9. „Jedyne rozwiązanie?”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Piątkowy świt jednego z ostatnich tygodni października zalał „Patelnię” promieniami słońca. W okolicy nie było żywego ducha, nie licząc świergoczących sikorek, szumiącego wśród świerków wiatru i dwóch zaparkowanych na parkingu aut.
Czarnego Mercedesa M.
Srebrnego Nissana 200SX.
Ich właściciele wysiedli praktycznie jednocześnie, jakby wiedząc, że dookoła nie ma żywego ducha. Kierowca Nissana, choć postawny i dobrze zbudowany, wyglądał przy potężnym, pozbawionym karku właścicielu Mercedesa jak patyk. Bez słowa podeszli do siebie. Młodzieniec z Nissana rozejrzał się dookoła, upewniając się jeszcze raz, czy nie są obserwowani. Właściciel M-Klasy roześmiał się głupkowato.
- Spokojnie, gościu. I tak nic mi tu nie mogą zrobić. Kasę masz?
Bez słowa wyciągnął odliczone banknoty i podał karkowi. Ten wprawnym ruchem schował je do kieszeni skórzanej kurtki, jednocześnie drugą ręką wręczając chłopakowi z Nissana mały woreczek. Ten szybko schował go do kieszeni i odetchnął z ulgą, jednocześnie rozglądając się dookoła.
- To jedna dawka – stwierdził kark – Jak będziesz chciał następną to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
- Nie będę potrzebował następnej – zdobył się na zimny ton chłopak z 200SX.
Na te słowa, Kark tylko roześmiał się szyderczo, po czym wsiadł do swojego auta i odjechał z piskiem opon, rozrzucając dookoła żwir…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Następnego dnia, w sobotę, pogoda była wręcz idealna. Nieba nie pokrywała ani jedna chmurka, a temperatura była wręcz zaskakująca jak na październik w tej okolicy.
Dla sporej części Osucha, oznaczało to jedno.
Mający się rozegrać tej nocy pojedynek Justy i 200SX był praktycznie pewny.
- Cholera – stwierdził Tadeusz – To będzie niesamowita bitwa. Nie znoszę obu tych drani, ale tak czy inaczej mam nadzieję, że 200SX zwycięży.
- Jeśli nie – odparł Karol – To będzie koniec dla ścigantów z Serpentyn. Dominację przejmie LBK, i wprowadzi swoje zasady. Ten sukinkot, Robert, po prostu nie może przegrać.
- Masz wolne na dzisiejszy wieczór? – zapytał Karola Mateusz.
- Ta. Tego widowiska po prostu nie mogłem przegapić. Ba, nawet mój szef udaje się tej nocy na Salmopol. Każdy, kto choć trochę interesuje się touge, musi to widzieć.
- Po prostu, to bitwa sezonu! – ucieszył się Sebastian.
I choć stwierdzenie było durne, nikt mu nie zaprzeczył.
- Kurna. Nie będziemy tego mogli zobaczyć. – stwierdził z nutą żalu w głosie Adam.
- A to czemu? – zapytał Błażej.
- Ja i Andrzej lecimy na S1. Mamy spotkanie. – odparł Adam licząc, że wywoła w kumplach zainteresowanie. Tej nocy wypadał pierwszy „zlot” „K>260”, na który mieli się stawić.
- Małe pedalskie rendez-vous? – zapytał zimno Błażej.
- Spier**laj, Błażej. Gówno wiesz. – odpalił Adam – A jak się wreszcie dowiesz, to będziesz skomlał, żeby cię tam przyjąć. Ale nic z tego.
- Mniejsza o temat – odparł Błażej – Nic mnie to nie obchodzi. Autostrada mnie nie interesuje. Autostrada jest dla idiotów.
Adam i Andrzej nie odpowiedzieli.
- Ktoś orientuje się, czy ten cały Robert ma jakikolwiek plan? – przerwał niemiłe milczenie Michał – Wyzwanie pochodzącego z Salmopolu Justy na jego rodzimy kurs, podczas gdy daje nam łomot na naszej trasie, nie jest chyba zbyt rozsądne?
- Nie ma planu – odparł Mateusz – A przynajmniej nie sądzę, żeby miał. Kwestia jego dumy, a może raczej… zabezpieczenie. On zawsze tylko zgrywał kozaka. Jeśli ma świadomość, że może ponieść porażkę, stara się zabezpieczyć plecy. Przegraną zrzuci na nie swoją trasę. – zakończył. Cholera, pomyślał momentalnie, jestem zbyt nerwowy. Zaraz potem, jego porywczość została ukarana.
- To dlaczego sam nie wyzwałeś Justy? O twojej Sierze mówi się, że jest „niesamowita” – sarknął Błażej – Ale jakoś nie mieliśmy okazji przekonać się o tym na własnej skórze. A może po prostu… boisz się?
Mateusz milczał. Nie bał się. Tak naprawdę, nie wyzwał Justy, bo…
… bo liczył, że wyzwie go Robert.
I poniesie klęskę, klęskę która go pognębi, wbije w ziemię, po której ten już się nie podniesie.
Nie obchodziły go skutki tej porażki, które dotknęły by ścigantów z Serpentyn.
Ani fakt, że sprawiło by mu to tylko chorą satysfakcję. Julia nie wróci do mnie, pomyślał, nawet jeśli on przegra. Ba, nie chcę, żeby wracała.
Chcę tylko ich porażki.
Zemsty.
Jestem egoistą. Zawsze byłem.
Zbierał już słowa, by przygasić Błażeja, ale pierwszy odezwał się Michał.
- Wczorajszy pojedynek z Alfą GT – zwrócił się z uśmiechem w jego kierunku – coś wspaniałego. Twój drift jest znakomity, Mat. A ta Sierra ma niesamowity potencjał.
- Co!? Mateusz się ścigał?! – zdziwił się Sebastian – Gdzie? Byłem wczoraj na Serpentynach z Błażejem, nie było go…
- Nie na Serpentynach. – odparł zimno Mat – Na Białym Krzyżu. Twoja walka z Celicą również była bardzo zacięta, Michał. Publika szalała, zwycięstwo zasłużenie należy do ciebie.
Michał skinął przyjacielsko głową.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- A’propos – odezwał się nagle Adam – Za dwa tygodnie jedziemy na wycieczkę klasową, no nie? Do Nurburg?
- Ta – potwierdził Tadeusz – Zgodnie z planem, tak jak chcieliśmy.
Nurburgring, przeleciało Matowi przez głowę. Zawsze marzyłem, żeby zmierzyć się z tym torem. Z Zielonym Piekłem.
- W takim razie mam propozycję nie do odrzucenia – zawiesił głos – Mogę nam załatwić transport aut tam, do Nurburg. Brat mojego starego importuje auta od Szkopów, jedzie pustym TIR’em w tamte rejony. Za drobną opłatą, powiedzmy: stówka od łebka może nam zabrać fury. Co wy na to? Pojedynek na Nurburgring… kto się na to pisze?
- Ja. – odparł Michał.
- I ja – rozejrzał się po klasie Błażej – Są chętni do zabrania własnego auta na wycieczkę? Może ty, co, Nat? Ciekawi mnie, jak wypadły by twoje zdolności na… hmm… profesjonalnym torze. – rzucił tonem co najmniej niesympatycznym.
Natalia milczała dłuższą chwilę, rozważając możliwe odpowiedzi. Pytanie Błażeja było ewidentną zaczepką, ale z drugiej strony…
- OK. – odpowiedziała – Jeżeli tak bardzo tego chcesz, Błażeju…
… z drugiej strony, dokończyła w myślach, chcę się sprawdzić na tym, jak mówią, najtrudniejszym torze świata. I porównać z nimi…
Nie uważała się za dobrego kierowcę. Ale nie mogła już znieść tych szowinistycznych docinek…
- Fajnie – uśmiechnął się szyderczo Błażej – Kto jeszcze? Może ty, Mat? Czy też twoja wspaniała Ścierka jest stworzona do wyższych celów, niż wyścigi?
Mateusz, nie podnosząc wzroku znad zeszytu do fizyki, odparł
- Wpisz i mnie.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Wyszedł ze szkoły, i skierował swe kroki w stronę cieszyńskiego amfiteatru. Od gmachu Osuchowskiego ten słynny „plac”, parking, widownię i miejsce pojedynków młodzieży dzieliło raptem kilkadziesiąt metrów. Zarzucił plecak na jedno ramię i przyśpieszył tempa. Wyjątkowo nie znalazł miejsca do zaparkowania pod Osuchem, zmuszony był zostawić swoją SW20 na amfiteatrze. Odbił w prawo, skręcając na drogę dojazdową do rzeczonego parkingu i na krótki moment zatrzymał się jak wryty.
Koło jego MR2 stała Karolina, we własnej osobie.
Szybko odrzucił możliwość wycofania się i przeczekania, ona już go zauważyła, zresztą Błażej nie należał do osób nieśmiałych i tchórzliwych. Błyskawicznie odzyskał rezon, pokonał ostatnie kilkanaście metrów, by w końcu znaleźć się przy swoim aucie.
