13. „Granica Możliwości”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Wolisz jechać ze mną na górę, na start – zapytał Robert – czy też zaczekać tutaj, i zobaczyć finisz?
- Wolę zostać tutaj – odparła Julia – żeby popatrzeć, jak wygrywasz, najmilszy.
- Z takim cienkim przeciwnikiem – stwierdził Robert, zatrzymując Nissana – może się okazać, ze wygram walkowerem. Odstawię go na 100 metrów i puf, koniec. – roześmiał się.
A ona odpowiedziała śmiechem. Otwarła drzwi i wystawiła nóżkę na zewnątrz. Bardzo zgrabnąę, jak stwierdził Robert. On też wysiadł z auta, i od razu powitały go gromkie brawa. Miał mnóstwo fanów, był w końcu jednym z najlepszych.
O ile nie najlepszym.
Objął Julię w talii, i ruszył porozmawiać z wielbicielami. Mateusz może poczekać, nadrobi to opóźnienie na podjeździe. Teraz pławił się sławą.
A Julia razem z nim. Było dokładnie tak, jak chciała.
Fani na linii mety szaleli, i życzyli Robertowi zwycięstwa…

Mateusz stwierdził nagle, że nie widzi już świateł 200SX w lusterku. Robert musiał się zatrzymać na dole, żeby wysadzić… Ją.
Dziwne zimno uderzyło mu w serce., na wysokości kieszeni, w której spoczywał wybrany dla niej wisiorek. Ale to zimno nie mogło być od niego …
Jechał wolno, ostrożnie. Nie mógł przegrzać opon przed wyścigiem, zagrzać silnika, uszkodzić czegokolwiek. I musiał się uspokoić. Głęboki, miarowy oddech…
… jak jej, w tańcu …
… zapomnieć. To była już przeszłość, nie będzie trzeciej szansy. Nieważne, jak skończy się wyścig, ona już nie wróci, nie chciał nawet, żeby wracała.
Był głupi. Nie zauważył, że jej intencje są nieszczere. Nie spostrzegł, że za często pyta o Roberta. Złamał swoje zasady, nie powinien dawać sobie i Jej drugiej szansy. Ale był zaślepiony, plunął na zasady, i tak oto skończył.
Był zaślepiony…
Był zaślepiony… miłością?
Wolał tego nie wiedzieć. Teraz to nieistotne…
Wjechał na Patelnię, powoli, nawet nie próbując driftu. Przez uchylone okno usłyszał oklaski i wiwaty. Lubili go tu, na Serpentynach, zwłaszcza po „zwycięstwie” nad S-Klasą.. Mrugnął „długimi” światłami, pozdrawiając publikę.
…dzięki temu zauważył szczegół, który kazał zweryfikować opracowaną taktykę.
W miejscu, gdzie zawsze była zewnętrzna barierka, widniała teraz szeroka na cały zakręt przepaść…

