11. „Fools For Love”


Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Trzeci od końca, ostry jak diabli, dziewięćdziesięciostopniowy zakręt w prawo pokonał praktycznie z gazem w podłodze. Opony Imprezy zapiszczały wściekle, wóz zniosło nieco ku zewnętrznej, ale znakomita trakcja i wyważenie czteronapędówki wyprowadziły go na krótką prostą bez najmniejszego problemu.
Kolejna już tej wtorkowej nocy runda treningowa na Serpentynach tylko upewniała Benedykta w przekonaniu, że jest na najlepszej drodze do spełnienia swego planu, i pokonania wszystkich klasowych ciamajd i frajerów.
Jego Impreza WRX STi była znakomita.
On sam był znakomity.
Ledwie dziś rano spłacił Mateuszowi, na jego wyraźnie życzenie, resztę należności za Subaru. Dwadzieścia pięć kawałków, zarobione w raptem kilkanaście dni, na naprawdę wysokich zakładach przed wyścigami, stanowiło drugą i ostatnią ratę.
Nie wiedział, co u diabła tak nagle zmusiło Mata do żądania kasy za gablotę. Wydawał się czymś wyraźnie podłamany i… dziwny.
Nie był to jednak jego problem. Nie przyjaźnił się z Mateuszem od dobrych kilku miesięcy, a teraz ten pseudowyrafinowany mądrala stał praktycznie na szczycie jego listy ludzi do upokorzenia na trasie…
Rozbłysk świateł w lusterku momentalnie wrócił jego myśli na ziemię. Początkowe zdziwienie, kto u diabła mógł dogonić go przy tej prędkości, szybko ustąpiło miejsca chęci podjęcia nadarzającego się wyzwania.
Wyczekał na odpowiedni moment, i hamując z maksymalnym opóźnieniem, na granicy przyczepności, wszedł w ostry wiraż w prawo.
Nie spodziewał się, że przeciwnik da radę dotrzymać mu kroku.
Zdziwił się.
Wóz, który okazał się sporej wielkości czarnym coupe, pokonał zakręt tuż za nim, idąc lekkim driftem, prawie po wewnętrznej.
- Ki chu… - zaczął Benedykt, zmieniając bieg i dodając gazu. Nie kojarzył tego samochodu, i nie miał najmniejszego pojęcia, z jakim modelem, lub choćby marką ma do czynienia.
I kto jest w stanie siedzieć na ogonie mu i jego WRX STi?!
Kolejna krótka prosta przeminęła jak z bicza strzelił. Ben zdawał sobie sprawę, że przeciwnik nie ma najmniejszej choćby szansy, żeby wyprzedzić go na ostatnim zakręcie przełęczy.
Przyhamował, nadrzucił tyłem na ręcznym, i wszedł w ostry wiraż w prawo, ciągnąc za sobą obłoki dymu z opon.
Tak naprawdę, nie koncentrował się prawie w ogóle na drodze. Nie zależało mu, żeby w tym ostatnim zakręcie jechać szybko.
Chciał zobaczyć, jak pojedzie przeciwnik. Spoglądał w lusterko.
Czarne auto po raz kolejny poleciało lekkim driftem, starając się zacieśniać do wewnętrznej.
Kierowca lub wóz zdecydowanie jednak nie byli do tego stworzeni. Wóz wyniosło, poślizg, choć całkiem dobrze rozpoczęty, skończył się blisko rowu na zewnętrznej.
- Nie myliłem się – mruknął Benedykt, dodając gazu. Długa prosta za ostatnim zakrętem i linią mety sprzyjała rozpędzaniu – Wynosiło go na każdym zakręcie. Albo to idiota, i tak zużył opony, albo…
Nagły ryk gdzieś z boku zmusił go do spojrzenia w lewo.
Czarny pocisk przemknął tuż obok, wyprzedzając go z niesamowitym dźwiękiem ośmiocylindrowego, potężnego motoru.
Jedynym, co dostrzegł Ben, była naklejka na tylnym nadkolu.
Złota naklejka.
„K>260”.
- Albo to nie kierowca z przełęczy. – dokończył, obserwując niknącego w następnym zakręcie amerykańca…

Pęd powietrza owiewał mknącą 210km/h czerwoną Hondę Prelude piątej generacji, bojowo świszcząc w spojlerach. Adam był z siebie zadowolony, ba – diabelnie zadowolony, tak że nawet zbliżająca się w ciągu kilku najbliższych tygodni matura nie była w stanie zepsuć jego dobrego humoru. Był czwartek, końcówka tygodnia, a on raptem kilkanaście minut temu rozłożył wręcz na łopatki 320-konnego Jaguara XJR w wewnątrzklubowym pojedynku, i wspiął się na wyższy stopień w hierarchii „K>260”. Walka była wyrównana, potężny, czterolitrowy Jag dał mu niezły wycisk, ostatecznie jednak musiał uznać wyższość turbodoładowanej Hondy.
Nie to jednak było najbardziej zaje**stym motywem dnia dzisiejszego. Spora koperta, spoczywająca teraz na fotelu pasażera, napawała go niewysłowioną wręcz satysfakcją. Jakiś dziany dureń, biznesmen z Katowic, szukał przeciwnika do pojedynku na S1. Srebrny Mercedes Klasy S, generacja W220, z 5,5 litrowym silnikiem, w specyfikacji AMG, był groźnym wyzwaniem. 360 koni niedoładowanej mocy, w porównaniu z jego 315KM na turbo było sporą przewagą. Mimo wszystko, postanowił zaryzykować. Rzucił na maskę dochody z ostatnich trzech tygodni, pięć tysięcy złotych. Biznesmen przyjął. Zaraz po rozpoczęciu wyścigu był prawie pewien, że przegra. Ledwo utrzymywał się za popier**lającym jak idiota Mercem, o ataku i wyprzedzaniu nie mogło być nawet mowy. Gdy już pogodził się z porażką, 300 metrów przed wyznaczaną przez estakadę nad ekspresową 81 z Ustronia do Katowic linią mety, na wysokości przepływającej pod S1 rzeki Wisły, zmieniający nagle pas TIR odmienił diametralnie całą sytuację. Kretyn z S-Klasy najwidoczniej nie miał zbytniego doświadczenia, gdyż odbił gwałtownie, zdecydowanie zbyt gwałtownie, w lewo. Przy prędkości ponad 250km/h, i tak miał sporo szczęścia. Ważące przeszło 1,8 tony, nieospojlerowane auto zostało nieomal poderwane do góry przez pęd powietrza, po czym niczym pocisk wbiło się w barierkę rozgraniczającą oba kierunki autostrady. Gdyby nie polska niedokładność biznesmen zginął by pewnie w momencie, ale konstruktorzy schrzanili nitowania barierek, a te poddały się gniotącej sile niemieckiego auta. Merc zmiótł dziesięć metrów barierek, co jednak wyhamowało jego impet, i zatrzymało na pasie zieleni, pomiędzy nawierzchniami. Wóz nadawał się do kasacji, ale poduszki, kurtyny i strefy zgniotu zadziałały jak należy, i oprócz powierzchniowych otarć, rozcięć i zadrapań kierowca był cały. Bez auta i pięciu kawałków, ale cały…
- O. – mruknął Adam, spoglądając w lusterko. Podłużne reflektory sportowego wozu pojawiły się niespodziewanie, lub po prostu nie zwrócił na nie uwagi – Nowe wyzwanie jak widzę…
Dodał nieco gazu, i zwiększył prędkość do 230. W zdecydowanej większości przypadków wystarczyło to, aby ostudzić zapędy do wyścigu „zwykłych” użytkowników drogi.
Tym razem tak jednak nie było.
Wóz nadal zbliżał się szybko.
Bardzo szybko.
Wkrótce mógł już rozpoznać markę i model
- Nissan Skyline – zdziwił się –Mateuszowy GT-R.
Depnął jeszcze mocniej na pedał gazu, na co turbosprężarka zareagowała radosnym sykiem. Prelude w ciągu kilku sekund przyśpieszyła do 250.
Nie wystarczyło.
Czarny Nissan zrównał się z nim, podjeżdżając od lewej strony, z najszybszego pasa.
Z ciekawości zerknął do kabiny, aby upewnić się, czy to rzeczywiście Mat, bądź co bądź – zadeklarowany kierowca touge.
Nie mylił się.
- Co ty tu, do cholery, robisz? – zaklął – Po jakiego ch*ja przyjeżdżasz na naszą autostradę, ba… masz czelność próbować mnie wyprzedzać?!
Wdusił gaz do oporu, wyrwał do przodu i ponownie zrównał się ze Skylinem.
Był pewien, że teraz go ma.
Mylił się.
RB26DETT zamruczał czysto, po czym katapultował wręcz GT-R’a do – jak nic – 280km/h.
Nim Adam zdążył jakkolwiek zareagować, nim jego długie przełożenia skrzyni i wielka turbina dały Hondzie odpowiednią moc do kontynuowania pościgu, Nissan zniknął mu z oczu.
- Ciemny gwint, cholera jasna – warknął – Co cię tu przywiało, popier**lcze?!

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Pukanie do drzwi listonosza, w sobotnie, deszczowe popołudnie, nie było dla niego zaskoczeniem.
Elegancka, biała koperta, zaadresowana do niego – również.
Spodziewał się tego. Niecały tydzień (bez kilku godzin) po tym wszystkim, dokładnie tak, jak przeczuwał.
Zasiadł w zrobionym z siedzenia kierowcy jego ukochanego pierwszego wozu, Forda Sierry 2,0 fotelu, otworzył kopertę, i wczytał się w treść listu.
Nie było nagłówka. Rozumiał to. Każde stwierdzenie, począwszy od „szanowny”, a skończywszy na „drogi”, było by tu po prostu nieodpowiednie.
Data i miejsce w prawym górnym rogu wskazywały, że nadawca o wszystkich tych wydarzeniach myślał równie długo i intensywnie, jak on sam. „Bielsko-Biała”, i data z ostatniego wtorku, trzy dni od… tego wszystkiego.
Od pierwszej w nocy, pamiętnej niedzieli, która miała być najlepszą niedzielą w życiu.
Miała być.
Zagłębił się w treść napisanego pięknymi, eleganckimi i niezwykle czytelnymi literami, listu.
„Nie jest tak, jak sądzisz, Mateuszu. Alicja nie podjęła żadnej decyzji, zarówno przekreślającej Ciebie, jak i przekreślającej mnie. I ona sama takiej decyzji nie podejmie, gdyż kocha nas obydwu. Musimy to rozwiązać sami. Wiem, że jesteś najlepszym kierowcą naszych wojewódzkich przełęczy, zdajesz sobie też zapewne sprawę, że i ja jestem swoistym mistrzem autostrady S1. Pojedynek na Twoim lub moim terenie nigdy nie był by równy i sprawiedliwy. Proponuję więc wyścig mieszany, z Bielska-Białej moją autostradą S1, ekspresową 81, a następnie krajową 941 przez Wisłę i Głębce na Twoje Serpentyny, na których szczycie okaże się, kto z nas jest… lepszy. Bardziej godzien… Jej. Jeśli uważasz tak samo, jak ja, jeśli odpowiada Ci to rozwiązanie, to będę oczekiwał w następną sobotę, o północy, na najwyższym piętrze parkingu w Sferze II.
Konrad”
Liczył na takie postawienie sprawy. Na takie jej rozwiązanie.
Wziął do ręki swojego srebrnego Parkera i odpisał na wyzwanie.
Pozytywnie.

