7. „Haj Definiszyn”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Ranek dnia następnego był w Osuchu okazją do wymiany poglądów i doświadczeń. Pojedynek Eclipse z Justy odbił się szerokim echem w środowisku wyścigowym, i był tematem rozmów w I LO. Z racji tego, że dzień był dość luźny, klasa IIIe miała czas i chęci do spotkania się na szkolnym parkingu, by omówić rezultat z wczoraj i taktykę „na dziś”.
- Mówiąc szczerze – stwierdził Błażej – To gdybym cię nie znał powiedziałbym, że dałeś dupy na całej linii. Jako że jednak ty zazwyczaj dajesz z siebie wszystko, to rezultat jest dla mnie całkowicie niezrozumiały, Michał.
- To Subaru – odparł cicho Michał – nawet nie hamowało na zakrętach. On szedł ogniem non stop, dopóki go nie straciłem z oczu. Skręcałem na granicy przyczepności, prawie przywaliłem w barierkę, ale i tak nie umiałem się utrzymać. On niesamowicie wręcz przyśpieszał… wyprzedził mnie już na pierwszej prostej! Ile to mogło mieć koni?!
- Jeśli chodzi o moc – odpowiedział Karol – to raczej niezbyt wiele. 140-150, to maksimum. Siła i potęga tego auta tkwi zupełnie w czym innym. W bardzo niskiej masie, to Justy było o połowę lżejsze od twojego Eclipse. W kompresorze, który daje mu niesamowitego wręcz kopa przy przyśpieszaniu. I w twardym, obniżonym zawieszeniu, które pozwala wykonywać manewry przy znacznie wyższych prędkościach, ba, nawet… - zawahał się – bez hamowania.
- Nie no, stop – przerwał mu Tadeusz – Nie można wchodzić w te zakręty bez hamowania. Nie chodzi tu nawet o możliwości auta. Po prostu trzeba by być popier…dzielonym, żeby atakować pełnym ogniem zakręty, na których zwalniają nawet najlepsi. A nie wierzę, że ten gnojek był taki dobry. Musiało ci się coś przewidzieć, Michał. Może on miał po prostu popsute światła? To by pasowało, stary złom…
- Nie – zaprzeczył Błażej, nie czekając nawet na odpowiedź kumpla – Gdy stał na starcie, światła stopu się paliły. To nie to.
- Zwróciliście może uwagę – włączyła się do rozmowy Natalia – Na zachowanie tego chłopaka?
- A co w nim specjalnego? – odparł Adam – Pewny siebie młody gnojek. Znam wielu takich.
- Był nadpobudliwy, wykonywał gwałtowne ruchy. I źrenice… miał jakieś dziwne. Rozszerzone – odpowiedziała Natalia - I cały czas drżała mu powieka. Nie wiem, czy…
- Bez znaczenia – przerwał jej Tadeusz – Po prostu się podniecił wyścigiem. Albo to psychol.
- Niekoniecznie – stwierdził Mateusz – A jeśli coś brał?
- Hm? – zainteresowali się. Natalia przytaknęła.
- Nie znam się na tym – kontynuował Mateusz – Bo nigdy nie brałem, ale on wyglądał, jakby był pod wpływem czegoś. Prochy, tyle wiem. Ale jakie…- zrobił pauzę – … to za diabła nie wpadnę.
Chłopaki pokiwali głowami, dając znać, że taka wersja jest wielce prawdopodobna. Dalszą dyskusję przerwał jednak pierwszoklasista, który pewny siebie podszedł do grupki i od razu rzucił:
- Yo ziomale! Ej, Michał, dlaczego zaliczyłeś wczoraj taką koszmarną wtopę? To Justy naprawdę było takie dobre?!
- Wy… – zaczął Andrzej
- …spier… – dodał Tadeusz
- … da … - dołożył Adam
- … laj. – zakończył Błażej – Jechany w dupsko kocie. Won!
Pierwszoroczny wykonał znany we wszystkich armiach świata kontrolowany odwrót przez prawe ramię i w te dyrdy wystrzelił w kierunku drzwi do szkoły.
- Niepotrzebnie go tak przepędziliście – stwierdził Michał – Bądź co bądź, schrzaniłem.
- Czy schrzaniłeś, przekonamy się dzisiejszej nocy – odparł Jacek, główny bohater nocnego wyścigu – A koty powinny znać swoje miejsce. „Ziomale”… a, takiego wała!
Zgrania klasowego IIIe nigdy nie można było odmówić…

