10. „Priorytety”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Nie ma się nawet co spodziewać powtórki z poprzedniego pojedynku – zauważył Karol, kilka minut przed jedenastą – Pogoda jest niezwykle stabilna, trasa oprócz stałych fragmentów sucha… idealne warunki. Wynik bardzo niepewny.
- Z jednej strony bardzo dobry, doświadczony kierowca, jakim jest Błażej, i znakomita, stunningowana pod touge MR2 SW20 – dodał Mateusz - A z drugiej Benedykt i jego WRX STi…
- Do niedawna twój. – parsknął śmiechem Sebastian.
Mat machnął ręką. Nie miał najmniejszego choćby sentymentu do tego auta.
- Benedykt jest największym zaskoczeniem ostatnich tygodni – stwierdził Michał – Odkąd dobrał się do Imprezy nie przegrał ani jednego pojedynku, i ponoć nabił mnóstwo kasy na zakładach, idąc o diablo wysokie stawki… musi być bardzo pewny siebie.
- Należy zauważyć, że Impreza WRX STi to potężna maszyna – Maciek, odkąd dostał wciry od Błażeja, stał się na powót do rany przyłóż kumplem, z bardzo sensownymi spostrzeżeniami – Moc jest o ponad 20 koni wyższa niż MR2, wprawdzie masa również rośnie… i to o przeszło 200 kilo… ale jej rozkład i znakomity napęd na cztery koła powinien to zniwelować. Pod względem parametrów, nieznaczną przewagę ma MR2… no ale to 4WD w Imprezie… sam nie wiem. Lepiej przyśpieszać będzie SW20, dzięki Twin-Screw, ale Subaru przewyższy Toyotę pod względem prędkości. Naprawdę, nie wiem…
- To jaki typujecie wynik? – rzucił standardowe pytanie Sebastian – Ja obstawiam na Błażeja…
- Błażej – przytaknął Michał.
- Błażej – mruknął Mateusz – Ale bez przekonania…
- Błażej – kiwnął głową Karol – Doświadczenie za kółkiem MR2 ma dłuższe, niż Ben w STi.
- Benedykt – stwierdziła Natalia.
- Ben – odezwał się Maciek – Nie zapominajmy, że ostatnim razem tylko rozbicie się pozbawiło go wygranej…
- Benedykt – duknął Jacek, stojący nieco na uboczu…

Spojrzał wprost w jej szare oczy, i stwierdził z pewnością w głosie:
- Wygram ten wyścig… dla ciebie. Nie pozwolę kretynowi pokroju Benka nabijać się z… nas.
Karolina uśmiechnęła się tylko lekko, i odparła:
- Uważaj na siebie.

Obserwowała, jak Benedykt zajmuje miejsce w swoim nowym, niebieskim Subaru, i czuła się… dziwnie.
Z jednej strony, to w właśnie w tym miejscu, w pojedynku z tym samym Błażejem jako przeciwnikiem, ten skur**syn tak okrutnie ją odrzucił i zranił, ale z drugiej…
… bała się o niego. Nie wiedzieć czemu… bała się.
Iwona postąpiła krok do przodu, chcąc mu to powiedzieć, ale w ostatniej chwili powstrzymała się.
- Czy ja zgłupiałam?!

- Zaczynam odliczanie!

- Trzy!

- Dwa!

- Jeden!

- START!!

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Depnął pedał gazu stopniowo do oporu, a dwulitrowy, turbodoładowany bokser katapultował Imprezę po stumetrowej prostej w kierunku pierwszego zakrętu. Benedykt wręcz chorobliwie marzył o tym, żeby udowodnić wszystkim klasowym i szkolnym idiotom, wszystkim idiotom dookoła, że wykpiwanie go i naśmiewanie się było błędem.
Cholernie wielkim błędem.
Impreza WRX STi, kupiony od Mateusza Bug-Eye, była do tego idealnym narzędziem.
A mknący obok Błażej, jego pedałkowata, tunningowana MR2 i pier**lona pewność siebie doskonałymi obiektami, których upokorzenie powinno wszystkich raz na zawsze nauczyć rezonu.
Zmienił bieg, i spojrzał w prawo, na będącą na wewnętrznej do pierwszego zakrętu MR2.
- Szlag – zaklął.
Wóz bowiem uparcie nie chciał dać się odstawić…

Twin-Screw pod pokrywą silnika wydawał z siebie opętańczy wizg, ale mimo tego dobiegający zza pleców Błażeja świdrujący dźwięk był jedną z piękniejszych melodii, jakie słyszał.
Dość powiedzieć, że nawet legendarna Impreza WRX STi nie była w stanie mu uciec.
- O nie, ty zas*any durniu – warknął, zmieniając bieg. Pierwszy zakręt, C-11, rósł w oczach. Zajmował wewnętrzną, to on w tej sytuacji powinien obrać przód – Nie odpuszczę ci, nigdy w życiu!
Do C-11 pozostało niecałe dwadzieścia metrów…

- Idą łeb w łeb – stwierdził fakt Maciek – Równiutko, zderzak w zderzak...
Wszyscy wyczekiwali na moment, w którym zapalą się światła hamowania.
Ten jednak nie następował.
- Impreza musi odpuścić – rzucił Michał – Ben jest na zewnętrznej, w takiej sytuacji to samobójstwo… nie da rady…

- Odpuść! – jęknęła głośno stojąca nieopodal Iwona, sama nie wiedząc, czemu – Zaklinam cię, odpuść mu…

- Nie zrobi tego – mruknął Mateusz bez emocji – Żaden z nich nie odpuści przeciwnikowi.
Nie mylił się.
Auta zwolniły prawie jednocześnie, równo, do tej samej prędkości, po czym weszły w C-11.
Obok siebie.
- O cholercia jasna! – ryknął Sebastian.
Publika zawyła z zachwytu…