Mieli siedem nocy.
Każdy z nich poświęcił ten czas na maksymalne zapoznanie się z żywiołem przeciwnika.
Przełęczą i autostradą.
Wiedzieli jednak, że bez modyfikacji, nie dostoją pola rywalowi.
Mieli siedem dni.
Do tego jednego wyzwania, auta wymagały modyfikacji…

- Witamy pana serdecznie, panie Konradzie – zaczął szef warsztatu, kłaniając się nisko – Mam nadzieję, że nasze poprzednie ulepszenia i strojenia pańskiego GTO…
- Są idealne. – przerwał starszemu jegomościowi Konrad – Ale jestem tutaj, by je zmienić.
Zaskoczony specjalista zaniemówił na chwilę, po czym odezwał się:
- Rozumiem, że oczekuje pan jeszcze wyższej mocy… wyższej prędkości maksymalnej, a może…
- Nie. Potrzebuję części i nastawów, które pozwolą mi pokonać w ekspresowym tempie zarówno autostradę, drogi miejskie, jak i górską przełęcz.
Szef zakładu tunningowego, który uważany był za najlepszego specjalistę od amerykańskich wozów w całym województwie śląskim, podrapał w głowę, zupełnie zbity z tropu.
- Rozumie pan chyba, że nie będzie w stanie osiągnąć tak wysokiej prędkości na autostradzie, jak doty…
- Rozumiem doskonale. Oczekuję zbalansowanych ustawień. Pontiac ma być maksymalnie skuteczny i w touge, i przy wysokich prędkościach. Tylko na jedno… ehm… spotkanie, potem przywrócicie poprzednie nastawy.
- Możemy podnieść zawieszenie, i dostroić je bardziej pod górskie drogi – odezwał się po chwili milczenia mechanik – Proponuję skrócenie przełożeń w skrzyni biegów, a raczej znalezienie złotego środka pomiędzy prędkością a przyśpieszeniem. Tożsamo z aerodynamiką, możemy zmniejszyć docisk spojlerów, spadnie nieco stabilność przy najwyższych prędkościach, nie da pan rady jechać tak szybko, jak wcześniej, ale przyśpieszenie będzie nieporównywalnie lepsze. Czy to pana…
- Satysfakcjonuje. – przytaknął Konrad.
Zdawał sobie sprawę, że zbalansowanie ustawień będzie w tym pojedynku kluczem…

Wjechał na ogrodzony plac, i zatrzymał się przed białą bramą wielkiego warsztatu. Dwie ciemnożółte, stylizowane litery „TK” dla laika nie oznaczały zbyt wiele. Ot, niezrozumiały skrót, bądź po prostu dziwna, krótka nazwa firmy tunningowej.
Wystarczyło jednak zerknąć na parking dla pracowników aby zrozumieć, z jakim zakładem ma się do czynienia.
Biały GT-R R35, w specyfikacji V-Spec, był bestią sam w sobie.
Stojące tuż obok, polakierowane na złoty metalic, lśniące się w słońcu hologramowym brokatem auto wyglądało jednak nawet bardziej rasowo. Widać było, że właściciel włożył w nie mnóstwo czasu i serca (i tak rzeczywiście było, co Mat wiedział), idealnie spasowane wide-body „Auto R” i przód z S14a sugerowały, że ma się do czynienia z właśnie tą generacją 200SX. Tak jednak nie było. Auto zaczęło swój żywot jako S13’stka 200SX, ale obecnie nie miała nawet prawa do tego oznaczenia.
Bardziej pasowało by tu bowiem 250SX.
Z podanej na forum specyfikacji wiedział, że pod maską auta drzemie RB25DET, bliźniacza do jego silnika konstrukcja, a ilość modyfikacji, począwszy od 60-milimetrowej gleby, a na potężnych hamulcach i zaciskach z NASCAR skończywszy, może prowadzić do zawrotu głowy.
- Neverending Project – mruknął, ubawiony.
Pozostałe dwa auta nie rzucały się tak bardzo w oczy, stojąc w towarzystwie R35 i S13/4a, ale były projektami co najmniej równie ciekawymi.
Pierwszy z nich, niepozorne, „zwykłe” S13, wyglądało jak seryjne, i z zewnątrz, poza znakomitym stanem, w oczy nie rzucało się nic.
Nie była to jednak seria. Był to sleeper.
Pod maską wozu, który niegdyś był 240SX’em, mieścił się teraz przełożony ze Skyline’a silnik RB25DET, dokładnie taki, jak w złotym egzemplarzu tuż obok. Modyfikacje wprost z ojczyzny auta, Kraju Kwitnącej Wiśni, pozwalały mu legitymować się mocą przeszło 400 koni, co w połączeniu ze wzmocnionym układem przeniesienia napędu, przeszczepem hamulców z R33 GT-R i zawieszeniem NISMO zapewniało niezapomniane wrażenia.
Ilości „ustrzelonych” na światłach wozów, począwszy od hot-hatch’y pokroju Focusa ST, a na Porsche i Ferrari skończywszy, właściciel już nawet nie liczył.
Czwarte i ostatnie auto było również czarnym, sportowym S13, ale dla odmiany w niezwykle rzadkiej odmianie cabrio. I tutaj stara jednostka nie zagrzała długo miejsca, gdyż właściciel – z tego, co Mateusz wiedział – zainwestował w zamontowanie SR20DET, bardzo dobrze wyważonego, turbodoładowanego silnika, zamieniając wolnossące 240SX cabrio w 200SX. Pięknie utrzymany wóz, ze składanym dachem, skórą w środku i srebrnymi, wielkimi alufelgami zasługiwał na miano (jak mawiało się w kręgach pasjonatów) „dupowozu idealnego”.
Cztery sportowe Nissany.
Nie mógł się pomylić.
Warsztat tunningowy Turbokillersów…

- A więc ty jesteś tym słynnym Mateuszem – zaczął właściciel warsztatu, znany jako scooter, zaglądając pod maskę Skyline’a – Nie ukrywam, ten BNR32 robi wrażenie… ilość oryginalnych części NISMO, połączenie najlepszych elementów specyfikacji NISMO i V-Spec II, stan auta, przebieg, no i fakt, że to jedyny chyba istniejący LHD Skyline na świecie… zanim zaczniemy przedstawiać nasz kompleksowy plan tunningowy, mam do ciebie ważne pytanie.
- Tak? – odparł Mat.
- Nie reflektował byś na zamianę? – rzucił scooter – Twoje R32 za mojego R35, czyli GT-R’a. Tego białego, który stoi przed warsztatem. Mówię całkowicie serio.
GT-R R35 V-Spec, najlepszy obecnie produkowany japoński wóz sportowy, bez problemu dotrzymujący pola Porsche, Ferrari, Lamborghini i topowym Mercedesom.
Następca Skyline’a.
Odpowiedź mogła być tylko jedna.
- Niech pan wybaczy, panie scooter – odrzekł – Ja… ten samochód wiele dla mnie znaczy, i… nie. Nie mogę tego zrobić, bo…
Bo to prezent od Fumi.
Bo wiąże się z nim zbyt wiele wspomnień.
Bo stał się dla mnie czymś tak normalnym, jak ręka czy noga, częścią organizmu.
Nie powiedział tego jednak.
- Nie ma sprawy – machnął ręką szef warsztatu, a jednocześnie jeden z administratorów turbokillers.com – Doskonale rozumiem. Też na twoim miejscu nie pozbywał bym się takiego jednorożca. Z tym większą jednak przyjemnością trochę w nim podłubiemy… co nie, chłopaki? – rzucił do pozostałych trzech znajdujących się w warsztacie specjalistów.
Przytaknęli, zadowoleni. R32 GT-R nie był częstym widokiem w Polsce.
Zwłaszcza taki GT-R…

