5. „Kwestia Turbo II”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Deszcz bębnił o szyby sunącej wolno niebieskiej Imprezy WRX. Ustawione w najszybszy tryb pracy wycieraczki ledwo nadążały z odgarnianiem zalewającej przednią szybę wody. Ulice były praktycznie wyludnione, w ulewne, późne piątkowe popołudnie mieszkańcy Cieszyna mieli znacznie lepsze rzeczy do roboty.
Mateusz również nie był straceńcem. Także miał na piątkowy wieczór plany ciekawsze od jazdy 265 konną, mruczącą basowo silnikiem typu bokser Imprezą. W ulewie.
Po prostu wracał ze szkoły.
Była to… rutyna.
Zapewne do tego wszystkiego, co się wydarzyło, nigdy by nie doszło.
Historia ta miała by pewnie zupełnie inny przebieg, gdyby nie refleks Mateusza.
Zbyt dobry refleks.
Przystanek autobusowy był zasłonięty gałęziami drzew, niezadaszony i ogólnie – niczym nie zwracający uwagi.
Dookoła nie było żywej duszy.
Na samym zaś przystanku tkwiła jedna, przemoknięta już do cna istota.
„Zwykły” kierowca, skoncentrowany na trasie, zmuszany przez trudne warunki i deszcz zalewający szyby do wypatrywania drogi nawet nie zwrócił by na nią uwagi.
Ścigant zapewne zauważył by jej obecność, ale momentalnie pominął by ten fakt, jako mało istotny.
Dla ściganta, który sam nie wiedział, co tak właściwie czuje, spotkanie to było niczym uderzenie obuchem w łeb.
W pierwszym odruchu jego stopa wdusiła pedał gazu do oporu, chcąc jak najszybciej oddalić się z pola widzenia.
Działał racjonalnie. Znajomość tą uważał za przegraną. Nie miał już nadziei na pozytywne zakończenie, a jednocześnie nie chciał znów ranić sam siebie.
Działał racjonalnie. Jak w dawnych czasach, zanim w zimowym pojedynku ze srebrną Imprezą znów zapragnął kochać i być kochanym.
Jednak w momencie, gdy Subaru mijało przystanek, odezwała się druga strona jego natury.
Wcisnął hamulec do oporu, a czteronapędówka ślizgnęła się nieco na mokrej nawierzchni, lecz posłusznie zatrzymała w ułamku sekundy.
Sięgnął do klamki, i uchylił nieco drzwi.

Alicja nawet nie drgnęła.
Z jednej strony, pojawienie się Mateusza było dla niej całkowitym zaskoczeniem i darem od losu, z drugiej jednak…
Alicja była kobietą tyleż samo piękną, co dumną.
Nie miała najmniejszej ochoty bycia dla niego kolejnym problemem, podwieziona z grzeczności, z bólem serca i zapewne milczeniem przez całą drogę.
Sama nie wiedziała, co do niego czuła.
Jeszcze kilka miesięcy temu, na Patelni, tego felernego dnia, a także potem, stojąc nad szpitalnym łóżkiem w Bielsku była pewna, że go kocha.
Poznanie Konrada zasiało jednakże w jej sercu niepewność. Nie miała już stuprocentowej pewności, że to, co czuje, to właśnie miłość.
Z tego względu bała się zareagować. Bała się swoich decyzji. Nie ufała sobie.
Nie chciała znów ranić.

Stali tak prawie minutę.
Deszcz bębnił o szyby.
Duma i lęk przed tym spotkaniem powstrzymywały ich przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji.
W końcu jednak, Mat poddał się emocjom.
Otworzył drzwi i wysiadł z auta.
Powitały go ciężkie, duże krople wody i gęste, burzowe powietrze.
Zrobił kilka kroków, obchodząc wóz i stając na chodniku, naprzeciw niej.
Zachował dystans.
Przed spojrzeniem w jej oczy powstrzymać się jednak nie mógł.
Nie uciekła wzrokiem.
Zimny, stalowy błękit wyrażał… bezradność.

Nie ruszyła się nawet.
Zdawała sobie sprawę, że podobnie jak ona, on również nie wie, co robić.
Stali więc, wpatrując się sobie w oczy, zbyt zagubieni, by zrobić pierwszy krok.
Deszcz strumieniami zalewał ich włosy, twarze i ubrania.
Nie miało to jednak dla nich w tej chwili żadnego znaczenia.

