2. „Wybór”

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Szuflada w szpitalnej szafce wysunęła się, ujawniając swoją zawartość. Był już praktycznie spakowany, jego dobytek z ostatnich kilku miesięcy pobytu w tym miejscu zmieścił się do raptem jednej podręcznej torby. Szuflada zawierała w sobie rzeczy najpotrzebniejsze.
Portfel wylądował w wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki, dokumenty z Imprezy po przeciwnej stronie, na piersi. Prawą ręką sięgnął po telefon. Duży wyświetlacz Sony Ericssona P1i wskazywał godzinę dwunastą. Był piątek. Czekał go weekend, dwa dni w domu, a potem… powrót do normalności.
- Nie – pomyślał.
Nic nie będzie już… normalne. Takie, jak kiedyś.
Duże lustro, na które właśnie spoglądał, udowadniało mu to dobitnie.
Blizna biegnąca przez prawy policzek. Zagoiła się, nie była już tak widoczna, jak wcześniej.
Ale była. Istniała. W nieznośny sposób przypominała o tym, że coś się zmieniło…
Albo i nie. Nadal miał cel. Środek umożliwiający jego wykonanie czekał na dole.
Od strony psychicznej, był poturbowany. Fakt, że Alicja nie odwiedzała go przez długie miesiące, a gdy wreszcie się pojawiła to tylko po to, by uciec, nie widząc się z nim… to bolało.
Ale nadal pragnął zemsty, udowodnienia Robertowi, kto tak naprawdę jest…
… to było głupie.
- Ta zemsta nie da mi nic. Ani satysfakcji, ani radości, ani… miłości…
- Nie kocham Julii – zdał sobie sprawę – Robię to wszystko, bo… nie potrafię już się zatrzymać. Przez to, że byłem zbyt ostrożny straciłem Julię, przez fakt, że skończyłem z ostrożnością… straciłem Alicję. W takim razie, skoro nie robię tego w imię czegoś, dla kogoś, to…
Robię to dla siebie. Bo chcę sprawdzić, ile jestem wart. Jak daleko jestem w stanie się posunąć, czy istnieje… granica moich możliwości.
Prychnął z ironią, uświadamiając sobie pewien przyziemny fakt.
Spojrzał na swoją lewą rękę.
Wyglądała normalnie, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że taka nie była.
Słaba, niezręczna i bez pełnej kontroli. Dotkliwy, wciąż wbijający się w świadomość ból, pulsujący i wibrujący od tej kończyny, sprawiający, że… - sięgnął do kieszeni, i wyjął fiolkę, z której połknął jedną tabletkę.
Leworfanol to tylko środek na ból, usprawiedliwił się.
-Tak czy inaczej jednak, z niesprawną lewą ręką ciężko będzie mi wrócić do formy – pomyślał – A przekroczenie w ten sposób granicy możliwości, będzie z pewnością… awykonalne…
… to jednak nie oznacza nic. Dopóki nie spróbuję, nie dowiem się. Dopóki się nie dowiem… będę próbował.
Subaru Impreza WRX STi nie jest autem dla mnie. Nigdy nie uważałem gripu za mój styl jazdy, a przerabianie auta ze stałym napędem na obie osie to proces skomplikowany i nieopłacalny. Ale gdyby Imprezę sprzedać… stać by mnie było, na…
Zaczął rozmyślać.
Nissana 200SX S13 odrzucił momentalnie, nie miał zamiaru upodabniać się do…
Ford Sierra również odpadł z porównania. „Cossie” nie wróci, stworzenie auta, które choć zbliżyło by się do genialności jego Sierry było niewykonalne.
BMW Serii 3, jako auto zbyt pospolite i zwykłe, również nie spełniło by jego oczekiwań.
Przez chwilę zastanowił się nad wozem, który widział, nim trafił do szpitala. Maseratti 2.24V BiTurbo. Z pewnością wyróżniał by się z tłumu, z pewnością byłby rozpoznawalny, ale… wóz był zbyt ciężki. Zbyt wielki. I zbyt… niepraktyczny.
Nissan 200SX S14 był pociągający. W młodości marzył o takim aucie, był więc opcją bardzo godną rozważenia…
Porsche 944 Turbo. Przykład Mistrza, który był w stanie podobnym wozem dać im wycisk na Nurbie, był dostateczną rekomendacją.
A może coś bardziej… egzotycznego. Lotus…
Jego rozmyślania przerwało otwarcie się drzwi do sali szpitalnej.
Spodziewał się wielu osób.
Tych – nie.
- Dobrze widzieć cię żywego, Mateusz-san – stwierdził Haruki, przestępując próg.
Druga postać skłoniła się lekko. Nie wierzył własnym oczom. Harukiego nie spodziewał się, ale…
… Ryosuke Takahashi?! Jeden z najsłynniejszych japońskich kierowców?!
- Co cię… co was sprowadza… do Polski? – wyjąkał po angielsku.
- Zawsze dotrzymuję danego przyrzeczenia… – odparł Haruki.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Dochodziła godzina czternasta, podczas gdy dwie potężne maszyny wspinały się na szczyt Przełęczy Kubalonka, znanej lepiej jako legendarne Serpentyny. Ariergardę trzymał ciemnobłękitny wóz na cieszyńskich numerach tablicy rejestracyjnej, dla laików „tjunowana rajdówka na złotych felgach, z oczami robala”, a dla znawców tematu – Subaru Impreza WRX STi. Bledł on jednak przy tym, co mknęło przed nim.
Całkowicie.
Rasowy, potężny pomruk silnika, nazywany przez Japończyków „jedynym JDM muscle carem” mieszał się z sykiem dwóch turbosprężarek Garret. Trzy literki, widniejące na klapie bagażnika, były rozpoznawalne we wszystkich kręgach miłośników i pasjonatów szybkości.
„GT-R”
Auto nie było jednak najbardziej znaną, rozpropagowaną przez gry wyścigowe i „kulturę” filmu „Szybcy i Wściekli” wersją R34 GT-R, BNR34.
Japończycy, startujący w wyścigach górskich zdawali sobie doskonale sprawę, że do touge najlepiej nadawała się generacja skrywająca się pod oznaczeniem BNR32.
Pierwszy Skyline GT-R po długiej przerwie.
Pierwszy z systemem ATESSA-ETS.
R32 GT-R.
Mateusz z błogim uśmiechem siedział w znakomitym, seryjnym, kubełkowym fotelu pędzącego Skyline’a. Czarny wóz z japońskimi numerami rejestracyjnymi wzbudził by pewnie ogromne zainteresowanie samym swoim istnieniem w Europie, ale tylko pasjonat mógł rozpoznać rzecz w tym egzemplarzu najbardziej niesamowitą.
Był to pierwszy Skyline GT-R z kierownicą po lewej stronie, jakiego w życiu widział.
- Kierownica jest po właściwej stronie – odezwał się do siedzącego na fotelu kierowcy Ryosuke. Przekładka była wykonana niesamowicie dokładnie i porządnie, całe wnętrze wyglądało dokładnie tak, jak seryjne… wszystko było idealnie spasowane, dokładnie sklejone i poskładane…
- Właśnie nie jest – odparła legenda Red Suns, wprowadzając wóz w lekki poślizg na zakręcie. Mateusz poczuł, że wóz driftuje, by następnie momentalnie, gdy tylko Takahashi dodał gazu, odzyskać pełną trakcję.
Tylko jedna osoba w Japonii wiedziała, kto w ten sposób dostraja auta. Tylko jedna osoba znała jego osobiste preferencje, poznała styl jazdy…
… Fumi.
Mateusz poczuł ukłucie żalu do samego siebie. Jakkolwiek zdawali sobie z Fumi sprawę, że ich zauroczenie nie ma sensu, wyjaśnili to sobie nim… nim zaczęli… to mimo wszystko, zachował się jak ostatni skur****n zostawiając ją tam, po tym wszystkim.
Mimo że nie było innego rozwiązania.
- To pewnie ona agitowała za tym, aby wysłać mi ten samochód – zdał sobie sprawę – Zostawiłem ją tam, kontakt się urwał, a ona… i tak zechciała mi pomóc.
Sam fakt, że wtedy, po jego wyścigu z Harukim na Górze Akina, ten dał mu Skyline’a na własność, jako nagrodę za wygraną, dotarł do niego dopiero teraz. Był wtedy zbyt zajęty, zbyt…
… po prostu nie istniało dla niego nic i nikt, prócz Fumi …
… ale teraz przypomniał sobie i o tym.
Mimo wszystko jednak, fakt, że Haruki zechciał przygotować dla niego BNR32 LHD, przywieźć go tu i ofiarować, był… nie do uwierzenia.
Jedyną rzeczą, która zaburzała mu nieco radość chwili była niemożność własnoręcznego prowadzenia tej bestii. Próba wyjechania z przyszpitalnego parkingu skończyła się w pół drogi z wyjazdu.
Nie potrafił…
