4. „Co potrafi MR?”


Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Silnik pracował miarowo, pieszcząc uszy Mateusza śpiewem sześciu cylindrów. Drzemiąca pod pedałem gazu moc wręcz prosiła o uwolnienie, gotowa kopnąć wał siłą 250 koni.
Spojrzał na konsolę środkową. Zegar wskazywał 6:50. Czasu miał nawet nadmiar, do Cieszyna dotrze w maksimum 40 minut.
Mógł sobie pozwolić na przejazd Serpentynami jeszcze jeden raz.
Nie liczył już nawet, który. Od powrotu z Japonii, pokonywał tę trasę dziesiątki razy.
W nocy.
I o świcie.
Nikt nie musiał wiedzieć.
Droga była puściusieńka, warunki idealne.
Czas zacząć.
Pulsacyjnie zwolnił przed ostrym odbiciem w prawo. Koła nawet nie spróbowały się zablokować, pomimo braku ABS’u. Hamowanie pulsacyjne, odpowiednio wykonywane, dawało rezultaty lepsze niż jakiekolwiek mechanizmy i elektronika. Ostatnim naciśnięciem pedału hamulca, tuż przed samym zakrętem, przeniósł ciężar na przednią oś. Puścił na moment gaz, skręcając koła, po czym lekko docisnął pedał. Tył ślizgnął się, a wóz wszedł w drift. Kontrował delikatnie, prowadząc Sierrę tuż koło skarpy po wewnętrznej.
To już nie była stara 2,0 DOHC, zdychająca w połowie zakrętu. To 2,9 Coswortha.
To potęga.
Silnik był nieco ciężkawy, owszem, ale w drifcie było to zaletą. Czuł wręcz, że auto reaguje na każde polecenie. Większy ciężar z przodu poprawiał podczas poślizgu właściwości trakcyjne. Skontrował, dodając powoli gaz do oporu. Jeszcze jedna drobna kontra i Sierra wystrzeliła po wewnętrznym pasie, mknąc przez pierwszy z małych zakręcików. Opanował uciekający nieco tył, i skierował wóz na optymalną, najlepszą linię.
Linię odkrytą przez niego.
Zmienił bieg, i przy akompaniamencie rosnących obrotów dotarł do przedostatniego zakręciku.
Potem w prawo.
I Patelnia.
Zgodnie z tym, czego się nauczył od znajomych z Japonii, zjechał i zaatakował zakręt od zewnętrznej. Kontrolując gaz, udało mu się nie utracić przyczepności, i przemknąć gripem.
Nie mógł tego zrobić z taką prędkością, jak Skylinem.
Ale i tak był szybki.
Cholernie szybki.
Przed jego oczami rozwarła się Patelnia, w całej okazałości. Widok na Wisłę Głębce, przejrzyste, letnie niebo, pierzaste „baranki” sunące na horyzoncie. Zaczął pulsować hamulcem…
I zobaczył postać na parkingu na Patelnii.
Znaną postać. I znany wóz.
RX8 mrugająca światłami.

