11. „SYNCROnizacja”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Ranek osiemnastego czerwca był dniem wyjątkowo pięknym. Jak Cieszyn długi i szeroki, wszelkie place, parki i kamienice rozświetlały promienie słońca. Turyści dokarmiali na rynku gołębie, sprzedawcy na ulicy Głębokiej cieszyli się z utargu, a menele pod Kauflandem medytowali nad tym, jak zarobić na pół litra chleba. Ptaszęta śpiewały, kwiaty kwitły, a żadna chmurka nie zasłaniała słoneczka.
- Kur*a mać. – stwierdził Mateusz, opierając się o ścianę pod klasą od biologii – Skrewiłem. Skrewiłem na pełen linii, dokumentnie i faktycznie. To jak podzielić przez srane zero, zapomnieć, że „iks kwadrat” daje dwa chędożone rozwiązania, a pierwiastek piętrowy stopnia czwartego to szajs, a nie rozwiązanie. Zdrada, panowie. Jesteśmy w dupie…
Odpowiedziała mu cisza. Klasa była dostatecznie podłamana i wkurzona, i podkreślać tego nie musiała. Odezwał się jednak Benedykt:
- Och, zamknij mordę, Mat. I tak tobie nie robi różnicy, da ci tą piątkę czy co tam chcesz.
- Ta, kuźwa – odparł Mateusz – no ale mimo wszystko, to miał być prosty sprawdzian! Prosty!! Ja tam powoli nie wiedziałem, jak się podpisać! A co dopiero cokolwiek rozwiązać! – Oj Jezu no, przejmujesz się, stało się jak się stało – uciszyła go Joasia.
- Pociesz się, że to ostatni sprawdzian w tym roku. Teraz jeszcze tylko tydzień luzu, i już wakacje. – uśmiechnęła się Agnieszka.
- Wakacje – rozmarzył się Michał – Ale będzie fajnie. Auteczko sobie do tego czasu sprawię, a wtedy to już w ogóle będzie wino, kobiety i śpiew.
- Jaki model? – zainteresowała się Grażyna.
- Myślę nad Mitsubishi Eclipse. Taki nieduży, sportowy samochodzik. Fajny i ładny. – odwzajemnił uśmiech.
- Ta, fajny i ładny – wypalił Błażej – Nie mydlij oczu, tylko powiedz, że też cię ciągnie na Przełęcz. Ale mi i tak nie podskoczycie. Żaden z was. Moje auto będzie wymiatać – rozejrzał się dookoła, dominująco.
- Pogadamy – odparł zimno Jacek – Jak je będziesz miał. Na razie możesz co najwyżej pojeździć sobie rowerem, Błaż.
Błażej poczerwieniał, zaklął pod nosem i rzucił Jackowi mordercze spojrzenie. Ale się nie odezwał. Dziewczyny roześmiały się cicho.
- No, ziomale, to kto teraz będzie następny na tych, no, Serpentynach? – zapytał Andrzej. Rozmowa jak zwykle, nie wiedzieć kiedy, przeszła na tematy samochodowe. Matematyczne problemy zeszły zaś na dalszy plan…
- Ja – odezwał się nagle Sebastian – i mój Golfik. Fajnie, nie?
- Golf?! – roześmiał się Benedykt – O lol! Jakiś szmelcowaty dreswagen! Sebciu, gorzej trafić nie mogłeś?!
