12. „Status Quo Ends”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Konwój w szybkim tempie mijał Ustroń. Przewodził, jak wczoraj, Karol i jego BMW, za nim Sebastian Golfem, Prelude Adama, Civic Jacka, a na samym końcu Impreza Benedykta. Dochodziła ósma, ale czerwcowy dzień rozświetlały jeszcze promienie słońca. Dwupasmówka w kierunku Wisły była praktycznie pusta.
Nagle pasem w przeciwnym kierunku przemknął błękitny wóz.
- Mat? – zapytał zaciekawiony Sebastian.
Tadeusz odwrócił głowę, i kątem oka złowił jeszcze tył Forda Sierry.
- Ta – odparł – To było auto Mateusza. Ciekawe, gdzie tak zapierd… - zreflektował, że w aucie są też dziewczyny – zaiwaniał?
- Podobno ma spotkanie z dziewczyną – odpowiedziała mu Agnieszka – Tyle nam się udało z niego wycisnąć dzisiaj na lekcjach.
- Mateusz? Hehe, w ogóle to do niego niepodobne – skomentował Sebastian.

Rzędowa czwórka w Fordzie ryczała dziko, podczas gdy Mateusz wjeżdżał na „ślimak” prowadzący na autostradę Cieszyn-Bielsko. Niedawno wybudowana, trzypasmowa, płaska jak stół droga umożliwiała prawdziwą szarżę. Był spóźniony, stracił sporo czasu na Przełęczy, czekając na możliwość przejazdu. Musiał to nadrobić na autostradzie.
Na dwupasmówce w Ustroniu wydawało mu się, że widzi Adamową Prelude, a także inne auta kumpli z klasy. Wyścig z MG był więc pewien, bo jego właściciel już czekał na szczycie. Ale co go to obchodziło? Teraz liczyło się dla niego to, żeby dotrzeć na kurs na czas. Zatańczyć, spojrzeć w oczy, zapytać…
Wrzucił kierunkowskaz, zmieniając gwałtownie pas ruchu. Silnik ryknął, gdy wymijali ciężkiego TIR’a.
Mateusz był zbyt zaaferowany, żeby usłyszeć drobny fałsz w śpiewie motoru…

Człowiek na dolnym posterunku pomachał ręką, dając znak, że Przełęcz jest wolna. Kolumna ruszyła. Przerwa między kolejnymi wyścigami umożliwiała zainteresowanym zjazd na dół i wjazd na górę Serpentyn, nie ryzykując zderzenia ze ścigantami. Z dołu jako pierwsze ruszyło BMW 3 Compact. Część fanów, która widziała jego pojedynek z 200SX, pomachała do niego przyjaźnie…

