3. „Wyjście smoka”

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Poniedziałkowy poranek był słoneczny, choć pochmurny. Wielkie obłoki powoli sunęły po niebie, podczas gdy promienie wiosennego słońca leniwie padały na parking pod Osuchem. Lekcje jeszcze się nie zaczęły, warunki sprzyjały więc dyskusjom.
- Ten wóz rzeczywiście jest genialny – zauważył Adam, zaciągając się dymem z papierosa – Pierwszy raz widziałem, żeby przednionapędówka z turbo dała sobie radę z Midshipem z wolnossakiem. Zaj*bista fura, bez dwóch zdań.
- Ta, warta była tej całej kasy – odparł niby od niechcenia Jacek, wsparty na barierce. Jego czerwona jak krew Integra parkowała tuż obok SW20 Błażeja, którą pokonał ledwie dwa dni temu – Soft turbo, idealny rozkład masy, 250 koni i moje umiejętności… to naprawdę zestaw nie do pobicia. Jeżeli chcesz myśleć o kontynuowaniu „kariery” – ostatnie słowo Jacek wycedził ze sporą dawką cynizmu – To musisz zainwestować w znacznie lepszą furę, Błaż. Tą MR2, jakkolwiek by dobra nie była w opinii „znawców”, g*wno już ugrasz. Przykro mi, stary, epoka szpanu układem MR definitywnie dobiegła końca.
Błażej zacisnął pięści, i otwierał już usta, skłonny chociaż w potyczce słownej rozgnieść puszącego się jak paw Jacka na drobny mak. Sójka w bok od jego najlepszego przyjaciela, Michała, powstrzymała go jednak od tego.
- Odpuść, Błażej – mruknął cicho Michał, niby to spoglądając na swoje Eclipse – Nie warto. Weź pod uwagę, że Jack ledwo co rozstał się z dziewczyną. Widać zaczyna do niego docierać, że postąpił jak kretyn, no to próbuje odreagować na kim popadnie.
Błażej posłuchał rady kumpla, i nie odezwał się choćby słowem. W myślach zaś usilnie starał się znaleźć pomysł na tunning MR2. Nie dopuszczał opcji, że problem tkwi w nierozwojowości czy słabości jego auta, czy też zwłaszcza braku umiejętności u niego samego. Różnica mocy wynosiła 50 koni. To ogrom!
Jakkolwiek by się jednak nie starał, pomysł na ulepszenie SW20 nie przychodził.
Jeszcze.
- No to jakie plany na następny pojedynek, Jack? – zapytał przyjaźnie Sebastian.
- Na pewno nie z tobą, Sebciu – odpalił Jacek – Z cieniasami się nie ścigam…
Sebastian nie odpowiedział. Zwyczajnie spuścił głowę, nie wydając najmniejszego nawet dźwięku. Klasa zdawała sobie jednak sprawę, że bardzo dotknęło go to, co powiedział Jacek.
- … dostałem wyzwanie na środę – kontynuował właściciel Integry – Anonimowe, listowne. Dziwny pomysł, mówiąc szczerze, ale… rozwalę tego gościa. A potem, gdy tylko pojawi się ten frajer, Robert… rozpykam i jego.
- Ależ Jacku, Robert to przecież… cel Mateusza. – nie wytrzymała i odezwała się Natalia. Jej głos był spokojny i ciepły, ale wyczuć w nim było nutkę irytacji takim gwałtownym napadem chamstwa u kolegi z klasy.
- Mateusz?! – parsknął Jacek – Mateusz już nie wróci do wyścigów! Jak? Bez władzy w lewej ręce, poobijany jak Golf z niemieckiego szrotu, pewnie z psychą tak zrytą, że… nie, Nat. Zresztą, nawet gdyby chciał wrócić, to nie ma czym. Jego Sierra to trup. Ile mógł zarobić na wyścigach? Jeździł od groma, nie przegrał ani razu od czasu zmiany wozu, ale założę się, że nie odłożył więcej niż 20 kawałków. A to z pewnością nie jest kasa, za jaką można kupić wóz, którym nawiąże rywalizację z kimkolwiek. Mateusz jest już przeszłością, jego przygoda z touge i szanse na zostanie najlepszym dobiegły końca. Ale dla mnie jest to jak najbardziej wykonalne. Pokonam tego du*ka, Roberta… i to ja, nie on, będę the best…
Jego rozważania przerwał czysty i mocny ryk, i na ulicę wjechał ciemnobłękitny, sportowy sedan.
- Bug Eye – stwierdził cicho Karol, który do tej pory przysłuchiwał się tyradzie Jacka z ledwo zauważalnym rozbawieniem – Impreza WRX STi drugiej generacji.
Natalia wytężyła wzrok, wpatrując się w przednią szybę zbliżającego się auta, po czym z radością stwierdziła:
- Mateusz! Mateusz wrócił!!