- Ta chwila mogła by trwać wiecznie – odezwał się wreszcie Mat, przełamując milczenie. Kropelki wody spływały po jej pięknych, kruczoczarnych włosach, wprost na szyję i dekolt białej sukienki. Czuł, że jego serce niebawem nie wytrzyma, łomot w klatce i narastające w uszach brzęczenie dobitnie uświadamiały mu, że nie ma nad swoimi uczuciami żadnej kontroli.
Nie chciał mówić.
Powinien odjechać.
Nie potrafił.
- Jednakże – dodał po chwili, starając się zachować pewny siebie ton – Mimo że obraz ciebie w tej jednej chwili jest najcudowniejszym zjawiskiem, jakie w życiu widziałem… - wciąż uporczywie wpatrywał się jej w oczy, choć połączenie deszczu, białej sukienki i niewątpliwych wdzięków fizjonomii Alicji powinny mu to skutecznie uniemożliwiać - …nie chcę patrzeć, jak mokniesz. Mnóstwo w tym piękna i seksapilu, owszem, ale z całą pewnością w ten sposób się przeziębisz.
- Do wszystkich diabłów – pomyślał Mat – To była jedna z najdurniejszych rzeczy, jakie w życiu powiedziałem.
Choć prawdziwa i szczera.
Alicja milczała dłuższą chwilę, najwyraźniej zastanawiając się nad celną i równie nieadekwatną do sytuacji i okoliczności odpowiedzią.
W końcu jednak, wygrał w niej żal i smutek, którego nie udało się jej nijak ubrać w słowa.
Jej wrodzony dystans, ironia i obojętność zawiodły ją.
Lub po prostu nie chciała kolejny raz rozmowy, która nie wyjaśni i nie zmieni nic.
- Dlaczego więc po prostu nie odjedziesz – odparła twardo, choć jej głos lekko drgał – Po co w ogóle się zatrzymałeś, skoro… skoro przez ostatnie miesiące mnie unikałeś, skoro… nic nas nie łączy?!
Mat milczał. Dłuższą chwilę zajęło mu opanowanie zaskoczenia. On jej unikał? On się… nie starał?
Postanowił jednak, że musi wyjaśnić to wszystko, nie zważając na skutki.
Miał w nosie wszelakie normy etyczne, etykietę, ars amandi i spis rzeczy, których „prawdziwy facet” powiedzieć nigdy nie powinien.
- Niemożność spotkania się z tobą – odparł – Nieważne, z czyjej winy… świadomość, że między nami nic nie istnieje, bo… bo nie może istnieć, bo kochasz i jesteś z kimś innym… to nie zmienia faktu, że jestem od ciebie uzależniony. A możliwość zagubienia się w twoich oczach jest dla mnie najsilniejszym narkotykiem. Dlatego właśnie nie jestem w stanie odjechać.
Alicja wstrzymała oddech. Nie rozumiała już nic, cała sytuacja po prostu ją przerosła.
Przecież to on unikał jej w szkole, zarówno przed jak i po wypadku!
A teraz twierdzi, że nadal… znów ją kocha?
Ona… ona w jego odczuciu kogoś miała?!
Również zignorowała wszelkie konwenanse. Gra niedostępnej i wyrachowanej femme fatale w tej jednej sytuacji była… zupełnie bezsensowna.
To był moment szczerości.
- Nie mam nikogo – stwierdziła powoli – I nigdy nie miałam. Z drugiej strony, nawet nie mogę konkurować z… - głos jej się łamał. To z zimna, pomyślała - … z twoją wybranką z humana, z IIIc… - zrobiła przerwę.
To, co planowała powiedzieć… nie zmieni przecież…
… mimo tego, była to rozmowa szczerości. Zapewne ostatnia w historii pomiędzy nim a mną.
Westchnęła ciężko. Krople wody spłynęły jej z szyi na piersi, błyszcząc niczym brylanty.
- Mimo tego jednak – bardziej wyszeptała niż powiedziała – Choć rozum nakazywał mi nie przyjeżdżać do szpitala, choć nie miało to najmniejszego nawet sensu… musiałam. Wiesz czemu? By… by choć spojrzeć na ciebie, nawet uśpionego. Wiesz dlaczego, Mateuszu?
Zaprzeczył.
- Bo ja również jestem od ciebie uzależniona.
Mój Boże, dotarło nagle do niej. On pomyślał, że mam kogoś, bo widział mnie… widział mnie z moim bratem, gdy przywoził mnie na wyścigi…
Nie zauważyli nawet, że nieświadomie postąpili krok ku sobie.
Mat milczał.
Jego myśli szalały.
Nie wiedział, że Alicja bywała u niego w szpitalu, nawet nie pomyślał, że będzie jej… będzie jej na tym zależało.
- Niesłusznie ją oskarżyłem o brak serca – uświadomił sobie – Postąpiłem jak typowy drań, tak ją traktując. Tak jej… unikając.
- Oboje pobłądziliśmy – stwierdził cicho, postępując jeszcze jeden krok w jej kierunku – Pomimo tego, że jesteśmy dla siebie stworzeni… choć tak różni… pobłądziliśmy.
- Tak – odparła Alicja – Jesteśmy… i nie ma chyba na świecie bardziej odpowiedniej dla nas drugiej osoby, ale… to pobłądzenie sprawia, że już pewnie za późno na szczęśliwe zakończenie.
- Co ja tak właściwie czuję?! – kołatało się w jej głowie. – Czemu nie potrafię skończyć z Mateuszem… a może właśnie… dlaczego spokoju nie daje mi myśl o Konradzie?!
Zrobiła krok do przodu, w jego kierunku.
Znaleźli się ledwie kilkanaście centymetrów od siebie. Jego zielone oczy szkliły się lekko, ale nawet na moment nie oderwał od niej spojrzenia.
- Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe zakończenie – wyszeptał.
Zapadła cisza.
Zwiesiła wzrok. Nie mogła już wytrzymać tego spojrzenia.
W końcu, sytuacja ją przerosła.
Zagubiona, nie rozumiała nic. I nawet nie próbowała zrozumieć.
Podniosła głowę i jeszcze raz spojrzała mu prosto w oczy.
Były… ciepłe. Pełne… nadziei.
Zrobiła jeszcze jeden drobny krok i oparła ostrożnie policzek na jego ramieniu.
- Nie wiem, co ja robię… – pomyślała jeszcze. –Ale gdybym tego nie zrobiła… nie dowiedziała bym się nigdy, czy on… czuje to samo. Poza tym…
… poza tym, potrzebowała tego.
Zareagował dokładnie tak, jak miała nadzieję, że zareaguje.
Przytulił ją mocno, a zimno deszczu i przemoczonych ubrań momentalnie ustąpiło.
Mat wypuścił powoli powietrze z płuc. Mógłby przysiąc, że na ramieniu marynarki czuje jej ciepłą łzę.
- Ten chłopak, którego pewnie widziałeś – stwierdziła cicho – Ten ze sportowego Volkswagena, którego wziąłeś za mojego chłopaka, to… to był mój brat.
- Ja… - odparł Mat - … nigdy nie miałem nikogo na Humanie. Ani poza nim. Karolinie pomagałem tylko zbliżyć się do… do mojego znajomego. Ja nigdy bym nie… nie chciał nikogo innego, niż… ty.
Podniosła głowę, i spojrzała mu głęboko w oczy.
- I co teraz? – wyszeptała smutno.
Serce waliło jej jak oszalałe, i czuła, wtulona w Mateusza, że jego bije dokładnie tak samo. Stosunki między nimi nadal były niejasne i niepewne.
Żadne z nich nie wyznało otwarcie tego, co czuje.
Oboje… bali się.
Bali się… odrzucenia.
Rozum kolejny raz powstrzymał emocje i uczucia.
Mateusz pogładził jej delikatne, mokre od deszczu włosy, a drugą ręką sięgnął w kierunku drzwi Imprezy.
Dłoń chwilę błądziła, by w końcu zacisnąć się na klamce i uchylić wejście do auta.
Świadomość, czego właśnie dokonał, dotarła do niego dopiero post factum.
Na klamce spoczywała lewa ręka.
Przełamał więc swoją słabość.
Prawą dłonią jeszcze raz przesunął po jej włosach.
Oddech Alicji uspokoił się.
Spojrzał jej prosto w oczy.
Mógłby przysiąc, że w intensywnym błękicie widział zaufanie.
I… miłość?
- Na początek – odparł – Należało by chyba wrócić, do tego, co było przed Zameczkiem i… spróbować to kontynuować. – uśmiechnął się lekko.
Blizna na jego prawym policzku, jeden ze śladów dobitnie uświadamiających, że czasy Zameczku są przeszłością, była już ledwie widoczna.
To rokowało nadzieje.
Odwzajemniła uśmiech.
- Też tak uważam. – stwierdziła, z błyskiem w oku.
Deszcz padał nieustannie.
Błękitna Impreza WRX stała na jednej z cieszyńskich ulic, mrugając awaryjnymi światłami.
Ulewa wzmagała się.
Dla tych dwojga, nie miało to jednak większego znaczenia…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Sobotnia noc zgromadziła na parkingach i zboczach Serpentyn istne tłumy. Pojedynek niepokonanego Roberta, którego nowego wozu nikt w sumie nie znał, i tajemniczego kierowcy M3, w którym niektórzy rozpoznali jednego z pierwszych przeciwników „najlepszego driftera Serpentyn”, jeszcze za czasów 200SX, rozpalał emocje. Ci, którzy pamiętali tamten pojedynek widzieli na własne oczy, że Robert wygrał wtedy z wielkim trudem, i tylko niezbyt czysty fortel oraz przewaga samochodu pozwoliły mu pokonać BMW 318ti. Tym więc większe było zainteresowanie dzisiejszą walką, wszak czarne M3 E36 rozgromiło nieco ponad tydzień wcześniej słynną krwistoczerwoną Integrę.
Dodawszy do tego wszystkiego warunki panujące na trasie, szykował się niesamowity pojedynek.
Deszcz przestał padać ledwie godzinę wcześniej, po dwóch dniach nieustannej ulewy. Specyfika Przełęczy Kubalonka, jej położenie, wysokość, temperatury o tej porze roku, otaczający las i inne czynniki, nieznane nawet tutejszym sprawiały, że po deszczu, na trasie osiadała mgła.
Była ona tym gęstsza, im dłużej i silniej padał deszcz, a temperatura powietrza była wyższa.
Ulewa tego dnia była niezwykle silna.
A temperatura wysoka.