Nissan ślizgnął się po całej długości Patelni, wywołując burzę oklasków zgromadzonych tam gapiów. Tuż za zakrętem Robert skontrował kierownicą i dodał gazu, kończąc poślizg. Uniknął dzięki temu zderzenia z czarnym BMW, które wyłoniło się zza zakrętu. Dziwnie znajomym czarnym BMW…
- O – stwierdził – To znajomy Mateusza, mojego kumpla…
- Znam Mateusza – odparła swobodnie Julia – To Twój znajomy, tak? – zatrzepotała zalotnie rzęsami.
- Ta… - odparł Robert – Nawet przyjaciel. Też się ściga, jeździ takim starym Fordem…
Nissan na pełnym gazie minął się z BMW.
- Ale chyba nie jest tak dobry jak ty? – zapytała przymilnie – Pokonałbyś go w wyścigu?
- Oczywiście, Julia. Poza tym, on teraz mało jeździ. Znalazł sobie jakąś laskę, i na Serpentynach bywa sporadycznie. – spojrzał na nią – Tak samo jak ja. Ścigam się mniej, żeby mieć czas dla ciebie…
Julia uśmiechnęła się do niego słodko.
Doskonale wiem, że to twój przyjaciel, pomyślała. Właśnie dlatego spotykałam się z tym frajerem, żeby dostać się bliżej ciebie, mój Robercie. Ten baran pewnie czeka teraz w Bielsku, licząc, że się pojawię. Naiwny…
Nissan płynnie sunął po kolejnych zakrętach.
Nowe turbo spisywało się świetnie.
Praktycznie miał już laskę, jak Mateusz.
„Czego jeszcze chcieć od życia?” - pomyślał Robert.
Zadzwonił telefon. Julia zerknęła na ekranik, po czym odrzuciła połączenie.
- Kto to był? – zainteresował się.
- Nikt – odparła – Jakiś facet ostatnimi czasy ciągle do mnie wydzwania, nie daje spokoju… - zrobiła smutną minę, i spojrzała na niego swoimi wielkimi, zielonymi oczami.
- Już ja mu dam! – zdenerwował się Robert – Co to za jeden, gdzie mieszka?!
- Spokojnie, Rob. – odparła z uśmiechem – Jesteś kochany, ale zajmiemy się nim po jeździe, co? Nie psujmy nastroju…
- Jasne, kochana – odparł, przesuwając palcami po jej udzie. Nissan, świszcząc turbiną, minął linię mety. Fani wiwatowali na jego widok…

Nie odbiera, stwierdził Mateusz. Próbował się do niej dodzwonić chyba z trzydzieści razy, słyszał sygnał. Powoli zaczynał obawiać się najgorszego. A jeśli coś jej się stało…
…Odczekał do końca kursu, do godziny dziewiątej.
Nie zjawiła się.
Piętnaście po dziewiątej zrezygnował, i ruszył w kierunku Istebnej.

 

Prelude mknęła szybko w dół Serpentyn. Adam z łatwością pokonywał zakręt za zakrętem. Ćwiczenia sporo mu dały. Udało mu się już na starcie obrać przód, a teraz trzymał MG na dystans. Nic nie mogło mu odebrać zwycięstwa.

Widownia na Patelni słyszała już zbliżające się auta. Ryk silników przepełniał cały las…
- Jadą! – zawołał ktoś – Prelude na przedzie! MG tuż za nią!
Pojazdy zbliżały się naprawdę szybko. Napięcie sięgnęło zenitu.

Kierowca MG wiedział już, że nie da rady wyprzedzić tej Hondy na żadnej prostej, była cholernie szybka. Ciasne zakręty za Patelnią także nie rokowały na to nadziei. Musiał atakować teraz!

Adam wdusił hamulec, dociążając przód (któryś z kumpli nauczył go tej techniki, znacząco ułatwiała manewrowanie przy szybkich prędkościach) i gwałtownie skręcił. Opony zapiszczały i zadymiły, ale wgryzły się w drogę, jak powinny. Cztery skrętne koła utrzymały Prelude na wewnętrznym torze, wprawiając publikę w zachwyt. Oszczędzał opony wcześniej, więc dysponował pełną przyczepnością. Ech, gdyby tylko o tym wiedział podczas wyścigu z Jackiem…
Dalsze rozmyślania przerwało mu metaliczne trzaśnięcie i odgłos bitego szkła.
Odwrócił głowę, jednocześnie hamując.

MG z pełnym impetem wyrżnęło w barierkę. Solidny kawał metalu uratował wóz od upadku w przepaść, ale jednocześnie całkowicie zmasakrował bok angielskiego auta. Wygięte przednie koło dobitnie wskazywało, że MG nie będzie w stanie kontynuować jazdy. Mina kierowcy, którą widać było zza wybitej szyby, ukazywała to jeszcze wyraźniej.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Tutaj Patelnia – rozskrzeczało się z głośników – wyścig skończony. MG rozbiło się na wirażu. Zasłużone zwycięstwo Prelude, kierowca pokazał klasę…
- Spróbowałby nie, frajer. – skomentował Błażej.
- … uwaga jednak, po uderzeniu barierka spadła w przepaść. Zakręt jest niechroniony od zewnętrznej. Nie wiem, czy możemy kontynuować zawody…
- Słyszałem cię, Patelnia – odparł operator radiostacji – Jeśli ktoś się będzie chciał ścigać, to będzie musiał uważać. Tyle od nas. Pomóżcie tam kierowcy zwlec wrak na parking.

