6. „Bez zahamowań”


Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Seria 3 nadrzuciła tyłem, i weszła w zakręt w tumanach dymu. Jej kierowca ewidentnie nie oszczędzał opon, najwidoczniej całą wiarę pokładając w mocy silnika i perspektywie zgubienia fioletowej Toyoty.
Był w błędzie.
Błażej przyhamował lekko, i wszedł w zakręt od zewnętrznej, z gazem wciśniętym do oporu. Początkowa strata, spowodowana przez mniejszą o 21 koni moc, zmalała do kilku metrów. 330i mogło być szybsze na prostych, ale zamiatanie tyłem na zakrętach nie miało szans w starciu z gripem jego MR2.
Musiał otrząsnąć się po przegranej ze Stratusem. Pojedynek odbił się szerokim echem w szkole i w półświatku wyścigowym, przegrana z kobietą (nawet tak dobrą, jak Natalia) była upokorzeniem.
Głównym celem było teraz odzyskanie reputacji.
Dodał gazu do oporu, i wycelował przodem SW20 w odpowiednią linię. Po tym, jak jego i Michała dognała tutaj Sierra, wtedy, w wakacje, spędził mnóstwo czasu na znalezieniu linii, którą jechała.
Linii, która umożliwiała pokonanie tych przeklętych małych zakrętów bez hamowania.
Idealnej linii.
Skoro potrafił to zrobić ten koleś ze Sierry, kimkolwiek był, to on i jego MR też byli w stanie to zrobić.
I zrobili.
BMW przed nim zaczęło „tańczyć”, uciekając tyłem to w prawo, to w lewo.
- Za szybko – stwierdził Błażej. Kierowca 330i przesadził z prędkością.
W końcu będzie musiał zacząć awaryjne hamowanie, nie utrzyma auta przy tej prędkości, nie znając idealnej linii.
Musiał tylko wyczuć moment, w którym to nastąpi.
Odbić. I wyprzedzić.
Uślizg w prawo.
W lewo, nieco mocniej.
W prawo, po kontrze, z kołami zwróconymi w lewo.
Nie ma już przyczepności.
Dodał gazu do oporu. Reakcja Toyoty była natychmiastowa, wóz natychmiastowo wystrzelił do przodu. Wolnossący silnik miał wręcz idealną reakcję na wciśnięcie pedału. Dystans między tańczącym BMW a mknącą po idealnej linii, niemal pośrodku drogi MR2, zaczął gwałtownie maleć.
Skupienie. To będzie ryzykowne.
Piętnaście metrów.
Tył BMW nagle zarzuciło, jego kierowca najwyraźniej próbował wyratować się z sytuacji poprzez wduszenie hamulca.
Typowe amatorskie zachowanie.
Przy skręconych kołach, jak w tym przypadku, to oznaczało koniec właściwego pojedynku.
A zamieniało się w slalom.
Seria 3 zaczęła się obracać. Wóz postawił się w poprzek jezdni, sunąc przednim zderzakiem tuż koło nasypu.
Zwolnić czy przyśpieszyć? – zadał sobie pytanie Błażej.
Jeśli zwolni, może zostać uderzony przez rotującą Serię 3…
Jeśli zaś przyśpieszy, może nie zmieścić się, zostać przyduszony do barierki i wypaść…
BMW oświetlało już przednimi reflektorami kierunek, z którego się zbliżał, ciągła rotacja nie ułatwiała podjęcia decyzji…
Pięć metrów.
Tył „Trójki” przewędrował na pas, na którym znajdował się przód, i nieubłaganie ślizgał się w kierunku nasypu.
To był impuls do działania.
Ogniem!
Fioletowa MR2 gwałtownie odbiła, przeskakując ze środka jezdni na lewy pas. Twarde zawieszenie „kieszonkowej rakiety” ugięło się nieco, ale wóz ani na chwilę nie utracił przyczepności. Silnik wył. Skontrował, prostując wóz, i maksymalnie zbliżył się do zewnętrznej barierki. Lusterko przytarło nieco, sypiąc snop iskier.
Pół metra.
Zacisnął pięści na kierownicy, i jeszcze gwałtowniej dodał gazu, chcąc jak najszybciej umknąć z tego miejsca.
Przedni prawy reflektor BMW minął się z przednim nadkolem Toyoty o centymetry.