- Ty popieprzony draniu – syknął Błażej, wychodząc z zakrętu. Impreza była tuż obok niego, na C-11 pomiędzy ich auta nie dało by się chyba wsadzić nawet kartki papieru – Nadal naiwnie sądzisz, że pozwolę ci wygrać?!
Docisnął gaz do podłogi, ale pomimo tego Subaru po jego lewej zaczęło powoli, ale systematycznie wysuwać się do przodu. Sto pięćdziesiąt metrów opadającej w lekkim downhillu prostej, dzielące ich od C-12, ciasnego, ostrego w lewo, faworyzowało auta o wyższej mocy.
Takie jak Impreza.
Lepsze przyśpieszenie, wynikające z nielagującego kompresora Twin-Screw nie miało w tym przypadku takiego znaczenia.
- Nie przegram! – pomyślał – Nie mogę przegrać. Uśmiech Karoliny gdy stwierdziłem, że wygram to dla niej… to dostateczny dowód, że nie była by zadowolona. Zresztą, co ja mówię… sam bym sobie tego nie wybaczył!
Subaru jednak systematycznie wysuwało się naprzód…

- Mam cię! – parsknął zadowolony z siebie Benedykt – Wiedziałem, że wyższa moc będzie tu decydująca!
Zerknął w lusterko, tylko po to by upewnić się, że od maski MR2 dzieli go raptem kilkanaście centymetrów.
Wystarczy.
Odbił w prawo, i znalazł się przed SW20.
Obrał przód.

- O nie, Beniu, nie będzie tak łatwo, jak ci się wydaje! – przyhamował na granicy przyczepności, i pomknął w ciasnym, ostrym jak diabli C-12 z gazem w podłodze, dokładnie po linii nadawanej przez Imprezę.
Zdawał sobie sprawę, że taki zakręt wymagał od Benedykta przyhamowania.
WRX STi miał silnik z turbo. Będzie przyśpieszał wolniej, bo na pewno stracił ciśnienie.
A wtedy przekona się na własnej skórze, co to znaczy przyśpieszanie z Twin-Screw pod pokrywą silnika!

Wypadli z zakrętu jeden za drugim, po idealnej dla używających gripu aut linii.
Benedykt dodał stopniowo gazu, obserwując pnącą się do góry wskazówkę doładowania.
Nagły wizg z lewej strony zwrócił jego głowę w tamtym kierunku.
- O kur*a! – zaklął.
MR2 zdążyła się już bowiem zrównać maską z jego drzwiami…
- Po moim trupie! – wrzasnął, i wdusił gaz do oporu.
Impreza zamieliła lekko kołami, po czym zaczęła w szybkim tempie nabierać prędkości.
Toyota jednak nie znikała…

- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. – mruknął Błażej, wrzucając czwórkę. Manewr z całą pewnością był dla tego kretyna zaskoczeniem. Zaraz za zakrętem odbił na lewy pas, a świetnie wyważona, niezwykle stabilna MR’ka posłuchała go bez zająknięcia. Błyskawiczne przyśpieszanie, zapewniane przez dwuśrubową sprężarkę było czymś, o czym Ben nie mógł nawet marzyć…
Dwustumetrowa prosta, następująca po C-12 nie pozwoliła mu jednak wyprzedzić. Prędkość znowu zrobiła swoja.
MR2 pozostała na wysokości tylnego błotnika Subaru, nie dając się jednakże „strząsnąć” z powrotem na tył.
Dopadli do C-13, lekkiego w prawo praktycznie jednocześnie.
I weszli w niego bok w bok…

- Tu prosta po C-13 – rozległo się w głośnikach – Impreza i MR2 pokonały C-13 obok siebie, przy prędkości… cholera, nie pamiętam, żeby ktokolwiek zrobił to w takim tempie… idą już maska w maskę, zaraz będą wchodzić w C-14… o do diaska, czy oni chcą to znowu zrobić, nie puszczając żadnego na przód…?!
Sprawozdawca nie mylił się…

- O ty ciole – rzucił inwektywą do przeciwnika Ben, wychodząc z C-14. MR2 nadal pozostawała tuż obok niego, gdyby odwrócił głowę mógłby utrzymywać kontakt wzrokowy z Błażejem – Jak długo masz zamiar jechać tuż obok mnie?!
Kilkanaście metrów prostej, dzielące C-14 od średniego, długiego wirażu w lewo, C-15 pokonali błyskawicznie. Czego by nie powiedzieć o Błażeju, to nijak mógł odmówić mu odwagi. W zakrętach, pomiędzy ich auta nie dało by się wsadzić szpilki, najmniejszy błąd doprowadził by do koszmarnej kraksy, a ten szaleniec… nie odpuszczał.
- Teraz już musisz zwolnić! – jęknął – To ostrzejszy zakręt, nie zaryzykujesz chyba utraty trakcji i uderzenia… we mnie?!
Zaryzykował.