- Od strony zawieszenia i aerodynamiki i tak lepszego zestawu nie ma. – zauważył Pajak2444. To jego S13/4a w złotym, hologramowym lakierze, znanego niegdyś na forum jako „niekończący się projekt” Mat oglądał przed warsztatem – Skoro przeciwnikiem ma być Pontiac GTO, i to robiony przez ludzi od HSV, z wolnossakiem pod maską, problemem będzie moc. Potrzebujesz mocy, i to sporo więcej. Jednocześnie, skoro masz dalej używać tego auta do walk na przełęczach, lag nie może wzrosnąć ani o odrobinę, więc…
- Jest to w ogóle możliwe? – nie wytrzymał Mateusz.
Pajak uśmiechnął się szeroko.
- Wszystko jest możliwe. Dwie turbiny GT2854R na ball bearingu, oto odpowiedź na twoje pytanie. Flansze są takie same, jak w serii, wejdą bez problemu i pieprzenia się z jakimiś dziwnymi modyfikacjami. Seryjne Twin-Turbo nie dało by sobie rady, gdybyśmy wycisnęli z tego 390 koni… i to na granicy wytrzymałości, to by było dobrze. Te maleństwa to też Twiny, więc charakterystyka się nie zmieni, oprócz wzrostu momentu obrotowego i oczywiście mocy, a to wszystko jest na plus. Do tego dołożymy Electronic Boost Controler… coś dobrego, dajmy na to… APEXI AVC-R. Z kabiny, jednym kliknięciem będziesz mógł sterować ciśnieniem doładowania. Maksimum, jakie można osiągnąć, z tymi bebechami, z nowym Twin-Turbo… no, 500 koni nawet. Ale to szczyt, ogrom szansy, że silnik po prostu się wtedy pożegna…
- I tak na diabła by mu była ta moc… – mruknął m0rr1s – … bez modyfikacji skrzyni. Wiem co mówię, mój czarny nieustraszony cierpiał na ten problem dopóty, dopóki nie wsadziłem skrzyni z R34 GT-R, i solidnie jej nie dłubnęliśmy, pamiętacie przecież. Co z tego, że było 400 koni z RB25DET pod maską, skoro skrzynia dziękowała już przy 280km/h? Twoja z R32 powinna być dobra, musimy tylko wydłużyć przełożenia… niezbyt wiele, maksimum polecisz 310, ale za to zarówno na przełęczy, jak i w mieście, przyśpieszenia nadal będą wgniatać w fotel. A jak tylko skończysz to wróć do nas, dostroimy ją bardziej pod touge. Do tego większe wtryski paliwa, przy tych mocach i modyfikacjach się bez nich nie obędzie…
- O jakich mocach mówimy? – zapytał niepewnie Mat.
- Widzicie, panowie, chłopak dobrze pyta. – mruknął scooter - Bajerujecie, czarujecie… nie ukrywam, mądrze, ale klient tej technicznej gadki nie musi słuchać. Ja ci odpowiem, Mateuszu. Zaraz po instalacji tych dwóch GT2854R wóz pojedzie do speca od turbo, roballa. Gostek to złoto, jeśli chodzi o dostrajanie turbo i EBC. Wszystko będzie chodzić lepiej niż seria, w EBC wprowadzi się trzy nastawy… przynajmniej ja tak to widzę, ale roball na pewno potwierdzi… seryjne 310KM, przy którym lag na pewno nie będzie większy, a kto wie… może nawet mniejszy. Następnie 410KM, czyli idealnie na autostradę, i wtedy te 310km/h, wspomniane przez m0rr1sa, będą bez problemu osiągalne, nadal z niezłym przyśpieszeniem, ba – jeśli włączysz ten tryb 410KM na już rozkulanym autku to nawet nie odczujesz laga, wóz po prostu będzie dalej ładował ciśnieniem. A 490KM… to zawsze się może przydać. Szczyt możliwości, lepiej nie używać, ale nigdy nie wiesz, czy nie trzeba będzie jednak zaryzykować. Chociaż wątpię, skoro koleś z GTO będzie ci chciał dotrzymać tempa na przełęczy, to sam musi skrócić skrzynie.
- Albo i nie – mruknął Mateusz – Ale pomysły bardzo mi się podobają… tak, na pewno…
- Jeszcze dwa drobiazgi – przerwał mu z uśmiechem czwarty ze speców, znany jako moryc7 właściciel S13 cabrio – Trzeba będzie zrobić mapy paliwowe dla wyższych obrotów silnika, zwróćcie uwagę, że przy większej mocy i nowych turbinach obroty nam wzrosną, skoro na odcince ma lecieć 310, to zdecydowanie przydały by się nowe mapki.
Scooter, m0rr1s i Pajak2444 przytaknęli, przyznając rację. Mateusz powstrzymał się tylko od opadu szczęki, dyskusja dawno już sięgnęła poziomu, na którym on, zwykły pasjonat i kierowca, nie miał nic do dodania.
- I druga rzecz. Miło by było wgrać do komputera jakiś dobry program sterujący… nistune na przykład, tak jak to na forum robimy. Wtedy Skyline Mateusza będzie już na pewno latał jak ta lala, zarówno na autostradzie, jak i na przełęczy.
- Taa – zakończył Scooter – To by było chyba na tyle, Mateuszu. Swobodnie sterowane 310-410-490, bez wzrostu laga, z możliwością dokopania amerykańcowi na autostradzie i pokazania gdzie raki zimują na przełęczy. A jak wrócisz po wyścigu… oczywiście zwycięsko, bo nie wyobrażam sobie jako turbokiller, żebyś przegrał… przywrócimy skrzyni nastawy fabryczne. Wtedy wóz będzie sprawował się w touge lepiej nawet niż obecnie, ba… jak opanujesz to wszystko, to latanie z 410KM, oczywiście bez lag’a, po górach zapewni ci tylko znacznie lepsze przyśpieszenia. No i wzrost momentu obrotowego. Jak ci odpowiada taka wizja?
- Idealnie. – skwitował krótko Mateusz – Ile to wyniesie?
Scooter na krótki moment zmarszczył brew. Głupio mu było zdzierać z chłopaka, ale koszty modyfikacji nie były niskie.
- Trzydzieści kawałków za wszystko, części, robocizna i strojenie turbo u roballa.
Nie spodziewał się, że tegoroczny maturzysta odpowie tylko, bez mrugnięcia okiem:
- Zgadzam się. Mogę płacić choćby teraz, tylko… czy wyrobicie się z tym do piątku?
- Nie ma problemu. – uśmiechnął się szeroko scooter. Zespół tylko przytaknął – Wszystkie siły skierujemy na twój wóz, nas czterech plus zwykli pracownicy, a trochę ich tu mamy… damy radę. Do tego czasu potrzebujesz pewnie auta zastępczego?
Mat przytaknął, z głupia frant. Miło było by obadać dokładniej niuanse autostrady S1, a noc w piątek po odbiorze auta to zbyt mało czasu, starczy tylko na sprawdzenie mocy i prędkości maksymalnej…
W jego kierunku poszybował czarno-srebrny, mały pilot. Schwycił go lewą ręką, i zerknął nań, zaciekawiony.
- O kur*a. – wymsknęło mu się, gdy zobaczył widniejący na nim znaczek, srebrno-czerwone literki „GT-R”.
- Bierz śmiało, nic się nie martw – uśmiechnął się scooter – Ubezpieczony na każdą okazję, a jak rozwalisz… to i tak auto pokazowe firmy, ja sam mam prywatnie innego… Zanim my uporamy się z twoim R32, pobaw się i poczuj R35… ale pamiętaj o jednym.
- R35 is not a Skyline. – wyrecytował z pamięci Mateusz.
Scooter przytaknął:
- Genialny wóz. Ale bez czegoś, co my nazywamy duszą…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Noc była ciemna, cicha i zimna.
Oświetlone jarzeniówkami najwyższe piętro wielopoziomowego parkingu w galerii handlowej Sfera II w Bielsku-Białej - całkowicie puste.
Puściusieńkie.
Cisza wręcz surrealistyczna. Niesłyszalne już dźwięki zasypiającego miasta, milczenie zamkniętej przed godzinami galerii, i tylko ciche bzygnięcia lamp, które raczej odbierały niż dodawały chwili realistyki.
Światło sączyło się po całym parkingu, oblewając jasnością stojącego na samym końcu, naprzeciw wjazdu, czarnego Pontiaca GTO.
Ciemna koperta Tag Heuera, wystająca spod białej marynarki, wskazywała 23:58.
Dwie minuty.
Był spokojny.
Pojawi się.
Na pewno.
Cichy pomruk sportowego silnika, dochodzący gdzieś z dołu, od wjazdu, tylko to potwierdził.
Kilkanaście sekund później, na szczycie pojawił się czarny Nissan Skyline R32 GT-R. Wóz przejechał całą długość parkingu, i ustawił się tuż obok jego GTO.
Delikatna, miarowa praca jednostki ustała po paru chwilach, potrzebnych turbosprężarkom na ostygnięcie, a cisza na powrót stała się przytłaczająca, aksamitna i wszechogarniająca.
Drzwi otwarły się z delikatnym kliknięciem, i stanął w nich Mateusz.
Czarna marynarka, nienaganna koszula, sportowe acz eleganckie buty.
Nie mylił się, a przynajmniej nie w kwestii ich stylu. Byli tacy sami.
Przestał opierać się o maskę Pontiaca, i postąpił dwa kroki, stając o metr od niego.
Spoglądali na siebie dłuższą chwilę, w milczeniu, badając się wzrokiem.
Próbowali wyczuć. Upewnić się, że czują to samo.
Że czynią właściwie.
W końcu, praktycznie jednocześnie, ukłonili się i podali dłonie do powitalnego uścisku.
- Wiedziałem, że przyjedziesz – zaczął Konrad – Jesteś człowiekiem honoru. I liczę, że zrozumiesz, że ja… ja też staram się, by można mnie było do takich ludzi zaliczać. Nie wiedziałem, że ona… że Alicja jest z tobą. A raczej… że ma być z tobą – poprawił się, z cieniem dominacji w głosie – Jest mi bardzo przykro, że tak to wszystko wyszło, ale… - ton nagle zmienił się, stając się pewny, władczy i dominujący - … nie zrezygnuję z niej. I chcę o to prosić ciebie. Zostaw ją, Mateuszu. Pozwól być… ze mną.
Konkurent spojrzał mu w oczy, a było to spojrzenie tak zimne i pozbawione wszelkich prócz nienawiści uczuć, że Konrad momentalnie pożałował, że w ogóle miał czelność tego oczekiwać.
I w tym samym momencie, nabrał jeszcze większego wobec Mateusza respektu.
- Dlaczego uważasz się za lepszego partnera dla niej niż… ja? – zapytał. Głos miał równie zimny jak spojrzenie, czysty i pewny.
- Jestem w stanie jej zapewnić znacznie lepszy byt – odparł – Spełnić każdą zachciankę, dosłownie… każdą. Poza tym… wiązałem z nią plany, plany na przyszłość. Zaraz po jej osiemnastce, za kilka tygodni… miałem się jej oświadczyć. Zakupiłem już nawet pierścionek. A potem… ślub. Była by żoną bogatego, ustawionego w życiu dziedzica ogromnego biznesu… odwrócę pytanie. Co ty jesteś jej w stanie zapewnić, Mateuszu?
- Czyste, bezinteresowne uczucie aż do końca – odpowiedział bez emocji – Miłość nie podszytą zwierzęcym pożądaniem, Konradzie.
- Źle mnie oceniasz – warknął zimno – Bywałem z dziesiątkami kobiet, i to uważanymi w moim otoczeniu za najpiękniejsze, najbardziej pożądane, inteligentne, wartościowe i pociągające. Dziewczynami, o których marzyło całe Bielsko, ba, nieraz całe województwo, do których wzdychali najbardziej dziani i wpływowi goście w mojej szkole. A ja bywałem z nimi, flirtowałem i kochałem się, ale nigdy nie czułem… nic. Nic ponad fizyczną, jak to właściwie nazwałeś… zwierzęcą przyjemność. Tu nie chodzi o seks, Mateuszu. To nie jest pożądanie, popęd, który każe mi rozładować stres i emocje elitarnej szkoły i autostradowych, śmiertelnie niebezpiecznych pojedynków w łóżku, z jakąś nieludzko piękną dziewczyną. To nie jest to. Tym razem, jest… inaczej. Zupełnie inaczej. Nigdy nie wierzyłem w miłość, negowałem to uczucie i wyśmiewałem wszystkich, którzy o nim mówili… aż do chwili, gdy poznałem Alicję. To spotkanie, wtedy, w szpitalu… to całkowicie odmieniło moje życie…
Mat był wściekły.
Rozumiał, że w takim razie…
- A więc oszukiwała mnie od początku – wycedził zimno – Już wtedy podkochiwała się w tobie, tamtego dnia nie przyszła do mnie… przyszła do ciebie.
- Nie! – zaprzeczył, zanim zdał sobie sprawę, że…
Będzie musiał mu powiedzieć o jej wizytach.
Dać do zrozumienia, że jej zależało wtedy tylko i wyłącznie…
… był mu to winien.
- … nie – kontynuował po krótkiej chwili – Za każdym razem, gdy była w szpitalu, podczas gdy ty leżałeś w śpiączce, a była wtedy dziesiątki razy… spędzała przy twoim łóżku długie godziny. Nie przychodziła dla mnie. Ja… ja byłem tylko dodatkiem. W dniu, w którym uciekła, gdy wreszcie mogła by się z tobą spotkać, porozmawiać… ona nie uciekła z twojego powodu, jak zapewne to odebrałeś… a ja nie zaprzeczyłem. Nie, Mat. Ona uciekła przeze mnie, uciekła dla ciebie. Nie chciała ryzykować, że moje zaloty… że moje zaloty zachwieją jej uczuciem. Uczuciem do ciebie.
- A jednak zachwiały – odrzekł kwaśno Mateusz. Szczerość wyznania zaimponowała mu, ale nie zmieniało to zupełnie nic. Nadal chciał zrobić to, co mieli zrobić.
Przytaknął, i rzucił:
- Po to tu tej nocy przybyliśmy. Musimy zadecydować za nią, bo ona… ona kocha nas obu… jednocześnie. A ja nie zgadzam się na taki układ, i wiem, że ty z całą pewnością też nie.
- Bo też jesteśmy bardzo podobni do siebie – zauważył Mat – Z podejścia do życia, ze stylu miłości do niej… z motoryzacyjnej pasji.
- W innych okolicznościach – odparł Konrad – Moglibyśmy zostać pewnie dobrymi przyjaciółmi… realia chcą inaczej.
- Oto my, artyści swoich specjalizacji, mamy stanąć naprzeciw siebie, w walce na własnych terenach… w walce o najwyższą stawkę, o jaką chyba kiedykolwiek graliśmy.
- Wyścig Podwójnego Ryzyka – przytaknął mu Konrad, i zaczął opowieść – Wymyślony w pewnym mieście na południowym-zachodzie Polski, w mieście, którego nazwy sobie teraz nie przypomnę… autostrada łączyła się tam prawie bezpośrednio z krętą przełęczą. Uważa się WPR za najtrudniejsze wyzwanie świata, wymaga pojazdu jednocześnie szybkiego na autostradzie, jak i zręcznego na górskiej przełęczy. A przede wszystkim… kierowcy, który jest w stanie opanować siebie i wóz w takich skrajnie różnych warunkach.
Zrobił krótką przerwę. Mat przytaknął.
Wiedział o tym doskonale.
- Jako że każdy z nas jest najlepszy w jednej z tych dwóch dziedzin, autostradzie lub touge – kontynuował po chwili – To zaczynający się na osiemnastokilometrowym odcinku autostrady S1 wyścig, wiodący potem przez drogę szybkiego ruchu do Ustronia, a następnie szosę i ulice miasta Wisły, prosto na górskie Serpentyny… łącznie 44 kilometry skrajnie różnych warunków… to chyba wyrównuje nasze szanse…? – zakończył, z pytaniem w głosie.
- Wyrównuje.
- Zdajesz sobie sprawę, że jest bardzo prawdopodobne, że któryś… któryś z nas zginie w tym wyścigu? – dodał jeszcze, z lekkim brzmieniem niepewności.
- Chyba o to nam chodzi, prawda?
Ton Mateusza był całkowicie obojętny. Nie bał się śmierci, był zdesperowany, zupełnie…
… zupełnie jak on.
- O to nam chodzi – przytaknął Konrad. Zamyślił się na dłuższą chwilę, pozwalając ciszy ponownie wtargnąć na parking, po czym szczerze wyznał:
- Jesteś pierwszym przeciwnikiem, wobec którego nie czuję… nie czuję się osobą lepszą. Całe życie, w domu, w szkole, w moim V LO, wychowywano mnie w duchu wyższości, w wierze, że jestem kimś znakomitszym, niż inni ludzie. Sądziłem zawsze, że jestem większy, znacznie więcej warty niż każdy mój adwersarz. Ta wiara pozwalała mi zwyciężać, być pewnym siebie podczas każdego pojedynku. Czułem po prostu, że więcej od przeciwnika znaczę, że… że przebijam go już samą inteligencją. Tym razem jednak… tej nocy, po raz pierwszy w życiu… nie mam już tej pewności. Jesteśmy sobie równi, Mateuszu, nawet jeśli wywodzimy się z różnych klas społecznych. Obaj jesteśmy niezwykle inteligentni, nienagannie wychowani i eleganccy, ba, uczymy się nawet w równie wysokiej klasy szkołach. Jesteśmy wyniośli, racjonalni i znamy swoją wartość, ale jednocześnie… jednocześnie jesteśmy gotowi poświęcić wszystko, co mamy w imię… miłości. Widzisz… gdy spotkałem się z nią w zeszłym tygodniu, w środę… wyznała, że szuka racjonalności. Że odnajduje ją we mnie, i że… że nie mogła jej znaleźć w… kimś innym. W tobie. Ale teraz widzę, że i ja nie jestem już dłużej racjonalny. Nie różnimy się. Byliśmy racjonalistami nim ją pokochaliśmy, a teraz… teraz staliśmy się głupcami, Mateuszu. Głupcami dla miłości.
Przytaknął. Konrad miał rację.
We wszystkim.
- To, co zamierzamy zrobić, innym wydaje się nieracjonalne – odparł Mat – Ale dla nas… dla nas to jedyne, najbardziej właściwe wyjście. Dla nas to właśnie Wyścig Podwójnego Ryzyka oznacza racjonalność. I tak,… muszę to przyznać. I ja dotychczas patrzyłem na prawie wszystkich przeciwników z wyższością, aż… aż do dzisiaj. Też… też nie czuję, że jestem lepszy. Nie mam przeświadczenia, że… zwyciężę.
- Czy… czy naprawdę nie zechcesz… odpuścić? Zrezygnować z niej? – zapytał ponownie Konrad.
Mateusz pokręcił głową, i odpowiedział:
- Nie, Konradzie. Kocham ją całym sercem, i nie ma na tym świecie nikogo i nic innego, na czym zależało by mi tak, jak na niej. Dopóki mam choć cień szansy, resztkę nadziei, że… że ona czuje to samo… nie odpuszczę. Zrobię wszystko, żeby ją zdobyć. Lub zginę, próbując.
Konrad pokiwał ze zrozumieniem głową. Teraz już, miał pewność:
- Więc jednak jesteśmy identyczni. Myślimy, czujemy i rozumujemy… w ten sam sposób...
Dźwięk SMS’a, dobiegający z kieszeni marynarki, zmusił go do sięgnięcia po telefon. Spojrzał na wyświetlacz swojego HTC HD2, i zamarł na krótki moment.
Mateusz mógł by przysiąc, że Konradowi zadrgała powieka.
Przeciwnik schował HTC do kieszeni, poprawił kołnierzyk koszuli, i stwierdził z dziwną lekkością:
- Czas zaczynać.
Przytaknął:
- Czas zaczynać.
Właściciel GTO zawahał się nagle, jak by coś rozważając. Na jego twarzy ponurość wymieszana była z dziwnym, zaskakującym uśmiechem.
Upiornym uśmiechem.
- Czy… pozwól na jeszcze jedno pytanie.
Przytaknął.
- Czy… wierzysz w przeznaczenie, Mateuszu?
Pytanie było niezwykle trafne.
Gdyby zadał je rok, dwa lata temu, gdy w życiu kierował się tylko rozumem, odpowiedź była by oczywista.
Jednak po tym wszystkim, co go spotkało, po odnowionym i tak brutalnie zniszczonym uczuciu do Julii, po wypadku podczas wyścigu z Robertem, otarciu się o śmierć w pojedynku z Ligą… po tych nawiedzających go regularnie, z coraz większą częstotliwością snach…
… po utracie Alicji, z którą liczył na odmianę tego losu, oszukanie… oszukanie przeznaczenia…
… gdy coraz więcej szczegółów i faktów potwierdzało wizję ze snu, odpowiedź mogła być tylko jedna:
- Wierzę. – odparł.
Konrad westchnął głośno:
- Po moim wypadku – zaczął – Odkąd tylko wybudzili mnie ze śpiączki… prześladuje mnie pewien sen. Walczę na autostradzie, zrównuję z przeciwnikiem i… ginę. Za każdym razem ginę, Mateuszu. A to wszystko… dźwięk V8 mojego GTO, zapach opon, lekko ślizgających się na zakręcie, siła gwałtownego uderzenia, smak…smak krwi… to jest niezwykle… prawdziwe. Ale ja nie wierzę w przeznaczenie. To ma sensowne wytłumaczenie, musi mieć… to trauma po wypadku, zapis wspomnienia, przeinaczony przez uśpiony mózg… Być może nie działam racjonalnie w miłości do Alicji, w fakcie, że zaraz będę o nią walczył z tobą, ale… ja jestem racjonalistą, Mateuszu. Nie ma czegoś takiego… nadsiły, boga, losu, co miało by wpływ na życie czy śmierć. Na trasie, poza wprawnym okiem, pewną ręką i zdolną nogą, doświadczeniem, inteligencją i umiejętnościami, nie ma… nic. Tylko ja, auto i droga. Nie ma losu. Przeznaczenia. Nie zrezygnuję z autostrady, Mateuszu, nie ważne co…
- Ja planowałem – odrzekł ponuro Mateusz – Planowałem rzucić to wszystko, rzucić touge dla niej, dla Alicji… być z nią szczęśliwym, unikając w ten sposób wiszącego nade mną przeznaczenia i śmierci na przełęczy… nadal tak właśnie chcę, aby było. Chcę tym odwrócić los. Nie odpuszczę tego wyścigu, Konradzie, to moja ostatnia szansa, więc…
- Więc będziesz walczył najlepiej, jak potrafisz. I ja również. Nie odpuszczę ci, wybacz, ale… nie mogę. Dam z siebie wszystko i zdobędę prawo do bycia z nią, bo… bo jest jedyną istotą na świecie, którą kocham, i którą będę kochał… mam nadzieję, że to rozumiesz?
Przytaknął.
- Rozumiem.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Sygnalizator na skrzyżowaniu nieopodal hipermarketu Tesco, na ulicy Warszawskiej, jarzył się czerwonym światłem.
Od „ślimakowego” wjazdu na estakadę autostrady S1, skrzyżowanie to dzieliło 600 metrów.
Dwa czarne, sportowe samochody, ustawione jeden koło drugiego, czekały potulnie na zielone światło.
Dookoła nie było żywej duszy. Można by zignorować sygnalizację, i po prostu przejechać.
Tu jednak nie o to chodziło.
Sygnalizator rozbłysnął pomarańczą, a obroty silników momentalnie wzrosły. Rasowy, potężny bulgot niedoładowanej, widlastej ósemki tworzył do spółki z rzędową szóstką Twin-Turbo koncert, jakiego ta okolica jeszcze nie słyszała.
Gdy zaś oczom dwóch młodych kierowców ukazał się sygnał zielony…
… zaczęła płonąć noc.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Plany i wizja turbokillersów nie była czczą przechwałką.
Wóz wyrwał do przodu, wgniatając wręcz Mateusza w fotel, a ATESSA-ETS, rozkładając moc na wszystkie cztery koła, zapewniła mu niesamowite wręcz przyśpieszanie. Trzystadziesięć koni, nawet jeśli było to o około 150 mniej, niż w GTO, katapultowało GT-R’a do setki w niecałe pięć sekund.
Wjazd na ślimak, wiodący wprost na S1 w kierunku Cieszyna, rósł w oczach. Spojrzał w lewe lusterko.
Pontiac był blisko. Tracił ledwie cztery-pięć metrów.
I zbliżał się.
Nie mógł jednak zdążyć.
Wrzucił kierunkowskaz, i odbił lekko w prawo, na wjazd.
W tym samym momencie, z wewnętrznej kieszeni marynarki, dobiegł go jakiś znajomy dźwięk, który zresztą momentalnie zignorował. Przy tej prędkości, w walce o taką stawkę, sprawy przyziemne mogły poczekać.
Ślimak, pnący do góry i ostro zakręcający w prawo wręcz prosił się, aby pozwolić autu polecieć lekkim poślizgiem. Puścił na moment gaz, po czym pulsacyjnie go dodał, wprowadzając Sky’a w drift.
GTO mknęło za nim nieubłaganie, gripem, trzymając się nadawanej linii jak przyklejone.
Oczom jego ukazała się po kilku chwilach pusta, szeroka autostrada. Dodał gazu, stopniowo, do oporu, ATESSA przywróciła Nissanowi pełną trakcję, wyprowadzając go z poślizgu, po czym pozwoliła wyrwać do przodu.
Pontiac uczynił to samo, rwąc za Skylinem na środkowy z trzech pasów.
Pojedynek rozpoczął się na dobre…