- Jest, przyjechał! – zawołała Agnieszka. Błękitny Ford wyjechał na górny parking, i zatrzymał się pomiędzy Prelude a Civiciem. Mateusz zgasił silnik i wysiadł z auta.
Kumple i koleżanki zamilkli w oczekiwaniu. Ale on milczał.
Przedłużającej się ciszy nie zniósł w końcu Andrzej:
- No, Mateusz, coś ty taki markotny? Przecież zaraz będziesz miał pojedyneczek, będzie funik, panienki…
Dziewczyny westchnęły głośno. Jacek puścił Andrzejowi spojrzenie w stylu: „uważaj-co-mówisz”. Adam kopnął kumpla w kostkę, dając czytelny sygnał, żeby zamilkł. Tadeusz zaś powiedział proste:
- Pierd***ny poj*b.
Mateusz nie wytrzymał. Uśmiechnął się mimowolnie, machnął ręką i stwierdził:
- A, ch*j, dajcie Andiemu spokój, nie jego wina, że się pyta. Tak, ścigam się za chwilę z 200SX Roberta. Tak, poszło o kobietę, wiem, że się domyślacie, widzę to w waszych minach. Tak, trzymam się jakoś. I tak, będę uważał. – ostatnie dwa zdania skierowane były do dziewczyn. Te uśmiechnęły się do Mateusza, podtrzymując go na duchu. Kumple z podziwem kiwali głowami.
- Uwielbiam tą klasę – pomyślał Mateusz – Świetni ludzie. I znakomici przyjaciele.
- A gdzie jest – zapytał Karol – 200SX? Nie widzę go tu nigdzie…
Odpowiedział mu pisk opon i ryk silnika, przerywany posykiwaniem turbosprężarki.
Po chwili na górę wpadł srebrny Nissan. Jego kierowca przyhamował gwałtownie, po czym wykonał autem obrót o 180’, zarzucając tyłem przy pomocy hamulca ręcznyego. Widownia zaczęła skandować imię kierowcy.
Drzwi uchyliły się, i stanął w nich Robert we własnej osobie.
- Gdzie – zakrzyknął – jest ten sk***iel, który zechciał pojedynkować się ze mną, niepokonanym Robertem, i moim 200-konnym Nissanem 200SX? Niech staje na linii, o ile jeszcze nie stchórzył i nie uciekł. Niech poczuje na własnej skórze, że ze mną się nie zadziera!
- Pierd**ony – warknął Jacek – jeb**y kawał sku***syna. Skop mu dupę, Mateusz. Wierzymy w ciebie.
- Dzięki – odparł Mateusz z przekąsem – Będzie mi to potrzebne. 135 koni może nie wystarczyć, mimo najlepszych chęci…
- Mat – powiedział nagle Karol – ten kretyn z 200SX jechał w uphill nie oszczędzając opon ani hamulców. Jeśli szybko wystartujecie, to nie zdążą ostygnąć. W tym twoja szansa!
Mateusz błyskawicznie znalazł się przy drzwiach Sierry. Zdążył jeszcze krzyknąć:
- Karol, jesteś geniuszem!
Cztery cylindry zagrały, a Sierra ruszyła na start…

- Tu Dół! Trasa czysta! Wszyscy czekamy z niecierpliwością!
- OK., Dół. Zaczynamy odliczanie… - odpowiedziała Góra.

Mistrz przekręcił kluczyk, budząc do życia swoją RX8, i skierował ją w kierunku gościa z radiostacją. Musiał zobaczyć wyścig, a ten sposób był ku temu zdecydowanie najlepszy.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Trzy!
Obroty w Nissanie powędrowały w okolice czerwonego pola. Robert był pewien swojej turbiny, swojego auta, swoich umiejętności i swojej wygranej. Przyjaźń z Mateuszem była już przeszłością. Przy boku Julii było miejsce tylko dla jednego faceta. A na Serpentynach rządzić mógł tylko jeden człowiek…

- Dwa!
Mateusz trzymał wóz w ryzach tylko dzięki zaciągniętemu ręcznemu. Wrzucił pierwszy bieg i podniósł obroty do poziomu, który zapewniał idealny start. To, jak jeździł do tej pory, już pewnie nie wystarczy. Musiał zacząć ryzykować. Nie mógł prowadzić, jak do tej pory, na 80% umiejętności, zostawiając sobie margines błędu. Musiał iść na całość, na 100%. Zapomnieć o ryzyku, o problemach, o Julii. Zapomnieć o wszystkim. Zostać musiał on, wóz i droga. I nic poza nimi.

- Jeden!
Człowiek zajmujący się radiostacją nie rozumiał, czemu Mistrz chciał wjechać na trasę zaraz za tymi ścigantami. Nie miał zamiaru jednak polemizować z tak znaną osobą, więc na jego prośbę odparł tylko:
- Ależ oczywiście, proszę jechać.
- Dziękuję – powiedział Mistrz, ruszając.
Ciekawe, pomyślał facet od radiostacji, ten starszy gość nie mówi z polskim akcentem. Polską mową posługuje się biegle, ale ten akcent… dziwny.
Rozmyślania przerwał mu ryk silników, poprzedzony okrzykiem:
- START!