… nie potrafił skręcić kierownicą.
Nie wiedział jeszcze, jak rozwiąże ten problem.
Skyline jednakże dał mu motywację. Dla takiego auta, musiał chociaż… spróbować.
Spojrzał przed siebie. Wóz wychodził właśnie z ostatniego zakrętu przed Patelnią, i oczom Mata ukazał się słynny zakręt w całej swej krasie.
Co więcej, kilkanaście metrów przed nimi sunęła srebrna...
- Toyota Supra Mark III – stwierdził z uśmiechem Ryosuke Takahashi – Masz coś przeciwko, żebym trochę przegonił tego GT-R’a?
Mateusz pokręcił głową.
Reakcja Rysosuke była natychmiastowa. Mat dostrzegł tylko szybki, ale jednocześnie stopniowy ruch nogi, po czym R32 wystrzelił do przodu, rycząc wściekle. Poczuł, że ogromna siła wgniata go w fotel, podczas gdy wskazówka prędkościomierza wędrowała w błyskawicznym tempie w górę. Dystans dzielący ich od Supry zmalał w moment do kilku metrów. Nim jednak Ryosuke zdążył wrzucić kierunkowskaz, Toyota gwałtownie przyśpieszyła.
- O – uśmiechnął się Japończyk – Miło z jego strony.
Do Patelni zostało raptem kilkanaście metrów, prędkościomierz wskazywał już przeszło 110.
- Uważaj na tym zakręcie – odezwał się Mat – Często zdarza się tu ludziom wylecieć, jadąc w uphill…
Ryo nie odpowiedział, ba – nie przestał nawet dochodzić do zderzaka Supry.
Patelnia zbliżała się nieubłaganie. Mateusz z jednej strony zdawał sobie sprawę, że Takahashi jest geniuszem kierownicy, ale z drugiej – pokonywanie tego zakrętu nastręczało trudności nawet najlepszym, a w uphill, jak w tym przypadku, wyspinował tu kiedyś nawet… - Mat przypomniał sobie sytuację, w której tutaj srebrne 200SX S13 zostało wyprzedzone przez BMW 318ti Karola. Wprawdzie jego kumpel przegrał wtedy ten wyścig, zresztą w bardzo nieuczciwy sposób, ale dla kierowcy 200SX był to dostateczny powód do zmiany stylu jazdy. Szeroki drift w uphill na Patelni nie miał najmniejszego sensu, na dodatek wiraż wyrzucał do zewnętrznej…
Dziesięć metrów do zakrętu.
Pięć.
Gaz ciągle w podłodze.
Nagle Skyline odbił gwałtownie w lewo, i tylko dobry profil fotela wraz z zapiętymi pasami powstrzymał Mateusza od rzucenia w kierunku drzwi. Auto błyskawicznie przeskoczyło na zewnętrzny pas, i bez najmniejszego problemu zrównało się z Suprą.
Zaraz potem, gdy Mat był już prawie pewien, że rozbiją się na barierce, Ryosuke przycisnął na chwilę hamulec, i błyskawicznie skręcił kierownicą w prawo. Puszczonym na moment gazem zainicjował poślizg, a GT-R lekko i stabilnie ustawił się bokiem przed maską Toyoty. Ryosuke jak gdyby nigdy nic podprowadził wóz do wewnętrznej, utrzymując cały czas drift z pełną prędkością. Mateusz wykorzystał krótką chwilę, w której znajdywali się bokiem przed Suprą, by sprawdzić, kto siedzi za jej kierownicą.
I zamrzeć.
Twarz człowieka prowadzącego Toyotę wyrażała wściekłość i determinację, wręcz malowała się na niej żądza dopadnięcia driftującego przed nim wozu.
Obok zaś siedziała dziewczyna o aparycji niesamowicie wręcz pięknej.
Mateusz znał te postacie.
Robert i Julia…
Przed „nosem” Skyline’a ukazało się wyjście z zakrętu. Ryosuke dodał gazu, a wóz jak po szynach wystrzelił do przodu, zostawiając Suprę kilka metrów za sobą.
- Niezły – stwierdził bez emocji Ryosuke, odpuszczając gaz – Z ustawieniami ATESSA’y ETS pod miks driftu i gripu, ten wóz jeździ całkiem dobrze. Jako fan i właściciel RX7 muszę ci jednak powiedzieć, że nie miał by z FC lub FD najmniejszych nawet szans. To nadal ciężki, wielki Skyline…
Mat uśmiechnął się. Szczera nienawiść między posiadaczami i fanami RX7 i Skyline’ów w Japonii była sprawą ogólnie znaną, więc słów Ryosuke nie wziął sobie szczerze do serca…
Nagły rozbłysk „długich” w lusterku przywrócił go na ziemię.
- Nadal chce nas ścigać? – zdziwił się Ry, po czym spojrzał na Mata – Odpuścić czy…?
- To drugie – odparł Mateusz.
Ryosuke ponownie dodał gazu, a wóz ze świstem turbosprężarek wyrwał do przodu, by zaraz za ostrym w lewo znaleźć się na serii małych zakręcików. W głowie Mateusza błyskawicznie odtworzył się widok wszystkich tych zdradliwych odbić. Pomimo kilkumiesięcznej przerwy, traumy i wstrząśnienia mózgu doskonale pamiętał idealną linię na tym odcinku.
Linię, która pozwoliła mu wygrać dziesiątki wyścigów.
Linię, po której dopadł Roberta, prawie rok temu.
Linię, dzięki której doścignął LanEvo i 200SX w swoim przedostatnim pojedynku przed wypadkiem.
Linię, której znalezienie zajęło mu długie tygodnie.
Ryosuke wystarczyły dwa zakręciki.
Mat nie musiał mu nawet jej wskazać. Japończyk ustawił wóz, po czym wdusił gaz do oporu.
Skyline zaryczał. Mat mógłby przysiąc, że wóz… cieszył się z takiej jazdy.
Spojrzał na licznik, i zaniemówił. Samochód miał nakręcone ledwie dwa tysiące kilometrów.
- Dwa… dwa tysiące przebiegu?! – zapytał Ryosuke, nie zważając na fakt, że ten toczył właśnie pojedynek. Widniejąca we wstecznym lusterku Supra oddalała się, tańcząc tyłem.
- Tak – odparł Ryosuke, jak gdyby nigdy nic – Licznik nie był ruszany, podobnie jak całe wnętrze.
- Jak mógł nie być ruszany… to wasz wóz, JDM! Nigdy nie było wersji z kierownicą po lewej stronie, ani z licznikiem wyrażonym w kilometrach! Zresztą, produkcji BNR32 zaprzestano w dziewięćdziesiątym czwartym! Skąd wzięliście… praktycznie niejeżdżony wóz i części na przekładkę?
- Nie było przekładki – odparł spokojnie Takahashi – To seryjne BNR32 LHD, w wersji na Europę.
Mateusz został w pozycji, w jakiej był, z szczęką wędrującą ku dołowi.
- Nie… nie było nigdy… Skyline’a LHD!
- Wiele jeszcze nie wiesz – uśmiechnął się z ironią Ryosuke – Ale w mojej gestii nie leży wyjaśnianie ci tego. Spytaj Harukiego, odpowie, jeśli uzna to za coś, co musisz lub możesz wiedzieć…
Mateusz zamilkł, pozostając sam na sam ze swoim zaskoczeniem i niedowierzaniem.
Nie. Było. Skyline’a. Na. Europę.
Toyota za nimi wyła kręconym wysoko silnikiem, ale dystans wciąż rósł, wynosząc już obecnie przeszło dziesięć metrów. Myśl o nierealnym Nissanie ustąpiła nagle miejsca świadomości, że oto Robert jest pokonywany po raz pierwszy w swej karierze… w wyścigu z nieznającym trasy, przyjezdnym Japończykiem, siedzącym za kierownicą auta, którego szczerze nie znosi. Z drugiej strony jednak, Japończykiem tym był sam Ryosuke Takahashi, istna legenda touge, a autem potężny BNR32.
Tak czy inaczej, Mat poczuł ukłucie żalu.
I złość.
To miała być jego własna zemsta. Inaczej ją sobie wyobrażał.
Fakt, że wyścig rozgrywał się w dzień, w uphill, nie z nim za kierownicą… wszystko było nie tak, jak chciał.
Nie tak, jak… śnił?!
Skyline i Supra, uświadomił sobie nagle, z przerażeniem.
- Nie – pomyślał – To zbieg okoliczności. Autosugestia. Urojenie. Ten sen jest… przypadkiem.
Samochód zwolnił zauważalnie, tuż przed ostrym zakrętem w lewo, stanowiącym koniec sekcji „Zakręcików”. Potem była już tylko długa prosta, odbicie w lewo, w prawo, długa prosta i… koniec.
- W ten zakręt można wejść szybciej – odważył się zauważyć.
- Domyślam się – odparł cynicznie Ryosuke – Daje po prostu Suprze ostatnią szansę…
W momencie, gdy Toyota zbliżyła się do nich na ledwie trzy-cztery metry, Takahashi dodał ponownie gazu, a ATESSA rozdysponowała moc na wszystkie cztery koła, wyrywając wóz do przodu. W zakręt wszedł nie odpuszczając gazu nawet na chwilę, pełnym gripem, bez utraty przyczepności. Nic nie zakłóciło toru jazdy, Mat poczuł tylko odrobinę podsterowności. Skyline wystrzelił z zakrętu na prostą, a Mat spojrzał w lusterko…
