1. „Wyścig zbrojeń”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Promienie słońca, ledwo wyczuwalne przez ostatnie miesiące, od kilku dni zalewały Powiat z pełną mocą.
Śnieg, do niedawna jeszcze zalegający na każdym skrawku ziemi, zaczynał w szybkim tempie topnieć.
Ptaszęta świergoliły, wyczuwając, że warunki zmieniają się. Wyczuwając odwilż.
Na ławkach, w słynnym cieszyńskim Parku Pokoju, pojawiły się pierwsze zakochane pary.
Przez resztki śniegu przebijały drobne jeszcze kwiaty.
Był to początek końca zimy. Jej ostatnie podrygi.
Nadchodziła wiosna, piękna i ciepła. Sprzyjająca związkom.
To jednak nie ma bezpośredniego znaczenia dla tej opowieści.
Dla ścigantów, oznaczało to tylko jedno.
Rozpoczęcie sezonu zbliżało się wielkimi krokami. Przerwa zimowa dobiegała końca.
Był początek lutego.
Wiosna nadeszła szybko…

- Chciało się panu przyjeżdżać aż z Gdyni, żeby pomóc mi w zakupie tego egzemplarza? – zapytał Jacek, podczas gdy wysokoobrotowy silnik białej Hondy ryczał pięknie na siedmiu tysiącach obrotów – Nie wiem nawet, jak mogę się odwdzięczyć…
- Grono posiadaczy ITR’ów to dość hermetyczne środowisko – odparł Grzegorz, szerzej znany jako CMQ – Normalny zjadacz chleba może się stać posiadaczem tego auta, sprowadzić je sobie z zachodu lub kupić u nas, w Polsce, choćby z Allegro… ale nie oszukujmy się, będzie to złom. Jako posiadacz tego cudeńka – poklepał lekko kierownicę, jednocześnie skręcając w boczną uliczkę w jednej z podwarszawskich miejscowości – wiem, co mówię. Jest tylko kilku ludzi, którzy wiedzą, skąd ściągać tak świetnie zachowane egzemplarze. Ten, do którego przyjechaliśmy, to właśnie jeden z nich. Odpowiadając na twoje pytanie, Jacku, to nie przybyłem do Warszawy tylko z tego powodu. Mam tu też do załatwienia swoje sprawy, między innymi właśnie tutaj, u tego człowieka. Co do odwdzięczania się… nie potrzeba. Ten facet zgodził się sprzedać ci jedną z tych Integr ze względu na to, co robisz. I jak jeździsz. Fama czarnego Civica dotarła nawet tutaj… podziękuj swoim fanom z jdm-option – zakończył z uśmiechem, parkując wóz na podjeździe przed sporej wielkości domem z ogromnym garażem, i pociągając za klamkę w drzwiach.
- Jedną z tych…? – zapytał skonfundowany Jacek.
- Ten gość to handlarz i tuner, ale… nie taki zwykły, jak zapewne myślisz. To pasjonat. Żeby kupić u niego, nie wystarczą pieniądze. Trzeba go jeszcze… przekonać, żeby zechciał ci cokolwiek sprzedać.
- I jaki on z tego ma zysk?
- Zysk? – CMQ roześmiał się – Ten facet trzepie taką kasę w innej branży, że… cóż, powiedzmy, że sprowadzanie takich perełek to jego… hobby. Takie małe… zboczenie…

- Powiem szczerze – stwierdził mężczyzna, spoglądając na czerwony sportowy wóz – Wprawdzie wyznaję zasadę, że jeśli Integra, to tylko N/A, ale ta akurat to całkiem niezły egzemplarz.
- Taa, Skrobek – przyznał CMQ – Też tak sądzę… „I Shift At 9 Grand”, i to jest w ITR’ach piękne, ale skoro chłopak ma zamiar latać Integrą na przełęczach…
- Na przełęczach, soft turbo to całkiem niezłe rozwiązanie – przytaknął właściciel garażu, w społeczności motoryzacyjnej znany jako Skrobek – Przyrost mocy, znaczny wzrost momentu obrotowego, a lag praktycznie nie występuje… to ma sens. Biorąc pod uwagę, że to maleństwo ma zmieniony cały wydech na dedykowany do ITR’ów układ Mugena, plus dostrojony komputer i ustawienia silnika… jak go mierzyłem na hamowni, pokazało 250 koni z lekkim hakiem.