Przez pierwsze dwa z osiemnastu kilometrów nieustannie przyśpieszał, rozpędzając GT-R’a do 250km/h.
Następne dwa zajęło mu szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak potężna maszyna, jak Konradowe GTO niezmiennie siedzi mu na ogonie, w jego tunelu aerodynamicznym, nieledwie trzy metry za nim.
Zdawał sobie sprawę, że Konrad ma więcej mocy i dłuższe przełożenia, dostosowane zapewne pod autostradę. Fakt, że nie uciekł mu przez pierwsze kilometry, gdy Pontiac powinien dopiero nabierać prędkości przy tak długiej skrzyni, początkowo go przeraził. Wóz trzymał mu się tylnego zderzaka, przyśpieszając prawie idealnie tak szybko (a w przeświadczeniu Mata – wolno) jak on. Teoretycznie, Pontiac powinien teraz, po jakichś pięciu kilometrach pustej drogi pomknąć do przodu, nie zostawiając mu cienia szansy, dłuższa skrzynia zapewniała mu może i nawet 350km/h maksymalnej prędkości, przy których jego 310km/h było wręcz śmieszne…
Lekko skręcił, a Nissan bardzo stabilnie, nie wytracając szybkości, pomknął po niewielkim zakręcie w prawo. Zgodnie ze słowami speców od Nissana, zawieszenie i aerodynamika spisywały się idealnie również na autostradzie…
… a i jego przygotowanie, nauczenie się niewielkich, ostrożnych ruchów kierownicą, tak ważne przy tych prędkościach, było najwidoczniej co najmniej dobre…
Wyszedł na kolejny długi odcinek prostej, i spojrzał w lusterko.
GTO było wciąż na jego ogonie, równo trzy metry z tyłu.
Czemu nie atakuje?
O co tu chodzi?!

Obserwując przeciwnika nie mógł się powstrzymać od myśli, że Mateusz przygotował się do autostradowej części pojedynku niezwykle starannie. Zakręty na S1, które na przełęczy czy normalnej drodze nawet nie miały by prawa tak się nazywać, dla zwykłych użytkowników drogi praktycznie niezauważalne, przy tych prędkościach były diabelnie niebezpieczne. Jeden gwałtowny ruch, zbyt szybki i mocny skręt kierownicą, a opory powietrza, jego pęd i działające na wóz siły były skłonne zepchnąć go prosto na bariery, lub wyrzucić w powietrze, w zdecydowanej większości przypadków zabijając kierowcę.
TIR’ów prawie tej sobotnio-niedzielnej nocy nie było, oprócz kilku samotnych osobówek, które odpowiednio wcześnie uciekły na skrajny prawy, najwolniejszy pas, na S1 nie było żywego ducha.
Zdawał sobie jednocześnie sprawę, że tak naprawdę… bawi się z przeciwnikiem.
Według informacji, które uzyskał, czarny R32 GT-R miał nie więcej, jak 310-315KM. Maksymalna prędkość, przy tej skrzyni, mocy i masie, wynosić mogła maksimum 270-280km/h.
On wykorzystywał w tym momencie ledwie 80% możliwości auta…
… minęli charakterystyczny znak, doskonale Konradowi znany…
… za nimi było dziesięć kilometrów autostrady.
- Wystarczy – stwierdził –Dobra robota, Mateuszu, ale… szanse były równe. Nie mogę dłużej czekać, widziałem dość, by wiedzieć, że nie chowasz w rękawie żadnego AS’a…
Wdusił gaz stopniowo do oporu, i z kierunkowskazem przejechał na lewy pas.
Przy masie równej 1500 kilogramów, niewiele większej od Nissana, i blisko 450 koniach czystej, niedoładowanej mocy, a także odpowiednio na ten wyścig przygotowanej skrzyni biegów, wrzucenie piątki sprawiło, że wóz momentalnie zwiększył prędkość do 280km/h, bez problemu wyprzedzając i uchodząc Nissanowi.
- Gra skończona. – mruknął jeszcze Konrad…

- Żarty się skończyły, co? – skomentował Mateusz, obserwując oddalające się światła czarnego GTO. Gwałtowne wyrwanie do przodu przeciwnika w tej właśnie chwili było dla niego zaskoczeniem, ale tak naprawdę powinien się go spodziewać (i spodziewał) od samego początku.
Konrad chciał mu ujść jeszcze przed zjazdem na ekspresową 81, kończąc w ten sposób wyścig, nim jeszcze dotarli by choć do połowy drogi.
Nie miał mu tego za złe. Wykorzystywał po prostu swoje atuty…
Nacisnął przycisk na AVC-R’rze, a niebieski wyświetlacz dumnie zakomunikował „410KM”.
Efekt był dokładnie taki, jak wczoraj, gdy testował wóz.
I lepszy nawet, niż opisywali go turbokillersi.
Wskazówka ciśnienia doładowania zaczęła ponownie piąć się w górę, przekraczając „standardowy” dla zwykłej wartości 310KM poziom, a on momentalnie poczuł przyrost mocy, idącej na wszystkie koła.
Skyline zaś pomknął przed siebie, wtórując sobie pomrukiem sześciocylindrówki, i posykując podwójną turbosprężarką.
270.
280.
Piąty bieg.
290…

- O. – Konrad lekko rozdziawił usta, w chwilowym, niemym zaskoczeniu. – Ale… to dobrze. Bądź co bądź liczyłem, że to jeszcze nie koniec…
Czarny GT-R rósł w lusterkach w ekspresowym tempie, bez problemu zmniejszając dystans do kilku metrów.
- Dobrze więc… - pomyślał, dodając gazu – … kontynuujmy, Mateuszu.
Prędkościomierz wskazał magiczną liczbę trzech setek.
Nissan nie odpuszczał…

Zdawał sobie sprawę, że nie jest w dobrej sytuacji.
Dostosowany do warunków autostradowych GTO’s Konrada, wszak był to samochód prezesa „K >260”, niejako mistrza tej drogi, wyposażony był w dłuższe przełożenia, a nawet jeśli Konrad postąpił podobnie do niego, i zrównoważył prędkość maksymalną z przyśpieszeniem, to posiadanie szóstego biegu w Pontiacu stawiało jego pięciobiegowego „japończyka” na z góry straconej pozycji.
Skyline mógł przyśpieszać lepiej, ale pod względem prędkości maksymalnej nie miał jednak praktycznie żadnych szans…
Czarne GTO powoli przesunęło się na skrajnie prawy pas, odsłaniając mu środkowy.
Czy było to… zaproszenie?
Mógł podążyć za nim, i trzymając się jego tyłu mknąć z podobną prędkością w generowanym przez jego wóz tunelu aerodynamicznym, czekając na rozwój wypadków. Do zjazdu na dwukilometrowy, odgrodzony od autostrady betonową balustradą pas wyłączania, wiodący wprost na estakadę nad (i do) drogi 81, pozostało im już tylko trzy kilometry…
Mógł też zrównać się, i sprawdzić, ile tak naprawdę jest w stanie wycisnąć ze swego uwielbianego wozu, w najważniejszej jak dotychczas batalii życia.
Wybrał drugą opcję…

