8. „Nothing Personal”

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


Przełęcz Salmopolska, zwana też często Przełęczą Białego Krzyża, od znajdującego się nieopodal zabytkowego, charakterystycznego krzyża w tym kolorze, łączyła Bielsko-Białą z Wisłą. W dzień uczęszczana głównie przez zmierzających do Szczyrku i bliższych części Wisły (jak na przykład Czarne), którzy chcieli uniknąć sporego ruchu i korków na S1, a potem tłoku i wlekących się drogą 941 turystów, w nocy zamieniała się w stanowiącą spore wyzwanie, wymagającą trasę do touge.
Znacznie dłuższy od Serpentyn Salmopol można było podzielić na dwie części – wąską, techniczną i pełną ostrych zakrętów (takich jak ciasne C-27, czy zdradliwe, zalewane wodą C-16), wiodącą od Wisły na Szczyt, i nieco szybszą (ze względu na dłuższe i częstsze proste) choć nadal naszpikowaną wirażami (że wspomnę tu tylko legendarne C-8 czy wymagające niesamowitej techniki C-4) ze Szczytu w kierunku Bielska. Razem daje to 4 kombinacje, lub nawet 6 – jeśli śmiałkowie zechcieli pokonać obie części jednocześnie. Takich jednak było niewielu, już jedna część trasy stanowiła prawdziwy test dla opon, hamulców i wytrzymałości kierowców.

Tym razem miało być inaczej.

Startujący kierowcy wybrali na miejsce swojego pojedynku całą długość Salmpopolu, jadąc uphill z Wisły do Szczytu, a następnie downhill ze Szczytu w kierunku Bielska.
Nie byli to byle jacy kierowcy. Nie były to byle jakie samochody.
Nic więc dziwnego, że pojedynek zgromadził na poboczach i parkingach prawdziwe tłumy…

- Mateusz? Czekaj czekaj, nie jest to przypadkiem ten sam koleś, który pojedynkował się z Ligą? Pokonał wszystkich w pierwszej rundzie, a w drugiej… rozwalili go?
- Ten sam, stary.
- On przeżył? Widziałem ten wypadek… jego Ford zawinął się wręcz na drzewie… wyglądało na to, że nie będzie z gościa czego zbierać…
- Przeżył. I wrócił.

- Czarne M3 E36… to ten sam wóz, który spuścił łomot Suprze Roberta z Serpentyn, prawda?
- Ta. Wcześniej objechał Integrę Type R… koleś wziął się znikąd, a pokonuje prawdziwe tuzy touge. Czuję, że ten cały Mateusz będzie następny.
- To nie jest koleś znikąd. Przed rokiem to on był najbliżej przerwania strike’a tego Roberta.
- Hm? Czym jeździł?
- Też czarnym BMW E36… ale wtedy to był Compact z turbo, bodajże 318. Przegrał, bo ten kut*s strzelił go w tył, stracił ciśnienie w turbo i było po zawodach… szkoda, powiem szczerze.
- Ale wziął ostatnio odwet. Robert już nie jest niepokonany.
- Ano, wziął…

- Skyline?! Nie pier*ol!
- Jak babcię kocham! Widziałem na własne oczy, pierwszej generacji GT-R!
- GT-R? Nie uwierzę, że mają tu GT-R’a! Samo sprowadzenie i przełożenie na LHD tego auta to taka kasa… jak już to jakieś GTS czy GTS-T z bodykitem GT-R, ni chu…
- To GT-R! R32 GT-R z kierownicą po lewej stronie… sam widziałem silnik, gdy właściciel otwierał maskę… najprawdziwsze RB26DETT, wygląda jak nówka!
- Nie uwierzę, póki nie zobaczę…
- To zobaczysz.

- Za ile startują? – zapytał Adam. Po raz kolejny zrezygnowali z Andrzejem i Tadeuszem ze startów na autostradzie, by poobserwować zmagania na Przełęczach – Warunki są praktycznie idealne.
Michał spojrzał na zegarek, po czym odparł:
- Dziesięć minut. O punkt dwunastej, zapewne zgodnie z planem. Masz rację, Adamie, warunki są świetne. Trasa jest sucha, nie licząc stale zalewanych fragmentów na C-16, temperatura całkiem wysoka jak na wiosenną noc, a wiatr leciusieńki. Lepiej im się trafić nie mogło.
- Ludzi to tu jest, za przeproszeniem, w ch*j – zauważył Tadeusz – Tych dwóch zgromadziło prawdziwe tłumy.
- Dziwisz im się? – mruknął Andrzej – Pojedyneczek na pewno będzie ładniutki.
- Wątpię – mruknął Maciek. Klęska w wyścigu z Błażejem wróciła go na ziemię, ale swoje osądy nadal głosił z pewnością w głosie – Karol to odkrycie ostatniego miesiąca, geniusz kierownicy i pogromca Roberta – przez litość dla stojącego nieopodal, zmizerowanego Jacka nie dodał, że ITR’a też – Mateusz zaś jest przygasłą gwiazdą. Wraca po ciężkim wypadku, długim pobycie w szpitalu, i od razu porywa się na takiego przeciwnika… ba, wszyscy widzieliśmy, że ma ogromne problemy z parkowaniem i kierowaniem, jego lewica była praktycznie bez czucia. A co dopiero ścigać się, i to na takim poziomie?
- Ostatnie dni dowiodły chyba, że jest całkowicie sprawny i gotowy do walki. – mruknęła wyjątkowo zimno Natalia.
- Jeździłaś z nim, że wiesz? – odpalił Maciek, który nie znosił, gdy kobiety podważały jego zdanie.
- Tak – przytaknęła Nat. Zebrani mogli by przysiąc, że wyczuli w jej głosie cyniczną satysfakcję – Jeździłam.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwał wreszcie Sebastian:
- Ale po stronie Mateusza jest doświadczenie, prawda? Karol nie jeździł naprawdę długi czas, a Mat i owszem. To także czynnik nie do zignor…
- Ależ oczywiście, że jest to czynnik do zig… - zaczął Tadek, ale przerwał w pół zdania – Cholera, masz rację. Z niechęcią ale przyznaję, masz rację. Karolek nie jeździł od ponad roku, czyli od swojego pierwszego i ostatniego razu na wyścigach. Jego zwycięstwa mogły być kwestią przewagi samochodu, nie techniki.
Nikt nie wiedział, ile czasu Karol poświęcił na treningi i doskonalenie umiejętności.
Nikt nie mógł wiedzieć.
- Tym razem różnica samochodu praktycznie nie istnieje. – wtrącił Błażej, raczej dla uświadomienia, że również jest w okolicy, niż dla popisania się wiedzą. Kolejny już raz tego dnia i nocy kierował wzrok wszystkich na siebie, jego piękną Karolinę, i ich wspólne szczęście. Przytulona do niego, obejmowana w pasie ukochana była niczym klejnot w koronie jego życia, a fakt, że są razem nadal jeszcze w pełni do niego nie dotarł. Wiedział tylko, że wisi Mateuszowi piwo za uratowanie tego uczucia.
Albo i nie. Cały browar.
- To fakt, nie istnieje – przytaknął Michał, z zadowoleniem obserwując przyjaciela. Był bardzo zadowolony z faktu, że Błaż podzielał teraz jego szczęście, i znajdował się w najwidoczniej szczęśliwym związku. Sam zdawał sobie sprawę, że od trzymanej za rękę Amelii nie ma nic wspanialszego na świecie – Parametry GT-R’a i M3 są niezwykle zbliżone.
- Skubańce, dopiero dzisiaj zdradzili, ile mają pod maską – mruknął Adam – 315 koni i 1480 kilo w Skylinie, i 305 koni przy 1450 kilo w E36. Pod tym względem, to bardzo podobne auta, oba cholernie ciężkie jak na Przełęcz, ale jednocześnie całkiem jak na touge mocne. Ważniejszy jest tu chyba napęd…
- FR w M3 i 4WD w GT-R’rze – przytaknął Maciek.
- Drift i grip – mruknął Tadeusz.
- Nie wierzę, że Mateusz będzie jechał gripem – zaprzeczyła Natalia – To do niego zupełnie niepodobne, to nie jego styl…
- Nasza droga Nat – przerwał jej Maciek – Czemu negujesz ogólnie przyjęty fakt? Czteronapędówkami nie da się skutecznie ślizgać. System ATTESA-ETS w Skylinie Mateusza to właśnie napęd na cztery koła, choć bliższy w konstrukcji Syncro w Golfie Sebastiana niż stałemu napędowi w Imprezie Benedykta.
Nikt nie zaprzeczył idiotycznemu uproszczeniu Maćka. Nat miała zbyt małą wiedzę o nowym aucie Mateusza, aby się z nim kłócić, nigdy też nie była mocna w technikaliach. Jednego była jednak pewna.
Mat nie będzie gripował. Czuła to.
- Byłej Imprezie Benka. – sarknął Adam.
- Zamknij ryja, czarny durniu – wypalił milczący dotąd, i stojący na uboczu Benedykt.
- Stwierdzam fakt. I nie obrażaj mnie, frajerze, bo się to źle…
- Grozisz mi? – Benek napiął mięśnie, i zacisnął pięści. Ostatnie kilkanaście miesięcy wysiłku na siłowni zrobiło swoje. Adam momentalnie odpuścił, a dookoła zapadła cisza.
Ben zdawał sobie sprawę, że Adam ma poniekąd rację. Odkąd sprzedał Imprezę, bezskutecznie szukał samochodu dla siebie. Wiedział i wręcz podświadomie czuł, że musi wrócić na Przełęcz. Do niedawna nie wiedział jeszcze, czym.
Kilka dni temu jednak, w jego głowie zaświtał plan…
- Za dwie – zauważył Andrzejek, spoglądając na zegarek w swojej Nokii 1600. Jak sam twierdził „telefon jest dla niego, a nie on dla telefonu”, i nie przywiązywał do niego większej wagi, a prosta, acz niezawodna Nokia idealnie spełniała swoje zadanie – Może byśmy tak obstawili wynik, co, ziomki?
- Karol – stwierdził Błażej.
- Karol – przytaknął głucho, z ubocza, Jacek. Wzrokiem błądził jednak gdzieś w tłumie.
- Mateusz. – powiedziała Natalia.
- Karol – mruknął Adam.
- Mateusz – odezwała się niespodziewanie wtulona w Błażeja Karolina, zaskakując nawet swojego świeżo „zaślubionego” chłopaka.
- Karol – odezwał się po chwili Tadeusz.
- Mateusz – niejako zaprzeczył mu Michał.
- Mateusz – potwierdził słowa Michała Benedykt.
- Karol – wypowiedział Maciek.
- Mateusz – zakończył Andrzej.