Oba auta wyrwały do przodu praktycznie w tym samym momencie. Sierra jednak wysunęła się na przód.
Po 10 metrach, wystartowana z właściwych obrotów turbina Nissana odzyskała prowadzenie.
I nie oddała go już do końca stumetrowej prostej…

Robert zwolnił, puścił gaz, skręcił kołami i gwałtownym dociśnięciem pedału gazu zmusił wóz do poślizgu.
Pierwszy, ostry zakręt w lewo, od razu tutaj zaczniemy prawdziwą walkę, Mateusz. Zanim dotrzemy do Patelni, będziesz musiał przyznać, że pojedynek nie ma sensu. Nasze zdolności dzieli przepaść…
Spojrzał w lewo.
Sierra driftowała metr od jego boku.

Auta, jedno za drugim, natarły na pierwszy zakręt w prawo. Robert czuł, że jego opony nie mają takiej przyczepności, jaką zwykle posiadał na tym początkowym etapie trasy. Wszedł w poślizg, którym pokonał odbicie w prawo, by zaraz potem skontrować w lewo, mijając drugi z zakrętów.
Sierra nie driftowała. Mateusz wiedział, że technika grip’u jest na takich małych zakrętach szybsza. I oszczędniejsza dla opon.

Robert wystrzelił na długą prostą za zakrętami. Ten sukinsyn trzymał się naprawdę blisko na wirażach, ale na prostej nie będzie mógł dotrzymać tempa silnikowi z turbo. 80 koni różnicy, to ogrom.

Mateusz pluł sobie w brodę (której zresztą nie nosił), przeklinając moment, w którym doradził Robertowi kupno 200SX CA18DETT. Jego Sierra za nic w świecie nie mogła dogonić na prostych tego potwora, który po (kretyńskiej jego zdaniem) przeróbce na lag-turbo miał jakieś 200 koni. Mat wiedział, że znacznie lepsze wyniki Rob mógł osiągnąć poprzez zwiększenie stopnia sprężania w poprzedniej turbinie. Ale tego na szczęście Robert nie mógł wiedzieć…
Na końcu prostej Sierra traciła do 200SX około 20 metrów…

Napięcie na górnym parkingu, a także w ogóle, na całej Górze, sięgało zenitu. Atmosferę podgrzewały zaś ciągłe komunikaty z trasy, nadawane przez „czujki”:
- 200SX przed serią małych zakrętów ciągle z przodu! Ale ma zauważalne problemy z trakcją!
- Sierra driftuje bardzo blisko wewnętrznej! Cóż za genialny drift! Silnik idzie na pełnych obrotach, jest niesamowicie szybka! Tuż przed zakręcikami traci jakieś 10 metrów!
- Nie ma ku**a ch*ja, choćby jak się Mat nie starał, 80 koni różnicy nie przeskoczy! – podniósł głos Tadeusz.
- A ja ci mówię, że skoro pokonał 408 konnego Mercedesa, to z tym sku*****nem też da sobie radę! – odpalił Jacek.
- To był fuks! – wydarł się Błażej – Wszyscy dookoła mówią, że S-Klasa miała ch***we opony, a kierowca też był do dupy!
- Oglądałem jak Mateusz ćwiczył, wtedy, gdy myślał, że nikt o tym nie wie – stwierdził cicho Karol, wpatrując się w las.
- Co? I jak mu to szło? Kiedy go widziałeś?! – zainteresował się Benedykt.
- Kilka tygodni temu, wcześnie rano – odparł Karol – Jeździł świetnie. Opanował drift z dociążeniem przedniej osi, na zakrętach był tylko o jakieś pół metra od wewnętrznej. Opony prawie mu przy tym nie dymią. Technicznie, jest co najmniej równie dobry jak Robert. Problemem może być moc samochodu, ale Mat zrekompensuje ją własną wściekłością. Sami wiecie, że gdy on wpadnie w furię, to nie ma rzeczy, z którą nie dał by sobie rady. Ale jeśli przesadzi…
- Da sobie radę. – powiedziała z przekonaniem w głosie Natalia.
Karol pokiwał głową, ale nie odpowiedział.
Jedną rzecz zachował dla siebie. Silnik Sierry, gdy stała na wolnych obrotach na starcie.
To nie był dźwięk w pełni zdrowej jednostki. Dwulitrowy motor pracował nie do końca czysto. Sam start tylko upewnił go w tym przekonaniu – z silnikiem było coś nie tak, ryczał bardzo nieczysto…
Ale to zachował dla siebie. Może to nic znaczącego, i niepotrzebnie szerzyłby tylko złe myśli wśród kumpli?
- A swoją drogą, to co ty sam robiłeś wcześnie rano na Serpentynach, skoro widziałeś Mateusza, He? – zapytał Błażej.
- Nic, co by cię interesowało – uciął rozmowę Karol.
Nie musieli wiedzieć…

