8. "Kwestia turbo"


Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Ogieeeń!
- Yeah!
- Dajesz!
- Naprzód, 200SX!
Głośność okrzyków wzrastała wprost proporcjonalnie do ilości dymu, jaki wydobywał się spod kół należącego do Roberta Nissana. Wóz głębokim, szerokim i powolnym driftem pokonał cały wiraż, blisko zewnętrznych barierek, po czym wystrzelił do przodu, w kierunku mety. Mknący za nim Seat Leon nie miał już żadnych szans.
- Robert jest niesamowity!
- Dwadzieścia wyścigów i żadnej porażki!
- I ten styl! Te drifty!
- Rządzi!
- To nie jest poprawny drift. A na pewno nie jest to prawidłowy sposób pokonywania zakrętów. – powiedział głośno Karol.
Fani zamilkli, po czym w jego kierunku posypały się epitety. „Lamerski skur****n” i „miastowy ch*j” były akurat tymi najbardziej wysmakowanymi.
- Chodźcie, jedziemy na górę – rzucił zrezygnowany Karol, wsiadając do swojego BMW. Jacek i Benedykt odpalili swoje maszyny, po czym ruszyli za nim…

Wszystko zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu, na początku marca. Dookoła czuć już było wiosnę, zaczynały kwitnąć kwiaty i szkolne romanse. Gdy tylko zniknął śnieg, na Serpentyny wrócili ściganci. Klasę IIe prześladowały dziesiątki sprawdzianów, wielomiany, baroki, układy krwionośne i setki innych „ważnych na przyszłość” rzeczy. Wtedy też, chyba w piątek, Karol przyjechał do szkoły samochodem. Plotki o jego nowym nabytku chodziły już po szkole od kilku dni, i wszystkich ciekawiło, jaki to wóz wybrał wielki znawca motoryzacji. Tak więc oczy zgromadzonych przed szkołą oglądały parkujące czarne BMW. Auto było niezwykle zadbane, lakier w stanie idealnym, żadnych śladów korozji. Z delikatnym „kling” otwarły się drzwi od strony kierowcy. Karol spojrzał na kumpli z klasy i uśmiechnął się nieco.
- Śliczne - powiedział Mateusz – BMW serii 3, generacja E36, w nadwoziu Compact. Zdradź nam tylko, co kryje się pod maską, żebyśmy mogli ci pogratulować świetnego zakupu.
Karol bez słowa sięgnął ręką do wnętrza wozu. Rozległo się metaliczne kliknięcie, a maska uniosła się o kilka centymetrów. Karol podniósł ją, a oczom wszystkich ukazał się sporej wielkości silnik.
- Fuck – powiedział Adam, podchodząc bliżej – turbina. I to nieoryginalna.
- Wymienił ją poprzedni właściciel... niezbyt mi się to podoba, ale działa całkiem nieźle. Pojemność 1,9 litra… to BMW 318Ti. Nadwozie Compact, masz rację, Mat.
- Ile koni? – rzucił Michał.
- 140 w oryginale, ale po wymianie turbo…
- Tylko 140 koni? Z prawie dwóch litrów pojemności? – zakpił Błażej.
- Silnik był niewysilony. Teraz, z większym turbo ma 170…
- Uuu… nieźle – powiedział Jacek – droga taka turbina?
- Nie, stosunkowo tania, ale ma jeden zasadniczy minus… - zawiesił głos Karol.
- … lag. – dokończył za niego Mateusz.
- A co to, WoW czy jak? – sarknął Tadeusz.
- Ta turbina to tak zwane lag-turbo – wyjaśnił Karol – nie jest droga, daje niezły przyrost mocy, ale tylko przy wysokich obrotach silnika. Zanim się ”rozpędzi” i pozwoli na użycie pełnej mocy, mija chwila. Przez ten czas wóz traci przez nią moc, zamiast zyskować. Nie można więc pozwolić, by spadły obroty, najlepiej poprzez…
- Drift. – powiedziała Natalia.
- Ej, Nat, czego się odzywasz, jak się nie znasz? To nie są tematy dla kobiet… - warknął Benedykt.
Karol popatrzył na Natalię i zamilkł na chwilę.
- Drift – powiedział wreszcie, próbując ukryć zdumienie – jest rzeczywiście sposobem na utrzymanie obrotów na zakrętach przy lag turbo.
- Ej, Nat, skąd wied… - zaczął zdumiony Michał.
Pytania jednak nie zadał.
- Ej, synki, lekcja się zaczęła! Chcecie dostać pały z matmy? – krzyknął na nich Dawid, wychylając się zza szkolnych drzwi.
- Kur*a – powiedział Mateusz, ruszając w stronę drzwi – najchętniej to jemu bym z pały. Przy**erdolił.