- Miło mi cię znów widzieć, Mateuszu – zaczął Mistrz, gdy tylko wysiedli z samochodów.
- Ja również cieszę się, że zastaję pana w dobrym zdrowiu – odparł Mateusz. Nie miał pojęcia, w jakim celu sam Mistrz chciał z nim rozmawiać. Ale mimo wszystko, był to zaszczyt – Ma pan rację, długo mnie tu nie było.
- Nie mówię o spotkaniu w trakcie jazdy – odparł zdziwiony nieco Mistrz – Ale o okazji do rozmowy. Pewnie ciekawi cię, skąd wiedziałem, że będziesz o tej porze przejeżdżać… i po co cię zatrzymałem, skoro pewnie śpieszysz się do szkoły. Przyznam się bez bicia, przez cały sierpień miałem przyjemność obserwowania tej twojej nowej maszyny… i jest dla mnie co najmniej intrygująca. Tak samo jak twoje umiejętności za jej kierownicą.
- Przez cały… sierpień? I moje… umiejętności? – Mateusz był kompletnie zaskoczony – Ale ja wróciłem do Polski dopiero w ostatnim tygodniu wakacji. I dopiero zapoznaję się z autem… byłem w Japonii. Nie jeździłem tym autem!
- Hmm… - zamyślił się Mistrz – W takim razie, powinieneś wiedzieć, że ta Sierra nabrała już statusu pojazdu – widmo. Przez cały sierpień pojawiała się regularnie na Serpentynach, pokonując każdego, kto nieopatrznie zablokował ją podczas wyprzedzania. Nikt nie zna kierowcy, ale kojarzą wóz i rejestrację. Chodzą pogłoski, że to twoja prywatna vendetta przeciwko… hmm – Mistrz zawahał się - … pewnemu właścicielowi S13 200SX. Który również przez wakacje pokonał wielu przeciwników, nawiasem mówiąc. Nie może się jednak nawet równać z umiejętnościami kierowcy tej Sierry Cosworth, techniki, jakie widziałem w jego wykonaniu, były po prostu znakomite. Może domyślasz się, kto to mógł być?
- Mam pewne przeczucie – zawahał się Mateusz – Ale to raczej niezbyt realne. Nie, nie wiem, Mistrzu. Przykro mi.
Bo czy Mistrz uwierzyłby, gdyby powiedział, że autem jeździł ojciec albo jeden z jego kumpli? On sam nie wierzył w taką ewentualność. To musiało być jedno wielkie nieporozumienie.
- Tak czy inaczej – stwierdził Mistrz – Ten wóz to potwór. Z tego co widzę, to składa się z trzech różnych samochodów… starej Sierry 2,0, a raczej jej „budy”, ospojlerowania, felg… hamulców z rajdowego Coswortha, i, jak wnioskuję z dźwięku, silnika ze Scorpio Cosworth. Ale podejrzewam, że to nie wszystko… prawda? – zapytał.
- Tak… sporo zmian jest pod maską i karoserią.
Mistrz podszedł do Forda i zajrzał do środka. Widok był co najmniej intrygujący.
- Fotele kubełkowe Recaro – stwierdził – wskaźnik ciśnienia oleju i elektroniczny prędkościomierz i obrotomierz. Kilka gadżetów ze Sierry Cosworth – przeskanował wzrokiem konsolę środkową – I kierownica ze Scorpio, o ile się nie mylę. Z poduszką powietrzną.
- Tak… ma pan rację. Nie wiem, po co, ale jest wygodna w użytku. Ale ten airbag… wątpie, żeby się miał przydać. Nie na Serpentynach.
- Oby – powiedział Mistrz – nigdy się nie musiał przydać. – zawahał się na moment – Mam do ciebie prośbę, Mateuszu.
- Tak? – odparł Mateusz. Czego mógł od niego oczekiwać Mistrz?
- Czy zgodziłbyś się na zamianę autami… na jeden dzień? Chcę na własnej skórze przekonać się, co potrafi ta nowa Sierra. Oczywiście nie obrażę się, jeśli odmówisz.
Lol?
Mateusz spojrzał na lśniącą w promieniach słońca Mazdę RX8. Wóz był piękny, prawdziwa sportowa maszyna.
- Bardzo chętnie, Mistrzu, ale… co, jeśli nie daj Boże, rozbiję tą RX8? Wyklepanie Sierry nie jest problemem, ale RX8…
- Nie przejmuj się nią – uśmiechnął się Mistrz – To i tak… ehm… nie moje auto. Niebawem zwracam je do producenta.
Co?!?! – przemknęło Mateuszowi przez głowę – Słynna RX8 Mistrza nie była tak naprawdę jego?
Mistrz zauważył malujące się nie twarzy Mata zdziwienie, i dodał:
- Mazda dała mi ten egzemplarz, abym go przetestował. Niebawem mija okres testu, więc najpewniej oddam im ją spowrotem. Eh… czeka mnie trochę pisania, trzeba im ocenić ten samochód – Mistrz zamyślił się na chwilę – Ale, nie o tym dyskusja. Jak ją rozwalisz, to nic. Więc jak… mogę liczyć na zamianę… do wieczora? – poprosił.
Mistrz autentycznie prosił go o przysługę.
- Oczywiście… - odparł – … z przyjemnością pojeżdżę takim autem.
Mistrz wyciągnął w jego kierunku kluczyki. Mat podał mu swoje. Znaczek Forda zadyndał na breloczku.
- Baw się dobrze. – uśmiechnął się Mistrz, po czym wsiadł do Sierry. V6 zamruczało rasowo. Wóz wyrzucił spod kół trochę żwiru, po czym wystrzelił w kierunku szczytu
Mat spojrzał na stojącą przed nim RX8.
Wanklem jeszcze nie miał okazji jeździć.
Ciekawe, co powiedzą pod szkołą…