I przy niej.
- Cześć Błażej – zaczęła.
Zatrzymał się, z kluczykiem wsadzonym do zamka w drzwiach.
- Cześć – odparł – Karolino.
Zapadła cisza. Starał się nie patrzeć na nią, wsiąść do auta i odjechać…
… ale to było by nie w jego stylu. Otworzył bagażnik, wrzucił plecak i odwrócił się ponownie w jej kierunku.
Nadal stała dokładnie w tym samym miejscu. Mały, damski papieros, Diarum, jeśli się nie mylił, leciutko tlił się w jej dłoni.
- Coś jest nie tak – stwierdziła – Widzę to, Błaż. Chcę wiedzieć, co.
Milczał. Nie powinien okazywać emocji, wtedy, na dyskotece.
- Ależ przecież wszystko jest tak – skłamał – Caroline, o co ci chodzi?
Zaciągnęła się, krótką chwilę delektując się smakiem, po czym odparła:
- Nigdy nie umiałeś dobrze kłamać. Na dyskotece chciałeś mi coś powiedzieć, widziałam to. Ale gdy usłyszałeś, że jestem zajęta, nasze stosunki gwałtownie się pogorszyły. Nie jestem głupia, chociaż za taką zwykło się mnie uważać. Chciałeś mi wtedy coś zaproponować… prawda? – zakończyła. Jej oczy nie wyrażały nic.
Milczał. Nie powinien odpowiadać.
Uczucia wygrały, w ostatnim akordzie przezwyciężając rozsądek:
- Prawda – odpowiedział cicho, choć wyraźnie – Chciałem.
Wciągnęła trochę dymu i przymknęła oczy. Milczała.
Czekał.
- Trzy lata – odpowiedziała wreszcie – Dokładnie od początku liceum, gdy się poznaliśmy, nie związałeś się z żadną dziewczyną. Flirtowałeś z praktycznie każdą, która wpadła ci w oko, ale z żadną…nic więcej. I czyżbym ja była tego powodem?
Milczał. Przytaknął.
Zakrztusiła się lekko, a Diarum w jej dłoni zgasł.
- Przez te trzy lata – powiedziała cicho – Byliśmy tak blisko siebie, ale ty… ty nie powiedziałeś. Czy ty mnie… kochasz, Błażeju?
Milczał. Był rozbity. Ale po tych kilku dniach przemyśleń, znał odpowiedź.
- Nie – odparł zimno, spokojnie.
Tym razem, to ona zamilkła. Wiatr szumiał, owiewając ławki i zaparkowane samochody. Odgłosy miasta były praktycznie niesłyszalne. Cisza wręcz nierealistyczna.
- Więc – odezwała się wreszcie – Dlaczego… - zawahała się, zamilkła.
- Kochałem – odpowiedział, nie patrząc jej w oczy.
- Czas przeszły – odparła. Po jej policzku spłynęła łza.
- Przeszły – przytaknął – Niedokonany.
- I pomyśleć – stwierdziła, siląc się na sarkazm – Że mogłam być z tobą… a nie z…
Na drodze prowadzącej na parking zapiszczały opony. Błażej kątem oka zobaczył zbliżające się Subaru. Znajome Subaru. Justy.
- To nie miało by przyszłości – odparł, wsiadając do MR2 – Pokochałem ułudę. Pomyliłem się, Karolino. Zależy mi na czymś więcej, niż piękno zewnętrzne, taniec, śmiałość i wygadanie. Nie pasujemy do siebie charakterami. Pijesz. Palisz. Używasz życia. Jesteś próżna. Żyjesz chwilą – kolejne słowa trafiały niczym kule – To nie miało szans.
Justy weszło w ostatni zakręt, zbliżając się do nich na pełnym gazie.
- Twój chłopak – odparł jeszcze, zapinając pasy – To ćpun. I zaiste, wątpię, czy będziesz z nim szczęśliwa. Ale chciałaś rozrywkowego…
Justy nadrzuciło tyłem, jego kierowca najwidoczniej zaciągnął ręczny. Wóz sunął bokiem, by zatrzymać się na centymetry od Karoliny i MR2 Błażeja.
- … to masz. – zakończył zimno, zamykając drzwi. Silnik zagrał miarowo, a Błażej ruszył z piskiem opon, kierując się w stronę wyjazdu.
Nawet nie spojrzał w lusterko, na nią.
Nie miał do tego serca.
Co we mnie wstąpiło, pomyślał. Jak mogłem jej tak dołożyć?
Jak mogłem być tak nieludzki?
Po co to zrobiłem?!
Nie miałem racji, przemknęło mu przez głowę. Zadziałałem emocjonalnie, wyładowałem na niej swój smutek i złość. Ona nie jest taka. Po raz pierwszy w naszej trzyletniej znajomości, kierowałem się stereotypami.
I zapewne po raz ostatni.
To już koniec.
Tych słów, nie cofnie nic.
Nic.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Sześć cylindrów grało równo, podczas gdy Sierra sunęła po drodze w kierunku Wisły. Mat nawet nie dociskał pedału gazu, silnik, trzymany na niecałych trzech tysiącach obrotów generował dostateczną moc jak na zatłoczoną drogę.
Co innego, gdyby był sam. Wtedy zapewne depnąłby na gaz, wykorzystując każdą okazję, żeby słuchać symfonii silnika Coswortha, kręconego na wysokich obrotach, walącego z wyścigowego tłumika potwornym, nieokiełznanym rykiem.
Ale nie był sam.
- Starzejesz się – stwierdziła Alicja – Rok temu nie przepuszczałeś żadnej okazji do wyprzedzania. Teraz wleczesz się przepisowo, równiutko, setką. Czegoś nauczyło cię to rozbicie auta? Wreszcie jakiś… głos rozsądku? – zironizowała.
- Nie – odparł Mat, cynicznie – Poduszka powietrzna w tym aucie jest tylko jedna… - kątem oka spojrzał na nią - … w standardzie. Z pasażerką, trzy.
- Och, nie udawaj, że tak ci zależy na moim życiu – odparła sarkastycznie, puszczając niski żart mimo uszu – Powiedz wprost, że szkoda ci auta i paliwa.
Spojrzał przed siebie. Byli na wysokości Ustronia, droga wznosiła się tu i opadała kilkakrotnie. Wóz znajdował się właśnie na szczycie pierwszego wzniesienia. Przed sobą, Mat miał TIR’a, na przeciwnym pasie, jakieś 100 metrów od nich, sunął ciężarowy Star.
- Zależy mi na twoim życiu – pomyślał Mateusz – Ale skoro tak bardzo chcesz…
Wdusił gaz do oporu, a dotychczas cichy silnik zaryczał wściekle, uderzając w wał napędowy niczym nie skrępowaną mocą. Był gotowy na siły, które zaczęły działać na jego ciało, ale niczego nie spodziewająca się Alicja została wbita w kubełkowy fotel Recaro. Wskazówka prędkościomierza zaczęła błyskawiczną wędrówkę w górę. W moment Sierra zrównała się z kabiną TIR’a. Czterdzieści metrów do Stara. Obroty silnika powoli zbliżały się do maksimum, niebawem powinien wrzucić wyższy bieg. Wysunął się już o pół samochodu przed ciągnik siodłowy. Dwadzieścia metrów. Widział już przerażone oczy kierowcy ciężarówki. Alicja pisnęła cicho. Wrzucił prawy kierunkowskaz. Dziesieć metrów.
Cholera, pomyślał. Ciężarówka. Kierowca. Wyprzedzanie.
Prawie jak w moim śnie.
W koszmarze.
Nawiedzał go regularnie, co kilka tygodni. Zawsze miał kontrolę nad tym, co się działo.
Nigdy jednak nie udało mu się uniknąć zderzenia.
Choć próbował.
Na wszystkie możliwe sposoby.
Odbił kierownicą, a Sierra posłusznie przeskoczyła na swój pas. Lewe lusterko minęło przedni zderzak Stara o centymetry. Mateusz zdjął nogę z gazu, by po chwili Sierra znowu jechała przepisowe 90km/h. Obroty ustabilizowały się na trzech tysiącach, a silnik wrócił do swojego spokojnego gangu.
- Powinienem urwać lusterko? – zapytał znudzonym tonem.
Alicja westchnęła przeciągle.
- To już nie jest ten sam wóz – stwierdziła – Tamten Ford przy tym to muł. I fotele nie są już takie – zsunęła się nieco w kubełkowym oparciu – wygodne jak kiedyś. Zawieszenie jest twarde, nie tłumi już nierówności jak wtedy, gdy ostatni raz miałam okazję z tobą jechać. Coś się zmieniło, Mat. Dlaczego?
- Trochę jeżdżę – odparł, wykorzystując okazję do spojrzenia jej w oczy. Alicja była piękną kobietą, ale to właśnie dla jej oczu oszalał kilka lat temu Duże, intensywnie niebieskie, jednocześnie cudowne i zimne jak stal. – Zwykła Sierra nie spełniała już moich wymagań. Po rozbiciu, o którym zresztą wspomniałaś, została przebudowana.
Przypomniał sobie komentarz Mistrza, który wygłosił, gdy po zamianie oddawał mu samochód. ..