Toyota Supra leciała bokiem, samym środkiem wirażu. Widział i wiedział, że rozpaczliwe próby dogonienia ich na „Zakręcikach” nagrzały opony auta Roberta, więc utrzymanie wewnętrznej było w drifcie niemożliwe. Co więcej, nawet pomimo ryku RB26DETT słyszał gang silnika Toyoty.
Nie był taki, jak w momencie, gdy go wyprzedzili.
Był… inny.
Bardziej… rozżalony.
Znał ten dźwięk.
Świadomość tego, co za moment się stanie, dotarła do niego sekundę przed tym wydarzeniem.
Gwałtowne zmielenie, cichy strzał, krótki bulgot i syk.
Nie było tak spektakularnie, jak w jego Sierrze, gdy pożegnał 2.0 DOHC.
Suprą rzuciło w kierunku zewnętrznej, wóz wykręcił bączka, po czym z piskiem opon zatrzymał się przy barierce.
Z kilkudziesięciu metrów, nim dotarli do zakrętu, dojrzał jeszcze lekki dymek spod maski. Ostatnią rzeczą, którą widział, była Impreza WRX STi, omijająca Suprę na pełnym gazie.
Potem R32 weszło w zakręt, i Supra zniknęła mu z oczu.
Jej obraz wyrył się jednak Mateuszowi w pamięci.
Robert, którego nowy wóz umiera w pojedynku z jego Skyline’m, nie tak jak jego pierwsza Sierra – w wyrównanym, nocnym pojedynku, ale w walce w dzień, wśród ruchu ulicznego, nie umiejąc dotrzymać tempa odpuszczającemu GT-R’owi.
- Ale… to dobrze – pomyślał Mat.
Oznaczało to jedno.
Robert nie przegrał oficjalnego pojedynku. Winą była awaria samochodu. Walki nie można uznać za wygraną przez Ryosuke...
To była tylko wymówka, próba wytłumaczenia człowieka, którego szczerze nienawidził. Gdyby wyścig dotrwał do końca, Robert przegrał by z kretesem.
W ten jednak sposób, konto przegranych tego drania nadal pozostawało czyste.
- Wciąż mam szansę zmienić to… osobiście – pomyślał Mateusz.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Ja je**ę! Je**na w pi**u ku**a mać! – wydarł się Robert, wyskakując z auta i kopiąc w oponę – Co to ku**a miało być?!
Otwarcie maski tylko upewniło go w przekonaniu, że 7M-GTE dokonało swego żywota, w ledwie kilka dni po zakupie. Zapach oleju, lekki dymek i prawdziwa miazga, która została w komorze silnika dobitnie wskazywały, że wóz z całą pewnością nie miał 100k przebiegu, ani tym bardziej nie jeździł nim zas*any emeryt na swoją pier****ną działkę. Jakim durniem musiał być, aby uwierzyć w opowieści tego handlarza, ku**a jego mać?!
- Trup? – zapytała Julia, wysiadając.
- A jak myślisz?! – podniósł głos Robert, dostatecznie już zirytowany.
- Uspokój się – stwierdziła zimno Julia – Możesz mieć pretensje tylko do siebie, że kupiłeś coś takiego…
- Ten samochód jest dobry! – warknął Robert – Karoseria, zawias, hamulce i reszta mechaniki są w stanie praktycznie idealnym! Tylko ten pier****ny silnik… naprawa wyniesie…
- Chyba nie masz zamiaru tego naprawiać? – bardziej stwierdziła niż zapytała Julia.
Robert spojrzał na nią, zaskoczony. Jak kobieta mogła mieszać się do tak męskiej sprawy, jak samochód?!
- Ten wóz, który spuścił ci przed momentem łomot – zaczęła – To powinien być dla ciebie dostateczny znak, że coś było beznadziejne. Albo twoje auto, albo… ty sam.
Robert rozdziawił szeroko usta, i zaczął myśleć nad odpowiedzią na te druzgocące obelgi, ale Julia kontynuowała:
- Myślę jednak, że twoje umiejętności są dobre – powiedziała przymilnie, obejmując go – I że była to tylko i wyłącznie kwestia za słabego auta. Jesteś więc w stanie coś z tym zrobić… i przynieść mi głowę kierowcy tego czarnego auta… prawda? – spojrzała mu prosto w oczy.
Wiedziała, że to na niego zawsze działa.
- Nie wiem, kim był kierowca – odparł Robert, tonem już znacznie łagodniejszym – Ani skąd ten samochód się wziął, czyje to auto i co tu robiło. Znak na klapie bagażnika i napis… jakiś dureń przykleił znaczek „GT-R” i wytłoczył tam „Skyline”, ale to z pewnością nie było to auto, grałem w Undergrounda, ja już dobrze wiem, jak Skyline GT-R wygląda. Tak czy inaczej, ten frajer, kimkolwiek był, nie będzie miał przy następnym spotkaniu żadnej szansy! Wygrał tylko dzięki większej mocy! – rozpędzał się coraz bardziej w swych poglądach. Jednocześnie jednak zdawał sobie sprawę, że sposób, w jaki został wyprzedzony na Patelni, drift tego drania, złożenie się przed maską, a zwłaszcza wyjście z zakrętu, po idealnej linii, bez utraty prędkości… były nie do uwierzenia. Nie okazał tego jednak po sobie – Wyremontuję ten silnik, założę tutaj wielkie turbo…
- Mam lepszy pomysł, najdroższy – stwierdziła Julia – Jeżeli pozwolisz…
- Jaki znowu pomysł?
- Mam znajomego w Wielkiej Brytanii – odparła – Zajmuje się sportowymi autami z rynku japońskiego. Zadzwonię do niego… zapewne będzie miał dla ciebie coś znacznie bardziej… wydajnego i potężnego, niż może ci zaoferować polski rynek.
- Sądzisz, że jest mocniejszy silnik dla Supry, niż 7M-GTE? – wyśmiał ją Robert.
- Sądzę, że tak… – odparła, nie okazując po sobie, że bawi ją jego ignorancja – … najmilszy…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Co tak właściwie sprowadza cię do Polski? – odważył się wreszcie zapytać Mateusz słynnego Ryosuke, podczas gdy ten powoli zbliżał się do wskazanego mu przez Mata garażu. Na Osiedlu Kubalonka obowiązywała strefa zamieszkania, a Japończyk nie miał zamiaru łamać polskich przepisów. Sunął przepisowe 20km/h, a silnik pieścił uszy Mateusza basowym pomrukiem. Tuż za nimi wlokła się z tą samą prędkością Impreza WRX, ze swoimi wyłupiastymi reflektorami. Na szczęście dla Mateusza, ich przyjazd nie został chyba zauważony przez wścibskich mieszkańców.
Nie chciał, aby zbyt wiele osób widziało ten wóz. Jeszcze nie…
- Zapewne wyda ci się to nieprawdopodobne – odparł Ryosuke – Ale… dobrych kilka lat temu, na mojej rodzimej Akagi… pewien Polak dał mi lekcję jazdy, lekcję, której nie zapomniałem po dziś dzień. W pojedynku pokazał niesamowite wręcz umiejętności, które potem zresztą potwierdził w mistrzostwach driftu D1. Od tego czasu, nie daje mi to spokoju. Muszę go znaleźć, wyzwać na pojedynek rewanżowy… a jeśli nie dam rady, to chociaż dowiedzieć się więcej o nim… skąd i gdzie nauczył się tak jeździć. Zasugerował mi pewną poprawkę do mojej teorii o jeździe na przełęczach, poprawkę, w którą nie wierzę. Chcę wiedzieć, czy… czy w jego przypadku to właśnie dzięki temu… jeździł tak… niesamowicie dobrze.
- Jaka to była… poprawka? – zapytał Mateusz.
- Otóż… zapewne zdziwi cię to, może nawet rozbawi… sam tego nie rozumiem… zdaniem tego człowieka, nigdy nie osiągnie się pełni potencjału w touge, będąc… spełnionym w miłości. Równocześnie jednak, brak jakichkolwiek uczuć również nie jest dobry, gdyż… nie ma się motywacji, powodu, by stawiać wszystko na jedną kartę, pojechać jeszcze kilka kilometrów szybciej. Jego zdaniem, tylko kierowca niespełniony, walczący o swoją miłość, jest w stanie… ryzykować wszystkim. Bo to uczucie go… motywuje. Ja w to nie wierzę. Ale… chcę wiedzieć.
- Również w to nie wierzę – odparł Mateusz. Nagle jednak przerwał.
Julia. Alicja.
To przecież… dla nich. Dla nich zacząłem, dla nich próbowałem udowodnić światu, sobie i im, że nie jestem już tym tchórzliwym frajerem, że potrafię ryzykować, jeździć na granicy… i przekraczać granicę własnych możliwości.
- Wierzę w to – poprawił się.
Ryosuke spojrzał na niego, zdziwiony. Nie skomentował jednak.
- Człowiek ten – odparł tylko – Zwał się Norbertem. Czy wiesz o nim coś więcej… więcej niż wyczytałem z Internetu, dowiedziałem z telewizji i książek? Znasz fakty z jego młodości, życia prywatnego, a nie tylko jego kolejne rekordy, zwycięstwa i informacje o ogromie bogactwa?