- Czy ci wszyscy ludzie nie mają nic ciekawszego do roboty, niż wystawać nocami na poboczach Serpentyn? – zakpiła Edyta. Sierra mknęła w górę przełęczy, ciągnąc za sobą sznur wozów. Mat z zadowoleniem stwierdzał, że oprócz Stratusa Natalii, reszta miała spore problemy z utrzymaniem się. Czuł, że pedał gazu wciśnięty jest ledwie do 3 głębokości. Mógł jechać jeszcze szybciej… ale po co ujawniać potencjał silnika?
- Dzisiaj jest ich nawet więcej niż zwykle – odparł – Pojedynek Jacka z tym Justy to dość ważne spotkanie… cieszę się, że w ogóle chciało ci się z nami przejechać. Chociaż podejrzewam, że to nie jest rozrywka dla ciebie.
- Mam książkę – uśmiechnęła się z ironią – Chociaż, z czystej ciekawości, obejrzę to wyścigowe Justy. Z tego co pamiętam, to raczej samochód powolny i do jazdy w trudnych warunkach… prawda?
- Tia. Jak zwykle, masz rację. Tyle że to nie jest zwykłe Justy.
- Domyślam się. Idąc tym tokiem rozumowania, zaprosiliście mnie nie po to, żebym oceniła jakość rozrywki, tylko znalazła rozwiązanie jakiegoś… zagadnienia. Problemu…
- Ależ Edyto, ja napraw… - zaczął Mateusz.
- Nie przerywaj. Skoro w naszej klasie jest co najmniej dwóch znawców motoryzacji, a znakomita większość facetów interesuje się wyścigami, nie może być to problem natury technicznej, zresztą wszyscy wiecie, że nie znam się na samochodach i tym, co nazywacie touge, przy okazji źle to słowo wymawiając. Tak więc, chcecie żebym rozpracowała kwestię związaną z wyścigami, niebędącą jednocześnie samochodem, techniką jazdy ani trasą, którą każdy z was doskonale pewnie zna. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to kwestia czynnika ludzkiego. Kierowcy. Mam racje?
- Masz rację. – potwierdził krótko Mateusz – A po tym wywodzie wiem, że zabraliśmy właściwą osobę. Jesteś zła?
- Zła? Nie. Lubię zagadki…

- Jesteś, żeliku – powiedział kierowca Justy, gdy tylko wysiedli z aut. Dookoła szybko zaczął gromadzić się tłum gapiów – Zaczynajmy więc. Śpieszę się.
- Opony – odparł krótko Jacek – Muszę ostudzić opony, przyjechałem prosto z Cieszyna. Pięć minut, frajerze.
- Gówno prawda! Żadne twoja jechana mać opony! – eksplodował przeciwnik – Nie mam czasu! Ruszamy! W tej minucie, nie czekam na twoje chrzanione w dupsko opony! – jego ręka drżała, a powieka, jak w dniu wczorajszym, samoistnie mrugała. – Ruszamy w tym momencie! – zakrzyknął do tłumu.
Odpowiedział mu entuzjastyczny ryk.
- Stop! Nie tak prędko, koleś! – uciszył motłoch spokojny głos mężczyzny z krótkofalówką – Na Serpentyny właśnie wjechał samochód. Możecie ustawić się na linii, ale pozwolenia na start nie daję. Musicie poczekać, aż ten pojazd przejedzie.
- Ustawione! – rozkrzyczał się znowu typ z Justy – Wszystko jest ukartowane!
- Zamknij ryja – stwierdził zimno Tadeusz – Bo ci ktoś zaraz przy***rdoli. Jak zarządzający Górą kazał czekać, to to oznacza, twoja mać, czekać!
W odpowiedzi ujrzał uniesiony do góry środkowy palec, a Justy przejechało w kierunku linii startu. Civic z Jackiem za kierownicą poszedł w jego ślady.