W następnej sekundzie zaś BMW znalazło się na zewnętrznym pasie, pchnięte z impetem przez odbicie tyłu od nasypu.
Ale MR2 była już dwa metry z przodu.
W takim zaś układzie, BMW 330i z łomotem przydzwoniło w barierkę, i zatrzymało się wreszcie w tumanach dymu…

- … wygrana MR2 SW20! Powtarzam, 330i rozbija się, MR2 w niesamowitym stylu omija obracające się BMW! Ma kierowca klasę!! – grzmiało z głośników na Górze.
- Koniec imprezy. – stwierdził Tadeusz.
- Ale było bicie. – dodał Jacek.
- Odpracowuje reputację, musi się starać. Zresztą, znacie go. On nie wybacza sobie porażek. – powiedział Michał, najlepszy kumpel Błażeja.
- Reputację, którą stracił przez przegraną z Nat – Benedykt czerpał wręcz chorobliwą satysfakcję z tego faktu.
- Oj, no dajże mu już spokój – zirytowała się wreszcie Joasia – Dostał nauczkę, przytemperowałyśmy go trochę, ale nie jest to coś, co należy wspominać przy każdej okazji, przez bite dwa tygodnie! Zresztą, to nie jest główny powód, dla którego ściga się teraz z taką zaciętością.
Natalia, stojąca tuż kolo Joasi, milczała. Fakt zwycięstwa z Błażejem, ponad dwa tygodnie temu, przyniósł skutek odwrotny do zamierzonego, konflikt między Błażejem i Benedyktem tylko przybrał na sile. Co gorsza, liczba wyzwań wobec ich zespołu jeszcze bardziej wzrosła. W końcu przyjdzie porażka, która to zakończy. Na razie jednak, ze statusem niepokonanych, były z Joasią celem dla dziesiątek okolicznych kierowców. A seksistowskie odzywki w ich kierunku również nie były niczym miłym…
- To po co się ściga? – zapytał Andrzej. Wyjątkowo znaleźli z Adamem czas, i przyjechali na Serpentyny, by poobserwować wyścigi.
- Sam go zapytaj! – prychnęła Joasia – To jego sprawa. Zresztą, przed kim i po co się wy, faceci, popisujecie? To chyba oczywiste!
- O nie – westchnął Michał – Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, Joasiu, że on nadal coś czuje do… - zawiesił głos.
- Do? – spojrzała na niego Joasia.
- Karoliny. – dokończył.
Joanna nie odpowiedziała.
Nie musiała.
Był środek października.
Robiło się coraz zimniej.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Był z siebie zadowolony, ba, nawet bardzo zadowolony. Skoro już na Patelnii, gdy nawracał tam kilka minut po zakończeniu pojedynku, powitała go burza oklasków, to ten genialny manewr musiał mieć świadków. I najwidoczniej przypadł do gustu publiczności.
To dobrze. To bardzo dobrze.
Publiczność stworzy plotki. Plotki o wyścigach rozchodziły się szybko, również w Osuchu, było tam mnóstwo fanów touge.
Mógł być pewien, że to dotrze również i do niej.
A jego osoby, i jego fioletowej MR2 SW20 nie można było pomylić z nikim innym.
Minął miejsce wypadku, na którym kilku kibiców, razem z właścicielem BMW, sprzątali miejsce wypadku. Nieźle przypierdzielił, pomyślał Błażej. O ile tył „Trójki”, oprócz wgnieceń na zderzaku, nie odniósł większych uszkodzeń, to cały przód był praktycznie zmasakrowany. Zderzak, reflektory, maska, nadkola – wszystko było teraz w okruchach, kawałkach lub gustownie pofalowane.
A to było takie ładne BMW, uśmiechnął się szyderczo.
Jego przeciwnik rzucił mu zawistne spojrzenie, na co Błażej odpowiedział wzniesionym do góry kciukiem.
Uwielbiał czasem popastwić się nad przegranymi.
Głównym celem zaś był obecnie ten sukinkot, Benedykt.
Drań, pomyślał Błażej. Od czasu przegranej z Natalią nie daje mi spokoju.
Obicie mordy, choć wręcz się o to prosił, nie wchodziło w rachubę.
Musiał to zrobić na Przełęczy…
… ale jeszcze nie teraz.