- To potwór. Znakomite wyważenie, stosunek mocy do masy, niesamowita reakcja na gaz. Ta hybryda może być niepokonana, Mateuszu. Twój ojciec wiedział, jak stworzyć bestię. Teraz jednak, wszystko w twoich rękach.
- Co powinienem zrobić? – zapytał Mat, oddając Mistrzowi kluczyki od RX8.
- Zrozumieć ją. Ujarzmić. I pokochać... – odparł Mistrz, wręczając mu kluczyk od Sierry.

- Chyba nawet nie trochę – przerwała mu rozmyślania Alicja – Błękitna Sierra jest uważana za jeden z najszybszych samochodów na Serpentynach. A jej kierowca ma ponoć niesamowity talent… twierdzi tak sam Mistrz. – nie mogła ukryć uśmiechu.
Cholera, pomyślał Mat. Skąd ona tyle wie na ten temat? Zarumienił się nieco, i odparł:
- Twoje informacje – zawiesił głos – są mocno przesadzone. Ogół twierdzi, że najszybsze jest 200SX i jego niepokonany kierowca, Robert.
- Znam Roberta – uśmiechnęła się Alicja. Mógłby przysiąść, że widział błysk złośliwości w jej oku – To naprawdę słodki facet… i taki miły… dobrali się z Julią, nie ma co.
Zacisnął pięści na kierownicy, aż do białości, ledwie powstrzymując się od gwałtownego wduszenia gazu.
W końcu, sam ją sprowokował. Odkąd pamiętał, ona zawsze wykorzystywała takie okazje.
- A właśnie – stwierdziła Alicja niewinnym głosem, patrząc na jego dłonie – Czemu nie przyjaźnisz się już z Robertem? Zawsze byliście nierozłącznymi kumplami…
A by cię… nie. Wiedział, że ona wie. Znała sytuację sprzed wakacji, to ponure „love-story” Serpentyn, to, co było dla niego punktem zwrotnym i przyczynkiem do zmian. Jej pytania były zwykłymi szpilami.
I zaprawdę, pewnie dogryzłby jej teraz. Czymkolwiek. Jakąkolwiek historią z ich przeszłości.
Ale nie mógł. Nie potrafił odpowiedzieć sobie, dlaczego… ale nie mógł.
- Jeśli tak bardzo chcesz zobaczyć, jak dobrym kierowcą jest Robert – stwierdził tonem pozbawionym emocji – To możesz się wybrać ze mną dziś wieczorem na Przełęcz Salmopolską, Biały Krzyż. Szykuje się tam dzisiaj małe widowisko z jego udziałem.
Odmówi, pomyślał. Nigdy nie miała ochoty na tego typu wypady, zwłaszcza w moim towarzystwie.
- Chętnie – odparła – A nawet bardzo chętnie. Pytanie tylko, jak mam traktować to… zaproszenie? – zakończyła niewinnie.
Nie okazał po sobie choćby cienia emocji, chociaż zaskoczyła go totalnie.
- Jako podwózkę na miejsce wyścigu – stwierdził – I z powrotem.
Chociaż, pomyślał, osobiście nie przeszkadzało by mi, gdyby było to… coś więcej…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Mistrz! Mistrz jest już na Białym Krzyżu!
- Zajął miejsce na C-8! Czyżby spodziewał się rozstrzygnięcia wyścigu właśnie tutaj?!