- Tu C15! Ja pier**lę! Nowy rekord sektora! Na wyjściu zmierzyliśmy czas… ci szaleńcy przeszli gripem przez C-15, idąc cały czas bok w bok! Auta zniosło praktycznie równocześnie, dałbym głowę, że zetknęli się lusterkami…to szaleństwo! Nie… nie pamiętamy tu nawet, żeby pojedynek tak długo odbywał się zderzak w zderzak…
- Oni naprawdę są poje… pogrzani. – zreflektował się Michał. Amelia, jego dziewczyna, prychnęła gniewnie. Michał nigdy nie przeklinał.
- Co właściwie sprawia, że są w stanie tak ryzykować? Ktoś z was wie… choćby domyśla się, co ich motywuje? – zapytał Maciek – To grzech tak ryzykować, tu wystarczy drobny błąd i… nie ma ich.
- Dla Bena to jedyny sposób żeby udowodnić, ile tak naprawdę jest wart – odpowiedziała mu niespodziewanie Natalia – On nigdy nie pogodził się z faktem, że zaszufladkowaliście go jako dziecinnego, patetycznego Casanovę…
Nim ktokolwiek zdążył skomentować, Mat dodał:
- W przypadku Błażeja presja jest równie wielka, jeśli nawet nie większa. Walczy z przeciwnikiem, którego nigdy nie znosił, z którym za ostatnim razem teoretycznie przegrał. Co jednak ważniejsze, jest w zupełnie nowej sytuacji życiowej. Karolina, która…
- … wobec której nie czuje się obecnie dostatecznie doskonały. – wszedł mu w słowo Michał, najlepszy przyjaciel Błażeja – Dla niego to też jedyny sposób, żeby dowieść, ile jest wart…
- Co więc rozstrzygnie pojedynek… gdzie leży… granica ich odwagi? – zapytał Sebastian.
- Dopóki któryś z nich nie uzna, iż ryzyko przewyższa zysk… - odpowiedział mu Michał - Nie odpuści… żaden.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Są już w połowie czterystumetrowej prostej! Impreza pokazała pazur, znowu dzięki wyższej mocy wysunęła się przed MR2 i odzyskała prowadzenie, ale Toyota jest o metr za nią… walą prawie 200 kilometrów na godzinę… Ja pier**lę, czy oni zdają sobie sprawę, że zbliżają się do najbardziej przeje**nego zakrętu, do mokrego jak sam skur**syn C-16?! – wył sprawozdawca.
I dopiero wtedy, w tym momencie Iwona zdała sobie sprawę, co czuje.
- Kocham tego drania – pomyślała z przestrachem – Pomimo tego, co zrobił, kocham go, a on…
On zaraz może zginąć, nawet się o tym nie dowiedziawszy.
I wtedy padł na nią blady strach, tak do niej niepodobny…
- Caroline – wyszeptała – Powiedz mi, dlaczego ty… dlaczego pozwalasz się Błażejowi ścigać, skoro to takie diabelnie niebezpieczne… czy ty… czy ty się o niego nie boisz?!
- Boję się – odparła z dziwnym, udawanym spokojem w głosie Karolina – Boję się wręcz nieludzko, ale on… on powinien wiedzieć, co jest w tej sytuacji najważniejsze…

Tył Imprezy z wulgarnym spojlerem znajdował się praktycznie na końcu jego maski, ale mimo tego Błażej widział i wiedział, że są już bardzo blisko diabelnie ciasnego i strasznie ostrego nawrotu w prawo, znanego jako C-16.
Wiedział, że jest tu mokro. Że szlam zalewający zakręt sprawia, że trakcja jest praktycznie zerowa.
Ale mimo tego, nie odpuścił.
Możliwe, że to właśnie w takim miejscu los da mu szansę na zmianę lidera…

Ben ostatnim rzutem oka ocenił zakręt. Do C-16 pozostało 40 metrów.
Najwyższy czas.
Był całkowicie pewien, że sytuacja z ich ostatniego pojedynku, z tego właśnie przeklętego wirażu już się nie powtórzy.
Ufał i wierzył w legendarne możliwości trakcyjne swojej Imprezy.
Moment nadszedł.
Odbił na zewnętrzną, i zaczął wytracać prędkość, do i tak niewyobrażalnej dla innych kierowców wartości…

- Jest! – wrzasnął Błażej, widząc zwalniającą się wewnętrzną – To moja szansa!
Zwolnił do prędkości, która na każdym tak ostrym zakręcie pozwalała mu pokonywać go na granicy przyczepności, wycelował maską w przestrzeń pomiędzy Subaru i barierką, skręcił kierownicą i dał pełen gaz.
Tutaj jednak, w tak niecodziennym miejscu jak C-16, geniusz modyfikacji Ranalcusa nie dał sobie rady.
Nie było to po prostu fizycznie możliwe.
Nie wiedział o tym, podejmując próbę ataku…

- O kur*a! – zawyła publika zgromadzona za barierkami C-16 – Czy oni powariowali? Nikt nie jechał tu tak szybko, przecież…
Czteronapędowa Impreza pomknęła od zewnętrznej do wewnętrznej, na granicy przyczepności, po idealnej linii.
Tylnionapędowa MR2 dotarła do środka zakrętu, zrównując się z WRX’em. Wszyscy mogli by być w tym momencie pewni, że da radę wcisnąć się przed Subaru.
To jednak było C-16.
I manewr zamienił się w tragedię…

Poczuł, jak tylna oś traci przyczepność, a krótka SW20 zaczyna błyskawicznie uciekać tyłem i z ogromną siłą obracać się wokół własnej osi.
Mokry, niesamowicie śliski C-16 nie dał szans tylnionapędowemu autu, którego idealna trakcja na suchej nawierzchni w przeciwieństwie do 4WD zupełnie traciła się na mokrym.
Nie wiedział o tym. I teraz, w tym ostatnim momencie, miał się tego nauczyć.
Nim jakakolwiek myśl dotarła do jego umysłu, odruchowo założył kontrę i zaczął dusić pedał gazu, walcząc o przywrócenie trakcji.
Nie dało to nic.
Wtedy dopiero zdał sobie sprawę, co się dzieje…

Publika zamarła, i wstrzymała dech. Sytuacja była beznadziejna.