- Nieźle – stwierdził z uznaniem CMQ – Moim maleństwem z dołożonym kompresorem celowałbym w 300… właśnie w tej sprawie do ciebie przyjeżdżam, ale najpierw ITR dla tego młodzieńca. Powiedz, Skrobku, co jeszcze zmieniono w tym aucie?
Skrobek zerknął od niechcenia na krwiścieczerwoną Integrę. Wóz, osadzony na złotych, 17’ calowych felgach, prezentował się nienagannie, wręcz bojowo. Jako doświadczony w temacie Integry, odparł jednak bez cienia emocji:
- Zawieszenie sportowe Mugena, hamulce Brembo plus zaciski Ferodo… rozpórki Mugena, poprzedni właściciel wymieszał JDM z EDM… ogólnie całkiem ładnie odwalona, nie zwieśniaczona kilogramami spoilerów i żelastwa Integra. Miewałem ładniejsze, ale ta jest nawet niezła… niebita, niski przebieg… udało się kupić okazyjnie, to wziąłem. W sumie planowałem ją sprzedać komu innemu, ale jak opowiedziałeś mi historię tego chłopaka to uznałem, że warto takową ITR pchnąć na Śląsk… niech wyrabia dobrą opinię o tej marce. -
Skrobek zdradzał te wszystkie informacje bez zająknięcia, jakby całkowicie nie zważając na fakt, że tym samym daje argumenty przetargowe co do negocjacji ceny stojącemu tuż obok Jackowi.
Nie musiał się jednak nawet powstrzymywać. Był pasjonatem, handel ITR’ami traktował jako hobby, a nie sposób na zarabianie grubej kasy.
Poza tym, widząc wyraz twarzy młodego cieszynianka mógł być pewien, że dostanie każde pieniądze za ten wóz.
Odkąd tylko bowiem chłopak wszedł do jego garażu i ujrzał krwistą Integrę, oniemiał i zamarł.
I pozostawał w tej pozycji przez cały czas trwania rozmowy Skrobka z CMQ.
- Nadal jesteś Pan zainteresowany kupnem? – rzucił Skrobek. Zdawał sobie jednak sprawę, że pytanie jest retoryczne.
- Ile… ile za nią? – wyjąkał Jacek.
- Wóz jest warty minimum 40 kafli – stwierdził CMQ, starając się jakoś uchronić Jacka przed rozczarowaniem. Trzydzieści pięć tysięcy, którymi dysponował chłopak, z pewnością było niewystarczające.
Na te słowa, Jacek posmutniał, i spuścił głowę zrezygnowany. Wizja czerwonej Integry była zbyt piękna, aby była prawdziwa.
- Dałem za nią, w przeliczeniu… - Skrobek zastanowił się chwilę - …wtedy był bardzo ładny kurs Euro… niech no wspomnę… a, 29 kawałków, przyjechała prosto z Hiszpanii… rejestracja, części eksploatacyjne, pasek i te sprawy, kosmetyka związana z blacharką, drobne poprawki, jak przystało na kilkuletni wóz… no, z 4 tysiące włożyłem. W sumie, 33 tysiące. Jak dasz… no, powiedzmy, 34 tysiące, to będę kontent.
- Trzydzieści cztery tysiące… czego? – zapytał Jack.
- Złotych, chłopcze – uśmiechnął się Skrobek – A co myślałeś, że kolumbijskich peset? To nie ta bajka...
- Skrob, ten wóz jest warty znacznie więcej! – nie wytrzymał CMQ.
- Wiem – odparł bez emocji Skrobek – Ale mam prawo za tyle go sprzedać, co też czynię. 29 za wóz, 4 za mój wkład w niego, tysiak dla mnie, aby był z tego chociaż jakiś zysk, żona ostatnimi czasy nie daje mi spokoju o to sprowadzanie japończyków. Będzie na jakiś babski drobiazg, żeby ją udobruchać.
- Ale… kurna, po co ty tak tanio sprzedajesz to auto? Przecież są ludzie w tym kraju, którzy bez mrugnięcia okiem dali by za nią 50 baksów!
- CMQ, mój drogi – odparł z uśmiechem Skrobek – My też kiedyś byliśmy tacy młodzi. Wiem, że ten chłopak jest w swoim regionie artystą w kategorii FF, wiem też, że w dość smutnych okolicznościach stracił swojego Civica. Widzę, jak on patrzy na to auto. Można chociaż raz spełnić czyjeś marzenia… nieprawdaż?