Sebastian zapowietrzył się, milknąc na chwilę. Karol złowił wzrok Mateusza i puścił mu ostrzegawcze spojrzenie. Oglądał rano tego Golfa.
- To nie jest żaden szmelcowaty Golf! Szmelc to jest to twoje japońskie gówno z turbiną, to całe Subaru! Mój Golf to topowe VR6, silnik 2,9, i do tego napęd Syncro! Całuj mnie w nos z tą twoją Imprezą! Znalazł się mądrala!
-Golf III 2,9 VR6 Syncro – odezwał się wreszcie Karol – ma 190 koni mechanicznych bez turbo, z silnika V6. Dwa litry w Imprezie generują, wedle słów Benka, 120 koni bez, i 175 z turbodoładowaniem. Golf waży jednak aż 1400 kilo, a Impreza ledwie tysiąc…
- Jaki z tego wniosek? – nie wytrzymał Tadeusz – nie baw się liczbami, matma już była. Który ma lepszy wóz?
- Nie wiem – odparł swobodnie Karol, choć wiedział, że w ten sposób poszczuje Bena i Sebastiana na siebie – Trzeba by to sprawdzić…
Sebastian i Benedykt popatrzyli po sobie.
- Dzisiaj – wycedził wreszcie Benedykt – około 23. Znasz trasę?
- Znam – odparł Sebastian – I nie myśl, że pójdzie ci tak łatwo, jak z Mateuszem. To nie ta liga.
Michał, Błażej i Dawid spojrzeli na Mateusza, zastanawiając się, jak ten zareaguje na nomen omen obelgę. Ten nawet nie podniósł głowy. Nie słyszał. Albo udawał, że nie słyszy.
A tak naprawdę, słyszał. Ale co go to obchodziło? W tym momencie ważny był tylko SMS, którego otrzymał.
„Oczywiście, że pamiętam. :) Jutro o 20, ponoć ma być nasz ulubiony walc wiedeński. :) Do zobaczenia :*”
Niby nic. Ale dla Mateusza oznaczało to być albo nie być z ukochaną dziewczyną. Z jego Julią. Jutro poprosi ją o bycie razem. Długo wybierany wisiorek już czekał, ukryty w klapie marynarki...
Obelga Sebastiana? Kij mu w nos. Zajmie się tym później…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Było wspaniale – powiedziała Monika, tuląc się do Jacka – dawno się tak dobrze nie bawiłam. Urokliwie tu, w tej Istebnej. Ale Jacuś… - zawiesiła głos i popatrzyła na niego, zalotnie przechylając głowę - … nie masz, mam nadzieję, zamiaru się ścigać? Zawsze się boję o ciebie, gdy to robisz…
Jacek uśmiechnął się. Normalne, że się boisz, Moniś. Ale ja wiem, co robię. Kilkanaście wygranych wyścigów, tylko jedna przegrana… i to nieznaczna… jego fama świetnego kierowcy ciągle rosła. Civic spisywał się świetnie, nie musiał w nim nic ulepszać.
Ale nie powiedział jej tego.
- Oczywiście że nie, kochana. Pooglądamy, jak robią to inni. – odparł, całując ją…
Honda Civic Sedan stała na górnym parkingu, na szczycie Przełęczy. Dochodziła godzina 23…