Dziewięć tysięcy obrotów. Silnik śpiewał wysoko, charakterystycznym świstem. Sprzęgło. Bieg. Gaz. Świiist. Wankiel był naprawdę ciekawy.
Ale jednego był pewien.
To definitywnie nie był najszybszy wóz na Serpentynach.
To była stockowa RX8.
Skoro jednak Mistrz potrafił wygrywać tym nie swoim autem z najlepszymi…
… to jak szybki musi być za kierownicą własnego auta…
… i jakie to auto?

- O żesz ty w piczę… Mistrz! – pisnął Sebastian. Męska część IIIe spojrzała we wskazywanym przez niego kierunku – Mistrz! Patrzcie, Mistrz! – piszczał dalej Sebastian.
Czerwona RX8 powoli zaparkowała na parkingu pod Osuchem, wzbudzając entuzjazm wśród zgromadzonych.
- Czego on tu chce? – zapytał Tadeusz.
Pytanie szybko okazało się retoryczne.
Drzwi od auta otwarły się, i stanął w nich Mat. Poprawił marynarkę i spojrzał na gromadzący się dookoła tłum gapiów.
Milczenie, które wywołało jego pojawienie się, przerwał Sebastian:
- Eee… a skąd masz auto od Mistrza?
- Ukradłem. – odpalił Mat, kierując się w stronę wejścia do szkoły. Nie miał ochoty o tym gadać. Nie ich sprawa.
Karol zbliżył się do Mazdy i spojrzał do wnętrza.
- Ciekawe – stwierdził – pierwszy raz mam okazję oglądać ten model. Drzwi otwierane do tyłu… silnik Wankla… rzadkość na naszych drogach.
- Niezłe – dodał Michał, podchodząc bliżej – Wygląda na co najmniej szybki kawał auta.
- Ale jest stockowa – stwierdził Karol, przyklękając przy feldze – A przynajmniej tak wnioskuję ze standardowych hamulców. Wątpię, żeby Mistrz zaczynał tunning od zmian w silniku…
Do Mazdy podszedł również Benedykt, i również zajrzał do środka. Dookoła pełno już było pierwszo i drugo-klasistów, zainteresowanych egzotycznym, sportowym wózkiem, nie widzianym jeszcze na parkingu pod szkołą.
- … i jestem pewien, że dała by sobie z nią radę Impreza Bena. – dokończył Karol.
- Hę? – Benedykt obrócił się w jego stronę. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
- Jeździsz autem w wyścigach?! Jak super! To musi być fascynujące! – zwróciła się do Benedykta jedna z pierwszoklasistek, zalotnie strzyżą rzęsami.
Tadeusz, Michał i Błażej zamarli w oczekiwaniu na reakcję Benedykta. Pomimo że wielokrotnie go wyśmiewali, powodzenia u dziewczyn nie mogli mu odmówić. A ta laska było co najmniej… interesująca.
- Nie jeżdżę. – odparł zimno Benedykt, nie odwracając wzroku od wnętrza RX8 – I wcale to nie jest super.
Zapadła cisza. Dziewczyna, czerwieniąc się, powoli wycofała się i skryła w tłumie koleżanek.
Benedykt odrzuca zaloty lasek, przemknęło przez głowę Karola. To do niego niepodobne.
- Co tak nerwowo, Beniu? – sarknął Blażej.
- Nie twój gówniany interes! – odpalił Benedykt, i szybkim krokiem wrócił do budynku szkoły.
- Co go ugryzło?! – zapytał Sebastian, gdy przebrzmiał już dźwięk zamykania się ciężkich drzwi Osucha, a tłum gapiów zaczął topnieć. – On zazwyczaj jest pies na laski, no nie?
- Ta. – stwierdził Tadeusz – A swoją drogą… nie twój gówniany interes.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Zimno dzisiaj – stwierdziła Agnieszka. Razem z Grażyną stały koło Mateusza, który robił tego dnia za ich szofera, ale wyraźnie drżały z zimna – Bardzo zimna noc, jak na wrzesień.
Klasa IIIe stawiła się tłumnie, aby obserwować wyścig Natalii i Błażeja. Wieści rozchodziły się szybko, tak więc Przełęcz Białego Krzyża była zaludniona przez kierowców z całej okolicy. Niepokonany Czerwony Sztorm miał zmierzyć się z kierowcą Toyoty MR2 SW20, znanym zarówno na Serpentynach jak i na Białym Krzyżu ścigantem z Cieszyna. Co więcej, tutejsi kierowcy mogli wreszcie na własne oczy przekonać się, że załogą Stratusa są dwie niezwykle urodziwe dziewczęta.
- Taak… - odpowiedział Mateusz – Jeśli nie chcecie marznąć, to idźcie do auta. To może jeszcze trochę potrwać. Zawołamy was.