- Tu Czujka na wjeździe od strony Wisły! Sierra! Cosworth z Serpentyn! Powtarzam, błękitna Sierra wjechała właśnie na Przełęcz!

- Do wszystkich radiostacji! Czerwony Sztorm i Eclipse z Serpentyn już tu są! Powtarzam, Sztorm i Eclipse na wjeździe na Przełęcz Salmopolską!

- Miło cię widzieć, Mateuszu – stwierdził Mistrz, podchodząc do Sierry, gdy tylko Mat zaparkował. – Jak widzę, wybrałeś do obserwacji ten sam zakręt. Można poznać powód?
- C8 – odparł Mat, witając się z Mistrzem – Jest dla ścigantów stąd tym, czym Patelnia dla nas. To zakręt-legenda, sporo wyścigów rozstrzyga się właśnie tutaj. Liczę na świetne widowisko.
- Widzę też – stwierdził z błyskiem w oku Mistrz, obserwując wysiadającą z Sierry Alicję – Że nie przyjechałeś sam. Czyżby…
- Pozwoli pan, że przedstawię – powiedział Mat, gdy Alicja do nich podeszła – Moja koleżanka, Alicja.
- Miło mi poznać – Mistrz ucałował Alicję w dłoń. Ta skłoniła się lekko, wyraźnie zarumieniona.
Cholera, pomyślał Mat, to pierwsza sytuacja, w której straciła rezon, odkąd…
… odkąd pamiętam.

- Ale tu jest za****ście k****a zimno – stwierdziła Iwona. – Benek, dawaj kurtkę.
Benedykt westchnął głośno, ale bez słowa zdjął swoje wierzchnie okrycie i podał Iwonie.
Mówiąc szczerze, powinien kazać jej spier*alać, ewentualnie wyśmiać zbyt skąpe jak na te warunki odzienie, ale… nie miał ochoty się narażać. Iww była osobą, której wygląd zewnętrzny całkowicie kamuflował charakter. Delikatna, niższa o głowę od Benedykta szatynka mogła wydawać się słodkim i przemiłym dziewczątkiem.
Nic bardziej mylnego.
Iwona była twardym kawałem baby, i doskonale wiedziała, czego chce.
Tym większe zainteresowanie w kuluarach Osucha budził jej domniemany „romans” z Benedyktem, gościem o tyle przystojnym, co raczej (po rozstaniu z Małgorzatą) wycofanym z ogólnie pojmowanego „życia uczuciowego”. Jak tłumaczyła sama Iwona, była z Benedyktem bo „lepsze to od samotności”, i według niej samej był dla niej tylko „chłopakiem zastępczym”, ale…
- Caroline – zwróciła się Iwona do stojącej obok przyjaciółki – Gdzie jest twój facet?
Karolina w milczeniu wzruszyła ramionami, nie odwracając wzroku od prostej ze strony Bielska-Białej.
Zajęli miejsca na samym starcie, na Szczycie Przełęczy Białego Krzyża. Stąd można było rozegrać zarówno downhill w kierunku Wisły, jak i Bielska. Dzisiejszy wyścig miał mieć miejsce na trasie w kierunku Bielska. Benedykt przyjechał prosto z Cieszyna, razem ze swoją „dziewczyną” Iwoną i jej przyjaciółką, Karoliną.
Jeśli się nie mylił, to była ta sama Karolina do której…
… do której zarywał Błażej.
Ciekawe, pomyślał Ben, opierając się o swoją Imprezę. Karolina była z pewnością piękną dziewczyną. Biorąc jednak pod uwagę, że oprócz walorów urody Błażej cenił sobie w dziewczynach wierność, oddanie i wolność od nałogów, Karolina była całkowitym zaprzeczeniem tych cech. Znał co najmniej kilkunastu gości w samym I LO, którym złamała serce, a jej upodobanie do używek i przelotnych romansów było wręcz przysłowiowe. Co więcej, jeśli wierzyć temu, co powiedziała mu kiedyś Iwona, gdy byli sam na sam (miło wspominał tę chwilę), miał pełne prawo śmiać się w twarz Błażejowi, bo Karolina uwielbiała wolność, i nie miała zamiaru z nikim „być”, nieważne, jak by się nie starał.
Ale choć Ben szczerze nie znosił Błażeja, w tym przypadku po prostu mu współczuł.
- O czym tak myślisz, kotku? – zapytała Iwona, zaplatając mu ręce na szyi i wtulając się w niego.
- O niczym, Iww – odparł Benedykt, obejmując ją – O niczym…
Na Szczycie rozległ się ryk silnika. Na końcu długiej prostej, od strony Bielska, pojawiło się Subaru Justy, witane owacjami. Jednocześnie, rozskrzeczała się radiostacja:
- 200SX jedzie! Powtarzam, 200SX jest już na Przełęczy! Robert się zbliża!

- Mknie, jakby mu płonęła ziemia pod kołami – stwierdził Michał. MR2 przed nim weszła w zakręt C-11, idąc praktycznie pełnym ogniem. Michał przyhamował nieco, dociążając przód Eclipse, po czym zaatakował ciasny zakręt w lewo, by po chwili znaleźć się na długiej, 500 metrowej prostej. Byli na szczycie Przełęczy Salmopol. Stąd już za chwile miał wystartować wyścig, w kierunku Bielska. Jechali od strony Wisły, byli nieco spóźnieni, ale do startu, zapowiedzianego na godzinę 23 było jeszcze dziesięć minut. Światła wyciągały z mroku postacie ludzkie, okupujące start. Tutejszy bar, w dzień obsługujący turystów, w nocy stawał się punktem wyznaczającym linię startu w obu kierunkach trasy. Michał wrzucił trzeci bieg, ale i tak MR2 Błażeja stale zwiększała dystans.
Nie ścigali się. Ale gdyby był to rzeczywiście pojedynek, przegrałby z kretesem.
- Gdzie planujesz parkować? – zapytała Edyta – A może raczej gdzie są wszyscy?
- Z SMS’a od Mata wynika, że część jest jak zwykle na zakręcie C-8. To niedaleko stąd…
Zwolnił i zredukował bieg. Tłum na poboczach gęstniał, zbliżali się do linii startu. Widział już, na razie ustawione na poboczu, Justy i 200SX. Ciekawe jak to się skończy, przemknęło mu przez głowę.
Ja nie dałem sobie rady.
Nie dał sobie rady Jacek.
Czy ten Robert rzeczywiście jest tak dobry, żeby pokonać Justy?
Różnica w mocy działała na jego korzyść, ale pod względem masy był w pobitym polu. Niemożliwe, żeby potrafił zaryzykować tak samo jak…
- Jest ten gość z Justy – stwierdziła Edyta, delikatnym ruchem głową wskazując na pobocze – A ten koło niego to pewnie jego dzisiejszy przeciwnik, zgadłam?
Michał spojrzał w tym kierunku. Rzeczywiście, nieopodal gościa z Justy stał Robert we własnej osobie. W bogatej gestykulacji tłumaczył coś „zarządowi” trasy…
Odwrócił wzrok, by nie stracić kontroli nad autem i przypadkiem kogoś nie rozjechać.
- Tak, to Robert właśnie. – odparł.
- No to czeka was ciekawe widowisko – powiedziała sarkastycznie Edyta.
- Hm?! – zainteresował się Michał.
- Wyjaśnię, jak już będziemy na parkingu. Nie chce mi się opowiadać wszystkim z osobna… w sumie, to było do przewidzenia…