Robert machał kierownicą to w prawo, to w lewo, starając się utrzymać wóz na drodze. Tył ślizgał się strasznie, wyrzucając tumany dymu spod opon. Czyżby źle zrobił, wjeżdżając tak szybko na Górę? Mateusz jechał na szczyt bardzo powoli, ale wtedy zrzucił to na karb jego tchórzostwa…
Zerknął w lusterko.
To na pewno nie było tchórzostwo.
Docisnął gaz do oporu, próbując uniknąć wyprzedzenia.

Mateusz wiedział, że jego idealna linia na małych zakrętach może okazać się kluczem do zwycięstwa. Podczas gdy Robert ledwie kontrolował w tym miejscu drift, on nie tracąc ani na chwilę przyczepności, i nie męcząc opon mknął bez hamowania, biorąc zakręt za zakrętem.
Dopadł go w 3 tego odcinka, i zaatakował z lewej, wykorzystując króciutką prostą i fakt, że Nissan akurat ślizgał się po prawym pasie.
Sukinsyn jednak dodał gwałtownie gazu, nie dając się wyprzedzić. Zaraz potem jednak Rob musiał przyhamować, bo tył 200SX zaczął „uciekać” tuż przed kolejnym odbiciem. Mateusz zaatakował ponownie, tym razem prawym pasem.
Ale Robert wykazał się refleksem. Albo po prostu miał farciarskie szczęście, bo i ten atak udało mu się zablokować.
A to dla Mateusza oznaczało jedno.
Jego 100% umiejętności nie wystarczyło, potrzebował czegoś więcej.
Musiał przekroczyć granicę możliwości.
Granicę własnych możliwości…

- 200SX na przedzie! Sierra prawie na jego zderzaku!
- Są! Będą wchodzić na Patelnię!
- Kręćcie to! Kręćcie, ku**a wasza mać!

Robert czuł, że pot leje mu się obfitą strużką po plecach. Ten pojedynek był niesamowicie trudny, najtrudniejszy, w jakim dotychczas brał udział. Ilość ataków, jakie wyprowadzał Mateusz, i to zarówno od wewnętrznej, jak i zewnętrznej, była straszna. Jeśli popełni jakikolwiek błąd, przegra. Julia tego nie zniesie…
Przyhamował przed Patelnią. Musiał driftować wolniej, nie chciał spaść w niechronioną przez barierkę przepaść.
Ostrożność okazała się błędem.
Koło zwalniającego na 15 metrów przed Patelnią Nissana prześmignął błękitny Ford.
Robert był pewien, że spadnie w przepaść.
Mylił się.
Światła stopu mignęły tylko na moment.