- Wybieraj – wydyszał chłopak z Justy – Wewnętrzna czy zewnętrzna? Dam ci tą łaskę. I tak przegrasz.
Dookoła zapadła cisza. Stojący nad linią startu, w swoim stałym miejscu, widzowie z klasy IIIe wytężyli słuch.
- Zewnętrzna – odparł pewnie Jacek – Ponieważ, cóż… i tak przegrasz.
Jego przeciwnik uśmiechnął się paskudnie, demonstrując pożółkłe nieco zęby, wziął jeszcze kilka szybkich wdechów i stwierdził:
- Blef. Blef jak ch… a, swoją drogą – spojrzał na przytuloną do Jacka Monikę – twoja panienka to całkiem niezła suczka. Zupełnie nie pasuje do takiej męczydupy, jak ty.
Wypadki, jak zawsze w przypadku, gdy ktoś obrażał Monikę, potoczyły się szybko.
Uderzenie poszło prosto w splot słoneczny. To zawsze paraliżowało przeciwnika. Uczyło pokory. Jacek opanował ten cios do perfekcji. Nigdy nie zawodził.
Tym razem, było inaczej.
Cios nie dał żadnego efektu. Chociaż czuł, że uderzenie trafia dokładnie tam, gdzie powinno, przeciwnik nawet nie jęknął. Idąca zaraz za nią, łamiąca nos pięść, została błyskawicznie zablokowana, a druzgocący impet wyhamowany.
By zaraz potem trafić prosto w splot słoneczny Jacka.
Zwinął się w paroksyzmie bólu, zginając w pół. Zanim zdążył złapać oddech, nim jeszcze Monika zdążyła go podtrzymać, a kumple zareagować, wydarzenia stały się jeszcze ciekawsze.
- Jest! Wóz na wylocie! To 200SX, S13! Robert!
Snopy światła Nissana obrzuciły stojące na starcie auta, świecąc prosto na twarze ich kierowców.
Młodzieniec z Justy zawył z bólu, i błyskawicznie odwrócił się w przeciwnym kierunku, klnąc niemiłosiernie. Nissan przemknął koło nich, i nadrzucił tyłem na wjeździe na górny parking.
- Wiem! – ucieszyła się nagle Edyta – Już mam! Pozwól na moment – odprowadziła Mateusza na bok. Z niezadowoleniem stwierdził, że 200SX parkuje tuż obok, a ze środka wysiada Robert.
I Julia.
- Chodziło wam o kierowcę Justy – bardziej stwierdziła niż zapytała Edyta. Zupełnie nie zwróciła uwagi na wyraz twarzy Mata, i pełne nienawiści spojrzenie w kierunku kierowcy 200SX – To całkiem zabawne. Mówiąc szczerze, do bólu wręcz proste. Teoria Natalii o środkach odurzających była prawdziwa. Gość jest po dawce amfetaminy. Śpieszy się, bo nie chce, żeby pierwszy efekt narkotyku minął przed końcem wyścigu. Jest pobudzony motorycznie, miota się, wykonuje wiele niepotrzebnych ruchów. Hiperwentylacja, za szybki oddech. Te wielkie oczy, które tak podobały się Agnieszce. Drżenie mięśni, patrz na jego ręce, powieki. Stan euforii. Niewrażliwość na ból, która przytłumiła nawet trafienie w splot słoneczny. I światłowstręt, który spowodował taką gwałtowną reakcję na oślepienie reflektorami. To wszystko…