- I to jaką furką! – zakrzyknął Sebastian – A ty tak w niego nie wierzyłeś, Jack… To chyba podobna Impreza jak ta, która zepchnęła go w przepaść! Śliczne autko… naprzód Mateusz! Z tak wypaśnym wozem na pewno wróci na Przełęcze!!
W aucie zaczął mrugać lewy kierunkowskaz, a koła skręciły się lekko. Kierowca zaczął manewr parkowania.
Nie dokończył go jednak.
Wóz zatrzymał się centymetry od tylnego zderzaka Prelude Adama, nie mieszcząc się w luce parkingowej pomiędzy dwoma czerwonymi Hondami, Prelude i ITR. Subaru wycofało, koła ponownie skręciły się, i auto powoli ruszyło do przodu.
I tym razem jednak, nie zmieściło się.
- Nie umie nawet zaparkować?! Coś ten Mateusz wyszedł z tej ponoć znakomitej formy. – stwierdził z nutką rozbawienia w głosie Maciek.
- Koła nie są skręcone nawet do połowy. – zauważył Benedykt – Ciekawe, co on kombinuje… zaraz wam porysuje te auta!
Impreza powolutku podjechała do miejsca parkingowego, ale i tym razem prawa część przedniego zderzaka nie zmieściła się, i tylko gwałtowne zatrzymanie powstrzymało wóz od staranowania tylnej lewej części Prelude z naklejką „K>260”.
- On nie potrafi… nie potrafi skręcić kierownicą na tyle, żeby się zmieścić! – stwierdziła smutno Natalia – W miejscu, gdzie lewa ręka powinna przejąć kierownicę z prawej, on nie daje rady…
Impreza wycofała ponownie, po czym ruszyła do przodu z rykiem silnika. Jacek i Adam wstrzymali oddech.
Subaru przeszło o centymetry od boków ich aut, po czym zatrzymało się na miejscu parkingowym.
- Je**ny – mruknął Adam – Skoro nie może prowadzić, to po jakiego ciężkiego wafla to robi? Gdyby uwalił mi w tył, jak babcie kocham, nie odpuściłbym.
- To przez jego rękę! – podniosła głos w obronie Mateusza Natalia – Nie widzisz, że nie potrafi nią skręcać?! Musiał to zrobić na kilka razy…
- Powiedziałem – odpalił zimno Adam – Skoro nie może prowadzić, to powinien sobie to odpuścić.
- Ktoś mówił coś o tym, że wróci na Przełęcze, tak? – sarknął Jacek – Chyba raczej…
- … nie wróci. – dokończył razem z nim Błażej, z cynicznym uśmiechem. Znajdowanie sobie wspólnych ofiar zawsze jednoczyło.
Drzwi Subaru otwarły się, i stanął w nich Mateusz, w swojej czarnej marynarce.
Później klasa mogła by przysiąc, że starali się wtedy ładnie i gorąco z nim przywitać.
Nie okazali po sobie, że interesuje ich to, że nie poradził sobie z tak prostym manewrem.
Nie okazali po sobie choćby cienia ironii, nikt go nie wyśmiał.
Mateusz nie odpowiedział na powitania.
Nie odwzajemnił uśmiechu nikomu. Nawet dziewczynom. Nikomu.
- Miło cię znowu widzieć, Mat! – zaczęła z całkowicie szczerą radością Natalia.
Mateusz spojrzał na nią, po czym machnął ręką, z rezygnacją, i bez słowa ruszył w kierunku szkolnych drzwi.
- Ale z niego się kawał dupka zrobił. – stwierdził Tadeusz, gdy ciężkie szkolne drzwi zawarły się już za Mateuszem – Żadnego cześć, żadnego przywitania… drań.
- Musimy go spróbować zrozumieć – odpowiedziała Agnieszka, stojąca koło Natalii – Spróbować mu pomóc… to na pewno nic przyjemnego, nie mieć pełnej kontroli nad sobą. On wstydzi się swojego kalectwa… czuje się upokorzony.
Zapadła cisza. Argument był racjonalny i właściwy.
Do większości jednak nie przemówił. Błażej, Adam i Jacek nadal uśmiechali się głupkowato.
- Ale ten wóz – stwierdził z zachwytem Benedykt – To Subaru Impreza, tak?
- Ta – odpowiedział mu Karol, ruszając w kierunku szkolnych drzwi – WRX STi. Mówiliśmy to już.
- Skąd on ją może mieć? – zapytał z zazdrością Ben.
- A ch…olera go wie. – odpalił Błażej, podchodząc bliżej. - ... O kur*a! – wskazał ręką na tylny spojler.
Widniała na nim przecięta naklejka Ligi Białego Krzyża.
- Oż ty fuck… ale to nie może być… - Jacek w dwóch skokach znalazł się przy tylnym błotniku.
Nieco ciemniejszy w tym miejscu lakier układał się w charakterystyczne logo LBK. Drobne resztynki kleju nadal były wyczuwalne pod palcami.
- O ja pier**lę! – mruknął Jack – To Impreza WRX STi, która… która pchnęła Mateusza w przepaść...