- Prawdaż – przytaknął CMQ – To bardzo szlachetne z twojej strony, Skrob.
- Tak więc – Skrobek odwrócił się i spojrzał na Jacka, do którego nadal nie docierało, jakiego szczęścia miał doznać - Chciałbym dostać za to auto 34 kawałki. Co ty na to… Jacku? – zwrócił się do niego po imieniu.
Jacek aż się zachłysnął, gdy wreszcie dotarło do niego, jakim jest szczęściarzem.
- Zgadzam się! – wypalił, wręcz ekstatycznie – Biorę ją, bez wahania!
- Heh – mruknął Skrobek, unosząc brwi do góry – Szkoda… liczyłem na jakaś przyjemność z targowania… dałbym ci ją nawet za 33, niech ci służy i promuje ITR’a u was, w Powiecie… Cieszyńskim, jeśli dobrze pamiętam? No, ale skoro tak to… zapraszam na górę, spiszemy umowę i… możesz ją zabierać…

 

- Ile koni? – rzucił Robert. Stojący przed nim samochód fabryka polakierowała na srebrny kolor, a właściciel dorzucił od siebie kute felgi 5ZIGEN FN01R-C. Wóz, podobnie jak jego 200SX, utrzymany był w stanie zbliżonym do fabrycznego. Oprócz felg, wprawne oko zauważyć mogło obniżone, sportowe zawieszenie i powiększone tarcze hamulcowe, które swą czerwienią tworzyły ciekawy kontrast z felgami i lakierem nadwozia. Ogólnie gablota prezentowała się znakomicie, oka nie irytował choćby gram rdzy, a klasyczna linia nadwozia nadal mogła się podobać. Nie stać go było, pomimo najszczerszych chęci, na czwartą generację tej maszyny. Z drugiej strony jednak, Mk III, z racji mniejszej masy, nieco bardziej kompaktowych wymiarów i równie dobrych silników była równie ciekawą opcją.
- Trzylitrowe turbo, 7M-GTE – właściciel komisu zmielił w ustach papierosa – Najmocniejsza wersja, jaka wychodziła, ta tutaj to rzadka coupetka… nie jakaś pieprzona targa, najprawdziwsze coupe, panie! Silniczek wszystko idealne, ledwie 100 tysięcy przebiegu, jeździł emeryt na działkę i do kościoła. A jak pan pytasz o moc… 235 koników. Robi wrażenie, nie?
Robert uniósł brwi. Nie zaskoczyła go moc samochodu, jego S13, w momencie rozbicia, miało 250 koni. Wóz, po naprawie, został odsprzedany jednemu z fanów. Poszedł z pocałowaniem ręki. Kwestią, która na chwile zmąciła jego obraz auta była wzmianka o emerytowanym właścicielu, ale…
- Może – odparł – Chciałbym go przetestować. Ma pan coś przeciwko?
- Nie – uśmiechnął się handlarz – Już przynoszę kluczyki…

Jazda próbna nie była zaskakująca.
Wóz był dokładnie taki, jakiego się spodziewał.
Szybki. I cholernie dobry.
Dwanaście tysięcy złotych na minus.
Toyota Supra Mk. III 7M-GTE na plus…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Wiadomo już, kiedy wychodzi? – zapytała Joasia, gdy cała IIIe, zgromadzona pod salą numer 40, oczekiwała na ostatnią tego poniedziałkowego dnia lekcję, język polski. Nieobecność Mateusza przez ostatnie miesiące ostro dała się w klasie odczuć. Wprawdzie odwiedzali go, praktycznie każdego dnia co najmniej jedno z nich, nauczyciele jeździli do niego na zajęcia przyłóżkowe, by nie zaburzyć mu rytmu nauczania, wprawdzie żartował z nimi, interesował tym, co działo się w szkole, ale... nie był już tą samą osobą, co przed wypadkiem.
Już po swoim pierwszym wypadku, gdy w pojedynku z 200SX pod koniec zeszłego roku szkolnego zniszczył silnik w Sierrze, stał się osobą znacznie bardziej milczącą i ponurą. Nadal był jednak normalnym, przy czym nieszczęśliwie zakochanym facetem. Teraz jednak, i przyznali to praktycznie wszyscy członkowie IIIe, coś z Matem było wyraźnie nie tak. Zdawali sobie sprawę, że odniósł ciężkie obrażenia, że trauma po czymś takim może pozostawić ślady w psychice na całe życie, ale…
Stan ducha i zachowanie Mateusza można było podzielić na dwie fazy. Były dni, gdy przyjmował gości zamyślony i ponury, rozmawiał bez większego zainteresowania, jakby cały czas błądził gdzieś myślami, rozpamiętywał coś, przemyśliwał. Wyraźnie też było widać, że ból ze zmasakrowanej w wypadku ręki, połamanych kości i żeber daje mu się ostro we znaki.