Prawie wszyscy z IIIe stali na dużym parkingu, przylegającym do kultowego zakrętu C-8. Zakręt ten był niezwykle długim wirażem, który pod kątem 180’, i przy sporym nachyleniu ku wewnętrznej, piął się w stronę szczytu, w kierunku Wisły. Co najciekawsze, zewnętrzna strona zakrętu chyliła się w przeciwnym do wewnętrznej kierunku, w efekcie czego na środku powstawał niewielki „garb”. C-8 słynął on jako jeden z „killerów” wszystkich początkujących, i zaiste, trzeba było nie lada umiejętności i stalowych nerwów, aby pokonać go szybko. Co więcej, na zewnętrznej, w kierunku której nachylenie miało przypadłość wyrzucać nieuważnych ścigantów, znajdował się parking, zastawiony autami i tłumami gapiów. Po wewnętrznej zaś wkopane były guliki, rowy odprowadzające wodę, które również potrafiły zrobić krzywdę – wytrącić wóz z toru jazdy, uszkodzić zawieszenie, a nawet spowodować podwójną kraksę. I takie sytuacje były znane weteranom Białego Krzyża.
- Dzięki, Mati – uśmiechnęła się Agnieszka – Nie omieszkamy skorzystać.
Mat kiwnął głową, ale zmysłami był już gdzie indziej. Toczył się właśnie ostatni pojedynek przed wyścigiem MR2 i Stratusa. Wytężał słuch, do jego uszu docierały już porykiwania silników. Trzysta metrów, nie więcej. Zmienne fazy rozrządu. Honda, silnik VTEC. I inny dźwięk, druga orkiestra. Ten ryk również znał.
- Hondowskie VTi, VTEC. 1,6, 160 koni.- odezwał się Karol.
Jacek, właściciel tego typu silnika w swoim Civicu, przytaknął. Bardziej jednak interesowała go tuląca się do niego Monika.
- Drugi silnik też jest charakterystyczny… ale nie pasuje mi to do… - zaczął Karol. Dźwięk był już wyraźnie słyszalny.
- To bokser. – stwierdził Mat – Ale nie taki, jak u Bena w Imprezie. Inny.
Na 200 metrową prostą przed C-8, płaską jak deska, wpadły jedno za drugim dwa auta. Pierwsze było dość często spotykanym w touge Civiciem VI generacji, w nadwoziu hatchbacka. Drugie jednak, będące na prowadzeniu, wywołało uśmiech na twarzy Mateusza. Teraz był pewien. Silnik bokser. Silnik bokser zbeszczeszczony…
.. świat się walił.
Prosto w ich kierunku mknęło Subaru Impreza III generacji, z silnikiem diesla.
- Co to za auto? – zapytał Benedykt. Ścigani byli już praktycznie na zakręcie.
- Daewoo Lanos. – sarknął Mateusz – GTi.
Przód Subaru zanurkował, a jednocześnie wóz zaczął gwałtownie skręcać w prawo, atakując zakręt od środka. W miejsce pojawiające się po zewnętrznej wstrzelił się Civic, mijając Imprezę. Jego kierowca zahamował znacznie później i gwałtowniej, kręcąc z całej siły kierownicą.
- Źle – stwierdził Karol – Nie wejdzie.
Impreza pochyliła się nieco ku wewnętrznej, jadąc przez nachylony zakręt.
Civic przechylił się podobnie jak Impreza, wjeżdżając prawymi kołami na nachyloną część zakrętu, ale to nie wystarczyło. Potężna siła odśrodkowa, nachylenie zewnętrznej części zakrętu, na której znajdowała się większość auta, a także podsterowność typowa dla FF wystrzeliły Civica prosto na parking, na tłum widzów.
W milczeniu obserwowali, jak kierowca nadrzuca tyłem, a wóz, nurkując przodem, staje w tumanach dymu o metr od najbliższych widzów, uciekających spod jego kół.
- Blisko. – stwierdził Tadeusz – Cholernie blisko.
- Mieli fuksika. – skomentował Andrzej.
- Jak sam sukinsynek. – dodał Adam.
- Ten zakręt to diabelna pułapka. – odezwał się Michał – Od zewnętrznej nie ma szans, zawsze wypadniesz. Ten z Civa miał dużo szczęścia, że udało mu się zatrzymać.
- Kwestia nachylenia zakrętu. – powiedział Mat – Ten zakręt jest inny niż wszystkie. Wewnętrzna nachylona silnie ku wewnętrznej, zewnętrzna nieco ku zewnętrznej, w kierunku parkingu. Różnica poziomów, tracisz trakcję na oponach, i jesteś…
- … w ciemnej dupie. – dokończył Adam.
Mat przytaknął.
- Ten wóz – zapytał jeszcze raz Benedykt – Co to było? Powie mi ktoś?
- Subaru Impreza – westchnął Karol. Jego oczy wyrażały dezaprobatę dla aż takiego ignoranta motoryzacyjnego – Trzeciej generacji. Aż wstyd, że nie poznałeś auta własnej marki i modelu. Co więcej, miała dwulitrowego diesla pod maską, 150 koni. Gdyby Civic nie schrzanił, wygrałby.
- To czemu Matik powiedział, że to Daewoo Lanos? – zapytał Sebastian.
Mateusz milczał chwilę. Primo nienawidził określenia „Matik”. Secundo, pytanie było idiotyczne.
- Bo wygląda – odezwał się wreszcie spokojnie – Jak Daewoo Lanos GTi.