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Poniedziałkowa noc była dla odmiany zimna, choć bezchmurna. Rześkie, świeże powietrze niosło jednocześnie ryk potężnych silników, przetykany od czasu do czasu sykiem turbosprężarek.
Parking i stacja dla ciężarówek na autostradzie S1 Cieszyn – Bielsko Biała, nieco za miejscowością Ogrodzona, okupowane były przez kilkanaście rasowo wyglądających aut, w większości wielkich pożeraczy asfaltu.
Cechą łączącą każdy z tych wozów była widniejąca na ich tylnich błotnikach naklejka „K>260”.
Klub >260 organizował tego dnia spotkanie, swoisty meeting kierowców.
Nie było to jednak zwykłe spotkanie, jak w każdą sobotę.
Każdy członek Klubu otrzymał imienne zaproszenie. Obecność była obowiązkowa.
Prezesowi się nie odmawiało.
Powód spotkania nie był znany. Tym więc większa była ciekawość autostradowych ścigantów.
Gdy wreszcie na parkingu zapanowała względna cisza, na środek, pomiędzy wszystkich, wystąpił Prezes, właściciel Volvo S80 4,4i V8.
- Zapewne większość z was dziwi to nagłe spotkanie – przeszedł od razu do rzeczy – A to, co powiem, z całą pewnością część zbulwersuje. Proszę jednak wpierw wysłuchać mnie do końca, na komentarze i dyskusje będzie czas później.
Wśród zebranych rozszedł się szmer poruszenia.
- Chcę wam przedstawić człowieka, który był już u szczytu drabiny naszego Klubu – kontynuował właściciel Volvo – Ale ciężki wypadek na autostradzie na kilka miesięcy pozbawił go możliwości jeżdżenia z nami. Teraz jednak, ten młody geniusz kierownicy powraca, by… - Prezes wstrzymał wypowiedź - … zresztą, myślę że on sam najlepiej to wyjaśni…
- Gdzie ty kurna mać jesteś, Andrzej? – wyszeptał do telefonu Adam, stojący w tłumie ścigantów. Na środek wystąpił właśnie jakiś młody szczaw, wypisz, wymaluj w jego wieku – Zebranie już się zaczęło!
Odpowiedziało mu dudnienie polskiego disco, i głos Andrzeja:
- Spokojnie, ziomuś, już pomykam, jestem na autost… - głos nagle urwał się.
- Endrju? – zapytał Adam, zaskoczony.
- Muszę kończyć! – usłyszał jeszcze podniecony głos kumpla, po czym ten rozłączył się.
- Być może niektórzy z was wiedzą, kim jestem – zaczął swoje wystąpienie chłopak. Adam mógłby przysiąc, że gdzieś już go widział – Innym zaś musi wystarczyć to, co powiedział Prezes, plus fakt, że nazywam się Konrad… i wracam by dokończyć to, co rozpocząłem prawie rok temu.
Ponownie wśród tłumu rozniósł się lekki szmer. Buta i pewność siebie młodego, ubranego w marynarkę chłopaka działała na nerwy Klubowiczów.
- Moim celem jest – Konrad zrobił krótką pauzę – Fotel prezesa Klubu >260.
Wszyscy zebrani zaczęli protestować, przeklinać i pomstować praktycznie jednocześnie. W kierunku młodego chłopaka posypały się dziesiątki brzydkich słów, insynuacje na temat jego pochodzenia z nieprawego łoża i preferencji seksualnych, które brzmiały co najmniej zabawnie w ustach w większości bogatych i wysoko postawionych szefów i udziałowców wielkich biznesów z całego Województwa.
Konrad stał niewzruszenie, z nieco cynicznym uśmiechem i spokojem, który zapewniać mu mogła tylko świadomość, tego, co nastąpi.
- Spokój! – podniósł głos Prezes – Pax! Pax, Panowie! Jakkolwiek by wam się to nie podobało to pamiętajcie, że młody Konrad pokonał praktycznie wszystkich na tej autostradzie. Ba, zdecydowana większość z was odbyła z nim pojedynek… i przegrała. Nie zapominajmy, że mamy swoje zasady. Ten chłopak spełnił prawie wszystkie warunki, by stać się nowym Prezesem Klubu >260. Nie mamy prawa tego negować.
- Prawie wszystkie – odezwał się w imieniu zebranych jeden z kierowców – Prawie nie oznacza wszystkie. Pozostał mu jeszcze jeden warunek. Pokonanie kierowcy niepokonanego. Takiego, który wygrał ponad 15 wyścigów bez ani jednej porażki. Obecnie mamy tylko jednego takiego. Jeśli dobrze pamiętam, to za czasów jeżdżenia Firebirdem nasz drogi Kondzio przegrał z tym kierowcą. Ba, dał się wykiwać i rozbił. Czy nadal ma zamiar…
- Tak – odparł zimno Konrad, zirytowany pretensjonalnym tonem. Jako syn człowieka niezwykle bogatego i wysoko postawionego miał w sobie wrodzoną pewność siebie i charyzmę. Inteligencja i szerokie spektrum zainteresowań, rozwijane w V LO w Bielsku Białej dały mu dodatkowo umiejętności oratorskie i panowania nad ludźmi.
Tłum momentalnie ucichł.
– Wiem, że dotychczas nie pokonał go nikt. – dokończył Konrad - Ja będę pierwszy. To mój finalny przeciwnik. I niech nikt nie próbuje nawet wchodzić mi w drogę…