Bywało jednak i tak, że podczas ich wizyt był w stanie, który można było określić tylko jednym słowem: „euforia”. Wtedy dyskusje były niezwykle ożywione, Mat interesował się wszystkim, o czym mu opowiadali: szkołą, przedsezonowymi planami na tunning i wymianę aut, nowymi romansami… We wszystkich tych dyskusjach brał ożywiony udział, jednak o sobie i swoich planach mówił mało, o ile w ogóle. Błogi uśmiech nie schodził z jego twarzy, nie okazywał po sobie choćby śladu cierpienia. Domyślali się, że Mateusz jest na „painkillerach”, ale przez grzeczność nie wnikali w ten temat…
Nikt także nie miał odwagi zapytać go o to, co budziło w klasie największe emocje. O to, co zmienił w nim wypadek. O to, czy wróci na przełęcze, a jeśli tak – to czym. O to, czy nadal planuje kontynuować swoją krucjatę przeciwko Robertowi.
Ostatni pojedynek w sezonie, który przyniósł cały ogrom zmian i wydarzeń, wpłynął na wiele spraw. Mateusz trafił na długie miesiące do szpitala, ocierając się o śmierć. Nikt nie wiedział także, co stało się z jego autem, słynną błękitną Sierrą. Drugi zawodnik, Robert rozbił swojego Nissana w pierwszej rundzie, w wypadku z Lancerem Evolution. Tylko to sprawiało, że nie uznano tego za porażkę Roberta – ten winę zrzucił na fakt, że drogę zasłoniło mu rozbijające się Mitsubishi, a unik uniemożliwił rozlany olej. Tym samym nadal miał czyste konto porażek, i dzierżył tytuł niepokonanego, ale większość ścigantów zdawała sobie sprawę, że gdyby była to oficjalna walka z Sierrą, przegrałby niechybnie. Najważniejszym zaś z perspektywy ogółu był fakt, że Liga Białego Krzyża została przepędzona z Serpentyn, i zepchnięta na powrót na swój rodzimy Salmopol. Z tym faktem wiązała się niesamowita walka z trzeciej rundy, gdzie Audi Sport Quattro zmasakrowało wręcz Lancera Evo X. Nikt nie spodziewał się, że Mistrz sam weźmie udział w wyścigu. Jego wóz, potężne Quattro, nie był znany nikomu, wszyscy kojarzyli go z Mazdą RX-8. Co inteligentniejsi obserwatorzy połączyli fakty, poszperali w Internecie, by wreszcie odkryć, z kim mają do czynienia. Wkrótce po okolicy rozniosła się wieść, kim tak naprawdę jest Mistrz, ale – na szczęście dla Walthera Rohrla – jego fama nie była w powiecie taka, jak na świecie, więc dla okolicznych był tylko byłym rajdowcem, który „coś kiedyś wygrywał”. Bardziej niż jego osoba intrygowało ich jego auto, ale Rohrl odrzucił wszystkie propozycje pojedynku. Sport Quattro, które ujawniło się w tym jednym pojedynku, zniknęło ponownie z tras i przełęczy…
- Jak ostatnio pytałem, to mówił coś o piątku – odparł na pytanie Joasi Maciek – Praktycznie skończył już rehabilitację, teoretycznie może wracać…
- Skończył… ale odzyskał już pełną sprawność? – zapytała Agnieszka.
Maciek przygryzł wargę, i nieznacznie pokręcił głową.
Nie musiał odpowiadać.
- Jak myślicie… wróci na przełęcz? – rzucił z głupia frant Benedykt.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział mu Michał, znad zeszytu – Z jego zachowania bardzo ciężko to wywnioskować, a nikt jakoś nie odważył się go o to zapytać… bądźmy szczerzy, przeżył taki wypadek, że nie zdziwił bym się, gdyby już po nim nie wrócił do ścigania.
- A ty wracasz, no nie? – zapytał Michała Benedykt.