Z tymi myślami dotarł na szczyt przełęczy, jak zwykle wypełnionej tłumem gapiów, uczestników i fanów. Bez skrupułów wjechał na dolny parking, gdzie stały najsłynniejsze na Serpentynach auta i najlepsi kierowcy, zaparkował i zgasił silnik. Światła Toyoty zamknęły się i schowały w masce.
Lubił ten bajer.
Wysiadł z auta i oparł się o nie plecami. Zaraz zaczną przychodzić fani z gratulacjami, zaraz zaczną się pytania o to, jak udało mu się zrobić taki manewr, ile miał na budziku, jak ocenia… i tak dalej.
Nie powie przecież, że to był fuks…? To były umiejętności. Odruch, wyćwiczony na zajęciach sportowych, na które uczęszczał od wielu lat. Był nie tylko ścigantem, nie tylko świetnym uczniem Osuchowskiego, ale też znakomitym koszykarzem. Refleks. Od tego to zależy. Dlatego też Adam, Andrzej, Mateusz czy ta oferma, Benedykt… zresztą, prawie wszyscy w tej klasie, nie byli by w stanie z nim wygrać, gdyby ścigali się jednakowymi autami.
Refleks. Sprawność. Szybka reakcja. Siła. Wytrzymałość.
Oni tego nie mieli.
On tak.
Po chwili jednak, zaczął się niecierpliwić. Czemu, do wszystkich diabłów, nikt nie przychodził?
Wystarczyła chwila, rzut okiem na parkingi, aby sam mógł sobie odpowiedzieć.
I ruszyć w kierunku gęstniejącego tłumu.

- Kto z was, chłopaczki – młodzieniec stojący pośrodku zbiorowiska wyraźnie podnosił głos – no kto? Wy nie przyszliście do Ligii, Liga przyszła do was! No i jak, zabawimy się? Pościgamy?! Kto tu ma jajca, no, kto?! Czy może jesteście panienkami? O kurde, same panienki na tych Serpentynach! Brzydkie z was panienki…
Szmery wśród tłumu zaczynały narastać, słychać już też było przekleństwa i pomstowania.
- Brzydkie z was panienki – powtórzył chłopak. Na jego koszulce wypisane było czerwonymi literami „LBK”. Liga Białego Krzyża. – Ale za to wasze panienki są niezłe. Ładne zderzaki. – odezwał się do jednej ze stojących w tłumie dziewczyn, którą, trzeba przyznać, natura obdarzyła wdziękami natury fizycznej – Może się przejedziemy w jakieś ustronne miejsce, co, laska?
- No nie no, kur*a, teraz to przegiąłeś, synek! – z tłumu wyskoczył rosły kark, najwyraźniej chłopak rzeczonej „damy” , i zaciskając pięści rzucił się na gościa z Ligii.
- Stój! – warknął Mistrz. Kark zatrzymał się w pół kroku, tłum zamilkł – Jeśli ten chłopak chce wyścigu, to musimy mu go zapewnić. Zamiast wywoływać bójkę, lepiej pokaż mu co potrafisz na trasie. Jesteś na to gotowy?
Kark bez słowa, czerwieniejąc, schował się w tłumie. Zapadła grobowa cisza.
- No a więc, kto z was dostoi pola? Podkreślam, to nie jest zwykły pojedynek – zaczął Mistrz – Śmiałek będzie występował w barwach naszych Serpentyn, jako nasz obrońca i zawodnik w pojedynku z Ligą Białego Krzyża. Tak więc, oczekuję kogoś obeznanego z trasą i umiejącego dobrze prowadzić. Są tu tacy?! – zakończył.
Po słowach mentora i legendy Przełęczy ponownie zapadła cisza. Splendor i szacunek dla zwycięzcy będzie wielki, o tym wiedzieli wszyscy. Nikt jednak nie wiedział, czym przyjechał gość z LBK.
Zwłaszcza, że był bardzo pewny siebie.
- Kurna. Jadę! – stwierdził Sebastian – Dam radę!
- Tia. Pograj sobie lepiej na komórce, a nie chrzań. – zgasił go Tadeusz – W ilu pojedynkach brałeś udział? W trzech? Wygrałeś tylko jeden. Nawet się nie odzywaj, bo cię wyśmieją.
- Ja pojadę! – odezwał się twardo męski głos.
Publika rozstąpiła się, ujawniając śmiałka.