- Zastanawia mnie, czemu chciałyście jechać z nami – powiedział Karol, zerkając w wewnętrzne lusterko – Jest mi niezwykle miło z tego powodu, nie przeczę, ale dziewczyny interesujące się wyścigami samochodowymi nieczęsto mam okazję spotykać.
- Oj, no wiesz, Karol, musimy zobaczyć, co Was facetów kręci w tych całych wyścigach górskich. – odpowiedziała mu Joasia – Bo o niczym innym nie gadacie. Powoli robimy się zazdrosne…
- O, zupełnie niepotrzebnie – Karol lekko poczerwieniał – Po prostu nas to kręci. Mamy rozmawiać o was przy was?
- Chociażby – roześmiała się Joasia, ale przerwał jej głos Natalii.
- Patrz, stara, MG ZR. Ciekawe, która wersja silnikowa…
Karol odwrócił błyskawicznie głowę, i złowił kształt zielonego pojazdu. MG ZR…
Pogrążył się w myślach. Skąd Natalia znała taki rzadki wóz? Nie on jeden najwidoczniej ukrywał coś przed klasą…

- Karol jest cholernie szybki – stwierdził Adam. Ledwo nadążał za wspinającym się po Serpentynach BMW 3 Compact – Wiem, że chce zaimponować laskom, ale mimo wszystko…
- Adam, nie pier**l tylko duś mocniej ten gaz. – odparł mu z fotela pasażera Błażej. Andrzej nie odezwał się wcale, co było zresztą zupełnie do niego niepodobne…
Honda Prelude przyśpieszyła, mijając zaparkowanego na Patelnii hatchbacka.
- Co to było? – zapytał Andrzej.
- Hm? – mruknął Błażej, odwracając się do tyłu. – Chodzi ci o to zielone coś na wirażu?
- Ta – odrzekł Andrzej – ale jakiś ziomal akurat do niego wsiadał. Może obejrzymy to auteczko na górze…

Widlasta szóstka w Volkswagenie ryczała dziko, gdy wóz piął się krętą drogą na szczyt Przełęczy. Ten ryk był miodem na serce Sebastiana. Długo oszczędzał na taki pojazd, wreszcie trafiła mu się okazja nabycia Golfa III VR6 po wyjątkowo atrakcyjnej cenie. Sprzedawał go znajomy ojca, dla którego VR6 było oczkiem w głowie. A teraz było oczkiem w głowie dla Sebastiana…
- Łii, ale tu fajnie – powiedziała siedząca na tylnej kanapie Agnieszka – ile ludzi… nie spodziewałam się…
- Ja też – odparł Sebastian – Ale to tym lepiej. Może jak go pokonam, to Ben wreszcie przestanie się mądrzyć…
Grażyna, siedząca koło Agnieszki, nie skomentowała. Bo i po co? Widoki za oknem były znacznie ciekawsze. Tylko te chmury... ciężkie i deszczowe. Nie zapowiadały nic dobrego…

Benedykt dusił gaz do oporu, ale ledwie nadążał za Golfem Sebastiana. Wóz był rzeczywiście diabelnie szybki. Turbina syczała wściekle, a opony piszczały, gdy wóz pokonywał zakręt za zakrętem. Ciągle jednak tylne światła Volkswagena nikły za zakrętem. Czyżby miał przegrać? Niemożliwe. Jeździł po tej trasie naprawdę dużo, był pewien, że ją opanował. Ponoć Sebastian dopiero co kupił ten wóz, nie mógł go więc poznać w takim stopniu, jak on swoją Imprezę. Serpentynami też jeździł niewiele… może siła Benedykta tkwiła właśnie w doświadczeniu?
- Ludzie, Benek, gazu! Ten cały Sebastian zostawia cię w tyle nawet na podjeździe na linię startu! – wyśmiała go z siedzenia pasażera Małgosia, jego dziewczyna.
Benedykt spłonął rumieńcem, i docisnął gaz do dechy. Nie mógł jej przecież pokazać, że jego wóz nie daje sobie rady…?
Siedzący na tylnej kanapie Tadeusz uśmiechnął się wrednie. Ben rzeczywiście jechał jak ostatnia dupa. Ale jako pasażer, zdany na jego łaskę, nie wypadało mu tego komentować…

Mateusz zaciągnął ręczny i wysiadł ze swojej Sierry. Dzisiejszy wyścig zapowiadał się naprawdę ciekawie. Z miejsca, w którym parkował, widział dokładnie Civica należącego do Jacka. Jako że jednak jego właściciel był ze swoją dziewczyną, i najwyraźniej świata poza sobą nie widzieli, Mateusz postanowił im nie przeszkadzać. Wciągnął w płuca świeże, górskie powietrze, i wsłuchał w ryk silników, dobiegający z dolnego parkingu. Tuningowane maszyny, zachwalane przez swoich właścicieli, skąpo ubrane dziewczęta… niegdyś chętnie by tam poszedł. Ale teraz, kiedy tylko niecały dzień dzielił go od spotkania z Julią… spotkania, po którym najpewniej będą razem… nic go tam nie ciągnęło. Nawet na wyścig kumpli przyjechał bardziej z obowiązku, niż dla przyjemności. Znacznie bardziej wolałby siedzieć teraz z Nią na GG. Albo wyspać się przed dniem jutrzejszym…
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się Mistrza.
- Witaj Mateuszu. Co cię sprowadza na nasze codzienne święto? – zaczął rozmowę Mistrz – Czyżby kolejny wyścig? Po pojedynku z W140 twoja pozycja znacznie wzrosła…
- Tak właściwie – odparł Mat – to wygrana była kwestią przypadku. Gdyby Mercedes miał wtedy lepsze opony, wygrałby bez problemu.
- Ale nie miał. A sam manewr ominięcia obracającego się dwutonowego, długiego auta… widziałem to w Internecie, niesamowity. Nie powiesz chyba, że był to w 100% przypadek?
- W stu procentach nie – odpowiedział zgodnie z prawdą Mateusz – Ale w znacznej części, był.
- Mimo wszystko, moje uznanie. Rzadko mam okazję oglądać takie wyczyny. A’propos, gdzie twój kumpel, zwany wschodzącą gwiazdą Serpentyn? – zironizował Mistrz.
- Robert? Nie mam pojęcia. Ostatnimi czasy bywa tu nawet rzadziej ode mnie… - odparł Mateusz…