- Ciekawe – mruknął Konrad, spoglądając w lewo. Przez ostatnie kilkanaście sekund maska czarnego Nissana powoli, acz systematycznie parła do przodu, by w końcu zrównać się z jego maską.
Szli więc bok w bok, on na prawym, Mat na środkowym pasie.
Zerknął na migające mu w oczach słupki kilometrowe.
Nie był w stanie dostrzec żadnego numeru.
Nie musiał.
Charakterystyczna okolica i pojedyncze światła domostw gdzieś pod nimi, kilkaset metrów po lewej i prawej stronie autostrady były dowodem na to, że byli już na wysokości Pogórza.
- Półtora kilometra do zjazdu – uświadomił sobie – On chce… wyprzedzić mnie, zanim tam dotrzemy?!
Rzucił okiem na podłogę, upewniając się tylko, że gaz ma wciśnięty do oporu.
315km/h.
Maksimum…

- Nie uchodzi mi – zauważył Mateusz, spoglądając na mknącego równo z nim przeciwnika. Licznik Skyline’a pokazywał 318km/h, poziom doładowania był maksymalny, wskazówka obrotomierza, przy ostatnim biegu, bliska odcince dopływu paliwa – On… on naprawdę skrócił przełożenia.
Po lewej przemknęła mu stacja Orlenu, przy tej prędkości wydająca się tylko dużą, czerwoną plamą.
- Kilometr – pomyślał.
Rzucił wzrokiem przed siebie.
Kilkaset metrów dalej sunął wielki TIR.
Środkiem.
Po jego pasie.
- Nie zwolnię, nie schowam się za nim! – warknął – Muszę dać radę go wyprzedzić przed TIR’em… muszę być pierwszy na zjeździe!
Skyline zaczął powoli wysuwać się przed GTO…

- Liczysz, że dasz radę wyprzedzić? – zapytał głośno Konrad. Odległość do TIR’a malała w oczach – Ja ci nie odpuszczę, pamiętaj o tym… kto będzie pierwszy na zjeździe, weźmie też przód na ekspresówce… nie pozwolę ci na to, choćbyś miał się… zabić.
Słyszał wizg sprężarek przeciwnika.
Rasowy, potężny ryk V8 gwarantował mu jednak, że Skyline nie zdąży wysunąć się na tyle, aby zmieścić się na jego pas, nim trafi w tył ciężarówki.
- Odpuść! – zasyczał – Odpuść, jeśli ci życie miłe!
Do zjazdu na Ustroń i Wisłę, ich zjazdu, pozostało trzysta metrów.
Prawie dokładnie tyle, ile do TIR’a.

Fakt, że jest w bardzo niewesołej sytuacji dotarł do niego, gdy wysunął się przed Pontiaca prawie o pół samochodu.
Nie mógł nijak wcisnąć się przed niego.
Wielka, zasłaniająca wszystko naczepa TIR’a, błyszcząca światłami, była już tylko pięćdziesiąt metrów przed nim.
- Cholera jasna! – ryknął, wciskając hamulec.
Momentalnie zdał sobie sprawę, że to nie wystarczy.
Zadziałał odruchowo.
Odbił kierownicą w lewo, salwując się ucieczką na najszybszy pas.

- O w mordę. – jęknął Konrad. Nissan przeskoczył na lewy pas, i błyskawicznie wyprzedził TIR’a. On sam lekko odbił w prawo, i znalazł się na pasie wyłączania, będąc jednak w przekonaniu, że Mat wygrał tę partię, i zaraz zjawi się przed nim, przeskakując wszystkie trzy pasy.
Mylił się.

Odbił gwałtownie w prawo, widząc, że zjazd rozpoczął się już, a on zaraz zostanie od niego odcięty betonową balustradą.
To był błąd.
Koszmarny błąd.
Opony wydały z siebie upiorny pisk…

- Causa finita. – mruknął Konrad.
Przemknął obok wyznaczających koniec pasa wyłączania do zjazdu pojemników uderzeniochłonnych, wypełnionych wodą, i patrzył, jak Nissan, po utracie przyczepności podczas gwałtownego manewru, lata poślizgiem po wszystkich pasach autostrady.
- To koniec – zdał sobie sprawę – Nie tylko tego pojedynku. To koniec… Mateusza…
I, choć samego go to zdziwiło, zmartwił się tym faktem.
Choć nie powinien.

Założył kontrę i dodał delikatnie, stopniowo gazu, modląc się w duchu, by wóz i opatrzność kolejny raz go nie zawiodły.
Auto leciało ślizgiem jeszcze przez ponad pięćdziesiąt metrów, wściekle otrąbiane przez hamującą z tyłu ciężarówkę, nim jego modły zostały wysłuchane.
Skyline wykonał wahadło tyłem i w końcu ustawił się maską do właściwego kierunku jazdy, a ATESSA-ETS przywróciła trakcję wszystkim kołom.
Przeżył.
Wyratował się.
Momentalnie spojrzał w prawo, w złudnej nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone.
I zawiódł.
Gruba, wysoka balustrada oddzielała go od mknącego tak blisko, a jednocześnie tak daleko Pontiaca.
Jedyny zjazd na jego estakadę i drogę minął z powodu swojej własnej głupoty.
- Przegrałem – uświadomił sobie – Przegrałem… wszystko.
Przegrałem Alicję.
Przegrałem… życie.
Przeklął swoją głupotę, przeklął ją po trzykroć.
Nie zdjął jednak nogi z gazu…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Dwa kilometry prostej, dzielące GTO od estakady ze zjazdem na Wisłę i Ustroń, czyli drogę 81, mijały w błyskawicznym tempie. Spoglądał w lewo, na sunącego tak blisko Skyline’a, i zdawał sobie jednocześnie sprawę, że oto nabywa właśnie prawa do bycia z Alicją praktycznie… bez walki.
Gruba, betonowa balustrada, oddzielająca pas zjazdowy od autostrady, pozwalała im utrzymywać kontakt wzrokowy, ale jednocześnie uniemożliwiała jakiekolwiek próby znalezienia się na właściwym pasie. Wiedział doskonale, że Mateusz ominął jedyny pas prowadzący na ten zjazd, gdy po szaleńczej szarży ledwo uniknął zderzenia z TIR’em.
Nie było innej możliwości, aby zjechać na Wisłę i Ustroń, niż ten długi, dwukilometrowy pas do zjazdów na estakadzie. Najbliższy skręt z S1 znajdował się na wysokości miasta Cieszyna…
… Mateusz nie miał już najmniejszych szans.
Bolał go ten fakt. Nie tak wyobrażał sobie swój triumf.
Głupotą było by jednak żałować…

Licznik wskazywał 290km/h, a czarny GT-R walił skrajnym prawym pasem, około trzech metrów na lewo od GTO.
Tak niewiele.
I tak nieosiągalnie wiele.
- Nie mogę poddać się bez walki. – pomyślał Mateusz – I tak nie mam już nic do stracenia, więc…
Teoretycznie, najeżdżając pod odpowiednim kątem na balustradę, może udać mu się wybić w powietrze, i wylądować na pasie zjazdowym…
… nie dachując, niszcząc pojazdu, lub po prostu rozwalając się na betonowej barierze.
Był skrajnie zdesperowany. Nie dbał o to.
Bez Alicji i tak czekała go śmierć, ta przeznaczona.
Ta ze snu.
Jeśli mógł wybierać, wolał zadać ją sobie sam.
Spojrzał przed siebie, szacując, jak daleko od estakady mogą się znajdować.
Widział ją już gołym okiem, oba zjazdy – na Katowice i Wisłę z Ustroniem – były nie dalej, niż 300 metrów przed nimi.
Za kilkadziesiąt metrów zaś przejeżdżać będą nad rzeką Wisłą, ostatnim charakterystycznym punktem przez zjazdami.
Nie mógł dłużej zwlekać.
Poprawił ułożenie rąk na kierownicy, schwycił ją najmocniej, jak potrafił, i zamachnął się lewym łokciem, by włożyć w odbicie w prawo, na balustradę tyle siły, ile potrafił.
Nim to jednak nastąpiło, drogowe reflektory wyciągnęły z mroku nocy coś, co całkowicie zmieniło jego decyzję.
Odbił gwałtownie kierownicą, a Skyline posłusznie, z lekkim poślizgiem, skręcił…
… w lewo.
Tam, gdzie powinna być barierka…

- Czy on oszalał?! – jęknął Konrad, hamując już przed zjazdem, i obserwując mknącego wprost na barierkę rozdzielającą przeciwne pasy autostrady GT-R’a – Co on chce…
Zrozumiał, gdy światła Nissana oświetliły domniemaną barierkę.
A raczej jej brak.
- Oszalał. Chce się zabić… – pomyślał, widząc, jak Skyline przemyka z lekkim podskokiem na pasie zieleni, i wali po prąd.
Wprost na zbliżającego się z naprzeciwka TIR’a…
Dohamował, i odbił w prawo, na zjazd na 81.
Nie chciał tego widzieć.
Choć zdawał sobie sprawę, że jej… jej będzie musiał to opisać…
… do końca. Do moment śmierci kierowcy Nissana.
Ale czy…
… czy ona rzeczywiście myślała i uważała, że... niezależnie od wyniku…
… dlaczego?!

Mknął z gazem w podłodze po skrajnie lewym pasie.
Normalnie, byłby to pas najszybszy.
Jechał jednak pod prąd, autostradą S1.
Skrajny lewy pas dla niego, był jednocześnie skrajnie prawym dla jadących zgodnie z przepisami kierowców.
Z blisko trzema setkami na liczniku wpatrywał się w rosnące z każdą chwilą reflektory wielkiego TIR’a, który sunął wprost na niego.
Było to normalne dla skrajnego prawego, najwolniejszego pasa.
- To musi tu gdzieś być! – ryknął Mateusz – Nie mogłem się pomylić, skoro jest zjazd na 81, to na jego wysokości musi być też…
Światła ciężarówki zamrugały ostrzegawczo.
Sto metrów
- … pamiętam przecież dobrze, jeździłem do Bielska wielokrotnie, na kurs tańca z… z Julią, rok temu. Tu był gdzieś pas włączania na S1, który wiódł estakadą od 81… czyżbym się… pomylił?!
Rozpaczliwy, rozrywający ciszę dookoła klakson TIR’a zakomunikował, że jego czas dobiega końca.
Dwadzieścia metrów.
Światła.
TIR.
Czy tak, z powodu jego własnej brawury, spełnia się…
… sen?!
Pas włączania (a dla niego wyłączania) pojawił się tak nagle, że wydać by się mógł wytworem wyobraźni.
Odbił w lewo, kręcąc z całej siły kierownicą, błagając wóz o posłuszeństwo…

Z lekkim poślizgiem opuścił wiodący na dół ślimak zjazdowy, i znalazł się na drodze ekspresowej numer 81, która zresztą zaraz za estakadą otrzymywała właściwie numer 941, i dwoma pasami wiodła aż do Ustronia.
Do końca, gdy był na autostradzie, próbował dosłyszeć odgłos potężnego uderzenia, które niewątpliwie musiało nastąpić.
Usłyszał tylko klakson TIR’a. Uderzenia – nie.
- Co ten straceniec chciał zrobić? – zadał sobie pytanie, przemykając pod estakadą, którą chwilę wcześniej nadjechał – Jaki miał plan, co podkusiło go, by wykorzystać przerwaną barierkę do przejechania na wiodące do Bielska pasy, i jechać pod prąd?!
Dodał gazu, zwiększając prędkość.
Jakiś głos podświadomie mówił mu, że to jeszcze nie koniec…
Rozbłysk świateł gdzieś od lewej, od strony wjazdu na S1 z pasów w przeciwnym kierunku, przykuł jego uwagę.
Nie mylił się…

Zmienił bieg, i odbiciem kierownicą znalazł się na ekspresowej 81. Wystarczało mu jedno spojrzenie w prawo, na sąsiednie, „właściwe” pasy aby upewnić się, że Konrad jest tuż obok.
- Wróciłem do gry – pomyślał, przejeżdżając na pas najbliżej barierki rozdzielającej – Jestem na pasach wiodących do Katowic, złamałem chyba z kilkadziesiąt przepisów, waląc autostradą pod prąd, wykorzystując pas włączania i wjazd z 81 na S1 jako zjazd w przeciwnym kierunku, a teraz znów jadę pod prąd ekspresówką, ale…
… nadal mogę walczyć.
Gdyby nie te rozerwane barierki na S1, tuż przed rzeką Wisłą… było by już po pojedynku.
Nie wiedział, że poniekąd zawdzięczał możliwość wykonania tej serii szalonych manewrów kumplowi z klasy, i pewnemu rozbitemu Mercedesowi.
Nie miało by to jednak dla niego żadnego znaczenia.
Zerknął na oddzielonego od niego barierką Konrada, i przypadkiem nawiązał z nim kontakt wzrokowy.
Mógł by przysiąc, że widział w jego oczach…
… uznanie.