Mat zastanowił się. A więc ten cały Norbert, którego widział w Nurburg, na Nordschleife, znajomy samego Waltera Rohrla, pokonał również i Takahashiego?
- Nie znam – odparł zgodnie z prawdą – Tylko raz widziałem go na żywo. Na Nurburgring Nordschleife, w Niemczech, kilka miesięcy temu. Przyjechał dużą, sportową limuzyną, BMW M5 E60, i przyciągnął na lawecie drugie takie M5. W jakim celu, co tam robił… nie wiem. Wybacz, Ryosuke. Nie jestem ci w stanie pomóc…
- Rozumiem – odparł Japończyk, wysiadając z auta – Nie spodziewałem się nawet i tego. Tak więc… muszę szukać dalej.
- Doprowadziłeś do rozwalenia silnika w tej srebrnej Suprze, Ryosuke – stwierdził Haruki, podchodząc do nich, podczas gdy Mat siłował się z garażową kłódką – Nieszczęśnik próbował was dogonić w Mark III… nawet nie wiem, jakiej mocy. Nie było to Twin Turbo, tego jestem pewien.
- 7M-GTE – odparł Takahashi, bez mrugnięcia okiem – 230 koni, single-turbo. Nie był to zły silnik. Powiem nawet więcej, nie był to silnik dobry. Nie miał szans z tym Skylinem, tak czy inaczej.
- Z Twin Turbo nie poradził byś sobie tak łatwo – zauważył Haruki – To jedyna wersja, która ma moc porównywalną z RB26DETT.
- 1JZ-GTE. Znakomity silnik, godny konkurent RB26DETT. Nadal jednak twierdzę, że żaden z tych wozów nie ma szans z RX7. W touge liczy się lekkość konstrukcji, których żaden z tych wozów nie posiada.
Drzwi garażowe rozwarły się, a Mat wszedł do środka, by zapalić światło.
- Musisz jednak przyznać, że ten Skyline jeździ naprawdę nieźle – odparł Haruki – Skoro ja, wielbiciel NSX jestem skłonny to przyznać…
- Nie przeczę. To dobry wóz. Jeżeli Mateusz był w stanie pokonać cię na Akinie – Ryosuke z rozbawieniem zauważył, że podbródek Harukiego poruszył się nerwowo – To tutaj nikt nie będzie mu w stanie dorównać.
- Znowu lekceważysz Europejczyków – odpalił Haruki, rewanżując się Ryosuke. Ten był od niego starszy, różniło ich kilka lat i ogrom doświadczenia, sam zaś Haruki był wielkim fanem Takahashiego za młodu, jednak obecnie, sam będąc uznanym ścigantem, coraz częściej pozwalał sobie na docinki w jego kierunku – A w końcu do Polski, do niedawna biednego kraju na wschodzie Europy, sprowadza cię człowiek, który spuścił ci łomot na rodzimym terenie, w naszym rodzimym sporcie.
Ryosuke nie odpowiedział. Skłonił się tylko lekko, co było jednoznacznym pragnieniem zakończenia wymiany nieuprzejmości.
- O Jezu – usłyszeli ze środka garażu.
Weszli, i przystanęli, gdyż dotarła do nich przyczyna reakcji Mateusza.
W głębi garażu, mogącego pomieścić trzy samochody, stał nakryty płachtą kształt.
Prawa ręka Mateusza trzymała kawałek materiału, odsłaniając fragment kryjącego się pod nią samochodu.
Haruki spojrzał na jasnobłękitny przód auta. Widoczny był tylko lewy reflektor i kawałek maski, wraz z grillem. Owalny znaczek marki „Ford” zalśnił lekko, gdy przez drzwi garażowe padł na niego promień słońca.
- To twoje poprzednie… auto? – zapytał Haruki.
Mateusz przytaknął, po czym bez słowa szarpnął płachtę do siebie.
Od momentu, gdy wsiadł do niej po raz ostatni, ruszając na swój ostatni pojedynek, nie widział swojej ukochanej Sierry.
Widok był…
… straszny.
Od strony kierowcy, auto wyglądało bardzo dobrze. Jasnobłękitne coupe przywodziło Ryosuke i Harukiemu na myśl widok biorących za ich młodu udział w Rajdzie Japonii wozów. Pakiet aerodynamiczny, wielkie tarcze hamulcowe skryte za rajdowymi felgami, sportowe „kubły” – wszystko to upodobniało europejską maszynę do rajdówki, która zstąpiła na zwykłe drogi, zachowując jednak wszelkie swoje wyścigowe atrybuty. Auto było po prostu… inne. Magiczne.
Od strony pasażera jednak, nikt nie rozpoznał by słynnej „Sierry z Serpentyn”.
Drzwi pasażera wbite były głęboko do środka pojazdu, a cały bok zawinięty był niczym na słupie, wygięty i zmasakrowany. W środku wciąż leżały odłamki szkła, a kubełkowy fotel pasażera złamany był na pół. Z tyłu zaś, na tylnej szybie, wciąż widniał charakterystyczny dla rajdowych Cosworthów spoiler. Był nienaruszony, co w połączeniu ze „zdrowym” bokiem i przodem sprawiało dość upiorne wrażenie.
Mateusz milczał. Haruki mógłby przysiąc, że po jego policzku spłynęła łza. Zaraz potem Polak sięgnął do kieszeni, skąd wydobył fiolkę i łyknął jedną z tabletek. Po kolejnych kilkunastu sekundach, gdy cisza stała się przytłaczająca, stwierdził:
- Nie pozostało mi nic innego, jak ją… - zamilkł.
Mimo wszystko, z tym samochodem wiązało się mnóstwo wspomnień. Był do niego… przywiązany. Ale… nie widział innego rozwiązania:
- … zezłomować. – dokończył.
Haruki jeszcze raz spojrzał na Forda. Ten samochód… cierpiał. Czuł to.
- Sprzedaj mi ją – stwierdził nagle.
Zarówno Ryosuke, jak i Mateusz spojrzeli na niego, zaskoczeni.
- Ona jest martwa – odparł Mat – Silnik… - zawiesił głos. Bez słowa pociągnął za klamkę.
Drzwi otwarły się, bez najmniejszego oporu.
Mat usiadł ostrożnie w fotelu, który jak zwykle objął go mocno i pewnie. Spojrzał na stacyjkę.
Kluczyki wciąż tam tkwiły.
Z dozą fascynacji i zaskoczenia ujął zimną stal w rękę, i przekręcił.
Rozrusznik obrócił.
Rozległo się krótkie dławienie, cichutki strzał.
Potem głośne, przeciągłe ryknięcie oznajmiło światu, że Cosworth pragnie dalszego życia.
Mateusz opadł nieco w fotelu, totalnie zaskoczony.
Silnik ustabilizował swe obroty na poziomie półtora tysiąca, i tylko drobne zakłócenie co pewien czas wskazywało, że Sierra przeżyła swoją własną śmierć.
Mateusz wsłuchiwał się w grę jednostki przez ponad minutę.
Następnie wygasił silnik, i wysiadł z auta.
- Skoro tak… - stwierdził Haruki, rozumiejąc wyjątkowość sytuacji - … to pewnie ją zostawisz?
- Nie – odparł głucho Mat.
Sierra była wspomnieniem przeszłości.
Nie da rady oderwać się od swoich słabości i niedomagań, żyjąc tylko wspomnieniami.
Musiał… musiał się jej pozbyć.
- Więc… ile za nią chcesz? – zapytał Haruki, sięgając po portfel.
- Nie – wstrzymał go Mateusz – Nie chcę pieniędzy, po tym, ile dla mnie zrobiłeś, było by to draństwem. Chcę… informacji.
Japończyk spojrzał na niego, zdziwiony, ale ruchem brwi dał mu znać, aby kontynuował.
- Skąd ten Sky, skąd wziąłeś seryjne R32 LHD, i… co dzieje się z Fumi. Co ona do mnie… czuje.
Haruki niezauważalnie zacisnął pięści, i odparł:
- To wysoka cena. Musiałbyś dorzucić do niej jeszcze jedną rzecz.
- Słucham z niecierpliwością.
- Nigdy – zaczął Haruki, sam dziwiąc się swojej bezczelności – Nigdy, przenigdy nie wrócisz do niej. Do Fumi. Nie zbliżysz się nawet, nie zobaczysz, nie napiszesz. Zerwiesz… wszelki kontakt.
Mateusz nie odpowiadał. W końcu, zdając sobie sprawę z chamstwa tego warunku, Haruki spojrzał mu prosto w oczy.
Były zimne jak stal.
- Dobrze – odparł zimno, obojętnie Mat – Zgadzam się. A teraz… opowiadaj.
Haruki westchnął.
I opowiedział…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Wszystkie parkingi na Górze wypchane były tej nocy po brzegi. Praktycznie każdy, kto pasjonował się touge w Powiecie i Województwie przybył na Serpentyny, by wziąć udział, lub chociaż poczuć atmosferę wyścigów.
Ta sobota była rozpoczęciem nowego sezonu. Tej nocy nie można było przegapić.
Tym bardziej więc dziwiła nieobecność dwóch kierowców, o których mówiło się ostatnimi czasy tak wiele