- Pański kumpel zwyciężył po raz dwudziesty z rzędu – rzucił Mistrz, podchodząc do Mateusza.
- Tak…- odparł Mateusz – Robert jest dobry.
- Wybacz szczerość, ale w moim odczuciu to nie jest kwestia jego zdolności – lekceważąco odpowiedział Mistrz – to bardziej kwestia szczęścia. I zaskoczenia. Jeździ efektownie. Ale nieefektywnie.
Mateusz musiał się zgodzić z Mistrzem. Często oglądał wyścigi kumpla. Drift Roberta był za szeroki.
- Ma pan rację. Mam mu to uświadomić?
- Nie – odpowiedział po chwili Mistrz – sam się w końcu dowie. A zmieniając temat – nie tylko on, jak widzę, robi postępy.
Mateusz przewrócił oczami i zmarszczył brew. Od strony Wisły na Górę zbliżały się trzy auta. Karol, Jacek i Ben wreszcie się pojawili.
- Niech to zostanie między nami – powiedział krótko – Pan wybaczy, kumple…
- Oczywiście – odparł z uśmiechem Mistrz – i powodzenia. Masz duże zdolności, Mateuszu.
- Mam motywację – odparł Mateusz, odchodząc.

Robert wysiadł z auta, przeciągnął się i ruszył w kierunku wiwatujących fanów. I fanek. To zdecydowanie był jego dzień. „Niepokonany”, tak na niego mówili. „Ten jego niesamowity drift”, zachwycali się. Jeszcze kilka takich zwycięstw, i, kto wie… może wyzwie samego Mistrza?
- Robert! Piękny wyścig!
- Szacun, ziom!
- Ten twój drift po zewnętrznej jest niesamowity!
- Ej, Rob! Jakiś dupek na Patelni powiedział, że popełniasz błąd z tym driftem! – rzucił ktoś z tłumu.
- Co ku**a? – obruszył się Robert.
- No, przyjechał od strony Wisły. Skrytykował twój styl, tak mówili ci z Patelni. Czarne BMW serii 3. Teraz jest chyba na górze.
- Zobaczymy, czy na drodze jest tak dobry, jak w gadaniu. – warknął Robert, wsiadając do swego 200SX. Odpalił silnik i z piskiem opon ruszył na szczyt Przełęczy. Widownia szalała…

- Jeździłeś tu już? – zapytał Mateusz, witając się z kumplami. Pytanie było skierowane do Karola.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