Kierowca samotnej osobówki przetarł oczy ze zdumienia.
Widział wyraźnie światła dwóch samochodów, jadących w przeciwnym do jego kierunku.
Jeden z naprzeciwka.
Drugi po jego pasie.
Wprost na niego.
Na swoje szczęście zadziałał odruchowo, i odbił na prawy, najwolniejszy pas, skrajnie do krawędzi.
Sekundę później przemknął obok niego czarny, sportowy wóz, z blisko trzema setkami na liczniku.
Pod prąd…

- On jest naprawdę zdesperowany – pomyślał Konrad. Minęły już prawie cztery kilometry, odkąd Skyline zrównał się z nim po przeciwnej stronie barierki, dojeżdżali do miejscowości Harbutowice, a ten nadal był tuż obok. - Zdobył się na ryzyko jazdy pod prąd na S1, przemknął wjazdem z 81 na autostradę w przeciwnym kierunku, ryzykując czołówkę z TIR’em i każdym autem, które w tym momencie mogło tą ciasną nitką na estakadę wjeżdżać, a teraz przez tyle kilometrów miał odwagę mknąć blisko trzysta na godzinę, maska w maskę ze mną, ale niewłaściwym pasem, kilkakrotnie mijając się o włos z autami z naprzeciwka…
… czy i ja zdobył bym się na taką odwagę?
Przelecieli obok znaku informującego o służącym do zawracania łączniku pasów.
Czarny GT-R odbił w prawo, i wykorzystując łącznik znalazł się tuż za GTO, już po właściwej stronie drogi.
Pojedynek trwał nadal…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Zrobił przegazówkę, a jego superwypasiony silnik 1,4 „VTEC” zajazgotał przeciągle, nieco tylko fałszując w górnej partii obrotów. Stojący tuż obok Golf III z 1,8 i instalacją podtlenku LPG również porykiwał od czasu do czasu.
Byli gotowi do wyścigu, czekali tylko, aż sygnalizator na skrzyżowaniu w Ustroniu, gdzie ulica Cieszyńska (z której startowali) krzyżowała się z drogą numer 941, Katowicką, zmieni światło na zielone.
Zapaliło się żółte, a oni odruchowo dodali gazu.
Dźwięk, który narastał dookoła, pieścił ich uszy. Nie myśleli nawet, że ich super-tjunowane fury mają tak cool sound.
Rozbłysło zielone, a oni ruszyli z piskiem łysawych opon na poobdzieranych „alusach”, wjeżdżając na skrzyżowanie…

Na skrzyżowaniu paliło się czerwone światło.
Nie dbali o to.
Mknęli z przeszło trzema setkami na licznikach, jeden obok drugiego, przy akompaniamencie ryku V8 i pomruku R6.
Nawet gdyby mieli możliwość wyhamowania…
… nie zrobili by tego.
W walce o tą stawkę, życie innych ludzi schodziło na dalszy plan.
Ich własne zaś, nie liczyło się wcale…

- O ja pier**lę! – jęknęli praktycznie jednocześnie ściganci, odruchowo wciskając hamulce.
Stare tarcze i bębny, choć od dawna nie wymieniane, spełniły swoje zadanie.
Civic i Golf zatrzymały się, o centymetry minięte przez czarnego Skyline’a i GTO.
Silniki, zdławione panicznym hamowaniem, zgasły
Gdy pędzące auta zniknęły już ze skrzyżowania, stacjonarny fotoradar błysnął lampą, robiąc zdjęcie łamiącym przepisy straceńcom.
Konstruktorzy urządzenia nie przewidzieli nawet, że aparat nie nadąży za pomiarem.
Gdy kilka dni później zdjęcie trafiło na okoliczną komendę policji, funkcjonariusze zobaczyli tylko dwa, agrotunningowane auta, stojące na środku skrzyżowania, i pomiar „ich” prędkości.
314km/h…

Ostatni fragment dwupasmówki, obok osiedla Manhattan w Ustroniu, wiódł jeszcze niecały kilometr za skrzyżowaniem.
Pędzili bok w bok, i ani myśleli odpuszczać. Wjazd na jednopasmową drogę do Wisły oznaczał, że wyprzedzanie stanie się znacznie trudniejsze, i…
… jeszcze bardziej niebezpieczne.
Ktoś musiał obrać przód.
Z obrotami bliskimi odcince, prędkością o ledwie kilka kilometrów wyższą od Pontiaca, zrobił to Nissan.
Mat znalazł się na prowadzeniu.

Z lekkim poślizgiem wypadł z zakrętu w prawo, i oczom jego ukazała się dwustumetrowa prosta, kolejny średni w prawo, a za nim – dobrze pamiętał, pokonywał tę trasę wielokrotnie – następna dwustumetrowa prosta, z ostrym w prawo i przejazdem kolejowym.
Nissan przed nim, odkąd przejął prowadzenie na wyjeździe z Manhattanu, przez ostatnie trzy kilometry nieustannie próbował mu ujść, na ciasnych, podmiejskich drogach Ustronia Polany.
W szybkim tempie zbliżali się do Wisły. Po prawej przemknęła mu tablica „teren zabudowany”, i biały napis na zielonym tle.
Byli w opłotkach miasta.
Światła hamowania GT-R’a rozbłysły czerwienią, po czym Nissan wszedł w zakręt.
Zwolnił, i podążył za nim…

Meldunek o zbliżającym się pociągu ekspresowym z Katowic do Wisły przyjął bez najmniejszych emocji.
Nocny ekspres na tej trasie był czymś tak rutynowym, że nawet nie wyszedł ze swojej budki dróżniczej, by sprawdzić sytuację. Nacisnął tylko przycisk opuszczania zapór, i wrócił do gazety…

- Szlag! – ryknął Mateusz, widząc opuszczające się zapory, kilkanaście metrów przed nimi, na ostrym zakręcie w prawo – Nie zdążę przed zamknięciem…
… nie gripem.
Puścił hamulec, odbił kierownicą w lewo, po czym błyskawicznie w prawo, wprowadzając tył w poślizg. Ustawił wóz pod sporym kątem, starając się maksymalnie wytracić prędkość, i modląc się w duchu, by zdążył przed zamknięciem zapór…
… w przeciwieństwie do Konrada.
Opony zapiszczały złowieszczo, moc 410 koni była zdecydowanie zbyt wysoka jak na skuteczny, w pełni kontrolowany drift…
… ale mimo tego wiedział, że da radę.

- Driftuje?! – zdziwił się Konrad – Co on chce w ten sposób…
Skyline przemknął bokiem pod prawie opuszczonymi już szlabanami, ledwie mieszcząc się w zakręcie. Belka znalazła się kilka centymetrów nad dachem.
- Kurna – warknął, dohamowując do osiemdziesiątki i kręcąc ostro kierownicą w prawo – Wybacz, GTO.
Usłyszał przeraźliwe tarcie pierwszego ze szlabanów o dach, koła podskoczyły nieco na szynach…
- Auć – mruknął jeszcze, chwytając mocniej kierownicę.
… drugi z drewnianych szlabanów z impetem rozwalił się i pękł na przedniej szybie, przez którą pobiegło długie pęknięcie.
Nie dbał o to.
Spojrzał przed siebie, i oszacował wynikającą ze zwolnienia przed szlabanem stratę. Nissan driftem pomknął znacznie szybciej od jego gripu, i niknął już w zakręcie w lewo, prowadzącym na most nad Wisłą, zyskując…
… dziesięć metrów.
- Odrobię to – mruknął, dodając gazu…

Wypadł z mostu na długą, przeszło kilometrową prostą, i odruchowo spojrzał w lusterko.
Dziesięć metrów przewagi nad GTO. Nieźle.
Całkiem nieźle.
Drift przez przejazd kolejowy, choć skuteczny, dał mu nieźle w kość. Sto koni więcej niż zwykle sprawiło, że Sky był bardzo narowisty i znacznie trudniejszy do opanowania, a utrata ciśnienia jak na taki manewr wyższa, niż przy nastawie 310KM.
- Po tej prostej znajdziemy się w Wiśle – myślał gorączkowo, obmyślając strategię na ostatnie kilkanaście kilometrów – Drogi zrobią się jeszcze ciaśniejsze i bardziej kręte, zarówno w Wiśle jak i potem w Głębcach, a na sam koniec na Serpentynach. Teraz bardziej przyda mi się kontrola i trakcja w drifcie niż moc, prędkość i wyższe przyśpieszenie…
Zerknął przed siebie, na rozpościerającą się prostą.
Zbliżająca się z naprzeciwka osobówka zabezpieczy go przed ewentualnym wyprzedzeniem.
Nacisnął przycisk na EBC, a wartość na ekraniku spadła do 310KM.
Momentalnie poczuł, że doładowanie zmalało, a wóz zaczął wolniej przyśpieszać.
- No – uśmiechnął się – To szybką, jego cześć trasy mamy…
Rozbłysk świateł z tyłu oślepił go na chwilę, a potężny ryk V8 obwieścił, że popełnił idiotyczny błąd.
Nie wziął pod uwagę, że przeciwnik jest w równym jak on stopniu zdesperowany…

Równe, błyskawiczne zwiększanie prędkości, płynące z przeszło 450 koni niedoładowanej mocy, wgniatało go w fotel. Nissan przyśpieszał na tej prostej wyraźnie wolniej, niż na S1 i 81…
… musiał wykorzystać tą okazję.
Przeskoczył na przeciwny pas, i wziął się do wyprzedzania Skyline’a.
Zbliżająca się z naprzeciwka, oddalona o ledwie sto metrów osobówka zabłyskała ostrzegawczo światłami.
Docisnął gaz do oporu, przyśpieszając w moment do 220km/h.
Skyline szedł równo.
- No dalej! – ryknął, widząc rosnące w oczach światła – Nie zawiedź mnie, GTO!

Bez skrupułów zmienił bieg, i spojrzał w lewo.
Pontiac wysunął się już o pół auta przed niego, ale do hamującej rozpaczliwie osobówki zostało im nie więcej, niż trzydzieści metrów.
Fakt, że oto skazuje Bogu ducha winnego kierowcę na śmierć, nie miał dla niego żadnego znaczenia.
Świadomość, że najpewniej zabije również Konrada, ciążyła mu nieco, miał do niego wielki szacunek, ale…
… nic nie było ceną zbyt wysoką, za prawo do bycia z Alicją.
Dziesięć metrów.
Zacisnął pięści na kierownicy.
Jego oczy nie wyrażały…
… nic.

Czuł łomotanie serca, podczas gdy wóz z naprzeciwka, prawie już stojąc, próbował uciec do rowu.
Osiem metrów.
Pięć.
Skyline wciąż zbyt blisko.
Trzy.
Suchość w ustach.
Nieme, totalne przerażenie w oczach starszego faceta za kierownicą Opla Vectry.
Gwałtowne, pewne odbicie w prawo.
Pisk opon.
Uderzenie.
Tarcie metalu o metal…

- O cholera – mruknął Mateusz, podczas gdy czarne GTO wcisnęło się przed niego, o centymetry mijając z cywilną Vectrą – Szalone, ale…
Skuteczne.
Pontiac przytarł o jego przedni zderzak, ale mimo tego dał radę wyprzedzić.
- Zależy ci zupełnie tak, jak i mi – stwierdził fakt – To… bardzo dobrze.
Był zadowolony.
Najtrudniejsza walka w jego życiu trwała nadal…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Stojący na prawie kilometrowej prostej, wiodącej wzdłuż skoczni narciarskiej i targowiska ulicy Kolejowej w centrum Wisły Ford Mondeo ST220 nie był zwykłym, sportowym sedanem.
Srebrny lakier, policyjne malowanie i pas świetlny na dachu aż nazbyt wyraźnie wskazywały, że ma się do czynienia ze stróżami prawa z drogowej sekcji pościgowej.
- Dobre te kanapki, panie nadkomisarzu – mruknął siedzący na fotelu kierowcy młodszy stopniem policjant – Nie takie złe żarcie w tej Wiś…
Z ostrego w lewo, na samym początku prostej, wypadł z piskiem opon czarny jak noc sportowy wóz amerykańskiej produkcji, a zaraz za nim, lekkim poślizgiem, tak samo ciemny Nissan.
- O w mordę! – ryknął młody aspirant. Wąsaty nadkomisarz w spokoju zagryzł kanapkę, patrząc, jak „japończyk” przeskakuje na przeciwny pas, i z głośnym pomrukiem silnika zrównuje z „amerykańcem”.
Chwilę siłowali się tak, z (na oko) grubo ponad dwoma setkami na licznikach, by w końcu, prawie niknąc mu już z oczu na końcu prostej, w lekkim wirażu w lewo, rozstrzygnąć tą próbę.
Pierwszy w zakręcie znalazł się Nissan.
Przekręcony w stacyjce kluczyk obudził do życia widlastą szóstkę w Mondeo, a „kogut” na dachu rozbłysł błękitem i zawył przeciągle. Dłoń aspiranta powędrowała w kierunku hamulca ręcznego, a obroty silnika rosły już błyskawicznie…
- Zgaście to, panie aspirancie. – opieprzył „młodziaka” – Wyłączcie tą syrenę, nie budźcie ludzi… jak wam się nudzi, to możecie iść poskładać blokady ze skrzyżowań i dróg wjazdowych na główną…
- Ależ panie nadkomisarzu! – obruszył się aspirant, uważany w kręgach wojewódzkiej „drogówki” za najlepszego członka oddziału pościgowego – Tych dwoje ścigantów przemknęło przez centrum miasta z prędkością przeszło 250km/h, złamali na pewno z kilkanaście przepisów, włącznie z faktem, że obstawiliśmy drogi w Wiśle, żeby…
- Żeby nikt tej dwójce nie przeszkadzał – warknął zimno starszy stopniem – A teraz nie dyskutujcie, tylko spieprzajcie do sprzątania barierek… chyba że chcecie do końca waszej zasranej służby być krawężnikiem…