- Słyszeliście o nowym aucie Roberta?
- Tego od 200SX? Nie…?
- Srebrna Supra Turbo…
- Wow! Jest tu gdzieś? Chciałbym ją zobaczyć!
- Właśnie nie… Roberta nie ma na Serpentynach…

- Ponoć ten wóz był naprawdę dobry. Ciekawe, dlaczego go nie ma?
- Widziałem tą Suprę ledwie kilka dni temu… wyglądała naprawdę dobrze. Może dał ją do tunningu?
- I pozwolił, by ominęło go rozpoczęcie sezonu? Nie, to niemożliwe…

- Ktoś z was był na pogrzebie właściciela błękitnego Coswortha?
- Mateusza z Sierry Cosworth? Czyli jednak zginął?!

- Orientujecie się może, co stało się z kierowcą Sierry, którego staranowały te kur*y z LBK?
- Naszego obrońcy? Nie mam zielonego pojęcia. Obawiam się, że zginął, tego nie było szansy przeżyć…
- Ja słyszałem, że przeżył!
- A więc wróci? Nie widać go dzisiaj nigdzie… jakim autem? Kiedy?
- Nie ma szans, żeby wrócił. Z takimi obrażeniami… sama trauma musi być straszna, a kto wie, w jakim jest stanie… nie, na pewno nie wróci…

- Widzieliście tą czerwoną ITR?!
- Taa… stary, to jest dopiero maszyna! I te fele… zaje**oza po prostu! Nie wiesz, czyja to?
- Tego gościa, który rozbił się w zeszłym sezonie… czekaj, jak on się nazywał… jeździł czarnym Civiciem Sedan…
- Jacek?
- Ta, Jacek. Wóz jest przerąbany, jak z nim gadałem, to mówił o jakichś 250KM.
- Silnik jest N/A?
- Nie właśnie. Soft turbo.
- Wow! Będzie się nią ścigał?
- Ponoć tak… i to z kim! Z Błażejem, z Toyoty MR2!
- MR2 SW20 kontra ITR? To będzie piękny pojedynek!
- Oni są ponoć z jednej klasy, z Osucha… taka dość bratobójcza walka…
- Z Osucha? Takie kujony też startują w touge?!
- Stary! Większość najlepszych jest z Osucha, z ich klasy… Jacek, Błażej… ten Benedykt, co jeździł Imprezą na hard turbo… Mateusz, ten, który zginął w walce z LBK… no i Natalia z Czerwonego Sztormu. O tylu mi wiadomo… musisz przyznać, że to co najmniej dobrzy kierowcy.
- Natalia… dżiz, to był znakomity kierowca… a do tego tak zaje**sta laska, że… ehh, szkoda, że zrezygnowała… a Mateusz… to ten z Sierry Cosworth?!
- Ten sam…
- On zginął? Boże… to też była powoli jedna z legend tras… to, jak ten gościu zamiatał na zakrętach… i ta jego Sierra, pokonująca Patelnię maksymalnie po wewnętrznej, w tym wyścigu, gdy to się stało… byłem tam! Na widowni!
- Nie wiadomo, nikt nie potwierdził, że umarł… ale na to by wychodziło, nigdzie go tu dzisiaj nie ma…