- No i jak, ogarniasz już to? – zapytał Robert. Jeździli przez ostatnie dwie godziny, a teraz odpoczywali na jednym z wiślańskich parkingów. Musiał przyznać, że nie była ona wcale takim złym kierowcą…
…Więc pewnie chciała się spotkać nie po to, żeby się uczyć, tylko żeby pobyć z nim…
A to oznaczało jedno.
- Ogarniam – przeciągnęła się lekko – przy tobie, ogarniam. Jesteś takim dobrym instruktorem… - pocałowała go w policzek.
Robert uznał, że odpowiedni moment nadszedł. Objął ją, przyciągnął ku sobie i zapytał:
- Zostaniemy parą, Julia?
- Jasne – zatrzepotała rzęsami. Może i jego pytanie było najprostszą propozycją bycia ze sobą, jaką w życiu słyszała, ale to jej wystarczyło. Dla tak przystojnego, seksownego, i co ważne – znanego faceta była to w stanie znieść.
Robert wpił jej się w usta, całując namiętnie, a jego ręka zaczęła sunąć po jej plecach…
Julia stwierdziła, że zaczyna być ciekawie. Tego właśnie oczekiwała. Przytuliła się do niego mocniej…
Nie dane im było jednak dokończyć. Światła reflektorów rozświetliły parking, a w uszy uderzył pomruk czterocylindrowego silnika.
Julia znała ten pomruk.