Michał pokręcił głową.
- Nie – odparł stanowczo – Z pewnością, nie.
- Strach cię obleciał, co? – wyśmiał go Ben.
Klasa powoli zaczynała się irytować. Każdy znał powody rezygnacji ze ścigania Michała.
Praktycznie wszyscy uważali to za bardzo rozsądną decyzję. W hierarchii wartości, właściciel Eclipse wyżej stawiał miłość niż emocje związane z touge. Postawiony przed wyborem, dokonał go bez wahania. Nikt tego nie krytykował, nikt nie wyśmiał.
Oprócz Benedykta.
- Powiedz nam lepiej, Beniu – odparł za kumpla Błażej, cedząc słowa – Jak tam twoja fantastyczna, 250-konna Impreza.
Błażej wciąż w pamięci miał swój pojedynek z Benedyktem na Salmopolu, ledwie kilka dni przed pamiętnym wyścigiem Serpentyn z LBK. Wygrał wtedy, ale jednak Ben udowodnił mu, że nie wolno go lekceważyć.
W tym jednak przypadku, przeginał.
- Sprzedałem ją – odparł Benedykt – Poszła za naprawdę ładną kasę.
- O! – udał zainteresowanie Błażej – Czy to nareszcie oznacza koniec twoich marnych popisów na przełęczach?
- Nie, Błaż – stwierdził zimno Benedykt – To dopiero początek…
Dalszą dyskusję przerwał Sebastian, który wpadł zdyszany na korytarz, i zakrzyknął:
- Chłopaki! Chodźta szybko na dół! Jack przyjechał!
- No i co kurna z tego? – mruknął Tadek – Frajer, przyjeżdżać na ostatnią lekcję…
- Ale nie! Nie o to chodzi! Nowiuśkim autem, sportową Hondą! – wytłumaczył podekscytowany Sebastian.
- Sportową Hondą? – zdziwił się Błażej – Co u diabła…?
Ruszyli więc na dół, aby się przekonać.
Polski… mógł poczekać.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Oooo kuuurrr*aa! – jęknął Adam, zatrzymując się jak wryty. Obok jego Prelude stała bowiem najprawdziwsza, krwistoczerwona Honda Integra – Jaaa pieeeer**le!
Reszta męskiej części klasy podzielała jego zdanie, więc tylko stali, kontemplując wóz.
- Nie pier**l, bo se dziecek narobisz – odpalił Andrzej, górując wzrostem nad kumplami – Co to za auteczko, co, Jack?
Karol parsknął lekko, podobnie jak Maciek i Michał. Ci doskonale zdawali sobie sprawę, z czym mają do czynienia, a ignorancja Andrzeja po prostu ich bawiła. Jacek odparł jednak, nie kryjąc dumy:
- Honda Integra Type R. Najprawdziwsza ITR, oryginalna, rocznik 2000. To maleństwo kręci się do prawie 9000 obrotów, i ma pod maską 250 koni przy tonie masy. – przerwał, zadowolony z efektu, jaki wywołał. Szczęki części kumpli powędrowały ku dołowi. – Nie ma lepszego FF na świecie.
- Piękne felgi – stwierdziła Natalia, przyklękając przy jednej z nich. Kute obręcze w złotym kolorze idealnie komponowały się z czerwonym lakierem - Volk, RAY’S TE37. Oryginalne? – zapytała grzecznie.
- Oczywiście! – odparł Jacek, puchnąc z dumy – Felgi Volk, zawieszenie Mugen, tunera Hondy, hamulce Brembo z zaciskami Ferodo, rozpórki i wydech również Mugena… - wymieniał na jednym oddechu.
- Odpalisz ją i dasz nam posłuchać gry motoru? – poprosił Maciek. Rzadko zdarzało się, by pytał tak grzecznie.
Jacek bez słowa otworzył maskę, i wsiadł do środka auta. Rozrusznik zakręcił tylko raz, po czym silnik odpalił.
W tym przypadku „odpalił” nie było jednak najodpowiedniejszym słowem. Jednostka oznaczana kodowo jako B18C6 zaczęła swój śpiew, niezwykle czysty i pieszczący uszy rasowym rykiem czterocylindrowego, wysokoobrotowego motoru. Jacek wcisnął gaz, a silnik zaryczał wściekle, kręcąc się do zawrotnych dziewięciu tysięcy obrotów. Piekielny ryk, pomieszany z sykiem turbiny, ponownie wprawił klasę w osłupienie.