- Każdego dnia – odparł Karol.
Jacek, Benedykt i Mateusz westchnęli z podziwem.
- A ścigałeś się? – zainteresował się Jacek.
- Nie. Jeździłem nad ranem. Mijałem się kilkakrotnie z tym szpanerem w Nissanie… takie srebrne 200SX S13…
- Robert? – zapytał Mateusz, patrząc w kierunku wjazdu na przełęcz. Charakterystyczne kwadratowe reflektory…
- Chyba tak. Znasz go?
- Znam – odpowiedział Mateusz krótko. Auto zmierzało w ich kierunku. Było srebrne.
- O… o wilku mowa. – wskazał głową Benedykt.
Nissan zaparkował koło ich wozów. Drzwi otwarły się, a ze środka wysiadł Robert we własnej osobie.
- Który skur**el odważył się powiedzieć, że nie umiem jeździć? – rzucił.
- Ja. – odparł spokojnie Karol. Jego zimne spojrzenie ostudziło nieco wybuch gniewu agresora.
- A chcesz się, dupku, sprawdzić na Przełęczy?
- Jeśli tylko tego sobie życzysz – odpowiedział Karol – to proszę bardzo. Ale proponuję wyścig uphill. Pod górę.
- OK. Tak czy inaczej, nie masz szans. Odpalaj wóz i jedziemy na dół. – Robert był pewny swego…

Tylne światła BMW zniknęły za zakrętem. Wyścig został już ogłoszony, widownia szykowała się na kolejne widowisko, tym ciekawsze, że uphill nie był zbyt częstym wariantem.
- O kur*a, ale będą jaja… - powiedział Benedykt, siadając na masce Forda Sierry Mateusza -… auu, kur*a! Co to takie ojapier**le gorące? – zapytał z wyrzutem Mateusza.
- A czy to ważne? Silniki się grzeją. Przyjechałem z domu…
- Trzy godziny temu dzwoniłeś, że już tu jesteś – zaczął Jacek – do tego czasu silnik zdążył by ostygnąć. Zresztą krótka jazda nawet by go tak nie nagrzała. Ewidentnie zmusiłeś do wysiłku ten silnik, Mat, przyznaj się.
- A czy to, psiamać, ważne? – odparł krótko Mateusz.

Karol spojrzał w prawo. Na sąsiednim pasie stał jego przeciwnik. Nissan 200SX S13, silnik 1,8 turbo. Ta sama moc, praktycznie ta sama masa i prędkość maksymalna co jego BMW. Ale turbina Nissana ze znacznie mniejszym lag’iem stawiała jego serię 3 na gorszej pozycji przy rozpędzaniu. Mimo tego, Karol czuł, że może wygrać. Uphill ćwiczył na tej trasie wielokrotnie. Wiedział, że na zakrętach podczas podjazdu pod górę manewruje się trudniej i inaczej, niż w downhill. I że technika jego przeciwnika jest… zawodna.
- Trasa czysta! Zaczynam odliczanie!
Zwiększył obroty, osiągając prawidłową i najwydajniejszą na starcie wartość tuż przed czerwonym polem.
- Trzy!
Nissan zaryczał.
- Dwa!
Usłyszał wbijanie biegu swego oponenta.
- Jeden!
Położył rękę na dźwigni zmiany biegów.
- Start!!
Błyskawicznie wrzucił jedynkę, jednocześnie dodając gazu. Wóz wystrzelił do przodu, ale 200SX było równie szybkie. A nawet szybsze. Sto metrów za linią startu znajdował się pierwszy zakręt, bardzo ostre odbicie w lewo. BMW było po wewnętrznej, ale Nissan odstawiał go już o długość samochodu. Ciśnienie w turbo osiągnęło odpowiednią wartość, a kop turbiny odesłał wrażenie lag’a w niepamięć. Zakręt był jednak blisko. Zbyt blisko.

Robert uznał, że nie warto ryzykować. Zwolnił, gdyż pierwszy zakręt był bardzo ciasny i ostry, puścił gaz i skręcił kołami. Błyskawicznie ponownie wdusił gaz, inicjując drift. Ostatnio opanował tą technikę rozpoczynania poślizgu, i bardzo mu ona odpowiadała. Znalazł się przodem na sąsiednim pasie, zajeżdżając BMW drogę. Zerknął w lewo i oniemiał. Czarny wóz ślizgał się tuż koło niego. Poczuł, że zaczyna tracić kontrolę nad autem. Dodał gazu, przywracając trakcję, ale musiał zwolnić, by utrzymać się na drodze. Jazda pod górę znacznie różniła się od ślizgu w dół. Musiał to wziąć pod uwagę.