Michał postąpił krok, i wyciągnął rękę w kierunku oponenta.
- Michał. – powiedział – Mitsubishi Eclipse GSX.
Młodziak z Ligii uśmiechnął się, szeroko, nienaturalnie, po czym uścisnął dłoń przeciwnika i stwierdził:
- Kargul. Subaru Justy 1,2.
- Serio? – zdziwił się Michał.
- Nie.
- To czym jeździsz? – zapytał ponownie Michał. Niepisany kodeks i grzeczność wymagały podania auta przed wyścigiem.
- Mówiłem. Subaru Justy 1,2. A co do imienia… - zawiesił głos – To ch*j ci do tego!

- To będzie krótki pojedynek – stwierdził Adam. Cała klasa IIIe zebrała się w stałym miejscu, na górnym parkingu, by obserwować start. Małe, kanciaste, stare Subaru Justy wyglądało wręcz pokracznie i śmiesznie obok lśniącego Mitsubishi Eclipse Michała. – To będzie bardzo krótki pojedynek. – powtórzył.
- Przecież to jest kruca śmieszne. – dodał Sebastian – Wygrałbym z łatwością! – wypalił w kierunku Tadeusza. Ten milczał. Wyglądało na to, że była to zwyczajna prowokacja. Z tym złomem rzeczywiście wygrałby nawet Sebastian i jego Golf.
- Ten pojedynek skończy się po minucie. – powiedział Andrzej – Tak coś czuję.
- Co to jest w ogóle za ścierwo? – zapytał Błażej.
- Ten gość czy auto? – sarknął Tadeusz.
- Auto. Gnojek z LBK mnie nie obchodzi.
- Subaru Justy, 1.2 – odezwał się milczący do tej pory Mateusz.
- To Subaru?! Takie… - Benedyktowi wręcz zabrakło słów - … jeździło?!
- Nie obrażaj tego auta – powiedział zimno Mat – Moja rodzina miała kiedyś taki. Matka jeździła tym do pracy, potrafiło wjechać wszędzie w każdych warunkach. Ja uczyłem się na nim jeździć. Nie jest piękna ta Justynka, owszem. Ale napęd na cztery koła i lekka konstrukcja to nie są rzeczy, które należy wyśmiewać. – wsłuchiwał się w grę silnika. Coś tu było nie tak. Owszem, ich egzemplarz używał gaźnika, ta tutaj działa najpewniej na wielowtrysku, ale… nie, to nie mogła być aż taka różnica w gangu jednostki. Czy…
- Justynka?! Lol! – parsknął śmiechem Sebastian. Mat zmiażdżył go wzrokiem.
Miał sentyment do tego samochodu. Subaru Justy. Justynka.
- Taak. – stwierdził Karol, który również do tej pory zachował milczenie. – Ten pojedynek może skończyć się po minucie.
Mateusz wymienił z nim spojrzenia. Oczy Karola również wyrażały zdziwienie.
- To ścierwo, nie? – ponowił pytanie Błażej.
- To „ścierwo” – odpowiedział powoli Karol – Jest wybebeszone we wnętrzu z wszystkiego, co niepotrzebne. Został tam tylko fotel kierowcy, i to nie standardowy, a sportowy, Recaro. Co więcej, układ wydechowy jest z pewnością zmieniony, to słychać. Silnik również nie działa jak zwykły. Coś w nim było dłubane… nie miałem okazji spotkać wielu egzemplarzy Justy, ale to na pewno nie jest stockowy 1,2. Ten wóz brzmi różnie od zwykłych, małych aut z początku lat 90. Zwróćcie uwagę na karoserię. Elementy nadwozia są odchudzone, to na pewno nie jest standardowa blacha… to coś lżejszego. No i te felgi. Aluminiowe, na oko 11-12 cali, malutkie. W połączeniu z tym dźwiękiem… - zawiesił nagle głos i zamyślił się. Co u diabła powodowało…
- To turbo, no nie? – zapytał Adam. Fakt, że następnego dnia był umówiony na wizytę w warsztacie w celu montowania turbiny do Prelude uczulał go w tym kierunku tuningu.
I w tym momencie zarówno Karol jak i Mateusz wiedzieli już, co powoduje ten dźwięk.
- Nie. – odpowiedzieli praktycznie jednocześnie – Kompresor.
- Co?!