- Kierowcy, do samochodów! Zaraz zaczynam odliczanie!
- Uważaj na siebie – spojrzała mu głęboko w oczy Monika – Niepotrzebnie jedziesz. Czuję, że – zawahała się. Po policzku spłynęła jej łza – Nie powinieneś. Mam… złe przeczucia. Twój przeciwnik, on nie jest normalny. To może się źle skończyć!
Opanował już ból. Nadal czuł dyskomfort po uderzeniu, ale to tylko podkręcało jego adrenalinę. Był w stu procentach skupiony. Pokona tego drania. A potem zmasakruje. Nie ważne, jak mógł wytrzymać uderzenie. Tak czy inaczej dowie się, co to znaczy obrazić jego ukochaną.
- Spokojnie, moja śliczna – przytulił ją – Zawsze uważam. Wszystko będzie OK. Wracam za pięć minut. Zwycięsko.
Monika nie odpowiedziała. Odwróciła tylko głowę, i ruszyła na górny parking.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- … potwierdza teorię. To amfetamina. Mówiliście, że jego samochód fizycznie pozwala na takie prędkości w zakrętach, jakie on osiąga, tak? – zakończyła swoją wypowiedź Edyta. Ku niezadowoleniu Mata, przechodzący obok Robert z Julią zwolnił nieco, przysłuchując się wyraźnie ich rozmowie.
- Tak. Stricte pod względem technicznym, taka jazda jest możliwa. Pozostaje kwestia…
- Blokady psychicznej – przerwała Mateuszowi Edyta – Zwanej zdrowym rozsądkiem. Już tłumaczę…
Odliczanie do startu dobiegało końca.
- … po amfetaminie, jego psychika i naturalne reakcje są otumanione. Jest maksymalnie pobudzony i skoncentrowany, nie odczuwa bólu, zmęczenia, znużenia. Dużo mówi się o wypadkach z udziałem kierowców po prochach, i to prawda. Człowiek pod wpływem tego środka staje się bardzo pewny siebie, wręcz traci poczucie strachu i zdrowy rozsądek. Psychiczne ograniczenia przestają mieć miejsce. Zostaje mu żądza zwycięstwa, która w połączeniu z pełną koncentracją, podkreślam, tuż po zażyciu, dlatego tak zależało mu na szybkim starcie, pobudzeniem i odpornością na stres i zmęczenie, jest mieszanką nie do pokonania…
Auta za ich plecami wystrzeliły do przodu, a przeraźliwy pisk opon rozdarł noc. Wyścig rozpoczął się.
- Chcesz w ten sposób powiedzieć – stwierdził Mateusz – Że Jacek, choćby dał z siebie wszystko, nie ma żadnych szans na zwycięstwo?
- Tyś rzekł. – odparła Edyta.

Ma odejście, pomyślał Jacek. Jego Civic był lekki, miał ledwie 1200 kilogramów, ale i tak Subaru na lewym pasie zaczęło wysuwać się na prowadzenie.
Nie na tyle jednak, żeby móc zjechać na środek, maska Civica wciąż znajdowała się na wysokości tylnej osi Justy.
- Musisz przyhamować – pomyślał Jacek – nie możesz wejść od wewnętrznej. Nie bez hamowania. Nie po tej linii, nie przy rozkładzie masy 4WD.
Dwadzieścia metrów do zakrętu.
Dziesięć.
Pięć.
Adrenalina buzuje.
Światła stopu Justy nawet nie mrugnęły. Civica owszem.

- Oż ty w piczę. – stwierdził Sebastian. Jego szczęka powędrowała nieco ku dołowi – Od wewnętrznej, bez hamowania? Widzieliście to?!
- Taaa – odparł Tadeusz, choć minę miał nietęgą – I zmieścił się na centymetry od zewnętrznej.
- Ale Jacek również opóźnił hamowanie – powiedziała niepewnie Natalia – Wszedł po świetnej linii, prawie otarł się o barierki. To naprawdę, nieprawdopodobne, żeby Justy po gorszej linii było w stanie wejść bez hamowania.
- Prawdopodobne. – odparł krótko Mateusz.
- Hm?! – zainteresowali się wszyscy.
- Proszę, wyjaśnij im to – zwrócił się do Edyty. I ponownie zamilkł.