Andrzej dodał gazu, a wskazówka prędkościomierza w jego Audi S6 pomknęła w górę, w kierunku liczby 230.
Nieznośny, kanciasty kształt, który pojawił się kilka chwil wcześniej w jego lusterkach uparcie jednak nie chciał z nich zniknąć.
Ba, zbliżał się.
Całkiem szybko się zbliżał.
W moment później widział już, że kolorem tego auta była jadowita pomarańcz.
Następne kilka sekund zabrała mu niezdolność do uwierzenia, że przyśpieszanie przy tej prędkości może być tak gwałtowne i błyskawiczne.
Nim mrugnął okiem, auto zrównało się z nim.
Pierwsze jego spojrzenie powędrowało na prędkościomierz.
250.
Drugie na wrogi wóz.
- Ło kurna. – zagwizdał Andrzej.
Jadowiciepomarańczowy, amerykański muscle-car.
Ryk silnika tego bydlęcia zagłuszał nawet dudniące w jego Audi disco.
- Cokolwiek to jest – mruknął Andrzej, wrzucając szósty bieg – To na pewno mnie nie wyprzedzi. Nie będzie stary kanciak pluł mi w twarz!

- W moim ostatnim pojedynku za kierownicą białego Firebirda – kontynuował Konrad – Ścigałem się na S1 z czarnym jak noc Audi S6. Dokładnie na wysokości tego parkingu drogę zajechał nam TIR. Kierowca Audi zdążył uciec na lewo. Ja… nie.
- O kurrr…na – pomyślał Adam. Wreszcie przypomniał sobie, gdzie widział tego gościa. – To ten młody synek z Pontiaca, z którym pojedynkował się Andrzej kilka miesięcy temu… a więc on jednak…przeżył, i chce pewnie...
- Nie znam nawet kierowcy tego Audi. Nie mam też do niego żalu czy pretensji o to, co się stało – rozwiał obawy Adama Konrad – Niemniej jednak, to jedyny godny przeciwnik, którego jeszcze nie pokonałem. Którego nikt nie pokonał. Ja i moje GTO jesteśmy gotowi.
- GTO! – pomyślał Adam – Czarny Pontiac GTO, który ostatnio nie dał mi żadnych szans na S1… to ten gość!
- Dobrze więc, Konradzie – odparł Prezes – Zasady są zasadami, nikt z nas nie może się im sprzeciwiać. Pokonaj niepokonane Audi S6, a fotel prezesa Klubu będzie twój.
Wśród zebranych rozniósł się pomruk aprobaty.
Mało kto wierzył, że tak młody kierowca jest do tego zdolny. Nawet jeśli właściciel czarnego S6 był dokładnie w jego wieku.
Dźwięk dzwonka telefonu obecnego Prezesa rozległ się nagle.
- Pojedynek na S1! – odezwał się w słuchawce podniecony głos jednego z Klubowiczów – Nasze czarne S6 kontra nieznane nikomu, pomarańczowe Camaro! Prędkość… Prezesie, miałem na budziku 220 jadąc do was, a oni wyprzedzili mnie jak gdyby nigdy nic! Walą przeszło 270, jak Boga kocham!
- Generacja piąta, od 2006? – zapytał całkowicie zaskoczony Prezes – Czy też IV? Skoro taka prędkość, to to Camaro musi być naprawdę nieźle dłubnięte…
- Nie! – odparł nie kryjąc zdumienia rozmówca po drugiej stronie telefonu – To Camaro pierwszej generacji, tej od 67’ego!
- Wóz z lat…sześćdziesiątych?!