 

Robert był w siódmym niebie. Przez ostatni miesiąc „odwiedził” Serpentyny może 10 razy, ale też miał w tej chwili znacznie ciekawsze zajęcie. I równie emocjonujące.
Robert nie należał do osób, które uganiały by się za płcią przeciwną. Wręcz przeciwnie, nigdy nie zabiegał o względy dziewczyn, ale na brak powodzenia narzekać nie musiał. Jednak odkąd Mateusz znalazł sobie dziewczynę, ponoć, jak mówiono we wsi (Robert nie znał jej nawet z imienia), niesamowitą laskę, Robert zaczął odczuwać potrzebę znalezienia sobie takowej. A ta, z którą spotykał się przez ostatni miesiąc, była niesamowita. Cholernie ładna. Bardzo inteligentna, chyba nawet mądrzejsza od niego. Po ostatnim wypadzie na dyskotekę wiedział już, że świetnie tańczy. I bosko się z nią całuje. A teraz, na GG, fajnie się z nią pisze…
- „Robert, a znalazłbyś dla mnie jutro czas? :*”
- „Jasne, dla Ciebie zawsze, a o co chodzi?:P” – odpisał.
- „Pouczysz mnie trochę jeździć samochodem? Wiem, że jesteś w tym niesamowicie dobry, najlepszy w okolicy, a ja niebawem zdaję na prawo jazdy :)”
Oj tak, umiała połechtać męską dumę. Nauka jazdy? Czemu nie, nie powinna mu chyba rozwalić jego 200SX… a kto wie, jak go za to wynagrodzi…
- „Jasne, bardzo chętnie. :). A kiedy? Mi pasuje choćby jutro :P” – odpisał więc.
- „Dzięki, jesteś kochany. :* To o której?” – zamrugało okienko rozmowy.
- „O 20 powinno już być w Wiśle pusto. Pasuje ci 20? Nie masz żadnych planów?” – zaproponował Robert. Nie chciał się nadziać na jakiś policyjny patrol…
- „Jasne, nie mam żadnych planów na jutro. :P To do zobaczenia. Przyjedziesz po mnie?”
- „Oczywiście…” – odpisał Robert – „… że przyjadę, moja droga Julio.”
Julia. Ładne imię, pomyślał Robert…