- O kur*a mać. – stwierdził krótko Adam, który tej nocy również odwiedził Serpentyny – Jak babcię kocham, nie widać nic dalej niż na dwadzieścia metrów…
Gęsta jak mleko mgła pokrywała wszystko dookoła, tak że nawet stojące na głównym parkingu czarne BMW M3 Karola widoczne było tylko z zarysu.
- Będą śmigać w ogóle w takich warunkach? – rzucił Andrzej. Praktycznie nic nie robił sobie ze swej porażki z Tadeuszem na S1. Co wybitnie tego drugiego irytowało.
- A co ci nie pasuje w tych warunkach? – sarknął Tadek, choć z miejsca, gdzie stali, nie widział nawet swojego Camaro.
- Mi wszyściuśko pasi – odparł pogodnie Andrzej – Chociaż więcej niż pięćdziesiąteczką bym dzisiaj na Serpentynkach nie jechał…
- Frajer – mruknął Tadeusz.
Andrzej wzruszył tylko ramionami, i puścił obrazę koło uszu.

- Gdzie jest Robert?
- Nie wiem, stary… nikt nawet nie wie, czym on obecnie jeździ…

- Ktoś mówił, że Robert wozi się teraz Suprą MK3 z 7M-GTE pod maską… prawda to?

- Widziałem Roba w srebrnej Toyocie Suprze na Serpentynach kilka tygodni temu, ale… było to tylko raz, więcej tego wozu na żadnej Przełęczy nie uświadczyłem… ba, byłem i na Serpentynach, i Salmopolu… ha, jednego dnia zajechałem nawet na Przełęcz Kocierską… tamtejsi również nic nie słyszeli o żadnym Robercie.
- Supra? Jaki silnik?
- Ponoć 7M-GTE… ale nikt nie jest w stanie tego potwierdzić.

- Mówię ci, mój stary ma warsztat w Bielu… ostatnio robił swapa w srebrnej Suprze, dokładnie takiej, jaką ponoć ma Robert!
- Swapa? Na jaką jednostkę?!
- Cholera, nie wiem… ojciec mówił, że silnik przypłynął z Wielkiej Brytanii, dwa i pół litra z podwójnym turbodoładowaniem… produkcji Toyoty…
- Kurna, niezła jednostka, trzeba przyznać…

Karol cierpliwie czekał. Zegar w jego M3 wskazywał dziesięć po jedenastej.
Przeciwnik spóźnił się już więc dziesięć minut.
Nastrój wśród gapiów i kibiców gęstniał z każdą chwilą, prawie dorównując mgle na trasie.
Ludzie gromadzili się tu już od ponad godziny, ale od tego czasu rozegrano tylko jeden pojedynek.
Białe Scirocco 1,4 TSI mierzyło się z żółtym Fiatem Coupe 2,0 20V. Różnica wiekowa i techniczna była wielka, ale z drugiej strony parametry, masy i moce obu aut były bardzo zbliżone.
Jak się szybko okazało, pojedynek skończył się po raptem trzech zakrętach. Na ostatnim wirażu przed „Zakręcikami” obaj kierowcy przeszarżowali.
Zakręt wyłonił się z mgły zupełnie niespodziewanie.
Gwałtowne hamowanie na mokrej jezdni, nawet pomimo ABS’u, przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego.
Gdyby auta były tylnonapędówkami, sytuacja być może była by jeszcze do wyratowania. Nadsterowność dawała choć cień nadziei na zmieszczenie się, lub obrócenie i zmniejszenie impetu.
Oba wozy były jednak przednionapędowe.
Podsterowność pogorszyła tylko i tak beznadziejną już sytuację.
Samochody, jeden za drugim, przydzwoniły w barierkę, stoczyły z niewielkiego nasypu i zatrzymały na polance wśród drzew.
Kierowcy mieli sporo szczęścia. Pomijając mocno uszkodzone auta, nikomu nic poważnego się nie stało.
Więcej śmiałków tej nocy nie znaleziono. Tym większe było więc napięcie przed walką Karola i Roberta.
Kierowca M3 rozparł się w wygodnym, kubełkowym skórzanym fotelu M3, i przymknął oczy.
Nie stresował się. Jeździł w takich warunkach wielokrotnie.
Taktyka na tą walkę była praktycznie gotowa.
Domyślał się nawet, jak wyglądać może specyfikacja auta przeciwnika.
Pod nią przygotował swój plan. Tym razem, wszystko będzie wyglądać zupełnie inaczej.
Odwrotnie.
Był spokojny.
Jak zawsze.