- Minuta – stwierdził Mateusz. Trasa była już zabezpieczona i oczyszczona od kilkunastu minut, wszystko zapięto na ostatni guzik. Dwa czarne auta stały bok przy boku, na uruchomionych i odpowiednio wcześniej nagrzanych silnikach. Równa, czysta praca jednostek była wyraźnym komunikatem, że maszyny są gotowe.
Karol przytaknął, wpatrując się w poprzecinaną niewielkimi zakrętami przeszło czterystumetrową prostą.
- Wiesz, co zrobię jutro, po tym wyścigu? – zaczął nagle – Mówiłem ci już, że rzucam touge, niezależnie od wyniku. Tłumaczyłem się maturą.
Mat przytaknął.
- To durna wymówka – kontynuował Karol – Matura nie ma tutaj nic do rzeczy. Matura to egzamin jak każdy inny, nie stanowi żadnej granicy między młodością a dorosłością, punktu, w którym musimy dorosnąć i spoważnieć. Od strony naukowej przygotowali i jeszcze przygotują nas nawet nader dobrze. Tu nie chodzi o brak czasu. To kwestia… czegoś innego.
Zrobił krótką pauzę, wciąż próbując przeniknąć wzrokiem ciemność.
- Rok temu, gdy pokonał mnie 200SX, zmieniłem się. Zatrudniłem się w warsztacie, chwytałem każdej dodatkowej pracy, byle tylko zarobić na takie właśnie M3. Cały wolny czas podporządkowałem zaś doskonaleniu techniki i teorii jazdy. To stało się moim głównym celem: zemsta, zemsta na Robercie. Uraził moją dumę, pognębił przy wszystkich. Cały czas myślałem, że porażka wynikała z siły jego auta i nieczystych zagrań, nie zaś z mojego braku umiejętności. I… miałem rację. On nie stanowi żadnego wyzwania, Mateuszu, ani dla mnie, ani dla ciebie. Teraz, z perspektywy czasu, żałuję że zrobiłem to, co zrobiłem. Żałuję, że podporządkowałem wszystko temu rewanżowi. To mnie ubogaciło, owszem, wzmocniło wewnętrznie, przywróciło pewność siebie i zapewniło… sławę? Ale nie tego szukałem. Zemsta nie dała mi nic oprócz zimnej satysfakcji. Poświęciłem jej wiele, czas, siły, cząstkę siebie, i… - zrobił pauzę, jakby zastanawiając się, czy powinien to mówić – Coś, co powinno być dla mnie najważniejsze. Jak być może wiesz, nie mam obecnie nikogo. Ze swoją dziewczyną rozstałem się niedługo po przegranej z S13. Z braku czasu, poświęcanego na pracę, treningi i naukę. Nie, to nie tak, jak pewnie myślisz. To nie ona chciała rozstania…
Mat uniósł brwi, zaskoczony.
- To na moje własne życzenie. Nie chciałem ranić. Nie miałem zamiaru udawać, że jestem w stanie jej poświecić tyle czasu, ile powinienem. Ile chciałem. Nie miałem zamiaru doprowadzić do sytuacji, w której ona cierpi i rozpacza, bo ja straciłem życie na jednym z setek wypadów na Przełęcz. A to było prawdopodobne, Mat. Touge to igranie ze śmiercią. My igramy ze śmiercią. Ty chyba wiesz o tym najlepiej.
Przytaknął, i odparł:
- Więc… chcesz spróbować wrócić do niej? Liczysz, że ona nadal… czuje to samo, co kiedyś?
- Nie – odrzekł Karol – Wiem to. Oboje chcemy do tego wrócić.
Mateusz nie powstrzymał się od zaskoczonego spojrzenia.
- Przez cały ten czas, cały rok, czekała na mnie. Rozumiała, że muszę to zrobić. A raczej… nie, nie rozumiała. To nie było racjonalne. Ale akceptowała to. Nie pozwoliła mi odczuć skutków tej nieracjonalności.
Znów zrobił pauzę, po czym dodał:
- Nie, Mat. Nie jestem romantykiem, jak ty. Jestem racjonalistą. Dałem się ponieść emocjom, przez ten rok działałem pod ich wpływem. Ale czas na powrót do normalności. Czas na powrót do tego, co było, do nauki, czasem dorywczej pracy, spotkań z nią i… spokoju. Cenię sobie spokój i rozsądek, Mateuszu. To był rok szaleństw, rok nieracjonalności. Nadal będę przyjeżdżał na Przełęcze, nie zaprzeczam. Nie sprzedam M3. Ale kończę z czynnym udziałem. Czas… wybacz, nie uważam tak w waszym przypadku, tylko w swoim… czas dorosnąć.
Mateusz przytaknął, w uznaniu.
- To racjonalność. Nie kieruję się miłością czy strachem, kieruję się rozsądkiem. Moją przyszłość widzę w pracy i z nią, nie tutaj. Mam nadzieję, że to… zrozumiecie… zrozumiesz… i zaakceptujesz? – spojrzał na niego.
Mat mógłby przysiąc, że Karol rzeczywiście szukał w jego oczach akceptacji decyzji i zrozumienia.
Znalazł je.
Choć sam tak nie uważał.
Na twarzy Karola zagościł nikły uśmiech. Spojrzał na zegarek, i stwierdził:
- Jednak przez tą ostatnią noc, niech rządzi nieracjonalność. Niech asfalt płonie. Publika oczekuje widowiska, Mat. Zapewnimy im je?
- Zapewnimy.
- Pięć po – dodał Karol – Jesteśmy spóźnieni. Czas najwyższy… - zawahał się – Niezależnie od wyniku… to nic osobistego?
- Nic osobistego.

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- Tu Start. Start do Mety, słyszycie mnie?
- Tu Meta. Słyszymy was. Wystartowali?
- Właśnie mamy zaczynać odliczanie. Trasa czysta?
- Czysta. Cały czas czysta.
- W takim razie, zaczynamy…

- Trzy!

Wkręcenie na obroty silnika N/A w M3.

- Dwa!

Syk dwóch turbosprężarek w GT-R’rze.

- Jeden!

Czysty, rasowy pomruk dwóch rzędowych szóstek, gotowych do walki.

- START!!

Auta wyrwały do przodu praktycznie jednocześnie, rozpoczynając wspinaczkę na stromej, 400-metrowej prostej.
Przez krótką chwilę wydawać by się mogło, że przód weźmie BMW, którego niedoładowany silnik pozwalał w pierwszych chwilach na szybsze przyśpieszanie.
Prosta była jednak niezwykle długa. Dwie turbosprężarki w posiadającym lepszą trakcję na starcie (dzięki napędowi na 4 koła) Nissanie nie cierpiały zbytnio z powodu laga, jak mogło by się wydawać.
Po dwustu metrach wóz zaczął nadrabiać straty, gdy tylko ciśnienie w turbo osiągnęło właściwy poziom.
Na trzysetnym metrze prostej liczniki wskazywały już przeszło 150km/h.
Skyline zaś począł się nieznacznie wysuwać naprzód…