Zgodnie z przewidzeniem Karola, jego przeciwnik nie był obyty z wyścigami uphill. Wyszedł z poślizgu i zerknął na wskaźnik ciśnienia turbo. Nieznacznie tylko spadł, mocy jednak nie ubyło. Oby tak dalej. Dystans od Nissana stale malał. Pokonali 90’cio stopniowy skręt w prawo, a następnie bliźniaczy zakręt w lewo. Karol z zadowoleniem stwierdził, że jego umiejętności są całkiem niezłe. Podczas driftu oba pojazdy dzieliły zaledwie dwa metry…

Robert ledwo uniknął uderzenia tyłem o barierkę. Jego technika szerokiego driftu była bardzo dobra, ale w uphill ledwo udawało mu się utrzymać wóz na drodze. Wina innego nachylenia na zakrętach? Na dodatek, jego przeciwnik był chyba najlepszym drifterem, z jakim miał okazję się ścigać. Ślizgał się bardzo blisko jego boku, ale znacznie bliżej wewnętrznej.
- To głupota z jego strony – powiedział Robert, kontrując podczas poślizgu na mocnym zakręcie w lewo – jak w ten sposób będzie blokował przeciwnika?. Obserwatorzy stali na tym zakręcie. Następni na końcu tej stumetrowej prostej. Na Patelni.

Tłum szalał. Zgromadzeni na szczycie Przełęczy z fascynacją słuchali emocjonującej relacji z pojedynku. Mieli nadzieję, że ktoś to nagrywa.
- Cóż za drifty!
- Robert jedzie jak szatan!
- Ale ten z BMW też jest niesamowity! Co to za gościu?!
- Nie dziwi mnie, że jest niesamowity – mruknął pod nosem Mateusz, tak, by usłyszeli go tylko Benedykt i Jacek – przecież ten człowiek ma benzynę zamiast krwi.
- Jak ty. – odparł mu Jacek.
- Ta. Niby tak. Ale on się ściga, ja tylko obserwuję. – powiedział Mateusz.
- Są w połowie prostej przed Patelnią! – rozległo się z głośników.
- To czemu maska Sierry jest gorąca? – zadał pytanie Benedykt, pomny poparzenia.
Mateusz nie odpowiedział.

Robert spojrzał w lusterko wsteczne. Ten gość, kumpel Mateusza, był blisko. Dzieliło ich ledwie kilka metrów. Ale teraz, na Patelnii, BMW nie miało żadnych szans. Nie przy jego niesamowitym, szerokim drifcie po zewnętrznej.

Ciśnienie turbo osiągnęło maksimum. Oczy Karola oglądały teraz zbliżający się w błyskawicznym tempie nawrót, zwany przez tutejszych „Patelnią”. Widział, jak pokonuje ją jego przeciwnik. I wiedział, jak to wykorzystać. Czas na atak nadszedł…

Robert puścił gaz, odbił kierownicą i błyskawicznie wcisnął pedał gazu. Nissan wszedł w drift. Robert czuł jednak, że coś jest nie tak. Nie mylił się. Wóz wyrzuciło z wewnętrznego pasa, i nawet błyskawiczna kontra nie uchroniła go przed tarciem tylnym zderzakiem o barierkę. Ale pomimo tego drift był udany. Bardziej niż zwykle przesunięty na zewnętrzny pas, ale dość szybki… Robert spojrzał przed siebie. I zamarł.