 

- Meta do Startu, droga czysta, możecie zaczynać!
- OK., Meta! Będziemy ruszać!
- Kierowcy gotowi?! – zawołał dający sygnał chłopak.
Błażej i Natalia, w prawie tym samym momencie, przytaknęli.
- Zaczynam odliczanie!

Zaciągnął ręczny i musnął pedał gazu. Silnik zareagował właściwie. Był gotów.

- Trzy!

Od linii startu droga pięła się cały czas lekko w górę. Musiała utrzymać odpowiednie obroty, nie przesadzić z gazem, aby nie utracić przyczepności.
Robiła to jednak już setki razy.
Była gotowa.

- Dwa!

Doprowadził obroty tuż pod czerwone pole. Silnik za plecami brzmiał miarowo. Układ MR zapewni mu przewagę przy przyśpieszaniu. I podczas wyścigu. Wszędzie.

- Jeden!

Docisnęła lekko gaz, windując obroty na najlepszy poziom, 7 tysięcy. Zawsze tak ruszała. Zawsze było to niezwykle skuteczne.

- Start!!

Błażej zwolnił ręczny, jednocześnie wbijając błyskawicznie pierwszy bieg. MR2 wystrzeliła do przodu, nie wydając spod opon nawet najmniejszego pisku. Silnik zaczął ryczeć, pchając Toyotę w ciemną noc, po 300-metrowej prostej, dzielącej ich od pierwszego zakrętu. Światła wyciągały z mroku kontury ludzi. Kibiców. Drzewa. Krzaki.
Stratus po prawej stronie pojawił się nagle.
I zupełnie niespodziewanie.

Natalia wprawnym ruchem wrzuciła drugi bieg, by po chwili wysunąć się przed Toyotę Błażeja. Przód był już ich.
- Szybkie jesteśmy. – stwierdziła Joasia – To jego auto wyglądało tak rasowo… a przegrywa na prostej.
Natalia zerknęła w lusterko, po czym zajęła środek jezdni.
- Przegrywa na prostej – odpowiedziała – Bo ma o 40 koni mniej. Ale na zakrętach… to będzie ciężki pojedynek, stara.