Karol spojrzał w lewo, na mknącego obok GT-R’a. Droga w pierwszej części trasy była stosunkowo ciasna, a już pierwsza, długa prosta stanowiła pod tym względem prawdziwy test odwagi. Od lusterka Nissana dzieliły go centymetry, jakikolwiek nieostrożny ruch doprowadził by do prawdziwej katastrofy.
Wrócił wzrokiem na trasę.
Do pierwszego zakrętu, ostrego w lewo, C-27, zostało im raptem kilkadziesiąt metrów. Mateusz wyraźnie wysunął się przed jego maskę, do niego więc należał przód.
Nie był tym zbytnio zaskoczony czy zmartwiony. To tylko nadawało rywalizacji smaczku.
Oznaczało, że będzie musiał przypuścić gdzieś atak. Na tak krętej i technicznej trasie, z licznymi prostymi, miejsc do tego było aż nadto.
Wyczuł odpowiedni moment, i króciutkim wduszeniem hamulca dociążył przód.
Ostatnie spojrzenie na rosnący w oczach zakręt, oświetlenie go światłami M3 ukazało jeszcze kilkanaście postaci za barierkami.
Uśmiechnął się w duchu, kręcąc kierownicą.
Oni nie spodziewali się tego, co mieli zobaczyć. Przekraczało to ich wyobrażenia.
Gdyby nie gentlemańska rozmowa z Matem, sam dał by się zaskoczyć.
Tak jednak wprowadził tylko swoje BMW w poślizg, i ustawił się w synchronicznym drifcie o cale od ślizgającego się GT-R’a…

- O jasny gwint! – wrzasnął jeden z obserwatorów na C-27 – O w mordę!
Dwa czarne pociski przeleciały po prawym pasie zakrętu, o mały włos nie wpadając w gulik odprowadzający wodę na wewnętrznej, idąc niesamowitym wręcz driftem.
Zaraz za zakrętem oba auta wyprostowały, kończąc poślizg, i wystrzeliły na kolejną 200-metrową prostą.
Wyjście z driftu BMW było niezwykle szybkie. Ruch rękami kierowcy zakładającego kontrę delikatny i nieznaczny, utrata prędkości niewielka.
Nissan jednak…
… driftujący wbrew swojemu napędowi na cztery koła Skyline, wyszedł z zakrętu w sposób wręcz niewiarygodny. Po najszybszej linii, momentalnie kończąc poślizg i cały czas przyśpieszając.
Bez utraty prędkości.
- Tu C-27 – wydyszał do krótkofalówki – GT-R driftował! Powtarzam, Nissan Skyline GT-R driftuje!!

- Co kur*a?! – warknął stojący na Szczycie Robert – Jak do chu…
Nagle coś sobie przypomniał. Skojarzył fakt.
To nie mógł być przypadek. Samochód był zbyt rzadki, żeby…
Wiedział już, kto doprowadził do zniszczenia silnika w jego Suprze. Kto pognębił go w biały dzień na Serpentynach.
Zaryczał wściekle, zwracając na siebie uwagę wszystkich dookoła…

- Co kur*a? – jęknął Adam – Jak czteronapędowy wóz może driftować?!
- To Mateusz – odparła spokojnie Natalia, z uśmiechem – Mówiłam, że on nie będzie jeździł gripem…

Mat skręcił kierownicą w prawo, i z gazem prawie w podłodze wszedł w średni w prawo, C-26. Wóz był niezwykle posłuszny, tył ani na chwilę nie zaczął uciekać, oprócz niewielkiej podsterowności jego gripu nie zakłóciło nic. Spojrzenie w środkowe lusterko uświadomiło mu, że choć Karol idzie w zakręcie driftem, traci do niego naprawdę niewiele.
- To dobrze – pomyślał.
Pojedynek zapowiadał się dokładnie tak, jak marzył.
Zacięcie.

Kolejna dwustumetrowa prosta mijała błyskawicznie, przerywane linie na jezdni, wyciągane światłami reflektorów, zlewały się w jedną, białą kreskę. Uphill w tej sekcji stawał się mniej gwałtowny, nachylony pod średnim kątem.
Obserwował cztery koła tylnych świateł Nissana, wyczekując na moment hamowania.
Wyjścia z zakrętu Mata były nienaganne, nie mógł się nijak mierzyć z jego ATTESA’ą…
Rozbłysk świateł, Skyline hamuje.
Noga na pedał, docisk do oporu, zacieśnienie maksymalnie do wewnętrznej, kontra, poślizg.
Poczuł, że koła suną na granicy rowka odprowadzającego wodę.
Musiał podjąć to ryzyko.
Kontra, gaz, wyprostowanie kół.
Prawy reflektor o włos od tylnej lewej części zderzaka GT-R’a.
Błyskawiczne przyśpieszanie, mocą wszystkich 305 koni.
C-25, średnio-mocny zakręt w lewo odszedł w niepamięć, za sobą zostawili zgromadzonych tam osłupiałych gapiów.
Nie miał czasu na zachwycanie się kolejnym synchronicznym driftem.
Wyczuł moment. Nadarzała się okazja.
Pięćdziesiąt metrów prostej. Tylko i aż tyle.
BMW zrównało się z Nissanem, a głośny pomruk dwóch rzędowych szóstek zlał się w jeden śpiew…

Mat zerknął w lewo, jednocześnie dociążając krótkim depnięciem na pedał hamulca przód wozu…
I razem ze swoimi dwoma turbosprężarkami świsnął z zaskoczenia.
- Nie zmieścisz się! – mruknął z przestrachem.
Dodał lekko gazu, zwiększając jeszcze prędkość poślizgu, lecz znakomicie wyważone E36 nieubłaganie wyprzedzało go po zewnętrznej, idąc półpoślizgiem.
- Walnie w barierki – pomyślał – Znosi go, w ten sposób na wyjściu na pewno przywali…
Nie wziął pod uwagę, że nie tylko on spędził na tej trasie dziesiątki godzin.
Dodał gazu do oporu, a ATTESA-ETS przerwała drift, wyciągając wóz po idealnej linii.
Schwycił mocniej kierownicę, gotowy do uniku przed rozbijającym się BMW.
Nie docenił umiejętności Karola.

Na wyjściu z C-24, zaczynała się nieco szybsza sekcja trasy.
Droga stawała się tu szersza, barierki znajdowały się odrobinę dalej od nawierzchni.
Wychodzące z zakrętu M3 minęło się z tą na zewnętrznej o centymetr.
Ale zmieściło się.
Manewr wymagał niezwykłej odwagi. I nie lada opanowania.
BMW objęło prowadzenie, i zajęło pozycję pośrodku drogi.
Walka trwała nadal…

- Tu C-24! M3 na prowadzeniu! Powtarzam, czarne BMW na przedzie! Piękny manewr, Nissan zwolnił tylko odrobinę, pojechał znakomicie, ale ten koleś… po zewnętrznej… coś pięknego!
- No to po imprezie. – zawyrokował Adam – Europa wygrywa z Azją, jeden przemądrzały technik z drugim. Karol musi tylko się utrzymać do Szczytu, potem zaczyna się downhill, a tam niższa masa M3 rozstrzygnie pojedynek.
- To tylko 30 kilo. I dziesięć koni przewagi Skyline’a. – zaoponował Michał.
- Heaven knows – stwierdził Maciek językiem Szekspira – Skoro Mateusz driftuje czteronapędówką, może mieć w rękawie i inne triki. Jestem po stronie Karola, ale wstrzymajmy się jeszcze z werdyktem. A co ty o tym sądzisz, Błażeju?
Błażej, jeśli miał być szczery, miał to całkowicie gdzieś.
Od piątku zeszłego tygodnia był najszczęśliwszym facetem pod słońcem, i nawet na Salmopol stawił się raczej z przyzwyczajenia, niż z chęci. Gdyby nie wola Karoliny, aby obejrzeć to widowisko, niewiele by go tu ciągnęło. Od dziewięciu dni nieprzerwanie, dzień w dzień, byli razem.
Od dziewięciu dni kochali się coraz mocniej. I nic nie zapowiadało, aby miało się to w jakikolwiek sposób zmienić.
Codzienne spotkania, codzienne bycie ze sobą, wspieranie się w szkole i poza nią…
… nie pomyślał by nawet, on, sportowiec, macho i łamacz niewieścich serc, że miłość może być aż tak wspaniała.
Obejmował jej kształtną, idealną talię, czuł spokojny, miarowy oddech.
Był… uspokojony. Wszystkie problemy poszły w cholerę w sposób tak nagły i niespodziewany, że aż sam w to nie mógł uwierzyć.
- Błaż, słyszysz? – ponagliła go swoim ślicznym, ciepłym głosem, jednocześnie gładząc po spoczywającej na jej biodrach dłoni. Poczuł przyjemny dreszcz w okolicach serca.
- Cholera – pomyślał – Jestem człowiekiem zadowolonym z życia…
- Słyszę, Caroline – odparł – Ale co ja mogę o tym sądzić? Nie jestem tu dla wyścigu. Jestem tu dla ciebie.
- Wiem – odparła ze śmiechem, odwracając się ku niemu. Ich twarze spotkały się – Ale to nie oznacza, że musisz się alienować…
Pocałowali się długo, namiętnie, nie zważając na nikogo dookoła.
Był szczęśliwy.
Była szczęśliwa.
Nic więcej oprócz nich samych do szczęścia nie potrzebowali…
- Co sądzę? – odparł w końcu, gdy Karolina ponownie wtuliła się w jego ramię – Za wcześnie, żeby osądzać, Macieju. To długa trasa…
Ale tak naprawdę, nie obchodziło go to zbytnio…