- Noo – stwierdził od niechcenia Maciek – Nie takie złe to M3 Karola, muszę przyznać… ale to mit, że te auta są aż tak dobre. Jako kierowca BMW mogę wam powiedzieć, że z moim 330i E46 i tak takie E36 od MPower nie miało by większych szans. Co mu po tej mocy, wobec młodszej konstrukcji topowej wersji Serii 3? Postęp technologiczny, tego nic nie jest w stanie powstrzymać…
- Ta – mruknął Michał – Może barierka, jak pokazał pojedynek Scirocco z Coupe…
- Sądzisz, że ja bym się tak perfidnie i jak głupiec rozbił? Oj Michale Michale, gdyby nie twoja rezygnacja i obecna niechęć do wyścigów pokazał bym ci, że ze mną nie ma żartów. Na trasie liczy się inteligencja i opanowanie, więc… sam rozumiesz.
Błażej zacisnął pięści, ale nie odezwał się słowem. Wybitnie wkurzało go wożenie się Maćka, jego pewność siebie i ton eksperta, choć oprócz pojedynku z Sebastianem i jego starym Golfem, a także kilkoma tutejszymi frajerami nie zdziałał praktycznie nic.
Ktoś musiał zamknąć mu mordę.
Choć jednak Błażej miał na to niewysłowioną ochotę, łomot zebrany od Integry Jacka dowiódł mu nader wyraźnie, że jego znakomita dotąd MR2 wymaga ulepszeń.
Nawet jego umiejętności mogły by nie wystarczyć w starciu z młodszym i mocniejszym BMW, które pomimo kierowcy pokroju Maćka nadal było bardzo groźne. Kolejnej porażki zaś nie zniósł by.
I tak ostatnia mogła przekreślić jego szanse u Karoliny.
A gdyby tak się stało…
… wolał o tym nie myśleć. Rozważania nie przynosiły nic. Zawsze wolał szukać rozwiązań.
SW20 wymagała tunningu.
Nie miał pomysłu, jakiego typu ulepszeń powinien szukać…
… od czego jednak był Internet i fora dyskusyjne?
Nagły, narastający od strony Istebnej świst dotarł do uszu zgromadzonych na górnym parkingu.
- O! Zbliża się samochód z big turbo! – stwierdził momentalnie Maciek.
Nikt nie zdążył nic odpowiedzieć. Na parking, gdzie stało zaparkowane M3, wpadła srebrna Toyota Supra MK3. Jej kierowca nadrzucił tyłem, i bokiem ślizgnął się w kierunku BMW, zatrzymując ledwie metr od niego.
Odegrany pod publikę manewr odniósł rezultat. Rozległy się gromkie brawa.
- To Toyota Supra – stwierdził Maciek wyniośle – Mark 3, rzadka w Polsce wersja coupe. Silnik to z całą pewnością trzylitrowa jednostka z turbodoładowaniem, oznaczenie silnika 7M-GTE, ale z wymienioną standardową turbosprężarką na big-turbo, które wy niefachowo nazywacie „lag-turbo”…
- To nie jest 7M-GTE. – stwierdził głośno Mateusz. Nie patrzył jednak na Maćka. Błędnym wzrokiem wodził gdzieś w okolicach srebrnej Toyoty.
- To co to twoim zdaniem jest, Mateuszu? – warknął Maciek, zirytowany poddawaniem jego twierdzenia pod wątpliwość.
Świst był zbyt równomierny, zbyt równy i zbyt cichy jak na big-turbo. Mateusz kojarzył ten typ dźwięku ze swojego Skyline’a GT-R, którego dokumenty i rejestracje miał już jutro otrzymać.
I nie tylko stamtąd.
Kojarzył go głównie… ze snu.
Srebrna Supra MK3, mknąca przed Skylinem na górskiej drodze.
Srebrna Supra, dokładnie taka, jak ta, która właśnie przejeżdża na linię startu.
Srebrna Supra z mojego… koszmaru.
Był już pewien, co generowało ten niesamowity dźwięk.
Zdublowany dźwięk.
- Supra Twin Turbo – stwierdził Mat – 1JZ-GTE.
Głośny śmiech Maćka zagłuszył nawet ustawiające się na starcie M3 i Suprę.
- Oj Mateuszu, Mateuszu – stwierdził postawny chłopak – Twoja ignorancja naprawdę mnie przeraża. Dla twojej wiadomości, dwuipółlitrowe 1JZ-GTE, sportowy silnik Toyoty z dwoma turbosprężarkami nigdy nie był sprzedawany w Suprach na terenie Europy…
- Widzisz Maćku – odparł obojętnie Mateusz, obserwując auta na starcie. Obraz srebrnej Supry z jego snów nie dawał mu spokoju. Wszystko stawało się zbyt… realne. – Istnieje na tym świecie coś takiego jak swap…

Karol bez emocji spoglądał na prostą, rozpościerającą się przed nimi. Widoczność była mniejsza niż 20 metrów, z linii startu nie widział nawet punktu, w którym należało by zacząć hamować lub wchodzić w drift przed pierwszym zakrętem…
- Możesz jeszcze się poddać – stwierdził zimno Robert – Po starcie nie mam zamiaru odpuszczać ci z powodu mgły czy faktu, że jesteś frajerem…
- Jak dla mnie – przerwał mu zimno Karol – Warunki są idealne.
Robert uśmiechnął się głupkowato, po czym wsiadł do auta i uruchomił silnik.
1JZ-GTE zagrało miarowo, budząc się do życia po krótkiej drzemce.
Karol postąpił dokładnie tak samo.
Sześciocylindrowiec od MPower zawtórował jednostce Toyoty równym, silnym rykiem…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Rozpoczynam odliczanie!!

-Który wygra? – rzucił standardowe pytanie Sebastian.
- Karol. – stwierdziła cicho Natalia.
- Karol – przytaknął Tadeusz.
- Trzy!

- Jakkolwiek nie ma ani genialnego wozu, ani zapewne zbyt genialnych umiejętności, to raczej Karol. – zaczął wywód Maciek.
- Karol. – przerwał mu Błażej krótkim duknięciem.

- Dwa!

- Karol – mruknął Michał – Po tym, co pokazał ostatnio…
- Karol – odparł w myślach Jacek.
Choć osobiście wolałby, aby nie podołał temu zadaniu.

- Jeden!

- Robert – pomyślał Mateusz.
Nie chodziło o to, że nie wierzył w swojego dobrego kumpla, Karola.
Nie chodziło o różnicę w autach czy umiejętnościach.
Po prostu ze wszystkich sił pragnął porażki M3.
Pierwszeństwo zemsty na Robercie należało się jemu.
Nie chciał, aby dokonał jej przed nim ktokolwiek inny…

- START!

Karol wrzucił bieg i dodał stopniowo gazu. Tylne koła, pomimo walącej w nie mocy 286 koni wystrzeliły wóz do przodu bez najmniejszego uślizgu, błyskawicznie rozpędzając BMW w wyścigu do pierwszego zakrętu.
- Niedoładowany silnik jest moim największym atutem – pomyślał jeszcze, wrzucając drugi bieg – W tej pogodzie… nie mogę przegrać.

