tak dużą turbosprężarkę.
- Dobra, i tak nic z tego nie rozumiem. Co to znaczy dla nas? – zapytała Joasia.
- Możemy spróbować zaatakować na wyjściu z tego zakrętu, z Patelnii. On blokuje wewnętrzną. Jeśli go wyniesie…

Ben wdusił hamulec do oporu, zdając się na ABS. Nawet nie liczył, że uda mu się zgubić Natalię, ale czerwony Stratus dosłownie siedział mu na ogonie. Pamiętał doskonale, jak blisko wewnętrznej potrafi atakować Natalia.
Musiał jej to uniemożliwić.
Skręcił kierownicę, zmuszając wóz do trzymania się maksymalnie wewnętrznej.
Zrobił to dobrze.
Za dobrze.
Mniej więcej w połowie zakrętu, poczuł ciągnącą go ku zewnętrznej siłę.
Podsterowność!
Dodał gazu, próbując wyciągnąć wóz z opresji.
I wtedy dopiero zrobiło się wesoło.

Dobrze wybrałem miejsce, pomyślał Mistrz, patrząc na bieg wydarzeń. Stał na Patelnii, na wewnętrznej części, przeznaczonej dla widzów. Tutaj rozstrzygała się większość wyścigów.
Nie inaczej było tym razem.
Mistrz nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, patrząc jak przód Imprezy opada, by następnie podskoczyć, a wraz z rozpaczliwymi manewrami jej kierowcy – rozpacz ta wręcz malowała się na jego twarzy – ponownie opaść, podskoczyć i wylecieć z zakrętu w kierunku zewnętrznej.
Mistrz uśmiechnął się. Pierwszy raz widział w tak zabawny sposób wykonany gutter driving.
A raczej przypadkowy gutter driving.
Mówiąc szczerze, nawet nie gutter driving. Gutter accident? Gutter crash?
Zabawne. Co najmniej zabawne.

Natalia zredukowała bieg, i z całą mocą silnika, z pedałem gazu wduszonym do oporu, minęła Imprezę po wewnętrznej. Nadal nie wiedziała, co właśnie zrobił Benek, ale zdecydowanie było to coś niebezpiecznego. Bardzo niebezpiecznego.
- Niech on się tylko nie rozbije – modliła się w duchu – Niech nie wypadnie…
Jej prośba została wysłuchana.

- Impreza nieomal wypadła z Patelni! Stratus wygrywa! Powtarzam, Czerwony Sztorm zwycięża! – rozległo się w głośnikach na szczycie. – Co więcej… załogą są kobiety!
- Frajer. – stwierdził Błażej – Jak przewidywałem, nie opanował tego auta. Frajer, jak zwykle.
- Nieomal wypadł z Patelni? – zapytała Amelia Michała – A co by było gdyby… wypadł?
Michał milczał dłuższą chwilę. Drążyła ten temat od wielu tygodni. Martwiła się, owszem, ale…
Nie było ale. To po prostu było diabelnie ryzykowne hobby.
- Poleciałby w przepaść. Albo zatrzymałby się na barierce, jeśli miał by szczęście. – odparł wreszcie.
Amelia nie odpowiedziała.

- Nic ci nie jest? – zatroskała się Natalia, podbiegając do stojącego kilka centymetrów od barierki Subaru.
Ben był w ciężkim szoku. To, co się wydarzyło, całkowicie go zaskoczyło. Zupełnie stracił kontrolę, wóz wpadł w coś, w koleinę…? Podskoczył, był całkowicie niesterowny. To nie była podsterowność. Co, u diabła, poszło nie tak?
Jego wzrok spoczął wreszcie na zewnętrznej stronie drogi.
Benedykt był inteligentnym człowiekiem. Sam sobie odpowiedział.
Gulik. Wklęsły, niewielki rów odprowadzający wodę.
- Nie - odpowiedział, wysiadając z auta – Jestem cały, wóz też… dziękuję.
- Wystraszyłeś nas, Beniu – stwierdziła Joasia, podchodząc.
- Ta… sam nie wiem, co to było. Znaczy, wiem. Wpadłem w to coś do odprowadzania wody, w zwykły gulik – wskazał palcem na przyczynę utraty kontroli.
- Jeśli chcesz – zaczęła Natalia – Możemy powtórzyć wyścig. Nie przegrałeś w końcu z własnej winy…
Ben był zaskoczony. Całkowicie. Jeszcze chce to powtórzyć?
- Nie… dzięki Nat, ale… przegrana była kwestią czasu. Gdybym nie schrzanił tutaj, wyprzedziłybyście mnie zaraz za Patelnią. Jesteś po prostu o klasę lepsza. Zaczynało mnie już znosić ku zewnętrznej. Nie miałem ciśnienia w turbo, a wy byłyście bardzo blisko. To tak czy inaczej skończyło by się na tym zakręcie. To wasze zwycięstwo.
Cholera, pomyślał Benedykt. Po co ja im to mówię? Pogrążam się.
- Byłeś świetny. – powiedziała Joasia – I Błażej nie powinien się nawet odzywać.
- Dzięki za pojedynek, Ben. – uśmiechnęła się do niego Natalia – Było naprawdę fajnie.
Cholera. Ona naprawdę miała piękny uśmiech.
A on musiał… tak. Postanowione.
- Ehh… to miło, ale… na razie z tym kończę. Muszę to wszystko przemyśleć. Zastanowić się, czy to jest dalej warte ryzyka… i tego wszystkiego, co tracę.

- Znowu wtopa, Beniu. – stwierdził Błażej, gdy wyjechali spowrotem na górę – Beznadzieja. Dno. Zero. Porażka. Kaczyński.
- Zamknij dupę – odpalił niespodziewanie Benedykt – A jeśli jesteś taki cwany, to sam je pokonaj.
Zapadła cisza. Mateusz uśmiechnął się paskudnie. Karol również nie powstrzymał się od uśmiechu. Nawet Michał, choć zazwyczaj trzymał stronę Błażeja, stwierdził:
- Taa… to było by ciekawe.
Natalia nie skomentowała. Ale nie skrytykowała pomysłu.
Fuck, pomyślał Błażej. Nie tak miało być.
Kumple patrzyli na niego, wyczekująco.
Musiał podjąć to wyzwanie.
- OK. – odparł w końcu – Jutro. Na Białym Krzyżu.
Natalia przytaknęła.
Musi go pokonać.
Była to winna Benedyktowi.