Gaz dociśnięty do oporu sprawiał, że Skyline przyśpieszał z pełną brutalnością, mknąc w pościgu za M3 przez 250-metrową prostą. Po lewej miał błotniste pobocze, z balami drzew tuż nad zboczem, po prawej ścianę ze świerków.
BMW skutecznie uniemożliwiało wszelkie próby ataku. Sunęło środkiem, co na ciasnym odcinku zmuszało go do podążania za nim bez jakichkolwiek myśli o zmianie lidera.
Atak Karola z jednej strony zaskoczył go, ale z drugiej otrzeźwił. Nie miał przecież do czynienia z byle przeciwnikiem.
Musiał spodziewać się zaciętej walki. I ta taka była.
Pokonali lekki w prawo, C-19, i wpadli na 40 metrów prostej, wiodącej do lustrzanego odbicia w lewo, C-18.
Nachylenie trasy było od tego momentu niewielkie, odcinek stawał się teraz lekkim uphill.
C-18, podobnie jak C-19, pokonali z butami w podłodze. Żaden z wozów choćby na chwilę nie wymknął się spod kontroli.
Dwieście metrów ciasnej prostej pozwalało im się nastawić teraz na zbliżający się, wyciągany już przez zapalone drogowe światła M3 zakręt C-17.
Ostry, lecz wyjątkowo szeroki wiraż w prawo, z gulikami na wewnętrznej i sporym, żwirowym poboczem, pozwalał na efektowne i szybkie drifty.
Karol wiedział, że w tym miejscu może pozwolić sobie na wcześniejsze hamowanie. Zajmował najszybszy pas, C-17 zaś nie wymagało zwalniania w stopniu umożliwiającym wyprzedzenie po zewnętrznej.
Był tego pewien.
Puścił gaz, wytracając nieco prędkość, wdusił na chwilę hamulec, po czym wszedł w drift.
Kątem oka dojrzał w środkowym, jak światła Nissana przeskakują na zewnętrzną, i zaczynają błyszczeć w lewym lusterku.
Manewr był niezrozumiały dla niego aż do momentu, gdy wyprostował, po wyjściu z zakrętu…

Mateusz lekko dodał gazu, przywracając trakcję tylnym kołom, a Sky wyskoczył z wirażu tuż obok BMW.
Teoretycznie, manewr był bezsensowny. Zaryzykował, wchodząc z większą od Karola prędkością, i robiąc to skrajnie od zewnętrznej, a nie jak przeciwnik – od środka. Obciążył opony, i wykorzystał fragment żwirowego pobocza, byle tylko zmieścić się na trasie. Następnie, techniką driftu przerywanego wyszedł z C-17 po zewnętrznej, ledwo mieszcząc się na drodze.
Efektem było znalezienie się na wysokości tylnego lewego błotnika E36.
W każdej innej sytuacji, zagranie nie miało by najmniejszego sensu.
Od tego momentu jednak, zaczynała się sekcja ostrego uphill’u. Sto metrów prostej, następujące po C-17, oddzielało ich od jednego z najtrudniejszych i najsłynniejszych, zaraz po C-8, zakrętów.
C-16.
Diabelnie ciasny i ostry wiraż, na którym drzewa praktycznie całkowicie zasłaniały widoczność, z błotnistym, zawalonym balami ściętych świerków poboczem, i nawierzchnią zawsze zalewaną strumykiem, z którym nie mogły dać sobie rady nawet guliki na wewnętrznej.
Miał plan. Wiedział, że okazja będzie idealna.
Wciśnięty do oporu gaz umożliwiał autu rozpędzanie się mocą wszystkich 315 koni, co w połączeniu z napędem na cztery koła i stromym podjazdem sprawiało, że miał podczas przyśpieszania znaczną przewagę nad M3 E36.
Dwadzieścia metrów przed wirażem szli już maska w maskę.
Dziesięć metrów.
Publika za barierką na zewnętrznej zaczęła się w popłochu cofać. Tak szybko w ten zakręt nie wchodził jeszcze… nikt.
Ostatnia próba, dokonana przez srebrne Subaru Impreza skończyła się wypadnięciem z trasy i lądowaniem na balach. Impreza atakowała C-16 z przeciwnego kierunku, co nie zmieniało jednak faktu, że było to diabelnie niebezpieczne.
Wstrzymali oddech.
BMW zanurkowało, w gwałtownym hamowaniu.
Nissan… nie.

Mat wyczuł moment, i na krótką chwilę błysnął drogowymi.
Wyciągnęły one z mroku znajomy kształt tylko na moment.
To mu wystarczyło.
Na ułamek sekundy depnął hamulec, i odbił w lewo…

Karol puścił hamulec, i złożył wóz do driftu, zacieśniając możliwie najbardziej ku wewnętrznej. Był prawie pewien, że nie uda mu się uniknąć zderzenia, gdy czarny GT-R wypadnie z zakrętu, i rozbije.
Obaj przesadzili z opóźnieniem hamowania. Moment, w którym wdusił pedał był i tak zbyt późny, ledwo zmieścił się w zakręcie.
Mateusz rozpoczął hamowanie jeszcze później, i zakończył je po niecałej sekundzie.
Z całą pewnością nie będzie w stanie się zmieścić…
Spojrzał w lewo.
I zrozumiał…

Poczuł, jak zewnętrzne opony ślizgają się, znoszone na mokrej nawierzchni. Jeszcze odrobinę skręcił kierownicą w lewo, starając się utrzymać kontrolę nad mknącym Skylinem.
Zakręt powoli dobiegał końca. Wiraż był ostry jak wszyscy diabli, ale wyglądało na to, że Nissan dał sobie z nim radę.
Widział oniemiałe twarze widzów, którzy zupełnie nie pojmowali tego, co widzieli.
Nie dziwił się im. Ta technika nie była zbyt znana na polskich przełęczach.
Dodał gazu, widząc już prostą, i odbił ostrożnie w prawo.
Poczuł, jak koła z lewej strony zostają podbite, wóz leciutko podskakuje, po czym wraca na trasę, pod jego kontrolę.
Gutter-driving.
„Jazda gulikowa”.

Karol skontrował kierownicą, przerywając drift, i dodał gazu, wyrywając na długą, 400-metrową prostą, która następowała po C-16. Od GT-R’a dzieliło go raptem pięć metrów, ale to, czego był świadkiem, potwierdziło tylko jego osąd o umiejętnościach Mateusza.
Był geniuszem kierownicy.
O technice, której użył, by pokonać zakręt, słyszał dawno temu, przy okazji pojedynku 200SX z Justy, na tej właśnie trasie. Gutter-driving, wykorzystanie do pokonania zakrętu rowka odprowadzającego wodę. Wjeżdżając w niego kołami, można było znacznie zwiększyć przyczepność, a tym samym prędkość wejścia i wyjścia z zakrętu. Gulik utrzymywał koła od wewnętrznej, i jeśli kierowca odpowiednio dozował skręt opon i gaz, wóz mógł pokonać cały zakręt po wewnętrznej nawet na moment nie tracąc przyczepności.
Wykonanie tego manewru w warunkach, jakie panowały na C-16, na zalanym wodą asfalcie, przy ciasnocie zakrętu i jeździe bok w bok z jego BMW, było majstersztykiem.
Podczas gdy on ledwie zmieścił się w wirażu, prawie ocierając się tylnym zderzakiem o barierkę na zewnętrznej, Mateusz poszedł po wewnętrznej prawie bez hamowania.
Geniusz.
Oznaczało to jednocześnie, że znów znajdował się z tyłu.
Ale wyścig nie dobiegł jeszcze końca. Nie byli nawet w połowie.
Wciąż miał szansę…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- … powtarzam, Skyline na prowadzeniu! Nie wiemy jak to zrobił, niemożliwe jest przecież utrzymanie się na wewnętrznej przy takiej prędkości… ale to fakt, widzieliśmy na własne oczy! Jeszcze raz, na C-16 przód obejmuje czarny GT-R! M3 pięć metrów za nim, dystans nieznacznie wzrasta, ale to raczej kwestia długiej prostej… pojedynek trwa…
- O kur*a. – skomentował Benedykt.
- Gdzie? – sarknął Tadeusz – Skubany. Ktoś wie, co on odstawił?
- To pewnie manewr, który wykonywał na Patelni w czasie swoich ostatnich wyścigów Sierrą, z Ligą – zauważył Michał. Przytulona do niego Amelia wzdrygnęła się, przypomniawszy sobie wydarzenia tamtego dnia, zakończone wreszcie rezygnacją Michała z czynnego ścigania – Jazda kołami w guliku, pozwalająca na znacznie szybsze wybieranie zakrętów. Zrobił to wtedy dwukrotnie, zresztą w wakacje widzieliśmy, jak ktoś robi to samo jego autem, też na Patelni. Prawda, Błażej?
- Ta – odmruknął Błażej, bardziej z obowiązku niż z zainteresowania. Jego dłoń wędrowała w dół uda Karoliny, po delikatnej, kwiecistej spódnicy.
- Miejże chociaż odrobinę czelności – roześmiała się – Przy ludziach?
- A co mnie oni obchodzą? Czy ja robię coś złego?
- W sumie… – odparła – W sumie nie.