Golf III VR6 wypadł na ostatnią prostą przed Patelnią, ledwie utrzymując się na drodze. Opony w stosunkowo ciężkim aucie były już na skraju swoich możliwości, dramatyczne próby ucieczki przed siedzącym mu na ogonie BMW spełzły na niczym, i tylko zużyły hamulce i ogumienie Volkswagena.
Sebastian przyhamował, licząc na to, że dzięki napędowi na cztery koła uda mu się pokonać Patelnię szybciej, niż właścicielowi 330i E46 Coupe.
Przeliczył się. Zużycie hamulców sprawiło, że wóz zaczął skręcać później, niż oczekiwał.
Syncro poleciało po zewnętrznym pasie, prawie zderzając się z barierką.
Sebastian spojrzał w lewo, w nadziei, że nie zobaczy tam charakterystycznego kształtu.
Jego nadzieja okazała się płonna.
Ślizgające się nieco E46 Coupe wyprzedzało go właśnie, korzystając ze zwolnionej wewnętrznej.
Na wyjściu z Patelni szli łeb w łeb.
231 koni w BMW nie dało tu jednak cięższemu, 190-konnemu Volkswagenowi żadnych szans.
Sebastian do końca wyścigu próbował dopaść przeciwnika, ale jego próby spełzły na niczym.
Musiał przyznać się do porażki.
Jego kolega z klasy, klasowy prymus, Maciek, nie posiadał się ze szczęścia.
- Jak to zrobiłeś, Maćku? Bardzo ładny manewr! – stwierdził bez żalu Sebastian, gdy wysiadł z auta na mecie.
- Jestem po prostu dobry w te klocki, Sebastianie. – odparł Maciek z wyższością – Te całe wasze wyścigi górskie nie są wcale takie trudne czy wymagające, jak twierdzicie…

- … wygrana E46 Coupe. Wyścig czysty i całkiem ładny, ale wynik bez zaskoczenia…
- OK., rozumiem, Dół – odpowiedział do radiostacji kontroler na Górze – W takim razie zaraz puszczamy następnych. Teraz gwóźdź programu… Integra kontra MR2…

- Czas zaczynać – bezpardonowo rzucił Błażej, podchodząc do Jacka. Ten, oparty o drzwi Integry, tulił się ze swoją dziewczyną – Trasa jest czysta. Chyba że… stchórzyłeś?
- Nigdy w życiu – odparł Jacek, puszczając delikatnie Monikę – Zaczynajmy, Błażej.
- O co chodzi? – zdziwiła się Monika, i spojrzała Jackowi prosto w oczy – Co zaczynacie?
- Będę się ścigać z Błażejem, słoneczko – odpowiedział Jacek – To nie zajmie dużo czasu…
- Ale… ja nie chcę… nie chcę, żebyś jechał! – stwierdziła płaczliwie Monika. W pamięci wciąż miała jego wypadek sprzed kilku miesięcy. A potem moment, gdy prawie zginął jego kolega, Mateusz. Te całe wyścigi… to było piekielnie niebezpieczne. Zbyt niebezpieczne.
- Wyścigi to moja druga wielka miłość – powiedział Jacek, gładząc ją po włosach – Zaraz po tobie. Nic mi się nie stanie, maleńka…
- Nie jedź… zaklinam cię, nie rób tego!
- To moja pasja – odparł Jacek – Przykro mi.
Z tym słowami wsiadł do Integry, i przejechał na start…

- Tu Góra, Góra do Dołu. Auta ustawione, MR2 kontra Integra. Możemy startować?
- Nie, Góra. Na trasie są dwa auta, jadą w waszym kierunku. Jak przejadą, trasa będzie czysta.
- OK., Dół. Czekamy.

Na prostej startowej pojawiły się dwie pary świateł. Błażej z zaciekawieniem patrzył, jak przybliżają się, i zamieniają w dwa małe autka.
Drugim z nich był mały, srebrny kabriolet, którego przód przypominał ten z babskiego Forda KA. Reszta zaś okazała się niskim, usportowionym kabrioletem, z materiałowym dachem. Błażej nie wiedział, co to za wóz, i mówiąc szczerze – niezbyt go to interesowało.
Tak czy inaczej, pierwszy z pojazdów był o wiele ciekawszy.
Jasnobłękitny, morski kolor lakieru sprawiał, że autko wyglądało bardzo kobieco. Sporej wielkości znaczek Opla na grillu, a także srebrny fragment dachu dały Błażejowi odpowiedź, z czym ma do czynienia. Autem tym kilka tygodni temu na informatyce zachwycały się dziewczyny z jego klasy, oglądając je w Internecie. Opel Tigra Twin Top.
Z czystej ciekawości, a także z wrodzonego uwielbienia do kreowania sobie wizerunku macho nawet nie ruszył auta z drogi, którą wspólnie z Jackiem blokowali. Tigra, chcąc-niechcąc zwolniła, by w końcu zatrzymać się kilkanaście centymetrów od zderzaka MR2.
Błażej z lekko cynicznym uśmieszkiem spojrzał na kierowcę Opla…
… by zamrzeć w bezruchu, jak rażony gromem.
Za kierownicą Tigry, w czarnym, lekkim wełnianym płaszczu, siedziała Karolina.
Jej długie, brązowe włosy lśniły delikatnie, rozświetlane światłami jego reflektorów.
Ich spojrzenia spotkały się, a ona…
… uśmiechnęła się lekko.
Ślicznie.
Zawsze była niesamowicie piękną kobietą.
Jednak w tej jednej chwili Błażej wiedział już, że czegokolwiek by nie zrobiła, jakkolwiek by od tego nie próbował uciec… kocha ją.
Kocha do szaleństwa i bez opamiętania.
- Zaraz po wyścigu, podejdę do niej i wyznam miłość – pomyślał, wpatrując się w jej intensywnie szare oczy – Wygram ten wyścig, wrócę jako zwycięzca, i wyznam wszystko, co czuję. Jestem draniem, że w ogóle kazałem jej się zmienić. Ale skoro ona zechciała się zmienić… a przy tym stała się dziewczyną jeszcze piękniejszą, jeszcze wartościowszą… to musi być znak dla mnie.
Wystarczy, że wygram. Reszta powinna pójść dobrze.
Musi!

Karolina czuła, że ogromna radość zaraz rozerwie ją od środka. To, co zobaczyła w spojrzeniu Błażeja, te jego rozmarzone oczy, to zamarcie w bezruchu na jej widok…
- On… on chyba naprawdę mnie kocha! – ucieszyła się.
Zdawała sobie sprawę, że się zmieniła.
Wiedziała, że jest niezwykle atrakcyjną i piękną kobietą.
Kilka miesięcy temu zdała sobie sprawę, jak durna była. Ile błędów popełniła.
Zdała sobie sprawę, że… to Błażej jest mężczyzną, z którym chce być.
Nie z powodu wyglądu, choć był facetem przystojnym i wysportowanym. Nie z powodu inteligencji i wyników w nauce i sporcie. Wreszcie nie z powodu tego, jak jeździł, i rozpoznawalności na trasach.
Kochała go, bo… sama nie wiedziała, dlaczego. Ujął ją... całokształtem. Swoją pewnością siebie i wyrachowaniem, pod którymi jednak tkwił uczuciowy, dobry i romantyczny chłopak.
Ta chwila, w której wpatrywali się sobie w oczy, stojąc na linii startu na Serpentynach, zderzak w zderzak, mogła by w jej odczuciu trwać wiecznie.
Błażej jednak musiał w końcu wycofać, i zrobić im przejazd. Publika czekała.
- Gdy tylko wrócę… - powtórzył sobie Błażej, gdy auta przejechały, a on ponownie ustawił się na starcie. –Teraz… muszę zwyciężyć!
- Rozpoczynam odliczanie! – ryknął człowiek dający sygnał do startu…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- Trzy!
- Dwa!
- Jeden!
- START!!