- Też w to nie wierzę – wyjąkał Klubowicz – Ale… na własne oczy widziałem. I na własne uszy słyszałem… ten dźwięk… to potwór…

 

Kierowca Camaro rzucił okiem na wóz po jego lewej. Z całkowitą pewnością mógł stwierdzić, że to Audi, którego szukał. Krótki moment mknęli obok siebie, a on delektował się potężnym, lecz niezwykle czystym rykiem siedmiolitrowego V8.
Wóz, zgodnie z tym, co obiecał kuzyn, był lepszy od Yenko.
Silnik ten sam, 427ci, siedem litrów, osiem cylindrów. Technika pod maską, zawieszenie, skrzynia biegów – to wszystko było jednak zupełnie inne. Lepsze.
To sprawiało, że wóz nie miał sobie równych. Nie myślał nawet, że ktoś może być szybszy od tego potwora.
- Zabawa się skończyła, Andrzej – stwierdził, wrzucając piąty bieg.
Audi wysunęło się przed niego o kilka centymetrów.
Był to stan chwilowy.
Wdusił gaz do oporu, a Camaro przy akompaniamencie obłąkańczego ryku wystrzeliło do przodu.
280km/h.
290.
300.
- Nie ma lepszego auta! – zawył.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- O kurde. – stwierdził Andrzej, obserwując przyśpieszającego Chevroleta. Dociskał gaz do oporu, ale rozpędzanie S6 w porównaniu do pomarańczowego potwora było wręcz ślimacze.
- Nie mogę tutaj przegrać, do diaseczka! – mruknął. Camaro wciąż się oddalało, pomimo widniejących na liczniku S6 305 kilometrów na godzinę. Z taką prędkością nie jeździł jeszcze nigdy, w żadnym z licznych przecież pojedynków.
Czuł, że zbliża się szczyt możliwości jego Audi. Wskazówka obrotomierza nieubłaganie zbliżała się do czerwonego pola, nawet mimo chiptuningu silnika, sportowego układu wydechowego i maksymalnie wydłużonych przełożeń skrzyni nie dawał sobie rady z takim kanciastym… czymś.
Przegrana nie wchodziła jednak w grę. Nie mógł ponieść porażki na wysokości postoju dla TIR’ów, gdzie w tej chwili odbywało się spotkanie jego klubu, K>260.
Parking ten znajdował się zaledwie półtora kilometra od tego miejsca, za niewielkim zakrętem w prawo.
Pomysł przyszedł Andrzejowi do głowy nagle.
- Skoro w Need For Speed’ach siedząc komuś na ogonie jechało się szybciej – pomyślał – To czemu tutaj by to miało nie działać?!
Jak pomyślał, tak zrobił.
Audi przeskoczyło na środkowy pas autostrady, siadając oddalającemu się amerykańcowi na ogonie.
Andrzej nie zdawał sobie do końca sprawy, że technika znana szerzej jako „drafting” jest znakomitym sposobem na zyskanie dodatkowej prędkości, poprzez wykorzystanie powstającego za autem z przodu tunelu aerodynamicznego.
Dla niego liczyło się tylko, że w szybkim tempie zaczął odrabiać stratę do poprzedzającego.
Po kilkunastu sekundach był już na tyle blisko, że mógł odczytać jego numery rejestracyjne.
„SCI”.
- Ode mnie, z Cieszyna? - zdziwił się, delikatnie skręcając kierownicą w prawo.