W swoim życiu Mateusz przeżywał wiele zaskoczeń i rozczarowań. Z każdym kolejnym sądził, że już się na nie uodpornił. Ale widok, który ukazał się jego oczom, gdy przejeżdżał przez śpiącą Wisłę, wyprowadził go z tego błędu.
Przeraził.
I załamał.
Zatrzymał Sierrę tuż obok 200SX Roberta i wyskoczył z samochodu. Oczy go nie myliły.
- Julia… - zaczął – ja… my… wy…
- Co? – odparła zimno – Czemu nam przerywasz?
Julia w objęciach jego najlepszego przyjaciela, Roberta. W sytuacji co najmniej niedwuznacznej. Mat czuł, że jego serce zaczyna walić jak oszalałe.
- Czemu ty… z nim… z Robertem… przecież mieliśmy dzisiaj… zapomniałaś o tym kursie? Przecież jeszcze wczoraj pisałaś, że pamiętasz… - Mateusz nigdy nie umiał się wysłowić w sytuacjach stresowych. A to była sytuacja cholernie stresowa.
- Julia, o co chodzi Mateuszowi? – zdziwił się Robert – O czym on mówi? Co mieliście dzisiaj? Nie ogarniam…
- Ależ nic nie miałam z nim, misiaczku – stwierdziła zimno Julia – Ubzdurał sobie coś. To jest właśnie ten człowiek, który mnie ostatnio prześladuje, nie daje mi spokoju. Powiedz mu coś, niech mi wreszcie da spokój – powiedziała błagalnie. Mat mógłby przysiąc, że widział błysk w jej oku.
- Mateusz, ku**a mać, o ch*j ci chodzi?! – wybuchnął Robert – Mało ci tej twojej laski, że jeszcze moją zarywasz?! Nie myślałem, że taki z ciebie kawał sk****syna!
Julia uśmiechnęła się w duchu. Robert chwycił przynętę.
- Ja też nie myślałem – zaczął chłodno Mateusz. Uspokoił się, mieszanina adrenaliny i testosteronu wyklarowała mu myśli. – Że mam do czynienia z taką podstępną kobietą. Jeszcze wczoraj przysiągłbym, że to najcudowniejsza i najukochańsza istota na ziemi. Dzisiaj widzę, jak bardzo się pomyliłem. Nienawidzę cię, Julio. Jesteś nieludzka, okrutna, zimna. Podła. I gdy pomyślę, że to ja dałem ci numer telefonu Roberta, to niedobrze mi się robi. Kochałem cię – zawiesił głos – dalej kocham. Ale tego znieść nie mogę. Czemu… czemu spotykasz się z nim? O co ci chodzi?
- Spotykam się z nim – odparła zimno, wręcz sarkastycznie – Bo jest stokroć lepszy od ciebie. Ciekawszy. Fajniejszy. Przystojniejszy. Chyba nie myślałeś, że coś do ciebie czuję? Och, bo zaraz się rozpłaczę – sarknęła.
Mateusz chciał opanować gniew. Odwrócić się na pięcie, wsiąść do auta, wrócić do domu i zaszyć się tam w spokoju. Ale nie dał rady.
- Julio – powiedział – ty podła, niewdzięczna, okrutna żmijo.
Pięść Roberta błyskawicznie powędrowała w kierunku podbródka Mateusza.
Ten był jednak równie szybki. Złapał pięść do niedawna najlepszego kumpla i powstrzymał uderzenie.
- Nie – powiedział zimno – rób tego. Nie zaczynaj.
- Mateusz – warknął Robert – ty wredny kawale skur****na. Chcesz konfrontacji? Dobrze. Na Serpentynach. Dzisiaj. Teraz. Zaraz. Zobaczymy, czy jesteś tak dobry, jak mówi ten staruch, Mistrz. Udowodnię dzisiaj, że ta twoja„niesamowita” wygrana z Mercedesem, była czystym przypadkiem. A ty jesteś zwykłym beztalenciem.
Mat milczał. Nie miał nic do powiedzenia. Nie jemu. Nie przy niej. Kiwnął tylko głową, aprobująco.
- I zapłacisz – wycedził Robert – za obrażenie Julii. Mojej Julii!
Mat obrócił się do nich plecami, żeby ukryć wyraz twarzy. Pudełeczko z wisiorkiem nieznośnie ciążyło w klapie marynarki.
Światła Sierry oświetlały parking. Dziewczyna tuliła się do chłopaka. Drugi chłopak stał tuż koło nich.
Ktoś z zewnątrz mógłby stwierdzić, że to spotkanie przyjaciół…

- Uwaga wszyscy – rozwrzeszczał się podekscytowany głos na Górze – za chwilę odbędzie się niesamowity pojedynek! Dzwonił Robert, zapowiedział wyścig downhill między nim a Sierrą, tą, która wygrała z S-Klasą! Oboje nie przegrali żadnego wyścigu! Dżiz, to będzie widowisko!

- Sierra od S-Klasy – zaczął Jacek – Mat. O co chodzi? Robert to ponoć jego kumpel…
- Pamiętacie może – odezwał się Benedykt – tą laskę, co siedziała koło tego frajera w 200SX dzisiaj? Mijaliśmy ich przy podjeździe… mógłbym przysiąc, że już ją gdzieś widziałem…
Błażej chciał skomentować, ale nie zdążył.
- Dobrze pamiętasz, Benek – stwierdziła Małgosia, dziewczyna Benedykta – Była z Mateuszem wtedy, w zimie. Julia, jeśli dobrze pamiętam…

A więc w końcu, pomyślał Mistrz, doszło do tego. Dwóch dobrych kierowców, dwóch przyjaciół, przeciwko sobie. Wiedział już, o co poszło. Widział tą parę, gdy przejeżdżała przez Przełęcz. Okrutna kobieta.
- Jego motywacja – mruknął Mistrz…