Toyota wyrwała do przodu, a jednostka 3S-GE, ulokowana tuż za kierowcą, ryknęła wściekle, kopiąc wał mocą swoich 200 koni. Silnik N/A zapewniał równe, błyskawiczne przyśpieszanie już od najniższych obrotów, a znakomity rozkład masy układu MR dawał idealną wręcz trakcję.
Błażej był prawie pewien, że weźmie przód. Był na wewnętrznym pasie, turbo w ITR Jacka nie miało prawa być szybsze, niż jego N/A…
Mylił się.

Jacek dusił gaz do oporu, a tlen pompowany w silnik przez turbinę rozpędzał Integrę w zabójczym tempie. Soft-turbo, niewielka turbosprężarka o małym ciśnieniu nie zapewniała wprawdzie ogromnego przyrostu mocy, dawała ledwie 30KM, ale zysk na momencie obrotowym był nie do ocenienia. To, w połączeniu z niską masą niecałych 1150 kilogramów, rozłożoną praktycznie idealnie, dawało mu niesamowite wręcz możliwości.
Spojrzał w lewo, na wewnętrzny pas.
Zdawał sobie sprawę, że do zakrętu zostało mu ledwie kilkanaście metrów.
Wiedział jednak, że da radę.
Tym samochodem, był w stanie zrobić… wszystko!

Publika, obserwująca prostą startową, wstrzymała oddech.
Integra przemknęła obok MR2, gdy od zakrętu dzieliło ich niecałe dziesięć metrów.
Monika wstrzymała oddech, gdy przeraźliwy pisk opon przeszył powietrze.
Zaraz potem rozległ się krzyk jednego z widzów:
- Integra! Integra wzięła przód!!

Z drugiego zakrętu, odbicia w prawo, prowadzącego na długą prostą, auta wypadły praktycznie jedno za drugim.
Błażej wrzucił wyższy bieg, wciąż nie umiejąc wyjść z szoku. Czerwona Honda wskoczyła mu tuż przed maskę, jak gdyby ostry wiraż w lewo, następujący po prostej startowej, nie miał na nią żadnego wpływu. Wóz skręcał bez jakiejkolwiek podsterowności, nędzny przedni napęd w tym całym ITR’rze okazywał się lepszy niż jego MR?!
- Po moim trupie! – ryknął Błażej, cisnąc przepustnicę.
Dystans do Integry, który początkowo malał, nagle zaczął jednak rosnąć.
Z niedowierzaniem spoglądał, jak tylne światła auta Jacka oddalają się, a odległość rośnie do kilku metrów.
Szybko jednak wziął się w garść. Nie przywykł do porażek:
- Możesz być szybszy na prostych – mruknął, przygotowując się do wejścia w zakręt. Światła hamowania ITR’a mrugnęły, po czym wóz pomknął po wewnętrznej ostrego w prawo, lekko tylko uciekając przodem – Ale na zakrętach i wirażach nie masz szans z moim układem MR!!
Z tymi słowami, wcisnął hamulec, i skręcił kierownicą.
MR2 pojechała gripem, by pod koniec zakrętu nadrzucić lekko tyłem, i z kontrolowanym poślizgiem wejść w sekcję określaną mianem „Zakręcików”.
Błażej wiedział, że zna tutaj znakomitą linię.
Nie zdawał sobie sprawy, że nie jest ona idealna.
Wierzył jednak, że pozwoli mu odrobić straty…

Jacek z zadowoleniem spojrzał we wsteczne lusterko. Integra prowadziła się idealnie, a stabilność i precyzja pozwoliła mu wyprzedzić na zakręcie nawet słynącą z prowadzenia i trakcji MR2 Błażeja. Co więcej, soft-turbo umożliwiało mu nawet na dogonienie i przegonienie SW20, z silnikiem N/A.
Na razie nie dopuszczał wyjaśnienia, że miał praktycznie 50 koni mechanicznych przewagi. Liczyło się zwycięstwo.
Kolejne zakręciki pokonywał jeden za drugim, leciutkimi kontrami kierownicą. Znakomite opony, praktycznie zero podsterowności, wóz szedł jak po szynach.
Nagle stwierdził, że światła w lusterku zaczynają robić się coraz mocniejsze, aż w końcu musiał oderwać od niego wzrok, oślepiony.
- Dogania mnie? – zadał sobie pytanie.
Należało ono do tych z pogranicza pytania retorycznego. Do gry jego silnika dołączył ledwie słyszalny ryk jednostki Toyoty.
- Nie masz na tyle mocy, żeby wyprzedzać na prostej. – stwierdził Jack – Możesz jedynie próbować na zakrętach…
Minimalnie skręcił, blokując próbującą atakować od prawej MR2.
- … a jedyny zakręt, gdzie mógłbyś tego spróbować – zauważył – To Patelnia. Tam zaś…
Wszedł w kończący „Zakręciki” zakręt w prawo, i ogarnął wzrokiem Patelnię w całej swojej okazałości.
- … tam zaś – dokończył – Nie masz najmniejszych szans z moją trakcją!

Błażej przyhamował, i nie tracąc przyczepności odbił w prawo, by znaleźć się na prostej przed Patelnią. Do Hondy tracił ledwie trzy metry, zgodnie z przewidywaniem odrobił nieco stratę na tej serii małych odbić, ale z drugiej strony – Integra była cholernie dobra również na tym odcinku.
Docierało już do niego, że przegrywa. Nie miał przewagi na zakrętach, a na prostych był… w ciemnej dupie, z różnicą mocy wynoszącą 50 koni.
- Nie mogę sobie pozwolić na porażkę! – warknął, intensywnie myśląc – Nie teraz, nie gdy zamierzam… Karolina na pewno nie zechce być z gościem, który przegrał wyścig z frajerem takim, jak Jacek, jadącym dopiero co zakupioną gablotą!!
Doznał oświecenia.
Manewr, jakim pokonało go tu auto z teoretycznie gorszą trakcją. W zeszłe wakacje, gdy był tu z Michałem… jasnobłękitna Sierra.
I kilka miesięcy temu, chwilę przed tym, gdy rozbił się Mateusz… ten sam wóz.
Ten sam manewr.
Wsadzenie kół do rynienki odprowadzającej wodę.
- Skoro Mateusz potrafił – mruknął, zjeżdżając na lewy pas – To i mnie się uda!!

Jacek przyhamował, po czym z butem w podłodze zaatakował Patelnię od zewnętrznej, tak, jak powinno się jechać wszystkie ostre i trudne wiraże. Zdawał sobie sprawę, że Błażej, który również używał gripu, nie będzie w stanie tego zrobić lepiej.
Co najwyżej, mógł to zrobić… równie dobrze. W co szczerze wątpił.
Ryk publiki skierował jego wzrok w kierunku wewnętrznej, na parking, skąd dochodził.
Zamarł.
MR2 mknęło tuż obok, na wewnętrznej, po najciaśniejszej, najkrótszej linii.
- O kurna. – stwierdził tylko Jacek, mimowolnie mocniej ściskając kierownicę…

Błażej zerknął w prawo. Integra była na jego wysokości, ale wyraźnie widać było, że wyprzedza Jacka.
- Dobrze! – wrzasnął entuzjastycznie, dodając jeszcze więcej gazu.
To był błąd.