Mistrz z zachwytem patrzył na ten manewr. Wszystkie poprzednie ataki młodzieńca z Sierry były bardzo dobre, ale to, co robił w tej chwili, wymagało już nie lada geniuszu. I stalowych nerwów.

Sierra minęła hamującego 200SX, kierując się wprost na miejsce, gdzie kilka godzin wcześniej była by barierka. Zaraz po wyprzedzeniu Nissana Mateusz puścił gaz, na moment tylko przycisnął hamulec, po czym ostro skręcił kołami, próbując pokonać wiraż, dodając stopniowo gazu, i modląc się w duchu, żeby wóz był mu posłuszny.
Sierra posłuchała.
Przednie koła utrzymały idealną trakcję. Wóz o centymetry uniknął upadku w przepaść, zewnętrzne koła przejechały po żwirowym nasypie, ale zaraz potem Sierra wyrwała do przodu, wracając na wewnętrzny pas. Ani na moment nie stracił przyczepności. Serce waliło mu jak młot.
Udało się!

- Oż kur*a mać! – zakrzyknął tłum na Patelni.
- Góra, tu Patelnia! Sierra wyprzedziła Nissana! Powtarzam, Sierra z przodu! Boże… szatan, nie kierowca! Minął się z przepaścią dosłownie o centymetry! Tego nie zrobił chyba nikt wcześniej!

- Oż kur*a mać! – jęknął Benedykt.
- Mat dał radę! Yeaaah! – zawiwatował Andrzej,
Ale pojedynek trwał dalej.

Robert wyskoczył z Patelnii, i rzucił się w pościg za Mateuszem. Nie miał pojęcia, jak ten sku****yn zrobił coś tak niesamowitego, jak ten tchórz i ostrożny nudziarz potrafił zdobyć się na takie ryzyko. Nie wiedział też, co za samochód jechał cały czas za nimi, ale to było w tym momencie nieistotne. Robert dusił gaz do oporu. Potrzebował każdego konia mechanicznego, jakiego mógł wycisnąć z silnika. Sto metrów prostej po Patelnii pokonali błyskawicznie. Na jej końcu, tracił do Mata już tylko kilka metrów.

Mateusz wcisnął hamulec, po czym delikatnie dodając gazu wprowadził wóz w poślizg. Pół metra od barierki, bliżej nie driftował nigdy wcześniej. Zaraz za tym mocnym zakrętem w prawo wypadł na krótką prostą. Widział już odbicie w lewo, delikatne, nie nastręczające trudności. Był gotowy.

Robert czuł, że nie da rady wyprzedzić Mateusza. Ten przesukinsyn driftował jak profesjonalista. Gdzie on nauczył się tak czystego i szybkiego…
Robert doznał oświecenia.
Nie wyprzedzi go w czysty sposób. Ale wyprzedzi.
Julia wymagała takiego poświęcenia…

Zza kierownicy swojej RX8 Mistrz widział dokładnie, jak Nissan uderza lekko Forda podczas driftu. Błękitna Sierra, idąca blisko wewnętrznej, wypuściła spod kół tumany dymu, tracąc trakcję. Nissan przecisnął się po zwolnionej w ten sposób wewnętrznej, odzyskując prowadzenie.
Mistrz westchnął. Manewr był bardzo nieczysty. Ale skuteczny…

Mateusz dodał gazu, odzyskując przyczepność kilka centymetrów od barierki. Tak chamskiego zagrania nie spodziewał się w ogóle. Uderzenie pewnie rozwaliło mu tylny zderzak, ale oznaczało też, że nie da już pewnie rady odzyskać prowadzenia.
Nie poddał się jednak. O nie. Nie da się pokonać w ten sposób.
Nissan zdążył oddalić się o jakieś 5 metrów.
Do mety trzy ciasne, ostre zakręty.
Nie mógł sobie pozwolić na jazdę na granicy własnych możliwości.
Musiał przekroczyć tę granicę.
Wdusił gaz do oporu, na co silnik zareagował głośnym rykiem.
Mateusz był zbyt nabuzowany adrenaliną, żeby słyszeć, że ryk jest tak naprawdę jękiem…