I zachwyt.
Wracający na lekcję z placu przed Osuchem uczniowie przystanęli, obserwując egzotyczny wóz i słuchając gry motoru. Tłum szybko gęstniał, wywołując na twarzy Jacka coraz większy uśmiech. Zdawał sobie sprawę, że dysponował teraz najlepszym autem w klasie. Dla niego liczyła się możliwość ponownego nawiązania walki, i udowodnienia, że jest najlepszym kierowcą. Podziw związany z prezencją, unikatowością, a nade wszystko dźwiękiem ITR’a był tylko dodatkiem.
Ale cholernie miłym dodatkiem.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Błażej kątem oka dostrzegł we wzbierającym dookoła Integry tłumie osobę, na widok której jego serce zabiło znacznie szybciej. Emocje związane z nowym wozem Jacka nie mogły się nawet równać z tym, co wywoływało u niego pojawienie się Karoliny.
- Cholera – pomyślał – Jakkolwiek bym temu nie zaprzeczał, z każdym kolejnym dniem coraz silniej odczuwam fakt, że ją… kocham. Nawet gdyby nie zmieniła się od naszej rozmowy na amfiteatrze, a potem po spuszczeniu łomotu temu ćpunowi z Justy, nie uciekłbym od tego uczucia. Ale ona… zmieniła się, zmieniła się diametralnie. Towarzystwo, zachowanie, nałogi, wyniki w nauce…
… wszystko to było teraz… idealne.
I, choć wydawało się to nieprawdopodobne… stała się jeszcze piękniejsza.
Przez jego myśl przeleciała nagle świadomość faktu, że teraz problem może stanowić jego osoba.
Skoro zechciała zmienić się w takim stopniu, to czy nie uzna, że zasługuje na kogoś… lepszego?
Chwilowa utrata pewności siebie szybko ustąpiła jednak miejsca standardowej dla Błażeja świadomości własnej wartości. Nie należał do ludzi, którzy rozmyślają nad problemami. Osiągnięcia w sporcie i nauce nauczyły go, że problemy należy brać za rogi i rozwiązywać w sposób maksymalnie efektywny, a jeśli się dodatkowo da – efektowny.
Skoro Karolinę zainteresowała nowa gablota Jacka, to najlepszym i najbardziej widocznym sposobem na udowodnienie swojej wartości będzie…
Silnik przycichł nieco, wracając na niskie, jałowe obroty, po czym po kilkunastu sekundach, potrzebnych na schłodzenie turbo, zgasł.
- I jak? – zapytał Jacek, wysiadając. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że pytanie miało na celu tylko i wyłącznie pognębienie kumpli, pełna ekstatycznej frajdy i satysfakcji mina Jacka dobitnie wskazywała na fakt, że dla niego nie było lepszego auta, i piękniejszego dźwięku.
- Cudowna. – stwierdził z uznaniem Maciek.
- Niesamowita – skomentowała Natalia.
- Przepiękny dźwięk – dodał Michał, przez króciutką chwilę czując chęć powrotu do wyścigów. Myśl o Amelii szybko jednak przywróciła mu trzeźwe myślenie.
- Zaje**sta – przytaknął Tadeusz. Nie mógł się jednak powstrzymać od cynicznego uśmiechu. To, co za raptem kilka dni… maksimum tygodni stanie się jego wozem, samym dźwiękiem silnika wgniecie tego ryżojada w asfalt.
- Brzmi całkiem znośnie – z lekceważeniem odezwał się Błażej – Ale ile tak naprawdę jest warta… na trasie?
- Wierz mi, że dużo. – odparł Jacek.
- Powiedzmy, że nie uwierzę, dopóki… nie zobaczę. – sarknął Błażej.
Tłum ucichł.
- Chcesz mi coś zaproponować? – zapytał z lekkim niedowierzaniem Jacek.
- Inauguracja sezonu na Serpentynach ma odbyć się w tą sobotę – zaczął beznamiętnie Błażej – Do tego czasu droga powinna być całkowicie czarna i względnie sucha, szykuje się potężna impreza na rozpoczęcie, nasypy, pobocza i parkingi będą pełne widzów. To chyba dobra okazja, żeby zobaczyć, co potrafi taka… nie ukrywajmy, przeceniana Integra. Co o tym sądzisz, Jack?