- Jak oni słodko razem wyglądają. – rozpłynęła się Magda na widok zakochanej pary – Zawsze wiedziałam, że idealnie do siebie pasują.
- Błażej to cham – stwierdziła trzeźwo Iwona – I na dodatek miewa tendencję do traktowania kobiet przedmiotowo. Jeżeli…
- Chyba nie myślisz, że Caroline da się traktować przedmiotowo? – mruknęła Magda – Gdy trzeba to twardy kawał baby, ona wie czego chce… on może zgrywać Casanovę, ale założę się, że w razie jakichkolwiek problemów zrobiłby dla niej wszystko. Nie, Iww, ona go sobie ułoży tak, jak będzie chciała, i oboje będą szczęśliwi. W przeciwieństwie do nas…
- Dalej męczysz się z tym prostakiem?
Magda przytaknęła smutno.
- To nie jest prostak, Iww. On mnie kocha.
- Gó*no prawda, Meg. Swoim zachowaniem zdecydowanie temu przeczy. Kocha i każe ci spier**lać? Kocha i olewa, nie stawia się na spotkania, wykorzystuje? Wyśmiewa? Rzuć gnoja w diabły. Marnujesz się przy nim. Zasługujesz na kogoś znacznie lepszego, niż to ścierwo.
Magda spochmurniała, ale nie znalazła nawet argumentu, aby zaprotestować.
- Nie chcę się znaleźć w sytuacji, że zostanę sama. Boję się samotności, Iww. Nie jestem w stanie rzucić się na głęboką wodę, jak choćby ty czy Karolina…
- A ten Jacek? – zapytała Iwona – Ten, o którego pytasz za każdym razem, ten, dla którego w sumie jeździmy na te wyścigi… dlaczego nie spróbujesz z nim?
- A jak? – odpaliła nerwowo Magda – Przecież on nawet nie zwraca na mnie uwagi! Nie, Iww, nie widzę żadnej szansy, żeby się z nim spotkać. Żeby go chociaż poznać.
- A gdyby była taka szansa?
- Wtedy… za każdą cenę… ale nie ma takiej szansy. – dodała kwaśno – Nie, Iwona, to bez sensu. Przynajmniej na razie, ja pierwszego kroku nie zrobię. Boję się. I koniec tematu, zdania nie zmienię - zakończyła bardzo nerwowy jak na swój charakter wywód – Powiedz lepiej, co z tobą. Dlaczego nadal uparcie jesteś sama.
- A po cholerę mam być z kimś? – odparła pytaniem Iwona.
- Nie kłam. Wiem, że nie jest ci z tym dobrze. Ostatnie miesiące pokazujesz się z przeróżnymi facetami, ale nigdy nie dłużej niż na tydzień-dwa. Femme-fatale pełną gębą. Wina Benedykta, prawda?
Na ślicznej twarzy Iwony pojawiła się oznaczająca złość zmarszczka.
- Jeśli ten głupi kretyn – zaczęła tyradę – Jeśli ten buc nieogarnięty, nędzna podróbka Don Juana raczył by mnie przeprosić, to… - zawiesiła głos – Wróciła bym do niego bez wahania. Ale jeśli nie, to…
- Nadal będziesz nieszczęśliwa?
Przytaknęła, a jej oczy zrobiły się łzawo niebieskie…

Magda nie mogła wiedzieć, że stojący kilkanaście metrów dalej, w tłumie obserwatorów na C-8 Jacek, poświęca jej więcej uwagi niż sytuacji dookoła.
Śliczna, drobna brunetka wpadła mu w oko już wcześniej, lecz wtedy uznał ją za omam otumanionego alkoholem umysłu. Teraz jednak był pewien, że jest prawdziwa, chłonął więc każdy detal jej uroczej fizjonomii.
Jednocześnie jednak boleśnie zdawał sobie sprawę, w jak beznadziejnie gówni*nej sytuacji się znajduje. Staczał się po równi pochyłej w otchłanie uzależnienia, i nawet nie myślał już o powrocie do rywalizacji. Miał świadomość, że schrzanił dokumentnie, w tak okrutny sposób rzucając Monikę. Jacek nie był złym człowiekiem, wręcz przeciwnie, należał raczej do uczuciowych i delikatnych romantyków, którzy otoczkę twardziela i macho zdobyli ze względu na wygląd fizyczny, a nie zachowanie. Działał wtedy pod wpływem emocji, zareagował zbyt wyniośle i dumnie na (w jego odczuciu) próbę odebrania „wolności” – i teraz miał za swoje.
Cierpiał nieopisaną wręcz samotność, którą starał się zalać alkoholem.
Jak sam zresztą wiedział, bezskutecznie. Ba, zdawał sobie sprawę, że w ten sposób pozbawia się jakichkolwiek szans na znalezienie nowej miłości, w osobie pokroju Moniki czy tej tajemniczej, przepięknej dziewczyny.
Nie wiedział, kim ona jest. Obecność w jej otoczeniu Iwony, kobiety znanej i rozpoznawalnej w środowisku Osuchowskiego rokowała nadzieję, że ten anioł również znajduje się w jego szkole…
Ale jakie to miało znaczenie?
Był sam. Był uzależniony.
Był kretynem.
I sam musiał to przyznać… spier**lił sprawę.

Mistrz uśmiechnął się lekko, słuchając relacji z C-16. Powrót do gry Mateusza cieszył go niezmiernie, choć nie mógł powiedzieć, że się tego nie spodziewał. Czuł, że chłopak wróci na Przełęcze, czuł to nawet w momencie, gdy oddawał mu na własność niebieską Imprezę.
Mateusz miał talent, to nie ulegało wątpliwości. Jego przeciwnika również kojarzył, spokojny, inteligentny chłopak z czarnego 318ti. Jedyny wyścig w jego wykonaniu, który miał okazję widzieć, przed rokiem, był na bardzo wysokim poziomie. Już wtedy wiedział, że jeśli chłopak zasiądzie za kierownicą lepszej maszyny, będzie w stanie daleko zajść. Równie daleko, jak młodzieniec z Nissana Skyline.
Mistrz miał szczęście, że udało mu się zdążyć na ten pojedynek. Odmówił sobie nawet przyjemności oglądania porażki Roberta i jego nowej Supry Mk.3 z tymże właśnie Karolem, ostatnie pół roku spędził praktycznie non-stop w Niemczech. Firma wzywała. Miejsce, gdzie spotkał tych młodych kierowców jakiś czas temu, Nurburgring, Zielone Piekło, dla nich wyzwanie, stanowiło dla niego tylko i wyłącznie jedno z miejsc pracy. Nawet dziś przybył tu pod pozorem „obowiązków służbowych”, w ramach trasy testowej. Inaczej nie byłby się w stanie wyrwać ze Stuttgartu, z pracy.
Nomen-omen, z jednej z najciekawszych i najbardziej interesujących prac na świecie.
Wstał, zrobił parę kroków, i ponownie oparł się o wóz. Czuł upływ czasu. Kręgosłup już nie ten, kości powoli też dawały znać, że czasy świetności mają za sobą.
Tym więc bardziej cenił sobie samochód, który przez ostatnie tygodnie testował. Idealny dla starego, zdziadziałego rajdowca jak ja, śmiał się często. Gigantyczny spadek cen benzyny, i koniec kryzysu paliwowego, sprowadzający motoryzację niejako na powrót do swych złotych lat, był rzeczą nie do pogardzenia.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Błękitna Panamera, z widlastym dwunastocylindrowcem pod maską, generującym przeszło 700 koni, stanowiła na to doskonały dowód.
Był szefem kierowców testowych Porsche. Do niego należało sprawdzanie i dostrajanie wszystkich tych wspaniałych wozów. I, nie ukrywał, sprawiało mu to ogromną frajdę. Może i dzisiejsza Panamera nie dorównywała osiągami jego legendarnemu Audi S1 Sport Quattro, śpiącemu obecnie zasłużonym snem w klimatyzowanym garażu w Istebnej, nie ruszanym stamtąd od czasu wyścigu z Ligą, ale… czy musiała?
Był już stary. Dla niego, epoka wyścigów, rajdów i pojedynków się skończyła.
- Idzie młode – mruknął bez żalu.
Miał przecież do wykonania jeszcze jedno zadanie…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Stopniowo dodał gazu, podtrzymując szybki drift. Bok Nissana sunął centymetry od niego, widowni na ciasnym, ostrym w prawo C-12 widok musiał zaprzeć dech w piersiach.
Był to już kolejny drift synchroniczny, jaki dziś wykonali. Dla Karola stawał się powoli normalną częścią jazdy.
Ostatnie trzy zakręty, odkąd stracił prowadzenie na C-16, nijak nie zmieniły sytuacji. Siedział na ogonie GT-R’a, przyklejony wręcz do jego tylnego zderzaka, ale żaden atak nie wchodził w grę. Mat nie popełniał żadnego, choćby najmniejszego błędu, co więcej, zwiększył jeszcze prędkość w zakrętach…
Kontra, więcej gazu, kontra, wyprost kół.
Koniec driftu, szybkie przyśpieszanie na 150-metrowej prostej, dzielącej ich od C-11, średniego w lewo.
… zwiększył prędkość w zakrętach, tym samym uniemożliwiając mu ponowny atak od zewnętrznej. Wyjścia z poślizgów Nissana, dzięki owianej legendą ATTESA’się, również były znacznie szybsze niż jego, Mat wystrzeliwał po praktycznie najszybszych liniach, momentalnie przerywając drift.
Karol nie miał najmniejszego choćby pomysłu, jak przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Bez problemu utrzymywał się na prostych, choć Nissan przyśpieszał nieco szybciej, nie był w stanie go zgubić.
Nijak jednak nie potrafił go zaatakować.
Potrzebował planu. Potrzebował oświecenia.
Światła hamowania w Skylinie rozbłysły dokładnie w momencie, w którym się tego spodziewał.
Nierozważny lub nieobeznany ze sztuką prowadzenia na Przełęczy zdecydował by się zapewne w takim momencie na atak, chociażby od wewnętrznej, wykorzystując fragment nieutwardzonego pobocza.
Było by to idiotyzmem. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Mat hamuje w ostatnim odpowiednim momencie, na granicy przyczepności. Każda próba ataku skończyła by się rozbiciem na barierkach, i stoczeniem ze zbocza.
Nie pozostawało mu nic innego, jak również rozpocząć hamowanie, i wejść w C-11 po nadawanej przez Nissana, najszybszej linii. Zobaczył, że GT-R’a znosi nieco ku zewnętrznej, zaraz zresztą sam odczuł działającą na wóz podsterowność.
Kilka kilometrów tak szybkiej jazdy nie mogło pozostać bez efektu dla opon.
I tak jednak nie było to na tyle silne zjawisko, by się nim teraz przejmować.
C-11 skończyło się, a ich oczom ukazała się długa, półkilometrowa prosta, obsadzona po obu stronach gapiami, a kresu której nie było nawet widać.
Tym samym pierwsza część trasy dobiegła końca.
Uphill odchodził w niepamięć.
Po płaskim, 500-metrowym sprincie, czekał ich downhill…