Robert czuł już zwycięstwo. Postawił wszystko na jedną kartę, ryzykując zniszczeniem wozu, ale opłaciło się. Zwolnił, puścił gaz, skręcił koła i dodał gazu, inicjując drift. Pierwszy zakręt był ostro w prawo, by po chwili przejść w drugi zakręt, w przeciwną stronę. Normalnie pokonywał je, nie przerywając nawet poślizgu. Ale opony były już w bardzo złym stanie, bronienie ciągłych ataków i gwałtowne hamowania dały im mocno w kość. Tak więc odbijając przed drugim zakrętem, stracił na chwilę kontrolę nad wozem. Nissan ustawił się praktycznie bokiem, i tylko szybka reakcja gazem przywróciła mu właściwy tor jazdy. Sierra ponownie znalazła się na jego zderzaku.
- Nie dasz rady – powiedział głośno Robert – to ostatni zakręt. Nie masz już szans, Mateusz.
Postanowił pojechać tak, jak zwykle. Zwolnił, chwilę przed wirażem skręcił kołami, wdusił gaz.
Ale popełnił błąd. „Zwykle” jego opony były w znacznie lepszym stanie.

Mat widział, że Nissan pójdzie w zakręcie szeroko, bardzo szeroko. Ale i tak nie dawało mu to na tyle miejsca, żeby wyprzedzić go po zewnętrznej.
Chyba że zrobi to lepiej, niż potrafi.
Chyba ze pokona własną słabość.
Hamulec, żeby dociążyć koła. Puszczenie gazu, aby stracić przyczepność. Skręt kierownicą, aby nadać kierunek. Mocne, lecz stopniowe dodanie gazu, aby wejść w drift. Obroty na maksimum…

Mistrz nigdy nie był fanatykiem driftingu. Używał tej techniki, owszem, nie raz, na naprawdę licznych rajdach i wyścigach, i to nawet zanim stała się ona modna wśród domorosłych kierowców.
Ale widząc taki drift, mógł tylko podziwiać.
Tył Forda minął Nissana o pół metra.
Przedni zderzak Sierry sunął zaś niecałe 20 centymetrów od barierki…

Robert patrzył, jak Mateusz wyprzedza go po wewnętrznej driftem tak niesamowitym, że aż nierealnym. Cisnął gaz do oporu, ale żeby uniknąć wypadnięcia do rowu musiał gwałtownie zwolnić. A jego nowa turbina reagowała po tym bardzo ospale. Nie zdąży…
Wszystko wskazywało więc na to, że przegra na oczach wszystkich, tuż przed metą. Że zawiedzie Julię, że da Mateuszowi powód do triumfu…

Ale Robert urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.

Głośna, ogłuszająca eksplozja spod maski.
Gwałtowne szarpnięcie kierownicy, wibracje na wszystkich kołach.
Struga oleju zalewająca maskę.
Zablokowanie się kół, samoczynnie skręconych przez kierownicę.
Poślizg.
Pisk.
Kolejne szarpnięcie.
Silne uderzenie, podbicie.
Lot.
Obrót w powietrzu.
Nissan mijający go o włos.
Uderzenie o ziemię.
Impet spychający wóz spowrotem do rowu.
Uderzenie, nagły przechył.
I cisza.
Strużka krwi spływająca po czole.