Mateusz obserwował, jak konwój w szybkim tempie wjeżdża na parking. Przewodziło BMW 3 Compact Karola, za nim Honda Prelude Adama, następnie z rykiem silnika pojawił się Golf Sebastiana, i wreszcie na końcu Subaru Benedykta. Auta po kolei parkowały pomiędzy Civiciem Jacka a jego Sierrą. Mateusz ruszył w ich kierunku, aby się przywitać. Nagle poczuł delikatne uderzenie w bark. Po chwili następne, w nos. Kropla wody spłynęła mu po czole. Spojrzał w górę…
… zaczynało padać.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Nie jest dobrze – zaczął wypowiedź Karol. Stali nad linią startu, na której ustawione były już Golf i Impreza – Deszcz to niezbyt bezpieczne warunki do wyścigu.
- Ale za to jaka widowiskowość – odpowiedział Tadeusz – no i znacznie bardziej sprawdzi to ich skilla.
- Tylko że zmokniemy, psiamać. – stwierdził Błażej.
- Naprawdę szkodzi ci ten deszcz? – zapytała Natalia. Krople wody urokliwie spływały jej po długich włosach, błyszcząc w świetle reflektorów. – Myślałam, że jesteś facetem.
Błażej poczerwieniał, i nie odezwał się więcej. Karol roześmiał się lekko i stwierdził:
- Fakt pozostaje faktem, Nat, że reszta dziewczyn schowała się przed deszczem w samochodach. Jesteś jedyną kobietą w tym męskim towarzystwie. Naprawdę tak cię interesuje ten wyścig?
- Naprawdę – odparła, obdarzając Karola uśmiechem – tak mnie interesuje. Jak zresztą i was.
Karol odwzajemnił uśmiech, i pogrążył się w myślach. Natalia zdecydowanie nie była zwykłą dziewczyną…
- Oba te auta to czteronapędówki, co nie? – zapytał Jacek.
- Ta – odpowiedział mu Mateusz – ale zupełnie różne technologicznie. Impreza ma typowy dla Subaru stały 4WD, który rozkłada po 50% mocy na każde koło, niezależnie od warunków. – Za to Syncro w Golfie – zaczął opowiadać Karol – działa na trochę innej zasadzie. Sprzęgło lepkościowe, które jest używane w tym rodzaju napę…
- Można prościej? – poprosił Andrzej.
- Dobra. – machnął ręką Karol – Mechanizm w trakcie poślizgu daje więcej mocy tym kołom, które akurat mają lepszą przyczepność. W normalnych warunkach, przednia oś dostaje więcej mocy, niż tylna…
- A co to oznacza dla dzisiejszego wyścigu? – zapytał Błażej, ale nie zdążył usłyszeć odpowiedzi. Z rykiem silników oba auta wyrwały do przodu…

Ryk V6 Golfa. Syk turbo Imprezy. Oba dźwięki, połączone w jedną symfonię. Taniec wycieraczek, odgarniających krople z przedniej szyby. Gwałtowne rozjarzenie się tarcz hamulcowych na końcu długiej prostej. Pisk opon, uślizg kół.
Golf wziął przód. Piętnaście koni więcej i brak turbodoładowania nie dały Imprezie szans. Ale wyścig dopiero się zaczął…

- Cholernie szybki ten Golfik – stwierdził Andrzej, gdy światła obu aut zniknęły za pierwszym zakrętem.
- Topowa wersja jest niesamowicie szybka, jak na Golfa – odparł Karol – na dodatek, Syncro znacznie ułatwia start w deszczu, przekazując moc nie ślizgającym się kołom. W takim przypadku, jak obecny, w deszczu, ma przewagę nad zwykłym 4WD… przynajmniej na starcie.

Benedykt czuł już, że się pomylił. Zaraz na drugiej prostej Golf odstawił go o jakieś 20 metrów. Ben miał problemy z utrzymaniem odpowiednich obrotów, co ciekawe nie na zakrętach (gdzie wóz szedł jak po sznurku), ale na prostych. Turbo dawało nagłego „kopa”, a koła zaczynały się ślizgać…
Kolejny zakręt zbliżał się w szybkim tempie.

Sebastian był zadowolony z wyniku. Na pierwszej prostej udało mu się wyprzedzić Bena i wejść w zakręt jako pierwszy. Na drugiej odstawił go na znaczną odległość. Wygra pewnie bez większej walki. Wdusił hamulec, zwolnił do 60 i wszedł w ostry zakręt. Syncro go nie zawiodło. Wóz nieco tylko ściągnęła podsterowność, po czym wyrwał do przodu, rozbryzgując krople wody. Przed nim seria małych zakrętów…

Benedykt zwolnił, po czym z całej siły skręcił kierownicą. Wóz nie zawiódł go, i jak po sznurku pokonał zakręt. Dystans do Golfa nie zmniejszył się, ale też, o dziwo, nie zwiększył. Po tych kilkunastu małych zakrętach czekała Patelnia. Czy Sebastian potrafi ją pokonać tak szybko, jak on? Miał nadzieję, że nie…