- Są! Są! Skyline na prowadzeniu! – ryknął ktoś ze zgromadzonych. Robert podniósł głowę, ale jedyne co zdążył zobaczyć, to tyły przelatujących wozów.
Zaklął siarczyście.
- Co znowu? – mruknęła Julia.
- Wygląda na to, że ten drań rozwali tego drania.
Spojrzała na niego, unosząc brwi. Z idiotyzmu swojej wypowiedzi zdał sobie sprawę dopiero po chwili.
- Mateusz tego gnoja z M3.
- Możliwe – odparła Julia – Całkiem możliwe.
- Nie martwi cię to? – warknął – Jeśli on wygra, to nijak nie będę mógł odmówić mu pojedynku…
- Boisz się, najdroższy? – sarknęła.
Spochmurniał, mieląc w ustach przekleństwo:
- Nie. Ale mam za słaby wóz, żeby dorównać temu Skyline’owi. Potrzebuję mocy, znacznie więcej mocy. A to wymaga czasu.
- Ile go potrzebujesz? – zapytała konkretnie.
Zaskoczyła go. Dłuższą chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Trzy, cztery tygodnie. Minimum.
- Będziesz miał tyle. – odparła pewnie, bez emocji.
- Skąd wie…
- Wiem. Nie musisz wiedzieć, skąd. – ucięła.
Po raz kolejny milczał dłuższą chwilę, by wreszcie odezwać się:
- Wynająłem leśniczówkę od moich starych, tą w lesie. Wiesz chyba, którą. – uśmiechnął się głupkowato.
- Wiem. – wymruczała, przeciągając palcem po jego szyi – Wiem doskonale. Komu?
- Jacyś goście gdzieś z centralnej Polski, nie pamiętam nazwy tego miasta. Napisali do mnie na którymś forum street racingowym, szukali miejsca z dala od drogi, nieuczęszczanego. Płacili naprawdę grubą kasą, chcieli tylko mieć tam anonimowość i spokój. Kasa zawsze się przyda…
- Mhm – odparła Julia. Lekki pisk opon gdzieś z oddali zakomunikował, że auta pokonały już słaby w lewo, C-10 – A z ciekawości, to po co im taka kryjówka?
- Ponoć przyjeżdżają z dziewczyną – zarechotał rubasznie Robert – Czyli pewnie do tego samego celu, do jakiego używamy go my…
Julia uśmiechnęła się do wspomnień.
- Musimy to kiedyś powtórzyć. – dodał Robert, przyciągając ją ku sobie. Z zadowoleniem położył dłonie na jej kształtnych pośladkach, i wpił się w usta, w pocałunku.
- Musimy. – odparła, mrużąc oczy, gdy przestał - Jak tylko pokonasz tego drania, będzie po temu idealna okazja…

Trzymał gaz wciśnięty do oporu, a Nissan dźwięczał głębokim, silnym pomrukiem, idąc w skręcającej nieco w prawo, 200-metrowej prostej. Gałęzie drzew tuż przy drodze zasłaniały tu całkowicie widoczność, gdyby nie pewność, że trasa jest zamknięta, nie pozwolił by sobie tu na taką prędkość.
Ten odcinek znów był płaski, droga praktycznie nie opadała na całej długości trzech prostych i jednego niewielkiego zakrętu C-9.
Lekko skręcił kierownicą, przechodząc w bliźniaczą, 150-metrową prostą odbijającą nieco w lewo. Karol cały czas trzymał się jego zderzaka, ale nie podejmował najmniejszej choćby próby wyprzedzania.
- Poddał się? – zapytał sam siebie Mat, bez problemu pokonując C-9.
Przed nim rozpostarła się 200-metrowa prosta, z parkingiem na samym początku, pośrodku łamiąca się odrobinę w lewo.
Po niej, nastąpić miało C-8.
- Niemożliwe – pomyślał, dodając gazu – To do niego niepodobne…

Karol w skupieniu obserwował ruchy Nissana. Mateusz prowadził nienagannie, nijak nie dając okazji do wyprowadzenia ataku. Ostatnia przed C-8 prosta mijała nieubłaganie, a on wciąż nie miał pomysłu.
Sto metrów.
W świetle drogowych reflektorów Skyline’a widział już kontury postaci, zgromadzonych na tym kultowym zakręcie. Prawie cała klasa obserwowała właśnie z tego wirażu, tam spodziewano się, że ktoś podejmie próbę ataku.
Nie zależało mu na podziwie klasy. Chciał po prostu dopełnić obietnicy danej Mateuszowi.
Walczyć do…
Kątem oka dojrzał, jak na wewnętrznej wyrósł rowek odprowadzający wodę.
Gulik.
… do końca.
Czy mógł spróbować…
Skoro Mateusz był w stanie, to dlaczego by nie…?
Być może to była jego ostatnia szansa.
Postanowił.
Nie pomyślał o tym, co miał do stracenia. Nie myślał rozsądnie.
W końcu, miała to być ostatnia noc nieracjonalności…

- Jadą! GT-R nadal na prowadzeniu!!
Alicja postąpiła krok do przodu, by lepiej widzieć cały zakręt. Kibicowała Mateuszowi z całego serca, choć osobiście nie czuła by do niego żadnego żalu, gdyby przegrał.
Kochała go, kochała całym sercem. Bynajmniej nie za odwagę w wyścigach.
Mimo tego, musiała go jutro lub nawet dziś rozczarować.
Prosić o jeszcze kilka dni.
Była pewna, że chce z nim być, pragnęła tego całym swym sercem. Sama dziwiła się swoim uczuciom, zastanawiała, gdzie odszedł cały jej chłód i dystans. Zmieniła się, to nie ulegało… wątpliwości?
Ona sama była gotowa na ten związek. W tym przypadku chodziło o coś zgoła innego.
O Konrada.
Ciężko jej było mu uświadomić, że „nic z tego”. Całe swoje dotychczasowe życie uważała się za osobę mało atrakcyjną, nie wierzyła we własne powodzenie. Natomiast ostatnie miesiące przyniosły jej dwóch adoratorów, i to adoratorów niezwykle wartościowych…
… z bólem serca musiała jednego odrzucić. Czuła jednak w głębi serca, że wybiera właściwie.
Mat był wierny. Nie potrafił bez niej… żyć?
Musiała więc jakoś wyperswadować Konradowi jego uczucie do niej.
Jak sama się przekonała, to nie było łatwe. Wymagało delikatności.
Cierpliwości.
Nalegał na spotkanie. Wtedy… wtedy będzie musiała mu to obwieścić.
- Wchodzą!
- Skyline od środka! Zaczyna drift…
- M3! Patrzcie na M3!
Podniosła wzrok, by ogarnąć sytuację na zakręcie.
Ostatnia myśl, która zakotłowała się w jej myśli, nim całą uwagę skupiła na dwóch czarnych wozach, brzmiała:
- Kocham Mateusza. I będę z nim, nieważne, co…

Poczuł, jak koła wpadają w gulik, a wóz przechyla się ku wewnętrznej.
Jednocześnie usłyszał narastające dzwonienie w uszach.
I dziwne… uczucie.
Głos rozsądku?!