Na obrzeżach Wisły, gdzie krzyżowały się ulice Wyzwolenia, 1 Maja i Dziechcinki, rozsądny projektant wymyślił niewielkie rondo. Pomysł okazał się całkiem sensowny, tak więc zarówno do pobliskiej stacji Orlenu, galerii trofeów mistrza narciarskiego Adama Małysza, najbardziej znanej cukierni „Janeczka”, jak i centrum Wisły w jednym, a Głębiec w drugim kierunku, można było bez problemu dojechać.
Rondo było dość ciasne, małe i niskie. W normalnych warunkach, sprawdzało się znakomicie.
Ryk V8 rozdarł ciszę dookoła. Gdyby w miejscu tym byli jacykolwiek świadkowie, mogli by podziwiać mknące na pełnym gazie, kręcone wysoko dwa sportowe wozy, czarne jak smoła.
Nissana Skyline R32 GT-R z przodu.
I Pontiaca GTO 5,7 z tyłu.
Nie było jednak dookoła żadnych świadków.
Rozbudzeni hukiem, gdy podchodzili do okien, zobaczyć mogli co najwyżej obłoczki dymu…

- Diablo wąsko – mruknął Mateusz, wciskając pedał hamulca. Skyline zanurkował, gotowy już do pokonania ronda pełnym gripem – Do osiemdziesiątki, nie więcej, nie mniej, to powinno…
Przeciwnym pasem przemknął obok niego Konrad.
Nie hamował.
Dla Mateusza, było to nieracjonalne.
Szalone.
Takie, jakie powinno być również i jego zachowanie.
Momentalnie puścił hamulec, i dał gaz do dechy, obserwując oddalonego od ronda o kilka metrów Pontiaca.
- Jeżeli pójdziesz w prawo – myślał – To nie dam ci wykorzystać mojej chwili rozsądku, straty na dohamowaniu… polecę gripem z lewej, spotkamy się na wyjściu… nie tak łatwo zaś pójdzie ci wygranie sprintu do następnego zakręt…
GTO nie skręciło.
- Co ty chcesz zrobić?! – jęknął Mat, patrząc, jak czarny wóz pakuje się w sam środek ronda – Oszala…
Pontiac najechał na rondo, i został momentalnie podbity do góry.
- Geniusz – mruknął, dopiero teraz rozumiejąc – Największy geniusz, z jakim walczyłem, lepszy nawet od Karola czy… Nat. Jedynych przeciwników, których… cenię.
Genialny, czy… zdesperowany?
Miłość… miłość wzniosła nas na tak wysoki poziom?!
Znał odpowiedź.
Dociążył przód, odbił kierownicą, i wszedł w rondo driftem, idealnie wręcz obierając moment kontry. Skyline poleciał bokiem, po czym na wyjściu wyprostował, i wyrwał na prostą w kierunku Głębiec.
Mat wypuścił powietrze, z podziwem.
GTO, które przecięło przez środek ronda, używając go jak skoczni, nie rozbiło się.
Było dziesięć metrów z przodu.
Zdawał sobie sprawę, że zanim dotrą do Serpentyn, odrobi tą stratę.
Jednocześnie jednak był świadom, że przez następne cztery kilometry nie uda mu się zmienić sytuacji
Przez opłotki Wisły, Głębce, droga biegła terenami zurbanizowanymi, z licznymi domami po bokach.
Droga stosunkowo ciasna, z długimi prostymi, sprzyjającymi Konradowi i jego lepiej przyśpieszającemu GTO, ale jednocześnie nie na tyle długimi, aby on sam mógł skutecznie używać większego ciśnienia w turbo i mocy 410KM.
Nie liczył nawet, że trafi mu się taka okazja jak na prostej w centrum Wisły, na Kolejowej. Konrad na wcześniejszym zakręcie stracił impet, próbując zmieścić się w następujących po sobie ostrym w prawo i lewo, a on, idąc lekkimi poślizgami, dał radę utrzymać doładowanie w TwinTurbo i…
Wyprzedzić.
Następne cztery kilometry przez Głębce, wiodące prosto na Serpentyny, nie zmienią sytuacji.
Wszystko rozstrzygnie się na Przełęczy.
Jego Przełęczy.
- Wygram! – pomyślał hardo, dodając gazu, i zbliżając się do Pontiaca…

Zdawał sobie sprawę, że przez ostatnie dwadzieścia-kilka minut stoczył najtrudniejszy pojedynek w życiu.
Mateusz okazał się godnym przeciwnikiem, zarówno na należącej do niego autostradzie, jak i mieszanych, neutralnych drogach. Ryzykował wszystkim, stawiał na jedną kartę własne życie…
… przebicie się pod prąd na S1, kilka kilometrów jazdy przeciwnym pasem, czy drift na przejeździe kolejowym były tego doskonałymi przykładami …
… ale nie mógł odmówić i sobie samemu odwagi.
Desperacja, w połączeniu z miłością i pełną koncentracją, pragnieniem udowodnienia, że to… że to on jest tym najlepszym, najbardziej… godnym…
Godnym Jej.
Wiedział jednak, że teraz wjeżdżają na ostatni fragment trasy, fragment, który Mat ma opanowany do perfekcji.
Długa, pnąca się pod górę prosta, lekki w lewo, znów prosta, lekki w prawo, na wysokości którego znajdował się ustalony przez ścigantów start i meta, a potem…
Niecałe dwa i pół kilometra Serpentyn.
Tylko tyle.
I aż tyle.
- Nie mogę przegrać, nie na ostatnim odcinku – stwierdził – Nie mogę przegrać wszystkiego, co mam…
Nagle przez jego głowę przewinęła się pewna myśl.
Świadomość:
- Pojedynek i tak nie ma sensu.
Zagłuszył ją.
Dopóki walczył, dopóki GTO ryczało widlastą ósemką, dopóki dawał z siebie wszystko…
… to miało sens.
Czuł, że jest…
… nadzieja.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Minęli oficjalną linię startu uphill na Serpentynach z blisko dwiema setkami na licznikach.
Zimnym, obojętnym wzrokiem spoglądał na czarnego Pontiaca, ledwie trzy metry przed sobą.
- Pojedynek dobiegł końca, Konradzie – wycedził przez zęby – Zapewniłeś mi prawie półgodzinny, najtrudniejszy rajd w moim życiu. Pokazałeś, że dla Niej jesteś w stanie zrobić wszystko, dokładnie tak, jak i ja, ale… dotrzymałem ci tempa na twojej autostradzie. Nie zginąłem podczas przebijania się pod prąd na estakadzie S1, a potem ekspresowej 81. Zaimponowałeś mi wytrzymałością psychiczną, odwagą i poświęceniem, na skrzyżowaniu w Ustroniu, na przejeździe kolejowym a potem na rondzie w Wiśle, ale… to koniec. To moja przełęcz.
Nie masz szans.
Światła GTO zapłonęły czerwienią, a wóz zanurkował.
- I tak opóźnił hamowanie do maksimum, jak na grip, którym pojedzie. – pomyślał Mat.
Wdusił na moment hamulec, dociążając przód, po czym skręcił kierownicą, i dodając lekko gazu wprowadził wóz w poślizg przed pierwszym zakrętem w uphill, ostrym w lewo.
Przeciwnik zaskoczył go…

Założył lekką kontrę, i z zadowoleniem poczuł, że w pełni kontroluje wóz.
Jak na ponad 40 kilometrów, które pokonali, był to dobry znak.
Dociągnął do wewnętrznej, bez problemu przeleciał przez zakręt, po czym wyprostował kierownicę, i zakończył drift…

- Szybko, czysto, po wewnętrznej – mruknął Mateusz, dając gaz w momencie, gdy przód GT-R’a znajdował się na idealnej linii. ATESSA rozdysponowała mocą, a drift momentalnie zamienił się w grip.
Drift przerywany.
- Nie było idealnie, zrobiłem to szybciej, ale…
Był pod wrażeniem.
Gość z autostrady, mistrz prostej, który wielkim GTO tak zręcznie driftuje?
I Konrad zrównoważył ustawienia wozu. Przystosował również pod przełęcz.
- To było ciekawe. – stwierdził, obserwując gotującego się do kolejnego zakrętu, 90’ w prawo, przeciwnika – Jak widzę, teraz znów pójdziesz po wewnętrznej. Dobrze jak na laika, ba, jak na niezłego kierowcę touge. Ale w tym miejscu, gdy z tyłu jestem ja i mój Sky… to błąd. Zacieśnianie do wewnętrznej, blokowanie jej, jednocześnie pozbawia prędkości, o zużyciu opon nawet nie wspominając. Zaraz za tym 90’ w prawo następuje bliźniacza „dziewięćdziesiątka” w lewo.
Tutaj stracisz impet.
Tam…
… tam na prowadzeniu znajdę się już ja, przechodząc w drifcie bezpośrednio z zakrętu do zakrętu…
Odbił na zewnętrzną, skąd wyprowadzić chciał drift, pozwalający mu przejść obok przeciwnika, a zaraz potem pokonać od wewnętrznej następny zakręt, wszystko w jednym poślizgu.
Konrad ponownie zaskoczył go.
GTO przejechało na zewnętrzną, po czym zaczęło się ślizgać.
Postąpił tak samo, ślizgając się tuż za nim, tylko po to, by przekonać się, że wielki amerykański wóz bez problemu przechodzi w drifcie w drugi zakręt, i cały czas pod kontrolą pokonuje kolejną dziewięćdziesiątkę.
Był od niego szybszy, zbliżył się w równoległym poślizgu na centymetry, ale…
… znoszenie, które odczuwał, podsterowność…
… opony były już bardzo zużyte. Nie pozwolą na co bardziej skomplikowane manewry i ataki.
Przeciwnik radził sobie w drifcie, w touge nadspodziewanie dobrze, wręcz…
… znakomicie.
I wtedy właśnie Mateusz zaczął się bać…

Na pełnym gazie pokonał lekki w prawo, gripem, znoszony przed podsterowność, od razu jednak odbił w kolejny zakręt, mocny (acz szeroki) w lewo.
Zmęczone opony zapiszczały, ale bez problemu utrzymały wóz na drodze.
- Daję z siebie wszystko – pomyślał – Prowadzę powyżej maksimum własnych możliwości, o wiele szybciej nawet, niż podczas wszystkich tych treningów, przez ostatnie dwa tygodnie. Mateusz jest geniuszem tej trasy, jego równoległe drifty… nawet nie mam co myśleć, że byłbym tak w stanie robić, ale…
… nie daję mu możliwości wyprzedzenia.
Nie umie wyprowadzić ataku.
Mogę wygrać, i… wygram!
Spojrzał przed siebie, a jego oczom ukazała się stumetrowa prosta, zakończona szerokim, ostrym, pnącym się do góry wirażem w prawo.
- Patelnia. – szepnął, dodając gazu – Zrobię to od zewnętrznej do wewnętrznej, przy tym nachyleniu zakrętu, zużyciu opon… Mateusz i tak nie będzie w stanie pójść po wewnętrznej…

Do Patelni zbliżyli się w mgnieniu oka.
- To kierowca naprawdę wysokiej klasy – dotarło do Mata – Na Przełęczy radzi sobie… niesamowicie wręcz dobrze. On…
GTO przeskoczyło na zewnętrzną, co jednoznaczne było z faktem, że przeciwnik planuje iść driftem od zewnętrznej do wewnętrznej.
Najlepszą w uphill na Patelni techniką.
… on nie da mi okazji do ataku. – dokończył myśl, czując, że przegrywa – Nie mam nawet co liczyć na łut szczęścia, on jest świetnie przygotowany… nie popełnia błędów, a wielkie gabaryty GTO, gdy jest na prowadzeniu, tylko ułatwiają mu obronę pozycji… przegrałem.
Chyba że…
… to szaleństwo, ale …
… gdybym spróbował jazdy gulikowej … w uphill?
- Nigdy nie robiłem tego manewru. Wiem tylko, że jest on możliwy, i teoretycznie pozwolił by mi pomknąć po wewnętrznej, wyprzedzając Konrada, ale…
… jeśli nie trafię kołami w gulik, to stracę kontrolę nad autem, i w najlepszym przypadku wyspinuję, kończąc pojedynek w tym samym momencie...
A jeśli wyrzuci mnie z rowka już w trakcie… będzie jeszcze gorzej.
Wylecę z Patelni.
Runę w przepaść.
Zginę… z całą pewnością.
Zakręt był już bliski rozpoczęcia.
Decyzja musiała być szybka.
- Miłość do Alicji – stwierdził – Pragnienie bycia z nią… to jest silniejsze niż zdrowy rozsądek.
Niż wola życia.
Bez niej… i tak nie mam po co.
Z tą myślą, odbił w kierunku rowka…