Jacek zmarszczył brew, ale nie zastanawiał się długo. Integrę miał ledwie dzień, ale już czuł symbiozę z tym autem. Była bardzo podobna do jego Civica, ale jeszcze niższa masa, znacznie wyższa moc i idealne wręcz wyważenie, połączone z dającym kopa turbo sprawiały, że jazda tym samochodem była zupełnie nowym doznaniem. Lekkość i łatwość prowadzenia, przewidywalność zachowań i stabilność były jeszcze lepsze niż w jego poprzedniej Hondzie. Już czuł, że wóz był wart swojej ceny. I że z całą pewnością go nie zawiedzie.
MR2 Błażeja miała 50 koni mniej. Jeśli coś tutaj było przeceniane, to jego „legendarny” układ MR. Chce pojedynku? Będzie go miał!
- OK. – odparł – Ta sobota, moja ITR kontra twoja MR2 SW20. Tego chcesz? – upewnił się jeszcze.
- Tego – odparł cynicznie Błażej – Dokładnie tego, Jacuś.
Zebrani dookoła nagrodzili obu kierowców gromkimi brawami. Błażej z zadowoleniem stwierdził, że uwaga Karoliny przeniosła się w całości na niego…
Koniec tygodnia zapowiadał się niezwykle ciekawie…

- A więc to tak – pomyślała Joasia, spoglądając z okna na rozgrywającą się pod szkolnym gmachem scenę. Spojrzenie Błażeja na tą całą Karolinę było aż nadto oczywiste – On dalej kocha tą pustą jak wiadro laskę. I marnuje się…
Jej wzrok przeniósł się na jej przyjaciółkę, Natalię, która również z zainteresowaniem oglądała nowe auto Jacka. Wprawdzie po sprzedaży, na jej wyraźne życzenie zresztą, ich czerwonego Dodge’a stosunki między nią i Natalią pogorszyły się, ale mimo wszystko Joasia nadal uważała, że para Natalia – Błażej jest jedynym sensownym i właściwym rozwiązaniem.
A w sytuacji, gdy oni nie potrafili sami zrobić pierwszego kroku, to ona, Joasia, musiała postarać się o to… za nich.

 

- No to jak, chłopaki – rzucił Jack po wyjściu ze szkoły – Na dziś pozostało tylko jeszcze jedno pytanie wymagające jednej, zaje****ie ważnej odpowiedzi…
- Taa. Kręgle czy biliard? – dokończył za niego Marcin – Osobiście wolę kręgle.
- Kręgielki – pokiwał głową Andrzej – Bilardzik był w zeszły piątek.
- Też jestem za kręglami – stwierdził Jacek – Ktoś ma coś przeciwko?
Reszta męskiej części klasy pokręciła głowami, przecząco.
- Dopóki ty stawiasz – wyraził vox populi Adam – To idziemy gdziekolwiek. Bo że dzisiaj stawiasz to jest rzecz pewna. Nowy wózek zobowiązuje.
Jacek machnął ręką, i z uśmiechem odparł:
- A niech tam… zgadzam się. Kto dzisiaj robi za „Krzysia”?
- Odwozić was własnymi furkami? Spoko! Ja mogę! – rozradował się Sebastian, właściciel Golfa VR6.
- Dzięki, Sebciu – odrzekł Jacek – W takim razie… w auta i jazda.
- Mnie dzisiaj nie liczcie… - odezwał się Karol.
Klasa spojrzała na niego, zaskoczona.
- Robota… sami rozumiecie – wyjaśnił.
- A, spoko… szkoda.
Karol odwrócił się, i ruszył w kierunku dworca autobusowego.
Zdawał sobie sprawę ze swojego łgarstwa. Z drugiej strony jednak, oni nie musieli wiedzieć.
Jeszcze nie…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Trzy litry pojemności, silnik N/A, stan jednostki idealny. 286 koni mechanicznych, ale potencjał silnika jest znacznie większy. Te rzędowe szóstki to potężne bloki. Od strony wizualnej i technicznej utrzymana jest tak, jak ją fabryka na świat wydała, żadnego tunningu czy pakietów stylistycznych. One tego nigdy nie potrzebowały… - właściciel auta zawiesił głos - … ale to wszystko już pan wie.