Błażej obserwował, jak Stratus składa się przed zakrętem, i lekkim driftem pokonuje pierwszy zakręt, lekkie odbicie w lewo. Jej drift był znakomity, po wewnętrznej nie zostawiała więcej niż 20 centymetrów wolnej przestrzeni. Zjechał na środek jezdni, musnął hamulec, po czym wszedł w zakręt pełnym ogniem. Na wyjściu z zadowoleniem stwierdził, że tylne światła Stratusa są bliżej, niż przed odbiciem.
Na lekkich zakrętach, grip i MR miało przewagę.

Joasia spojrzała w lusterko. Chwilę obserwowała fioletowy kształt w nim malejący, po czym stwierdziła:
- Oddala się. Nie potrafi dotrzymać tempa.
Natalia puściła na moment pedał gazu, po czym skręciła kierownicą i dodała gazu. Drugi zakręt, C-2, pokonała bez hamowania, poprzez utratę przyczepności i ślizgnięcie tyłem. Wyprostowała na wyjściu, a przed Dodgem rozpostarło się 50 metrów prostej i pierwszy z ostrych zakrętów – bardzo ostry nawrót w lewo, pnący się pod dużym kątem w górę, C-3.
- Nat… cofam co powiedziałam. Teraz, po tym zakręcie, jest bliżej. – stwierdziła skonfundowana Joasia.
- On będzie się zbliżał na lekkich i średnich zakrętach, tak mówili Karol i Mateusz. To jego położenie silnika pozwala mu wykonywać takie manewry bez hamowania. – odparła szybko Natalia – Zakręt czysty?!
- Czysty!
Natalia wdusiła hamulec, a Stratus głęboko zanurkował na swoim stosunkowo miękkim zawieszeniu. Zredukowała bieg i błyskawicznie wcisnęła gaz, kręcąc kierownicą. Tyłem wozu zarzuciło, a Natalia zakręciła kołem kierownicy ponownie. Rotacja trwała tylko krótką chwilę, w trakcie której Dodge ustawił się przodem w kierunku wyjścia z zakrętu. W tym samym momencie Natalia wcisnęła gaz, a Stratus zamłócił kołami, wychodząc z zakrętu.
- Nieźle – stwierdziła Joasia.
- Bywało lepiej.

Masakra, pomyślał Błażej. Styl w jakim ona jeździła… masakra. Nic dziwnego, że Benedykt dostał tak ciężkie baty.
Zwolnił, zredukował. po czym zaciągnął hamulec ręczny, kręcąc kierownicą. Zaraz potem wbił wyższy bieg i ruszył za Stratusem.
Dał z siebie wszystko, ale na tak ciasnym zakręcie i tak mu uciekła.
Nie mógł przegrać. Nie zniósłby docinków Benedykta!

- Znowu się oddalamy. – powiedziała Joasia – trasa czysta, przed nami zakręt C4. Ostro w prawo, nachylony do wewnętrznej. Uważaj na rów.
- OK. – kiwnęła głową Natalia. Trasa pięła się w tym miejscu pod niezbyt wielkim kątem, ale tuż przed zakrętem ponownie zamieniała się w gwałtowny uphill. Nachylenie ku wewnętrznej dawało jednak możliwość szybszego pokonania tego zakrętu.
Wystarczyło tylko wiedzieć, jak.
Ona wiedziała.

Błażej zafascynowany patrzył, jak Stratus praktycznie bez hamowania pokonuje nawrót C-4. Jak ona to zrobiła? Jak udało jej się wejść tak szybko… i nie rozwalić się?
Musiał to powtórzyć!
Skoro ona może…
Zwolnił nieco, po czym zacieśnił do wewnętrznej najmocniej, jak mógł. Pomny historii Benedykta i jego wypadku z gulikiem, trzymał się od niego na dystans. Wszedł w zakręt prawie pełnym ogniem.
Wypadnę?
Poczuł delikatne przeciążenie, wgniatające go w dół fotela, ale wóz trzymał się asfaltu jak przyklejony.
Wyszedł z zakrętu na pełnym gazie, z zadowoleniem stwierdzając, że dystans do Stratusa znowu zmalał.
Był świetny.
Przykro mi, Nat. Przegrasz. Skoro potrafię przejść ogniem taki zakręt, to co mnie zatrzyma?!