- Tutaj drugi ostry zakręt – zgłosił się obserwator – Oba wozy właśnie mnie minęły. Ten Golf jest cholernie szybki, kierowca jedzie jak szatan, zwłaszcza jak na te warunki. Impreza traci do niego jakieś 20 metrów, ale na zakrętach obiera nieco lepsze linie, bliżej wewnętrznej. Typujemy jednak zwycięstwo VW.
- O co chodzi z tymi liniami? –zapytał Tadeusz.
- Syncro nie działa na tyle szybko, żeby idealnie ustawić wóz w zakręcie. Zawsze, nawet pomimo tego 4WD, Sebastian będzie odczuwał podsterowność. Ten Golf jest dość ciężki, ma jakieś 1400 kilo. Impreza waży ledwie 1005 kilogramów, a stały napęd na cztery koła, z równomiernym rozdziałem mocy, lepiej sprawdza się przy pokonywaniu zakrętów z wysokimi prędkościami. Opony Golfa zużywają się znacznie szybciej, tak więc podsterowność będzie się powiększać…
- Kto wygra? – zapytał wprost Błażej.
- Nie wiadomo – odparł Karol – To loteria. Zadecyduje przypadek.

Sebastian widział w lusterku, że reflektory Imprezy są coraz bliżej. Przejeżdżała ona znacznie bliżej barierek na tych zakręcikach, jemu ta sztuka zaś nie wychodziła, przód cały czas znosiło. Na krótkiej prostej przed Patelnią Impreza była już tylko kilka metrów za nim. Czemu Syncro nie sprawdziło się na tych pozornie prostych manewrach?

Oczom Benedykta ukazała się Patelnia, w całej okazałości. Wcisnął gaz do dechy, a sprężarka kopnęła go do przodu. Niech Golfa wyniesie, szeptał, niech go wyniesie!
Volkswagen natarł na zakręt bardzo szybko, rozrzucając dookoła wodę…

- Nie bez znaczenia pozostaje też fakt – odezwał się Mateusz – że silnik V6 w Golfie jest bardzo, bardzo ciężki. Masa skupia się z przodu samochodu, co szybciej zużywa przednie opony, a także utrudnia manewrowanie przy wysokich prędkościach. Podsterowność musi być straszna. Silnik typu bokser, czyli w układzie poprzecznym, jaki występuje w Imprezie Benedykta, zapewnia zaś idealny rozkład masy. Nawet jak na 4WD, które mają skłonność do podsterowności, Impreza jest wyjątkowo dobra przy wysokich prędkościach podczas pokonywania zakrętów. Jeśli Ben zbliży się dostatecznie do Sebastiana, może uda mu się na Patelni…
- Tu Patelnia! – rozkrzyczał się głośnik – Impreza na przedzie! Powtarzam, Subaru wyprzedziło Golfa! Volkswagena wyniosło ku zewnętrznej, a Subaru wyprzedziło go po wewnętrznej! Cóż za niesamowity manewr…

Sebastian nie mógł uwierzyć. Syncro nie dało rady utrzymać nadawanego toru jazdy? Benek był cholernym farciarzem. Ale wyścig się jeszcze nie skończył. Nie odda tak łatwo zwycięstwa, o nie. Wdusił gaz, a silnik ryknął. Był tylko o nieco ponad metr za Imprezą. Przemknęli przez stumetrową prostą, ale Sebowi nie udało się wyprzedzić Subaru. Ta cholera, Benedykt, blokował każdą próbę wyprzedzenia…

Benedykt wszedł w ostry zakręt w prawo, jednocześnie spoglądając w lusterko. Udało mu się na Patelnii, o centymetry minął Golfa, ale teraz równie łatwo mógł przegrać. Golfa nieco znosiło ku zewnętrznej, ale hardo trzymał się mu zderzaka. Wskoczyli w zakręt w lewo, a ich oczom ukazał się ciasny, 90’cio stopniowy nawrót w prawo…