Błażej wcisnął hamulec i odbił w lewo, nadrzucając nieco tyłem MR2. Zgromadzeni na poboczu od wewnętrznej strony drogi, tuż za zakrętem C-10, uskoczyli, robiąc miejsce ślizgającej się MR2 SW20. Błażej opanował poślizg, i wprawnym ruchem kierownicą postawił wóz na jednym z ostatnich wolnych miejsc.
Widział ją. Była na Szczycie, razem z…
Razem z tym swoim ćpunem.
I z Benedyktem.
Wysiadł z auta i trzasnął drzwiami. Jeden z widzów chciał go zbluzgać za taki wjazd, ale widząc jego wyraz twarzy, odpuścił…

- Więc jednak – stwierdził Mateusz – Tego się po tym draniu nie spodziewałem. Sprytne, muszę przyznać. Chce pokonać ćpuna z Justy jego własną bronią. Jak zwykle, twoje spostrzeżenia są nieocenione, Edyto. – zakończył, uśmiechając się do koleżanki.
- Przesadzasz, Mat – odparła Edyta – Ale dziękuję.
- Gdzie jest Błażej? – zapytała Joasia.
- Na C-10 – powiedział Michał – Nie chciał tu przyjechać z nami. W ogóle, jest dzisiaj w strasznym humorze. Ktoś wie, dlaczego?
Nikt nie wiedział.
Nie mogli wiedzieć.

- Tu Meta. Meta do Szczytu: droga czysta. Powtarzam, droga czysta. Mogą startować.
- Rozumiem, Meta. Zaczynamy. Powtarzam, zaczynamy! Zakaz wchodzenia na trasę!

- Wygraj to. – stwierdziła krótko Julia.
- Wygram – odparł Robert z błyskiem w oku – Ale przekonaj mnie najpierw, dlaczego powinienem zwyciężyć. Co będę z tego miał?
- Wygraj – odparła przeciągle Julia – A o nagrodzie porozmawiamy… jak wrócisz, kochanie.
- Wracam niebawem – stwierdził Robert z paskudnym uśmiechem – Czuję, że zwycięstwo jest moje. To naprawdę działa.
- Wiem. – odparła – Gdyby nie działało, nawet bym cię nie kontaktowała z tym człowiekiem.
- Kierowcy, na start! – ogłosił przez megafon dający sygnał do startu.

- Pogadamy – stwierdził Oktawian – Jak wrócę. I nie tylko pogadamy, maleńka.
Karolina przytaknęła lekko, ale nie patrzyła mu w oczy.
- Co jest? – zapytał natarczywym tonem.
- Nic – odparła – Jedź.
Trzasnął drzwiami i przejechał na linię…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Auta stały jedno za drugim, wpierw Justy, potem 200SX. Start miał rozegrać się na zasadzie znanej ścigantom z kultowego „Initial D” – auta jadą jedno za drugim, słabsze z przodu, i do pierwszego zakrętu mocniejszy nie może wyprzedzać. Biorąc pod uwagę 70 koni różnicy, wyrównywało to szanse.
Przynajmniej w teorii.

- Trzy!

- Dwa!

- Jeden!

- Start!!

Benedykt milcząco patrzył na wystrzeliwujące do przodu Justy., i ruszające za nim z piskiem opon 200SX. Oba auta zaczęły błyskawicznie nabierać prędkości, chociaż do pewnego momentu Subaru przyśpieszało szybciej od Nissana.
Ciekawe, pomyślał.
To pewnie kwestia tego kompresora.
Bardziej od samego startu zaintrygowało go jednak to, co działo się chwilę wcześniej.
Karolina była więc dziewczyną tego gościa z Justy, Oktawiana. Oprócz imienia, które uważał za pedalskie, gość był zwyczajnie brzydki i wychudzony, zupełnie nie pasował do takiej piękności.
Czyżby leciała na to jego ćpanie? Ryzykowanie życiem na trasie? A może po prostu osoba tak ekstrawagancka jak Karolina po prostu chciała mieć równie niecodziennego faceta?
Tak czy inaczej, nie rozumiał tego.
Równie dziwny był drugi kierowca. Słynny Robert, wróg publiczny numer jeden Mateusza. Przyczyna ich wzajemnej nienawiści, Julia, rzeczywiście była zimną, burą suką, jak to ktoś kiedyś określił. Pomimo swego uwielbienia do kobiecych wdzięków, których Julii zdecydowanie nie brakowało, była ona dla Benedykta po prostu odpychająca. Pamiętał jedyne spotkanie podczas którego widział ją z bliska i rozmawiał z nią, prawie rok temu, w zimie, na Serpentynach. Wtedy wydawała się niewinną, słodką i piękną dziewczyną, i wręcz zazdrościł Matowi takiej partnerki, ale po wydarzeniach sprzed wakacji całkowicie się zmieniła. Była wyzywająca, zimna i wręcz – okrutna.
Mówiąc szczerze, Ben sam zaczął zastanawiać się, kto z tej pary jest gorszy.
Ciekawa była jeszcze jedna rzecz.
Zachowanie tego całego Roberta…
… niczym nie różniące się od kierowcy Justy.
Rozszerzone źrenice, drgające ręce, pobudzenie, miotanie się, wulgarność…
… czyżby amfa była w tym przypadku jedynym rozwiązaniem? – zadał sobie retoryczne pytanie Benedykt.

Turbo syczało wściekle, podczas gdy Nissan mknął w pościgu za Subaru. Czuł, że może go wyprzedzić w tym momencie, droga była szeroka, do zakrętu mieli jeszcze ponad 200 metrów.
- Je***ne zasady!! – warknął głośno. Dodał gazu, i dotknął tylnego zderzaka Justy. Autko ślizgnęło się lekko, ale utrzymało na trasie.
- I tak cię dorwę – stwierdził.
Przed nimi był zakręt C-10, lekkie odbicie w lewo. Było tam dość ciasno…
… ale to nie był jego problem!

Kierowca Justy trzymał gaz wciśnięty do oporu. Do zakrętu C-10, pierwszego miejsca, gdzie mógł wyprzedzić Nissan, zostało raptem kilkadziesiąt metrów.
Nie spodziewał się ataku jeszcze tutaj.
Planował pojechać bez hamowania, powinien bez problemu zmieścić się na trasie.
Chwycił mocno kierownicę, i już miał zacząć skręcać, gdy oślepił go potężny refleks w środkowym lusterku.
Mimowolnie, skręcił odrobinę za mocno.
I poszedł za ciasno.

Robert roześmiał się paskudnie. Włączenie świateł drogowych, tak zwanych „długich” z pewnością oślepiło przeciwnika. Puścił na moment gaz, skręcił kierownicą i dał pełny ogień, waląc z całej siły w pedał gazu.
Nissan wszedł w drift, z prędkością, o której nawet by nie pomyślał…
… ale po amfetaminie, nie musiał myśleć.