Karol delikatnie kontrował, a wóz szybko sunął po wewnętrznym torze. Na centymetry minął się z przodem Nissana. Jego drift był bardzo wąski, ale dzięki idealnemu wyczuciu momentu – szybki. Ciśnienie w turbo ponownie udało mu się utrzymać na wysokim poziomie. Tłumy na zakręcie wręcz szalały na widok wyprzedzania w takim stylu. Dodał gazu, wyprowadzając wóz z poślizgu, i wystrzelił z Patelni, zostawiając Nissana za sobą…

Robert wyprowadził swój wóz na prostą za Patelnią i zaklął siarczyście. Skrewił, i to na całej linii. Sposób, w jaki wyprzedził go ten dupek z BMW uświadomił mu, że jego „niesamowity drift po zewnętrznej” zostawia całe mnóstwo miejsca po wewnętrznej. Na szybszym torze. O tym mówiła ta mądrala. Dodatkowo, mimo że dziesiątki razy pokonywał Patelnię jadąc w dół, schrzanił ją w uphill. Wyrzuciło go. Nie przewidział tego. Ale teraz nie był czas na rozmyślania. Robert wrzucił wyższy bieg i pomknął w pościgu za BMW…

- Niesamowicie. To musiał być piękny manewr. – powiedział z zachwytem Jack.
- Ta… wymagało to świetnego panowania nad autem – przyznał Mateusz.
- Nareszcie – powiedział Mistrz, pojawiając się nagle koło kumpli – ktoś pokazał temu z Nissana, że drift po zewnętrznej jest błędem. Słowa uznania dla kierowcy BMW.
Mateusz potakująco kiwnął głową…

Seria kilku kolejnych małych zakrętów w prawo i w lewo za Patelnią nie stanowiła dla Karola najmniejszego problemu. Cały czas dusząc gaz do oporu pokonywał jeden za drugim. Prawo. Kontra. Lewo. Kontra. Prawo. Kontra. Spojrzał w lusterko. Nissan był jakieś dwadzieścia metrów za nim. Przyjrzał mu się dokładnie. I za długo.
W ostatnim momencie wdusił hamulec i skręcił kierownicą, ratując wóz od uderzenia bokiem w barierkę. Zagapił się, zlekceważył drobny zakręt, a nadsterowność zniosła go niebezpiecznie blisko przepaści. Ciśnienie w turbinie spadło, a wóz znacząco zwolnił. Karol przeklął swoją nieuwagę i ponownie zaczął nabierać prędkości…

Robert nie wierzył własnym oczom. Mknące BMW na chwilę błysnęło światłami stopu, rozświetlając noc, po czym zwolniło. Seria 3 znalazła się niebezpiecznie blisko barierki, a ten gość widocznie musiał salwować się gwałtownym hamowaniem. A to spowodowało…
Robert przypomniał sobie, co Mateusz mówił mu dawno temu o silnikach z turbo, a także o efekcie „lag’a”. W jego głowie błyskawicznie powstał plan działania.
Wypadając na długą prostą tracił już tylko 10 metrów. A jego wóz był nieco szybszy…

Meta była już niedaleko. Karol dusił gaz, a ciśnienie w turbinie ponownie wskazywało maksimum. Zerknął w lusterko – Nissan był blisko, ale nijak nie mógł go wyprzedzić. Na tych małych zakrętach pokazał mu, że potrafi trzymać się bardzo blisko wewnętrznych barierek. I że nie da mu ani centymetra na wewnętrznym pasie.
- Co? - zdziwił się.
Nissan zaczął go bowiem wyprzedzać. Do ostrego zakrętu w lewo zostało im 100 metrów…

- Wyprzedza! Nissan wyprzedza! – wrzeszczał obserwator – ale są za blisko zakrętu! Nissan nie zdąży wjechać na wewnętrzną…
- Co do diabł… - zaczął Benedykt.