Mateusz odbił kierownicą, i dodając gazu, kontrolował poślizg.
Był pewien, że Karol nie będzie w stanie tutaj zaatakować.
Nie wykonał gutter-drivingu. Nie widział sensu w ryzykowaniu.
Zużyte już opony sprawiły, że z wewnętrznej przesunął się nieco ku zewnętrznej. Nie zmartwił się tym, wszak Karol musiał odczuwać dokładnie taką samą podsterowność. Garb zaś, dopóki przednie koła sunęły po wewnętrznej, był mu niestraszny.
Stał się ofiarą własnej pewności siebie.
Spojrzał na wprost, po czym zamarł…

Czuł, że ogromne siły odśrodkowe wypychają go w kierunku drzwi pasażera, podczas gdy M3 mknęło po wirażu, z kołami w guliku. Dotarło do niego, że wystarczy jeden błąd, a wyleci z trasy, zabijając siebie, Mateusza i dziesiątki widzów na parkingu na zewnętrznej.
I przeraził się.
Nie wierzył we własne możliwości.
Zakręt dobiegł końca, a Karol, odbijając lekko w prawo, wyskoczył z rowku, by znaleźć się na samym środku drogi.
Na prowadzeniu.

Publika jak jeden mąż odetchnęła głęboko, gdy Skyline momentalnie przerwał drift, i po idealnej linii wystrzelił w pogoń za M3.
To nie on jednak był bohaterem tego wirażu, pomimo swojego nienagannego driftu.
- Co to kur*a było? – wyjęczał Adam.
- Jazda gulikowa. – odparł z uśmiechem Sebastian, zadowolony, że widział manewr Karola na własne oczy.
- Co kur*a?
- Gutter-driving… – odezwał się po raz pierwszy tego dnia z własnej woli Błażej.

W tym jednym momencie poczuł, że przegrał.
Zlekceważył przeciwnika. Był pewien, że atak już nie nastąpi. Że w ostatniej części trasy, na osiem zakrętów przed metą nie ma już miejsca, gdzie można by atakować z zużytymi oponami i hamulcami.
- Zostałem pokonany własną bronią – zdał sobie sprawę Mateusz, obserwując tylne światła BMW, raptem metr przed sobą – Karol idealnie skopiował mój gutter-driving, zastosował go w tak trudnym miejscu, jak C-8… i udało mu się za pierwszym razem.
Przegrałem.
150-metrowa prosta, następująca po C-8, mijała szybko, coraz bardziej przechodząc w stromy downhill. Widział już niezwykle ostry, krótki nawrót w prawo, C-7.
Nie miał szans. Nie mógł…
Nie mógł?
Nie miał nic do stracenia. Skoro Karol odważył się wykonać gutter-driving w takich warunkach, przy takiej prędkości…
Wcisnął gaz do oporu, przeskoczył na lewy pas, i zrównał się z tylnym błotnikiem M3.
- Va banque! – ryknął Mateusz.
Po raz kolejny w swoim życiu, stawiał wszystko na jedną kartę.

Karol dojrzał w lewym lusterku wyrastający kształt GT-R’a. Krótką chwilę myślał, że oto zdobyte tak szaleńczym manewrem prowadzenie przepadło. Na prostej Skyline miał niewielką, ale jednak przewagę.
Spojrzenie na wprost uświadomiło mu jednak, że do C-7 pozostało raptem kilkanaście metrów.
- On oszalał?! – prawie wrzasnął, przenosząc lewą stopę nad hamulec.

- W gruncie rzeczy, to nic nowego – pomyślał jeszcze Mateusz – Robiłem to już kiedyś. – uspokoił sam siebie.
W Japonii. Również za kierownicą Skyline’a.
Ale nie pod takim kątem. Nie w takich warunkach.
Ostatnim spojrzeniem oszacował odległość i wybrał miejsce.
- Wybacz, maleńki – pogładził kierownicę palcem, a lewą ręką sięgnął do przełącznika.
Zadziałała bez zarzutu, przekręcając pokrętło.
Zapanowały ciemności.
Odbił gwałtownie kierownicą w prawo, mijając tył M3 o centymetry.
Po tym poczuł gwałtowne podbicie…

Wszystko rozegrało się w ułamkach sekund.
Karol wprowadził M3 w poślizg, by po krótkiej chwili stwierdzić, że Nissan zniknął.
Nie rozumiał tego. Lustracja wszystkich trzech lusterek nie przyniosła rezultatu.
W 2/3 zakrętu zrozumiał, na czym polegało zagranie Mateusza.
Dlaczego go nie widział.
Powinien patrzeć w prawo.
I w górę…

Głuche tąpnięcie ogłosiło mu, że po krótkim locie wóz spotkał się z ziemią.
Od momentu, który miał teraz nastąpić, zależało wszystko.
Musiał działać błyskawicznie.
Lewa ręka na pokrętło.
Światła drogowe rozbłysły, rozświetlając drogę przed nim.
Błyskawiczny skręt kierownicą, dodanie gazu, byle tylko uniknąć przecięcia barierki na wprost i runięcia w przepaść.
ATTESA-ETS walczy o całą trakcję, jaką może wydobyć z nagrzanych opon.
Wygrywa.
Skyline lekkim poślizgiem zamiótł przed maską M3, i zaczął błyskawiczne rozpędzanie…

- … o kur*a mać! – wrzasnął nagle komentujący z C-7 – O ja pier*ole!
- Co jest? Co się stało, C-7?!
W eterze dłuższą chwilę panowała cisza.
- Skyline – wyjąkał wreszcie sprawozdawca – Skyline… ponownie… na prowadzeniu…

- Skoczył? Jak to kur*a skoczył?! – wrzasnął Robert – Jak samochód może kur*a skakać?!!

- O w mordę jeża. – stwierdził Maciek – O jasny gwint.
Jak na niego, były to przekleństwa zawierające w sobie cały ładunek zaskoczenia i fascynacji.
- Skoczył? Co miał na myśli komentator, mówiąc „GT-R skoczył?” – zapytał Andrzej.
- Nie mam zielonego pojęcia – odparł Benedykt – Ja pier*ole, co to mogło być?
- Dwa następujące po sobie zakręty, dwie zmiany lidera. Oni są niesamowici. – stwierdził Michał.
- Są – przytaknęła Natalia – Z całą pewnością, są…

Karol w milczeniu wcisnął hamulec, i dodając lekko gazu ustawił bok swojego BMW obok driftującego Nissana. Ostatnie dwa zakręty, nie wyróżniające się niczym, pokonał rozpamiętując to, co widział.
Swój drift. Zniknięcie z lusterek GT-R’a. Pojawienie się konturu Nissana, lecącego po jego prawicy, nad zielenią i krzakami. Lądowanie, nagłe zapalenie się świateł, i poślizg tuż przed jego maską.
Skyline obejmujący prowadzenie.
Gdy to wszystko się skończy, musi mu oddać pokłon. Manewr był…
… nie do ogarnięcia.
- Wiem, co on zrobił – pomyślał, podczas gdy sunęli bok w bok po ostrym wirażu w lewo, C-4, ze zderzakami tuż nad rowem, wykorzystując nachylenie pasa do utrzymania aut na wewnętrznej – Odbił tuż za mną, od lewej do prawej, mierząc przodem prosto w zieleń. Podbiło go na wertepach, przeleciał, ścinając zakręt, po czym wylądował na drodze.
Diabelnie ryzykowne. Diabelnie niepewne.
Diabelnie… skuteczne.
Założył kontrę i stopniowo dodał gazu, wyprowadzając wóz z poślizgu. Mat zrobił to odrobinę później, ale mimo tego wóz wyszedł przodem po najszybszej linii, zostawiając go znów dwa metry z tyłu.
- Drift przerywany – zdał sobie sprawę – ATTESA pozwala mu na wyjścia z poślizgu, o których my możemy tylko pomarzyć.
Uświadomił sobie, że choć walka trwać miała jeszcze przez jakieś 800 metrów, to pojedynek jest już skończony.
Błyskawicznie pokonali dwieście metrów prostej, po czym dohamowali przed ostrym wirażem w prawo, C-3, i złożyli się w kolejnym synchronicznym drifcie, zapewniając sobie u publiki i na tym zakręcie wieczną pamięć i sławę.
Sunęli jeden obok drugiego, lusterko przy lusterku, po czym efektownie skończyli drift, i pomknęli dalej, w noc.
Wraz z C-3 dobiegł końca prawdziwy pojedynek. Dwa pozostałe zakręty, C-2 i C-1, były niewielkimi odbiciami w prawo i w lewo, a na następujących pomiędzy nimi prostych żaden szanujący się ścigant nie wyprzedzał.
Mateusz zresztą i tak nie dał mu takiej okazji.

Na ostatnią, 300-metrową prostą wypadli jeden za drugim.
Czarny Skyline, i przyklejone do jego tylnego zderzaka czarne M3.
Auta przecięły linię mety, przy akompaniamencie wiwatów i oklasków dla obu kierowców.
Pojedynek już w chwili jego zakończenia przeszedł do legendy.
Cztery niesamowite wyprzedzenia, każde w stylu, jaki starali się potem naśladować młodzi kierowcy. Cztery manewry, które przeszły do legendy, zastosowane techniki, których uczyli się potem adepci touge w tym regionie.
Niezliczona ilość synchronicznych driftów, uwiecznionych na zdjęciach, nienaganne drifty, zastosowanie gripu na granicy trakcji, i hamowania na granicy przyczepności.
Pojedynek przeszedł do legendy.
Obaj kierowcy, gdy wreszcie wysiedli z aut, ukazując się tłumom na mecie, zebrali burzę oklasków, wiwatów i gratulacji.
Zasłużenie.