Audi weszło w zakręt tuż za Chevroletem, dzielił ich raptem niecały metr.
Opony obu aut ledwie utrzymały na niewielkim bądź co bądź wirażu mknące 310 kilometrów na godzinę bestie.
Po lewej oczom obu kierowców ukazał się parking, a na nim kilkanaście aut.
Przed nimi zaś, na skrajnym lewym i prawym pasie, dwie ciężarówki.

- Są! – wskazał palcem na dwa mknące kształty jeden z Klubowiczów. Jego gest był jednak zupełnie niepotrzebny, ryk tworzony przez widlaste ósemki był słyszalny nim jeszcze wozy można było zobaczyć na prostej.
- To rzeczywiście Camaro pierwszej generacji – mruknął z niedowierzaniem Prezes.
- S6… przegrywa?! – jęknął Adam.
Konrad nie powiedział nic. Milczał.
Auta w zastraszającym tempie zbliżały się do dwóch TIR’ów, waląc prosto pomiędzy nie.
Po krótkiej chwili, pomarańczowe Camaro znalazło się raptem dziesięć metrów od dziesięciokołowców.
I wtedy się zaczęło.
- O kur*a – stwierdził Adam, rozwierając szeroko usta. Ledwo napoczęty papieros spadł mu na ziemię…

Kierowca Camaro zauważył mrugnięcie prawego kierunkowskazu TIR’a po jego lewej, gdy jego maska znajdowała się pomiędzy osiami naczep.
Nie mógł już nic zrobić.
A nawet gdyby mógł, nie odpuścił by. Taką już miał naturę.
Wdusił tylko gaz do oporu, zdając się całkowicie na moc swojego 427ci.

Chevrolet zniknął Klubowiczom z oczu, nurkując pomiędzy obie nieświadome niczego ciężarówki…

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

- O choleraaaa! – jęknął Andrzej, dusząc z całej siły pedał hamulca. Ogromny TIR znalazł się praktycznie tuż przed jego maską, całkowicie zasłaniając środkowy pas.
Andrzej odruchowo odbił w lewo, by uratować się z tej beznadziejnej sytuacji.
Nadal było tam jednak zbyt ciasno, część naczepy wciąż blokowała najszybszy pas.
Przy prędkości ponad 300km/h, nawet ogromne, tarczowe hamulce Audi i rozbudowana elektronika nie miały szans..

Wszyscy zebrani na parkingu wstrzymali oddech. Czarne S6 gwałtownie skręciło w lewo, na centymetry unikając uderzenia w tył naczepy, po czym wpadło w poślizg i zaczęło rotować wokół własnej osi.
- Je*nie! – wrzasnął Adam.
Na szczęście, mylił się.
Przedni zderzak Audi minął się z barierkami o włos, po czym wóz, wykonując kilkanaście bączków, w tumanach dymu i swądu klocków hamulcowych, zatrzymał się na samym środku autostrady.
Ogłuszający ryk i dwa przeraźliwe klaksony TIR’ów, których kierowcy dopiero teraz zdali sobie sprawę, co rozegrało się za ich przyczyną obwieściły, że pomarańczowe Camaro uniknęło zmiażdżenia.
I tak było.
Chevrolet wystrzelił spomiędzy ciężarówek, i pomknął dalej, nie zwalniając nawet.
- O kurrr….na mać – wydyszał przeciągle Adam – Andrzej… przegrał.
- Niepokonane S6 – mruknął w zadumie Prezes, obserwując ruszające powoli z środkowego pasa Audi.
- Skoro tak wygląda sytuacja – stwierdził beznamiętnie Konrad, obserwując niknące na horyzoncie Camaro – To mój cel ulega zmianie…