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Mówiono potem, że wyścig powinien skończyć się zupełnie inaczej, że kierowca Sierry pokazał po stokroć lepszą jazdę. Szeptano, że zwycięzca, niepokonany Robert, grał nieczysto, i popełnił na trasie mnóstwo błędów. Rozmawiano o tym, że to niesamowity pech, by pasek rozrządu zerwał się, powodując jednocześnie eksplozję żyłowanego do granic możliwości silnika. Opowiadano, że Mateusz miał niesamowite szczęście, że wyszedł z tego cało, skoro zupełnie niesterowny po eksplozji silnika wóz wpadł do rowu, wykonał bączka, ledwo minął się z Nissanem, a po uderzeniu w ziemię (na szczęście kołami) ponownie wjechał do rowu. Zawieszenie i rama Sierry były nienaruszone. Część karoserii także.
Reszta nie miała tego szczęścia.
Wszyscy twierdzili potem, że to Mateusz był bohaterem tego pojedynku. Jego atak na Patelnii, a potem na ostatnim zakręcie, były uważane za najlepsze w historii Serpentyn, sam Mistrz tak twierdził.
Ale zaraz po wypadku, gdy zapadła cisza, a 200SX minęło metę, do Sierry nie podszedł nikt prócz Mistrza.
Przegrany zawsze był sam.

 

Mat nie potrzebował pomocy. Rana na czole nie była wielka, bolał go kręgosłup i czuł, że nadwyrężył rękę, ale to nie było nic poważnego. O stanie wozu wolał zaś nie myśleć. Podziękował Mistrzowi za propozycję pomocy. Kumplom i koleżankom z klasy, którzy zjawili się po chwili, również odmówił. Nie dał się wyciągnąć z samochodu. Nie słuchał pocieszeń. Nie zbierał pochwał i pocieszeń, że jechał świetnie.
Podziękował im, i poprosił, żeby zostawili go samego.
Bo chciał być sam.

- Ale słyszałyście, nie przegrał z własnej winy – powiedział Karol, gdy powoli wracali do Cieszyna – zawiódł wóz. On pokonał własne słabości. Tutaj zawiodła maszyna.
- Wiem o tym – odparła Natalia – i dlatego tym bardziej mu współczuję. Powinniśmy tam zostać z nim.
- Właśnie. Głupio mi z tego powodu, zostawiliśmy go tam samego w rozbitym aucie, zupełnie nie jak przyjaciele. – potwierdziła Joasia.
- Chciał być sam. – stwierdził Karol twardo – a ja go znam. Gdy chce być sam, to powinniśmy mu to umożliwić.
Karol nie mylił się.

- To bardzo smutne, co przydarzyło się twojemu koledze – powiedziała cicho Monika, gdy wracali po dwupasmówce do Strumienia. Gładziła Jacka delikatnie po dłoni, ale unikała jego wzroku. – Najpierw oszukała go i potraktowała okrutnie ukochana, potem zawiódł samochód. To nie tak powinno być.
- Wiem – odpowiedział Jacek. Jemu też przegrana Mateusza nie dawała spokoju – Ale nic na to nie poradzimy. Stało się. Ważne, że jemu samemu się upiekło, bez większych ran. Takie jest ryzyko wyścigów.
Monika poczuła, że to jest właśnie idealny moment.
- Jacuś – spojrzała na niego błagalnie – Przestań się ścigać. Proszę. Zawsze umieram ze strachu, ilekroć to robisz! Proszę… zrób to dla mnie, jeśli mnie… kochasz.
Jacek westchnął ciężko. Nie mógł jej odmówić. Ale nie mógł też przysiąc.
- Moniś – powiedział wreszcie cicho – zawsze uważam. Nigdy nie ryzykuję. Wiesz, że to też jest dla mnie ważne. Ale jeśli tego naprawdę chcesz, przestanę. Nigdy więcej nie pojawię się na Przełęczy.
Monika złapała jego wzrok i uśmiechnęła się promiennie.
- Nie. Wiem, że to dla ciebie ważne. Teraz widzę, że mnie kochasz, Jacku. I że jesteś najwspanialszym człowiekiem, jakiego znam. I jedynym, którego kocham. Ścigaj się dalej, byłeś uważał. Bo ja nie przeżyję, jeśli coś ci się stanie. Kocham cię, kocham do szaleństwa.
Jacek zatrzymał wóz na poboczu, i zgasił silnik.
- Moniko – popatrzył je j głęboko w oczy – dla mnie jesteś całym życiem. I zawsze będziesz. Wystarczy jedno słowo, a kończę z tym. Bo dla ciebie, zrobię wszystko.
- Nie musisz – odparła słodko, zbliżając powoli oczy do jego oczu – to tak fajnie mieć takiego niesamowitego chłopaka… który mnie kocha taką, jaka jestem.
Całowali się długo. I czule. Zakochani oboje, po równo, wiernie i bezinteresownie. Byli szczęśliwi, tak szczęśliwi, jak nigdy w życiu.
Krople deszczu powoli zaczęły spadać z nieba. Było ciemno, ale noc była ciepła. Lato czuło się już w powietrzu.
Księżyc w pełni oświetlał stojącą na poboczu Hondę Civic.
Dla dwojga w jej środku, świata dookoła nie było…