Supra rwała do przodu z sykiem obu turbosprężarek. Robert czuł, jak cała moc przeszło 280KM wgniata go w skórzany fotel.
Przy jego umiejętnościach, przy tej mocy auta, nawet pomimo tej pogody… to będzie kaszka z mleczkiem.
M3 na wewnętrznym pasie uporczywie nie chciało jednak zniknąć.
Wręcz przeciwnie nawet. Oddalało się.
Spojrzał przed siebie. Zakrętu nie było widać.
Sprzęgło, trzeci bieg, gaz do oporu…

Karol doskonale zdawał sobie sprawę, że w tych warunkach zakręt pojawi im się bardzo późno.
Supra w prawym lusterku oddalała się.
- Przód może być mój – pomyślał – Robert nijak nie da rady się wcisnąć.
Zakręt, zgodnie z jego przewidzeniem, pojawił się nagle.
Zdjął nogę z gazu, i zaczął delikatne hamowanie.
Wiedział, że robi to za wcześnie.
Możliwości trakcyjne i hamulcowe M3 pozwalały na znaczne opóźnienie hamowania, znacznie lepsze niż w Suprze.
Toyota pojawiła się po jego prawej, i pomimo tego, że odpuścił, Robert i tak musiał opóźnić hamowanie do maksimum, żeby zmieścić się przed niego.
- Mogłem mieć przód – pomyślał Karol – Wtedy jednak, nie było by w tym pojedynku nic specjalnego.
Wygrałbym praktycznie bez walki.
Nie pozwala mi na to duma.
W ten sposób, upokorzenie dla tego drania będzie jeszcze większe…

Radość Roberta z obrania przodu trwała tylko krótką chwilę.
Poczuł, że tył wymyka mu się spod kontroli, a idący driftem wóz zaczyna znosić ku zewnętrznej części zakrętu.
Skręcił kołami, i rozpaczliwie walnął po gazie.
Supra odzyskała trakcję w ostatniej chwili, przechodząc w drift w drugim zakręcie, w prawo, ale i tak poczuł, że tylny zderzak ociera się o barierkę.
Zaskoczenie wynikające z nagłego pojawienia się zakrętu, zbytnie opóźnienie hamowania, by wcisnąć się przed M3, mokra, śliska nawierzchnia, a przede wszystkim brak pełnego zaznajomienia się z nowym silnikiem, tak różnym od CA18DET w 200SX i poprzednim 7M-GTE, generującym ogrom mocy i momentu, prawie doprowadziły go do rozbicia się na pierwszym zakręcie.
Nie stracił jednak zimnej krwi. Był daleki od tego.
Duma, pewność siebie, pragnienie odzyskania dobrego imienia w oczach Julii, a przede wszystkim dawka amfy dawały mu dostatecznego kopa.
Cały czas trzymał buta w podłodze.
Turbosprężarki nie straciły nawet odrobiny ciśnienia.
Zadowolony, idąc ślizgiem w drugim zakręcie, spojrzał w prawo.
M3 leciało tuż obok niego, synchronicznym driftem.
Około dziesięć centymetrów od jego boku.
- O kur** - zaklął.
Takich umiejętności przeciwnika się nie spodziewał…

Karol dodał gazu i lekko skontrował, a M3 wyszło na długą prostą.
W tych warunkach, jazda opierała się tylko i wyłącznie na odtwarzaniu trasy z pamięci.
Widoczność przy tej prędkości była praktycznie zerowa, oprócz Supry przed sobą i kilku metrów asfaltu nie widział zupełnie nic.
Ale nie potrzebował widzieć.
Do zderzaka srebrnej Toyoty miał ledwie kilkanaście centymetrów, praktycznie kleił się do tyłu przeciwnika.
To musiało go irytować.
Wyczekał na odpowiedni moment, i lekkim ruchem przejechał na zewnętrzny pas…

- Co kur*a? – warknął Robert, obserwując środkowe lusterko. M3 przejechało na lewy pas, zupełnie bez przyczyny.
- Przecież nie dasz rady mnie wyprzedzić! – ryknął, sprawdzając jednak na wszelki wypadek odległość od M3 i zewnętrznej barierki w lewym lusterku.
Zupełnie nie wiedział, po co BMW wykonało ten manewr.
Dla niego, był on bez sensu.
I taki też był w rzeczywistości.
Gdy Robert spojrzał wreszcie przed siebie, stwierdzić mógł już tylko krótkie, acz konkretne:
- Ooo kuuur….

Karol znał tę trasę na pamięć.
Wiedział doskonale, nawet nie widząc drogi, kiedy zjechać na zewnętrzną, kiedy wdusić hamulec i dociążyć przód, kiedy wejść w drift i jak skręcić kierownicą.
Robert tej wiedzy nie posiadał.
Co więcej, ponownie spóźnił hamowanie.
Manewr dezorientujący zdał egzamin.
W ostatnim przed „Zakręcikami” wirażu w prawo, M3 poleciało szybkim driftem od zewnętrznej do wewnętrznej. Tylko leciutka podsterowność, wynikająca ze stosunkowo ciężkiego przodu, zakłóciła jego idealną linię.
Supra, której kierowca spóźnił hamowanie, zapominając o zakręcie, choć starał się to skorygować wszelkimi możliwymi sposobami, wznosząc się na wyżyny swoich umiejętności, ślizgła się od wewnętrznej ku zewnętrznej.
Zapewne ponownie otarła by się o barierkę, tym razem lewą częścią zderzaka…
… barierki jednak, od ostatniego wyścigu, w tym miejscu nie było
Dla publiki zebranej w tym miejscu, manewr był więc jeszcze bardziej niesamowity i odważny.
Oba auta, w newralgicznym punkcie środka zakrętu, dzieliły ledwie trzy centymetry…

Robert wyprostował na wyjściu, i odruchowo spojrzał w prawo.
Czarne M3 mknęło tuż obok niego, idąc zderzak w zderzak.
- Nie straciłem ciśnienia w turbo – myślał szybko Robert – Utrzymałem wóz na trasie. Nie udało mu się wyprzedzić, tylko zrównał… dam radę odzyskać prowadzenie!
Docisnął gaz do oporu, a Supra z sykiem turbosprężarek wyrwała do przodu, wchodząc w pierwszy zakręcik.
Karol jednak czuł, że ma przewagę.
Moc i moment, generowane przez potężny, trzylitrowy silnik N/A były wszędzie.
Reakcja na gaz - natychmiastowa.
Wóz momentalnie wystrzelił przed siebie, ponownie zrównując się z Suprą…
Walka trwała.
Emocje rosły.
Publika wyła z zachwytu.