Oktawian poczuł, jak coś zaczyna trzeć o jego lewy bok. Odbił delikatnie w prawo, aby wrócić na optymalną linię i oderwać się od wewnętrznej barierki…
… i coś zaczęło trzeć o jego prawy bok.
Spojrzał w tym kierunku.
Ponownie oślepiły go światła Nissana, ślizgającego się po zewnętrznej, zdzierającego przednim zderzakiem lakier z jego boku.
Zaklął i dodał gazu, ale było już za późno.
Zakręt skończył się, a Nissan wystrzelił do przodu, zamiatając nieco tyłem po wyjściu z poślizgu, zajechał przed niego i zaczął się oddalać.
Nie spodziewał się ataku właśnie tutaj.
Ale to oznaczało, że musi wykonać manewr, którego nie spodziewa się jego przeciwnik.
Którego nie spodziewa się chyba nikt na tej trasie.

Błażej nie mógł się powstrzymać od cichego: „yes!”. Na jego oczach doszło do wyprzedzenia Justy. Styl, w jakim zrobił to Robert z pewnością zostałby uznany za brutalny, jemu samemu z pewnością szkoda by było samochodu, ale…
… ale było to skuteczne.
Skoro jednak Robert zaatakował w ten sposób, to musi być bardzo zdesperowany, albo…
… albo również na haju.
Błażej uśmiechnął się paskudnie.
Prędkości na wejściu były w przypadku 200SX niesamowite, to był najszybszy drift, jaki widział do tej pory, ale Robert najwidoczniej miał problemy z utrzymaniem auta na trasie. Tarł tyłem o barierki, przodem o bok Justy.
Oby tak dalej, pomyślał Błażej. Pozabijajcie się, sukinsyny…

Pedał gazu wbity był do oporu. Silnik o pojemności 1200 cm3 ryczał dziko, sprężarka ładowała moc na wszystkie koła. 200SX przed nim weszło w delikatny zakręt w lewo, C-9, ślizgając się nieco. Nie spuścił nawet nogi z gazu, Justy z rykiem przemknęło zakręt dokładnie po linii.
Rozpracował mnie, pomyślał Oktawian. Był pobudzony, miał te same „objawy”. Ten s****iel też leciał na amfie.
Ten pojedynek będzie ciężki.
Ale wygra go.
Wyskoczyli na 200-metrową prostą. Dystans do Nissana wynosił już prawie dwadzieścia metrów, na prostych nie miał z nim najmniejszych szans. Leciutko odbili w lewo, i ich oczom, już za ledwie 100 metrów, ukazało się C-8.
- Już czas. – stwierdził Oktawian. – Patrz. I płacz.

Robert spojrzał w lusterko wsteczne. Justy traciło już do niego ponad 20 metrów.
- Bułka z masłem. – powiedział.
Zredukował bieg i przyhamował leciutko. Nigdy nie rozumiał legendarności tego zakrętu.
Ot, zwykła, szeroka „180’”, spadająca mocno w dół.
Spojrzał na zgromadzoną na zewnętrznej widownię.
Zobaczył charakterystyczną Mazdę RX8. Mistrz!
Błękitna Sierra. Ten dureń też tu był?
W takim razie, patrzcie, frajerzy!
Odbił kierownicą i dał pełny gaz. Tylne koła zamieliły asfalt.
Liczył, że uda mu się podciągnąć przód aż do wewnętrznej.
Mylił się.
Zmiana nachylenia drogi na C-8 zdradziła kolejnego kierowcę.

Ostatni moment przed wejściem poświęcił na sprawdzenie tego, co dzieje się z jego przeciwnikiem.
Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
Dureń, popełnił błąd typowy dla początkujących.
Frajer!
Odbił kierownicą gwałtownie w lewo, a pisk opon zasygnalizował mu, że stan ogumienia nie jest już idealny.
Wystarczy do końca, pomyślał. To nie zajmie już dużo czasu.
Poczuł lekkie opadnięcie lewych kół, a wóz szarpnęło nieco ku wewnętrznej.
Trafił.

Mateusz patrzył zauroczony, jak 200SX wylatuje na zewnętrzny pas, ledwie unikając wypadnięcia na parking, prosto w publiczność. Gapie z pierwszej linii odskoczyli gwałtownie, a tył Nissana minął ich o centymetry.
Nie to jednak było niesamowite.
Justy, mknące na pełnym gazie, lekko pochylone.
Po całkowicie wewnętrznym pasie.
Na wyjściu z zakrętu małe Subaru podskoczyło lekko, i w mgnieniu oka znalazło się na środku jezdni. Nissan odzyskał wreszcie trakcję i wrócił do walki, ale Justy było już dziesięć metrów z przodu, mknąc w dół, w średnim downhill.

Robert zaklął siarczyście, wrzucając wyższy bieg. Skrewił okrutnie, ale to nie mogło być powodem aż tak miażdżącego wyprzedzenia. Niemożliwe jest wzięcie tego typu zakrętu z taką prędkością! Nawet nie na amfetaminie! To było fizycznie niemożliwe!
Wdusił pedał gazu, i pełnym ogniem wszedł w ostry, krótki zakręt w prawo, C-7. Nie obchodziło go już, w jakim stanie będzie 200SX po wyścigu…
Wóz przytarł o zewnętrzne barierki, zdzierając lakier i gnąc blachę. Dystans do Justy malał.
… liczyło się zwycięstwo!

- Jak… jak on to zrobił? – zapytał zdumiony Michał.
Cała widownia na C-8 stała jak wryta, w milczeniu próbując zrozumieć to, co dosłownie przed momentem widziały ich oczy.
- Sam bym chciał wiedzieć. – odparł Mat – Niemożliwe, żeby tak pojechać po wewnętrznej, bez utraty trakcji… chyba że…
- Mat – olśniło nagle Michała – Twoja Sierra wyprzedziła nas w te wakacje, w dokładnie taki sam sposób, na Serpentynach! Pełnym gazem, po wewnętrznej!
- Nie mam pojęcia jak, stary. Byłem w Japonii. Nie mogłem to być ja.
Michał pokiwał w zadumie głowa.
- Obejrzyjcie wewnętrzną stronę zakrętu. – stwierdziła z uśmiechem Edyta – Na wszystko jest wyjaśnienie.
Mateusz i Michał bez słowa skierowali swe kroki ku wewnętrznej na C-8. Asfalt był tu pokryty śladami opon, świeżymi jeszcze po przejeździe Nissana i Subaru. Widniały tu fragmenty bieżnika, wywinięte w fantazyjne kształty, nieubłaganie zmierzające ku zewnętrznej, dowód na walkę z autem i utratę kontroli przez Roberta.
- Tu jest ślad zewnętrznych kół Justy – stwierdził Michał, pokazując na środek lewego pasa. – Ale gdzie są…
- Wewnętrzne… – olśniło nagle Mateusza. Był w Japonii, że też nie skojarzył…
… Initial D. AE86. Akina. Guliki.
Gutter Driving!
- … tu są – kontynuował – w guliku.
- Nie rozumiem – stwierdził Michał.
- Wjechał wewnętrznymi kołami w rynienkę odprowadzającą wodę – wyjaśnił uradowany Mateusz – W ten sposób, zapewnił sobie niesamowite trzymanie w zakręcie wewnętrznych kół, utrzymywanych w tymże guliku. To dlatego Justy tak pochyliło się na wejściu i w trakcie pokonywania, lewe koła były w rynnie, niżej niż prawe. I dlatego tak podskoczyła na wyjściu, po prostu podbiło koła przy wyjeżdżaniu. Proste w teorii, cholernie trudne do wykonania w praktyce… - zawahał się – Ale on to zrobił. Niesamowite
- Ciekawe, ile trenował, zanim opanował ten trick. – rzucił Michał.
Mat nie odpowiedział. W jego głowie już wizualizowało się wykorzystanie tej techniki…
… w praktyce.