Wprowadził wóz w drift, zgodnie z planem, od zewnętrznej.
GTO zapiszczało i zadymiło, moc przeszło 450 koni była bezlitosna dla opon, ale znakomite nastawy, odpowiednie dozowanie gazem, a przede wszystkim wprawna ręka pozwoliła mu utrzymać wóz na nadawanej linii.
Leciał bokiem, zacieśniając w kierunku wewnętrznej. Nie ważne, jak przeciwnik chciał by zaatakować, nie był by w stanie osiągnąć takiej prędkości, i obrać tak ciasnej linii, by go wyprzedzić…
Spojrzał w prawo, kątem oka.
- O Jezu. – jęknął.
Czarny Nissan Skyline mknął skrajnie po wewnętrznej, lekko pochylony w kierunku środka zakrętu, z prędkością wręcz… niewyobrażalną, jak na te warunki.
Błyskawicznie zdał sobie sprawę, z czym ma do czynienia.
- Gutter driving – wyszeptał - On używa jazdy gulikowej, techniki, którą potrafią wykorzystywać tylko najlepsi…
GT-R’em szarpnęło nagle, a cały wóz zadrżał, zniesiony gwałtownie ku zewnętrznej.
W sercu Konrada obudziła się nadzieja.
Nadzieja, że on wypadnie.
Nadzieja, że… zginie, runąwszy w przepaść.
Zaklinał los, aby tak się właśnie stało.
Nie został wysłuchany.
Nissan utrzymał się w rowku aż do samego końca wirażu, gdzie lekko podskoczył, i pomknął dalej.
Tracił do niego ledwie kilka metrów.
Niewiele.
Nieosiągalnie niewiele.
Był bliski załamania, był bliski uderzenia w barierkę, w nasyp, w najbliższe drzewo…
Wiedział, że stracił szansę na wygraną.
Stracił perspektywę bycia z Alicją.
Stracił… wszystko.
Nie mógł się jednak poddać.
Jeszcze nie…

Wlatując na Zakręciki, był niesamowicie wręcz szczęśliwy.
Manewr się udał.
Miał ogrom szczęścia, że nie wypadł, wóz ściągało silnie ku zewnętrznej, koła prawie wyskoczyły, ale…
Udało mu się.
Znów… prowadził.
A do Szczytu pozostało niewiele.
Bardzo niewiele.
Do mety.
Do szczęścia.

Mknął po swojej idealnej linii, cały czas obserwując lusterko.
GTO szło praktycznie tak samo, jak on.
Podziwiał Konrada. Idealną linię na Zakręcikach znało i potrafiło wyszukać niewielu.
Ten dotrzymywał mu tempa, był kilka metrów za nim, przez wszystkie Zakręciki nie odpuścił choćby na moment.
Przyhamował, i wszedł driftem w ostry w lewo, kończący serię małych odbić.
Opony zapiszczały rozpaczliwie, a podsterowność zniosła GT-R’a ku zewnętrznej.
Nic się jednak nie stało.
Wóz utrzymał się na drodze.
GTO nawet nie spróbowało ataku, dręczone dokładnie tym samym problemem.
Oba auta miały już dość.
Dał gaz do oporu, zdając sobie sprawę, że oprócz tej długiej prostej, do mety zostały tylko dwa średnie, następujące po sobie zakręty w lewo a potem w prawo, następnie sto metrów prostej i…
… koniec.
- Wygrałem. – pomyślał.
I tylko wzmógł koncentrację.
Zgodnie z przeczuciem, Konrad nie zrezygnował.
Zobaczył w lusterku, jak Pontiac podchodzi do jego tylnego zderzaka na centymetry, wykorzystując pełnię mocy, i pozostaje tak aż do końca prostej.
- Co ty chcesz zrobić? – zapytał głośno Mat – Jak… jak planujesz… zaatakować?!

Wiedział, że to jego ostatnia szansa.
Postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
Skoro Mateusz to potrafił, skoro Mateuszowi się to udało, to…
… i on był w stanie.
Przyhamował w tym samym momencie, co Skyline, idealnie wyczuwając moment, i poszedł w średnim w lewo driftem.
Zobaczył, że zakręt przechodzi zaraz potem w bliźniaczy średni w prawo, który wiedzie na prostą do mety.
- Teraz! – zaryczał, odbijając ostro w lewo, ku zewnętrznej.

- Oszalałeś?! – jęknął Mateusz, widząc zrównujące się z nim po lewej, zewnętrznej do następnego zakrętu GTO – Co… co chcesz…
Przyhamował, by zmieścić się w ostatnim zakręcie.
Pontiac nie zrobił tego, odbijając momentalnie w prawo, idąc w zakręt gripem, po zewnętrznej.
Przez moment Mat myślał, że to koniec.
Że przegrał.
Nie miał racji.

Szalony manewr okazał się niewykonalny, skatowane opony nie dały sobie rady.
Ciężki wóz odpuścił w połowie wirażu, zniesiony w kierunku barierki na zewnętrznej potężną siłą podsterowności.
Pontiac ciężko otarł się o nią, po czym odbił, mijając o centymetry z tyłem przemykającego Nissana.
Ślizgnął się, odbił tyłem od drugiej barierki, na wewnętrznej…
Nie stracił panowania.
Dał pełen gaz i wyrwał do przodu, gotów do kontynuowania pościgu.
Po kilkunastu metrach zdał sobie jednak sprawę, że to był już koniec.
Wpadł na metę kilka metrów za Mateuszem.
Zwycięskim Mateuszem…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- To było… znakomite – stwierdził, wysiadając z auta. Po czole spływały mu obficie krople potu.
Zdawał sobie sprawę, jak blisko od przegranej był.
W jak wyrównanym pojedynku wziął udział.
- Jesteś… geniuszem kierownicy. Tak równej walki nie stoczyłem jeszcze nigdy. To był… najtrudniejszy pojedynek w moim życiu. – kontynuował Mat, pomimo milczenia przeciwnika.
Powoli docierało do niego, że oto jest zwycięzcą.
Że oto to on będzie z Alicją, że oto… zapewnia sobie szczęście.
Oszukuje przeznaczenie.
Wyciągnął rękę do uścisku…

Spojrzał na Mateusza spojrzeniem człowieka przegranego.
Podziwiał go, i nienawidził jednocześnie.
Świadomość, że ten odbiera mu jedyną miłość życia, że po tym pojedynku nie ma już choćby najmniejszej szansy na bycie z Nią…
Kochał ją.
Kochał szczerze, dlaczego więc…
… dlaczego przegrał?!
Nie zawiódł. Po prostu… tak nieznośnie, upokarzająco trywialnie okazał się… gorszy.
Uścisnął dłoń przeciwnika, po czym nagle zawahał się.
- Nasza historia – odezwał się – To… pamiętasz może książkę, którą czytałem podczas naszego pobytu w szpitalu?
Mateusz spojrzał na niego, zaskoczony, ale odparł:
- Pamiętam. „Miecz Przeznaczenia” Andrzeja Sapkowskiego, tak właściwie to tom opowiadań… znakomitych opowiadań…
- Wtedy, gdy Ona przyszła, by cię odwiedzić, ciebie nie było, a na mój widok... a raczej z mojego powodu, z powodu tego przedziwnego uczucia… uciekła… czytałem wtedy pewne opowiadanie. „Okruch Lodu”. Widzisz, nasza historia wydaje mi się… podobna. Niezwykle podobna.
- Nie – zaprzeczył Mateusz – Nie widzę tu wielu podobieństw, Konradzie. My doprowadziliśmy tę sprawę do końca. Nikt z nas nie musi teraz uciekać, czy odbierać sobie życia, a żadna pustułka nie przyniesie informacji od naszej Yennefer. Informacji, że daremny nasz trud. Że nie chce takiego poświęcenia, takiej ofiary, takiego… daru.
Nie odpowiedział.
Uśmiechnął się tylko kwaśno, skłonił lekko Mateuszowi, i rzucił:
- Żegnaj, Mat. Obyś… obyście byli szczęśliwi.
- Żegnaj, Konradzie.
Odwrócił się w kierunku poobijanego GTO, i ruszył, udając, że oto nie stało się… nic.
Starając się zachować twarz.
Starając się nie wybuchnąć płaczem…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Uśmiechnął się lekko, patrząc na odchodzącego do auta Konrada.
- Zwycięstwo. – mruknął – Pomimo tylu zwrotów akcji, teraz… będzie dobrze. Przegrywając z Robertem, ponad rok temu dowiedziałem się, że przegrany jest sam. Ale teraz widzę, że zwycięzca…
Uświadomił sobie, że wjeżdżając na S1 dostał SMS’a, wyciągnął z kieszeni swojego Sony Ericssona P1, i spojrzał na ekran, by odczytać wiadomość.
„Dowiedziałam się, co planujecie zrobić. Błagam o zaprzestanie tego szaleństwa. Mateuszu… niezależnie od wyniku, nie będę z Tobą. To zbyt wielkie poświęcenie, poświęcenie z Twojej strony. Ja takiego ryzyka… takiej ofiary przyjąć nie mogę. Sytuacja stała się zbyt skomplikowana, bym mogła to wyjaśnić, dlatego wybacz… błagam, wybacz, i… odpuść. Zapomnij o mnie. Nie dla Twojego dobra, wiem, że chodzi Ci tylko i wyłącznie o moje. Dlatego właśnie… musisz zapomnieć”.
Alicja.
Dotarło do niego.
Uderzyło z mocą wielokrotnie większą, niż wszystko, co do tej pory przeżył.
Pojął. Zrozumiał.
- Ona naprawdę kocha Konrada – myślał, podczas gdy serce uderzało tak nieznośnie wolno, zastopowane tymi kilkunastoma słowami - A ja, niezależnie od zwycięstwa… jestem przegranym.
- Wisi nade mną fatum – doszedł do wniosku – Fatum, którego nijak nie mogę uniknąć, nie ważne, co czyniłem, czynię i będę czynił. Śmierć więc również jest mi pisana, śmierć w pojedynku z Robertem. Nie uniknę jej, podobnie jak nie mogłem sprawić, że będę…
… będę szczęśliwy z Alicją.
Jedyną istotą, którą naprawdę kochałem, i…
… kocham.
Skoro ja nie mogę być szczęśliwy…
Zatrzymał ruszający właśnie ze Szczytu czarny, sportowy, amerykański wóz…

Widział w jego oczach, że coś jest nie tak.
Słowa tylko upewniły go w przekonaniu, że wie chyba, co.
- Zostań z nią – wypowiedział czysto, wyraźnie i bez fałszu Mat – Pomimo wyniku, pomimo… pomimo wszystkiego… zostań z nią. Wróć do niej. Kocha cię.
Konrad zmarszczył brew, zaskoczony szczerością wyznania.
Nie rozumiał. Nie spodziewał się, że… że będzie aż tak honorowy.
Tak… dobry?
- Co… wybacz, ale… co sprawiło, że decydujesz się oddać… oddać mi ukochaną?
Rozbiegany wzrok.
Głos z pogranicza obłąkania.
- Pustułka. – wyszeptał Mat.
Telefon w jego ręku.
Zrozumiał metaforę.
Był już pewien.
Mimo tego jednak… postanowił wykorzystać okazję.
Okazję do szczęścia.
- Nawet… nawet nie wiesz, ile ona dla mnie znaczy. – odparł szczerze, z podzięką w głosie.
Spoglądając gdzieś w bok, Mateusz odrzekł:
- Wiem tylko, że na pewno nie więcej, niż znaczy dla mnie. Los jednak… los zadecydował inaczej.
- Los – pomyślał cynicznie Konrad – Los nie istnieje, Mateuszu…
Głośno zaś odrzekł tylko:
- Może.
Nie musiał wiedzieć.
Nie powinien.
Nie dla… mojego dobra.
- Bywaj, Mateuszu – rzucił, wyciągając dłoń do pożegnalnego uścisku.
- Bywaj, Konradzie.
Ponownie wsiadł do auta, odpalił silnik, i obrał nowy kierunek.
Dom Alicji…

Mat zaś, został sam.
Zwycięzca bowiem…
Zwycięzca był sam.

 

Po tym Odcinku przeczytaj:
OS. "Unleashed"