- Sprężarka mechaniczna Roots’a.

- Tu Góra, słyszycie mnie?
- Słyszymy, Góra.
- Czy trasa jest już oczyszczona? Pozbieraliście tą BM’kę?
- Tak, Góra, BMW jest już na parkingu, na Patelnii. Droga czysta, szczątki pozamiatane.
- OK. Puszczamy kolejnych. Subaru Justy z LBK kontra nasze Mitsubishi Eclipse.
W eterze na chwilę zapadła cisza.
- Czy możesz powtórzyć, Góra? Słabo cię słychać, usłyszeliśmy „Subaru Justy”…
- Tak, potwierdzam. Justy 1,2 kontra Eclipse GSX. Podejrzewam, że to skończy się nawet przed miejscem, gdzie jesteście… ten pojedynek zakrawa o farsę.
- Ważne, że ci frajerzy z LBK dostaną łomot. Bez odbioru!
- Bez odbioru!

- Trasa czysta! Zaczynam odliczanie!

- Wyjaśnijcie nam może dokładnie – stwierdził kwaśno Błażej – Co to znaczy, że ma sprężarkę mechaniczną? I co dają mu takie małe koła?
Karol milczał przez chwilę, obserwując, jak kierowca Justy wsiada do kokpitu auta.
Interesowało go ugięcie zawieszenia. Jak miękki zawias…
Jego zaskoczenie było całkowite. Wóz nawet nie drgnął.
Albo kierowca był niesamowicie wręcz lekki, albo Justy miało cholernie sztywne zawieszenie. Typował drugą opcję.
Jego wzrok prześlizgnął się na przód auta, w poszukiwaniu innych niespodzianek. To, co znalazł, upewniło go w przekonaniu, że pojedynek jest już praktycznie skończony.
- Sprężarka mechaniczna – zaczął Mateusz – To, mówiąc prosto, coś w stylu turbosprężarki. Ale działa na trochę innej zasadzie. Turbo zasila energia spalin, sprężarkę mechaniczną, czyli supercharger, energia mechaniczna silnika. Efekt jest ten sam, zwiększenie ilości tlenu w komorze silnika, czyli ubogacenie mieszanki i wzrost mocy. Inne są za to skutki uboczne. Do bólu upraszczając, turbo daje kopa na wysokich obrotach kosztem niskich. Supercharger odwrotnie, kop na niskich, utrata mocy na wysokich. W efekcie z superchargerem znacznie lepiej się przyśpiesza w stosunku do typowego turbo, kosztem prędkości maksymalnej. I co najważniejsze, nie ma lag’a…
- Trzy! – rozległo się odliczanie.
- Małe koła jeszcze bardziej poprawiają przyśpieszenie, również kosztem prędkości maksymalnej. Wystające nieco z przodu, w dół, urządzenie, to intercooler. Wóz jest przygotowany wręcz profesjonalnie, wydech jest wymieniony, to pewne, masa może być nawet niższa niż 720 kilo, a moc powyżej 140 koni. Zawieszenie jest niezwykle sztywne, napęd na cztery koła… to praktycznie gokart. – dokończył za Mateusza Karol.
- Dwa! – ryczał odliczający do startu.
- 140 koni – parsknął Tadeusz – to nie 230 w Eclipse Michała. To 90 koni różnicy.
- Justy waży połowę tego, co Eclipse. To jeszcze większa różnica.
- Jeden!
- I tak będzie dochodził, lub odchodził mu na prostych. Wątpię, żeby ten gość był w stanie nadrobić to wszystko na zakrętach. – brnął niewzruszenie Tadeusz.
- Zobaczymy. – odpowiedział Mateusz. Rozmowa zmierzała donikąd.
- START!

Michał zwolnił ręczny i dodał gazu, a Eclipse wystrzeliło do przodu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ten nadpobudliwy chłopak po prostu się zgrywał. Albo że była to jakaś kretyńska prowokacja. Chcąc-niechcąc, stał się jednak „obrońcą” tutejszych zawodników, więc tak czy inaczej miał zamiar dać z siebie wszystko.
Nie miał zamiaru lekceważyć przeciwnika. Czymkolwiek by nie jeździł, nie powinien go lekceważyć…
Z jego prawej przemknęła czerwona plama, świszcząc wściekle.
Co do diabła?