- Noo – stwierdził Maciek, gdy przebrzmiała już relacja z wirażu przed „Zakręcikami” – zgodnie z moimi przewidywaniami, Karol bez trudu wygra. Pokazuje znacznie wyższą klasę…
Mateusz nie skomentował. Sięgnął tylko do kieszeni, i wyciągnął fiolkę…
… po czym schował ją na powrót. Dziwna siła, której nabrał po wczorajszym spotkaniu, a zwłaszcza perspektywa dnia jutrzejszego nie pozwalała mu na kolejną dawkę painkillerów.
Pieprzenie farmazonów Maćka musiał więc znosić „na trzeźwo”.
- Ostatnim razem – odezwał się nagle milczący do tej pory Jacek – W pojedynku Karola z Robertem, jeszcze za czasów 200SX, Karol też pokazał znacznie wyższą klasę, ale i tak… przegrał. Przegrał z powodu nieczystego zagrania Roberta…
Natalia bez słowa przytaknęła…

M3 i Supra szły przez kolejne „Zakręciki” drzwi w drzwi, tuż obok siebie.
Żaden z kierowców nie miał zamiaru odpuścić. Walka, rozgrywana przy zerowej widoczności, na ciasnych jak diabli odbiciach, ze wzrastającą prędkością, szybko straciła oznaki zdrowego rozsądku.
Ani działający pod wpływem amfetaminy Robert, ani pragnący zemsty Karol nie myśleli trzeźwo.
Mknąc obok siebie, żaden z nich nie mógł obrać linii idealnej lub chociaż zbliżonej do idealnej. W związku z tym, szybko musieli zacząć wchodzić w kolejne Zakręciki poślizgami.
Nie działali racjonalnie. Taktyka przestała mieć znaczenie, liczyła się teraz tylko i wyłącznie jazda emocjami.
Rychło przestali liczyć, ile tak właściwie Zakręcików pokonali.
Mgła zaś nie pozwalała na ocenienie, w którym miejscu trasy się znajdują.
Powrót na ziemię okazał się nagły.
I szokujący…

Prędkość, do której rozpędziły się oba auta, była wysoka nawet jak na stosunkowo „proste” Zakręciki.
Żaden z kierowców nie zwrócił jednak uwagi, że w ferworze walki zapomnieli, że ten odcinek w końcu ma swój kres.
Następujący po „Zakręcikach” ostry zakręt w prawo wyłonił się z mgły nagle.
I zupełnie niespodziewanie.

- O kurna. – stwierdził Karol. Jego stopa odruchowo powędrowała do pedału hamulca.
- O kur*a – potwierdził Robert, wykonując dokładnie ten sam ruch nogą.
Obaj kierowcy wdusili hamulce praktycznie jednocześnie.
Barierka zbliżała się nieubłaganie.
Wszystkie osiem opon, katowanych jazdą na granicy ich możliwości, straciło trakcję, i doprowadziło do podsterowności.
Gaz w Suprze i M3 został zwolniony w tym samym momencie.
Kontra kierownicą, dodanie gazu.
Wprowadzenie w drift.
Pełna synchronizacja, bok w bok, stykając się lusterkami.
Publiczność szalała. Dla nich, był to kolejny tej nocy niewyobrażalny popis.
Dla dwóch kierowców, była to walka o przetrwanie.
Gaz do oporu. Wyjście z zakrętu.
M3 minęło bok Supry o włos.
Supra musnęła leciutko barierkę na zewnętrznej.
Oba auta dały radę wyjść z zakrętu.
Później mówiono, że było to najbardziej opóźnione hamowanie w historii tego odbicia.
Twierdzono, że kierowcy tylnonapędówek zrobili to specjalnie, w ferworze walki, jako najlepszy możliwy manewr.
Karol długo potem miał pretensje do siebie, że pozwolił się ponieść emocjom. Zapomniał o swojej taktyce.
Przestał liczyć „Zakręciki”. Nie zauważył, że dobiegły one końca, i czeka ich znacznie ostrzejsze odbicie w prawo.
Ostatnie odbicie przed osnutą gęstą mgłą Patelnią.
Mimo wszystko jednak, ich wspólny błąd miał okazać się znamienny…

Auta wyszły z zakrętu jednocześnie.
Na początku prostej, dzielącej ich od Patelni, wciąż szli zderzak w zderzak.
Tutaj jednak, rozstrzygająca okazała się różnica w autach.
A raczej w typie doładowania silnika.
Toyota, po gwałtownym, awaryjnym hamowaniu, straciła ciśnienie w swoich dwóch turbosprężarkach.
Pomimo faktu, że Twin Turbo cierpiało znacznie mniej z powodu lag’a niż standardowe Single-Turbo, opóźnienie reakcji było jednak odczuwalne.
Wyposażone w silnik N/A BMW wyrwało zaś do przodu bez najmniejszego opóźnienia.
I objęło prowadzenie…

- Jaaa pierr****le! – ryknął wściekle Robert. Choć dusił gaz do oporu, M3 systematycznie oddalało się, by w końcu zniknąć mu we mgle.
Prawie.
Wciąż widział jego tylne światła przeciwmgłowe.
A tym samym znał moment jego hamowania.
Mógł nawet nie widzieć zakrętu, dzięki ostrożności tego frajera będzie dokładnie wiedział, kiedy ten hamuje przed wirażem.
- Cel uświęca środki – pomyślał Robert, uśmiechając się paskudnie.
Każde hamowanie można było opóźnić.
A każdy drift… gwałtownie przerwać.

Mistrz stał na Patelni, wyczekując pojawienia się aut.
Słyszał je wyraźnie, były nie dalej, niż 30 metrów od nich.
Gęsta jak mleko mgła nie pozwalała mu jednak ich dojrzeć.
W końcu, na wejściu Patelni pojawiło się czarne BMW M3 E36, ślizgające się pięknym i szybkim driftem.
Publika przywitała je gromkimi oklaskami.
Te trwały jednak tylko chwilę.
Przód Toyoty Supry pojawił się równie nagle, jak BMW, i lekkim stuknięciem w zderzak M3 pozbawił je trakcji.
Widownia zamarła…

Robert z zadowoleniem patrzył, jak M3 zaczyna się stawiać w zakręcie bokiem.
Ponownie wygrywał z tym frajerem, gdyż ten nie umiał opanować wozu po leciutkim puknięciu.
Dodał jeszcze gazu, a jego driftująca Supra podeszła do tracącego trakcję M3 na odległość kilkunastu centymetrów.
W oczach publiki z całą pewnością stanie się ucieleśnieniem odwagi…

Karol czuł, że wóz wymyka mu się spod kontroli.
Uderzenie tego drania w jego tył było niespodziewane, i niezwykle chamskie.
Gdyby jechał jakimkolwiek innym wozem, z pewnością nie udało by mu się już wyratować.
Ale to było M3. Najlepszy wóz sportowy od MPower.
- Nie pokonasz mnie w ten sposób! – mruknął, po czym założył kontrę.
Idące od momentu stuknięcia pod kątem 90 stopni BMW momentalnie zaczęło stabilizować swój poślizg, by w końcu przejść w szybki, płynny drift.
To już nie było 318ti.
Gaz, stopniowo, do oporu.
Idealna praca zawieszenia, znakomite wyważenie.
M3 wróciło pod jego kontrolę tak szybko, jak przez chamskie zagranie Roberta spod tej kontroli się wymknęło…