Jacek wdusił gaz do oporu, a Civic wyskoczył z drugiego zakrętu jak wystrzelony z procy. Justy było na przedzie, ale dystans ich dzielący był niewielki.
- Jestem w stanie się utrzymać – pomyślał Jacek – Jadę na 100%, ale jestem w stanie się utrzymać. W tym momencie Michał praktycznie już przegrał. Mi wystarczy poczekać na jego błąd.
Justy zjechało na zewnętrzny pas, i bez zwalniania weszło w ostry zakręt w prawo, dzielący ich od serii małych zakręcików.
Jacek musnął tylko hamulec, dociążając przód nadał autu kierunek i wszedł pełnym ogniem. Civic ponownie prześlizgnął się tuż koło zewnętrznej barierki, podobnie jak Justy.
Ale manewr był skuteczny. Dystans nadal wynosił tylko 5 metrów.
- Przy takiej jeździe – pomyślał Jack – Błąd i wypadek tego gnoja nastąpi niezwykle szybko.

- Amfa?! – wrzasnął Błażej – O żesz ty w ojapier…dzielę. Przecież ten gość jest niebezpieczny dla otoczenia! Nie kontroluje się!
- Masz rację – odparł Michał – Stuprocentową rację.

Walka zrobiła się naprawdę ciężka. Chociaż Jacek poznał słynną „sekretną linię”, która pozwalała mu iść prawie pełnym ogniem, to Justy praktycznie nie zmieniało położenia, tnąc przez wszystkie zakręty po prostej.
- Sukinsyn – pomyślał – Zna tą linię. A na dodatek, jego twardsze zawieszenie pozwala mu tu iść jeszcze szybciej.
Dystans wzrósł do siedmiu metrów. Zakręciki powoli dobiegały końca.
Potem odbicie w prawo.
I Patelnia.
Tam go dorwę!

- Zmieniając temacik, jak tam turbosprężareczka w twojej Prelude, co Adam? – zapytał Andrzej, nie zważając na przygnębiającą atmosferę wśród zgromadzonych.
- 310 koni, wczoraj odebrałem z warsztatu. Jest pier***nięcie, to już zupełnie inna jazda. Sam zobaczysz – odparł Adam.
I zaiste, nie było w tym ani krzty przesady…

Ostatni zakręt przed Patelnią, pomyślał Jacek. Serce łomotało jak szalone, pełna koncentracja. Światła w Justy ponownie nawet nie mrugnęły.
Skoro on może, to ja też.
Odbił kierownicą, i w ślad za Justy zaatakował zakręt pełnym ogniem. Opony zapiszczały wściekle, Civic ponownie przeszedł tuż koło barierki, mijając ją o centymetr, ale zachował prędkość i linię. Ich oczom ukazała się Patelnia.
Gwiazdy rozświetlały niebo.
- Miło by było poobserwować je z Moniką. – przemknęło mimowolnie przez głowę Jacka.
Tłum na poboczu. Droga całkowicie sucha. Justy pięć metrów przed nim.
Tutaj nie da rady pojechać bez hamowania.
Za to ja to zrobię.

- Góra, tu Patelnia! Są! Wchodzą! Justy z przodu, ale Civic przez cały wyścig tuż tuż za nim!
Justy idzie bez hamowania!! Znosi go! Podsterowność znosi Subaru!!
- Koniec – stwierdził Błażej – Rozwali się.
Miał rację. Prawie.

Radość Jacka była przeogromna. Widok lecącego na zewnętrzną barierkę, walczącego z podsterownością przeciwnika sprawiał mu olbrzymią satysfakcję.
Przez jakieś pół sekundy.
Opony na skręconych do oporu kołach Hondy Civic zapiszczały wściekle, zupełnie jak gdyby w swym skowycie żaliły się z wszystkich poprzednich, cudem wybranych zakrętów. Przegrzane, zakatowane używaniem pełnej ich przyczepności od startu gumy w końcu poddały się prawom fizyki, i utraciły trakcję, pchając Hondę prosto ku zewnętrznej, na barierkę. W przepaść.
Subaru, które ześlizgnęło się z toru jazdy bokiem, tarło o barierkę, ani na moment jednak nie zwalniając. Wóz cały czas przyśpieszał, by w końcu oderwać się od bariery, zostawiając za sobą pogięty metal i kawałki zderzaka, i wrócić na wewnętrzną.
Jacek panicznie wdusił hamulec, wiedząc jednak, że to na nic. Civic praktycznie nie zareagował, w swym obłąkańczym poślizgu ku zagładzie. Przed oczami nieubłaganie rosła mu srebrna barierka.
A nad nią las.
A nad lasem, gwiazdy.
Setki.
Miliony.
Mogłem oglądać te gwiazdy z Moniką, pomyślał.
Co ja chciałem udowodnić?
Komu?
I po co?
Potem nastąpiło uderzenie.
I cisza.