Subaru bez przerwy przyśpieszało, mimo że do zakrętu zostało raptem 20 metrów.
Cisnął gaz do oporu, ale pomimo najszczerszych chęci, przed momentem, w którym zazwyczaj rozpoczynało się hamowanie, miał 5 metrów straty do tego małego autka.
Ale to prosta. Dopadnie go na zakręcie. Skręcił lekko, zmieniając pas na zewnętrzny, i zaczął obserwować tylne światła Subaru, oczekując na błysk oznaczający hamowanie.
10 metrów.
5.
Czy ten człowiek nie miał Boga w sercu?
Michał wcisnął hamulec do oporu, zdając sobie sprawę, że i tak może się nie zmieścić. Zbytnio opóźnił hamowanie.
ABS wyhamował Eclipse, a Michał wprawnym i pewnym ruchem kierownicy nadał mu odpowiedni kierunek. Odczekał do momentu, gdy podsterowność zaczęła słabnąć, i wcisnął gaz, mijając zewnętrzną barierkę o centymetry.
Spojrzał przed siebie.
Czerwone Justy niknęło już w drugim zakręcie.
Jego światła stopu nawet nie mrugnęły.
To nie może być prawda, pomyślał Michał.
Przyhamował lekko, starając się zrobić to najdelikatniej, jak potrafił, i zaatakował drugi zakręt. Wyszedł z niego szybko, tak szybko jak nigdy wcześniej.
Justy było już w połowie długiej prostej.
Ten człowiek nie hamował.
W ogóle.
Przełknął głośno ślinę, wrzucając trzeci bieg. Wskazówka prędkościomierza sięgnęła 80km/h, a turbosprężarka syczała wściekle, pompując powietrze do silnika.
Justy było już tuż przed zakrętem. Miało ponad 30 metrów przewagi.
- Hamuj – powiedział mimowolnie Michał. – Tego zakrętu nie weźmiesz bez hamowania. Nikt nie wziął go bez…
Światła hamowania nawet nie mrugnęły, a kanciasty tył małego czerwonego hatchbacka zniknął w zakręcie…

- Góra, tu punkt kontrolny na małych zakrętach. Pojedynek zakończony! Powtarzam, pojedynek zakończony! Walkower!
- A nie mówiłem? – stwierdził cynicznie Tadeusz – Rozwalił to ścierwo. Żaden złom, nie ważne, jak by nie był dłubany, nie ma szans ze sportowym, turbodoładowanym autem.
- Wynik był przesądzony, zanim jeszcze wystartowali. – powiedział Błażej.
- Czegoś takiego jeszcze nigdy nie było! – kontynuował sprawozdawca – Ten pojedynek nie trwał nawet minuty!
- Z takim przeciwnikiem to nic dziwnego. – roześmiał się Sebastian – Naprzód, Michał!
- Jeśli tak to będzie wyglądało – zawiesił głos sprawozdawca z trasy – To LBK rozgniecie nas jak robactwo.
- So kufa? – zakrztusił się Adam. Puszka coli wypadła z jego dłoni – Jak ku*wa rozgniecie?
- Zwycięstwo Subaru Justy! Niespodziewane, spektakularne i niesamowite! Ten gość ma jaja! Bez hamowania w tym zakręcie… nie do uwierzenia! Gdyby to nie był gość z LBK… - zawahał się sprawozdawca - … to powinniście mu dać na górze gorące powitanie. Ech, co ja mówię! Tak czy inaczej mu się należy!!
Wśród klasy IIIe zapadła grobowa cisza.
- Ten pojedynek – stwierdził wreszcie beznamiętnie Mateusz – Rzeczywiście był przesądzony, zanim wystartowali…

Michał powoli wracał na górę.
Ten wyścig nakazywał mu się zastanowić nad dalszą „karierą” w wyścigach górskich.
Wstyd. Hańba.
Gapie na poboczach na jego widok gwizdali i wykonywali obraźliwe gesty, pomimo zamkniętych szyb słyszał ich przekleństwa.
Wystąpił jako obrońca zawodników z Serpentyn, przeciwko Lidze Białego Krzyża.
I przegrał.
Przegrał ze starym, wyśmiewanym samochodem, o znacznie niższej mocy, prowadzonym przez młodszego od niego gościa.
Całe szczęście, że nie było tutaj Amelii.