Przed oczami zaczęły mu się przesuwać kolejne sceny.
Dotychczasowe osiągnięcia.
Plany na studia.
Plany na życie.
Marzenia.
Karolina!!
Dotarło do niego, że tak oto traci wszystko, co osiągnął, że oto długo wymarzona ukochana, która zmieniła się specjalnie dla niego, miała stracić chłopaka w całkowicie zawinionym przez niego wypadku.
Za ułamek sekundy rozbije się na zgromadzonych na poboczu wielkich balach drzew, i nic, żaden szept, żadna pieszczota, żaden pocałunek nie pozwoli im się już…
… cieszyć sobą.
Przeklął swoją głupotę.
Przeklął, że podjął się bycia z dziewczyną, która przewyższa go pod względem osobowości i wartości.
Przeklął, że podjął się dla niej wyzwania, które go…
… zabiło.
Czy ona naprawdę tego ode mnie… oczekiwała?
Myśli mknęły jak oszalałe.
MR2 sunęła w olbrzymim pędzie bokiem, po najstraszliwszym, najbardziej śmiercionośnym zakręcie na Salmopolu…

- Rozwali się! – ryknął jeden z obserwatorów.
Jego głos zmroził wszystkich słuchających na Szczycie.

Minął się z balami drzew, środek ciężkości z tyłu auta pociągnął go dalej po wirażu.
Jego radość mogła trwać tylko krótką chwilę.
SW20 leciała prosto na dzielące go od wielkich świerków barierki. Nie mógł nawet liczyć, że uchronią go one od zawinięcia się na drzewie.
Nie uchroniły by.
Minął się z barierką o włos.
Utrzymał na drodze, przodem do kierunku wyścigu.
Przeżył.

Nie zareagował zdroworozsądkowo.
Zredukował bieg, wdusił gaz do oporu, i rzucił się w pościg za Imprezą.
Widać nie wszystko jeszcze było stracone…

- Tu C-16! MR2 nie rozbiła się! Powtarzam, Toyota cudem uniknęła rozwalenia się zarówno na balach w środku zakrętu, jak i na drzewach na wyjściu… ten koleś musi mieć chyba anioła stróża o stalowych jajcach… SW20 wraca do walki! Traci 50 metrów do WRX’a, ale jednak nie rezygnuje…
Karolina westchnęła ciężko.
Nie przyznała by się z tego nikomu, ale… modliła się.
- On musi kochać do szaleństwa, skoro jest gotów tak dla ciebie ryzykować – zauważyła z nutą zazdrości w głosie Iwona.
Nie odpowiedziała…

Twin-Screw wył opętańczo, podczas gdy Toyota mknęła przez C-17, średni, ale dość szeroki wiraż w lewo, nieomal wpadając wewnętrznymi kołami do guliku. Pluł sobie w brodę, że nie przećwiczył wykorzystywanej przez Mateusza i Karola techniki, tego słynnego „gutter-drivingu”, który pozwolił by mu jechać teraz jeszcze szybciej, ale…
Wóz mknął na granicy przyczepności, chwila słabości na C-16, gdy zwątpił w siebie, w możliwość bycia z Karoliną… to było głupstwo. Musiał o nią walczyć, musiał dopaść Benedykta… nie mógł się poddać, jak pierwszy lepszy frajer!
Błyskawicznie zmienił bieg, i wyrwał do przodu po ciasnej, dwustumetrowej prostej. Każdy z 250 koni napędzających tylnią oś dawał z siebie wszystko, rozpędzając MR2 do blisko 180km/h.
Musiał odrobić stratę.
Czterdzieści metrów do niknących już w C-18, lekkim w prawo, świateł stopu Imprezy.
- Cienias – przemknęło Błażejowi przez głowę – Tu da się pójść bez hamowania…
Nawet na moment nie puścił gazu, i zaatakował C-18 z blisko dwoma setkami na liczniku.
Toyotę zniosło do zewnętrznej, ale tylko odrobinę.
- Dobrze, maleńka! – poklepał kierownicę – Teraz to samo na C-19!
Kolejne 40 metrów prostej przeminęło błyskawicznie. Z zadowoleniem stwierdził jeszcze, że od WRX’a dzieli go już około 30 metrów.
- Ogniem! – wrzasnął, i wszedł w lekki w lewo, bliźniaczy do C-18 zakręt C-19.
Opony zapiszczały, ale wóz utrzymał nadawaną linię.
Wyskoczył z zakrętu, i spojrzał przed siebie.
Do Imprezy zostało ledwie 25 metrów, ale długa, dwustu pięćdziesięco-metrowa prosta przed C-20 da Benowi po raz kolejny przewagę w prędkości…
Nie zmieniało to faktu, że w ciągu trzech zakrętów zmniejszył dystans przeszło o połowę.
Nadal miał szansę!
Gaz wbity w podłogę, równe doładowanie dwuśrubowej sprężarki wgniata w fotel.
Sprzęgło, czwórka, gaz.
Impreza oddala się. Trzydzieści metrów, ale…
C-20 osiągnęli błyskawicznie.
- Nie tak źle – mruknął – Trzydzieści metrów. Dam radę.
Znów postanowił pójść bez hamowania. Ran był geniuszem, pomijając mokre C-16 SW20 kleiła się wręcz do drogi. Aerodynamika podwozia, nastawy zawieszenia, wielkość i typ opon… niby pierdoły, a… czyniły cuda.
Odbił kierownicą, i zaatakował C-20, lekki w prawo.
Wóz ponownie go nie zawiódł.
- 15 metrów! – zauważył radośnie – Jeszcze jeden zakręt i mam cię, skur**synu!
Docisnął gaz, i szybko przemknął przez dzielące go od C-21 100 metrów prostej.
- Jeszcze raz… i wracamy do gry!
Odbił kierownicą, i zaatakował C-21, lekki w lewo.
Opony zawyły opętańczo…

- O kurna. – warknął Benedykt, spoglądając w lusterko na wyjściu z C-21 – Jak ten sukinsyn…
Toyota wypadła z zakrętu po znakomitej linii, nieznacznie tylko ślizgając się do zewnętrznej, i znalazła się pięć metrów za nim
- Co ci tak zależy, ty popieprzony człowieku?! – syknął Benek, depcząc gaz – Nie licz, że dasz radę wygrać, nie mogę ci na to pozwolić…
Spojrzał przed siebie, i mimowolnie się uśmiechnął.
Siedemset metrów ciasnej prostej, poprzeplatanej niewielkimi zakręcikami, praktycznie nie wpływającymi na linię jazdy, zdecydowanie sprzyjało jego WRX STi.
- I co teraz? – zapytał, wrzucając wyższy bieg…