Skręcił kierownicą do oporu, a Nissan, trąc przednim zderzakiem o wewnętrzną barierkę, pokonał z ogromną prędkością ostry, niezwykle ciasny i niebezpieczny zakręt C-4. Wykorzystał jego nachylenie ku wewnętrznej, dzięki czemu pojechał tu szybko jak nigdy dotąd.
- To jest zaje****e, ku**a mać! – wrzasnął entuzjastycznie. Narkotyk działał w swojej szczytowej fazie, wyostrzając zmysły Roberta do maksimum.
Z całej siły wdusił gaz, a silnik zaryczał dziko. Dystans do Justy ponownie wynosił ledwie dwa metry.
- Dopadnę cię, draniu! – wrzasnął Robert, pozbywając się ostatnich resztek zdrowego rozsądku.
Jego emocje i wściekłość, wzmacniane amfetaminą, całkowicie wymknęły mu się spod kontroli.
Trasa opadała tu nieco w dół, tworząc lekki downhill. Sto metrów prostej, które dzieliło ich od zdradliwego, ciasnego na wyjściu zakrętu w prawo C-3, pokonać mieli raptem w moment.
Justy zajęło już zewnętrzny pas, jej kierowca był pewien, że ten zakręt z pewnością nie daje możliwości ataku.
Pomylił się.

Oktawian spostrzegł z przerażeniem, że Nissan zrównuje się z nim, zaledwie dwadzieścia metrów od zakrętu.
- Nie przepuszczę cię! – wrzasnął.
Weszli w zakręt praktycznie bez hamowania.
Popełnili błąd.
Obydwaj.

Robert odbił gwałtownie kierownicą, spostrzegł już jednak, że katowane przez cały czas opony nie dają sobie rady z tym zakrętem. Dodał jeszcze więcej gazu, licząc, że auto odzyska trakcję…
To już było jednak bez znaczenia.

Kierowca Justy zaczął skręcać zbyt szybko, licząc że uda mu się przyblokować 200SX.
Pomylił się jednak.
Obciążone opony wyniosły go ku zewnętrznej, a rozpaczliwe próby powrócenia na wewnętrzną zamieniły jego sytuację z trudnej na beznadziejną.
Ujrzał wyrastający mu tuż przy prawym błotniku tył ślizgającego się Nissana.
Nie zdążył zrobić nic.
Potężne uderzenie wytrąciło Subaru z jego trajektorii…
… i pchnęło prosto na zewnętrzne barierki.
I rozpętało się piekło.

Justy na krótką chwilę wpadło w rotację, momentalnie przerwaną przez dzwon w barierkę. Gdyby był to inny zakręt, zapewne wyhamowało by go to. Jako że jednak wyjście z C-3 było zawężone, a barierka pod kątem, to tył Subaru podskoczył, a wóz wykonał podwójną „beczkę” w powietrzu, zakończoną uderzeniem o ziemię prostopadle do kierunku jazdy.
Ale to jeszcze nie był koniec.
Impet ponownie podbił lekkie autko do góry, przewracając je na dach.
Teoretycznie, to powinien być koniec.
W praktyce, gwałtowny downhill sprawił, że wóz sunął na dachu jeszcze przez dwadzieścia metrów, by w końcu wpaść do rowu i zatrzymać się.
Nissan przemknął tuż obok niego, by zaraz za nim zacząć momentalnie hamować.
W końcu, gdy pisk opon ustał, zapadła cisza.
Głęboka cisza, nieprzerwana nawet oddechem zszokowanych widzów.

- Do wszystkich słuchaczy - roztrzeszczał się radioodbiornik na C-8 – Koniec pojedynku. Justy rozbiło się na C-3. Kierowca żyje. Robert z 200SX zwycięzcą. Powtarzam, 200SX wygrywa. Reszta… - sprawozdawca zawahał się – Reszta będzie legendą…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Julia – stwierdziła cicho Alicja, stojąca tuż obok Mateusza. Ten, na dźwięk imienia, momentalnie wyłączył się z dyskusji toczącej się pomiędzy Mistrzem, Michałem, Karolem i nim samym, dotyczącej rezultatu tej bitwy. Spojrzał w kierunku, który wskazała delikatnie Alicja.
Starał się być dyskretny.
Mimo tego jednak, ich oczy spotkały się.
Krótką chwilę mierzyli się spojrzeniami. W końcu jednak, na twarzy Julii pojawił się szyderczy uśmiech.
- Nie twój poziom – stwierdziła zimno Julia.
Nie usłyszał. Wyczytał to z jej ruchu warg.

Po kilku minutach, na C-8 dało się słyszeć dźwięk silnika CA18DET. Nim się obejrzeli, ich oczom ukazał się srebrny Nissan 200SX S13.
A raczej to, co z niego zostało.
Przedni zderzak był w kawałkach.
Jedna z bocznych szyb pękła.
Oba boki były głęboko wgniecione.
Wyklepie to, pomyślał Mat. Wygrał i wrócił cały.
I choć było to nieludzkie, to przyznał w duchu, że życzył mu śmierci.