- To był ciasny zakręt… prawda? – zapytała cicho Joasia. Światła w lusterku znowu zaczęły się zbliżać.
Natalia milczała chwilę. Była pewna, że na takim ciasnym zakręcie zostawi Błażeja z tyłu.
- Nie wiem – odparła wreszcie – Czemu on się zbliża. Nie doceniłyśmy jego umiejętności.
Weszła w drift, i lekkim poślizgiem pokonała leciutki zakręt w lewo, C-5.
Toyota podeszła jeszcze bliżej.
Musnęła hamulec, dociążając przód, po czym szarpnęła kierownicą i założyła kontrę, pokonując średnie odbicie w lewo, C-6.
Zrobiła to nieźle. Naprawdę, całkiem dobrze.
Ale po wyjściu z zakrętu, Błażej był jeszcze bliżej.
Widać nie zrobiła tego dość dobrze.

- Tu C-7! Są, widzimy ich! Stratus z przodu, ale MR2 przez ostatnie zakręty nieustannie się zbliża! Wyraźnie nadrabia na małych zakrętach, ten wóz w ogóle nie traci przyczepności, może iść pełnym ogniem! Jeśli Czerwony Sztorm nie zgubi go na C-7 albo C-8, może mieć naprawdę spore problemy! Potem wszystkie zakręty aż do mety to lekkie odbicia… wchodzą!
Są w zakręcie! Stratus wykonuje ciasny drift… bliskooo… MR2 opóźnia… jest! Toyota dopadła Dodge’a w tym zakręcie! Nie wyprzedziła go, ale znowu przykleiła mu się do zderzaka! To niesamowite! Ten gość jest świetny!

Natalia czuła, że po karku spływa jej kropelka potu. Dała z siebie wszystko, wykonując ten nawrót najlepiej jak potrafiła, ale Błażej i tak je dopadł. Miał przewagę na wszystkich typach zakrętów. W sekcji zaraz za C-8 droga jest szeroka. Nie da rady go zablokować, zresztą nawet by nie chciała. To nie było by fair. Tak czy inaczej, wyprzedzi ją podczas driftu, na jednym z zakrętów tuż przed metą.
Musiała pogodzić się z porażką.
Nie zaatakuje jeszcze na C-8, ten legendarny zakręt zdecydowanie się do tego nie nadawał, nie przy tej różnicy nachyleń. Ale zaraz potem… potem Błażej z pewnością wyprzedzi.

Znowu mam ją tuż przed sobą, pomyślał Błażej. Byli na 200 metrowej prostej. Droga nie wznosiła się tu, jego mniejsza masa i moc działała więc na jego korzyść. Przed nimi ostatni zakręt, to dziwne i ponoć trudne C-8. Nie odbierał tak tego wirażu. Był ostry, owszem, ale droga wznosiła się tam pod niezbyt wielkim, średnim, kątem. Skoro udało mu się przejść bez hamowania tamten zakręt, C-4…
… to uda się i ten. To jego ostatnia szansa. Potem nie da rady jej już wyprzedzić, do mety zostanie sekcja szerokich prostych i lekkich zakrętów, blokowanie tam tak wielkim autem jak Dodge Stratus będzie dla Natalii banałem.
Musi to zrobić teraz!

- Zakręt czysty!
- OK. Trzymaj się, Asia!
Natalia zwolniła, musnęła hamulec i zredukowała bieg. Zakręt ten wymagał ogromnej ostrożności. Chwila nieuwagi, zły manewr, i koła nagle znajdowały się na różnych wysokościach, z powodu różnicy w nachyleniu. Skręciła jeszcze trochę, maksymalnie zbliżając się do wewnętrznej linii, ograniczanej przez gulik…
… po jej lewej śmignęła fioletowa plama.
Czy on postradał zmysły?!