- Szlag – zaklął pod nosem Błażej. Impreza ponownie zaczęła się powoli oddalać.
Zmienił bieg, i depnął na pedał gazu. Wskazówka prędkościomierza przemknęła przez dwie setki. Reflektory miały już problem z wyciąganiem kształtów innych niż kilka metrów drogi przed nim, ale…
- Beniu i tak ma większy problem, prowadząc. Pomimo „długich” nie widzi pewnie… nic – mruknął z satysfakcją.
Miał rację.
Dystans po chwili przestał bowiem maleć…

Musiał zwolnić, przy takiej prędkości, w nocy, nawet na długich nie widział nic.
W bladym świetle świateł Benedykt widział już jednak kontur znajdującej się na zewnętrznej restauracji.
C-22, długi, ostry wiraż w lewo, był bardzo blisko.
Zdjął nogę z gazu, odczekał do momentu w którym był już prawie pewien, że musi zacząć hamować, przeskoczył na zewnętrzną i depnął na pedał hamulca…

- Teraz! – wypalił Błażej, obserwując manewr będącej niecałe dziesięć metrów przed nim Imprezy. Idiota Benek znowu zwolnił mu wewnętrzną – Czas na zmianę lidera!
Zbliżył się do tyłu Subaru na kilka metrów, nadal mknąc przeszło setką, odbił na wewnętrzną, wdusił hamulec i zaatakował zakręt…

- Poje**ło cię?! – wrzasnął Benedykt, ściskając mocniej kierownicę – Co ty chciałeś zrobić?!
Wcisnął pedał hamulca w przekonaniu, że idąca po wewnętrznej z ogromną szybkością Toyota nie da rady się utrzymać.
Przez moment widownia, Błażej i sam Benedykt myśleli, że atak jest jednak udanym majstersztykiem.
Przez moment…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Poczuł niespodziewanie, jak tylnie opony tracą przyczepność, a MR2 zaczyna znosić tyłem w kierunku zewnętrznej.
Kątem oka widział przybliżającą się barierkę, a za nią… przepaść.
- Nie! – jęknął – Nie znowu, przecież tu jest sucho, dlaczego…
Rozbłysk długich świateł Imprezy oślepił go na moment. Nie zorientował się nawet, że przeleciał centymetry przed maską Subaru Benedykta, który w panice odbił na wewnętrzną.
Założył kontrę, i zaczął pulsować gazem, rozpaczliwie próbując przywrócić SW20 trakcję.

- Nie udało mu się wyprzedzić! MR2 znów wpada w poślizg! C-22, znosi ją tyłem prosto na barierki! On zaraz się rozwali, Impreza uciekła na wewnętrzną i nie trafiła w Toyotę, ale i tak…
- Zabije się. – wyszeptał Michał.
- Może los jest dzisiaj po jego stronie – mruknął Mat – Skoro udało mu się za pierwszym razem…

- Dalej, maleńka! – zaklinał swoją fioletową MR2 Błażej, podczas gdy barierka i przepaść za nią rosła w oczach – Nie rób mi tego! Ja nie mogę tak po prostu się… zabić…
Czy on…
… naprawdę miał dzisiaj zginąć …
… na własne, cholerne życzenie?!
Przyczepność wróciła tak nagle, jak się straciła.
Znakomita budowa i rozkład masy MR’ki sprawił, że wóz poszedł ślizgiem, trąc po barierce tylnim zderzakiem, aż do końca zakrętu.
Zaraz potem zarzucił tyłem, wykonując „wahadło” i nieomal wpadając do rowu, po czym wrócił na środek drogi.
Odruchowo spojrzał przed siebie.
Trochę ponad 20 metrów.
Wciąż miał…
- Nie! – ryknął nagle jakiś głos w jego świadomości.
Drugi raz tego dnia, w tym pojedynku, otarł się o śmierć. Drugi raz mógł stracić wszystko, co miał… w ułamku sekundy.
Nie mógł tego zrobić. To było… zbyt wiele, nawet jak na…
- Lepiej przestać stawiać wszystko na jedną szalę – zdał sobie sprawę – Lepiej przyjąć porażkę, Benedykt… tym razem on jest po prostu… lepszy.
Przegrałem. Choć nigdy bym wcześniej tego nie przyznał, przegrałem.
Najwidoczniej ja…ja nie jestem tak… tak niesamowity i wspaniały, jak… jak zawsze sądziłem.
Muszę przyjąć los. Dwa razy dzisiaj cudem ocalałem, to nie może być przypadek. Może po prostu…
… może po prostu muszę pogodzić się z faktem, że Karolina rzuci takiego przegranego frajera, jak ja.
Zawsze wyśmiewałem umiejętności Benedykta, a on dzisiaj dobitnie… dobitnie pokazał, że jest po prostu lepszy.
Zawiodłem ją, ale…
… lepiej chyba, żeby rzuciła mnie po wyścigu, niż miała do siebie żal, lub nawet… targnęła się na swoje życie, bo ja… zginąłem w imię obiecanego jej zwycięstwa.
Nieosiągalnego tego dnia zwycięstwa.
Wniosek przyszedł sam.
Odpuścił gaz, i zwolnił, przestając jechać powyżej swoich możliwości.
Życie i miłość do Karoliny, nawet, jeśli będą się musieli rozstać… jeśli ona będzie chciała się rozstać… to jest więcej warte, niż cholerna wygrana, duma i całe to touge.
Pokonał C-23, a potem C-24, utrzymując się cały czas za Subaru.
Nawet na chwilę nie pomyślał już jednak, żeby spróbować ponownie odrobić stratę i zaatakować.
Nie wiedział tego jeszcze, ale nastąpiła w nim wielka zmiana.
Przemówił głos rozsądku…