Nissan z piskiem opon odbił prosto na BMW.
- Jezu – jęknął Karol. Jego noga instynktownie wdusiła hamulec. Tyłem BMW zarzuciło, a ciśnienie w turbo spadło do zera. Nissan zatańczył koło niego, o centymetry unikając uderzenia, po czym wrócił na swój pas…
- Nissan prawie staranował BMW! – darł się obserwator – BMW musiało przyhamować, i nagle znacznie zwolniło!
- Sprytny kawał skur**syna. – powiedział Jack – Zmusił Karola do hamowania, żeby zatrzymać mu lag’a na turbo?
- Ta – odparł krótko Mat. Robert szybko się uczył…

 

Robert opanował wóz i wszedł w zakręt. Mimo że wrócił na swój wolniejszy, zewnętrzny pas, to jednak z zakrętu wyszedł przed BMW. Spojrzał w lusterko: przeciwnik wyraźnie zostawał w tyle. Wdusił gaz do dechy i pomknął w kierunku ostatnich zakrętów. Manewr był niezwykle ryzykowny. I niezbyt czysty. Ale czego się nie robi dla zwycięstwa?

Karol westchnął ciężko. Przegrał nie z powodu własnych błędów, lecz niedoskonałości własnego samochodu. I nieczystego zagrania oponenta. Przyznać jednak musiał, że manewr tego gościa z 200SX był bardzo pomysłowy. Zmusił go do hamowania, i tym samym utraty prędkości i rozpędu. Spryciarz.
Karol spokojnie pokonał ostatnie trzy zakręty i wyjechał na prostą przed metą. Nissan właśnie finiszował…

- Kur*a – zaklął Jack – Karol przegrał. Ale niesamowity pojedynek, co nie?
Mateusz nie odpowiedział. Rozmowa przez SMS’y absorbowała go w tym momencie znacznie bardziej, niż pojedynek Roberta i Karola.
Odpowiedział natomiast tłum fanów, witający i wiwatujący na cześć zwycięskiego Roberta.
- Z kim ty tam piszesz, Mat? – zapytał Benedykt, zerkając mu przez ramię.
- A czy to ważne? – odparł Mateusz.
Czerwieniąc się nieznacznie…

Karol zaparkował nieopodal Nissana i wysiadł z auta. Ku swemu zdumieniu odkrył, że i w jego kierunku zwrócone są brawa części publiczności.
- Spoko technika, ziom.
- Gościu, co za styl!
- Mega opanowanie auta, facet!
Karol powoli podszedł do swego przeciwnika. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Natomiast Robert uśmiechał się. Głupkowato. I chamsko. Tłum rozstąpił się.
- Przegrałeś, frajerze – rzucił w jego kierunku Robert.
- Następnym razem – odparł zimno i spokojnie Karol – nie wygrasz tylko dzięki przewadze samochodu. I nawet nieczyste zagrania ci nie pomogą. Obiecuję ci rewanż. Wkrótce. I popraw swoją technikę… na wewnętrznym pasie przy twoim drifcie zmieścił by się czołg. Do zobaczenia, Robercie. Nie tak szybko. Ale niechybnie… - Karol odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku swojego auta. Robert starał się utrzymać uśmiech i lekceważenie na twarzy…
…ale ten sku***el miał rację. Szeroki drift musiał przejść do przeszłości…

Karol pociągnął za klamkę i już miał wsiąść do auta, gdy zatrzymał go czyjś głos.
- Bardzo dobry wyścig. Zwycięstwo było twoje. Przegrana jest winą auta, nie techniki. W oczach znawców jesteś zwycięzcą.
Odwrócił się. Obok niego stał ten starszy facet, z którym rozmawiał Mat, gdy przyjechali. „Mistrz”, jak zwracali się tu do niego wszyscy.
- Dziękuję – odparł – następnym razem przewaga auta będzie po mojej stronie.
- Liczę na to – odparł Mistrz – mimo wszystko, udowodniłeś temu zadufkowi, że nie jest idealny. I że popełnia błędy.
- A kto ich nie popełnia?
Karol odpalił silnik i ruszył w stronę domu. Czekała go ciężka praca i wiele wyrzeczeń. Ale dopnie swego. Pokona tego całego Roberta. I zrobi to BMW. Ale nie tym.