Robert wyskoczył ze swojego auta, i momentalnie przywitała go burza oklasków. Wyskoczył na maskę 200SX, i wyraźnie zaczął szukać kogoś wzrokiem.
W końcu, znalazł.
- Mistrzu! – wrzasnął – Kimkolwiek jesteś, możesz być pewien, że niedługo jeszcze będziesz nosił ten tytuł!
Zapadła cisza. Zuchwałość słów wprawiła wszystkich w osłupienie. Mistrz, jak gdyby nigdy nic, postąpił krok do przodu, by być lepiej widocznym. Wyglądał niepozornie przy nabuzowanym prochami i adrenaliną Robercie, starszy pan o pociągłej, pokrytej zmarszczkami twarzy. Biła jednak od niego taka aura, że nawet Robert zawahał się na krótką chwilę. Zaraz jednak dokończył:
- Twoja legenda – stwierdził – Niebawem zgaśnie.
Mistrz, bez słowa, odwrócił się na pięcie i wrócił do tłumu…
… jednocześnie kierując wzrok Roberta na stojącego tam Mateusza.
- Ty zaś – parsknął – Nawet nie masz co myśleć o rewanżu. Z szybkim autem czy bez, nasze umiejętności dzieli przepaść!
Mat wziął przykład z Mistrza. Nie odpowiedział.
Robert, nie zrażony brakiem reakcji, zeskoczył z auta, prosto w objęcia Julii.
- Dotrzymałem słowa – stwierdził, przyciągając ja blisko ku sobie – teraz czas na drugą część umowy.
Julia uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Zdecydowanie, należy ci się. – odparła.
Jego ręka powędrowała po jej plecach, szukając zapięcia stanika, a jednocześnie wpił się jej w usta, w niczym nieskrępowanym, szaleńczym pocałunku.
- Spokojnie! – zachichotała jak podlotek – Nie przy ludziach!
- Jedźmy stąd – stwierdził Robert, niechętnie puszczając ją z objęć – Do mnie, do ciebie, nieważne. Chce cię. Całą!
- Jak obiecałam, najdroższy – pocałowała go, nim jeszcze wsiedli do auta – Zwyciężyłeś. Zostaniesz wynagrodzony…
Drzwi trzasnęły, silnik ryknął przeciągle, a Nissan, wyrzucając spod kół kamyczki i żwir, wystrzelił w kierunku Wisły, ciągnąc za sobą resztki tylnego zderzaka.
Mateusz stał w milczeniu, czując, że po raz kolejny jego ideały rozbijają się o rzeczywistość.
Julia.
Z anioła, jakim była jeszcze niecały rok temu…
… w zwyczajną dziwkę.
- Taak, to zdecydowanie była amfetamina. – stwierdziła rzeczowo Alicja.
- Skąd ta pewność? – zapytał uprzejmie Karol.
- Amfetamina zwiększa popęd seksualny. – odparła z cynicznym uśmiechem, wiedząc, że tym samym wbija Mateuszowi kolejną szpilę.
- Masz rację – puściła oko do Alicji Edyta – Ale jednocześnie jej wpływ na organizm sprawia, że w tym kierunku ten cały Robert… hmm… nic nie zdziała.
Obie dziewczyny wybuchły gromkim śmiechem…

- Zmieniając temat – rzucił Mat, gdy otrząsnął się już z szoku, i wsiadał do Sierry – Czemu nie ma dziś z tobą Amelii, Michał?
Właściciel Eclipse westchnął głośno, po czym odparł:
- Będę z tobą szczerzy, stary. Amelia jest przeciwna moim wyścigom. Po wypadku Jacka zaczęła wręcz nalegać, żebym z tym skończył.
Mat spochmurniał nieco.
- I co z tym zrobisz? – zapytał.
- Nie wiem – odparł Michał – Doprawdy, sam nie wiem.
Przez zakręt przejechało poobijane Subaru Justy.
Mało kto zwrócił na nie uwagę.

A więc tak się to skończyło, pomyślał Błażej, wsiadając do swojej Toyoty. Ćpun z 200SX pokonał ćpuna z Justy, rozwalając go na kawałeczki.
Jestem zadowolony z tego, pomyślał nagle. Frajer, którego nienawidzę, poniósł porażkę.
Ale jednocześnie, ten sam frajer był z Karoliną…
Co u diabła? Czy ja ją nadal…
Tuż obok przejechało charakterystyczne, zmasakrowane Justy. Błażej momentalnie zapiął pas i przekręcił kluczyk.
Co ja robię, pomyślał.
Czego oczekuję?
Wbił bieg i wystrzelił na drogę, ruszając w kierunku Szczytu.
Nie wszystko co robię musi być rozsądne, pomyślał.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Jesteś. – stwierdziła smutno.
Nie chodziło tu nawet o jego porażkę.
W tym momencie, patrząc na tego wściekłego, nieco okrwawionego chudzielca Karolina właśnie zdała sobie sprawę, jak kolosalny błąd popełniła.
- Jestem. Muszę się odreagować. – odparł, parskając śliną Oktawian – Jedziemy do hotelu, laska!
Zamarła. Czy on oczekiwał… tego?
Oddania mu się?
- Nie. – odparła spokojnie, choć głos jej się trząsł. Te wszystkie imprezy, te melanże, na których z nim była, te wszystkie błędy i szaleństwa, które popełniła… to wszystko stało się dla niej jasne w tej chwili – To koniec, Oktawian. Wybacz. Dzisiaj ktoś uświadomił mi, jak bardzo błądziłam. Zostaw mnie samą… proszę.
Wyznanie było szczere i pochodzące z głębi serca.
Niestety, do osób na haju nie trafia żadna retoryka.
Potężne uderzenie rzuciło ją na ziemię.
- Ty podła – wrzeszczał Oktawian – Niewdzięczna, bura suko! Ty dziwko! Ku**o w dupę je**na! Nie chcesz po dobroci? To wezmę siłą! Ode mnie się tak po prostu nie odchodzi! O nie, najpierw…
Nie słyszał hamującego za nim auta.
Nie słyszał otwierających się drzwi.
Nim zdążył powiedzieć, co najpierw czeka Karolinę, monstrualne uderzenie pozbawiło go tchu w płuchach. Następnie poczuł, jak ogromna siła obraca go w kierunku jego auta, i ciska prosto o drzwi. Przywalił w nie z pełnym impetem, głową, rozcinając całe czoło. Odwrócił się w kierunku napastnika, ale ból nie pozwolił mu już wstać.
- Jeśli choć raz – stwierdził zimno Błażej, patrząc na niego z góry – Jeśli tylko choć zbliżysz się do niej, zabiję cię. Gołymi rękami. Śmieciu. Zaćpany, jechany w dupsko śmieciu.
Oktawian nie odpowiedział.
Zemdlał.
Retoryka pochodząca z prawego sierpowego trafiała jednak do ludzi na haju bardzo dobrze.
Nie zbliżył się do niej więcej.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Dziękuję – stwierdziła cicho, wysiadając pod domem – Za wszystko, Błażeju. I przepraszam…
- Nie przepraszaj. – odparł – To ja przepraszam. To, co powiedziałem wtedy, na Amfiteatrze, było…
- Było prawdą. – weszła mu w słowo.
Nie odpowiedział.
Był całkowicie, totalnie i kompletnie rozbity.
- Wiem, co chcesz powiedzieć – stwierdziła cicho – Że to tylko takie gadanie. Że jutro znów będę taka sama, kolejny skandal, kolejny dzień spędzony na… - zawiesiła głos – sam wiesz. Ale ja się zmienię. Czy wiesz po co, Błażeju?
Pokiwał przecząco głową. Nie wiedział.
- Żeby naprawić mój wizerunek w twoich oczach. Żeby mieć choć cień nadziei, że…
Po jej policzku spłynęła łza.
Milczał.
- … że kiedyś mnie jeszcze pokochasz.
Milczał. Poczuł, że i z jego oka spływa mokra kropla.
Nigdy nie płakał.
To zmęczenie, pomyślał, chcąc oszukać własne uczucia.
- Jedź. – szepnęła – I… daj mi szansę. Nie teraz. Ale obiecaj, że to nie koniec.
Zawiesił głowę.
Był rozbity.
- To nie koniec. – stwierdził wreszcie, patrząc prosto w jej wielkie, szare oczy.
Wrzucił bieg, i ruszył w kierunku domu…

 

Po tym Odcinku przeczytaj:
Odcinek Specjalny "Powrót do Piekła"