- MR2 uniknęła wypadku! Fioletowa Toyota wciąż w grze, chociaż jest jakieś 30 metrów za Imprezą… - trzeszczało w głośnikach.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Jakie szanse ma Błażej na zwycięstwo… obecnie? – zapytał niepewnie Michał.
- Po C-22? – mruknął Karol – Bliskie zeru. Pokazał kunszt i geniusz prowadzenia, osiągnął maksimum możliwości auta, ale spin na C-16, a potem szarża do C-22, i tam kolejny poślizg, ledwo opanowany… to zmasakrowało opony. C-22 jest ostatecznym na to dowodem… skoro nie mógł wyprzedzić właśnie tam, gdzie okazja była w ostatniej części trasy najdogodniejsza, skoro wpadł w poślizg, który prawie go zabił… skoro Subaru ponownie mu uszło… to oznacza koniec faktycznego pojedynku. Ben… wygrał.

- Tu C-25! Impreza prowadzi, MR2 trzydzieści metrów z tyłu!

- C-26! Subaru właśnie tu przemknęło… to szatan, nie kierowca! Szykuje się rekord sektora! Toyota trzydzieści metrów z tyłu, trzyma się, ale kierowca wyraźnie odpuszcza…

- WRX STi właśnie przeszła pięknym gripem przez C-27! Co za styl! Nie odpuścił do samego końca… powtarzam, niebieska Impreza pokonała ostatni zakręt, jest już na 400-metrowej prostej do mety… nic nie odbierze mu zwycięstwa, MR2… wchodzi… tak, też jest już na ostatniej prostej. Pięknie pokonany zakręt, ale nie tak szybko, jak mówiliście wcześniej… wyraźnie znosiło go ku zewnętrznej, opony mają chyba dość… Toyota traci 30 metrów do Subaru…

- Tu meta! Impreza WRX STi zwycięzcą! MR2 SW20 trzydzieści metrów straty… mamy nowy rekord trasy! Powtarzam, nowy rekord trasy!!

- No i po zawodach. – podsumował Sebastian.
- Jak… jak Błażej mógł sobie pozwolić na porażkę?! – nie dowierzał Maciek.
- W tym pojedynku, zwyciężył rozsądek – stwierdził bez emocji Mateusz.
- Hm? – odezwał się Michał.
- Szczęśliwie zakochany człowiek nie był w stanie pokonać bezuczuciowego Benedykta – odparł - Błażej miał zbyt wiele do stracenia… i właśnie to powstrzymało go widać w końcu od dalszego ryzyka. Odpuścił. Pozwolił dojść do głosu… rozsądkowi.
- Ale teraz… - zauważyła smutno Natalia - … skoro zadedykował zwycięstwo Karolinie… czeka go jej rozczarowanie.
Michał, Mat i cała reszta smutno przytaknęli…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Dobrych kilka minut później na Szczycie pojawiła się niebieska Impreza, charakterystyczny „Bug-Eye” na złotych felgach. Jej przybycie powitała burza oklasków, podobnie zresztą jak ciągnącą za nią fioletową Toyotę MR2. Auta nieśpiesznie zaparkowały w okolicy zebranej na parkingu IIIe, a po chwili potrzebnej na ostygnięcie silników i sprężarek – zamilkły.
- Jest, kur*a! – ryknął Benedykt, wyskakując z wozu, i rzucając słowotok prosto w twarz przygaszonego Błażeja – Masz za swoje, ty żałosny cieniu, ty podróbo kierowcy… to twój koniec, Błażej, nie masz już czego szukać na przełęczach, widzisz, kto tu rządzi! A wy – zwrócił się do klasy – Wy też możecie być pewni, że to samo czeka prędzej czy później każdego z was. Pojawił się nowy król, w nowym, niepokonanym wozie…
Reakcja Błażeja, na którego nerwy i emocje tak liczył, zaskoczyła go.
Całkowicie.
- Gratuluję, Benedykcie – odezwał się, całkowicie szczerze – Gratuluję pięknego wyścigu, dałeś popis niesamowitych umiejętności i odwagi… moje najszczersze wyrazy uznania. Przepraszam, że… nawalałem się z ciebie w szkole. To było bezpodstawne… teraz żałuję.
Nim Ben zdążył odpowiedzieć, nim ktokolwiek z IIIe, zszokowany tą nagłą zmianą najbardziej pysznego i pewnego siebie człowieka w klasie, zdążył zareagować, Błażej obrócił się na pięcie i ciężkim krokiem ruszył w kierunku Karoliny…