Sebastian uznał, że musi spróbować zaatakować. Meta była blisko, nie mógł przegrać. Nie z Benedyktem. Odbił na zewnętrzny, lewy pas, i nacisnął hamulec później od Subaru. Następnie odbił gwałtownie w prawo. Opony piszczały…

- Tutaj trzeci zakręt przed metą! Cóż za wyścig, oni są świetni! Golf opóźnił hamowanie, prawie wypadł z trasy, był o centymetry od rowu po zewnętrznej, ale po 90’siątce zrównał się z Imprezą! Jest na wewnętrznej do kolejnej 90’tki w lewo, ale…
O kur*a! Nie zdążył! Impreza weszła pierwsza, tuż przed zakrętem jakoś gwałtownie przyśpieszyła!
- Jak gwałtownie przyśpieszyła, o co kaman? – zapytał podekscytowany Andrzej.
- Kop turbo – stwierdził Karol – Benedykta uratowała największa wada jego auta. Turbina. Wyrwało go do przodu, i Sebastian musiał pewnie przyhamować, żeby się z nim nie zderzyć w zakręcie. To już chyba koniec…

Sebastian przeklinał tego cholernego Benedykta. Gdyby nie jego szybka reakcja, niewątpliwie staranowałby mu to diabelne Subaru. Piękny i ryzykowny manewr nie dał mu więc nic. Po krótkiej prostej wjechali w ciasny i ostry zakręt w prawo, ostatni przed metą. Sebastian nie miał już żadnej możliwości wyprzedzenia Benedykta. Przegrał.

- Tu meta! – trzeszczały głośniki – Impreza zwycięzcą! Cóż za niesamowity wyścig! Tak dobrze prowadzić, w takim deszczu… obaj kierowcy byli niesamowici! Cóż za umiejętności!
Dalszą część przerwały oklaski i wiwaty. Zarówno na cześć Imprezy, jak i Golfa…

- Dobra, ja się zbieram – powiedział Mateusz – chciałbym się wreszcie wyspać.
- Dobranoc w takim razie – uśmiechnęła się do niego Natalia.
- Dziękuję. I co, zadowolona z wyścigu?
- Tak. Ale Benedykt wygrał przypadkiem. Udało mu się na tej Patelnii.
- Ta – potwierdził Karol – to przez ten deszcz. Gdyby nie on, Syncro nie dało by zwykłemu 4WD szans. Poza tym, ciężki przód i lekki tył ściągnęły Golfa ku zewnętrznej… Ben wykorzystał okazję. A potem przypadkiem przyblokował atak Sebastiana na tej dziewięćdziesiątce. Ma chłopak szczęście.
- A Seb musiał mieć jaja, żeby zdobyć się na taki atak – stwierdził Tadeusz – tam przecież jest diabelnie ciasno.
- Dlatego też obu należą się brawa. Publika na pewno nie zapomni tego występu. – stwierdził Mateusz. – Zresztą słyszeliście wiwaty. Sebastian powinien być z siebie zadowolony.
- Jest, kur*a, jest! – odezwał się nagle Adam. Szedł od strony dolnego parkingu.
- Co? – zapytał Błażej.
- Pamiętacie tego zielonego hatchbacka, to MG? – odparł Adam.
- No. I co z nim? – zdziwił się Karol.
- Jutro się z nim ścigam. Wyścig jest już umówiony. Wpadniecie popatrzeć?
- Jasne – odparła Natalia. Chłopaki tylko przytaknęły głowami. Wszyscy, oprócz Mateusza.
- Wybacz – powiedział – Ale jestem umówiony na jutro wieczorem. Może wpadnę później, ale nie obiecuję. Bawcie się dobrze… i powodzenia. – Mat wsiadł do swojego Forda i odjechał w kierunku Istebnej.
- Umówiony? Mat? Z kim? – zdziwił się Błażej.
- Nie twoja sprawa. Ma widać inne zajęcia niż tylko sterczenie tutaj i gapienie się na auta – odpowiedziała za Mateusza Joasia…