Błażej skręcił kierownicą maksymalnie w prawo, chcąc nadać autu właściwy kierunek, tuż obok Stratusa.
Widownia szalała. Widział Adama, Michała, Mateusza. Patrzcie, frajerzy. Patrzcie, jak to się robi!
Nie poczuł jednak tego euforycznego uczucia wgniatania w fotel, które czuł na C-4.
Wręcz przeciwnie.
Wóz gwałtownie obrócił się bokiem do kierunku jazdy, tworząc kąt 90’ z drzwiami Stratusa. Następnie poczuł gwałtowną rotację tyłu, ciągniętą dodatkowo przez środek ciężkości silnika.
Panicznie wdusił hamulec i założył kontrę…
… ale nie zdało się to na wiele.
Mówiąc szczerze, nie zdało się na nic.
Wóz poleciał tyłem w kierunku parkingu.
- O Jezu. – zdążył tylko wyszeptać.
Jego modły zostały wysłuchane.
Toyota zatrzymała się o centymetry od widowni.

- Do wszystkich! Koniec pojedynku! MR2 wyspinowała na C-8! Dokładnie tak samo, jak Civic w poprzednim wyścigu, choć nawet bardziej spektakularnie! Stratus wygrywa przez walkower! Powtarzam, Czerwony Sztorm znowu wygrywa! Zwycięstwo MR2 było pewne, ale ten kozak… bezmyślnie próbował przejść ogniem przez C-8! Załatwiła go różnica poziomów! Co za wstyd!

- Ale czemu – zapytał Błażej, gdy jego wóz spoczywał już bezpiecznie na parkingu, tuż koło Stratusa Natalii – czemu wtedy mi się udało przejechać tak szybko ciasny zakręt? To niemożliwe.
- Też mnie to zastanawiało w trakcie jazdy… byłam pewna, że wygrasz, doganiałeś nas na lekkich zakrętach, a po tym zakręcie… po C-4, prawda?
- Ta. – przytaknął Błażej. Zabije Benedykta. Zabije tego drania za samo spojrzenie.
- Po C-4 straciłam nadzieję na jakąkolwiek dalszą walkę. Na wcześniejszych ostrych zakrętach byłeś wolniejszy.
- Na tym pojechałem inaczej. Zszokowało mnie, że ty zrobiłaś to tak szybko…
Natalia zarumieniła się lekko.
- Chyba wiem o co chodzi – powiedziała – Tamten zakręt… on jest silnie nachylony ku wewnętrznej. To umożliwia szybsze jego pokonanie, o ile odpowiednio w niego wejdziesz… wtedy siła dośrodkowa dodatkowo wpycha cię ku wewnętrznej… pewnie dlatego udało ci się przejść go bez hamowania.
- Ta. Ten wóz ma dobrze położony środek ciężkości – kopnął w oponę swojej Toyoty – Ale to i tak nie wyjaśnia, czemu w tak dziwny sposób wypadłem na C-8. On też jest nachylony ku wewnętrznej.
- Owszem – wtrącił Karol – Ale zewnętrzna jest nachylona ku zewnętrznej.
- No i co z tego? – odwrócił się w jego kierunku Błażej. Nie lubił, gdy ktoś go pouczał. Ba, mówił zagadkami – Wszedłem do wewnętrznej, tak samo jak na C-4.
- Niekoniecznie – stwierdził Mateusz, dotąd przysłuchujący się rozmowie – Najwidoczniej na C-4 zrobiłeś to dobrze… lub po prostu miałeś szczęście, że obie osie znalazły się na pochyłości. Ale C-8 jest zupełnie inne. Zewnętrzna nachylona jest w przeciwnym kierunku do wewnętrznej, a na środku jest garb. Wszedłeś z za dużą prędkością, podsterowność zniosła cię lekko ku zewnętrznej.
- To wystarczyło, żebyś wpadł lewymi kołami na przeciwną pochyłość. – dopowiedział Karol.
- A środek został podbity przez garb. Przy jednoczesnej różnicy poziomów, na jakiej znajdowały się koła, przy tej prędkości, to musiało się tak skończyć. – dokończył Mat.
Cholera, pomyślał Błażej. Cholerne mądrale.
Fakt pozostawał jednak faktem: przegrał przez nieznajomość trasy. I nieznajomość praw fizyki.
Dla Błażeja, który był z tego przedmiotu niezwykle dobry, to było upokorzenie.
Całe szczęście, że nie było tu Jej. Że nie widziała, jak przegrywa z babami.
Nic to. Wyścig, mimo wszystko, był bardzo dobry.
Wyciągnął rękę w kierunku Natalii.
- Moje – powiedział – najszczersze uznanie.