Zatrzymał się tuż przed nią, stając praktycznie na baczność.
Starał się zebrać w sobie wszystkie siły, resztki podkopanej odwagi i pewności siebie, a następnie spojrzeć w jej szare oczy, ale… nie dał rady.
Był pewien, że jeśli to zrobi, nie wytrzyma.
Najzwyczajniej w świecie rozpłacze.
- Wiem, że cię zawiodłem – stwierdził więc, błądząc wzrokiem po wysypanym na parkingu żwirze – I jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jako kobieta tak wysokiej klasy… i wymagań… nie chcesz, a nawet nie powinnaś być z przegranym pyszałkiem, takim jak… jak ja. Odważnym macho i wielkim gierojem, który przekonał się dobitnie, że czuje zwykły, ludzki lęk i strach. Ja… jestem frajerem, Caroline. Teraz to wiem, widzę to cholernie wyraźnie. Nie będę ci robił wyrzutów, nijak nie będę utrudniał, jeśli… – czuł, że głos zaczyna mu się dławić, ale dokończył - … jeśli mnie zostawisz.
Poczuł, jak delikatnie dotyka jego podbródka, i unosi głowę, tak że spojrzał prosto w jej oczy.
Były… radosne.
Uśmiechała się.
- Kocham cię, ty głupku – odpowiedziała ciepło – Kocham w każdej sytuacji, zwłaszcza przegranego. Dowiodłeś mi bardzo ważnej rzeczy, właśnie tym wyścigiem… dowiodłeś, że naprawdę zależy ci tylko i wyłącznie na mnie, na mnie samej. Dowiodłeś tego… odpuszczając. Zrozumiałeś… a może właśnie dopiero zaczynasz rozumieć, że ja nie oczekuję od ciebie zwycięstw i pasma sukcesów, ale tego, że… będziesz ze mną. Że nie dasz się zabić. Odpuszczając dowiodłeś, że zależy ci na życiu, a więc i… na mnie.
Słuchał.
I nie dowierzał.
- Jednocześnie – kontynuowała po chwili – Zmieniłeś się, ten jeden wyścig cię… odmienił. Stałeś się pokorny. Skromny. To… to mi jeszcze bardziej imponuje, podziwiam to i uwielbiam te zmiany, bo teraz… stałeś się ideałem. Wierzę, że… że się nie mylę. Że rzeczywiście… będzie tak, jak powiedziałam. Że to nie jest chwilowe.
Nie było.
Pocałowali się, dając sobie jednoznacznie do zrozumienia, że oprócz nich samych nie zależy im na niczym innym.
Całowali się długo. I namiętnie.
Otoczenie, wszyscy ci ludzie i świat znów przestał dla nich istnieć, jak za pierwszym razem, na ulicy Głębokiej w Cieszynie.
Był zaskoczony.
Nie wiedział, nie podejrzewał nawet, że właśnie takie zmiany, taka… pokora jest tym i tylko tym, czego od niego oczekiwała.
Ostatecznie jednak był… szczęśliwy.
Całkowicie szczęśliwy.
- Rzucam wyścigi – stwierdził.
- Nie musisz – odparła, kołysząc się w jego ramionach – Nie wymagam tego, wiem, że to dla ciebie ważne…
- Wszystko, co chciałem i mogłem osiągnąć… – zauważył, gładząc ją po włosach - … osiągnąłem. Przełęcz… mam nadzieję, zgodnie z twoimi słowami zmieniła mnie… na lepsze. Nie chcę i nie muszę więcej ryzykować utraty kogoś tak wspaniałego, jak ty. Dzisiaj los uratował mnie dwa razy. Nie będę go więcej kusił. Poznałem… poznałem swoje priorytety…
Ponownie wpiła mu się w usta, jednoznacznie przekonując, że podjął właściwą decyzję.
- W takim razie – odparła – Jestem… całkowicie szczęśliwa.
- I ja, również, Caroline. Jak nigdy w życiu…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Słodko – uśmiechnął się Michał, przytulając się jednocześnie do Amelii.
- Jak cholera – mruknął Mateusz. Myśl, że oto jest niedziela, a za kilkanaście godzin przypieczętuje związek z Alą, błyskawicznie pozbawiła go jednak złego humoru.
- Kolejny, który podjął dobrą decyzję. – powiedział właściciel Eclipse.
- I nie ostatni… - uśmiechnął się Mat, ruszając w kierunku auta – Bywajcie. Wracam do domu…
- Tu C-16! – zatrzeszczały głośniki – Mamy tu małą zadymę, dachowała biała MX5, koleś spróbował jazdy gulikowej… posprzątanie tego syfu zajmie nam jakiś czas, trasa w kierunku Wisły jest nieprzejezdna…
- Cholercia – pomyślał jeszcze Mateusz, przekręcając kluczyk w stacyjce GT-R’a – Nie będę czekał. Machnę się przez Bielsko…
Jak pomyślał, tak zrobił…

Czarny GT-R sunął przez ulice Bielska-Białej, kierując się prosto w kierunku autostrady S1. Dochodziła pierwsza w nocy, pomijając wciąż otwarte restauracje, bary i dyskoteki, miasto spało twardym snem.
Drogi były praktycznie puste.
- Michał, Karol, a teraz Błażej – myślał – Grono tych, którzy zrezygnowali z touge dla miłości, ciągle się powiększa.. ha, niebawem i ja dołączę do tego zaszczytnego grona rozsądnych szczęśliwie zakochanych. I chwała mi i Ali za to…
Jakby na te słowa, światła Skyline’a oświetliły kobiecą postać, stojącą przed wejściem do znanej mu doskonale restauracji.
Postać, którą rozpoznał by chyba zawsze.
- O kruca – mruknął z niedowierzaniem, momentalnie jednak odbijając na parking i zatrzymując się tuż obok niej – Czyżbym przywołał moją wybrankę serca jedną myślą?
Wyskoczył z auta, i z nieukrywaną radością spojrzał na Alicję, stojącą przed ich ulubioną restauracją.
Spodziewał się, że spotkają się tu dzisiaj, w niedzielę, ale… nie o tej porze.
Nie analizował tego trzeźwo. Nie w tej chwili.
Była piękna. Była prześliczna, jak zawsze.
Prosta, klasyczna „mała czarna” pasowała jej idealnie, eksponując zgrabne nogi i opinając się na kształtnych piersiach, zaś kruczoczarne włosy zdobiła piękna, krwistoczerwona róża.
Nie analizował trzeźwo. Nie zadał sobie pytania, co robi jego ukochana w centrum Bielska, o pierwszej w nocy, w wieczorowej kreacji, pod eleganckim lokalem.
Nie zadał sobie pytania, co może znaczyć spotkanie jej tutaj, po tygodniu w trakcie którego nie zamienili choćby słowa.
Radość ze spotkania jej, z faktu, że oto mogą wrócić razem, wreszcie ze sobą po siedmiu dniach ustalonej rozłąki porozmawiać, a za kilka godzin przyjechać tu ponownie – i ostatecznie zostać parą – przyćmiła mu analityczne myślenie, tak charakterystyczne dla ścisłowca.
Uśmiechnął się do niej szeroko, najpiękniej, jak potrafił.
Nie odpowiedziała uśmiechem.
Była… zaskoczona.
… przestraszona.
Nim zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, z restauracji wyszedł pewnym krokiem odziany w garnitur i szkarłatną koszulę mężczyzna.
Mężczyzna w jego wieku.
Znał go.
Znajomy ze szpitala.
Konrad.
Nie jego obecność, nie jej zaskoczenie ostatecznie uświadomiły mu, jaka sytuacja właśnie następowała.
Uświadomił mu to kwiat, tkwiący w butonierce garnituru Konrada.
Krwistoczerwona róża.