 

Patrzył, jak ręka Roberta wznosi się w obraźliwym geście. Jak Julia śmieje się szyderczo, patrząc w kierunku jego auta spojrzeniem zwycięzcy. Mimowolnie widział, jak tulą się do siebie, obściskują i całują. Powoli. Namiętnie. Celebrując każdy gest, każdy oddech, każdy dotyk. Dla nich też świat dookoła nie istniał. Publiczność wróciła do domów. On nadal nie wypuszczał jej z ramion, jak trofeum.
Bo ona była jego trofeum.
Mat widział to wszystko. Mimowolnie. Wreszcie, para wsiadła do Nissana i odjechała w kierunku Istebnej. Przejeżdżając koło niego, Robert błysnął światłami. Julia nawet nie spojrzała.
Kochał.
I nienawidził.

 

- Tato, ale skąd wiedziałeś, że ja… i w ogóle, skąd masz tą lawetę? Czyżbyś…
- Widziałem, synu. To nie twoja wina, że padł silnik. Ważne, że żyjesz, mama już umierała ze strachu.
- Jesteś… zły, tato? Rozwaliłem auto… w wyścigu.
Ojciec spojrzał na Mateusza, po czym uśmiechnął się promiennie.
- Zły? W twoim wieku byłem taki sam. No, zaimponowałeś mi dzisiaj, synu, i wygląda na to, że nie tylko mi. Ten Niemiec z tej sportowej Mazdy też składał mi gratulację. Ten cały Mistrz, czy jak go tam nazywacie. To, co widziałem, synu, wystarczy jak dla mnie. Ścigaj się dalej, masz do tego smykałkę, byłeś nie zawalił szkoły. Tylko nie mów matce, że pochwaliłem takie hobby. Przed nią będziesz musiał okazać skruchę. I zebrać opieprz. Ale nie bój nic, ja ją jakoś uspokoję.
- Ale tato… ja już nie mam auta… zanim ją odbuduję… zajmie mi to chyba całe wakacje…
- Nie, synu – ojciec przerwał mu jąkany wywód – na wakacje, masz zaproszenie do wujka Pawła, mojego kuzyna.
- Do wujka Pawła?! Do tego wujka Pawła, który jest jednym z szefów firmy motoryzacyjnej w…
- Tak, synu. To ten wujek, ponoć ma tam dla ciebie i zajęcie, i towarzystwo. A przecież zawsze marzyłeś, żeby zwiedzić ten kraj… a Sierrą zajmę się osobiście, więc autem się nie martw – pogładził go po głowie.
- Czyli jadę na wakacje do… - Mateusz nadal nie mógł uwierzyć. Na chwilę nawet zapomniał o tym, co działo się ledwie kilkadziesiąt minut temu.
- Tak, Mateuszu. Do Japonii…

KONIEC SEZONU PIERWSZEGO

 

 

Po tym Zakończeniu Sezonu Pierwszego przeczytaj:
Odcinek Specjalny "V-Kacje"