Nie chciał by, żeby musiała być tego świadkiem…

Gdy tylko wysiadł z samochodu, kierowcę Subaru otoczył tłum.
- Niemożliwe!
- Nie do uwierzenia!
- Jak?
- Ile to ma mocy, co to za wilk w owczej skórze?!
W końcu, padły długo oczekiwane przez kierowcę słowa.
- Moje uznanie. Coś niesamowitego. Epicko!
- Dzięki – odpowiedział kierowca Justy – wam, frajerzy. Zgodnie z zasadami, macie jeszcze dwa wyścigi obronne, po czym, zgodnie z zasadami, uznaje się tą trasę za podbitą przez LBK.
Dookoła zapanował nieopisany wręcz harmider. W kierunku kierowcy zaczęły się ponownie sypać pomstowania i groźby, zaś od strony zaparkowanych nieopodal aut z logo „LBK” rozległy się gromkie brawa.
- Mistrz! – krzyknął ktoś wreszcie – Niech Mistrz się wypowie! Czy tak rzeczywiście jest?! Czy po trzech wygranych oni podbijają nasze Serpentyny?
Mistrz długo nie odpowiadał, wpatrując się w wylot Serpentyn. W końcu, gdy zapadła całkowita cisza, a napięcie sięgnęło zenitu, odparł:
- Tak. Takie są zasady, które będziemy respektować. Musimy więc wybrać dobrego kolejnego reprezentanta.
Po publice rozniósł się szmer, przeplatany komentarzami na temat Michała i jego przegranej. Ten, pod presją, umknął do auta.
- Nie. – powiedział milczący dotychczas Jacek – Tak to nie będzie. Nie będą mojego kumpla gnoić – uniósł się gniewem.
Klasa popatrzyła na niego, zaskoczona. Monika ścisnęła mocniej jego dłoń i spojrzała głęboko w oczy:
- Nie rób tego – powiedziała cicho - … proszę. Sam widziałeś, to niewyko…
- Wybacz. To sprawa honoru. – zwrócił się do niej, po czym podniósł głos i ryknął w tłum – Ja pojadę!
Ponownie zapadła cisza.
- Jacek – zaczął Mistrz – I twój Civic. Liczyłem na was. Tak, opinia o twoich umiejętnościach i doświadczenie są bez zarzutu. Popieram tą kandydaturę. Co wy na to?! – odezwał się do tłumu.
Rozległy się oklaski.
Tłum przyzwalał, poklepując Jacka po ramieniu.
- Dasz radę, stary!
- Powodzenia!
- Skopiemy mu dupę!
- Co za wzruszająca i patetyczna scenka – roześmiał się wrednie kierowca Justy – No to kiedy, żelowy chłopcze? Liczę, że zaprezentujesz coś więcej niż ta ciota z Eclipse… może dojedziesz chociaż do Patelnii…
Jacek zacisnął pięści.
- Jutro – powiedział zimno – O tej samej porze.
Ponownie, rozległa się burza oklasków.

- Czemu – Julia oplotła mu ręce na szyi – To ty się nie zgłosiłeś?
- A po co? – odparł Robert. Jego dłonie powoli zaczęły wędrować w dół jej pleców.
- Nie widzisz tego? Ten, kto pokona tego kmiota z Subaru, zdobędzie splendor i chwałę obrońcy Serpentyn! Właśnie oddałeś ten tytuł jakiemuś idiocie, na dodatek z klasy tego wieśniaka, Mateusza. Przepuściłeś okazję…
- Mylisz się, piękna – uśmiechnął się Robert, uśmiechem pełnym cynizmu – Ten cały Jacek nie ma szans z tym Justy. Dostanie tęgie baty, jego FF Civic to nie jest wóz, którym można konkurować z 4WD. A gdy on przegra, stawka jeszcze się podniesie. Wyobrażasz sobie, co będzie się działo, gdy wygram w trzecim wyścigu? Zdeklasuję ich wszystkich. Wtedy liczyć się będą tylko ja i Mistrz. A raczej ta stara pierdoła, która się za niego uważa. Strategia, maleńka.
- Skoro tak – uśmiechnęła się do niego Julia – To nie mam więcej pytań. Dokładnie tego po tobie oczekiwałam… kochany.
Robert nie odpowiedział. Wolał to wyrazić namiętnym pocałunkiem…
I wyraził.