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

- To było niesamowite – stwierdził Karol, ściskając dłoń Mateusza – Gutter-driving był świetny, ale ten skok… Mateuszu, oddaję cześć. Nie widziałem czegoś takiego wcześniej, i już zapewne nie zobaczę…
- Durne ryzyko – odparł Mat szczerze – Durne ryzyko wynikające z szaleńczego pragnienia zwycięstwa. Nauczyłem się tego w Japonii. Z perspektywy chwili to było nierozsądne. Ale twój gutter na C-8… moje najszczersze uznanie. Robiłeś to pierwszy raz, prawda?
Karol przytaknął. Minę miał jednak nietęgą.
- To był idiotyzm, Mat – mruknął – Zaryzykowałem jak cholera, najmniejszy błąd posłał by do diabła mnie, ciebie i pół publiki. Nie ćwiczyłem tego nigdy, podpatrzyłem dzisiaj w twoim wykonaniu, gdy mnie w ten sposób wyprzedziłeś na C-16. Zadziałałem nieracjonalnie, gdyby coś się stało… gdybym zginał… teraz dopiero o tym myślę. I mam sam do siebie żal. Nie było by mnie. Nie miał bym szansy wrócić do niej, wrócić do normalności. Zadziałałem nieracjonalnie. Daj bóg, ostatni raz w swoim życiu.
- Mimo wszystko, to był przepiękny pojedynek. Nie przesadzę chyba, jeśli powiem, że przeszliśmy do historii – skwitował Mateusz, uśmiechając się.
- Ano, przeszliśmy. To była znakomita bitwa.
- Nothing personal? – zapytał jeszcze Mat, wyciągając w jego kierunku dłoń.
Uścisnął ją.
- Nothing personal…

- Wygrał – kiwnął głową w uznaniu Michał – Stwierdzenie, że wygrał lepszy, nie było by jednak na miejscu. Obaj pokazali najwyższą klasę. Zwyciężyli, przynajmniej w moich oczach.
Nat przytaknęła. Wynik był zgodny z jej przewidywaniem.
Wierzyła w niego od samego początku. Wrócił do najwyższej formy.
Nikt inny nie zaprzeczył…

Wrzucił kierunkowskaz, i zaparkował na C-8. Momentalnie rzucił się do niego tłum kibiców, z gratulacjami.
Grzecznie się im skłonił, ale tak naprawdę przybył tu dla kogo innego. Dla jednej jedynej osoby, która się dla niego liczyła.
Którą mógł stracić swym durnym ryzykowaniem, z czego zdał sobie sprawę dopiero w rozmowie z Karolem. Rozmowie, która dała mu do myślenia.
Jeszcze jeden pojedynek. Wyzwie Roberta przy najbliższej okazji, pokona i skończy z touge.
Uniknie przeznaczenia. Uniknie śmierci, którą widział w snach, na trasie, której nie kojarzył, w pojedynku ze srebrną Suprą Roberta.
Padła mu w ramiona, i obrócili się razem, przytulając.
- Wróciłeś – stwierdziła ciepło Alicja, tuląc się pod jego marynarkę – Nie powiem nic odkrywczego, ale bałam się o ciebie.
Przytulił ją mocniej do piersi. Zapach jej delikatnych perfum rozkosznie rozpływał się dookoła.
- Nie powiem nic odkrywczego, ale przepraszam, najpiękniejsza. I wybacz, że jak na razie nic z tym nie mogę zrobić.
- Wiem – roześmiała się – I jak na razie, nic z tym robić nie musisz.
- Zaczekasz w aucie?
- Zgadnij.
Odwrócił się na pięcie, i ujrzał przed sobą Benedykta.
- Możemy pogadać?
Mat zmarszczył brew. Od czasu, gdy Ben potraktował tak cholernie nieładnie Iwonę, stosunki między nimi były co najmniej napięte.
- Ta – mruknął.
- Postawię sprawę jasno – zaczął Benedykt, gdy tylko oddalili się nieco – Chcę kupić twój wóz.
- GT-R’a?
- Nie. Imprezę.
- Domyślam się, Beniu – odrzekł Mat – Jestem ci skłonny sprzedać Bug-Eye’a. Wszystko, jak pewnie wiesz, jest kwestią ceny.
- 25 kawałków – walnął prosto z mostu Benedykt.
Parsknął śmiechem, bardziej z zasady, niż z ubawu. Tak naprawdę nie zależało mu na tym aucie. Warte było minimum dwa razy więcej, i za tyle właśnie mógł ją Benedyktowi sprzedać.
Dla zasady. Gdyby nie sytuacja z Iwoną, może za 25 kawałków by mu ją oddał.
Tak… nie.
Ben spuścił głowę, i zauważył smutno:
- Nie mam więcej, Mat. Jak babcię kocham, tyle mi się tylko udało odłożyć.
Mateusz zastanowił się krótką chwilę. Świnia czy nie, Benek był niegdyś jego dobrym kumplem.
Tutaj, na Białym Krzyżu, w pojedynku z Błażejem, zrobił naprawdę dobrą robotę.
Wpadł mu do głowy pomysł.
- Dwadzieścia pięć – zaczął – I drugie dwadzieścia pięć, które zarobisz… najpewniej na zakładach. Takim samochodem, gdy tylko go opanujesz, koszenie pięciu tysięcy w ciągu tygodnia nie powinno być problemem. Co powiesz na taki układ, Beniu?
- Deal – wyciągnął rękę Benek.
- Deal.
Błękitna Impreza WRX STi, stojąca w garażu w Istebnej, znalazła w ten sposób nowego właściciela.
Bug-Eye Ligi miał ponownie wrócić na Przełęcze…

 

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Czarny Nissan zatrzymał się pod domem w Istebnej, mrucząc cicho sześciocylindrowcem. Była druga w nocy, wszyscy dookoła spali snem sprawiedliwego.
Musiała to w końcu powiedzieć.
Z drżącym sercem zaczęła:
- Mateusz… mam do ciebie… jeszcze jedną… prośbę.
- Słucham, najpiękniejsza.
Nie zaprotestowała na takie określenie, jak zazwyczaj robiła.
- Wiem, że nie powinnam… wiem, że nie tak się umawialiśmy, ale… potrzebuję jeszcze tygodnia. Czy ty…
- Czekałem tyle lat – uśmiechnął się – Czekałem tyle lat i dwa tygodnie… czym jest jeszcze tydzień? O ile ty mnie…
- Kocham cię, Mat. Tak jak i ty mnie. O to możesz być pewien. Tu chodzi… o coś innego. To… delikatna sprawa.
Nie wnikał w temat. Ufał jej całym sercem.
- W takim razie… będę czekał. – spojrzał w jej błękitne oczy najpiękniej, jak potrafił.
Nachyliła się ku niemu, i po raz kolejny pocałowała, długo, namiętnie…
Z miłością.
- Dziękuję… tydzień. A potem…
- Wiem. Czekam… belissima.
Odpowiedziała uśmiechem, najpiękniejszym, jakim potrafiła.
Uczyli się nawzajem tego ciepła. Prostych gestów.
- Dobranoc, Mat.
- Słodkich snów, Alicjo.
Otworzyła drzwi, posłała mu pożegnalny uśmiech, i ruszyła w kierunku domu.
Wrzucił wsteczny, ostrożnie wycofał, po czym udał się w kierunku własnego…

Weszła na schody, i przyświeciła sobie małą latareczką, w poszukiwaniu kluczy.
Zamiast nich, znalazła na wycieraczce kopertę.
Zobaczyła swoje imię i nazwisko.
Odruchowo podniosła ją i odpakowała.
Od początku czuła, że coś tu jest… nie tak.
„Z przykrością zawiadamiam, że twój chłopak nie jest ci wierny, i spotyka się pod twoją niewiedzą z inną…”.
Bez namysłu miała już wyrzucić list, nie wierząc w ani jedno słowo. Zdawała sobie sprawę, że zapewne wiele kobiet jej zazdrości Mata. Nie dziwiła im się.
Z koperty wypadło zdjęcie.
Tym razem, dała się zaskoczyć.
Sięgnęła po nie, i przyświeciła latarką.
- Nie – szepnęła.
Mateusz. Mateusz, nachylający się nad kawą ku…
Znała tą dziewczynę.
Piękność z jego klasy. Natalia.
Data… sprzed tygodnia.
- Nie – szeptała – Nie, nie, nie…
Uwierzyła.
Tak bardzo wątpiła, że może ich czekać szczęście, że… uwierzyła.
Treść listu przyjęła więc odruchowo jako prawdziwą. Uczucia i emocje dodała sama.
Po raz kolejny, między Mateuszem i Alicją, zawiodła umiejętność rozmawiania.
Byli mistrzami wielkich słów i wielkich gestów. Prostej rozmowy, prostego pytania, zwykłego wyjaśnienia jeszcze nie zdążyli się nauczyć…
Noc była ciemna.
Noc była chłodna.
Łza powoli spływała po policzku.
W oddali milknął gdzieś dźwięk sportowego silnika…

 

Po tym Odcinku przeczytaj:
OS. "Bez znaczenia"