- Wooow! – ryknęli zgromadzeni na Patelni.
Dla nich, było to znakomite opanowanie poślizgu.
Dla Mistrza jednak, był to jeszcze jeden dowód, że niecały rok wcześniej wynik pojedynku 200SX z 318ti był zupełnie nieadekwatny do umiejętności.
Młodzieniec z M3, jeśli dobrze pamiętał – Karol – był znakomitym kierowcą.
- Ma zadatki na profesjonalistę – pomyślał Mistrz.
Wtedy, zupełnie niespodziewanie, w M3 zapaliły się światła stopu.
Rohrl zrozumiał ten nieoczekiwany manewr dopiero po chwili.
Wtedy zweryfikował swój pogląd:
- On jeździ jak profesjonalista…

Dla Roberta, rozbłysk świateł hamowania w M3 był całkowitym zaskoczeniem.
Panicznie wdusił hamulec i odbił kierownicą w lewo, by uniknąć uderzenia w tył BMW.
Supra wpadła w poślizg…

Karol z paskudnym uśmiechem na ustach wcisnął gaz do oporu, a wóz błyskawicznie wystrzelił z Patelni, zostawiając w tyle wykonującą „wahadło” Suprę.
Zagranie było proste, i stare jak historia wyścigów.
Wystarczyło musnąć hamulec, by praktycznie przyklejony do jego zderzaka Robert spanikował, na widok jego zapalonych „stopów”.
Karol nie lubił i nie uznawał takich zagrań.
Tym razem jednak, po próbie wypchnięcia go z Patelni, nie miał najmniejszych skrupułów.

Robert założył kontrę, a tył Toyoty wykonał jeszcze jedno wahadło, by w końcu ustabilizować się i wrócić na swoje miejsce.
Zredukował bieg i wdusił gaz do oporu, klnąc siarczyście.
Reakcja wozu była szybka.
Niedostatecznie szybka.
Prędkość stracona na poślizgu i walce o utrzymanie na drodze, a także utracone ciśnienie w turbosprężarkach sprawiło, że wóz zbierał się do rozpędzania wyraźnie wolniej, niż M3.
BMW zniknęło mu we mgle.
- I tak cię widzę! – ryknął wściekle Robert. Tylne światła przeciwmgielne przeciwnika wciąż były widoczne.
Znów mógł powtórzyć manewr z Patelni. Tym razem temu ścierwu nie uda się już wyratować.
Resztki zdrowego rozsądku, których nie wyparła mu z organizmu amfetamina, stracił właśnie w tym momencie.
Wdusił gaz do oporu, i wystrzelił z Patelni w pościgu za M3…

Karol zdawał sobie sprawę, że jako prowadzący musi jechać wolniej.
Trasę znał na pamięć. Nie na tyle jednak, by wyczuć momenty hamowania, nie mając przed sobą przeciwnika.
- Szarża przez Zakręciki była nierozsądna – zarzucił sam sobie – Straciłem nad sobą kontrolę. Na odbiciu w prawo przed Patelnią miałem mnóstwo szczęścia, gdyby nie to, rozwaliłbym się jak ostatni dureń.
Nie mógł jednak zaprzeczyć, że w tym szaleństwie była metoda. Zyskał prowadzenie.
Skąd jednak Robert wiedział, o ile może opóźnić hamowanie? Przez to ten drań mógł mnie dopaść na wejściu w Patelnię… i spróbować zepchnąć…
… teoretycznie zniknąłem mu we mgle. Zaryzykował i walił na ślepo, czy…
Doznał oświecenia.
Sięgnął do przełącznika i zgasił swoje tylne światła przeciwmgłowe.
Zaraz potem zaś, musnął hamulec i wszedł w zakręt w prawo za Patelnią pięknym, szybkim driftem…

Pedał gazu wciśnięty do oporu.
1JZ-GTE ryczy wściekle, wskazówka prędkościomierza sunie w górę w niesamowitym tempie.
Wiedział, że prosta za Patelnią nie należy do najdłuższych.
Skoro jednak ten frajer nie hamował, to znaczy, że zakręt jest jeszcze daleko…
Mylił się.
Odbicie w prawo pojawiło się nagle.
Jego źrenice rozszerzyły się, z zaskoczenia.
Kątem oka dojrzał jeszcze kontur M3, niknący we mgle.
Mógłby przysiąc, że jego tylne przeciwmgłowe się nie paliły.
Z całej siły grzmotnął po hamulcach, i skręcił kierownicą, starając się ratować sytuację.
Zadziałał jak amator. Tylko pogorszył sprawę.
Robert zawsze miał jednak więcej szczęścia, niż rozumu.
Supra wykonała podwójnego „bączka”, trzeci raz w tym wyścigu zahaczyła tylnym zderzakiem o barierkę, po czym zatrzymała się na środku zakrętu w tumanach dymu.
Dłuższą chwilę panowała cisza.
Dopiero po kilkunastu sekundach, gdy opadły pierwsze emocje, do Roberta dotarło to, co się stało.
Przegrał.
Nie był już niepokonany.
- Kur*a mać! – ryknął opętańczo, uderzając pięścią w kierownicę.
Głośny dźwięk klaksonu poniósł się po Serpentynach…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Tu pierwszy zakręt za Patelnią! – rozległo się w głośnikach – Koniec wyścigu! Wygrana M3 w pięknym stylu, ludzie, cóż za cudowna jazda i drift… Supra przegrywa, wyspinowała na zakręcie, nikt nie wie nawet, dlaczego ten świr chciał wejść tu z taką prędkością… tak czy inaczej, powtarzam: Kierowca M3 zwycięzcą, Robert traci tytuł niepokonanego!!
Pośród klasy IIIe rozległy się oklaski i wiwaty.
Za moment do tego dojść miały komentarze.
Mateusz nie wytrzymał.
Bez słowa obrócił się na pięcie, i wściekły ruszył do samochodu.
To miała być JEGO zemsta.
- Pierd***ny zazdrośnik – mruknął Błażej – Mat zawsze mnie wkuźwiał, ale po wypadku to już po prostu przegina…
Natalia nie skomentowała.
Jako jedyna rozumiała powód wściekłości Mateusza.
Dla całej reszty, była to po prostu chorobliwa zazdrość…