- Tu Patelnia, Patelnia do Góry, słyszycie mnie? – rozległ się w głośnikach ponury głos.
- Słyszymy, Patelnia. Jak to się skończyło? Czy nasz Civic wyprzedził Justy? Przeciwnik rozbił się? – odparł obsługujący radiostację, nie kryjąc się nawet ze swą antypatią do członków LBK.
Na Górze wszyscy zamarli, w oczekiwaniu na odpowiedź. Zwycięstwo? Czy może Justy się wybroniło?
- Justy – roztrzeszczały się głośniki – Przytarło o barierkę, ale się wybroniło.
Głuchy jęk przetoczył się przez publiczność. Czyżby pojedynek nadal trwał?
- A Civic – zapytał w nadziei człowiek przy radio – Czy wyprzedził Justy?
W eterze, na jakieś pięć sekund, zapadła cisza.
Nie przerwał jej choćby pomruk. Góra milczała, w oczekiwaniu.
- Civic – nadeszła wreszcie odpowiedź – Runął w przepaść.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Żałosne – stwierdziła zimno Julia, patrząc na rozgrywającą się w stojącej nieopodal grupce scenę. Dwójka rosłych facetów w ich wieku przytrzymywała omdlałą dziewczynę. Wszyscy byli zszokowani. Ba, byli przerażeni.
Wśród nich ten frajer, Mateusz.
Zmienił się. I nadal stanowił zagrożenie. Tego nie przewidziała.
Omdlała, jeśli dobrze pamiętała, była dziewczyną kierowcy, który runął na Patelnii.
Julia uśmiechnęła się paskudnie. Owszem, to było tragiczne. Ale oznaczało jednocześnie szansę dla niej. Dla nich.
- Najukochańszy – zwróciła się do Roberta. Ten minę miał nietęgą, nawet jego przeraziły wydarzenia ostatniej minuty – To oznacza, że wreszcie możesz wyzwać to Justy z LBK… prawda? – zakończyła słodko.
- Taa – odparł powoli Robert – Zrobię to jak tylko wróci na Górę. – zawahał się – To nie jest dobry pomysł, Julio. On po prostu nie ma strachu. Jego się nie da pokonać! – wydusił to wreszcie z siebie.
Pierwszy raz czuł, że może przegrać.
- Robercie – odparła zimno – Nie poznaję cię. Czy to oznacza, że…
- Nie! – stwierdził hardo – Wyzwę go, tak czy inaczej. Potrzebuję tygodnia. I ten pojedynek… niech rozegra się na Białym Krzyżu. – jego głos zawahał się.
- Na Białym Krzyżu – odparła, kryjąc cynizm w słodkim tonie – Czyżbyś chciał zabezpieczyć się na wypadek porażki? Móc zrzucić ją na nie swoją przełęcz, nie swój teren?
Robert nie odpowiedział. Kiwnął tylko nieznacznie głową.
Znów, uśmiechnęła się, uśmiechem pełnym cynizmu.
- Wyzwiesz go na Biały Krzyż – odparła zimno – I wygrasz. Już nawet wiem, jak.
- Jak? – zapytał niepewnie Robert. Pierwszy raz zaskoczyła go w sprawach wyścigów.
- Tą samą bronią – uśmiechnęła się przebiegle – Dzięki której zwycięża Justy.
- Pierwszy raz – pomyślała – Kiedy na coś przydał się ten frajer, Mateusz. I jego przemądrzała koleżaneczka.
Julia była humanistką. „Cel uświęca środki”. Niccolo Machiavelli…