- Wiem – odparł Karol – Byłem tu u pana praktycznie co miesiąc, musiałem zawsze choć na nią spojrzeć. Bardzo się cieszę, że dotrzymał pan słowa, i zachował ją dla mnie…
- Pasjonat pozna pasjonata marki – odparł z uśmiechem mężczyzna w sile wieku – Swoją drogą, bardzo pan młody jak na taki wóz. To kawał potężnej maszyny…
- I to również wiem… tyrałem w warsztacie i chwytałem się każdej roboty, aby zarobić na ten samochód i jego utrzymanie. To jedno z moich marzeń… i mam zamiar je spełnić.
Mężczyzna przytaknął, z uznaniem.
- Cena taka, jak ustaliliśmy? – zapytał z nutą niepewności w głosie Karol, sięgając do trzymanej w ręku aktówki.
- Dwadzieścia dwa tysiące złotych – odparł właściciel.
Karol zamarł.
- To mniej, niż ustalaliśmy – stwierdził, zaskoczony.
- Mój syn również jeździ na Serpentynach – odparł właściciel – Opowiedział mi pana historię. Jako fan BMW chciałbym choć trochę ułatwić… rewanż.
- Dziękuję – odparł Karol, z niedowierzaniem. Upust ceny o 3 kawałki to była spora ulga dla kieszeni – Nawet nie wie pan, ile to dla mnie znaczy…
- Wiem – odparł właściciel, z błyskiem w oku – Też kiedyś byłem młody…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Silnik Prelude grzmiał, gdy przy akompaniamencie syku turbo mknął po najszybszym pasie S1. Autostrada była tej wtorkowej nocy wyjątkowo pusta, oprócz powoli sunących prawym pasem TIR’ów nie było na niej żywej duszy.
Jednym z warunków awansu w „K>260” było pokonanie określonej liczby zawodników, najlepiej zrzeszonych w innych klubach. Z tego względu, bywał na autostradzie praktycznie każdego dnia. Adam zastanawiał się czasem, skąd wytrzasnął by pieniądze na paliwo jeszcze trzy lata temu, gdy litr benzyny kosztował niewyobrażalne 4,80. Cholerne spekulacje ucięło jednak fantastyczne odkrycie potężnych złóż ropy w polskiej strefie wpływów morza Bałtyckiego, a także zakończenie konfliktu w Afganistanie, do czego walnie przyczyniła się krwawa jatka, jaką dzielni Polscy wojacy uczynili, natknąwszy się przypadkiem na centralę Al-Kaidy. Odkrycie kryjówki rzeczywiście należało uznać za przypadkowe, gdyż jak wyznał jeden z żołnierzy, celem poszukiwań w tym rejonie były nielegalne bimbrownie. Tak czy inaczej, przy cenach rzędu dwa złote za litr wysokooktanówki, wypady na autostradę nie były już takim obciążeniem dla uczniowskiej kieszeni. Pozostawała jeszcze kwestia ekologów, ale na nich Adam lał, jak sam to określał: „sikiem prostym”. Ważniejszym problemem był fakt, że Andrzej i jego S6 mieli już na koncie więcej „ustrzelonych” przeciwników…
We wstecznym lusterku ujrzał nagle rozbłysk światła. Krótkie spojrzenie na prędkościomierz uświadomiło mu, że mknie ponad 250km/h, a jego wóz cały czas przyśpiesza. Dotychczasowy rekord, jaki osiągnął jadąc w tunelu aerodynamicznym Audi Andrzeja wynosił 307km/h, ale od tego czasu zwiększył ciśnienie w turbo…
… ale czym, u diabła, był zbliżający się wóz, skoro robił to w takim tempie?!
Wdusił gaz do oporu, zwiększając prędkość do 270, ale światła cały czas się zbliżały. Mógł już rozpoznać kształt reflektorów, eliptyczne, zachodzące nieco na przednie błotniki, z podwójnymi światłami.
Chwilę później, gdy na budziku miał już 285, rozpoznać mógł kolor auta, będącego już raptem kilkanaście metrów za nim. Czarny, intensywnie czarny…
Szarpnął się w fotelu, próbując zmusić swój wóz do jeszcze szybszego przyśpieszania, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Sekundy później, usłyszał po prawej potężny ryk, który momentalnie zidentyfikował jako amerykańskie V8. W następnym momencie, opływowy, wielki czarny kształt przemknął obok, nie zostawiając Adamowi żadnych złudzeń co do sensowności pościgu. Zdążył tylko dostrzec dwa szczegóły.
Oznaczenie 5,7 GTO na tylnej klapie.
I charakterystyczną naklejkę na tylnym nadkolu.
„K>260”…