- Ty k***i synu! – ryknął Robert, wyskakując na Dole ze swojej Supry – Ty draniu! Na Patelni zahamowałeś specjalnie, żebym wpadł w poślizg i się rozbił… zapłacisz mi za to, ty…
- Bardzo mi przykro, Robercie – odparł spokojnie Karol – Po twoim… przypadkowym – zaakcentował to słowo z cynicznym uśmiechem - … puknięciu mnie w tył, musiałem jakoś przywrócić trakcję i właściwy tor jazdy…
Publika ryknęła śmiechem, i zaczęła wygwizdywać Roberta. Relacja z Patelni nie pozostawała złudzeń co do „przypadkowości” manewru Supry.
- Jakkolwiek by jednak nie patrzeć – kontynuował Karol – Ten rewanż mnie satysfakcjonuje. Tym razem nie było różnicy w możliwościach aut, zwycięstwo zależało tylko i wyłącznie od umiejętności kierowcy… i zdolności do wykorzystania zalet swojego auta.
- Jakich kurna zalet? – mruknął wkurzony Robert.
- Nasz poprzedni pojedynek – zaczął Karol – Był kwestią turbo. Twoje 200SX, dzięki mniejszej i szybszej turbinie miało przewagę nad moim 318ti z lag-turbo. Tym razem, twoja Supra Twin Turbo uległa w walce M3, którego silnik nie używa żadnego typu doładowania… to czyste N/A. Moc była ta sama. Sposób jej uzyskiwania, jej osiągalność i czas potrzebny do jej wygenerowania… to już inna bajka. Tak czy inaczej, żaden typ doładowania… czy to Single-Turbo, czy Twin-Turbo, czy kompresor nie ma szans z silnikami N/A. Przykro mi, Robercie. Nie mogę powiedzieć, że mój sukces był kwestią turbo – pociągnął za klamkę i wsiadł do M3 – Ale wykorzystanie zalet mojego N/A i wad twojego Twin-Turbo miało spory wpływ na rezultat. Dziękuję za pojedynek, i… żegnaj. Jesteśmy kwita.
Sześć cylindrów zagrało równo, po czym oklaskiwane przez publikę M3 ruszyło na Górę…

- Przegrałeś! – syknęła Julia, podchodząc do stojącego jak słup soli Roberta – Jak mogłeś przegrać z tym, jak sam to ująłeś, frajerem?!
- Nie wiem – odparł Robert. Czuł, że zaraz pęknie ze wstydu – Doprawdy, nie wiem…

Zaparkował na Górnym Parkingu, obok innych aut kumpli z klasy, po czym ruszył w kierunku znajomych. Wiwaty i skandowanie jego imienia, zarówno na całej trasie, gdy wracał, jak i tu, na Górze mile łechtały jego dumę.
Jednocześnie wiedział jednak, że nie dla sławy czy poważania zrobił to, co zrobił.
To była zemsta. Tylko i wyłącznie.
Zemsta, której potrzebował on sam. Pozbawienie tego drania tytułu niepokonanego, uznanie na Serpentynach i zadatki na Mistrza…
… tego nie potrzebował.
Pokonanie Jacka było sposobem na dotarcie do Roberta. Sam Robert był jego ostatnim przeciwnikiem.
Teraz, mógł wreszcie w spokoju się wycofać.
- Moje uznanie, stary! – zaczął jako pierwszy Michał.
- Dobra robota. – mruknął Błażej.
- Od początku wiedziałem, że dasz radę. BMW potęgą jest i basta! – przyklasnął Maciek.
Mateusz pojawił się niespodziewanie.
- To nic osobistego – zaczął Mat głosem spokojnym, lecz mocnym i pewnym – Ale będąc pierwszym kierowcą, który pokonał tego drania, Roberta, jednocześnie odebrałeś mi to pierwszeństwo. Pierwszeństwo do zemsty. Skradłeś mi ją.
Karol milczał.
Klasę zatkało. Nikt nie wierzył, że Mateusz zdobędzie się jeszcze kiedyś na coś takiego.
Nie w tym stanie.
- W związku z tym – kontynuował Mat – Zanim sam rozwalę tego sukinsyna, muszę pokonać i ciebie. Sam… – zawahał się – … sam rozumiesz…
Karol przytaknął lekko, i stwierdził:
- Rozumiem. Zgadzam się.
Mateusz uśmiechnął się blado.
- Obaj doskonale znamy Serpentyny – zauważył Karol – To będzie długi pojedynek…
- Zróbmy to więc gdzie indziej – odparł Mat – Może… Salmopol?
- OK. Bardzo chętnie. Przełęcz Białego Krzyża… to może być ciekawe. Kiedy? – udał obojętność. Czuł jednak, że ten pojedynek nie będzie tak prosty, jak wszyscy mogli by sądzić.
Znał Mateusza. Z uszkodzoną ręką czy nie, zawsze był to groźny przeciwnik.
- Za dwa tygodnie, niech każdy ma możliwość należytego przygotowania się… sobota?
- Niech będzie sobota.
Mateusz wyciągnął w jego kierunku dłoń:
- Nothing personal? – zapytał.
Karol uścisnął rękę kumpla, i odparł:
- Nothing personal…
Myśli Mateusza dopiero teraz zaczęły analizować to, co miało go czekać.
Pojedynek będzie ciężki.
Będzie nieopisanie ciężki.
Karol był wirtuozem kierownicy, nieomal tak dobrym, jak Natalia.
Nawet ze Skylinem, który gotowy miał być już jutro, widmo porażki wisiało nad nim niczym miecz Damoklesa. M3 było potężną maszyną.
To jednak niesprawna ręka była tu głównym problemem, choć…
Uśmiechnął się sam do siebie.
Po wczorajszej rozmowie z Alicją, wbrew lekkiemu przeziębieniu, czuł się… lepiej.
Znacznie lepiej, choć teoretycznie…
Rozmowa nie zmieniła niczego…
… prawie niczego.
Lecz dla tego „prawie”, warto było żyć…

Zaparkował wóz, i ignorując zapalające się po jego przejeździe światła w oknach na całej ulicy wszedł po schodach do domu.
Głośność Camaro w jego odczuciu nie była jego problemem, nawet o drugiej w nocy.
Jego uwagę zwróciła biała koperta w skrzynce na listy.
Wyciągnął ją, i przeczytał adres.
List był do niego.
Szybkim ruchem otworzył go i wczytał się w tekst, zapisany na eleganckiej papeterii.
Treść była elokwentna, przejrzysta i dobrze napisana. Nadawca z pewnością był człowiekiem inteligentnym.
Kujonem po prostu.
Dla niego liczyło się tylko te kilka najważniejszych informacji.
Jutro, a właściwie dziś, o północy.
Autostrada S1.
Parking dla ciężarówek pod Ogrodzoną.
„Jeżeli nie pasuje ci termin, oto mój numer telefonu…”.
Termin pasował.
- Na pojedynki – wymruczał z cynicznym uśmiechem Tadeusz, otwierając drzwi – Jestem gotowy każdej nocy…