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Nieświadomy sytuacji, nie zwracający na nic uwagi Konrad objął Alicję i nachylił się, by ją pocałować…
… kolejny już raz tego dnia. Wszak… od dziś… byli już parą.
Uczyniła go najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Choć nigdy by w to nie uwierzył, że odkryje istnienie czegoś takiego jak miłość… było to faktem.
Jej brak reakcji, dziwny opór zmusił go wreszcie do podniesienia wzroku.
Brązowymi oczami napotkał znajome, zielone spojrzenie.
Spojrzenie na granicy obłędu.
- Mateusz. – wydusił z siebie.
- Dlaczego – wyszeptał jego adwersarz, opętańczym głosem – Za jakie moje grzechy…
Nie było to pytanie do niego.
Nie mogło… nie mogło być.
Co on tu… czemu był zaskoczony… czyżby jednak…
… po wyjściu ze szpitala… spotykał się z nią pomimo… pomimo że z niej… zrezygnował?!
Alicja zwiesiła głowę, i skuliła się w sobie.
Kątem oka dojrzał łzę na jej policzku.
Nie odpowiedziała tkwiącemu kilka metrów od nich człowiekowi z GT-R’a.
Pokręciła tylko głową, w bezsilnej, nagle tak oczywistej bezradności…

Wymknęła się z objęć Konrada i stanęła kilka kroków od niego.
Kilka kroków od Mateusza.
To, w jakiej sytuacji się znalazła, z własnej, przeklętej winy, docierało do niej z pełną świadomością.
Jej zachowanie przez ten tydzień, odkąd odebrała anonimowy list ze zdjęciem, jej brak choćby próby wyjaśnienia tego, co podobno Mat robił, a wreszcie jej… zbyt pochopne osądzenie go, zbyt emocjonalne podejście do całej tej sprawy i oddanie swych uczuć Konradowi było…
…błędem.
Popełniła serię największych błędów w swoim życiu.
Nie miała najmniejszego pojęcia, jak postąpić.
Zagubiła się, i nie była w stanie sama odnaleźć rozwiązania.
Liczyła, że któryś z nich… jeden z dwóch mężczyzn, z których sama nie wiedziała już, którego kocha, podejmie decyzję za nią.
Lub uczyni cokolwiek, co pozwoli jej podjąć tą decyzję.
Decyzję, która w żadnym przypadku nie mogła być właściwa.
To jednak nie nastąpiło.

Mierzyli się spojrzeniami.
Mierzyli się długo, z niedowierzaniem.
Mierzyli się spojrzeniami z pogranicza niedowierzania i nienawiści.
Wiedzieli, że znaleźli się w sytuacji bez alternatywnego wyjścia. W sytuacji, której nie spodziewali się ani przez moment.
Zadecydować teraz musiała… ona.
Kochali ją do szaleństwa. Kochali jedyną prawdziwą miłością w swoich krótkich życiach, miłością, która odmieniła ich losy. Lub która miała te losy odmienić.
Ona jednak tkwiła w miejscu, w równej odległości zarówno od jednego, jak i od drugiego z nich.
To było znak.
Sygnał.
Nie mogła podjąć tej decyzji…

Nagłość tego, co nastąpiło w ciągu tych raptem dwóch minut, nie pozwoliła mu do teraz myśleć trzeźwo.
Utrzymywał kontakt wzrokowy z brązowymi, pewnymi siebie oczami Konrada, i był pewien, że jest psychicznie w stanie zabić go, zabić tu i teraz, za sam fakt bycia z Nią… na jego miejscu.
Otrzeźwienie przyszło nagle.
- Nie mogę tego zrobić – pomyślał Mat – Ona… ona musi go kochać, skoro nie jest w stanie odejść od niego, zrobić tych kilku kroków i zostać… ze mną…
Nie mógł tego zrobić, bo… zraniłby ją.
Był w stanie. Gołymi rękami, mimo niezbyt wielkiej tężyzny fizycznej mógłby zabić tego bogu ducha winnego człowieka.
To jednak nie rozwiązało by problemu, gdyż ona go…
… ona go kochała.
Jego. Nie mnie.
Do końca pojął, że oto tydzień dany Alicji jednocześnie go jej pozbawił.
Że być może tydzień ten… był tylko wymówką.
Jej milczenie, jej niemożność wypowiedzenia choćby słowa wyjaśnienia dobitnie to potwierdzały.
Wsiadł do auta, odpalił silnik, i nie zważając na nocną porę, śpiących mieszkańców i wszelkie względy etyczne ruszył z piskiem opon, kręcąc silnik aż do odcinki.
Był załamany.
Był przebity.
Był bezsilnie wściekły, wściekły na samego siebie.
Na swoją naiwność. Wiarę w to, że mógł zostać pokochany.
Że zazna prawdziwej, odwzajemnionej miłości.
Że szczęście z Alicją pozwoli mu… uniknąć przeznaczenia.
Oszukać los. Oszukać fatum.
Nie spojrzał nawet w lusterko. Wiedział, że to jest już skończone.
Kolejny już raz…
… przegrane…

Sophie - Don't You (Forget About My Love)