Ryczący z głośników głos komentatora z Patelni zamilkł nagle, po czym odezwał się znów:
- MR2 traci kontrolę! Toyota nagle podskoczyła, i zaczęła się obracać… leci prosto na Integrę!!
Publika zamarła.
Monika poczuła zaś nagłe, przerażające uczucie.
Znała je już. Dokładnie takie, jak gdy…
… Jacek rozbił się. Na tym samym, przeklętym zakręcie…

Jack odbił maksymalnie w prawo, praktycznie przytulając się bokiem do barierki. Wszystkie jego zmysły skupione były teraz tylko i wyłącznie na sposobie na ucieczkę z tej sytuacji.
Toyota obracała się, nieubłagalnie zbliżając się w jego kierunku. Wdusił gaz do oporu, mając nadzieję na cudowne ocalenie…
Wszystko trwało ułamki sekund.

Czuł, że jest w beznadziejnej sytuacji.
Zdradziła go jego własna pewność siebie. Dodając gazu stracił kontrolę, a koła wyskoczyły z gulika zbyt wcześnie, powodując wprowadzenie MR2 w rotację.
Kątem oka obserwował rosnący w oczach bok krwistego ITR’a, a zaraz za nim barierkę.
I przepaść.
Pamiętał, jak skończył Mateusz.
- To nie może być tak! – przemknęło mu przez myśl – Nie mogę zginąć w tak durny sposób, nie wyznawszy nawet swoich… swoich uczuć!
Wdusił gaz, i szarpnął kierownicą.
Odruchowo. Machinalnie.
To go ocaliło.

- Jeeeeeezu! – ryczał komentator – Udało im się! MR2 obróciła się o 360 stopni, i kontynuuje walkę! Integra na wyjściu z Patelni nadal z przodu, ba, ma ponad piętnaście metrów przewagi… i ciągle rośnie! Gdybyście to widzieli… ITR praktycznie otarła się o barierkę, była o centymetry od przepaści! Tył SW20 minął ją o włos, gdyby trafił… było by po nich, runęli by obaj!!
Publika szalała.
Monika odetchnęła głośno, łapiąc oddech.
Ulga pomieszana jednak była ze smutną, dręczącą świadomością…

Błażej odzyskał kontrolę nad autem, i momentalnie wrócił do walki.
Szybko jednak zdał sobie sprawę, że to tak właściwie już koniec.
Dystans do Jacka był już nie do odrobienia, nie przy tej różnicy aut.
Zdawał sobie sprawę, że umiejętności były w tym przypadku sprawą drugorzędną. Obaj pokazali się ze znakomitej strony.
O zwycięstwie lub porażce decydował w tym przypadku tylko i wyłącznie samochód.
Jego MR2 okazała się gorsza.
Z tymi myślami dotarł na linię mety. Nie próbował już atakować, utrzymywał tylko dystans około dziesięciu metrów.
Integra zatrzymała się. Publika szalała, zarówno w kierunku Hondy, jak i jego Toyoty.
Porażka była jednak porażką.
Adrenalina zaczynała opadać.
- Karolina – dotarło nagle do niego.
Przegrał. Oznaczało to, że…
… nie ma po co wracać na Górę. Jego marzenie, jego plany…
Okazał się tylko zwykłym, przegranym frajerem. Nie czuł się tak.
Ale w jej oczach tak to właśnie musiało wyglądać…
Wdusił gaz, i wystrzelił w kierunku Cieszyna, nie zatrzymując się nawet na mecie.

- Znakomity wyścig!!

- Gratulacje, stary!

- Geeenialna jazda, zioom!

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Wrócił na Górę jako zwycięzca. Nie próbował nawet ukrywać, że pojedynek był wyrównany, zdziwiła go więc reakcja Błażeja, który uciekł bez zatrzymania na mecie.
Gość nie miał się czego wstydzić…
… choć cieszyło go niezmiernie, że pognębił wreszcie tego pyszałka.
Przed sobą ujrzał Monikę, zbliżającą się powoli do niego.
Z uśmiechem wyciągnął w jej kierunku rękę, próbując ją objąć.
Ku jego zaskoczeniu, zrobiła unik i stanęła tuż przed jego oczyma, wpatrując się w nie intensywnie.
- Nie mogę być z człowiekiem – zaczęła cicho – Który nie potrafi się dla mnie wyrzec wyścigów.
Zatkało go.
- Nie mam zamiaru drżeć o ciebie, podczas każdego pojedynku, gdy ty ryzykujesz swoim życiem, naszą miłością… nawet dziś, choć powiedziałeś, że nic się nie stanie… otarłeś się o śmierć…
Chciał się odezwać, ale nie zdążył.
- Powiedziałeś, że jestem jedną z twoich dwóch miłości – kontynuowała – Ale ja… nie mam zamiaru być jedną z dwóch miłości. Chcę być twoją jedyną miłością, chcę mieć ciebie na własność… wybieraj, wyścigi albo ja. Dłużej tej sytuacji nie zniosę…
Jacek zmarszczył brew, próbując pozbierać myśli i zacząć działać racjonalnie.
Kochał ją.
Buzująca wciąż w żyłach adrenalina, satysfakcja z pokonania Błażeja, nowiuśka Integra i żądza dalszych zwycięstw…
Przeważył sposób, w jaki mu to zakomunikowała.
Postawa roszczeniowa.
Nie udało mu się zachować zdrowego rozsądku.
- Wyścigi.
Spojrzała na niego, całkowicie zaskoczona.
- Wybieram wyścigi – powtórzył, starając się przybrać obojętny wyraz twarzy.
Przez chwilę stała naprzeciw niego, a jej pełne pasji i nadziei oczy zamieniły się w spojrzenie zastraszonego, przerażonego i bezbronnego zwierzęcia.
Zaraz potem obróciła się, i uciekła z płaczem.
Nie udało się jej powstrzymać płaczu. Rok gorącego uczucia był jak dla niej zbyt długim okresem, aby się nie przywiązać…

Jacek stał samotnie wśród tłumu.
Zaskoczone spojrzenia koleżanek i kolegów z klasy był w stanie znieść.
Nienawistnego wzroku wtulonego w swoją dziewczynę Michała już nie.
- Ja też musiałem wybierać – usłyszał jego głos, cichy ale wyraźny – Teraz nie żałuję. Ty… wybrałeś przeciwnie do mnie…
Jacek czuł żal do siebie.
Nie był to jednak żal wynikający z rozstania, a raczej ze sposobu, w jaki to zrobił.
Jeszcze nie był.

- Błażej przegrał – stwierdziła beztrosko Iwona, oparta o swojego Forda StreetKa – Co na to powiesz, Caroline?
- Nic. Cieszę się, że jest cały i zdrowy – odparła Karolina, wsparta na masce swojej Tigry Twin Top – Żałuję tylko, że nie wrócił na górę. Liczyłam na rozmowę z nim…
- Dalej beznadziejnie zakochana? – pozwoliła sobie na kpiący ton wobec przyjaciółki Iwona – Fakt, że poniósł porażkę, nie wpływa nijak na twoją ocenę jego niewątpliwie zaje**stej osoby?
- Nie – uśmiechnęła się Karolina – To nie ma dla mnie żadnego znaczenia, a raczej… ma, ale… wy tego nie zrozumiecie.
- Co to za chłopak? – zapytała cicho Magda, drobna, choć niezwykle piękna brunetka, do tej chwili milcząco spoglądająca w dół parkingu, w kierunku tłumu – Ten, który wygrał pojedynek… znacie go?
- To Jacek – odparła Iwona, bez emocji – Też z Osucha, z tej samej co Błażej i reszta bandy klasy, IIIe. Wpadł ci w oko, co? Z tego co wiem, nic z tego. Po pierwsze, przypominam ci, że masz chłopaka. Po drugie, on ma dziewczynę, od roku prawie. Nic z tego, chociaż ona przy tobie to pasztet, Em.
Magda zarumieniła się. Nie lubiła komplementów, i zdecydowanie nie uważała się za osobę ładną, a co dopiero piękną.
Niesłusznie, ale tego nie mogła wiedzieć.
- Chyba już nie ma – odparła cicho, obserwując scenę na parkingu…